Sporo narzekań i trochę o wolnym czytaniu

Ostatnio niewiele jest rzeczy, które tak mnie irytują, jak biadolenie na nieczytających Polaków. Nie mam pojęcia, czy jest aż tak źle czy jeszcze gorzej. W jakieś tam statystyki nie wierzę, bo i niby czemu mam wierzyć? Z mojego egocentrycznego punktu widzenia sprawa wygląda tak: skoro mnie, czytającą, nigdy nikt nie pytał, czy czytam, to może i setki innych czytających nie zostało zapytanych, czyli te wszystkie badanie niewiele są warte? Wizja świata wyłaniająca się z tych statystyk budzi we mnie niesmak. Kolejny sposób na dzielenie ludzi na lepszych i gorszych, głupia polaryzacja. To, że ktoś przeczytał cały cykl Zmierzchu i niewiele więcej, niekoniecznie oznacza, że jest bardziej ukulturalniony od kogoś, kto ogląda anime bądź ma obsesję na punkcie Pancernika Potiomkin. A mniej więcej taki przekaz do mnie płynie z tego całego biadolenia.

Sama księgarni nie lubię. Od kilku lat wizyty tam mnie stresują i staram się tych przybytków unikać, jak mogę. Wyjątek stanowi Centrum Taniej Książki na ul. Grodzkiej w Krakowie, ale obecnie mam tam co najmniej kilkaset kilometrów nie po drodze, więc mnie to nie ratuje. I nie chodzi tu nawet o ceny, ale o poczucie, że stale ktoś mi patrzy na ręce: jak nie personel, to kamerka. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz kupiłam książkę w księgarni. W ogóle rzadko kupuję nowości, jeśli już — to na prezent i przez Internet.

Jeśli jest tak możliwość, to zdecydowanie wolę znaleźć w sieci wydanie sprzed kilkudziesięciu lat. Zapłacę trzy razy mniej, istnieje jakaś tam szansa, że książka się nie połamie w trakcie lektury, a nawet jeśli, to przynajmniej zżymanie się na fatalną adiustację szacownych krakowskich wydawnictw z tradycją (bo na nie akurat zwróciłam ostatnio baczniejszą uwagę), które absolwentom proponują jedynie bezpłatne staże, nigdy pracę, zostanie mi oszczędzone. Jak już mam wydać te kilkadziesiąt złotych, to nie mam ochoty po pracy mimowolnie robić w głowie kolejnej korekty, tym razem językowo fatalnie, choć wizualnie nienajgorzej, prezentującemu się produktowi. Nie wiem, jakimi meandrami wędruje dziś marketingowa myśl wydawcy, ale na pewno nie takimi, które prowadzą do mnie jako klientki: bo według mnie wydawanie książki bez porządnej redakcji i korekty, za to w grubej okładce i na niezłym papierze (co jest praktyką boleśnie częstą), a nierzadko i promowanej w mediach, zakrawa na absurd. Skoro nie szanuje się mnie, potencjalnej czytelniczki, to nie zostawię pieniędzy w kasie księgarni, nawet jeśli mnie stać.

Niesłychanie złości mnie też mania wydawania różnych pozycji wyłącznie w wersji snobistycznie ślicznej grubookładkowej i co za tym idzie: koszmarnie drogiej. Ostatnio, przy okazji odwiedzin u koleżanki we Francji znalazłam sporo kieszonkowych wydań (tzw. le livre de poche) klasyki fantastyki w cenie sześć euro za egzemplarz. W Polsce albo nie znajdę tych książek wcale, albo w tak kosmicznie wysokich cenach, że serdecznie podziękuję za nabijanie komuś portfela — w tym wypadku nie wiem nawet komu, bo chyba niekoniecznie autorowi. Czy u nas naprawdę pomysł na wydawanie książek w wersji kieszonkowej niebędących lekturami szkolnymi spaliłby na panewce? Wydawcy chyba nie doceniają czytelników bądź wyraźnie ich lekceważą. Wcale się nie dziwię, że mają potem problemy finansowe. Poza tym, jeśli nowości w wersji elektronicznej są obecnie nierzadko w cenie lub droższe od książek papierowych, to o czym tu rozmawiać… 

