Rozważania niedzielne

Święto rocznicy poświęcenia Bazyliki Laterańskiej

Czytania na dziś

Galeria egoizmów w świątyni

Tomasz Ponikło

…z domu mego Ojca nie róbcie targowiska!

Są w Ewangelii takie obrazy, które odsłaniają przed nami emocje Chrystusa – jak choćby wtedy, gdy płacze, myśląc o śmierci Łazarza, choć zaraz go wskrzesi. Albo jak w dzisiejszym czytaniu, kiedy wpada w gniew na widok bankierów, handlarzy i kupców, którzy rozgościli sie w Swiątyni. Według słów Jezusa przemienili oni Świątynię w targowisko…

O tym wątku myślę – o tym zdaniu, które jakby odsłania przed nami motywacje Jezusa, źródła rozgniewania. Najpierw zastanawiam się, jaka jest różnica dokładnie między swiątynią i targowiskiem. Stawiam sobie to pytanie nie po to, żeby szukać osławionego podzialu na przestrzeń sacrum i profanum, bo przeciez dla chrzescijaninana każda przestrzeń może stać się przestrzenią uświęconą. Mam wrażenie, że trzeba szukać niejako głębiej. I w swiątyni, i na targowisku człowiek staje wobec człowieka. I tu, i tam przybywa w jakimś celu – coś pragnie osiagnac. Może to być pokarm dla duszy, może to być pokarm dla ciała – bo przecież, jak poucza między innymi dzisiejsza Ewangelia, cialo jest świątynią ducha. Dalej idąc: pokarm mogę osiągnąć tylko, będąc w jakiejś relacji z drugim człowiekiem (…gdzie dwóch lub trzech jest zgromadzonych…). Także ostatecznie dochodze do tego, co zdaje sie być ową roznicą wyczuwaną intuicyjnie: leży ona w sposobie osiągania celu i realizowania pragnienia, z jakim się mierzę. W świątyni tym sposobem nie może być to, co nazywamy targowaniem.

Dlaczego? Zauważmy, co się dzieje, jeśli do świątyni wpuścimy kupców i handlarzy – będą się targować, wszystko rozdrabniać, szukać swojego zysku. A teraz przypomnijmy sobie, że świątynia jest jak ludzkie ciało. Przestrzeń świątyni jak dusza człowieka. Świątynia ta należy do Boga. I teraz jesteśmy na właściwym tropie: jeżeli dopuszczamy w naszej duszy targowanie się jako sposób osiągania celu, wybieramy dość niebezpieczną drogę. Robiąc w swoim wnętrzu miejsce na wielką i rosnącą (bo dobry targ będzie przyciągać kolejnych kupców i klientów) liczbę małych egoizmów – stawiamy nasz sposób zycia pod znakiem zapytania. I jak teraz odpowiemy na pytanie, czy jesteś zimny, czy gorący? A może letni, bo rozdarty od wewnątrz?

Niech więc porządek rzeczy pozostanie taki, że to chrześcijanin uświęca swoją przestrzeń, ogrzewa ją swoim gorącem – będzie mu łatwiej, jeśli do swojego wnętrza wpuści rozgniewanego Chrystusa, bo o własnych siłach człowiek nie zawsze ma szanse uporać się ze swoją często przecież bogatą galerią egoizmów…

***

Benedykt XVI Przemówienie na spotkaniu z młodzieżą, 27.05.2006

Budować na Chrystusie i z Chrystusem znaczy budować na fundamencie, któremu na imię miłość ukrzyżowana. To budować z Kimś, kto znając nas lepiej niż my sami siebie, mówi do nas: „Drogi jesteś drogi w moich oczach, nabrałeś wartości i ja cię miłuję” (Iz 43,4). To budować z Kimś, kto zawsze jest wierny, nawet jeśli my odmawiamy wierności, bo nie może zaprzeć się samego siebie (por. 2 Tm 2, 13). To budować z Kimś, kto stale pochyla się nad zranionym ludzkim sercem i mówi: „Ja ciebie nie potępiam. Idź i odtąd już nie grzesz” (J 8, 11). To budować z Kimś, kto z wysokości krzyża wyciąga ramiona i powtarza przez całą wieczność: „Życie moje oddaję za ciebie, bo cię kocham, człowieku”. Budować na Chrystusie to wreszcie znaczy oprzeć wszystkie swoje pragnienia, tęsknoty, marzenia, ambicje i plany na Jego woli. To powiedzieć sobie, swojej rodzinie, przyjaciołom i całemu światu, a nade wszystko samemu Chrystusowi: „Panie, nie chcę w życiu robić nic przeciw Tobie, bo Ty wiesz, co jest najlepsze dla mnie. Tylko Ty masz słowa życia wiecznego” (por. J 6, 68). Moi Przyjaciele, nie lękajcie się postawić na Chrystusa! Tęsknijcie za Chrystusem, jako fundamentem życia! Rozpalajcie w sobie pragnienie tworzenia waszego życia z Nim i dla Niego! Bo nie przegra ten, kto wszystko postawi na miłość ukrzyżowaną wcielonego Słowa.

Budować na skale, to budować na Chrystusie i z Chrystusem, który jest skałą. Święty Paweł mówiąc w Liście do Koryntian o wędrówce narodu wybranego przez pustynię, tłumaczy, że wszyscy „pili z towarzyszącej im duchowej skały, a ta skała – to był Chrystus” (1 Kor 10, 4). Zapewne nie wiedzieli ojcowie narodu wybranego, że tą skałą był Chrystus. Nie byli świadomi, że towarzyszy im Ten, który stanie się Ciałem, kiedy nadejdzie pełnia czasów. Nie musieli pojmować, że ich pragnienie zaspokajało samo Źródło życia, zdolne żywą wodą zaspokoić pragnienie każdego serca. Pili jednak z tej duchowej skały, którą jest Chrystus, bo tęsknili za wodą życia, bo jej potrzebowali. Wędrując przez życie, może niejednokrotnie nie jesteśmy świadomi obecności Jezusa. Ale właśnie ta obecność, żywa i wierna, obecność w dziele stworzenia, obecność w Słowie Bożym i Eucharystii, we wspólnocie ludzi wierzących i w każdym człowieku odkupionym drogocenną Krwią Chrystusa, ta obecność jest niegasnącym źródłem ludzkiej siły. Jezus z Nazaretu, Bóg, który stał się Człowiekiem, stoi przy nas na dobre i na złe, i pragnie tej więzi, która będzie fundamentem prawdziwego człowieczeństwa. Czytamy w Apokalipsie te znamienne słowa: „Oto stoję u drzwi i kołaczę, jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną.” (Ap 3,20). Więcej…

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code