"Zeszyty Karmelitańskie"

Wychowanie – wobec pytania

Wychowanie – wobec pytania dlaczego chce żyć człowiek?

Katarzyna Olbrycht

Tak postawione pytanie może brzmieć prowokacyjnie, jeśli rozumieć je szerzej niż tylko jako pytanie o źródła biologicznego instynktu przeżycia. Do szerszej interpretacji inspiruje forma pytania, podkreślająca, że odnosi się ono do człowieka.

Człowiek zaś nie jest tylko istotą biologiczną i jego funkcjonowanie nie jest zdeterminowane ani jedynie, ani głównie przez instynkty. Może czegoś chcieć, bądź nie chcieć i odpowiednio do tego reagować i podejmować decyzje.

Odpowiedź na tytułowe pytanie nabiera dodatkowego znaczenia, gdy formułujemy ją w świetle konsekwencji wychowawczych. Wymagają one bowiem odpowiedzi na inne pytania, jak na przykłada: czy wychowywać do tego, by człowiek chciał żyć? Czy można lub należy – oddziaływać wychowawczo na tak wrażliwą, tak bardzo osobistą sferę? Zanim sformułuje się odpowiedzi, trzeba uświadomić sobie możliwe kierunki ich szukania.

Przyczynami stanów, w których człowiek nie chce żyć, zajmują się głównie psychiatrzy, psychoterapeuci, i psychologowie, traktując je jako objawy schorzeń psychicznych i zaburzeń osobowości. Praktyka życia codziennego pokazuje, że stany takie mogą się łączyć z lękiem i pragnieniem wyzwolenia od spodziewanego lub doświadczanego cierpienia, tak fizycznego, jak psychicznego (szczególnie w sytuacjach utraty kogoś bliskiego czy poczucia bezradności wobec narastających trudności). Przyjmuje się jednak, że normą pozytywnego funkcjonowania człowieka jest mniej lub bardziej uświadamiana wola życia. Wychowanie powinno więc ją budować i wzmacniać.

Współczesna kultura każe przyjrzeć się uważniej tym założeniom, ponieważ następują tu, jak się wydaje, istotne zmiany.

Powszechnie akceptowanym celem człowieka jest szczęście, bycie szczęśliwym, osiągnięcie szczęścia. Człowiek chce żyć, ponieważ ma nadzieję osiągnąć szczęście, a przynajmniej nie być nieszczęśliwym. Nie wymaga na ogół uzasadnienia przekonanie, że życie ma tym większą wartość, im jest szczęśliwsze. Ale i przeciwnie – traci wartość, jeśli nie daje szans na osiągnięcie szczęścia, na odzyskanie czy odbudowanie szczęścia utraconego.

Kluczowym problemem staje się więc odpowiedź na pytanie: w czym ludzie upatrują szczęście, co oznacza dla nich „szczęśliwe życie”, bycie „szczęśliwym człowiekiem”? Za tym pytaniem idzie problem wychowawczy: czy można wychować do bycia szczęśliwym człowiekiem, któremu „chce się żyć”?

Szukanie istoty szczęścia ma dwie historyczne tradycje – wiązania go z maksymalizowaniem przyjemności i unikaniem cierpienia, albo z dążeniem do jakiejś doskonałości, pełni dóbr, czerpaniem zadowolenia z tej pełni. Dziś te dwie tradycje zmieszały się, tworząc konglomerat powodów, dla których ludzie chcą żyć, wierząc, że mogą być szczęśliwi.

Z jednej strony dążą do szczęścia odnajdywanego w poznawaniu świata, odkrywaniu jego tajemnic i piękna, pokonywaniu własnych słabości i ograniczeń, tworzeniu nowych wartości, pracy nad „pozostawieniem czegoś wartościowego po sobie”.

Jednakże coraz wyraźniej wydaje się dominować tradycja przyjemnościowa. Szczęście traktuje się najczęściej jako stan łączący pomyślność, zadowolenie, przyjemność osiąganą w doraźnym doznaniu oraz uznanych społecznie efektach działań i formach życia. Presja kultury konsumpcyjnej wzmacnia przyjemnościową interpretację szczęścia, przede wszystkim łącząc je z wymiernym sukcesem możliwie we wszystkich dziedzinach życia.

Jeśli nie można mieć żadnych przyjemności – po co żyć? Znamienny jest sposób wyrażania tego stanu nie w stwierdzeniu „nie chcę żyć”, ale „nie chce mi się żyć”, ujawniającym pewną powierzchowność i mały ciężar gatunkowy takiego przeżywania życia.

Spójrzmy na wychowanie człowieka „chcącego żyć” z perspektywy współczesnych badań naukowych. W ostatnich latach dynamicznie rozwija się psychologia pozytywna, jako nauka badająca uwarunkowania szczęścia, sposoby i efekty dążenia do niego, możliwości wpływania na ten proces.