To już koniec mojego narzekania: teraz będzie pozytywnie. Nawet omijając ten biznesowy wydawniczy mainstream w miarę szerokim łukiem, czytać, co oczywiste, się da. Po pierwsze: o czym wszyscy wiedzą, istnieją biblioteki. Nie potrzebują one chyba specjalnej reklamy. Po wtóre: osobiście polecam serwis Podaj.net. Korzystanie z niego polega na wymienianiu się z innymi użytkownikami książkami (papierowymi, zwyczajnymi). Dzięki Podajowi jestem szczęśliwą posiadaczką m.in. Surfacing Margaret Atwood, Traktatu o tolerancji Woltera, Koranu, Abecadła Kisiela, Portretu artysty z czasów młodości Jamesa Joyce’a i całego mnóstwa innych tytułów. Naprawdę świetna zabawa, jeśli tylko ma się trochę czasu i nieco niepotrzebnej literatury do oddania. 

Ostatnimi czasy z szaleńczym entuzjazmem eksploruję też biblioteki cyfrowe, w których czeluściach naprawdę można znaleźć najrozmaitsze skarby. Najprzyjemniejsze jest wyszukiwanie rzeczy, do których zawsze chciało się zajrzeć, a poza czytelniami bibliotek naukowych nie było to możliwe (chodzi mi głównie o starocie). Przypominam, że 70 lat od śmierci autora wygasają majątkowe prawa autorskie, a teksty przechodzą do domeny publicznej. Wówczas takie dzieła można zupełnie legalnie pobierać z sieci, publikować, ekranizować, rozpowszechniać itd. To naprawdę miłe uczucie mieć Tekę Stańczyka, dramaty Jana Augusta Kisielewskiego czy Bunt Władysława Reymonta w zasięgu kilku kliknięć w zasobach Polskiej Biblioteki Wirtualnej, a nie szukać ich gorączkowo po rozmaitych bibliotekach (katalogi kartkowe to piękna sprawa, ale piękniejsza zdecydowanie we wspomnieniach) czy antykwariatach. Teraz tylko wystarczy poczekać, aż ceny czytników staną się trochę mniej absurdalne, i można będzie klasykę czytać, czytać i czytać. 

A na koniec, powiem przekornie, odbiegając od tematu i wracając poniekąd do tematyki poruszonej we wstępie: ja tam się nieczytającym wcale aż tak bardzo nie dziwię. Wyedukowano nas i edukuje się nadal innych w systemie, w którym do czytania ludzi się zmusza. Przymusowi człowiek się albo poddaje, albo stara się go ominąć. Koniec przymusu to dla wielu koniec czytania. Doskonale to rozumiem. A patrząc na to, co serwują czasem w księgarniach pod postacią tzw. książki  (ot, poradniki sław itp.), sądzę, że niekiedy zdecydowanie lepiej — zamiast pogrążać się w lekturze tego chłamu z liter — pójść na basen, na spacer, na rower czy choćby obejrzeć ciekawy, nawet mało ambitny film.

Parę ciekawych okołoksiążkowych linków:
Podaj.net
Projekt Gutenberg
Books.google.pl
Federacja Bibliotek Cyfrowych
Polska Biblioteka Internetowa
Bookcrossing
Feedbooks.com
Wikisource.org

 

Komentarze

  1. jadwiga

    dzisiaj

    każdy może wydrukować to na co ma tylko ochotę. Może wybrac papier , wielkość, kolor okładki i inne takie. Za to w końcu płaci drukarni. Często bez korekty. A że kazdy woli na lepszym papierze czy grubej okładce – to mamy to co mamy. Równiez płaci za promocję w mediach. I ją ma – taką za jaką zapłacił. 

    Za komuny było inaczej. Ale czy lepiej?

     
    Odpowiedz
  2. udobrzanska

    I bardzo dobrze. Do głowy

    I bardzo dobrze. Do głowy by mi nie przyszło, aby w jakikolwiek sposób wpływać na zabranianie takich praktyk. Wydawcy chcą, to płacą, i mają to, za co płacą, owszem. Wolny rynek. Mnie efekt się nie podoba, więc go nie kupuję. I krytykuję. A że niewykupione nakłady w końcu idą na przemiał: cóż poradzę, szkoda.
    W tym kontekście irytuje mnie natomiast powszechne biadolenie na niedobrych nieczytających, na kiepską sytuację rynku wydawniczego (m.in. pewnie w związku z nieczytającymi) i — tak, jak najbardziej — na internautów (kolejnych nieczytających zapewne…) piracących książki z sieci. Jest przyczyna, jest i skutek. Ale to już chyba temat na odrębną dyskusję.

