Wiadomości KAI

Oddalając od siebie kulturę

Spread the love

ROZMOWA KAI

Oddalając od siebie kulturę i wiarę, możemy je całkowicie utracić

Z kard. Gianfranco Ravasim, przewodniczącym Papieskiej Rady ds. Kultury rozmawiał ks. Adam Jaszcz

Przy okazji V Kongresu Kultury Chrześcijańskiej Ksiądz Kardynał odwiedził Lublin po raz kolejny. Jak postrzega Eminencja to miasto różnych tradycji i kultur, gdzie Wschód spotyka się z Zachodem?

– Moja znajomość Lublina rozpoczęła się dużo wcześniej, zanim jeszcze przyjechałem tu po raz pierwszy cztery lata temu. Dzięki książkom Isaaca Bashevisa Singera zainteresowałem się tradycją żydowską Europy Środkowo-Wschodniej. Tak więc moje pierwsze spotkanie z tym miastem było związane ze światem, który już nie istnieje. Pamiętam dobrze niezwykłą atmosferę powieści „Sztukmistrz z Lublina”, przesiąkniętą metafizyką, taumaturgią, a także duchowością w czystej postaci.

Bezpośrednio kojarzę Lublin z dwoma miejscami, które dla mnie osobiście mają duże znaczenie. Po pierwsze – Katolicki Uniwersytet Lubelski, który jest mi szczególnie bliski poprzez fakt otrzymania doktoratu honoris causa. Ta uczelnia charakteryzuje się szczególną witalnością i mówię to nie tylko w znaczeniu lokalnym. KUL jest symbolem o wymiarze eklezjalnym, ale także kulturalnym – znanym i docenianym na całym świecie. Drugim miejscem w Lublinie, które robi na mnie duże wrażenie, jest kaplica Trójcy Świętej na lubelskim zamku. Jest ona świadectwem, że Polska, pomimo różnych wojen, najazdów, zniszczeń, mogła się odradzać ciągle na nowo, czerpiąc ze swojego kulturowego bogactwa. Tym bogactwem jest otwartość ludzi tu mieszkających, którzy przez wieki nie zamykali się na „inność” i na „nowość”. Poprzez swoją otwartość na inne prądy i tradycje stali się wzorem dla innych narodów. Mieszkańcy Lublina budowali mosty między Wschodem i Zachodem. Jest rzeczą bardzo ważną, byście tej tożsamości nie utracili, zachowując postawę otwartości i dialogu.

W czasie wykładu inaugurującego kongres zacytował Ksiądz Kardynał zdanie niemieckiego teologa Heinza Zahrnta: „Bóg mieszka tylko tam, gdzie pozwala się Mu wejść”. Czy zatem zamieszkał we współczesnej kulturze?

– Tym zdaniem chciałem zobrazować dwumian: łaska i wolność. Nie można skłaniać się tylko do prymatu łaski, jak chciał tego Luter. Obok słynnych 95 tez opublikował on również dzieło zatytułowane „De servo arbitrio” (O niewolnej woli), w którym wchodzi w polemikę z Erazmem z Rotterdamu i z jego dziełem „De libero arbitrio” (O wolnej woli).

Wolność człowieka jest wprawdzie poraniona, ma swoje ograniczenia, ale istnieje, nie jest fikcją. Łaska nie może więc być przedstawiana jako zewnętrzna powłoka, którą Chrystus przykrywa wewnętrznie poranionego grzesznika. Bóg wybacza człowiekowi nie tylko dlatego, że ma wzgląd na zasługi Swojego Syna. Człowiek w tym wszystkim ma kluczowe zadanie do wypełnienia, ponieważ Bóg ma głęboki szacunek dla swojego stworzenia, traktuje człowieka jako partnera w dialogu mimo tego, że bywa on niejednokrotnie niezdolny do używania wolności we właściwy sposób.