Wśród czynników istotnych dla uzyskiwania poczucia szczęścia (dobrostanu), oprócz cech wrodzonych, uwarunkowań zdrowotnych, środowiskowych i kulturowych, psychologia pozytywna wymienia między innymi motywację wewnętrzną, nadzieję i optymizm. Motywację wewnętrzną (kierowanie się nie motywami narzuconymi z zewnątrz, ale własnymi) warunkuje zaspokojenie trzech potrzeb: pozytywnych więzi z innymi, kompetencji i autonomii. Z kolei nadzieję warunkuje przekonanie o ważności i wartościowości celów, jakie się wybiera, przekonanie o istnieniu dróg realizacji tych celów i pokonywania trudności oraz przekonanie o własnych możliwościach, sprawstwie i skuteczności w tych działaniach.

Zgodnie z tym nurtem psychologii wychowanie człowieka, który miałby się czuć szczęśliwy, oznaczałoby zapewnienie mu warunków sprzyjających osiągnięciu przez niego poczucia szczęścia. W pierwszym rzędzie jest to zadanie rodziny, która powinna stworzyć wszystkim swoim członkom atmosferę bezpiecznych, pozytywnych relacji, miłości, i tą drogą uczyć pozytywnych więzi.

Powinna stawiać przed wszystkimi wymagania i zadania adekwatne do ich kompetencji (nie za trudne, ale i nie za łatwe), stwarzać sytuacje, w których czuliby się samodzielni, za coś odpowiedzialni. To w rodzinie człowiek powinien stykać się na co dzień z wzorami optymistycznego wyjaśniania zdarzeń, uczyć się nadziei poprzez wybieranie wartościowych celów oraz szukanie i planowanie dróg ich realizacji naukę wiary w siebie, poczucie wpływanie na rzeczywistość i efektywności działania.

Taka interpretacja jest nadziei bliska teorii V. Frankla – twórcy logoterapii,, jako terapii poprzez pomoc w odkrywaniu sensu własnego życia, działania, wysiłku. Zdaniem tego wybitnego lekarza i terapeuty to właśnie brak poczucia sensu jest podstawowym źródłem problemów, kryzysów i zaburzeń neurotycznych współczesnego człowieka.

Niestety otaczająca nas dziś rzeczywistość pokazuje, że maleją szanse na zapewnienie człowiekowi warunków szczęścia. Zmaterializowanie życia, myślenie i działanie oparte na kryteriach rynkowych i konsumpcyjnych, bezwzględna konkurencja i towarzyszący jej egoizm, nietrwałość więzi międzyludzkich połączona z instrumentalnym traktowaniem siebie i innych –, muszą wywoływać zanik nadziei i słabnięcie motywacji wewnętrznej.

Szczęście – a zatem wartość życia –- mierzona jest obecnie głównie skutecznością w dążeniu do sukcesu, akceptacją społeczną, silną pozycją na rynku, zasobami materialnymi zapewniającymi oczekiwany poziom przyjemności i możliwości nieograniczonej konsumpcji.

Człowiek o słabej pozycji na rynku, o niewielkich zasobach materialnych, małej atrakcyjności społecznej, z wątpliwymi szansami na sukces, nawet jeśli nie czuje się „odpadem” (wg klasyfikacji socjologa Z. Baumanna), nie bardzo ma motywację do życia, trudno mu znaleźć wiarygodne wartościowe cele i uwierzyć w możliwość ich realizacji, dostrzec kogoś, komu zależałoby na jego życiu i z kim więź nadawałaby sens wysiłkowi.

Jeśli do tej charakterystyki dodamy bardzo silną dziś potrzebę wolności, uznawanej za jedną z najwyższych wartości ludzkich, a rozumianą jako absolutna, niczym nie ograniczona, przysługująca człowiekowi swoboda decydowania o sobie, chęć życia staje się wolnością dążenia do współczesnej wizji szczęścia, za wszelką cenę, wszelkimi środkami, tak długo, jak to jest możliwe.

Gdy możliwości się kończą, pozostaje perspektywa wolności decyzji o zakończeniu własnego życia. Świadomość posiadanej wolności wyboru bez ograniczeń sprawia, że „chęć życia” prowadzi coraz częściej do unikania trwalszych decyzji wyznaczających możliwość kolejnych wyborów.

Pojawia się lęk przed stabilizacją, zamknięciem perspektyw, ograniczaniem szans. Brak wierności ludziom, sprawom, zobowiązaniom spotyka się z argumentami: „chcę jeszcze pożyć”, trzeba „korzystać z życia”. Współczesny człowiek znalazł się więc w pułapce własnej kultury: chce żyć przyjemnie i możliwie bez wysiłku, a równocześnie sensownie, z poczuciem satysfakcji, w dobrych relacjach z innymi.

Ten niepokojący obraz rzeczywistości niejako dopełnia i równocześnie wyjaśnia zjawisko postępującej sekularyzacji, słabnięcia wiary, a co za tym idzie, utraty świadomości, kim jest człowiek jako osoba, jaki ma cel, jaki jest sens jego życia w świetle wiary.

