Rekolekcje Adwentowe 2005

Sobota – 10 grudnia

10 grudnia 2005

sobota II tygodnia Adwentu

Czym jest Adwent?

Dzisiejsze czytania

Bóg słowa

Szymon Gurbin

Już samo imię Eliasza jest szczególne: Elijahu – Jahwe jest moim Bogiem. I rzeczywiście życie tego proroka było nieustannym świadectwem o Tym, Który Jest. Eliasz miał czas swojej pustyni. Miał przeciw sobie władców, którym nie szczędził gorzkich słów w związku z ich odstępstwem od Prawa. Miał przeciw sobie tłumy, które nie lubią być karcone. Eliasz trwał przy swoim Bogu, choć nurt życia napierał na niego.

Lawina codzienności, jak w życiu każdego z nas, potrafi takie stojące na swojej drodze przeszkody zmieść z powierzchni ziemi. Trudno się temu oprzeć, kiedy swoją wiarę ograniczy się do infantylnej i tradycyjnej religijności. Jeżeli moje osobiste „Amen” wypowiedziane przed Bogiem nie jest tylko jednym z szeregu nic nie znaczących gestów. Jeżeli nie jest częścią świadomie przeżywanego dramatu wiary, o którym pisał ks. Józef Tischner. Trudno się oprzeć lawinie, jeżeli nie jest się drzewem zakorzenionym w ufności Bogu.

Słowo Eliasza płonęło jak pochodnia, bo było emanacją woli Pana. Słowo, to zresztą jeden z najważniejszych elementów kontaktu z Bogiem. Bowiem On jest właśnie Bogiem Słowa. Czasem zdarzy się nam, że dostrzegamy jakieś gesty z Jego strony. Że w takim, czy innym drobiazgu Bóg się do nas uśmiecha. Może dostaliśmy lepszą pracę, może wyzdrowiało nam dziecko, może dostrzegliśmy nagle piękno tam, gdzie do tej pory wcale go nie widzieliśmy… Ale tak naprawdę mamy tylko Słowo i wiarę. W adwencie szczególną wiarę w to, że Słowo stało się Ciałem.

Choć przecież każdego z nas Pan powołuje do świętości, raczej nie jesteśmy takimi herosami wiary jak Eliasz. Raczej marne jest prawdopodobieństwo tego, że zamiast czarnym karawanem na cmentarz, do swojego grobu, już za życia pojedziemy ognistym rydwanem do tej rzeczywistości, którą przygotował dla nas Dobry Bóg. Wątpimy, błądzimy. Pytamy, czy to wszystko ma sens. Czy trwanie przy Bogu nie jest naiwną mrzonką? Jak pisze ks. Józef Tischner: „Za ateizmem przemawia wiele argumentów. Więcej niż za religią. W gruncie rzeczy to logiczne, żeby być ateistą. Tak jak logiczne i rozumne jest to, żeby się nie zakochać… A przecież ludzie nie są w tym przypadku logiczni. Na szczęście.”

Zatem można domniemywać, że wielki prorok Eliasz, największy do czasu nadejścia Jana Chrzciciela, nie tylko był człowiekiem wielkiej wiary w Boga. Ale przede wszystkim był człowiekiem wielkiej do Boga miłości. I to jest chyba klucz. Najpierw trzeba się zakochać w idei tego Boga, który niewyobrażalnie mocno kocha człowieka, a później dopiero naprawdę można uwierzyć. Taka wiara, wyrastająca z miłości, a nie ze strachu, z przywiązania, a nie z przymusu, dopiero ona może wydać owoce.

Jednak Mateusz cytując Chrystusa w Ewangelii daje nam słowo, które mówi o konsekwencji wiary. O cenie za miłość do Boga. „Eliasz już przyszedł, a nie poznali go i postąpili z nim, jak chcieli. Tak i Syn Człowieczy ma od nich cierpieć”. Wiemy, co to znaczy. Ucięta głowa Jana, na jakimś półmisku, albo tacy, posłużyła jako atrakcja przyjęcia. Ale to nic. Jezus Chrystus, Syn Boga, Ten, na którego czekamy, został zmieciony i wyniesiony na krzyż przez tę lawinę codzienności zabijającej w nas nieustannie wiarę, wrażliwość, miłość.

Wierzyć, to wiedzieć, że ta lawina się zbliża, a mimo wszystko kochać Tego, w którego się wierzy i nie przestraszyć się. Bo nawet, jeżeli nie przyjedzie po nas ognisty wóz, jak po Eliasza, nasz Ojciec czeka. Nowa Jerozolima jest naszą Ziemią Obiecaną. Ostatecznie jednym z etapów podróży pewnie będzie karawan, ale najpierw z całą pewnością taki, czy inny krzyż. Bo lawina pędzi…

Jeśli pragniesz poświęcić chwilę czasu na modlitwę nad Słowem Bożym i proponowaną refleksją

Kliknij tutaj

Chcesz dowiedzieć się czegoś o autorze powyższego tekstu

Kliknij tutaj

Poprzednie rozważanie

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code