Projekty i realizacje

Dziennik z pracy nad licencjatem z filozofii

Dziennik pracy nad licencjatem z filozofii

listopad 2000-maj 2001

Andrzej Miszk SJ

Mam do napisania pracę licencjacką. Po co się pisze prace licencjackie? Najczęściej po nic. Jest to część akademickiego rytuału. Część bezsensu, która w cudowny sposób ma stać się składową jakiegoś sensu, któremu na imię: ukończyłem 3-letnie studia filozoficzne. Ukończyłem je, bo są one potrzebne do kapłaństwa. Dlaczego mam się godzić zrobić coś tak jakbym bym częścią jakiejś zaprogramowanej maszyny akademicko-zakonnej? Dlaczego mam się dać zaprogramować? Nie muszę, nie chcę. Mam dość. Mam naprawdę dość. Wsadźmy licencjat do kosza, albo i głębiej. Zacznijmy wszystko od innego początku. 

Uwaga: Dziennik ten to notatki osobiste towarzyszące mojej pracy nad licencjatem z filozofii o Heideggerze. Są one zapisem realizacji jednego z moich wcześniejszych projektów życiowych.

12.11.2000 niedziela

Od dwóch tygodni pracuję systematycznie nad Heideggerem. Czytam jego prace: zacząłem od Sein und Zeit (s.217), Was ist Metaphysik?, teksty dookoła niej – Posłowie i Wprowadzenie. Fragmenty z Przyczynków do filozofii dotyczące nicości. Temat mojej pracy nie jest jeszcze ostatecznie ustalony, wyłania się on z lektury. Są jednak motywy i pytania przewodnie: Dlaczego właśnie nicość? Co nicość mówi nam o istnieniu? Dlaczego samo istnienie nie wystarczyło Heideggerowi? Czy trwoga jest naprawdę uprzywilejowanym nastrojem w nasłuchiwaniu i doświadczeniu bycia? Tak więc można powiedzieć, że chcę się przyjrzeć heideggerowskiej nicości jako swoistej macierzy bycia i istnienia. Chcę przeczytać pod tym kątem wszystkie (?) prace tłumaczone Heideggera, śledząc je z oryginałami – zwłaszcza te najważniejsze dla mojego tematu. Czytam i będę czytał prace komentujące Heideggera – teraz jest to ks. Roman Rożdżeński Kant i Heidegger a problem metafizyki. Ważnym tropem są też autorzy, którymi inspirował się Heideggera w problematyce nicości: Spinoza, Schelling, – raczej jako autorzy cytatów, ważniejszy jest Hegel i jego Logika z koncepcją tożsamości bytu i nicości na ich jakby najwyższym poziomie. Ważny jest S. Kierkegaard i jego Bojaźń i drżenie – prekursor Heideggera trwogi (Angst). Bardzo inspirujący jest B. Welte – uczeń Heideggera – i jego chrześcijańskie wykorzystanie nicości w Filozofii religii – wyraźnie inspirowane przemyśleniami Mistrza. Fragmenty Bytu i nicości oraz może Mdłości Sartre też mogą być rozjaśniające, jako przykład wykorzystania odkryć Heideggera, z którymi ten nie bardzo się zgadzał. Najważniejsze jednak będzie sumienne przemyślenie podstawowych tekstów Heideggera – Czym jest metafizyka, Czym jest metafizyka – Prolog, Czym jest metafizyka – Wprowadzenie; te teksty są kluczowe dla próby zrozumienia o co Heideggera chodzi, gdy mówi o trwodze i nicości. Ważne też będzie osobiste, niejako beztekstowe przemyślenie doświadczenia »całości bytu» czy bycia. Pomocny też jest wykład prof. W. Stróżewskiego na UJ poświęcony współczesnej metafizyce pod kątem problematyki istnienia i bycia, wiele tam o Heideggerze.
Czuję dobry zapał do pracy i mam głowę pełną pomysłów.

2000. poniedziałek

Czytam Heideggera Sein und Zeit i inne drobniejsze rzeczy- Co to jest filozofia? (1956) oraz o Heideggera – Ricoeur Kwestia podmiotu u Heideggera, Heideggera Arendt W 80 rocznicę urodzin. Wypożyczyłem trochę książek: Holzeweig i Kant und das Problem der Metaphysik M.H, Being and Nothngness (wersja francuska też) Sartre, Metaphysik und Tod Finka, Wykłady z logiki Hegla, Byt i myśl t. I Nicość i istnienie L. Nowaka.

Zaczyna pomału prześwitywać mi coś z myśli Heideggera Jego radykalizm odczytań Bycia, np. kwestia realności „świata zewnętrznego”, podmiotu, myślenie samej filozofii fascynują i podbijają mój umysł. Ta myśl wciąga, jest poważna, nawet jeśli dobrze się jej nie rozumie. Przede wszystkim dociera do mnie odkrycie filozofowania jako do głębi przenikającej kondycji i powołania, czegoś co może stać się »siedzibą» niektórych ludzi. Czy moją też? Czy i ja należę do powołanych? Jeszcze nie wiem. Ale chcę trwać w tej intensywnej powadze myśli, która zdaje się ustalać moją egzystencję na coraz głębszym poziomie i w dobroczynnym dystansie do rzeczy »drobnych». Jednocześnie, paradoksalnie zauważam, że wzrasta moja rzetelność właśnie w drobiazgach składających się na mój zakres obowiązków. Coraz dłużej też mogę pracować, choć co jakiś czas muszę się położyć na krótką drzemkę.