Z tego powodu uważam, że współczesna kultura, przywiązująca olbrzymią wagę do wolności, powinna używać jej w sensie możliwie najszerszym, to znaczy otwierać się na wszelkie możliwe horyzonty. Jeśli tak, to nie można przecież eliminować horyzontu religijnego, który zasługuje na swoje miejsce w kulturze.

Istnieje teoria odnosząca się do nauki, mówiąca o nieobejmujących się magisteriach, tzw. NOMA (Non-overlapping magisteria). Została tak nazwana przez amerykańskiego filozofa Stephena Jaya Goulda, według którego magisterium nauki zajmuje się rzeczywistością empiryczną, natomiast magisterium religii dotyczy kwestii ostatecznego sensu oraz wartości moralnych. Według Goulda te dwa magisteria się nie pokrywają. Przykładem może być świat szeroko pojętego wytwarzania przedmiotów niewystępujących naturalnie w przyrodzie, czyli działalność techniczna. W tym obszarze Gould przyjmuje wyłącznie istnienie magisterium nauki, ponieważ widzi tu fenomeny weryfikujące się empirycznie. Magisterium religii jest pominięte, brak tu miejsca dla ocen moralnych.

Bóg jest obecny w kulturze współczesnej, mimo dominacji prądów naukowych pozornie Go wykluczających. Bliska mi jest wizja Kościoła zaproponowana przez papieża Franciszka, która sprawdza się również w obszarze, o którym rozmawiamy. Można tę wizję określić jednym słowem: dialog.

Spotkania intelektualistów i ludzi kultury w Lublinie zbiegły się ze śmiercią jednego z najwybitniejszych polskich reżyserów. Czy Andrzeja Wajdę, prelegenta II Kongresu w 2004 r., można nazwać promotorem kultury chrześcijańskiej?

– Nie jestem w stanie komentować życia religijnego Andrzeja Wajdy, choć był to z pewnością człowiek o głębokiej duchowości. W czasie Mszy św. w jego intencji odprawionej w Lublinie przypomniałem słowa wypowiedziane przez niego w jednym z wywiadów. Mówił o tym, że kino nie może skupiać się tylko na „naskórku rzeczywistości”. Ma wnikać w głąb, do wnętrza problemu, szukać istoty rzeczy. Takie spojrzenie wydaje mi się głęboko chrześcijańskie.

Gdy Andrzej Wajda przenosił na ekrany tragedie narodu polskiego, np. w filmie „Katyń”, ukazywał jednocześnie fenomen cierpienia w chrześcijańskim tego słowa znaczeniu. Dzięki „Człowiekowi z marmuru” cały świat zobaczył, w jaki sposób Polacy próbowali sobie radzić w warunkach totalitaryzmu komunistycznego, wykazując olbrzymią wolę przetrwania.

Inne dzieła tego reżysera są analizą najgłębszych zakamarków ludzkiej duszy, mają charakter mocno psychologiczny, wnikają w sferę duchową bohaterów, jak chociażby film „Brzezina”. Duże wrażenie zrobił na mnie także film o Korczaku.

Myślę, że Wajda był reżyserem ukazującym religię i duchowość jakby obok opowiadanej historii, na zasadzie didaskaliów. Na tym właśnie polegała jego wielkość. Misją sztuki bywa niekiedy przekazywanie przesłania, które mimo że nie będzie nachalnie katechetyczne, to jednak dotknie najważniejszych tematów odwołujących się do sfery duchowej.

Innym wspaniałym polskim reżyserem, wprowadzającym motywy chrześcijańskie jako didaskalia do swoich filmów, był bez wątpienia Krzysztof Kieślowski. Cykl „Dekalog” w swojej nazwie nawiązuje wprost do dziesięciu przykazań, jednak na ekranie widzimy ludzi osadzonych w realiach ówczesnej Polski, przeżywających swoje rozterki, dylematy moralne. Przy okazji, równolegle, nienachalnie, ma miejsce dyskurs na temat chrześcijańskiego systemu wartości.

