"Zeszyty Karmelitańskie"

Dla czego żyjemy?

DLA CZEGO – ŻYJEMY?

REFLEKSJE WSTĘPNE

Krzysztof Stachewicz

Tytułowe pytanie jawi się jako fundamentalny problem ludzkiego życia. Kiedy jednak chcemy na nie udzielić konkretnej odpowiedzi, ujawnia swą złożoność i wielopiętrowość.

Można je wszak rozumieć na płaszczyźnie faktycznej i pytać, dla czego żyjemy hic et nunc?Dlaczego żyje człowiek współczesny, (po)nowoczesny, jak zwykło się go określać. Co jest dla niego ważne, jakie ma kryteria hierarchizacji dóbr? Jakie cele stawia sobie w życiu? Możemy pytanie „dla czego żyjemy?” rozumieć w kontekście normatywnym i zapytywać, dla czego powinniśmy żyć, nawiązując do klasycznego kształtu źródłowego pytania etyki – jak żyć?

Możemy wreszcie pytać o ostateczny cel ludzkiego bytowania, ku któremu, chcąc nie chcąc, żyjemy, ku któremu jesteśmy ze swej natury, wewnętrznej istoty ukierunkowani, niezależnie nawet od świadomości tego ostatecznego celu. Na etapie wstępnych refleksji rysuje się też organiczny związek tytułowego pytania z problemem sensu ludzkiego życia. Co nadaje sens egzystencji człowieka? Bóg, miłość, rodzina? Czy żyjąc tymi rzeczywistościami mamy gwarantowane poczucie sensu? Czy życie w ogóle potrzebuje takiej zewnętrznej instancji, dającej sens, czy też w samym życiu tkwi sensowność, jak chciał Victor E. Frankl? Spróbujmy zatem uporządkować płaszczyzny analizy pytania „dlaczego żyjemy?”.

Płaszczyzna fenomenologiczna

To płaszczyzna empirii, faktyczności, doświadczenia, stawiania pytań w przestrzeni wyzwań niesionych przez konkretne sytuacje życiowe, dylematy, które trzeba jakoś rozstrzygać, wybory, przed którymi stajemy. Decyzje z jednej strony wynikają z naszej hierarchii wartości, z drugiej określają nasz horyzont aksjologiczny. To, co czynimy, jest warunkowane w dużej mierze przez naszą świadomość aksjomoralną, ale też zwrotnie tę świadomość kształtuje i zmienia. Tego wewnętrznego scalenia obu elementów nie da się rozpętlić. Robimy coś zgodnie ze swym przekonaniem lub wbrew sobie, w zgodzie z własną gradacją dóbr lub przeciw jej logice. Kierujemy się własną korzyścią, pożądaniem dóbr, pogonią za przyjemnościami, poczuciem obowiązku, chęcią oddania sprawiedliwości temu, co ważne, istotne, doniosłe samo w sobie. Wydaje się, że ta płaszczyzna ujawnia dwa podstawowe poziomy.

Poziom opisowy

To przestrzeń badań i penetracji poznawczych historii, socjologii i psychologii. Najpierw pojawiają się tu pytania: – co ludzie cenią i preferują, dla jakich wartości żyją, co wypełnia ich codzienność, czym kierują się, dokonując wyborów, jak rozumieją własne życie.? I dalej, jakie zmiany w tym zakresie zaszły i zachodzą oraz jakie mechanizmy rządzą tymi przemianami? Dla czego żył człowiek starożytności i średniowiecza, człowiek renesansu i baroku, dla czego żyje człowiek współczesny? Jaką posiadał i posiada fizjonomię moralną i egzystencjalną?

Przez ostatnie dziesiątki lat wiele mówi się o kondycji ponowoczesnej współczesnego człowieka, o postmodernistycznym przeżywaniu życia. Zygmunt Bauman w tym kontekście mówi o epizodyczności i niekonsekwencji życia, utracie swoistej całości, jaką było życie dla poprzednich pokoleń, zatraceniu świadomości swego ostatecznego „celu ”, o utracie poczucia celu życia, o którym tak wiele mówili teolodzy, filozofowie, etycy i moraliści ubiegłych wieków, o wyzwalaniu się spod dyktatu etycznych norm i zasad.

