Wykorzystać kryzys

 Wiele razy słyszałam, że najlepiej mówić, czy pisać o tym czego samemu się doświadcza. To prawda, dlatego w tym tekście chcę podjąć temat „kryzysu”. Jest to sytuacja, którą każdy z nas przeżywa, chociaż w różnej formie. Szczególnie, gdy czujemy że coś „wymknęło się spod kontroli”, gdy coś nas przerasta, gdy zaczynamy tracić siły.

 Ze słowem kryzys spotykamy się niemalże każdego dnia. W prasie, radio, telewizji możemy usłyszeć o różnych rodzajach tego zjawiska. Kryzys: gospodarczy, polityczny, kubański, psychiczny, wieku średniego etc. Cała paleta…

Benedyktyn  A. Grϋn w jednej ze swych książek  wyjaśnił, że kryzys nie jest pojęciem negatywnym.  W sensie ogólnym oznacza: wybór, decydowanie, zmaganie się, walkę, w której konieczne jest działanie pod presją czasu. Jest dla nas szansą.

Ludzkość właściwie od początków swego istnienia ma do czynienia z sytuacjami kryzysowymi. Są one wywoływane zdarzeniami losowymi, niepowodzeniami osobistymi oraz porażkami życiowymi. Życie każdego człowieka naznaczone jest ciągłymi zmianami w następstwie krytycznych wydarzeń. Żyjemy w otoczeniu, w środowisku niepewnym, gdzie obok wartości pozytywnych następują również negatywne, powodujące stan wewnętrznej nierównowagi. Kryzys jest zjawiskiem szczególnym, występującym w ramach ogólnego, czasami bardzo długiego procesu zmian wokół nas.

Oznacza pewną zmianę. To, czy będzie prowadził do porażki lub zwycięstwa zależy w głównej mierze od nas. Jak my postąpimy, jak zachowamy się w sytuacji kryzysowej, czy będziemy umieli pokierować ją na korzyść.

Niewątpliwie każdy z nas musi go przeżyć, jest nieunikniony.

Jedno z takich doświadczeń opisane jest w Pierwszej  Księdze Królewskiej. Dotyczy Eliasza. Któż z nas nie poczuł lub nie czuje się takim Eliaszem? Odważnie stanął w obronie wiary w Jedynego Boga. Człowiek całkowicie oddany Stwórcy, pochłonięty gorliwością w służbie Bogu. I właśnie z tego powodu jego życie zostało zagrożone, musiał ukryć się na pustyni. Był do tego stopnia osamotniony i zdany tylko na siebie, że jego pragnieniem była śmierć. Znalazł się w wielkim kryzysie. Poświęcił się dla Boga, a tymczasem został sam i w dodatku znalazł się w niebezpieczeństwie, jakie groziło mu ze strony królowej Jezebel (1 Krl 19). Ale co ważne, Bóg przyszedł z pomocą. Wszedłszy na Horeb Eliasz spotkał się z Bogiem, który przyszedł do niego w „lekkim powiewie”.

Podobnie apostołowie w NT. Oczekując na przyjście Ducha Świętego znaleźli się w kryzysie. Doznali odrzucenia, wyłączenia z synagogi, prześladowania.  Jednak te trudności otworzyły ich na Ducha Świętego.

Nie doświadczyliby radości, jaką daje Duch Święty, gdyby nie przeżyli opuszczenia smutku.

 Podobnie Maria Magdalena (J.20, 11 -18). Przeżyła głęboki kryzys, gdy straciła Jezusa. Odkąd Jezus ją uzdrowił wiernie kroczyła za swym Mistrzem. Podążała za Nim, bo był dla niej pomocą, w Jego nauce odnajdywała pocieszenie, dobroć i siłę. Po śmierci swego Pana została osamotniona, rozpaczała. To wydarzenie nie doprowadziło jej do tragedii, lecz dało pewne poznanie i zrozumienie.  Po zmartwychwstaniu Jezus ukazał się Marii Magdalenie, jako ogrodnik. W innej postaci niż dotychczas. Utraciła Jezusa dotykalnego, lecz zyskała Jezusa przenikniętego wiecznością. Dzięki przeżytemu kryzysowi napełniona została siłą, pozwalającą jej odważnie głosić o Jezusie Zmartwychwstałym.

