"Tygodnik Powszechny"

Miłość zwycięża

MIŁOŚĆ ZWYCIĘŻA WSZYSTKO

Stefan Ingvarsson

Męska homoseksualność i Kościół katolicki weszły w symbiozę, która dla ludzi z zewnątrz jest trudna do zrozumienia.

Anioł, gdy kieruje strzałę w stronę chłopca, nie wygląda na zagniewanego ani żądnego zemsty. Wydaje się raczej zadowolony – wręcz pełen nadziei. Barokowy obraz Giovanniego Baglioniego jest mocnym wyrazem propagandy wiary katolickiej: Eros leży na ziemi, skrzydła ma zwichnięte, a strzały połamane. Anioł przyłapał strzelca ziemskiej miłości na gorącym uczynku z diabłem i przerwał ich zaloty. Chrześcijańska moralność triumfuje.

Kiedy po raz pierwszy zachwyciłem się katolickim światem przedstawionym? Gdy na nowo otwierano katedrę katolicką w Sztokholmie miałem dziesięć lat. Jak zwykle byliśmy spóźnieni, w ławkach nie było już wolnych miejsc, musieliśmy stać podczas kilkugodzinnej mszy po łacinie. Nie przeszkadzało nam to. Jakże fascynowali mnie biskupi i ich wzorzyste mitry! Ministranci pomagali przy ich zdejmowaniu i nakładaniu podczas poszczególnych momentów liturgii. Odzienie, pastorały, kadzidła – przemyślane i dokładne gesty w obrządku. Ale tym, co najbardziej zaprzątało moje myśli, były relikwie wmurowane w ołtarz. Szczątki św. Eryka i św. Oskara, apostoła Północy. Szczątki.

DLA „WYJĄTKOWYCH”

Pomysł, aby zostać księdzem, pojawił się u mnie wcześnie. Wymieniałem listy z siostrą mojej babki, matką przełożoną jednego z zakonów w Polsce. Być może ktoś z katolickiej rodziny mojej matki zasiał we mnie tę myśl, ktoś przekonany, że jestem „wyjątkowym chłopcem”? O takich mawiano, że mają powołanie.

Pierwszym intelektualnym środowiskiem, w jakim się znalazłem, byli niemieccy jezuici ze Świętej Eugenii – przeciwieństwo mojego otoczenia z Vällingby, rodzinnego przedmieścia Sztokholmu, od którego tak bardzo pragnąłem uciec. Kiedy podczas wigilii Wielkiej Nocy leżałem krzyżem na kamiennej podłodze przed pustym tabernakulum i czekałem na zmartwychwstanie, byłem przekonany o swoim powołaniu. Jeszcze dobitniejszy dowód otrzymałem, gdy Jan Paweł II nieoczekiwanie przystanął przy mnie na dziedzińcu zamku w Vadstenie – po Mszy podczas zjazdu młodzieży katolickiej ze Skandynawii – i zrobił znak krzyża.

Jako ksiądz mógłbym dostąpić misterium ukrytego w obrzędach i sakramentach Kościoła. Zbliżyć się do niego, zrozumieć je. Pozwolić im przejść przez moje ręce. Przekazać je innym. Działać na rzecz wyższej miłości. Świętej miłości, tej wspólnej.

Nie myślałem zbyt dużo o tym, jak uniknąć małżeństwa. Moim zmartwieniem było przyzwoite życie podług wartości, w których wyrosłem. Przed Pierwszą Komunią spotkałem ze znajomymi homoseksualnego parafianina, który żył według zaleceń Kościoła, nie praktykując swojej skłonności. Był wycofany i smutny. Wszystkim nam, młodym, było go żal. Na szczęście Kościół go uratował, myśleliśmy wtedy, inaczej umarłby na AIDS jak inni homoseksualiści.

NIEMORALNE ZWYCIĘSTWO

O tym, że można uprawiać seks z mężczyznami, wiedziałem wcześnie z własnego doświadczenia. Ale przecież w młodości większość z nas trochę eksperymentowała. Nie był to żaden problem moralny, jak pewnie wielu sądzi. Nie czułem wstydu. Ale nie uważałem też, że to jedna z dróg na przyszłość. Musi być dla mnie jakieś wyższe przeznaczenie, myślałem. Wszyscy ludzie są przecież powołani do wyższych celów, to znaczy do przezwyciężenia swoich prymitywnych pobudek. Do jakiegoś wielkiego czynu.

Wydaje mi się, że wielu homoseksualnych katolików pragnie zostać księżmi i zakonnicami z tych samych powodów co ja. Nie są cynikami ani hipokrytami. Starają się pogodzić w sobie wiarę, przekonania i pożądanie z drogą, która wydaje się im porządna i powszechnie szanowana. Oto sposób, by działać na rzecz miłości bez miłości. Ale co dzieje się z człowiekiem, któremu, gdy wybiera prawdę, wmawia się, że to, co czuje, jest, w najlepszym wypadku, próbą, a tak naprawdę – jest karygodne?