    Daleko mi do gloryfikowania komuny (kilka lat miałam, kiedy się skończyła, więc wiele nie pamiętam), ale przyznam, że naprawdę miło się czyta ówczesne wydania z korektą na poziomie w porównaniu z wieloma pozycjami wydanymi stosunkowo niedawno.

     

     
    Odpowiedz
  3. Halina

    Trudno zgodzić się z niektórymi argumentami

     Daleka jestem od bagatelizowania sondaży, ponieważ granica błędu w badaniach statystycznych, jak ogólnie wiadomo jest niewielka.  Postęp w jakiejkolwiek dziedzinie wiedzy czy działalności, nie jest możliwy bez przeprowadzenia odpowiedniej diagnozy.  I nie w biadoleniu rzecz, ale w przekazaniu w miarę rzetelnej informacji o symptomach pewnej  postępującej "choroby". Opierając się na wynikach diagnostycznych, można podjąć sensowne " leczenie" , t.j. wdrażanie odpowiednich strategii i programów naprawczych. Dokonać można tego tylko na pierwszym etapie socjalizacji, a więc własnie w placówkach oświatowych -przy aktywnej współpracy rodziców. Szkoła , w której pracuję, przystąpiła już 3 lata temu do programu " czytające szkoły". Organizatorzy tych akcji, położyli nacisk na dobrą wolę nauczycieli. Program ten wdrażany jest z powodzeniem zarówno w gimnazjach czy liceach, jak i w nauczaniu wczesnoszkolnym. Wiele szkół może pochwalić się nie tylko dobrze wyposażoną biblioteką, ale również specjalnie wydzielonymi miejscami do spotkań z literaturą. Nie wszyscy więc ulegają niepotrzebnemu zniechęceniu, biadoleniu, czy frustracji. Od wielu lat pedagodzy i psycholodzy mają świadomość, że rola książki w samorozwoju człowieka jest niezastąpiona i niepodważalna. 

    Nie sądzę, by badania empiryczne zmierzające do rozpoznania i opisania zjawiska zwanego " zasięgiem książki w społeczeństwie"-miały na celu podział społeczeństwa na " lepszych" i " gorszych". Raczej chodzi w nich o  obecność/ nieobecność książki w życiu człowieka, która istotnie może wpłynąć na jakość jego życia. Z tego też względu zapewne znawców tematu taki stan może martwić. To wielka szkoda, że nie znalazł się nikt, kto rozbudziłby w nich motywację i zamiłowania czytelnicze. To nie badania dokonują stratyfikacji społeczeństwa, ale istniejąca rzeczywistość. To prawda, że po ustaniu przymusu nauki, następuje zwykle załamanie postaw czytelniczych, ale tylko wtedy, gdy motywacja ustaje, a nawyki czytelnicze nie zostały głęboko zakorzenione. Lektury- jak najbardziej mogą zmotywować młodzież do kontaktu z oryginalną literaturą. W pewnym sensie jest to działanie celowe. Każda książka jest okazją do przemyślenia i wybrania jak najskuteczniejszego chwytu mobilizującego ucznia.

    To prawda, że wśród ofert wydawniczych pojawia się coraz więcej chłamu i mniej wyrobionemu czytelnikowi trudniej będzie oddzielić go od pozycji wartościowych. Na rynku książki doszło do pewnej dysproporcji; za pisanie wzięło się tylu, że czytać nie ma komu. Może więc słusznie badacze " biją na alarm", aby ratować młode pokolenie, bo to od nas dorosłych zależy, czy położymy odpowiednie podwaliny i pokierujemy tak ważnym procesem. Czytanie, to proces ciągłego doskonalenia myślowego, ciągłego rozwoju i dojrzewania. Trudno więc o optymizm, kiedy " gołym okiem" widać, że młode pokolenie-wiedzy szuka w internecie, chętnie korzysta z gotowych opracowań. Poza tym- czytelnictwo skutecznie niszczy moda na facebook i płytkie pisaniny. Dzisiaj większość niestety- woli pisać niż czytać.