Czy jest coś co budzi mój opór czy sprzeciw w myśli Heideggera? Nie, jeszcze nie. Myślę, że przyjdzie to potem. Teraz dominuje spokojny podziw, chwilami entuzjazm. Chyba najbardziej brak mi w jego myśli miłości i wychylenia ku Bogu. Wizja egzystencji ludzkiej w „jej powszechności”, choć dość realistyczna, wydaje się mieć zbyta mało jasnych barw i tonów. Dlaczego więc idę za tą myślą? Tak w głębi ducha – nie wiem. Coś mnie prowadzi, jak bym musiał przejść oczyszczenie duchowe i intelektualne, zanim dotrę do własnych pytań i odpowiedzi. Uczę się przy tym »nasłuchiwać Bycia» i »trwać w pytaniu». Świadom Bycia mogę żyć w łączności ze wszystkim i wszystkimi. A Bóg? Gdzie jest Bóg? Myślę, że dzięki myśli Heideggera mogę pogłębić ducha na przenikliwsze przyjmowanie Boga.
Zrezygnuję z chodzenia na niektóre wykłady, by mieć więcej czasu na lekturę. Jutro chcę kontynuować Sein und Zeit i przeczytać kilka drobniejszych rzeczy.

21.11.2000 wtorek

Pomału kończę Sein und Zeit. Coraz mniej rozumiem. Heideggera coraz intensywniej powraca do wcześniejszych partii książki i moje niedorozumienia mnożą się. Pocieszam się myślą, że za kolejną lekturą będzie łatwiej. Czytam jednocześnie krótsze rzeczy Heideggera z Alethei jemu poświęconej, wróciłem do pracy K. Michalskiego „Heidegger i filozofia współczesna”. Czytam artykuły komentujące Heideggera z Alethei. Pomimo braku w indeksie Bycia i czasu pojęcia nicości [ w niemieckim wydaniu Nichts i Nicht są w indeksie dość obszerne] – jest o niej trochę, podobnie o trwodze, która w indeksie jest obecna. Coraz bardziej widzę, że zrozumienie Heideggera wymaga zupełnego przestawienia umysłu, kompletnie innego widzenia rzeczywistości. I to jest trudne. Sprawą, która wyłania się i zaczyna współtowarzyszyć nicości i trwodze jest das Sein zum Tode – bycie ku śmierci. Trwoga »bytuje» w tym byciu ku śmierci, ten właśnie egzystencjał jest niejako codziennością nicości, tego »wyślizgiwania się bytu» spod Dasein. Trwoga prowadzi też do pogłębienia kwestii skończoności Dasein. Właśnie skończoność, nieuchronność końca dramatyzuje egzystencję. Ucieczki od doświadczenia trwogi i spotkania z nicością to też temat wdzięczny.

W pewnych sprawach już się »poddałem» – nie zrozumiem całego Sein und Zeit do maja. Muszę obczytywać się we wszystkim, ale skupić się na wątkach najbliższych tematowi, który obrałem.Przeczytałem raz jeszcze fragmenty B. Welte z Filozofii religii poświęcone »wywodzeniu» przez nicość istnienia Boga. Myślę, że ten pomysł Welte – katolicki ksiądz z Fryburga i uczeń Heideggera – wziął od Heideggera i zaadoptował go do myśli religijnej.

Myśl Heideggera drąży głębiej niż mogę dosięgnąć obecnie. Czuję, jakbym miał do czynienia cały czas tylko z pojęciami i tym, co Newman nazywa myśleniem pojęciowym. Duch jeszcze nie dotyka rzeczy. Może te rzeczy nie istnieją naprawdę? Może są wydumane przez agnostyczny (?) umysł Heideggera i moja przyjmująca sakramenty dusza nie pojmuję tej »bezbożnej» ciemności? Nie wiem, za proste to by było.
Po prostu rzeczywistość jest dla mnie wciąż zbyt obecna a nawet jeśli nie obecna to na sposób obecnego. Dlatego nie pojmuję.

8.01.2001

A więc już trzecie tysiąclecie! Czytam Heideggera nieustannie. Z rzeczy po polsku zostało mi jeszcze 1/3 Przyczynków do filozofii, Drogi lasu i 2 tomy Nietzschego oraz trochę luźnych drobiazgów plus oczywiście ok. 10 książek i kilkanaście artykułów krytycznych. Dziś dla wytchnienia zacząłem wieczorem lekturę Męstwa bycia P. Tillicha.

Bycie – Sein – Seyn – wciąż wymyka się mojemu rozumieniu: wiem tylko, że u Heideggera wszystko jest inaczej . Wchodzę w coraz większą ciszę i zobojętnienie dla innych spraw. To jest jak z usłyszeniem wieści o ukrywającym się Bogu. Czym jest Sein? Bycie nie jest, Bycie istoczy , Bycie wy-darza. Istnieję w prześwicie jawno-bycia w możliwym Otwartym. W Skoku wy-skakuję z myślenia i bytowości kategorialnej. Moim zadaniem jest myśleć Bycie, a przez to pasterzować Byciu. I to wszystko odmieni i przygotowywać będzie zupełnie inną przyszłość. A co z Nicością? (Pomału zapominam, że jest ona -obok trwogi – tematem mojej pracy.) Nicość jest „istotą” Bycia , jego przepastną głębią. Jakby nie Nicości pulsowało Bycie – ujawniało się i skrywało na przemian, albo inaczej. Nicość – gdy wszystkie byty, do których się przyzwyczailiśmy obsuwają się, ześlizgują się . Dziwne. Dalej – śmierć, która przenika życie , czyniąc jest bardziej „życiowym” i -chyba- „byciowym”, podległym Byciu.

Cały czas pozostaje trudna i tajemnicza kwestia Boga u Heideggera . Kim jest ten Bóg? Wydaje się jakby Bycie było ważniejsze niż Bóg czy Bogowie, o których pisze Heidegger . A jeśli on nie pisze o Bogu wiary? Jeśli jego sprzeciw wobec chrześcijaństwa jest częścią krytyki i destrukcji filozofii Zachodu? Chwilami wydaje się jakby Heidegger „stwarzał” przez to „swoje” Bycie swojego Boga, nowego Boga w niezgodnej polemice z chrześcijaństwem i Bogiem chrześcijan. Czy Bóg wiary jest rzeczywiście całkowicie inny niż Bóg filozofii, zwłaszcza filozofii Heideggera ?