O ile człowiek nowoczesny może być określany jako homo viator, pielgrzym, znający kres swej wędrówki i konsekwentnie, choć nie bez potknięć i upadków, doń zmierzający, o tyle człowieka ponowoczesnego możemy określać mianem spacerowicza, włóczęgi, turysty (moda na „turystykę” to temat na osobne opracowanie) czy gracza. Człowiek ponowoczesny stoi wobec chaosu i płynności, próbując swe życie przeżyć podobnie.

Pisał Bauman: „Rozpad «„projektu życiowego»” na kalejdoskop samoistnych epizodów, niepowiązanych ani przyczynowo, ani logicznie, rezonuje z równie kalejdoskopową ponowoczesną kulturą „«nieustającego karnawału»”, która zastępuje kanon kulturowy korowodem krótkotrwałych mód” (Dwa szkice o moralności ponowoczesnej, Warszawa 1994, s. 17).

Wszystko to rodzi problemy człowieka ponowoczesnego z tożsamością, z odpowiedzią na pytanie, kim jest, kim chce być. W płynności czasów i kultury roztapia się tożsamość konkretnego człowieka, który nie potrafi znaleźć wspólnego mianownika dla swego niekoherentnego w swej epizodyczności życia. Płynny jest zawód, powołanie, płynne role rodzinne i społeczne, próbuje się wręcz spowodować poczucie płynności własnej płci. Brak jakiegoś jądra osobowości, podstawy bycia tym oto człowiekiem powoduje kłopoty z określeniem własnej tożsamości.

Znakomicie opisywał to z właściwą sobie ironią i cieniem sarkazmu Sławomir Mrożek: „Świat stał się bieganiną, każdy biega z miejsca na miejsce i pyta drugiego: «„Nie było tu mojego ja? Szukam go wszędzie»”. «„Nie, ale może Pan widział moje tam, skąd Pan przybywa»”. Tu tamtego nie było, tego tam nie ma. Więc znowu pędzą, a wszyscy zdyszani. Już nawet ćwierćinteligent wie, że musi szukać swojego „«ja”, zamiast się czegoś porządnie nauczyć” (cyt. za: Z. Bauman, Moralność w niestabilnym świecie, Poznań 2006, s. 27).

Pytanie, „dla czego żyję”, jawi się dla tak opisanej kondycji człowieka ponowoczesnego jako– trudne, i w zasadzie wręcz niemożliwe do zyskania odpowiedzi en bloc. Kalejdoskop wielu wartości, nierzadko wykluczających się wzajemnie, a zrelatywizowanych na konkretne epizody, części życia, role społeczne – oto ogólna odpowiedź.

I wreszcie poziom stricte psychiczny – stawianie sobie pytań o przyjmowane w życiu cele, ich hierarchizację, a także praktykę życiową – czasem zbieżną, czasem rozbieżną z teoretycznymi odpowiedziami na powyższe pytania. Psychologia w interesującej nas kwestii stawia pytania o zależności między określonym kształtem wyborów dóbr i wartości a cechami osobowości, stopniem jej dojrzałości, charakterem itd. Pyta też o motywy decyzji i działań.

Ogólnie można powiedzieć, że żyjemy dla tego, co jawi nam się jako cenne, ważne, wartościowe, jakoś korzystne. Może się to przedstawiać pod postacią dobra dla nas, tego, co subiektywnie zadowalające, co przyjemne, lub jako dobro samo w sobie, wartość obiektywna (Dietrich von Hildebrand). Klasycznie wartości – za Maxem Schelerem – dzieli się na hedoniczne (przyjemnościowe), witalne (związane z życiem, zdrowiem), użytecznościowe (z ekonomicznymi na czele), kulturowe (prawne, estetyczne, poznawcze) i religijne (związane ze sferą sacrum).

Człowiek staje wobec tych wartości i dokonuje wyborów,: jedne wartości afirmuje, inne odrzuca, dokonując tym samym aktów preferencji, realizujących lub unicestwiających wartości stricte moralne. W przestrzeniach tych wyborów ujawnia się konkretny, praktyczny i realny, a nie tylko deklaratywny kształt odpowiedzi na tytułowe pytanie. Żyjemy dla Boga, dla siebie, dla wartości użytecznościowych, dla moralnego dobra, dla wielkich i małych przyjemności. Opis dostarcza nam odpowiedzi na pytanie, jak od strony statystycznej wygląda życie współczesnego człowieka w wybranych współrzędnych geograficznych i kulturowych, w aspekcie określonych zmiennych. Nieustannie jednak pulsuje pytanie o wymiar normatywny. Wiemy – przynajmniej w ogólnych zarysach – jak jest, ale jak być powinno?