Gdyby bliżej przyjrzeć się obrazowi Baglioniego, można dostrzec, że triumf chrześcijańskiej moralności wcale nie jest taki moralny. Dzieło stworzono jako odpowiedź na bezwstydnego, naturalistycznego chłopca – Erosa z malowidła Caravaggia „Miłość zwycięża wszystko”. Odpowiedź ta brzmiała: w katolickim Rzymie święta miłość ma przezwyciężyć świecką. Ale czyż tylna część ciała Erosa nie jest podejrzanie lubieżna? A ręka diabła między nogami chłopca – zbyt dosłowna? Być może zamiarem artysty było przekonujące zobrazowanie grzechu. Ale czy interpretujący obraz chrześcijanin potrafi nieporuszony spoglądać na pozę i wyraz twarzy anioła? Czy nie wydaje się, jakby odepchnął złego, by móc zająć jego miejsce na nagim młodzieńcu?

BLISKOŚĆ BYWA WSZYSTKIM

Latem, między ósmą a dziewiątą klasą, dostałem pierwsze zlecenie jako tłumacz podczas podróży szwedzkiej młodzieży do Polski. Wspólnie z polskimi rówieśnikami i pewnym księdzem mieliśmy zwiedzać obóz w Auschwitz. Ksiądz ów, podobnie jak kilkuset innych, był jego więźniem właśnie dlatego, że był księdzem. Nie wszedł z nami na teren obozu. Nie był w stanie. Poprzedniego wieczoru opowiadał nam o swoich przeżyciach, pokazał wytatuowany numer. Był siwy. Łagodny i dobroduszny.

Dwie rzeczy z tej podróży szczególnie zapadły mi w pamięć – poza krematoriami.

Polski chłopiec o ciemnych oczach, z dużymi pieprzykami, od którego nie mogłem oderwać wzroku. Moje uczucie do niego było jednocześnie erotyczne i całkowicie niewinne. Siedzieliśmy obok siebie w autobusie. Bliskość była wszystkim. To była moja miłość. Tylko dla mnie. Przyziemna i namacalna.

Drugie wspomnienie pochodzi z plebanii. Inni Szwedzi mieszkali u polskich rodzin, ale ja miałem nocować u księdza. Wieczorem, gdy umyłem się w balii, przyszedł i wytarł mnie ręcznikiem. W łagodny, niemal dziecięcy sposób, przeciągnął ręką po tylnej części mojego ciała, a potem dotknął członka. Nic więcej. Nie pamiętam żadnego rozgoryczenia. Wiedziałem, że to, co zrobił, było złe, a jednocześnie było mi go szkoda. W pewnym sensie rozumiałem go. Mnie też niepokoił celibat. Ale nie byłem naiwny. Leżąc w łóżku, czułem ulgę, że nie doszło do niczego poważnego.

CYNIZM ZAMIAST WIARY

Męska homoseksualność i Kościół katolicki weszły w symbiozę, która dla osób z zewnątrz jest trudna do zrozumienia. W przeciwieństwie do wojskowych koszar i innych zdominowanych przez mężczyzn środowisk, w Kościele nie jest premiowana fizyczna siła, nie konkuruje się tu o kobiety. Męskość Jezusa z Ewangelii jest łagodna, ofiarna i pokojowa.

Homoseksualni księża nie są zjawiskiem marginalnym. Ze zrozumiałych powodów nie ma oficjalnych statystyk, ale szacunki wahają się między jedną piątą a połową wszystkich księży (patrz: Donald B. Cozzens „The Changing Faces of Priesthood”, 2000; anonimowa ankieta „Los Angeles Times” przeprowadzona wśród katolickich księży w 2002 r. oraz kilka studiów akademickich, np. „Among the Flutterers” Colma Tóibína w „London Review of Books”, 2010). Amerykańskie badania zgonów związanych z AIDS w latach 80. potwierdziły, że wśród księży były one sześć razy częstsze niż wśród wszystkich mężczyzn w społeczeństwie. Księża, a także zakonnicy i zakonnice, którzy są świadomi swoich żądz, wiedzą, z czego rezygnują lub z czego nie rezygnują. Niektórzy żyją pewnie w związkach, otwarcie, przed Bogiem, w którego wierzą.

Ja sam znalazłem się wkrótce w Saint Paul w Minnesocie. W katolickiej parafii był ksiądz, który błogosławił pary tej samej płci. Z kolei w Sztokholmie, podczas spowiedzi, pewien młody jezuita twierdził, że homoseksualność to tylko kolejne, niespodziewane powołanie i że słowa Ewangelii skierowane są do wszystkich. Jeśli zachowałbym wiarę, być może znalazłbym jakiś rodzaj kompromisowej tożsamości. Ale wciąż istniałaby odrobina nienawiści do samego siebie, jeśli zdecydowałbym się należeć do Kościoła, który uważa się za symbol miłości, ale jest opętany myślą o piętnowaniu tej właśnie miłości. Wszak to z nią walczy tak wielu duchownych.