     
    Odpowiedz
  4. elik

    Oferta, czy pokusa?……

    Słusznie Panie potwierdzają, że "wśród ofert wydawniczych pojawia się coraz więcej chłamu". Jednak chyba warto bardziej zastanowić się i rozważyć, czy taki stan rzeczy jest wyłącznie następstwem tego, że "większość woli pisać, niż czytać."

    Wg. mnie dzisiaj większość ulega pokusie i wybiera sposób, styl życia taki, jaki jest im ukazywany, oferowany, czy lansowany w mediach, także w wielu pozycjach literatury współczesnej. Dlatego owa większość woli trwonić dany czas (życie) m.in. bezrefleksyjnie czytać lub oglądać i słuchać, jak leci TV, a nawet gapić się, czy podglądać innych.

    Czytanie uważne (refeksyjne) tylko wartościowej – właściwej lektury może być znaczącym i pożądanym czynnikiem prawidłowego rozwoju, doskonalenia, wychowywania etc.

    Lecz mocodawcy, dysponenci, właściciele i współ-twórcy, także oferenci, dystrybutorzy większości wydawnictw w RP, także na świecie. Mają w tej szalenie istotnej i brzemiennej w skutkach sprawie diametralnie inne poglądy, przekonania i intencje.

    Dlatego trudno przecenić rolę i znaczenie, tych osób, które chcą i potrafią nie tylko zachęcić, inspirować, do czytania, lecz również wskazać podopiecznym źródło wartościowych lektur.

    Szczęść Boże!

     
    Odpowiedz
  5. Halina

    Panie Zbigniewie

     Znana anegdota opowiada o początkującym pisarzu, który przyszedł do Tomasza Manna z prośbą o ocenę swoich utworów. Po uważnym wysłuchaniu kilku z nich-  Mann odpowiedział: " Musi Pan czytać, czytać, jak najwięcej czytać!" Dlaczego"?- pyta zdumiony autor.

    " Jeśli będzie pan dużo czytał, to nie będzie miał pan czasu na pisanie":)

    Pewnie niejednemu współczesnemu autorowi- zasugerowałby to samo-mniej byłoby tzw. chłamów na półkach.

    "Kto czyta żyje powójnie",znana myśl Umbero Eco-więc czytajmy książki, które mają " życie " w sobie. Książka umiejętnie dobrana, posiada ogromną wartość -ma szansę wzmacniać to, co w człowieku najlepsze.

    Szczęść Boże

     
    Odpowiedz
  6. elik

    Sz.Pani Halino

    Dziękuję za próbę odniesienia się, do mojego wpisu i gratuluję Pani poczucia humoru.

    T.Mann prawdopodobnie, dzięki innym realiom epoki i osobistej kulturze, w tym nabytej taktowności, czy skromności. Interlokutorowi nie nadmienił, ani nie polecił, żeby czytał wyłącznie jego książki i podobnych autorów.

    Jednak nadal uważam, że wydaje się mało roztropne upieranie się, przy wcześniej sformułowanej tezie. Czy rzeczywiście wystarczy potencjalnemu twórcy, autorowi nabyta wiedza wskutek dużej ilości przeczytanych lektur, książek, bądź innych publikacji, aby uzyskać odpowiednią i pożądaną jakość twórczości?……

    Przecież współcześni twórcy, autorzy wcale nie są mniej zdolni, inteligentni, czy mniej oczytani i wiedzący. Jednak zwykle wyróżniają się tym, że ich twórczość nie jest ponadczasowa, genialna, wybitna, ani piękna, wartościowa, refeksyjna, ubogacająca etc. Raczej bardzo często przeciętna, a nawet bezwartościowa, czy wręcz wulgarna, obsceniczna, tj. szkodliwa, gorsząca, deprawująca, demoralizująca czyteników.

    Jakość twórczości chyba przede wszystkim zależy, od stanu ducha  autora – talentu, natchnienia i wyobraźni, także jego woli, czy kultury osobistej, predyspozycji i uzdolnień, a chyba jednak najmniej, od nabytej wiedzy wskutek czytania. To nie znaczy, że powszechność czytelnictwa – czytanie wartościowych lektur jest czymś bez znaczenia albo niepożądanym lub niewskazanym.