Perspektywa wiary całkowicie zmienia kierunek szukania odpowiedzi na pytanie, dlaczego człowiek chce żyć, dopowiadając: dlaczego człowiek może chcieć żyć?
Z takiego punktu widzenia człowiek jako osoba jest wolny, ale rozumny i odpowiedzialny. Do jego osobowej istoty należy potrzeba i zdolność kierowania się ku wartościom wyższym. Dlatego, choć w różnym stopniu, czuje, że chce żyć, żeby poznawać świat, zachwycać się nim, wnosić weń coś dobrego, wzbogacać go. Ma wszelkie dane, by osiągnąć cel, jakim jest – zbawienie, wieczność z Bogiem. Ma również odpowiednie „wyposażenie” i potencjał.

Wszystkie jego sfery –- fizyczna, psychiczna i duchowa – są mu dane przez Boga po to, by mógł zrealizować przewidziane w Bożym planie tylko dla niego i zaproponowane mu do wolnej decyzji zadania, stanowiące jego życiowe powołanie. Jako dziecko Boże ma bezwarunkową, osobową godność ludzką, której świadomość zapewnia poczucie i zrozumienie niezwykłej własnej wartości. Ma potencjał i gwarancję spełnienia siebie poprzez bycie bezinteresownym darem dla innych.

Do przeżywania pełni życia osobowego ma nadprzyrodzoną pomoc –- miłość Boga, światło Ducha Świętego, obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie i wzór Jego życia. Może prosić o wstawiennictwo świętych. Ma daną wspólnotę, w której wszyscy wspierają się na drodze do zbawienia – Kościół.

Człowiek prawdziwie wierzący chce żyć, ponieważ zdaje sobie sprawę i przyjmuje, że każde życie jest darem Boga, żadne nie jest przypadkiem, niepotrzebnym „kaprysem losu”. Chce żyć, bo wierzy, że ma niepowtarzalne zadanie w trwającym wciąż stwarzaniu świata według planu Bożego. Jest posłany, bowiem – jak każdy chrześcijanin –, jest wezwany do realizowania posłannictwa Kościoła. Chce żyć, bo jest kochany, powołany do życia z miłości i ma nieść miłość, wprowadzać miłość Bożą w rzeczywistość świata i życie innych ludzi, świadczyć o niej.

Warunkiem takiego stosunku do życia jest świadoma wiara, realizowana na co dzień przez odpowiednie postawy. I świadomość ta, i postawy wymagają rzetelnej znajomości i stałego pogłębiania zrozumienia własnej religii, respektowania w innych i w sobie godności osobowej, aktywnego uczestniczenia w życiu, a tym samym w posłannictwie Kościoła. Zadania te przybliża i wyjaśnia współczesnym chrześcijanom nauczanie Soboru Watykańskiego II.

Przyjęcie perspektywy wiary nie zawiesza wykrytych przez naukę prawidłowości i ustaleń. Człowiek wierzący ma wewnętrzną motywację do życia, ma cele, które uważa za najwyższe wartości, wierzy w istnienie pozytywnych dróg ich realizacji i w sens własnego udziału w ich podejmowaniu. Nie tylko dąży do szczęścia, ale przeżywa je w codziennym wysiłku realizowania własnego powołania, a przede wszystkim w kontakcie z Bogiem. Można by więc powiedzieć, że człowiek powinien chcieć żyć, bowiem jego życie nie jest ani jego własnością, ani wyłącznie jego prywatną sprawą. Jest powołaniem, to znaczy wielkim wyzwaniem i zaproszeniem do współpracy z Bogiem i w tym sensie jest Bożym darem dla innych.

Wychowanie człowieka, który nie tylko chce żyć, ale wie dlaczego, powinno stwarzać warunki sprzyjające poczuciu szczęścia w życiu osobistym i rodzinnym, w pracy, w kontaktach z ludźmi, w sytuacjach odpoczynku. Przede wszystkim jednak musi być zakorzenione w takiej koncepcji człowieka, która potrafi wskazać jasny cel i sens życia. W świetle wiary wychowanie musi zaś być głównie przygotowywaniem do szukania odpowiedzi nie na pytanie „dlaczego?”, ale „po co?” i „dla kogo żyję i chcę żyć?”.

***

Redaktorzy kluczowym tematem numeru uczynili podobnie brzmiące, ale mocniejsze w wydźwięku i głębsze znaczeniowo pytanie „dla czego chce żyć człowiek?”. W kontekście przedstawionych tu rozważań odpowiedź stanowi ich konkluzję. Jeśli człowiek dojdzie już do tego, dlaczego chce żyć ( z jakich powodów? jakie są przyczyny odczuwanej woli życia?), może i powinien przekroczyć tę sferę wiedzy o sobie, życiu i świecie, wytrwale szukając ogólniejszego sensu. Jego odkrycie pozwala zrozumieć i uświadomić sobie, dla czego chce się żyć, dla jakich celów i wartości. Stąd już prosta droga do odpowiedzi na kończące tekst pytania – : po co się żyje? a w świetle wiary –- dla kogo, ale pragnie się żyć.

Katarzyna Olbrycht

Tekst pochodzi z „Zeszytów Karmelitańskich” 4 numeru (61/2012)

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code