Heideggerowskie Bycie przygotowuje levinasowskie i marionowskie przekreślenie Bycia . Kto tu się myli? Czy Levinas i Marion – jak być może powiedział by Heidegger – mylą jego Bycie z bytem i tenże byt właśnie przekreślają? Nie wiem. Jeszcze tego nie wiem.

Ucieczka od bytów, by móc myśleć Bycie . Jak jest możliwa? Co to znaczy myśleć Bycie? Na razie dla mnie myśleć Bycie to milczeć bez-myślnie. Milczeć. Bycie nie istoczy na sposób obecności. Może zrozumienie obecności przybliży mnie do zrozumienia Bycia jako właśnie nie-obecności, inaczej niż obecność? Obecność to w j. polskim: 1)”czyjaś aktualna bytność w danym miejscu”; 2) teraźniejszość. To z czym zmaga się Heidegger to to uprzywilejowanie teraźniejszości. Bo przecież istniejemy jednocześnie w byłości, przyszłości i teraz. Więc nie tylko teraz, obecnie. Stąd ta śmierć jako przyszłe przeszywające jestestwo – Dasein. Śmierć jako nicość jest „pozytywnością” , a nie czymś nihilizującym. Czas jest kluczem do zrozumienie Bycia . Egzystujemy w c a ł y m czasie, bo tak istoczy się Bycie .Bycie jest jakąś – cały czas dziwną dla mnie – jednoczesnością czasowych momentów. Czas w jego przemijalności to maja, iluzja. Kiedyś właśnie miałem taką intuicję.

Albo ta obrona rzetelnej skończoności przed ucieczką w fałszywą, pozorną wieczność (nieskończoność czasu) albo nieskończoność przestrzenną. Ważny wątek i wciąż słabo przeze mnie rozumiany.

Kończę te dość przypadkowe impresje, które dość wiernie dokumentują „naskórkowość” jeszcze moje spotkania z Heideggerem i jego myślą. Ważne , żeby iść dalej po „złote runo nicości”. Wszystko , co naszą myśl i ducha wychyla z utartego szlaku jest warte wysiłku i uwagi. Czuję jakbym tracił zupełnie grunt pod nogami. Bo okazuje się – w jakimś sensie po raz kolejny – że wszystko może być inaczej, inaczej nie na moją małą skalę, nie na skalę tego kraju czy kontynentu, ale na skalę kosmiczno-boską. Cudowne uczucie. Przywrócić Bycie myśleniu, tak żeby myśląc istoczyć Bycie tworzące zupełnie nowy, lepszy świat. To jakaś naiwna, a może nawet groźna utopia, ale na razie nie potrafię inaczej tego nazwać. Zawsze wierzyłem , że myślenie jest czymś dużo większym niż to się praktykuje, a tutaj – w spotkaniu z Heideggerem – wszedłem na szlak wielkiego myślenia. Modlę się do Pana , by strzegła mnie i błogosławił na tej drodze. Wierzę, że ta moja nieudolna praca posłuży ujawnieniu większej chwały Boga, a nasze ludzkie spotkanie z Nim uczyni daleko bardziej głębszym i przemieniającym i nas osobiści i całą ludzkość, i cywilizację – jeśli ludzka wolność będzie tego chciała.

12.03.2001

Seminaryjne wprowadzenie w niektóre wątki pracy bakalaureackiej
Trwoga i nicość w myśli Martina Heideggera

1.Nad czym pracuję i dokąd zmierzam czyli bakalaureat w kontekście moich ogólniejszych zamierzeń filozoficznych i duchowych?
To co obecnie filozoficznie najżywiej mnie nurtuje wyrazić można pytaniem: Dlaczego Nic? Interesuje mnie nicość zarówno w aspekcie metafizycznym, jako pewna strona czy wymiar Bycia i/lub Boga, jak również w nieodłącznym od niego aspekcie antropologiczno-etycznym jako pytanie o ludzką przygodność, zło, cierpienie, rozpacz i pustkę. Próba odsłonięcia nicości, która – wg mnie – „posiada” też specyficzną pozytywność (i na jej wydobyciu zależy mi szczególnie), wymaga najgłębszego filozoficznego namysłu ogarniającego niejako całość Bycia. Pytanie o Nic prowadzi m.in. do pytania o wolność, o to jak żyć w obliczu tak czy inaczej rozumianej nicości. Jestem przekonany, że metafizyczny namysł nad nicością pozwoli dokonać głębokiej penetracji swoistości ludzkiego bycia w związku z jego nieodłączną relacją do Bycia w ogóle. Interesuje mnie namysł nad nicością człowieka nie tyle jako uwypuklenie jego przygodności i pewnego jego ontycznego „wybrakowania”, ale właśnie namysł nad nicością jako wielką i wciąż słabo odkrytą duchowo-etyczną szansą człowieka. Ostatecznie pytanie o Nic jest dla mnie pytaniem o Boga. I jak wierzę, takie właśnie sformułowanie pytania to nie jest to mój filozoficzny kaprys, ale głębokie echo Bożego Objawienia, które wzbudza we współczesnym namyśle filozoficznym taki rodzaj pytań, by pogłębić nasze rozumienie samego Boga, człowieka i świata.