    Pozdrawiam Panią serdecznie i przepraszam, że dzięki Pani Małgosi nadal muszę występować, pod innym nickiem – Zbigniew

     
    Odpowiedz
  7. udobrzanska

    @Halina (ale nie tylko

    @Halina (ale nie tylko 🙂

    Ok, są sondaże i są sondaże. Nie trafiła do mnie informacja (przyznam, nie szukałam jej) o metodach prowadzenia takowych, trafiają do mnie głównie tendencyjne interpretacje. Zgadzam się, badanie empiryczne nie dzielą ludzi na lepszych i gorszych, czynią to — być może mimowolnie — ich interpretatorzy (vide: idiotyczna akcja "Ustąp miejsca czytającemu"). 

    Jeśli w mediach co rusz pojawiają się wyniki "sondaży" prowadzonych przez telefon na grupie statystycznej 500 osób, to moje zaufanie do badań empirycznych jako takich nie wzrasta. Co nie znaczy, że całkowicie je bagatelizuję. Wiem, że istnieją poważne ośrodki diagnostyczne prowadzące badania rzetelnie i całkiem prawdopodobne, że mamy z nimi do czynienia w tym wypadku. W tekście w pewnym sensie ta kwestia została świadomie przerysowana, ponieważ moim zdaniem panuje dziś trend bezkrytycznego uwielbienia dla wszelkich danych opatrzonych słowem "sondaż", "badanie", "statystyka". Trochę zdrowego dystansu i kpiny nie zaszkodzi.

    Bardzo pięknie, że pedagodzy i psycholodzy zdają sobie sprawę z wartości książki. Mam jednak nieodparte wrażenie, że książka uległa dziś fetyszyzacji. Pisze Pani: "Czytanie, to proces ciągłego doskonalenia myślowego, ciągłego rozwoju i dojrzewania". A ja podkreślę: zależy czego
    czytanie. I nie tylko czytanie. Także kontakt z innymi dziedzinami sztuki (muzyka, malarstwo, fim). Mam nieodparte wrażenie, że ten aspekt dziwnym trafem jest bardzo rzadko brany pod uwagę. 

    Nie mam zamiaru dowodzić, że czytanie nie jest wartościowe, natomiast sądzę, że współcześni nauczyciele zachłyśnięci niepodważanym prymatem papierowej książki (na którym się wychowali) nie dostrzegają bądź nie umieją dostrzec innych przejawów współczesnej kultury. Młodzi ludzie czytają komiksy, masowo oglądają filmy, słuchają rozmaitej muzyki (nie tylko popu), ale w szkole oczekuje się od nich jedynie dyskusji o konkretnych, zadanych lekturach, które cieszą się tak złą sławą (skądś wynikającą), że wśród uczniów panuje powszechne zdumienie, jeśli którakolwiek okaże się ciekawa. Gdzie zatem miejsce na deklarowaną i modną ostatnio intertekstualność? Gdzie — na interdyscyplinarność? Jasne, że trudno to zmieścić w obecnie funcjonującym systemie, ale obawiam się, że jakakolwiek zmiana systemu z obecnym nastawieniem dziesiątek (bo oczywiście wiem, że nie wszystkich) nauczycieli(-ek) wiele by nie zmieniła.

    I tak, zamiast np. umiejętnie połączyć trylogię Sapkowskiego z trylogią Sienkiewicza, wskazując na ewolucję powieści historycznej (to oczywiście tylko przykład ilustrujący mój punkt spoglądania na tę
    kwestię), o pierwszym pisarzu, popularnym wśród części młodzieży, mówi sie niewiele — czyli, zapytam przekornie: mam rozumieć, że tego typu literatura nie jest oryginalna? — (gdzieś tam się Wiedźmin
    pojawia w podręcznikach, dobrze że choć tyle), a wpojenie młodym treści Potopu traktowane jest niczym być albo nie być polskiej kultury i jakoś mało kto chce pamiętać, a już na pewno wyrażać expressis
    verbis, że pierwotnie była to gazetonowela w odcinkach, gazetonowela, którą teraz niemalże każe się czcić.

    Inna kwestia: obecnie kultura (w tym literatura) wysoka miesza się z niską w zakresie tak znacznym, jak chyba nigdy wcześniej. Jeśli nie nauczy się dzieciaków rozmawiać także o tej naprawdę niskiej,
    rozumieć mechanizmów, które nią rządzą (np. schematy fabularne komedii romantycznych, kryminałów), jak można oczekiwać, że będą umieli interpretować kulturę (w tym literaturę) wysoką? I jeszcze mieć nadzieję, że znaczna część po zakończeniu edukacji bedzie czytała dla przyjemności, dajmy na to, Czarodziejską górę?! 