Często gdy spotykają nas trudności, straty wydaje nam się, że lepiej już nie będzie. Tymczasem Bóg wie, co dla nas dobre, chce abyśmy otwierali się na zmiany. To co się wydarza, często staje się dla nas sprawdzianem, a nawet szansą. Kryzys i trudności życiowe sprawiają, że zbliżamy się do Boga, jeśli tego chcemy.

Można powiedzieć, że to Duch Święty sprawia, że wpadamy w kryzys. Jeśli się otworzymy na Boga wtedy zmieni się nasze dotychczasowe myślenie, wstąpimy w nowy etap twórczy. Ważne jest, aby iść do przodu, aby ciągle powstawać. Kryzysy sprzyjają duchowemu wzrostowi. Utrata, przeszkoda, alienacja, kłopoty mogą doprowadzić do odczucia sensu, akceptacji. Należy się rozwijać.

Kryzys to sygnał, że trzeba coś zmienić, przemyśleć. Należy porzucić dawny sposób myślenia. Nie dlatego, że był zły, tylko że stajemy się dojrzalsi, więc i sposób naszego myślenia powinien być dojrzalszy. Przychodzi moment, kiedy my musimy dać coś z siebie. Bóg oczekuje naszego wysiłku, zaangażowania. Należy rozwijać się tzn. wychodzić z siebie, ze swych zgubnych przyzwyczajeń. Robić codziennie krok po kroku, pozwalający nam zmieniać relacje z Bogiem. Dobrze jeśli wystrzegamy się stereotypów i przyzwyczajeń, a otwieramy się na „propozycje” Ducha Świętego. On posyła nas do innych ludzi, stawia przed nami nowe zadania. Nie należy trzymać się tego co stare. Trzeba oderwać się od tego, co dotychczas było nasze.  Nie bójmy się tego co nowe. Starajmy się opuścić schematy, aby stawać się dojrzalszymi.

Aby przetrwać kryzys i dobrze go wykorzystać należy zaufać Bogu, rozwinąć się, Jemu uwierzyć. Nie lękajmy się przyjąć kryzysu. Duch Święty wyciąga do nas dłoń. Nie cofaj się, gdy osiągniesz nowy etap życia.

„Powierz Panu swoją drogę, Jemu zaufaj On sam będzie działał” (Ps. 37, 5).

 

 

7 Comments

  1. elik

    Czy zawsze i napewno?…..

    Pani Annoczyje lub skąd te pomysły?…..

    Owszem kryzys może być inspiracją, do rewizji, czy weryfikacji nie tylko swoich dotychczasowych poglądów, przekonań i poczynań, lecz chyba nie wszystko, co stare jest złe, czy zbędne, bezużyteczne, a to, co nowe dobre, czy wartościowe i bezpieczne.

    Czy  nie należy trzymać się tego co stare, oraz ponadczasowe, doskonałe, bezcenne lub tradycyjne, sprawdzone, praktyczne, pożyteczne, a nawet urokliwe, czy piękne, szlachetne i dobre?…..

    Nie bójmy się tego co nowe, oraz tylko ładnie opakowane, czy atrakcyjnie ukazane, a w rzeczywistości groźne, toksyczne, szkodliwe i /lub stanowi potencjalne zarożenie.

    Pozdrawiam  – Zbigniew

     
    Odpowiedz
  2. ancysko

    Panie Znigniewie,

     Owszem, stare nie znaczy gorsze. W tekście zaznaczyłam, że chodzi o zgubne przyzwyczajenia, które niekiedy mogą nas zamykać na to co nowe, co inne (ale nie złe). Często trwając w takim właśnie przekonaniu nie dostrzegamy innych rozwiązań, szans. Dobrze można to zobrazować na przykładzie układów personalnych. Jeśli coś tracimy, nie znaczy że czegoś nie uzyskamy… Otwierać się na nowe, nie znaczy zrywać z tradycją. Chodzi o konfrontację pewnych zachowań, sposobu myślenia etc. Moment przełamania…

     
    Odpowiedz
  3. modem1990

    Anno Dzięki!

    Dziękuje za budujący tekst!

    Sam wiele razy podejmowałem tematykę kryzysów w życiu ludzkim ale dziękuję za przypomnienie tej prawdy o której piszesz, że kryzys jest szansą! I Pan Bóg ma w tym cel!

    Aż mi od razu lepiej!