Najbliższy czas, formalnie poświęcony przygotowaniu i pisaniu najpierw pracy bakalaureackiej a następnie magisterskiej, chcę spędzić studiując głównie myśl Martina Heideggera, którego twórczość filozoficzną uznałem za najlepszą inspirację na obecnym etapie moich filozoficznych poszukiwań. Uważam, że Heidegger jest jednym z największych filozoficznych geniuszy Zachodu, na pewno jednym z najbardziej wpływowych myślicieli współczesności, a jego myśl – wielowątkowa i bogata – tocząca spór z nieomal całą tradycją filozoficzną daje mi również szeroki, choć oczywiście specyficznie heideggerowski, kontakt z filozoficznym – zwłaszcza metafizycznym – dziedzictwem Zachodu. Ale oczywiście Heidegger nie interesuje mnie tu jako jeden z geniuszów – choć jest to okoliczność ze wszechmiar cenna – ale właśnie jako odkrywca nicości jako fundamentalnego wymiaru czy aspektu Bycia, jak również odkrywca trwogi – tego szczególnego nastroju umożliwiającemu Dasein (jestestwu) odkryć Bycie jako podstawę swego bytowania, a dzięki temu odnaleźć Siebie w swej najgłębszej prawdzie, stanowiącej egzystencjalny warunek właściwego bycia Dasein.

Temat mojej pracy bakalaureackiej (magisterskiej) sformułowałem roboczo: „Trwoga i nicość w myśli Martina Heideggera”. Jako główne zadanie wyznaczyłem sobie przebadanie trwogi (Angst) oraz nicości (Nichts) jako szczególnego ugruntowania metafizyki ludzkiego bytu przytomnego (Dasein) w kontekście antrpologiczno-etycznej właściwości (Eigentlichkeit) jego bycia. Bakalaureat ma być swoistym wstępem do większej pracy i poświęcony będzie głównie eksplikacji fenomenu trwogi (Angst) w myśli M. Heideggera, zwłaszcza w Byciu i czasie . Obok osobistego doświadczenia najważniejszym źródłem mojego namysłu będą prace M. Heideggera związane głównie z tzw. pierwszym i środkowym etapem jego twórczości, i zawarte w trzech zasadniczych publikacjach: Bycie i czas (1927), Znaki drogi i Drogi lasu. Zupełnie zasadniczy dla mojej pracy będzie tekst pt. Czym jest metafizyka? (1929) wraz z jego ważnymi późniejszymi uzupełnieniami. Inne, niekiedy bardzo ważne prace Heideggera – jak np. Przyczynki do filozofii – ze względu na ograniczony czas mojej pracy będą miały charakter uzupełniający. Nie wiem jeszcze jaki ostateczny merytoryczny kształt przyjmie praca i jakie zagadnienia wysuną się na czoło – przypuszczam, że pogłębienie problematyki zasugeruje najlepsze proporcje – ale w chwili obecnej te właśnie zagadnienia i tak postawione są „pasem startowym” mojego filozoficznego namysłu. Ogólniejszym tłem mojej pracy będą tak historyczne jak współczesne próby filozoficznego namysłu zmierzające do pogłębienia zrozumienia Boga, człowieka i świata. Będzie to nurt sięgający raczej do tradycji św. Augustyna, a współcześnie najbliższa mu będzie – tworzona w dużej mierze w polemice z Heideggerem – myśl dialogiczna. W perspektywie dalszej mojej pracy zamierzam myślenie heideggerowskie, niektóre wątki postmodernizmu, filozofię dialogu- badając jednocześnie ich wzajemną polemikę – oraz namysł nad współczesną nauką skonfrontować z myślą chrześcijańską, by ostatecznie na jej tak zmodyfikowanym gruncie spróbować w przyszłości dokonać własnej syntezy filozoficznej. Chcę m.in. – być może przy okazji magisterium z teologii – wydobyć filozoficzne wątki myśli św. Jana od Krzyża, a zwłaszcza znaczenie trwogi i nicości w jego myśleniu Boga i człowieka, tak, by móc porównać drogę filozoficzną Heideggera z refleksją św. Jana od Krzyża opracowującą doświadczenie mistycznego zjednoczenia z Bogiem.

4.04.2001

Notatki metodyczne do pracy z ćwiczeń z Etyki ogólnej

Temat: Cnota męstwa u św. Tomasza z Akwinu

Temat męstwa u Tomasza jest analogiczny do egzystencjału zdecydowania (i fenomenu trwogi ) u Heideggera, dlatego myślę, że zrozumienie przepracowania tej kwestii u Tomasza pomoże mi też pogłębić problematykę mego bakalaureatu. Św. Tomasz jest też jednym z wybitniejszych myślicieli chrześcijaństwa, stąd towarzyszenie jego myśli w moim studium Heideggera będzie niezwykle pomocne w zapoczątkowywaniu mojej pracy nad syntezą pewnych nurtów myśli współczesnej z filozofią chrześcijańską. Jestem też osobiście przekonany, że Tomasz jest myślicielem genialnym, stąd jego rozwiązania w jakiejkolwiek kwestii mają olbrzymie znaczenie.

Metody pracy:

Lektura – głównie części Sumy Teologicznej św. Tomasza ze szczególnym uwzględnieniem proponowanych rozwiązań kwestii trwogi, zdecydowania, bycia-ku-śmierci, itd. Zbadać zwłaszcza relację między męstwem a śmiercią. Może też poszerzyć lekturę o Tomaszowe rozumienie śmierci i bojaźni. Może warto włączyć Arystotelesa jego fragmentami o męstwie. W trakcie lektury notatki w komputerze z moimi pytaniami. Po lekturze (ok. 3 dni) pisanie pracy (ok. 2 dni) na ok. 5-8 stron. Poszukać jakiejś dobrej książki o etyce św. Tomasza. W trakcie pracy skonfrontować problematykę z rozwiązaniami Heideggera, ale bez wchodzenia w szczegóły – wskazać na zbieżności i różnicę rozwiązań. Zajrzeć do Męstwa bycia P.Tilicha.