Poziom normatywny

Dla czego powinienem żyć? Czy odpowiedź na to pytanie jest uzależniona wyłącznie od mojego arbitralnego postanowienia, czy też istnieje jakiś kod egzystencji, jakieś zobowiązanie wynikające z bycia człowiekiem? Co jest właściwym etosem, rozumianym jako domostwo człowieka? Co stanowi przestrzeń jego wzrastania, ewangelicznego „owocowania”? Jak żyć? – pytamy za etyką, która stawia to pytanie w kulturze europejskiej począwszy od Sokratesa, czyli od dwóch i pół tysiąca lat. Czy istnieje jakaś fundamentalna prawda o ludzkim życiu?

Jean-Paul Sartre, opisując egzystencję człowieka skazaną na wolność, na wybór w świecie bez obiektywnych dóbr i wartości, przekonywająco ukazał absurd takiego bytowania. W świecie, w którym wszystko jest równie ważne i istotne, nic nie jest ważne i istotne, a wolność staje się przekleństwem (jesteśmy „skazani na wolność”, powie Sartre). Całkowita dowolność, brak obiektywnych zobowiązań, zakazów, powinności skazuje człowieka na poczucie pustki i jałowości życia, czyniąc w zasadzie każdy wybór równie dobrym (i, konsekwentnie, równie złym).

To sfera tego, co Paul Ricoeur nazywał „dziką wolnością”. Wolność może stać się odpowiedzialnością, nabrać właściwego sobie sensu tylko w świecie obiektywnego dobra, obiektywnej „prawdy o dobru” (Karol Wojtyła). Obiektywne „co” naszego życia jest przez nas poszukiwane. Wierzymy, że jest to rzeczywistość zastana, a nie tylko kreowana przez nasze dowolne, migotliwe decyzje i zmienne postanowienia.

Doświadczamy wszak często „wołania” powinności, nierzadko zresztą idącej na przekór naszym własnym potrzebom, dążeniom, zamierzeniom. Kant mówił o obowiązku moralnym, który należy wypełniać, nie pytając nawet o powody i racje. Tu otwiera się przestrzeń stricte moralna, której doniosłości dla bycia człowiekiem przecenić się nie da. Akcentował to Artur Schopenhauer, pisząc: „doskonałość moralna stoi wyżej od wszelkiej mądrości teoretycznej (…). Człowiek szlachetny, jakiekolwiek byłyby jego braki pod względem intelektualnym, dowodzi swymi czynami największej wiedzy i najwyższej mądrości i zawstydza człowieka genialnego i uczonego, który by swym postępowaniem zdradzał, że owa wielka prawda pozostała obcą jego sercu” (O podstawie moralności, tłum. Z. Bossakówna, Warszawa 1994, s. 169-170).

To dzięki moralności, choćby potencjalnemu otwarciu na nią, człowiek jest celem samym w sobie, posiada godność jako niezbywalną wartość ontologiczną. Niemiecki fenomenolog, Dietrich von Hildebrand zauważał: „Wartości moralne są najwyższe spośród wszystkich wartości naturalnych. Dobroć, czystość, poszanowanie prawdy i pokora, stoją ponad geniuszem, mądrością, kwitnącym zdrowiem, stoją wyżej niż piękno natury i sztuki, niż ład i siła państwa (…). Wartości moralne są węzłowym problemem świata; brak moralnych wartości jest największym złem, gorszym niż cierpienie, choroba, śmierć, gorszym niż upadek kwitnących kultur” (Fundamentalne postawy moralne, w: tenże, J. A. Kłoczowski, J. Paściak, J. Tischner, Wobec wartości, Poznań 1982, s. 10).

Ale żyjemy nie tylko dla wartości moralnych. Spośród pozamoralnych wartości duchowych szczególną rolę w życiu człowieka odgrywa prawda. Tę doniosłość prawdy człowiek odczuwa, potrafiąc dla niej często poświęcać wiele dóbr z własnym zdrowiem i – in extremis – życiem na czele. Życie prawdą, życie dla prawdy, zdaje się stanowić jeden z najbardziej fundamentalnych imperatywów egzystencjalnych człowieka.