Twórca kongresów śp. abp Życiński mawiał, że bez chrześcijaństwa kultura traci swój smak. Co chrześcijaństwo ma do zaoferowania współczesnej kulturze?

– Arcybiskupa Życińskiego poznałem jako hierarchę i naukowca zaangażowanego mocno w dialog wiary i nauki. Uważam go za reprezentanta chrześcijaństwa nieintegrystycznego, które możemy identyfikować ze sceną w Ewangelii, gdy uczniowie mówią Mistrzowi, że widzieli kogoś, kto nie chodzi z nimi, ale w imię Jezusa wyrzuca złe duchy. Przyznają się, że zabronili obcemu takiej działalności. Odpowiedzią Chrystusa jest stwierdzenie, że kto nie jest przeciwko nam, ten jest z nami.

Życiński był przedstawicielem chrześcijaństwa, które niczym drożdże wrzucone w ciasto umożliwia kulturze wzrost. W takim rozumieniu wiary nie chodzi o podbój czy zajmowanie przestrzeni. Chrześcijaństwo ma wchodzić do wnętrza, stymulować, pobudzać do wzrostu. Ja też uważam, że na tym właśnie polega ogromna wartość i siła chrześcijaństwa, które ma zaniepokoić zmęczony i powierzchowny świat pięknem Ewangelii.

Dzisiaj ludzie czerpią odpowiedzi na życiowe pytania z mediów, stamtąd przejmują coraz to nowe mody.

Chrześcijaństwo nie musi iść wyłącznie za wizją Bonhoeffera poprzez sprowadzanie go tylko i wyłącznie do filantropii i tzw. ewangelicznych czynów dokonywanych tu i teraz. Bardzo ważne są też odniesienia ostateczne. Myślę o zagadnieniach dotyczących sensu życia, śmierci, życia po śmierci, prawdy.

Mając tak pogłębioną perspektywę, zaproponujemy światu, w którym liczy się przede wszystkim seks, prawdziwą chrześcijańską miłość. Udzielimy odpowiedzi na pytania najbardziej fundamentalne, dotkniemy rzeczy ostatecznych, a także wzbudzimy w sercach ludzkich pragnienie poszukiwania prawdy i sensu.

Jakie zagrożenia dla wolności człowieka widzi Ksiądz Kardynał we współczesnym świecie?

– Mówiąc o wolności, tradycyjnie rozróżniamy „wolność od…” i „wolność do…”. Możemy mówić o „wolności od…”, gdy przeciwstawiamy się różnym formom ucisku zewnętrznego, np. agresji wrogiego państwa. Spójrzmy na to zagadnienie z punktu widzenia geopolitycznego. Gdy wspominam czasy mojej młodości, tego typu zagrożeń było dużo więcej: w Niemczech rządził Hitler, we Włoszech Mussolini, patrzyliśmy z niepokojem na Rosję i jej państwa satelickie. To była Europa uciskana, Europa bez wolności. Dzisiaj sytuacja jest już zupełnie inna, bez wątpienia dużo korzystniejsza dla naszego kontynentu.

W drugiej odsłonie, „wolności do…”, problem jest bardziej delikatny i w znaczny sposób dotyczy współczesnej kultury. W tym przypadku uciskiem staje się nowy wymiar komunikacji międzyludzkiej o charakterze masowym, czyli globalizacja kultury. Taki ucisk jest wprowadzany w sposób zakamuflowany i delikatny, nie jak w przypadku totalitarnego dyktatora używającego metod łatwych do przewidzenia. We współczesnej kulturze mamy do czynienia ze zjawiskami, które chociaż same w sobie nie są negatywne, to jednak mogą posłużyć różnym podmiotom do stosowania opresji uderzającej w wolność jednostki. Podam przykład, który mi się teraz nasuwa. Kiedy trzeba przygotować spot reklamowy trwający 30 sekund, tworząca go ekipa pracuje cały miesiąc. Musi zbadać profil potencjalnego klienta, by w krótkim spocie zobaczył coś, co wypchnie go wręcz siłą z domu i przyprowadzi do supermarketu po dany produkt.

