Rozważania niedzielne

VIII Niedziela Zwykła, rok A

Czytania na dziś

I na co Ci ten strach o jutro?

Tomasz Ponikło

Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro,
bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie.
Dosyć ma dzień swojej biedy.

Nie jesteśmy niewolnikami – ani Pana Boga, ani tego świata. Stać nas na wiele. Na tak wiele, że aż strach. Ten strach może być początkiem mądrości albo zła. Zło nas zniewala, krępuje, pęta. Czyni niewolnikami. Mądrość doprowadza nas do wolności. Do zrozumienia wolności.

Ewangelia o niemożności służby dwóm panom, Bogu i Mamonie, przypomina o naszym darze – który tak często w pierwszym, drugim i sto dziesiątym kontakcie jest „darem nieszczęsnym” – o wolności. Horyzont zarysowany w tych kilku wersach ściska gardło. Rzeczywiście, kiedy zrodzi się strach, do gry z łatwością wkroczy Wielki Inkwizytor: ludzie sami zobaczą, jak ciężka jest wolność i do czego ich prowadzi, wtedy zechcą z niej zrezygnować, bo dojdą do fałszywego wniosku, że „tylko w tym wypadku będą wolni, gdy wyrzekną się swojej wolności”. Tak jest najprościej. I najgorzej.

Chyba nie jestem w stanie opisać tego, co odczytuję jako sedno dzisiejszych czytań. Zresztą obraz Ewangelii jest bardzo wyraźny. Spróbuję dopowiedzieć pewien kontekst, w którym widzę dzisiejsze słowa o wolności.

Gdzieś tam na początku musi być świadomość daru. „Darmo nam dano”. A dano nam talenty. Oczywiście trzeba je puszczać w ruch i w tym sensie być aktywnym w świecie. Służyć Bogu. Ale już nie można pęcznieć przez nie pychą – bo wtedy jesteśmy na usługach egoizmu albo „tego świata”. Taki horyzont mam gdzieś za sobą, kiedy myślę o tej wolności, która tak wyraźnie mnie dziś przyucza: nie przejmuj się jutrem. Bo jutro dla Ciebie będzie, o ile zechce tego Bóg. Świat sobie bez ciebie poradzi.

No właśnie, tu już zaczyna się kolejna perspektywa. „Małej wiary” – tak Ewangelia mówi o nas. A wcześniejsze czytanie przypomina, żeby nie sądzić przedwcześnie. Że więcej niż wiem, jest jeszcze przede mną ukryte. Nie przeceniaj swojej roli. Jutro obejdzie się bez ciebie. Dzisiejszy dzień ma dość swojej biedy. Dopóki nie wyzwolę się ze strachu przed jutrem – i przed śmiercią, moja wolność będzie kulawa. A służba Bogu pokraczna.

Także niewiele mam, jeszcze mniej wiem, ale garść talentów w kieszeni, w potylicy ciut wolności (bo wszystko człowiek ma na swoją miarę) – i z tym ekwipunkiem trzeba mi iść przez życie. Iść „dobrze czyniąc”. Bo jak jeden mądry powiedział: wolność to sposób istnienia dobra. Zło zniewala. Wolność może uruchamiać dobro w innych ludziach. Tak sobie idę. Wolny. I mogę próbować służyć Jednemu Panu – bo tylko w wolności moja służba ma jako taką wartość. „Cosik to worce” – dobrze by było jutro usłyszeć.

I na tyle troski o jutro mogę sobie pozwolić, na ile dzisiaj zadbam, żeby jakieś dobro puścić w obieg, bo „dosyć ma dzień swojej biedy”.

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code