Pożądanie można także wyprzeć. Inni zastępują wiarę cynizmem. Oba te osobiste potrzaski są w dużej mierze odpowiedzialne za moralny kryzys Kościoła katolickiego. Nie ma żadnych dowodów na to, że przemoc seksualna wobec dzieci jest częściej spotykana w Kościele katolickim niż w innych organizacjach. Ani, że miałaby być częstsza wśród homoseksualnych księży niż wśród tych, którzy rezygnują z pożycia heteroseksualnego. Ale to właśnie coś w atmosferze wyparcia i tabu sprawiło, że wszystkie te przypadki traktuje się bez krzty empatii – jakby honor Kościoła i księży był ważniejszy niż cierpienie i opis rzeczywistości poszkodowanych.

WESTCHNIENIE I TRIUMF

Istnieje jeszcze problem granicy, niezwykle trudny do opisania; potrzebowałby oddzielnego tekstu. Większość przypadków przemocy wobec nieletnich dotyczy starszych nastolatków, nie dzieci, i być może nie do końca jest to pedofilia w zwyczajnym znaczeniu tego słowa. Można wyobrazić sobie, że seksualność stłumiona w okresie nastoletnim, w nieświadomy sposób skierowana jest później do nastolatków. Człowiek zatrzymuje się seksualnie w tym wieku, nie rozumiejąc swoich czynów.

Nie sądzę, żeby cynicy stanowili jakąś większą grupę. Ale zdaje się, że jest ich wystarczająco wielu, by zaszkodzić autorytetowi Kościoła. Nadużywanie władzy ma miejsce wszędzie, ale szczególnie boli ono w organizacji, której powołaniem jest szerzenie Ewangelii miłości. Podczas studiów w Krakowie spotkałem kilku księży i zakonników prowadzących podwójne życie. Niektórzy byli naprawdę cyniczni i wyrządzali wiele krzywdy nienawiścią skierowaną wobec samych siebie; inni wyglądali na cierpiących. Spora część homoseksualnych mężczyzn, z którymi studiowałem, miała kontakty seksualne z kimś w sutannie.

Krótko przed swoją śmiercią Jan Paweł II zaostrzył zasady rekrutacji do seminariów i nawoływał odpowiedzialne za to osoby do restrykcyjnego sprawdzania seksualnej i emocjonalnej dojrzałości kandydatów na księży. Trzy lata później, Watykan zinterpretował zasady tak, że homoseksualność wyklucza święcenia. Zamiast otwartości wobec homoseksualizmu i namawiania do świadomego celibatu, mamy przymus samozaprzeczenia. Nawet jeśli unieważni się celibat dla księży, wpływ zakonów i seminariów pozostaje. Szczególnie podczas pontyfikatu papieża jezuity.

Przed konklawe skierowano oskarżenia w kierunku najwyższego rangą duchownego w Wielkiej Brytanii – arcybiskupa Edynburga. Chodziło o przemoc seksualną wobec podległych mu księży. Początkowo kardynał odpierał zarzuty, ale później ze wstydem musiał się wycofać. Należał do najgłośniejszych chrześcijańskich homofobów na Wyspach Brytyjskich. W Kościele katolickim panuje nieprzyjemne uczucie wyparcia, psychoanaliza nazywa to niesamowitym, unheimlich.

Amor niebieski i Amor ziemski są trudni do rozróżnienia, zarówno w dzisiejszym Kościele, jak i na obrazie Baglioniego. Archanioł, który ma strzec chrześcijańskiej moralności – w rzeczywistości wzdycha ku ziemskiemu młodzieńcowi, którego postanowił zgładzić. I tak jedna z najbardziej homofobicznych organizacji na świecie jest jednocześnie jedną z prawdziwie homoseksualnych.

PRZEŁOŻYŁA JUSTYNA CZECHOWSKA

STEFAN INGVARSSON (ur. 1973) jest szwedzkim tłumaczem i publicystą. Wiceprzewodniczący zarządu Szwedzkiego Związku Pisarzy. Od 2004 r. tłumaczy na język szwedzki polską poezję i prozę, m.in. Witolda Gombrowicza i Michała Witkowskiego.

W najnowszym „Tygodniku Powszechnym” :

Ks. Wojciech Lemański: Nie chcę milczeć
Paweł Bravo, Andrzej Franaszek, Krzysztof Varga: Kto nam ukradł literaturę?
In vitro: krokodyle łzy arcybiskupa
Ks. Adam Boniecki o męczenniku-ofierze mafii
Stefan Chwin: Miłosz i zło
Grzegorz Turnau na stulecie Jerzego Wasowskiego
Felieton Andrzeja Stasiuka

Zaprenumeruj e-tygodnik!

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code