Refleksja

Polski czy pełen Polaków?

Polski czy pełen Polaków?

Szymon Gurbin

Kontakt młodych Polaków ze starą londyńską emigracją bardzo często przybiera postać konfrontacji nie tylko pokoleń, ale również kultur. Ci ludzie wychowali się w innych czasach, ale również w zupełnie odmiennych rzeczywistościach.

W Polsce właśnie zakończył się burzliwy okres wyborów. Od władzy zostali odcięci ludzie o PZPR-owskich korzeniach, ale dla pokolenia dwudziesto- czy nawet trzydziestolatków czasy PRL-u i „Solidarności” to dzieje, które można umieścić tuż po wymarciu dinozaurów. Dla nich podziały na postkomunistów i solidarnościowców są może nawet nie tyle nieważne, co niezrozumiałe, bo zamierzchłe. Za to patrząc na ekrany telewizorów i widząc po raz kolejny tragikomiczny spektakl w wykonaniu polityków, młodzi ludzie rozumieją doskonale, że polityczna walka jest tak często ponad troską o kraj. W zasadzie mówić o trosce o kraj w kontekście polskiej polityki to tak, jak mówić o cnocie i niewinności – mało kto dziś w takie rzeczy wierzy…

50 lat polskiego doświadczenia tzw. socjalistycznej sprawiedliwości społecznej zwulgaryzowało Polską rzeczywistość, uczyniło wiele jej przejawów byle jakimi i głupimi. Kiedy w 1989 roku dokonał się polityczny cud, zabrakło już niestety czarodziejskich mocy, by ktoś jeszcze odczarował polską mentalność. Dlatego właśnie całej dotychczasowej historii III Rzeczpospolitej towarzyszy tak często atmosfera absurdu.

Kim są młodzi Polacy, których na ulicach Londynu mija sędziwy już, były żołnierz 2. Korpusu? Bez względu na to, czy wyjechali z Polski dla pieniędzy, czy dlatego, że najzwyczajniej mogli to zrobić, bo zmienił się świat, i znikają na mapach kolejne granice, Polacy wyjeżdżają z Polski, bo uciekają właśnie przed panującym tam absurdem. Zamiast oglądać w kolejnych wiadomościach telewizyjnych durniów i codziennie klepać biedę na zasiłku dla bezrobotnych, czemu nie zasmakować mniej lub bardziej egzotycznej normalności? No i jadą, i przywożą tutaj wiele tej bylejakości, w której sporo z nich wyrosło, ale również zabierają ze sobą swoje marzenia, swoją wrażliwość, swoją wiedzę.

Byłoby wyniosłą ignorancją traktowanie coraz to nowych Polaków przyjeżdżających do Wielkiej Brytanii przede wszystkim jako wulgarnych i biednych dorobkiewiczów. Intelektualny i kulturowy potencjał wielu z tych ludzi mógłby cokolwiek ożywić stagnację miejsc, wokół których skupia się kulturalne życie starej emigracji. Niestety Polskie środowisko w Londynie jest w tej chwili bardzo zatomizowane. Młodzi ludzie mają nikły kontakt z tymi swoimi rodakami, którzy już wiele lat temu uczynili z Londynu prawdziwie polskie miasto. Ale w tej chwili to miasto starzeje się, wymiera i obrasta coraz bardziej w hermetyczny kokon. Z drugiej strony młodzi Polacy nie mają ani tej umiejętności, ani tej ideowości, która cechowała ich starszych rodaków, by samemu integrować swoje środowisko. W związku z tym młodzi, jeśli nie wrócą do kraju po zarobieniu kilku funtów, wykorzystując swoją znajomość języka i wykształcenie, zasymilują się bardzo szybko w kosmopolitycznym Londynie, ale nie będą tworzyć zwartej polskiej społeczności.

Czy można zrobić coś, by młodzi Polacy, w swoim podejściu do wojennej emigracji, nie zachowywali się jak na spotkaniu z sędziwą ciotką, która nieustannie ogląda pożółkłe fotografie? Czy można zrobić coś, by tych młodych Polaków nie traktować, jak barbarzyńskiej fali, ale jako wyzywanie, przed którym stanął polski Londyn? No właśnie, bo czy ten Londyn długo jeszcze będzie polski, czy też stanie się tylko miastem zamieszkałym przez masę Polaków?

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code