Ten Inny

Przestrzeń Innego

Przestrzeń Innego

Na marginesie książki „Ten Inny” Ryszarda Kapuścińskiego

Tomasz Ponikło

Jedna z ostatnich książkowych publikacji Ryszarda Kapuścińskiego – zbiór wykładów i tekstów wystąpień – rozpoczynają słowa: „Określenia: Inny, Inni można rozumieć na wiele sposobów i używać w różnych znaczeniach i kontekstach, na przykład dla rozróżnienia płci, pokoleń, narodowości, religii itd. W moim wypadku używam tego określenia, głównie aby odróżnić Europejczyków, ludzi Zachodu, białych, od tych, których nazywam Innymi – to znaczy nie-Europejczyków, niebiałych, świadom, że dla tych ostatnich ci pierwsi są również Innymi”.

Po przeczytaniu książeczki „Ten Inny” aż nie mogłem się opędzić od stawiania sobie pytań o nasz świat – a właściwie o człowieka w tym świecie. Wczytując się w wykłady Kapuścińskiego miałem stale świadomość: mówi do mnie osoba, dla której Inny nie jest zagadnieniem teoretycznym, nie jest elementem abstrakcyjnej konstrukcji myślowej. Kapuściński poświęcił swoje życie, żeby Innego tłumaczyć. Żeby „przełożyć” go na formy zrozumiałe dla Europejczyka.

W jednym z wywiadów mówił: „Moją główną ambicją jest pokazać Europejczykom, że nasza mentalność jest bardzo eurocentryczna, że Europa, a raczej jej część, nie jest jedyna na świecie. Że Europa jest otoczona przez niezmierną i wciąż wzmagającą się różnorodność kultur, społeczeństw, religii i cywilizacji. Życie na planecie, na której jest coraz więcej wzajemnych powiązań, wymaga tej świadomości i dostosowania się do radykalnie nowych warunków globalnych”.

Coraz bardziej oczywiste staje się dla Europy, że dawne granice przestały być funkcjonalne. Temu, co z zewnątrz, nie można już tak łatwo zastawić drogi. Nie da się trzymać Innych na odległość. Musimy przygotować się na spotkanie. Dlatego warto sięgnąć do tekstów „tłumacza kultur” ze zbioru „Ten Inny” – żeby zobaczyć, co z kilkudziesięciu lat doświadczenia spotkań, można przekazać w formie wykładu. Mnie te przemyślenia sprowokowały do dalszego podjęcia wątków.

Podczas kilkakrotnego czytania tekstów Kapuścińskiego, powracały do mnie przede wszystkim trzy refleksje. Najpierw zastanowiła mnie kwestia pojawienia się zjawiska masowości. Masowość bezwzględnie wiąże się z uproszczeniem. Uproszczenie ze zubożeniem. Prowadzi to do sytuacji, w której spotkanie z Innym, jeśli ma wymiar różny niż bezpośrednia relacja, ulega skrzywieniu perspektywy. Masowość nakłada maskę na twarz Innego. Taka maska nie ma jednak na celu ukrywania jego twarzy. Ona jest raczej jak fotografia, na której zastyga grymas. W związku z tym pojawia się poważne niebezpieczeństwo: twarz Innego zostaje ukazana w grymasie, który ją zdominuje. W tym momencie może narodzić się stereotyp. A jak mówił Kapuściński w jednym z wywiadów: „Stereotyp – przez to, że bierze się nie z wiedzy, lecz z emocji – jest bardzo niebezpieczny. Utrudnia nam rzeczywiste dotarcie do drugiego człowieka, rzeczywiste zrozumienie jego racji – z tego względu jest takim rozpowszechnionym z ł e m”.