     
    Odpowiedz
  4. beszad

    Wielowymiarowa rola kryzysu

     Bogato tutaj zilustrowane przykłady kryzysów, rónież tych duchowych, budzą faktycznie refleksję, aby na każdy kryzys patrzeć mimo wszystko przez pryzmat nadziei. Ks. Tomaś Halik poświęcił nawet temu zagadnieniu osobną, wartą uwagi, ksiązkę: "Drzewo ma jeszcze nadzieję. Kryzys jako szansa." Duchowny ten na kazdym kroku zresztą podkreśla wartość sytuacji kryzysowych jako wyzwania do postawy autentyczności i rozbudzenia w sobie poszukiwań. Człowiek w pełni nasycony nie będzie miał motywacji, aby podążać ku horyzontom – osiądzie na swojej wyspie szczęśliwości i zaśnie w błogostanie samozadowolenia…

    Myślę, że na problem kryzysu można patrzeć wielowymiarowo. Z jednej strony budzi człowieka i mobilizuje do działania. Z drugiej – stwarza impuls do głębokiego otwarcia się na zawierzenie. To w sytuacjach kryzysowych człowiek doświadcza szczególnej łaski, jaka płynie z postawy ufności. Ponadto kryzys jest ogniem probierczym, w którym płonie wszystko, co jest nietrwałe, co było ułudą trwałego szczęścia. Kryzys wzywa również do autentyczności, skłaniając do stawienia czoła prawdzie o samym sobie – do bycia autentycznym wobec tego, co mnie otacza.

    Sytuacje kryzysowe stają się okazją do gruntownego przewartościowania swego życia. I myślę, że nie trzeba się obawiać, że uronimy tu jakąś ważną tradycję. W przeciwnym razie Bóg nie budowałby na sytuacjach kryzysowych, czego na każdym kroku doświadczamy w Piśmie – i co zostało tu tak obficie na przykładach Biblii pokazane. Dziękuję za ten inspirujący artykuł!

     
    Odpowiedz
  5. Halina

    Przełomy

    Dużo ciekawych myśli w tekście i dobrych , konkretnych wskazówek. Wg. mnie ten przełom jest chyba najważniejszy, bez pokonania go nie ruszymy dalej..

      Nie należy trzymać się tego co stare. Trzeba oderwać się od tego, co dotychczas było nasze.  Nie bójmy się tego co nowe. Starajmy się opuścić schematy, aby stawać się dojrzalszymi.

    Zamknięcie spraw z przeszłości-zamknięcie szczelin, przez które stare, złe rzeczy, nieuporządkowane sprawy przeszłości-wracają do nas i okradają z dobrych, nowych możliwości. Bez zerwania ze złym dziedzictwem nie ma możliwości, by wejść w zupełnie nowe błogosławieństwa. Konieczny jest przełom: uregulowanie starych rachunków i relacji. Kiedy to wszystko zostanie uporządkowane w odpowiedni sposób, według Bożych praw i zasad, wówczas bardzo ważne jest zobaczenie oczami serca nowego obrazu dobrej przyszłości

    Ten nowy, osobisty obraz przyszłości, wyrysowany dla nas przez Boga, dodaje motywacji i siły, by pokonać problemy dnia dzisiejszego i dojść do zamierzonego celu.

     

     
    Odpowiedz
  6. aaharonart

    @ Ania , Kryzysy

     

    Pani Aniu gratuluję panoramicznego spojrzenia i półprofilowego zdjęcia . (Bardzo mi się podoba Pani zdjecie na Tezeuszu od strony artystycznej ) , to biało czarne na którym mogę  panią zobaczyć)

     

    Jeśli chodzi o poruszany przez Panią Anie temat Kryzysu to myślę,  że

    „Kryzys to sekret życia” J

    Rezultatem kryzysu jest efekt kurczenia się a w późniejszym czasie rozkurczenia.

     

    W  rozwój naszego egoistycznego nastawienia wkładamy niemalże co dzień wiele wysiłku , jednak w końcu wyczerpiemy samych siebie, nasze wysiłki, nasze zasoby i nasze możliwości.

    Wtedy poczujemy że nastał kryzys . Stoczymy się jako ludzkość  do prymitywnego poziomu.

     

    Jak dotąd czujemy się  zintegrowani ze sobą  tylko na zewnątrz – na zewnętrznym poziomie , podczas gdy nasz egoizm pozostaje  w tym samym pierwotnym stanie i tutaj nie różnimy się aż tak mocno od  jaskiniowców,  nawet jeśli siedzimy w pięknej Katedrze  Notre-Dame zamiast w jaskini.