    To nie Facebook jest zły i nie Internet. Problem leży w tym, że nikt nie uczy dzieci i młodzieży, jak szukać tam pereł, a nauczyciele/-ki (przeprawszam za generalizowanie) żyją w złudnym przeświadczeniu, że jednynie to, co wydrukowane ma jakąś wartość. Bzdura! Dzieciaki korzystają ze ściągi.pl i Wikipedii (która umiejętnie stosowana jest przydatnym narzędziem) między innymi dlatego, że nikt im nie pokazał, jak dotrzeć do internetowej encyklopedii PWN badź serwisu Staropolska.pl. A FB, przy całym mnóstwie jego wad, to niekoniecznie tylko moda na płytką pisaninę: to społeczny fenomen, dzięki któremu ludzie z całego świata mogą wymieniać się informacjami oraz prowadzić ciekawe dyskusje np. na temat kultury właśnie.

    Problem leży zatem nie tylko w nieczytającej młodzieży. (Nie wszyscy bedą czytać, nigdy tak nie było i nie będzie). Problem leży także w dorosłych, także, a może głównie, nauczyciel(k)ach — nierozumiejących i niedoceniających roli nowych mediów, które to media dla współczesnych dzieci, a już na pewno nastolatków, stają się nierzadko pierwotnym środowiskiem kontaktu z szeroko rozumianą kulturą i miejscem, gdzie mogą być nie tylko jej odbiorcami, ale i — tak, często nieudolnymi — twórcami [obecnie obok Youtube, fotoblogów i rozmaitych galerii internetowych istnieją setki blogów, w tym literackich bądź recenzenckich, a także sporo serwisów poetyckich, publikowane są opowiadania np. fantastyczne, funkcjonuje tzw. dziennikarstwo obywatelskie: tam przecież udzielają się też licealiści(-tki), a może i młodsi]. I bardzo dobrze, niech tworzą, niech piszą. Szkoda, że szkoła tego nie dostrzega. Znajomość zainteresowań ucznia to przecież znacznie lepszy punkt wyjścia do zachęcenia do lektury konkretnego rodzaju tekstów (np. poezja, dramaty, teksty źródłowe) niż odgórne programy mające na celu uzdatnienie tworzywa, jakim tym samym staje się młody człowiek, do jakiegoś abstrakcyjnego "czytania" jako wartości samej w sobie.
     

    Pozdrawiam serdecznie.

     
    Odpowiedz
  8. ahasver

    Książka jest jak przyprawa i przygoda.

    Nadmiar książek (7 całych na tydzień + kilkadziesiąt "do przypisów") sprawił, że zagubiłem się w języku. Od 2 lat ograniczam się do 1 książki tygodniowo, resztę czasu poświęcając na pracę, sport, zabawę i życie. Zauważyłem prostą zależność pomiędzy praktyką i umiejętnością jej interpretacji, którą uszlachetnia lektura. Zagubienie w interpretacjach prowadzi do nadinterpretacji i zasłania żywioł życia. Niejednokrotnie, również we własnych tekstach, padłem ofiarą abstrakcyjnej filisterszczyzny, zupełnie oderwanej od prawdy-bycia. Książki są dodatkiem i nadbudową, nie stanowią treści egzystencji. Pozwalają kształtować język, myśli i odniesienie względem drugiego człowieka: wówczas "uzdrawiają" krew. W momencie, kiedy zamieniamy się w "mole książkowe", grozi nam filisterskie wynaturzenie i wszelkie schorzenia, które z niego wynikają: decadence i resentiment. Literatura, filozofia i wszelkie "logie" prowadzą do wzrostu życia. Jeśli jednak człowiek zatrzymuje się w lekturze – biada mu i żałość. Lepiej czytać mniej, lecz jeśli już – niech będą to książki, które rzeczywiście wzmagają głód lektury. 

    _________________________________________

    Polecam serdecznie:

    Paul Evdokimov "Sztuka Ikony", przeł. Maria Żurowska, Warszawa 2003.