Pytania:

Dlaczego moja postawa wobec własnej śmierci jest tak fundamentalna dla moich etycznych możliwości?
Co pozwala mi przezwyciężyć lęk przed śmiercią? Skąd męstwo u Tomasza i zdecydowanie u Heideggera? Czym się różnią?
Czym jest śmierć? Moja śmierć.
Dlaczego nieraz pragniemy umrzeć?
Czasowość śmierci i postawy wobec niej.
Jakie są związki męstwa z innymi cnotami?
Czym w ogóle jest Tomaszowa cnota i sprawność?
Czy męstwo jest czymś raczej dziedziczonym czy kształtowanym przez (samo)wychowanie?

02.05.2001

Decyzja o zmianie tematu pracy bakalaureackiej.

Zdecydowałem się na pewną modyfikację tematu pracy bakalaureackiej. Zmiana może wydawać się pozornie istotna, ale przy bliższym spojrzeniu jest ona doprecyzowaniem, a jednocześnie wzbogaceniem pracy. Problematyka trwogi i Nicości precyzuje się – i do pewnego stopnia ogranicza – w egzystencjale bycia-ku-śmierci. Natomiast dochodzi istotne wzbogacenie analizą rozwiązania zbliżonej kwestii przez św. Tomasza, którą prezentuje w omówieniu cnoty męstwa.
Roboczy tytuł tak zmienionego tematu pracy brzmiałby:

”Męstwo u św. Tomasza a egzystencjał bycia-ku-śmierci w myśli Martina Heideggera. Zbieżności i różnice”

Skąd taki pomysł:

Pracując nad pracą zaliczeniową na ćwiczenia z etyki, w której zamierzałem zanalizować cnotę męstwa u św. Tomasza, zauważyłem, że problematyka ta przedmiotowo jest zbieżna z tym, czym zajmowałem się przygotowując pracę bakalaureacką o roboczym tytule Trwoga jako fenomen otwarcia jestestwa ku Byciu w Nicości w myśli Martina Heideggera. Dodatkowym i również nieprzewidzianym doświadczeniem było to, że nie mogłem tej pracy z etyki skończyć, a nawet nie wyszedłem z etapu lektury, wciąż doczytując Tomasz i o nim. Nie miałem dotąd takich „kłopotów” z pracami, które postanowiłem ostatecznie napisać. Jednocześnie moje kilkumiesięczne zmaganie z naszą Profesurą i – w innym sensie – z o. Prowincjałem, ostatecznie zakończone niespodziewanym i pozytywnym rozstrzygnięciem przeniesienia mnie/się po III roku (w całości i jako jezuity) na Wydział Filozoficzny UJ zaowocowało jakąś tajemniczą krystalizacją profilu mojej osobistej wolności i powołania. Przedwczoraj i wczoraj zrobiłem sobie przerwę w lekturach filozoficznych i czytałem Rewolucję w uczeniu G. Drydena i J. Vos, która – jak przypuszczam – stała się bezpośrednim impulsem do przełamania nawyków związanych z moim dotychczasowym myśleniem o pracy bakalaureackiej i otwarcia na nowe, od pewnego czasu podskórnie nabrzmiewające nieprzewidywane intuicje i inspiracje. Myślę też, że sformułowanie tematu „Trwoga i Nicość” do pewnego stopnia, przy okazji rzeczywistego dotknięcia problematyką, miało w sobie coś i było wynikiem silenia się na oryginalność, dlatego przesłaniało mi nieco moją bardziej źródłową i własną problematykę, jakbym chciał ją ukryć w „dalej” brzmiących słowach. Nie było to złe, raczej naturalne. Dojrzewałem po prostu stopniowo do własnego „słowa” na dziś. Po przepracowaniu tego i nicość pewnie stanie się bardziej „moja”. Chcę też potraktować tę pracę jako dobrą okazję do odważnego i głębokiego przemyślenia i wyartykułowania nurtujących mnie spraw, bez obawy przed tym, czy da się to zakwalifikować w zwyczajowe akademickie ramki. Poczułem wreszcie głębszy oddech i jakieś wyzwolenie.

Racje przemawiające za zmianą tematu:

Zmaganie ze swoistym i długotrwałym urzeczeniem śmiercią w młodości, a jednocześnie osobiste doświadczenie wieloletniego zagrożenia wolności, zdrowia, a również życia oraz innych cennych dóbr, jest moim wielkim osobistym tematem. Moje doświadczenia, zarówno negatywne jak i pozytywne, oraz towarzyszące im intuicje, dają nadzieję głębokiego, osobistego i twórczego wejścia w problematykę. Odkryłem wreszcie chyba naprawdę s w ó j temat. Będę mógł wprowadzić sporo, (przypuszczam, że więcej niż przy poprzednim ujęciu tematu), własnej refleksji.

Fascynacja Heideggerem, a od pewnego czasu św. Tomaszem, a w szczególności niektórymi ich tematami nie może być przypadkowa. I chyba można w tej koincydencji osobistych motywów, zamierzeń i obecnego spotkania z tymi akurat myślicielami dostrzegać jakiś Boży znak. Zwłaszcza, że wciąż pracuję (ostatnio nad oboma wątkami), a obecnemu odkryciu, pomimo obaw, towarzyszy wyraźne pocieszenie.

Zawężenie zagadnienia trwogi i nicości do szczególnej ich egzemplifikacji, jaką jest egzystencjał bycia-ku-śmierci, ograniczy zakres tematu, a jednocześnie skonkretyzuje go i uczyni niejako bardziej uchwytnym, a przez to korzystnie wpłynie na jakość analitycznego ujęcia problematyki.

Moja dotychczasowa praca nad myślą Heideggera nie zmarnuje się, ponieważ dotyczy wprost obecnego tematu, dając mu jednocześnie pogłębione tło, którego mógłby nie mieć, gdybym od początku koncentrował się na egzystencjale bycia-ku-śmierci zamykając się na szerszą problematykę trwogi, a zwłaszcza Nicości. Natomiast praca nad myślą św. Tomasza, zarówno wcześniejsza jak i obecna, w całości „wejdzie” w skład na nowo sformułowanej pracy.

