Być rodzicem

Macierzyństwo – siódmy miesiąc

Macierzyństwo – siódmy miesiąc

Paulina

Macierzyństwo to jeden z tematów, o którym chciałabym pisać w Bliskich i Dalekich.

Siódmy miesiąc – nie mogę uwierzyć. Nadal używam czasem tych obiegowych słów: ‘będę miała dziecko’, choć ten czas przyszły zupełnie tu nie pasuje. Małe jest już i każdego dnia – ba, każdej godziny – daje o sobie znać. Kopnięcia, wiercenie się, rozpychanie – repertuar wyrażania swojej obecności ma spory. Kiedyś było to delikatne i jednolite stukanie, i tylko dlatego, że niepodobne było do czegokolwiek innego co dzieje się w brzuchu, wiedziałam, że to dziecko ‘mówi’ o sobie…całym sobą. Teraz zdaje się wystarczy aby ruszyło ręką a ja czuję je. Takie chwile niezwykle cieszą. Trudno opisać, o co właściwie chodzi, bo to nie tylko uprzytomnienie sobie jego obecności (używam formy męskiej, choć nie wiemy z Piotrem jaka jest płeć). Jakaś głęboka, niepowtarzalna więź łączy matkę z dzieckiem w jej łonie, i fizyczność ma tu niebagatelne znaczenie: ‘namacalnie’ przypomina o nowym życiu, którego – choć dopiero zaistniało  –  n i e  s p o s ó b  objąć myślą,  p o j ą ć , bo przecież już wychyla się  na (swoją) przyszłość, swój los. Taka cicha radość towarzyszy tym sygnałom ‘obecności’ – przecież wtedy właśnie czuję, że nigdy nie jestem sama, ale już we dwoje. Przykładam rękę a ono czasem ‘podaje’ swoją (a może to noga?:)

Bardzo trudno jest pomyśleć, że Małe przyjdzie na świat już za dwa i pół miesiąca. Przyzwyczaiłam się do mojego brzucha, do zmęczenia i do nieco zmienionego ‘planu dnia’. Ale dopiero po narodzinach nastąpi ta prawdziwa, fundamentalna przemiana: nic już nie będzie takie samo. Jak napisał jeden z filozofów: zmienia się dom, gdy przychodzi dziecko – nic już nie jest tym samym. Ciekawe, że mam pewne intuicyjne poczucie pierwszeństwa tego małego człowieka nad każdą inną ‘rzeczą’, wszystkimi ‘palącymi sprawami’. I nie chodzi tu o nadopiekuńczość. Nie, to zupełnie co innego. Raczej jako matka mam uprzywilejowany wgląd w tę prawdę, jaką są narodziny człowieka: choć to wydarzenie tak powszechne (w tym momencie rodzi się na świecie wiele, wiele dzieci), to ja widzę tę jedną osobę i dostrzegam jej niepowtarzalność. Z czułością. Z troską. I radością.

21 lutego 2005

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code