W opisanym mechanizmie nie chodzi tylko o sprzedawanie produktów konsumenckich, chodzi też o „sprzedawanie” ideologii, światopoglądów, opinii. Nabywcami tych „niematerialnych produktów” stają się właśnie odbiorcy mediów. Czasem zdarza się tak, że niektóre sądy i opinie przedstawiane są w taki sposób, jakby były jedyną alternatywą, poza którą nic innego nie istnieje, a to przecież nieprawda. Takie metody działania zagrażają wolności. Używa się ich np. przy ukazywaniu ludzkiej seksualności, a także w kwestiach bioetycznych. Dlatego w swoim wykładzie inaugurującym Kongres Kultury Chrześcijańskiej przypomniałem słowa niemieckiego dramaturga Georga Büchnera, który w „Śmierci Dantona” pisał, że „posąg wolności jest ciągle w odlewaniu i łatwo poparzyć sobie palce”. Wolność nie jest więc dana raz na zawsze. Trzeba ją ocalać.

Wspomniane zjawiska mają charakter społeczny. Czy istnieją zagrożenia wolności o charakterze religijnym?

– Takim zagrożeniem jest fundamentalizm, który nie ma żadnego usprawiedliwienia w Ewangelii. Fundamentalizm w wydaniu muzułmańskim jest dziś szeroko komentowany, ale również w naszej przestrzeni kulturowej miewamy z tym problemy. Nie chodzi mi nawet o kwestie ideologiczne czy postawy konkretnych osób, ale o tworzenie struktur politycznych i społecznych. Chociażby w Stanach Zjednoczonych pojawią się takie nurty w wydaniu protestanckim, ale także katolickim, które próbują wiarę narzucać, zapominając o tym, że jest ona osobistym wyborem konkretnego człowieka i przylgnięciem do Chrystusa.

Zachowanie wolności wewnętrznej jest najlepszym przeciwstawianiem się zagrożeniom, zarówno o charakterze społecznym, jak i religijnym.

Czy wolna wola istnieje tylko w porządku teologicznym, czy też możemy się jej doszukiwać na płaszczyźnie innych nauk?

– Wolna wola jest fundamentalną kategorią teologiczną, chociaż odczytywaną na różne sposoby. Myślę, że można mówić o wolnej woli na płaszczyźnie innych nauk wtedy, gdy przyjmuje się istnienie sumienia moralnego, które jako sąd rozumu nakazuje w odpowiedniej chwili pełnić dobro, a unikać zła.

Wolna wola sama w sobie jest otwartością na wszelkie możliwe potencjalności. Jeśli oceniasz te potencjalności bez sądu rozumu w postaci sumienia, wszystkie one będą dla ciebie równowartościowe pod względem moralnym. Tak dzieje się często na płaszczyźnie nauk technicznych, gdzie istnienie możliwości zrobienia czegoś w sensie wykonalności jest wystarczającym motywem, by to zrobić. Autentyczna wolna wola, mimo uprzedniego poznania wszystkich możliwych opcji i posiadania instrumentów do ich zrealizowania, czyni człowieka zdolnym do właściwego wyboru etycznego, tzn. ukierunkowanego ku dobru osoby ludzkiej.

Czyli dzięki wolnej woli mamy szansę na bycie lepszymi?