To zagadnienie wiąże się również z kolejnym, które mnie zaintrygowało. Przestrzeń międzyludzka podczas spotkania. Masowość próbuje tę przestrzeń ogarnąć, zapanować nad nią, nadać jej formę. A to przecież rzecz bardzo indywidualna, wręcz intymna. Przestrzeń między mną a tobą określam używając intuicyjnie pewnego nazewnictwa. Spotykam się z tobą, z bliźnim, z drugim, z innym, z obcym. Jakimi przymiotnikami określę te osoby, jak opisze relacje, w które z nimi wchodzę? Ty – element więzi, bezpośredniości, bliskość. Bliźni – podobieństwo (rozmaite), jakaś „wspólność” losu. Drugi – jest ze mną (niekoniecznie bezpośrednio) powiązany, potrafię go w swoim świecie umiejscowić. Inny – no właśnie. Inny jest nieznajomy, odległy, niewyraźny. Inny jest w związku z tym nieprzewidywalny; nie łączę z nim żadnego doświadczenia. A obcy? Obcy niby nie różni się od Innego. Ale obcy może być nazwany: mogę powiedzieć o nim to, co jest w nim różne niż we mnie. Spotkanie z Innym jest więc formą spotkania, w którym trzeba czegoś więcej niż wejścia w odpowiednią przestrzeń. Tę przestrzeń trzeba sobie najpierw wzajemnie opisać, a potem w niej nawiązać dialog.

Trzeba wreszcie tę przestrzeń oswoić. Zrozumieć własną tożsamość. Pomiędzy mną a światem zawsze istnieje jakieś napięcie. Ten świat zawsze w pewnych miejscach staje się obcy lub nieznany. Oswajam go przez oznaczanie i porządkowanie. Przyswajam go, bo chcę czuć się „swojsko”. Ale, jak zauważa prof. Czesław Porębski, „to, co swojskie zawsze jest podszyte jakąś obczyzną”. Inny zawsze znajdzie się w moim horyzoncie widzenia. I jeśli uznam go za zagrożenia dla „swojskości”, którą niemalże pielęgnowałem, to Inny zyska status wroga. Z Innym musimy się oswajać. Oswajać nie na zasadzie naszej lub Innego bierności. Raczej na zasadzie kreowania przestrzeni, w której przestaniemy postrzegać się jako zagrożenia. Nieoswojony Inny, który wejdzie w moją „swojskość” szybko przeistoczy się – naprawdę lub tylko w mojej percepcji – we wroga. Nieoswojony Inny pojawił się, np. we Francji, co wyszło na światło dzienne wiosną ubiegłego roku.

Pisząc o oswajaniu znowu muszę podkreślić rolę dialogu. Przypomina mi się rozmowa, którą przeprowadziłem z muzułmańskim społecznikiem z Nigerii. Mężczyzna tłumaczył, że dialog to nie żadna górnolotna rozmowa, tylko poznawanie się przez dostrzeganie i próby rozumienia drobiazgów. Tak działa ponadreligijna organizacja, w której uczestniczy wraz z, np. katolickim biskupem, na rzecz ubogich mieszkańców jego rodzinnej Kaduny. Bridge Builders Association zorganizowało pieniądze na budowę świątyń: islamskiej i katolickiej. A muzułmanie i chrześcijanie wznosili wspólnie obie budowle. Kiedy z Mohammedem i jego przyjaciółmi z Nigerii poszliśmy na kolację do restauracji, zapłacił za wszystko. Naleganie z mojej strony na uregulowanie rachunku byłoby zupełnym nietaktem. Taki panuje zwyczaj tam, skąd pochodzi, że płaci najstarszy. Pojawiła się tez podczas tej kolacji inna wyrazista rzecz: z afrykańskiego menu zdecydowałem się na zupę pieprzową. Ale nikt, włącznie z gospodynią, nie pozwolił mi jej zamówić: ponoć żaden biały człowiek nie poradzi sobie z tym daniem, a jedzenia nie można marnować.

Innego trzeba oswajać – rozumieć w detalach. Za Innego, który wychyla się ku nam – trzeba wziąć odpowiedzialność; wyjaśnić mu drobiazgi. Trzeba też na pewno znać siebie samego. Na siebie samego warto więc czasem spojrzeć właśnie oczami Innego. Co szczególnie ważne dla ludzi z naszego kręgu kulturowego: Europa to nie cały świat. Świat to ludzie. Ludzi należy spotykać.

Zakończę, jak zacząłem – oddając głos samemu Kapuścińskiemu, który pisząc o „Innym XXI wieku” podkreśla, że „świat, w który wchodzimy, jest Planetą Wielkiej Szansy, ale nie szansy bezwarunkowej, lecz otwartej tylko dla traktujących swoje zadania serio, dających tym dowód, że siebie samych traktują serio. Jest to świat, który potencjalnie wiele daje, ale i wiele wymaga, w którym próba łatwego chodzenia na skróty jest często droga donikąd”.

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code