Lans (także) w Kościele

 Nie od dziś wiadomo, że media mają ogromną siłę oddziaływania. Stąd w krajach demokratycznych wolną prasę określa się mianem „czwartej władzy”. Dzięki mediom z pozoru nic nie znaczące, powszechne wydarzenia lub zachowania mogą nabrać wielkiego rozgłosu. 

Kilkanaście dni temu przeglądałam katalog pewnej agencji artystycznej, w którym zawarte były oferty i koszty występów poszczególnych polskich artystów. Świadomość kolosalnych cen za 1 – 2 godz. koncertu spowodowała, że stwierdziłam: „wartość człowieka mierzy się tym, jak często pojawia się w mediach”. To tak, jakby człowiek medialnie nieobecny miał mniejszą wartość. Ludzie chcą się spotkać, porozmawiać, czy nawet dotknąć tę osobę, która kilka razy pojawiła się na szklanym ekranie. Nie rozumiem tego.  
Każdego dnia wokół nas pojawia się dużo ciekawych i mądrych osób. Tymczasem większość oczekuje spotkania z kimś, nie dlatego że jest dobrym człowiekiem lub ma coś wartościowego do powiedzenia, a jedynie dlatego że występy medialne nie są mu obce. Posługując się językiem młodzieżowym można stwierdzić, że takie „parcie na szkło” nas kręci. Człowiek lubi być zauważony. 
Właściwie nie ma w tym nic złego, bo to stanowi element zaspokojenia naszej potrzeby akceptacji. Tylko, że w pewnym momencie można za bardzo skupić się na sobie samym. 
Wydawałoby się, że te słowa dotyczą osób świeckich. Tymczasem, jak się okazuje – nie tylko. W sieci pojawiło się nagranie z włoską zakonnicą s. Cristiną, która wzięła udział w muzycznym show. Nagrania z jej występem już zaczynają osiągać wysokie wyniki. Również na gruncie polskim można zauważyć kapłanów, którzy swoją popularność budują za pomocą medialnych występów. 
Oczywiście nie ma nic złego w tym, że wykorzystuje się mass media do głoszenia Ewangelii. Już 50 lat temu ojcowie soborowi otwierając się na „znaki czasu” uchwalili Dekret „Inter mirifica”. W dokumencie czytamy m. in. że: „Kościołowi więc przysługuje naturalne prawo używania i posiadania wszelkiego rodzaju owych środków, o ile są one konieczne lub pomocne w chrześcijańskiej działalności wychowawczej i w każdej jego pracy, podejmowanej dla zbawienia dusz”. 
 
Nie ulega wątpliwości, że media pełnią ważną rolę w ewangelizacji, pozwalają dotrzeć Słowu Bożemu do osób w różnym wieku, zamieszkującym różne obszary. 
W internecie istnieje dużo stron prowadzonych przez kapłanów, rekolekcjonistów. Ich konta na profilach społecznościowych zyskują dużą popularność. Zastanawiam się, czy w wielu przypadkach nie jest to raczej narzędzie do promowania własnej osoby? 
Przyznam, że nie rozumiem dlaczego rekolekcjonista, który nie posiada zbyt dobrej wymowy, jego wypowiedzi są powszechne, właściwie nie zawierają nic zadziwiającego; jest tak popularny, że jego kalendarz rekolekcji jest zapełniony z dużym wyprzedzeniem? Na jego spotkania przychodzą rzesze młodych ludzi, podczas gdy homilie innych współbraci nie znajdują tak wielkiego oddźwięku?
Byłam kiedyś świadkiem, jak pewne siostry zakonne „marzyły”, by na ich dzień skupienia przyjechał znany mnich, autor wielu książek. Inni kapłani nie mieli takiego poklasku –  z wiadomych względów. 
 
Powyższe słowa nie odnoszą się do wszystkich działań podejmowanych przez ludzi związanych z Kościołem. Są portale, na których nie zauważa się takiej „walki o sławę”, a mimo to pełnią funkcję ewangelizacyjną, są nośnikiem treści religijnych. Mam tu na myśli m. in. portal Tezeusz.pl, nie dlatego że publikuję tu swój tekst. Są także inne strony o tematyce religijnej, na których funkcjonują blogi osób, które zgodnie ze wskazaniami Dekretu „Inter mirifica” wykorzystują media do prawidłowych działań bez zbędnego lansu. Szczególnie, że sam Jezus unikał takiej postawy por.  (Mt 6, 1-6. 16-18), (Łk 23, 8-13).
 

 

 

Komentarz

  1. elik

    Po owocach ich poznacie

     Pani Anno rzeczywiście użytkownicy mediów mają zdecydowanie większą możliwość i zdolność oddziaływania. Szczególnie wówczas, kiedy są dostatecznie autentyczni tj. wiarygodni i wolni (niezależni), oraz mają do dyspozycji media o zasięgu regionalnym, a nawet globalnym.

    Jednak u wielu redaktorów, dziennikarzy, czy autorów, publicystów i innych etatowych użytkowników różnych mediów jest zasadniczy problem z ich nie tylko wiarygodnością i niezależnością, a nawet profesjonalizmem, lecz również z prawością tj. postawą moralną.

    Proszę wskazać przynajmniej jeden kraj (państwo) w świecie, gdzie użytkownicy w/w mediów publicznych tzw. etatowi pracownicy, bądź wyrobnicy są w pełni wolni i niezależni?…..

    A zatem ich działalność, w tym czynyowoce nie były/są zatrute, czy skażone owym lansem, czy socjalizmem, modernizmem, liberalizmem lub kolejną nową ideologią, czy coraz bardziej profesjonalną (wyrafinowaną) propagandą albo manierą, a nawet cynizmem, obłudą i pogardą wobec pospolitych odbiorców, czy czytelników.

    Ps. Przypominam, że Jego Kościół to nie tylko instytucja, lecz wspólnota ludzi grzesznych. A zatem również uwikłanych, w takie przypadłości, jak pospolite wady, nawyki, czy skłonność do lansowania siebie, lecz zdecydowanie mniej, do wszelkich innych form zła, w tym groźnych ideologii, czy demagogii. 

    Zbigniew

     
    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code