– Jeśli naukowiec reprezentujący branżę techniczną bada jakieś zagadnienie, owszem, może automatycznie założyć, że w tym naukowym badaniu wyklucza rodzące się w człowieku pytania, które nie mają charakteru naukowego w rozumieniu jego dyscypliny. Mogą to być pytania o charakterze jeśli nie moralnym, to przynajmniej egzystencjalnym. Uwzględniając to szerokie spectrum, można zobaczyć rzeczywistość w całej jej złożoności, to znaczy nie tylko to, co mogę zrobić, ale przede wszystkim to, co powinienem zrobić.

Czy istnieją granice kulturowe Europy? Pytam o to w kontekście kryzysu migracyjnego, jaki opanował nasz kontynent.

– Uchodźcy to temat, o którym wiele się dzisiaj mówi. Żyjemy na wielkim kontynencie mającym za sobą co najmniej 25 wieków tworzenia własnej tożsamości poprzez filozofię grecką, prawo rzymskie, chrześcijaństwo, a także sztukę i naukę. Tutaj żyli ojcowie wielu odkryć, wspaniali naukowcy, których osiągnięcia zmieniały oblicze świata.

Jeśli dostrzeżemy wielkość dziedzictwa europejskiego, będziemy zdolni do zmierzenia się z pozaeuropejskimi kulturami, które stoją u naszych drzwi. Chociaż niektóre z tych kultur pozornie wydają się być silniejsze, w rzeczywistości takie nie są. W ostatnim czasie do Europy przedostało się ok. 300 tys. uchodźców. Przybyli na kontynent zamieszkiwany przez kilkaset milionów Europejczyków. Przecież między tymi liczbami nie ma żadnego porównania.

W średniowieczu na Europę uderzyła fala barbarzyńców, ludzi z zewnątrz, reprezentujących inne kultury. Chrześcijaństwo wyszło z tej konfrontacji zwycięsko nie poprzez zniszczenie obcych. Stało się wręcz przeciwnie: Europejczycy zapoznali się z elementami kultury obcych, a następnie ukazali wielkość i doniosłość chrześcijaństwa. Frankowie za czasów Karola Wielkiego zachowali swojego rdzennego ducha, co nie zmieniło faktu, że stali się w pełni chrześcijanami.

Ja z pochodzenia jestem Longobardem. Przyjęliśmy chrześcijaństwo, ono wycisnęło niezatarty ślad na naszej historii i tożsamości, jednak zachowaliśmy na przykład tradycję nadawania dzieciom longobardzkich imion.

Jednak sympatyczna, longobardzka tradycja nie wywołuje tak silnych kontestacji jak islam…

– Przybywający wyznawcy islamu są bardzo świadomi własnej tożsamości. Może to wzbogacać kulturowo nas chrześcijan, ponieważ nie wszyscy oni są przecież fundamentalistami. Dziedzictwo kulturowe islamu, literatura, osiągnięcia naukowe, to wszystko zasługuje na uznanie. Przypomnijmy, że zachodni uczeni poznali Arystotelesa dzięki arabskiemu filozofowi Awerroesowi.

A co się dzieje z Europą? Traci ona swoją tożsamość i nie mam tu na myśli tylko tożsamości chrześcijańskiej. To samo dotyczy tożsamości kulturowej. Wydaje się, że w obecnych realiach Europa stała się wspólnotą przede wszystkim ekonomiczną, polityczną również, ale już w mniejszym stopniu. To jest moim zdaniem przyczyna, że ludzie mieszkający na naszym kontynencie są przestraszeni, zrezygnowani i niezdolni, by zmierzyć się z wyzwaniami kryzysu migracyjnego. Podam pewien przykład. Obecnie w Libanie mieszka 4 mln ludzi. Na terytorium tego państwa oficjalnie przedostało się milion siedemset tysięcy uchodźców, w rzeczywistości jest ich z pewnością więcej. Co z tego wynika? To mianowicie, że oni przy takich szacunkach rzeczywiście mają poważny problem. Coś takiego nie ma miejsca w Europie, my jesteśmy w stanie zmierzyć się z problemem migracji, co oczywiście wiąże się z pewnymi niedogodnościami.