     

    Kryzysy będą się powtarzać i zakończą  się tylko wtedy, gdy ludzie odkryją naprawę  swojej istoty . Kryzysy  następuja  ponieważ dochodzi do scierania się globalnego egoizmu ludzkości z przyrodą,   która symbolizuje Stwórce.

    Rozpoznanie zła odbywa się na płaszczyźnie kryzysu , na płaszczyźnie ścierania się tego co egoistyczne w człowieku z tym co boże .

     Człowiek aż dotąd będzie utrzymywał swój obecny egoistyczny  stan i będzie go używał  , uważając za normalność ludzką , aż wycierpi “uderzenia, ciosy“ , które w swoim egoizmie nie będzie mógł znieść. Wtedy  dopiero uświadomi sobie z tego sprawę i krzyknie dość !

    Dopiero w stanie globalnego kryzysu zacznie się  naprawianie  połączeń  między sobą  i to połączenie powinno obejmować całą ludzkość. Kryzys będzie się powtarzał tak długo aż człowiek osiągnie  świadomość swojego rozdzielenia z drugim człowiekiem . To doprowadzi go do podjęcia działań na poziomie poprawy relacji na poziomie duchowym z człowiekiem który dotąd jawił mu się jako obcy organizm społeczny. Jeśli tego nie zrobimy  , nie podejmiemy  się naprawy relacji na poziomie duchowym , to ciągle będziemy  doświadczać podziałów a co najwyżej pozorów zjednoczenia w „Katedrze Notre-Dame” . W historii kryzysów mogą nastąpić sporadyczne przerwy na odetchnięcie, typu ekumenizm itd. ,

     Są to jednak niewielkie  wahania stronę zjednoczenia na poziomie duchowym. W pewnym momencie będzie się  nam nawet  wydawać sie, że kryzys w relacjach między ludzkich sie zakończył. Te zmienne procesy doprowadzają nas do osiągnięcia większego stanu w stan świadomości o wzajemnym połączeniu między sobą a innymi . Tej świadomości bardzo brakuje wśród ludzi, którzy trzymaja się kurczowo swojego Ego. Tacy ludzie są w Kryzysie a  o tym nie wiedzą , mają imię,  że żyją ,   a tak naprawdę  są umarli dla siebie wzajemnie. Uważam, że człowiek jest bardzo leniwym stworzeniem bożym . Co jakiś czas po wzajemnych starciach będziemy doświadczać okresu spokoju również w Izraelu . Walka między Palestyńczykami a Izraelem będzie miała również dni wytchnienia . Wszystko się uspokoi i będzie się nawet mówiło że kryzys bratobójczej walki Ismaela z Izaakiem dobiega końca. Żydzi są potomkami syna Abrahama, Izaaka. Arabowie są potomkami syna Abrahama – Ismaela. W sytuacji, gdy Ismael to dziecko niewolnicy (Ks. Rodzaju 16:1-16), a Izaak to obiecany syn, który odziedziczy obietnicę daną Abrahamowi (Ks. Rodzaju 21:1-3), jest oczywiste, że będą istniały urazy i wrogość pomiędzy tymi dwoma synami. Rezultatem tego, że Ismalel naśmiewał się z Izaaka (Ks. Rodzaju 21:9), było to, iż Sara namówiła Abrahama, aby odesłał Hagar wraz z Ismaelem (Ks. Rodzaju 21:11-21). Prawdopodobnie spowodowało to w sercu Ismaela jeszcze większą pogardę w stosunku do Izaaka. Nawet anioł prorokował do Hagar, że Ismael „będzie utrapieniem swych pobratymców” (Ks. Rodzaju 16:11-12).

    Będziemy  doświadczyć na rok lub dwa lata, okresu spokoju, kiedy wszystko sie uspokoji, jak gdyby kryzys był zakończony. Bez względu na to trend utrzyma się, bo weszliśmy już w globalny stan, w którym cały świat połączony jest wspólnie w globalnym systemie. Jednak  ze względu na nieprawidłowe stosunki pomiedzy sobą będą miały miejsce dalsze ciosy i uderzenia.