Na bezpośrednie pisanie pracy i ostatnie związane z nią przemyślenie zaplanowałem miesiąc maj. Tak więc, patrząc od strony ewentualnego tekstu, nic nie tracę, bo nic jeszcze nie napisałem! Ha.

Zrozumienie myśli zarówno samego Heideggera jak i Tomasza (w szczególności w zakresie omawianych zagadnień) może tylko zyskać na analitycznym zestawieniu proponowanych przez nich rozwiązań tych samych kwestii.

Dzięki nowemu tematowi zetknę ze sobą myśl dwu wielkich metafizycznych myślicieli reprezentujących dwie ważne tradycje nowożytnego Zachodu: chrześcijańską i agnostyczną.

Zakończę swoje 3-letnie studium filozofii pracą stanowiącą zróżnicowane i bogate zestawienie: odległej tradycji średniowiecza z myślą współczesną, namysłu chrześcijańskiego myśliciela i filozofa, który porzucił chrześcijaństwo, apologety Istnienia i miłośnika Nicości Bycia.

Nowe ujęcie tematu może zainspirować do nowego i doskonalszego przemyślenia tematu pracy magisterskiej.

Zderzenie Heideggera i Tomasza może pozytywnie zaskoczyć naszą jezuicką społeczność, tak filozoficzną jak zakonną, i zaciekawić potencjalnych czytelników czy słuchaczy.

Ewentualne minusy związane ze zmianą tematu:

Św. Tomasza znam słabiej niż Heideggera, ale dzięki doświadczeniu wiary i wspólnego powołania, wiele z jego rozumowań jest stosunkowo łatwo mi dostępna filozoficznie.

Włączenie drugiego Autora, i to tak złożonego, może zrodzić nowe trudności, którym trudniej będzie podołać w tak krótkim czasie. Konieczność analiz porównawczych wymaga dodatkowego czasu i wysiłku. Ale myślę, że z samym Heideggera na końcowym etapie też wyłoniłby się trudności, których wcześniej nie przewidywałem. Natomiast dodatkowy trud i czas związane z analizą porównawczą wydają się być mniejsze niż energia i zapał płynące z utrafienia wreszcie w naprawdę swój temat.

6.05.2001

Nieraz po prostu chcemy coś powiedzieć. Po prostu zacząć coś mówić. Bo milczenie narosło w nas i dusi. Od środka. I nie jest ważne co z tego wyjdzie. I nie jest ważne, czy coś za to będzie, czy nie.

Nie wiem dlaczego, ale zawsze, no, prawie zawsze, wydawało mi się, że coś w tym cholernym życiu nie gra. Wielu rzeczy nie mogłem zrozumieć. Na wiele rzeczy nie mogłem się zgodzić. I dziś, właśnie dziś chcę o tym zacząć pisać.

Mam do napisania pracę bakalaureacką. Po co się pisze prace bakalaureackie? Najczęściej po nic. Jest to część akademickiego rytuału. Część bezsensu, która w cudowny sposób ma stać się składową jakiegoś sensu, któremu na imię: ukończyłem 3-letnie studia filozoficzne. Ukończyłem je, bo są one potrzebne do kapłaństwa. Dlaczego mam się godzić zrobić coś tak jakbym bym częścią jakiejś zaprogramowanej maszyny akademicko-zakonnej? Dlaczego mam się dać zaprogramować? Nie muszę, nie chcę. Mam dość. Mam naprawdę dość.

Wsadźmy bakalaureat do kosza, albo i głębiej. Zacznijmy wszystko od innego początku. Andrzeju, odważ się myśleć! Kiedyś byłeś mężniejszy. Kiedyś czułeś, że masz coś do powiedzenia. Że jest to coś naprawdę ważnego, co daje ci sens, co dźwiga twoje dni i noce, co sprawia, że nie umierasz za wcześnie. Czytałeś, myślałeś, bo chciałeś żyć, a przynajmniej umrzeć z jakimś sensem, który bez tego myślenia, byłby o coś istotnego uboższy. A teraz? Teraz czuję się, jakbym się skurwił. Jakbym zdradził najistotniejszy sens myślenia. Stał się akademikiem, dla którego myślenie jest częścią jakiegoś profesjonalnego treningu, a nie walką o śmierć i życie. Jak niegdyś. Ale przecież zawsze można zacząć od nowa. Można odzyskać, to co utracone.

Zapytaj siebie, czy masz coś do powiedzenia? Czy masz w sobie słowa, które sam chciałbyś usłyszeć? Czy masz w sobie myśli, którymi, być może, komuś chciałbyś uratować, usensownić życie? Czy nie zdradza się myślenia, jeśli chcemy z niego zrobić inny użytek? Czy myślenie nie opuszcza nas, gdy my robimy z niego coś, czym ono nie jest? Tak… Może studia były do czegoś potrzebne, ale dlaczego chce mi się wyć, właśnie wtedy, gdy kończę ich pierwszą część? Co we mnie chce wyć? Co we mnie wyje teraz? Wyje we mnie coś, co dusiłem przez cały ten czas. Coś, co peklowałem sztucznością. Coś czemu nie pozwałem przemówić, bo czułem, że wówczas utracę możliwość studiowania. Absurd. Absurd. A może jest to konieczny koszt transformacji subiektywności w obiektywne i zdatne do wypowiedzenia? Czy wyje we mnie subiektywność, która nie chce się przemienić, która miast komunikowania woli intensywność osobistego przeżycia i po prostu chce krzyczeć bez okiełznania co zechce, byle swoje?

