Miesięcznik "Familia"

Modlitwa przed meczem

MODLITWA PRZED MECZEM

Z Marcinem Gortatem rozmawiała Marta Jacukiewicz

O tym, jak będąc wybitnym sportowcem, można pomagać innym i kiedy koszykarz ma czas na modlitwę i relaks, opowiedział nam Marcin Gortat.

Jak zaczęła się Pana fascynacja koszykówką?

Jako dziecko, a później – młody chłopak marzyłem, żeby grać w piłkę nożną. Podążałem za tym marzeniem przez siedem kolejnych lat. Gdy miałem siedemnaście lat, zmieniłem dyscyplinę na koszykówkę. I wtedy zaczęło się spełniać moje największe pragnienie – o grze na wysokim poziomie. Najpierw chciałem znaleźć się w składzie drużyny FC Barcelona, którą regularnie oglądałem w eurolidze. W 2003 roku dołączyłem do drużyny Rhein Energie Koln, występującej w Bundeslidze. I wtedy zacząłem marzyć o grze w NBA. Można powiedzieć, że do dziś żyję tym marzeniem i cieszę się, że mogę reprezentować swój kraj, być jedynym Polakiem, który występuje w NBA, i grać na najwyższym poziomie.

Czym był dla Pana debiut w NBA, w barwach Orlando Magic w 2007 roku?

Wydarzeniem wyjątkowym. Moja mama przyjechała na ten mecz tydzień wcześniej, a później – kiedy grałem – rozpłakała się na trybunach. Pierwsze punkty w NBA były dla mnie czymś niesamowitym, tym bardziej że zdobyłem je przed własną publicznością. Zachowam je w pamięci do końca życia, ponieważ pracowałem na nie naprawdę ciężko. Można powiedzieć, że dopiero po siedmiu miesiącach wytężonej pracy w NBA dostałem szansę gry.

Jak przygotowywał się Pan do występu w play-off tej najbardziej znanej ligi świata?

Każdy koszykarz, który gra na wysokim poziomie w Europie, chciałby dostać się do NBA i zaistnieć w tej najlepszej lidze, być pośród tych 450 najlepszych na świecie zawodników. Przygotowania do play-off były ciężkie i długie. Bardzo dużo trenowałem i musiałem przekonać do siebie trenera, bym w ogóle dostał szansę udziału w tego typu meczach. Dzień 20 czerwca 2009 roku zapadł mi w pamięci. Gra w finałach w NBA była czymś wyjątkowym. Mam nadzieję, że kiedyś to powtórzę.

W 2009 roku założył Pan swoją fundację. Jakie były motywy tej decyzji?

Fundacja powstała po to, aby pomagać ludziom. Kiedyś myślałem o tym, co trzeba zrobić, by połączyć wszystkie moje znajomości, kontakty oraz doświadczenia zdobyte w NBA i przenieść je do Polski; przekazać dzieciom, młodzieży tak, żeby mogli to jak najlepiej wykorzystać. Stając się osobą medialną, wykorzystując swoje imię, nazwisko i doświadczenie, chciałem sprawić, żeby inne dzieci miały lepiej niż ja, kiedy dojrzewałem. Pragnąłem popularyzować swoją dyscyplinę sportu w naszym kraju, ale fundacja nie promuje tylko koszykówki, także zdrowy styl życia.

Dlaczego działa Pan charytatywnie?

Co daje Panu przebywanie z młodymi ludźmi chętnymi do podjęcia nowych wyzwań? Działam, ponieważ czuję potrzebę oddania czegoś społeczeństwu. Jest sporo osób, które budzą się o trzeciej nad ranem po to, by oglądać moje mecze. Są tacy, którzy przychodzą, żeby zobaczyć mnie na żywo, także porozmawiać ze mną. Przecież w tym momencie mogliby być gdzie indziej, a jednak są na meczu, dopingują mnie i moją drużynę. Czasem zakładają moją koszulkę – i to już sprawia, że czuję się niesamowicie. Staram się odwdzięczyć tym ludziom, trenując z dziećmi i młodzieżą. Miejmy nadzieję, że pewnego dnia znajdzie się chłopak, który powie: „Marcin Gortat zaraził mnie koszykówką i dzięki niemu to wszystko się zaczęło”.

Jakie miejsce w Pana życiu zajmuje Pan Bóg?

Jeszcze nigdy mnie o to nie pytano… Pan Bóg jest dla mnie kimś szczególnym. Zawsze nade mną czuwa. Mogę powiedzieć, że jestem osobą, która się w „czepku urodziła” i wiele rzeczy zawdzięczam Bogu. To On daje mi zdrowie i otacza opieką podczas meczów. Przed każdym z nich albo po ich zakończeniu, jeśli tylko mam taką możliwość, modlę się razem z drużyną w szatni. Od małego byłem wychowywany na katolika, chodziłem do kościoła. Teraz moja sytuacja trochę się zmieniła ze względu na napięty plan i częste wyjazdy, ale Pan Bóg jest ze mną i zawsze mogę na Niego liczyć.

Jest Pan pierwszym Polakiem, który zagrał w play-off NBA. Czy to zmieniło coś w Pana życiu?

Nie zmieniło nic poza tym, że teraz lepiej wygląda moje CV [śmiech]: „zagrał w play-off NBA i w finałach NBA”. Tak naprawdę nie zmieniło to mojego życia. Może bywam bardziej rozpoznawalny, ale to akurat jest dla mnie mało ważne.

Jak spędza Pan czas wolny?

Przede wszystkim staram się dużo odpoczywać. Oddaję mojemu ciału tyle, ile ono dało mi na treningu. Spędzam czas w różny sposób – z przyjaciółmi, z bliskimi, z dziewczyną. Relaksuję się, dużo śpię. Oprócz tego gram na komputerze i w Sieci. Są momenty, kiedy zajmuję się różnego rodzaju inwestycjami, ale jest również czas, kiedy leżę w basenie.

Z Marcinem Gortatem rozmawiała Marta Jacukiewicz

Teksty pochodzi z miesięcznika „Familia&#8221 (styczniowy 2011)

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code