    Jestem, co dotyczy kryzysów, dużym  optymistą. Postrzegam je  jako punkt wyjścia do naprawy ludzkości oraz sposobu na  zakończenie wszystkich nieszczęść.

    Kryzysy na całej kuli ziemskiej  pokazują nam jak jesteśmy rozdzieleni na poziomie duchowym tzn jak mało w nas prawdziwie przezywanego  braterstwa. Brak jedności objawia się prawie we wszystkim: w gospodarce, w handlu i we wszystkich stosunkach społecznych , religijnych , politycznych. Wciąż brakuje w nas właściwego  zrozumienia, że egoizm jest przyczyną wszelkiego zła, jednak dostrzegam że  coraz więcej ludzi zaczyna zdawać sobie z tego sprawę, z tego ,  że korzeniem problemów w stosunkach między ludźmi jest to, że powinniśmy tworzyć  nie tylko rzeczywiste ekonomiczne i wzajemnie użyteczne stosunki religijne . W tym globalnym świecie, wymaga się od nas tworzenia relacji z serca do serca i to jest dokładnie to, czego wymaga od nas natura i dyktuje to nam poprzez nią Stwórca . Musimy zrozumieć, że jesteśmy od siebie nawzajem zależni, i że realizacja tej wzajemnej zależność umożliwia nam pokochać siebie. Oczywiście, jest to proces stopniowy, ale obecny kryzys to dopiero początek. Jest to stan, w którym objawione będą symptomy choroby z rozpoznaniem diagnozy. Musimy tylko ujawnić, jak naprawdę nieprawidłowy jest system naszych związków.

    Powoli możemy dostrzegać  połączenie wzajemnych relacji  w „systemie dusz”. Szkoda tylko że objawianie to odbywa się stopniowo i w jak najbardziej przykry dla nas  sposób ..

     

    Oby każda żyjąca istota mogła doświadczyć konieczności naprawy egoizmu.

    PS. Nie chodzi o to by pozbyć się zupełnie egoizmu bo egoizm też ma swój cel ale o to by go naprawić , wtedy będzie mniej kryzysów .:)

    Myślę że na Tezeuszu też mogliśmy  dostrzec bratobójcze walki o swoje egoizmy . Fajnie było by abyśmy mogli wypracować taką świadomość która pomogła by nam wszystkim , mi również , pojąć  głębię Kryzysów i ich  dobroczynne bądź co bądź skutki w przyszłości .

     

    Dziękuję 🙂 i cieplutko pozdrawiam wszystkich tu piszących 

     

    aharonek*

     

     

     
    Odpowiedz
  7. elik

    Moment przełamania

    Pani Anno dziękuję za doprecyzowanie swoich wcześniejszych stwierdzeń i te kropeczki za moment przełamania….., które stały się inspiracją, do mojego wpisu.

    Każdy człowiek, który doświadcza i odczuwa następstwa duchowego kryzysu, oraz uświadamia sobie, że on i jego położenie są nadzwyczaj dramatyczne, wręcz tragiczne i rozpaczliwe, a jego byt jest zagrożony, oraz pozbawiony perspektyw i wewnętrznego oparcia.

    Dzięki tej świadomości jest zdolny zrozumieć, a nawet uznać, że jeśli w ogóle, to tylko w Bogu, który istnieje poza strukturami tego świata – może on radykalnie życie zmienić, a nawet uratować i zachować. 

    Z poczucia doznawanej bezsensowności, samoudręki spowodowanej uczuciem lęku rodzi się w owym momencie przełamania naturalny odruch ucieczki. Kiedy ogarnia nas przede wszystkim uczucie nicości, beznadzieji to świadomość własnej znikomości powoduje, że w duszy i umyśle powstaje chaos, wynikający z braku punktu odniesienia. Powstaje wówczas ten szczególny stan kryzysowy, z którym człowiek nie potrafi samodzielnie uporać się. Wtedy resztkami sił swojego istnienia rzuca się w ramiona Boga i całkowicie tj. bezgranicznie i bezwarunkowo oddaje się w Jego opiekę.

    W ten sposób doświadczenie i doznanie negatywne w ostatecznym momencie swego rozwoju może przekształcić się w coś absolutnie pozytywnego tj. w doświadczanie miłości – obecności i bliskości Boga.

    Czego z całego serca życzę wszystkim będącym w w/w kryzysie lub podobnej sytuacji życiowej.

    Szczęść Boże!

     
    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code