Dlaczego w ogóle myślę? Myślę, bo mnie to życie boli, bo ja tego życia nie rozumiem. Myślę, bo jestem straszenie ubogi i po prostu nie wiem, co miałbym innego robić. Myślę, bo mam nadzieję, że z tego coś będzie. Myślę, bo wierzę, że dzięki temu udźwignę jakoś to życie. Ale myślę też, bo nie potrafię kochać. Bo myślenie wydaje mi się jakoś łatwiejsze. Myślę, bo czuję, że jestem w tym lepszy od innych, ale też gorszy niż inni. Myślę, bo szukam kontaktu, szukam Boga, szukam świata, szukam ludzi, szukam siebie i szukam nie wiadomo jeszcze czego. I dlatego nie chcę i nie będę pisał pracy w tym idiotycznym, a na pewno nie moim, języku akademickiej nowo-mowy. Sram na to. Tak, mogę użyć cudzego języka, jeśli stanie się moim, jeśli spoci się we mnie, skrwawi, namilczy, wymęczy, wykrzywi. Może zdrada myśli zaczyna się od zdrady języka? A dlaczego mam to niby przemawiać innym językiem, niż ten, którym myślę, w którym żyję? Czy Augustyn nie robił właśnie tego? Czy Pascal nie robił tego? Ja też mam swój język, swoją mową. Nie pociągnął bym wielu strasznych lat swego życia, gdybym nie myślał po swojemu. Głupio, mądrze, głupio, mądrze. Ale po swojemu.

15.05.2001

Od tygodnia piszę pracę bakalaureacką. I oczywiście, w trakcie pisania okazało się, że jeszcze niczego nie wiem, że wszystkie myśli jeszcze nie poukładane, niescalone. Zmodyfikowałem temat pracy: chcę porównać egzystencjał bycia ku śmierci M. Heideggera z cnotą męstwa u św. Tomasza. Ale tak wsiąkłem w Heideggera, że nie wiem, czy zdążę z Tomaszem. Mam jeszcze 15 dni. Dużo i mało. Dużo, bo z każdym dniem narasta zrozumienie całości i każdy element zaczyna świecić blaskiem pewnych nici przewodnich. Mało, bo dotykam problemów węzłowych: bycie a dobro, nicość a zło, ontologia a etyka, śmierć a życie. Każde słowo woła o głębsze zrozumienie. O zrozumienie w ogóle. Czytałem S. Kierkegaarda. Heidegger wiele od niego przejął i po swojemu rozwinął. Dotarłem do zwątpienia w sens heideggerowskiego projektu. Moment krytyczny: Czy bycie ku śmierci Dasein właściwego przygotowuje do męstwa w chwili próby? Czy w byciu ku śmierci nie jest ukryty pewien złowrogi fatalizm, który może sprawić, że nie dojrzę momentu, w którym trzeba będzie dać życie? Bo i po co, jeśli wciąż umieram i w końcu przecież umrę? Jak odróżnić jeden moment od drugiego? Tak, jestem skupiony, otwarty, obejmujący najszersze spektrum możliwości, mam dziedzictwo i bohaterów, do których mogę się odnieść. Jestem wierny i uległy autorytetom dziedzictwa. Nie lękam się czasu i historii, nie ogłupia mnie stereotypowość narzucających się mód i opinii. Tak, jestem we-spół z innymi (Mitsein), z troskliwym szacunkiem pozwalam im dojrzewać do właściwego bycia sobą. Ale czy to wystarczy, by oddać życie, gdy przyjdzie moment próby? Cóż za różnica czy teraz jutro, czy w związku z tym, czy z tamtym? Czy paradoksalnie maja ciągła napięta gotowość ku śmierci nie znieczula mnie na jej wagę tego za co lub za kogo mam umrzeć? Zwłaszcza, że mój trening wybiegania dotyczy samej śmierci, śmierci w ogóle. A nawet otwierające się możliwości dziedzictwa nie dotyczą chwili próby, ale tego, co pomiędzy narodzinami a śmiercią. Sam moment śmierci staje się jakoś nie-ważny. Śmierć jako faktyczność niczego nie wnosi, czego nie byłoby już w zdecydowanym wybieganiu ku niej. Tak, moje wybieganie ku śmierci indywidualizuje mnie. Dzięki zdecydowaniu na nią staję się osobny. Ale śmierć jako mój koniec odbiera mi osobność. A nawet, gdybym uparł się z troskliwym szacunkiem wspierać drugiego we właściwym byciu ku śmierci, to czyż, gdy ona już przyjdzie, nawet znienacka, nie lepiej zostawić go z nią sam na sam? Tak, to brzmi cynicznie, ale nawet wielkie religie obojętne na doczesność pozwalają swoim wyznawcą, zwłaszcza słabszym, umierać nie angażując się w ich ratowanie (np. pewne odmiany hinduizmu, buddyzmu), dla większego dobra umierających. Owszem, mogę wybrać takie dziedzictwo i takich bohaterów, by siebie w pustym formalnie wybieganiu w śmierć uczynić przygotowanym na obronę drugiego człowieka, Ojczyzny, wiary w Boga czy innego ważnego dobra dając swe życie. Taka możliwość w ramach namysłu Heidegger istnieje, choć trzeba przyznać, że sam Myśliciel do niej specjalnie nie zachęca, ani nie rozwija tych wątków, jako niejako poza-paradygmatycznych.

