Spolegliwy oportunizm

Staram się nie czepiać. Nie poprawiać na forach. Nie wskazywać palcem literówek na Facebooku. Ja też nie jestem nieomylna, a poza tym po ośmiu godzinach dziennie spędzonych w okowach korektorstwa naprawdę przestaje mieć dla mnie znaczenie, czy przecinek trzeba postawić przed „w sytuacji” czy przed „gdy”, ślepnę na czeskie błędy i głupie literówki, w nosie mam pauzy, półpauzy i dywizy, cudzysłowy polskie, niemieckie i francuskie (tylko definicyjnych nie odpuszczę — za bardzo je lubię). Naprawdę się staram nie czepiać, bo zdaję sobie sprawę z tego, jakie to irytujące, gdy ktoś się mądrzy i przywiązuje nadmierną wagę do de facto błahostek (jednorazowe „ó” zamiast „u” napisane w skrajnych emocjach gdzieś na internetowym forum naprawdę nie powinno dyskwalifikować dyskutanta/-ki), a meritum wypowiedzi nawet nie przemyśli. 

Są jednak dwie kwestie, obok których — bez względu na to, czy jestem zadowolona, wypoczęta, uśmiechnięta czy nie — nie potrafię przejść obojętnie. Istnieją dwa słowa, których niewłaściwe użycie zawsze burzy mój spokój. Te budzące grozę językowe twory to: „oportunizm” i „spolegliwy” (nota bene, pytanie o znaczenie któregoś z nich chyba zawsze pojawia się na testach językowych: czy to olimpiada z polskiego, czy to egzamin rekrutacyjny na stanowisko redaktorskie).

Nie wiem, czy to coś da, pewnie to kropla w morzu potrzeb, pewnie mój apel utonie w odmętach polskojęzycznego Internetu, ale jednak — idealistycznie i niekoniecznie rozsądnie — uważam, że warto. Choć właściwie… tak szczerze, to sama nie wiem, czy warto, ale przytłacza mnie poczucie obowiązku! Nie, no dobrze, nie będę zmyślać, żadne „warto”, żadne tam pompatyczne „poczucie obowiązku” — to czysty, najprawdziwszy egoizm: jeśli jeszcze raz przeczytam, że oportunista to ten, kto stawia opór, a między człowiekiem spolegliwym a uległym nie ma absolutnie żadnej różnicy, to całkiem realnie zacznę WYĆ.

A zatem, Szanowni Państwo, w ramach dzisiejszej akcji uświadamiającej informuję (z pewnością przeważającą większość z Państwa najzupełniej zbytecznie), że oportunista to ‘człowiek bez zasad, przystosowujący się do okoliczności dla doraźnych osobistych korzyści’ (za Słownikiem języka polskiego PWN), a oportunizm to ‘konformizm, ugodowość, rezygnacja z zasad dla doraźnych korzyści; reformizm, uchylanie się od walki’; etym. — łac. oportūnus, czyli dosł. ‘[wiatr wiejący] w kierunku portu; przychylny; korzystny; wygodny’, od ob portum ‘do portu’ (za słownikiem Kopalińskiego); natomiast spolegliwy to ‘godny zaufania, pewny, na którego można liczyć’; etym. — czes. spolehlivý (za słownikiem Kopalińskiego); ewentualnie: 
1) ‘taki, który wzbudza zaufanie i można na nim polegać’;
2) pot. ‘taki, który łatwo ustępuje i podporządkowuje się innym’ (za Słownikiem języka polskiego PWN). 

Jak widać, PWN uwzględnia potoczne znaczenie tego drugiego słowa (więcej: w poradni językowej PWN). Sugeruję jednak, by pamiętać, że za „potoczne” niekoniecznie można uznać wypowiedzi osoby publicznej dla mediów bądź dłuższe teksty pisane nie do szuflady, ale w celu publikacji. Licentia poetica może stanowić argument, ale będzie go stanowić dla osoby, która wie, że ją właśnie stosuje.

Dziękuję Państwu za uwagę i zapewniam, że limit językowego wymądrzania się na ten miesiąc został niniejszym wyczerpany.  

 

Komentarze

  1. opiekunogrodow

    E, nie, dlaczego koniec na

    E, nie, dlaczego koniec na ten miesiąc? To mogłoby być otwarcie nowego ciekawego cyklu.

    Co się zaś tyczy owego "spolegliwego", to słowo to niestety – nie tylko w mowie potocznej – zaczęło funkcjonować, jako "uległy". Nie wiem czy językoznawcy nie ukuli przypadkiem teorii z której wynika, że jeśli dane słowo wchodzi do powszechnego użycia, mając znaczenie zupełnie inne niż jego znaczenie pierwotne, to jego stosowanie w tym nowym znaczeniu jest dopuszczalne . Nie znam jednak kryteriów, wedle których miałaby się dokonywać ocena czy dane słowo jest już "powszechnie używane" czy jeszcze nie. Tyle, że w ten sposób równie dobrze słowu "oportunista" można nadać sens "stawiający opór", a to rzeczywiście byłby językowy koszmar.

     
    Odpowiedz
  2. krok-w-chmurach

      Spolegliwy. Często

      Spolegliwy. Często używam tego słowa. Zaczynam nawet myśleć, że zbyt często, bo zawsze reakcją moich rozmówców jest zdziwienie, albo – co gorsza – zgorszenie   Niestety. Problemem jest  to, że słowem "spolegliwy" określam najczęściej  Boga, a wyjaśnianie właściwego znaczenia tego słowa byłoby z mojej strony niegrzecznością. Pozostaje mi więc tylko przyjęcie bez protestów wraźnej dezaprobaty.

    Proszę zwiększyć limit językowego wymądrzania, gdyż język nasz jaki jest, każdy widzi. I słyszy.

     
    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code