Polska

Żałoba nadużyta

Żałoba nadużyta

BOGDAN de BARBARO

W tekstach pełnych wrogości i pogardy trwa atak na tych,
którzy krytykowali prezydenturę Lecha Kaczyńskiego. Powstaje tabu, blokujące merytoryczną dyskusję nad wizją państwa. Jednocześnie dramat i tajemnica śmierci zostają sprowadzone do efektu społecznego.

Wiele się przez ostatni tydzień wydarzyło. W rozmowie z „TP” z poprzedniego numeru mówiłem o swoim „umiarkowanym pesymizmie”. Dziś nie użyłbym przymiotnika „umiarkowany”. Chociaż – jak to chętnie i na okrągło podkreślają media – „cały świat cierpi wraz z nami”, kolejne kraje ogłaszają żałoby narodowe, a las płonących żałobnych świec dobitnie wskazuje, że jesteśmy szlachetni i niezwykli w żałobie.

Niepokój budzi rozpalona społeczna wyobraźnia wokół przyczyn katastrofy. Im napięcie dookoła pytań o przyczynę będzie większe, tym mniejsza jest szansa, że do naszych umysłów dotrze wersja prawdziwa. Jak na razie, domysły przypominają interpretację plam z testu Rorschacha: to widzimy, co nam podpowiadają uprzedzenia i emocje. Jedni są pewni, że to spisek Rosjan i PO, inni, że za wszystko odpowiadają pasażerowie, którzy wymusili na nieasertywnym pilocie decyzję o lądowaniu w gęstej mgle. Dowodów brak, domysłów wiele.

Uzasadniona jest obawa, że wersje paranoiczne, oparte na agresji i wrogości, zablokują budzące nadzieję kroki ku pojednaniu polsko-rosyjskiemu.
W mediach nasila się idealizacja i mitologizacja prezydenta. Chwilami ten proces osiąga poziom nieomal groteskowy (np. gdy w telewizji dla filmu przedstawiającego moment objęcia prezydentury przez Lecha Kaczyńskiego tło muzyczne stanowi pieśń o bohaterskim Panu Wołodyjowskim). Opisy zasług prezydenta znacznie przekraczają naturalną w okresie żałoby apologetyczną jednostronność. W tekstach pełnych wrogości i pogardy trwa atak na tych, którzy krytykowali prezydenturę Lecha Kaczyńskiego.

Powstaje tabu, blokujące merytoryczną dyskusję nad wizją państwa. Jednocześnie dramat i tajemnica śmierci zostają sprowadzone do efektu społecznego, horyzontalnego: wszyscy jesteśmy razem, w żałobnej kolejce do Pałacu Prezydenckiego. Poczucie (złudnej przecież) jedności utrudnia namysł nad wymiarem metafizycznym, wertykalnym.

W tym klimacie między rodziną prezydenta Kaczyńskiego a kard. Stanisławem Dziwiszem dochodzi do uzgodnienia, że w imię jedności (!) społeczeństwa polskiego prochy Marii i Lecha Kaczyńskich zostaną umieszczone w nekropolii wawelskiej. Dla celów mających niewiele wspólnego z uszanowaniem sacrum śmierci zostaje naruszona i nadużyta żałoba. Decyzja, przemycona pod osłoną narodowej żałoby, o umieszczeniu sarkofagu Marii i Lecha Kaczyńskich na Wawelu jest bowiem według mnie aktem w swojej istocie politycznym.

Trudno na serio traktować argumenty, że miejsce prezydenta na Wawelu wynika z woli ludu albo że w ten sposób dojdzie do godnego uczczenia oficerów, którzy 70 lat temu ponieśli śmierć z rąk NKWD. Wiem, że decyzja o wawelskim pochówku rani uczucia wielu osób, także dzieci i wnuków ofiar Katynia. Nie wierzę, by zwolennicy PiS nie czuli zażenowania tym pomysłem. Nie sądzę, by skromny skądinąd prezydent chciał spoczywać obok Józefa Piłsudskiego. Jednocześnie ci, którzy dostrzegają niestosowność tego pomysłu, uważają, że „mimo wszystko” należy go zaakceptować, by uszanować świętość żałoby. Nie wspominają, że żałoba została przerwana w momencie podjęcia decyzji o Wawelu, a późniejsze protesty są jedynie tego konsekwencją.

To zaś, co wydaje się być najbardziej złowieszcze, to próba oskarżania tych, którzy sprzeciwiają się tej kontrowersyjnej decyzji. Czy osoby, którym się nie podoba zakłócenie żałoby przez pośmiertną „intronizację” prezydenta, to rzeczywiście sprzedawczyki (jak twierdzi jeden z redaktorów TV), czy to nie są Polacy (jak wynikałoby z okrzyków „kontrdemonstrantów” pod kurią krakowską)? Otóż nie. To są obywatele, którzy czują, że ich żałoba po ofiarach tragicznej katastrofy została naruszona, nadużyta.

Dziś, w niespełna tydzień po tragedii, trudno już wierzyć, że „wyjdziemy z niej wzmocnieni”. Gdy emocje utrudniają pogłębioną refleksję, bardziej prawdopodobne są scenariusze pesymistyczne, a nawet niebezpieczne: ze zbijaniem politycznego kapitału na śmierci i z wykluczaniem tych, którzy inaczej (bynajmniej – nie trywialnie) pojmują swój patriotyzm.

16 kwietnia 2010 r.

Prof. dr hab. med. BOGDAN de BARBARO, psychiatra, psychoterapeuta, jest kierownikiem Zakładu Terapii Rodzin Katedry Psychiatrii Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Tekst pochodzi z „Tygodnika Powszechnego”

Zaprenumeruj e-tygodnik!

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code