Gotowi na radosne spotkanie

 Rozważanie na Wtorek III Tygodnia Adwentu, rok C2

tezeusz_adwent_2015.jpg

Niedzielą Gaudete wkroczyliśmy w kolejny etap Adwentu, czas, w którym eksponuje się radość nadchodzących Świat Bożego Narodzenia. „Spójrzcie na Niego, a rozpromienicie się radością” (Ps. 34, 6) – zachęca nas dziś Psalmista. Mamy przygotować się na radosne spotkanie z Bogiem przy wigilijnym stole, w gronie bliskich, na corocznej pasterce, ale przede wszystkim – w głębi naszego serca. I nie chodzi bynajmniej o wymuszone zadowolenie, bo tak wypada, aby nikt w tym czasie nie smucił się. Trzeba tę radość w sobie odnaleźć. Chodzi o pełnię radości, która będzie w nas promieniała, pomoże nam stawić czoło codziennym zmartwieniom i troskom, wywołanym często powierzchownymi problemami. Jak nie cieszyć się, kiedy Bóg zstępuje z Nieba, by okazać nam swoje wielkie Miłosierdzie w osobie małego Jezusa? Gdy Bóg wchodzi w naszą historię, by nam towarzyszyć?

Znam ludzi, którzy jeszcze w swoim życiu tej radości nie odkryli, każdego dnia pogrążają się w smutku, nie potrafią uśmiechnąć się, bo – ich zdaniem – nie ma z czego się cieszyć, skoro wokół same problemy. Inni celowo sami sobie „wynajdują” trudności, by zamknąć się w ciągłym użalaniu i prowokować współczucie ze strony innych. Zdarza się, że nie cieszymy się tym, co mamy, co jest nam dane, bo ciągle kreślimy perspektywiczne plany, których ziszczenia możemy nie doczekać.

Kilka dni temu w Internecie przeczytałam artykuł o pewnej dziewczynce, która w pożarze straciła rodzinę. Przeżyła tragedię, choć na jej ciele pozostały poważne obrażenia. Jej ciało jest zdeformowane, twarz również. Jest jednak coś, co w tej po ludzku wydawałoby się beznadziejnej sytuacji zadziwia. Każdego dnia dziewczynka budzi się z uśmiechem na twarzy. Jej wujek stwierdza: „Jest prawdziwą definicją nadziei, wiary i miłości”. Ta dziewczynka stała się radością dla innych. Ona swym życiem ukazuję głębię. Nie zachwyca wyglądem fizycznym, ale tym. jak podchodzi do swego życia.

Powierzchowność zgubiła także uczonych z dzisiejszej Ewangelii (Mt 21, 28 – 32). Jan nie był atrakcyjny pod względem fizycznym, wśród wielu mógł wzbudzać pogardę, być może wielu spoglądało na niego z politowaniem. Bo jak poważnie potraktować mężczyznę ubranego w skórę wielbłądzią i żywiącego się szarańczą? Właśnie ta powierzchowność sprawiła, że tylko nieliczni otworzyli się na jego przesłanie i mogli przygotować się na przyjście Boga, którego zapowiadał (Mt 21, 32). Uczeni nie otworzyli się na słowa Jana, wyczekiwali czegoś/kogoś wielkiego, tworzyli w swoich umysłach wzniosłe scenariusze.

Zamknięte umysły i zatwardziale serca – oto przed czym przestrzega Jezus. Również Sofoniasz zwraca na to uwagę. „Nie słucha głosu i nie przyjmuje ostrzeżenia, i nie ufa Panu i nie przybliża się do swego Boga” (So 3, 1 – 2). Może należałoby zapytać siebie, czy owo „biada”, wypowiedziane ustami proroka Sofoniasza nie znajdują potwierdzenia w moim życiu. Brak otwarcia się na głos Boga, nieprzyjmowanie Jego zaleceń oraz brak ufności Bogu powodują, że człowiek coraz bardziej zamyka się i pogrąża w swojej rozpaczy. Stąd tak trudno odnaleźć radość. Celnicy i grzesznicy wyszli z poczucia beznadziei, bo otworzyli się na Słowo, poznali, Kto jest właściwym Sensem i jedyną Radością. A my, czy jesteśmy gotowi żyć naszą jedyną Radością?

A_JOZWIK_15_12.jpg

Rozważania Rekolekcyjne

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code