Dzisiaj w Europie mamy do czynienia z kryzysem wiary. Czy taka sytuacja w jakiś sposób zraniła kulturę?

– Jeśli mówimy o kryzysie wiary w kontekście kultury, musimy mieć świadomość, że objawia się on na różne sposoby. Jednym z nich jest modernizm, który wraz ze swoim pojawieniem się inaczej zinterpretował antropologię, uzasadniając, że dotychczasowa antropologia chrześcijańska jest niewystarczająca. My chrześcijanie nie byliśmy w stanie w przeszłości zmierzyć się wystarczająco dobrze z tym prądem kulturowym, podobnie jak dzisiejszy islam ma z tym olbrzymi problem, co ostatecznie prowadzi do konfrontacji i konfliktu.

Dzisiaj chrześcijaństwo przepracowało już w dużej mierze temat modernizmu i ma w tym względzie spore osiągnięcia, co nie znaczy, że może spocząć na laurach. Ciągle jeszcze trzeba wkładać wysiłek w dawanie odpowiedzi na zjawiska wynikające z modernizmu. Takimi obszarami są dwa fenomeny: przeciwstawianie sobie sztuki i wiary, co rozpoczęło się w ubiegłym wieku, i następnie przeciwstawianie sobie nauki i wiary. W tym drugim obszarze swoje wielkie zasługi dla dialogu nauki i wiary mają dwaj polscy filozofowie: ks. prof. Michał Heller i abp Józef Życiński.

Zastanówmy się nad naszą obecnością w społeczeństwie. Niekiedy wydaje się nam, że taka obecność polega tylko na okazywaniu takich czy innych sympatii politycznych. Nie wchodzimy w głąb skomplikowanych przemian społecznych, które dzieją się na naszych oczach. Myślę, że takie problemy występują również w Polsce. Odpowiedzią na modernizm i zjawiska w kulturze współczesnej może być właśnie głęboka analiza zachodzących przemian społecznych, a także postawa dialogu.

Rozdźwięki, o których mówiłem wcześniej, zraniły również w jakimś sensie wiarę. Współczesna sztuka, wyzbywając się wiary i teologii, straciła bardzo dużo nie tylko w sensie duchowym, ale także kulturowym. Dzisiaj podejmujemy różne próby dialogu ze współczesną kulturą, czego przykładem jest chociażby Dziedziniec Pogan, zainicjowany przez papieża Benedykta XVI. Tematy poruszane na tych spotkaniach mają charakter religijny i są proponowane przez osoby niewierzące. Oddalając od siebie kulturę i wiarę, możemy je całkowicie stracić z pola widzenia. Nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele ma do zaproponowania współczesnej kulturze chrześcijaństwo. Nie chodzi tu o jakieś formy powierzchowne czy dewocyjne, ale o treści i wartości fundamentalne dla człowieka.

V Kongres Kultury Chrześcijańskiej był pierwszym etapem świętowania 100-lecia KUL. Jak Ksiądz Kardynał postrzegał działalność tego uniwersytetu w czasach komunizmu?

– W tamtych latach bywałem w Polsce, jak również w innych krajach bloku komunistycznego, obserwując podobieństwa i różnice między tymi państwami. Weźmy na przykład Czechosłowację. Tam reżim komunistyczny był szczególnie opresyjny, a Kościół katolicki musiał zejść do podziemia. Wyświęcanie kapłanów dokonywało się w sposób tajny, księża musieli szukać pracy poza swoją posługą, żeby w ogóle przeżyć.

W Polsce udawało się Kościołowi wychodzić z opresji totalitaryzmu zwycięsko, ponieważ nie odwoływał się tylko do struktur, mimo dobrej organizacji kościelnej i wybitnych osobowości, jak Wyszyński i Wojtyła. Potrafił równie mocno położyć nacisk na tzw. pobożność ludową. Istniał reżim, ale szerokie warstwy społeczeństwa identyfikowały się z Kościołem.