21.05.2001

Temat mi się rozczapierza. Gubię się w natłoku możliwych interpretacji. Chyba przychodzi czas przemówić własnym językiem. Muszę się zdecydować, a przecież już jestem zdecydowany, na użycie w interpretacji mojej osobistej intuicji o etycznym charakterze wymiaru ontologicznego. „Czy można umrzeć za czyste wartości?” pyta Heidegger, a ja pytam: Po co komu czysta ontologia? Czy nie jest to jakaś ucieczka od etyki w imię iluzorycznej ontologicznej neutralności? Czysta ontologia wydaje mi się pomysłem zupełnie chybionym. Co nie oznacza, by wracać do etyki „banalnej”, ale odnaleźć ją na większej głębi. Ważne też jest, dlaczego, jeśli projekt Heideggera jest chybiony, tak inspiruje? Co się za tym kryje? Czyżby nawet w tak wielkich błędach kryło się aż tak wiele prawdy? Heidegger zawierzył Byciu, i ludzkiej wolności. I w tym radykalizmie kryje się ryzyko, ale jednocześnie kierunek ku głębszemu odkryciu dobra. Dlaczego? Bo trzeba dotrzeć do jakiejś źródłowej intuicji, czegoś przedrefleksyjnego, czegoś dzięki doświadczeniu czego słowa nie kłamią. „Kochaj i rób co chcesz!” Tak. Właśnie tak. I to jest fascynujące w tym projekcie. Dotrzeć do siebie najgłębszego, nieznanego, i zacząć być sobą. Znaleźć jakiś metafizyczny punkt oparcia, by bez słów, być wiernym prawdzie, być dobrym.

22.05.2001

Śniłem dzisiejszej nocy, że wydarzył się jakiś wypadek i odcięty został dostęp do mojego mieszkania. Próbowałem się tam dostać, ale nie było to możliwe. Z żadnej strony. Któryś z mieszkańców był zuchwalszy, ale wdrapując się po wyburzonej części domu spadł z dużej wysokości. Nie wiem czy przeżył upadek. Jeśli tak, to w sposób z goła fantastyczny. Nie miałem też swych ubrań i musiałem znaleźć cudze. Nie wiedziałem też, co właściwie się wydarzyło, że dostęp do domu został zablokowany. Ten sen, niezależny przecież od mojej świadomości, dobrze opisuje sytuację w jakiej się znalazłem w związku z pracą nad myślą Heideggera.

22.05.2001

Tak trudno zmierzyć się ze śmiercią. Większość dzisiejszego popołudnia stracona wprost dla pisania. Napisałem tytuł nowego paragrafu, paragrafu kluczowego o śmierci, trwodze i nicości. Udało mi się wpisać coś w rodzaju wstępu i dwa ważne cytaty. I stanąłem. A raczej się położyłem. Opadłem z sił. Zrozumiałem, że nie mam nic do powiedzenia o śmierci, o wybieganiu w śmierć. Że nic o tym nie wiem. I trwałem jakiś czas z taką właśnie pewnością. Po jakimś czasie przypomniał mi się wiersz Pałace piekieł, dzięki któremu, gdy pisałem go przed sześciu laty, zrozumiałem, że cała swoją młodość przeżyłem uwiedziony przez śmierć. Ale myślałem, że to było kompletnie fałszywe, i coś takiego nie mogło przecież przydarzyć się Heideggerowi. Pomyślałem, że to moje wybieganie w śmierć było przecież jakimś zuchwałym tchórzostwem, paliatywem i ucieczką. Że tak naprawdę, to bałem się śmierci. Więc cóż to było za zdecydowane wybieganie? Chyba, że w wykładni zdominowanej przez Się.

Wcześniejsze wersje planów pracy.
Ogółem było ich ok. 10. Przedstawiam 2 najważniejsze wersje poprzedzające obecną.

SPIS TREŚCI (wersja 1)
Trwoga jako fenomen otwarcia jestestwa ku Byciu w Nicości w myśli Martina Heideggera
1. Wprowadzenie
2. Znaczenie Bycia w myśli M. Heideggera
3. Nicość jako strona Bycia
4. Trwoga jako fenomen otwarcia jestestwa ku Byciu w Nicości
4.1. Ogólne usytuowanie fenomenu trwogi w analityce jestestwa
4.2. Egzystencjalne „otoczenie” trwogi
4.2.1. Powszedniość bycia jestestwa i jego upadanie
4.2.2. Lęk jako młodszy brat trwogi
4.2.3. Troska jako bycie jestestwa
4.2.4. Bycie ku śmierci
4.2.5. Sumienie
4.3. Trwoga – szczegółowa analityka
4.3.1. Czym trwoga nie jest?
4.3.2. Czym trwoga jest?
4.3.3. Jaki jest sens trwogi?
4.3.4. Trwoga jako mowa Nicości
4.3.5. Trwoga jako nasłuchiwanie Nicości
4.3.6. Pytanie o uniwersalność trwogi
4.4. Inne fenomeny otwarcia jestestwa
5. Zakończenie – podsumowanie i perspektywy dalszych poszukiwań

SPIS TREŚCI (wersja 2)
Egzystencjał bycia ku śmierci u Martina Heideggera i cnota męstwa u św. Tomasza. Zbieżności i różnice.

1.Wstępny zarys problematyki
1.1.Ogólny zamysł pracy
1.2. Narzucające się zbieżności
2. Bycie ku śmierci w myśli Martina Heideggera
2.1. Usytuowanie egzystencjału bycia ku śmierci w całości analityki Dasein
2.2. Bycie ku śmierci jako warunek możliwością bycia całością jestestwa
2.2.1. Niewłaściwe sposoby ujmowania i przeżywania
2.2.2.Właściwy sposób ujmowania i przeżywania śmierci
2.3. Bycie ku śmierci a czasowość jestestwa
3. Cnota męstwa u św. Tomasza
3.1. Zarys agatologii św. Tomasza
3.2. Relacja między cnotą męstwa a ontologią człowieka
3.3. Miejsce cnoty męstwa wśród innych cnót
3.4. Cnota męstwa w znaczeniu ogólnym
3.5. Cnota męstwa w znaczeniu specjalnym
3.6. Cnoty uzupełniające cnotę męstwa
3.7. Grzechy i wady stanowiące opozycję dla cnoty męstwa
4. Porównanie bycia ku śmierci w myśli Martina Heideggera i cnoty męstwa u św. Tomasza
5. Podsumowanie i zarys dalszych poszukiwań

Dodaj komentarz

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code