Walka o prawdę, cierpienie za prawdę – przykładów heroicznego trwania w prawdzie, bycia wobec prawdy, historia, choćby tylko najnowsza, dostarcza w nadobfitości. Swą doniosłość dla życia duchowego człowieka ujawnia też piękno – jego realizacja i kontemplacja piękna – zaliczone przez Platona, wraz z dobre i prawdą, do triady najwyższych dóbr. Starożytni myśliciele greccy wiązali dobro i piękno w jedną wartość perfekcyjną, wskazując na ich organiczną jedność (kalokagatia), co często powraca we współczesnej myśli etycznej i estetycznej. Dobro/piękno to wartości rozwijające w człowieku jego człowieczeństwo, czyniące go bardziej nim samym.

Życie człowieka to także przyjemności, namiętności, realizacja celów utylitarnych, przestrzeń witalna. To przestrzeń domagająca się zaprowadzenia w niej jakiegoś ładu, porządku, harmonijnego wkomponowania tej sfery w całokształt egzystencji człowieka. To przestrzeń będąca dla człowieka darem i zadaniem – mądrego korzystania z dóbr, które oferuje, roztropnego partycypowania w niej.

Płaszczyzna metafizyczna

Tytułowe pytanie nabiera tu radykalności, sięga granic poznawczych człowieka, granic rozumienia. Jednocześnie mamy poczucie, że nie wolno go nie stawiać. Człowiek ma – co przyznawał nawet Immanuel Kant – niezbywalną inklinację metafizyczną. „Dla czego” – pytamy tu koniec końców o to, co myśl klasyczna nazywała celem ostatecznym człowieka, dostrzegając go w szeroko pojętym szczęściu. Dla Arystotelesa było nim rozwijanie spotencjalizowanej natury człowieka, dla św. Augustyna i św. Tomasza – przede wszystkim wspólnota z Bogiem jako wypełnienie dążeń człowieka do pełni szczęścia. Bo niespokojne jest serce człowieka – jak powiadał biskup Hippony – dopóki nie spocznie w Bogu.

Bóg jest nad-sensem, który na zasadzie partycypacji udziela się człowiekowi. Dziś samo pojęcie celu ostatecznego znika, rozbite na serię celów szczegółowych, często tworzących zupełnie niezborne mozaiki i składanki. Destrukcja natury człowieka, jego wewnętrznej teleologii uniemożliwia wypracowanie jakichkolwiek współczesnych propozycji dotyczących metafizycznego rozumienia powołania osoby ludzkiej. A jednak problem pozostaje i zdaje się być coraz bardziej palący. Przede wszystkim egzystencjalnie, praktycznie.

*******************
Konkretna odpowiedź na pytanie „dla czego żyjemy?” mówi nam o określonej strategii „poczynania samego siebie”, jak pisał Søren Kierkegaard. Waga Charakter tej odpowiedzi ma posiada znaczenie przede wszystkim praktyczne. Stwarza ona szansę na zmianę, na na-wrócenie, czyli zwrócenie się ku drodze rozwoju w sobie człowieczeństwa, stawania się sobą, bycia autentycznym. Pytanie to w naszych czasach nabiera doniosłości głównie ze względu na kłopoty i silne zaburzenia w międzypokoleniowym przekazie wartości oraz rozchwianieu osobowej tożsamości.

Człowiek (po)nowoczesny nerwowo porusza przechadza się po współczesnym rynku idei, wartości, religii, recept na życie i po kramie z rozmaitymi kostiumami, w które do woli może się przystrajać człowiecze ja. Od człowieka zależy, po który kostium sięgnie, jakie wartości i idee uzna za swoje – kram próbuje tworzyć poczucie, że wszystkie są równoprawne i równie prawdziwe. Tym bardziej warto pytanie „dla czego żyjemy?” warto stawiać tak w przestrzeniach teoretycznego namysłu, jak i na życiowych szlakach współczesnego człowieka.

Krzysztof Stachewicz

Tekst pochodzi z „Zeszytów Karmelitańskich” 4 numeru (61/2012)

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code