Katolicki Uniwersytet Lubelski był dla Polaków przeciwstawiających się komunizmowi jednym z najważniejszych społecznych punktów odniesienia. Dzięki takim środowiskom wyzwoliliście się z totalitaryzmu, odzyskaliście wolność, zachowaliście chrześcijańskiego ducha, chociaż oczywiście nie jesteście wolni od swoich własnych problemów.

ŚDM w Krakowie pokazały, że filmy, spoty, muzyka, komunikacja internetowa stają się nośnikami wiary w zlaicyzowanym świecie. Czy Kościół wystarczająco wykorzystuje współczesną kulturę do komunikowania się z młodymi?

– Kościół powinien być obecny w różnych przestrzeniach kultury współczesnej. Po pierwsze, myślę o kinie – to rodzaj sztuki bardzo ważny dla komunikacji międzyludzkiej; następnie sztuka współczesna i jej różne dyscypliny, np. video-art.; muzyka współczesna, bez wątpienia będąca jednym z języków, w którym młodzi rozumieją świat. I wreszcie komunikacja internetowa. Jeśli Kościół nie będzie umiał posługiwać się tymi sposobami komunikacji, zostanie wyrzucony za burtę współczesnej kultury. Zastanawiając się nad sensownością obecności Kościoła w nowych formach komunikacji, pomyślmy, jak wielkim skandalem dla wielu musiało być przejście od chorału gregoriańskiego do muzyki polifonicznej w XVI w. Dzisiaj duszpasterz pracujący z młodzieżą powinien mieć pojęcie o muzyce rockowej czy też o komunikacji internetowej, z uwzględnieniem wszelkich zagrożeń, które mogą się z tym wiązać.

Jeśli młody chłopak spędza pięć godzin dziennie przed komputerem, bez wątpienia jego sposób komunikowania się ze światem jest inny niż w przypadku chociażby jego rodziców. Jeśli komunikuje się ze swoją dziewczyną, pisząc krótkie SMS-y, jest to coś zupełnie innego, niż gdyby na przykład napisał list. Ginie w tym wszystkim wrażliwość i subtelność.

Za ważny element obecności Kościoła we współczesnej kulturze uważam sport, który jest „językiem” używanym przez wszystkie narody. Niekiedy ten język może zostać zbrukany, także tam obok dobra pojawia się zło. Myślę na przykład o przemocy na stadionach, rasizmie, korupcji, środkach dopingowych, trenerach, którzy uczą technik sportowych, ale nie przyjmują roli wychowawców dla dzieci i młodzieży. Tutaj jest olbrzymia przestrzeń dla Kościoła, jak zresztą bywało w przeszłości. We Włoszech bardzo popularne były swego czasu oratoria, gdzie najmłodsi mogli się spotkać na wspólnej zabawie, ale gdzie także dbano o ich rozwój duchowy, wychowanie i katechezę.

Wszystkie formy nowoczesnej komunikacji, o których mówiłem wcześniej, mają walor pozytywny. Są jak otwarte bramy, przez które Kościół powinien wchodzić jako wspólnota ludzi kompetentnych i przygotowanych do ich używania, oczywiście ze świadomością ryzyka, które się z tym wiąże. Chrześcijanin powinien wcielać w życie zachętę z Pierwszego Listu św. Piotra: „Bądźcie zawsze gotowi do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia tej nadziei, która w was jest” (por. 1 P 3, 15). Trzeba to czynić bez fundamentalizmu i agresji, ale jak dodaje apostoł w następnym zdaniu, „z łagodnością i bojaźnią Bożą”.

Z kard. Gianfranco Ravasim, przewodniczącym Papieskiej Rady ds. Kultury rozmawiał ks. Adam Jaszcz

Tekst pochodzi z Wiadomości KAI

Zaprenumeruj ekai-tygodnik!

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code