    Książka, która udowodniła mi, że filozofia mojego ukochanego Mistrza Fryderyka Nietzschego w istocie swej znajduje swoje spełnienie m.in. w… Prawosławiu. Jej lektura w zaciszu górskiej chaty obróciła mój mózg o… 360 stopni. Lektura przystępna, pisana z pasją i erudycją, a przede wszystkim piękna niczym blask ikon.

    _________________________________________

    A teraz – do pracy

     

     
    Odpowiedz
  9. misjonarz

    Pewnie się mi oberwie po

    Pewnie się mi oberwie po tym komentarzu. No ale nie boję się, najwyżej ktoś zacznie mnie "przeklinać a później będzie to co mówiłem" – stany poddepresyjne.

    Zachwalasz tego Nietschego a przecież to był człowiek "zniewolony", jeżeli nie powiedzieć, że opętany.

    Dowody ? – proszę

     

    "

    Po powrocie z wojny zapadał Nietzsche coraz bardziej na zdrowiu. W r. 1876 pisał: "Kilkakrotnie uszedłszy śmierci, okrutnie dręczony, tak żyję z dnia na dzień; dzień każdy ma dzieje swoich cierpień". Straszliwe bóle głowy i nerwowe ataki zmusiły go do wzięcia urlopu na rok, który spędził częścią we Włoszech (do maja 1877), częścią w szwajcarskich miejscowościach leczniczych. Po powrocie rozpoczął znowu wykłady. Lecz zdrowie jego było już nazbyt podkopane. Niemożność spełniania obowiązków zniewoliła go naprzód do proszenia o dymisję z nauczycielstwa w Paedagogium, poczym zrzekł się stanowiska profesora w uniwersytecie bazylejskim.

    Odtąd choroba jego zaczęła coraz wyraźniej przechodzić w obłęd. Od stycznia 1879 r. do tegoż miesiąca roku następnego miał Nietzsche 118 gwałtownych ataków, jak się zdaje, epileptycznych (11). Kilka lat następnych, zawieszony między życiem a śmiercią, walczył ustawicznie z niemocą. Wreszcie choroba umysłowa zdeklarowała się w sposób niewątpliwy (12). Pani Przewóska (str. 8) twierdzi, że autor Zarathustry znajduje się obecnie w domu obłąkanych.

    Dzieła Nietzsche’go, dotyczące literatury i starożytności greckich, a pisane w czasie, gdy ich autor cieszył się jeszcze względnym przynajmniej zdrowiem, zwróciły na siebie uwagę zaledwie garstki specjalistów. Natomiast płody jego literackie z okresu, kiedy choroba umysłowa rozwinęła się w całej pełni, rozsławiły imię Nietzsche’go po Europie, zjednały mu tłumy czytelników i wielbicieli, uczyniły zeń bożyszcze "nowej" mądrości.

    Inne dowody ? – ok. pytanie ? – czy Hitler był opętany ?

    W słynnej książce "Egzorcyzmy Annelise Michel", w wyniku modlitw ujawniają się demony a jednym z nich jest "Hitler". Co to ma wspólnego z Nietschem ?, ano cały nazizm powstał na "kanwie całego ideologii nadczłowieka" – której propagoatorem był Nietsche. Nietsche był "ogromny przeciwnikiem Chrześcijaństwa i głosił "śmierć Boga" a nie chodziło mu o to, że (Jezus kiedyś umarł na krzyżu) ale chodziło mu o to, że "Chrześcijaństwo jest w upadku".

    No i właśnie – "całe New Age".  Czyli ideologia w stylu "masz w sobie potęgę i moc", "możesz z niej korzystać".  "Możesz mieć supeerumysł", "możesz mieć nadludzkie zdolności paranormalne (nibynormalne)". "Możesz wpływać na rzeczywistość jak ci się podoba". "Kosmos, gwiazdy to jest coś co rządzi światem".

    No i jeszcze jedan "utopia" New Age – "kościół katolicki upada", "jest w odwrocie", w 2012 będzie "koniec Chrześcijaństwa" i zacznie się "era Wodnika".

    No i właśnie "ideologia ideologię idologią pogania".  Bo ktoś chce właśnie tzw. "neopogaństwa" albo wprost pogaństwa mówiąc, że ono wyzwala. 

    Prawda jest inna – pogaństwo ogranicza i ZNIEWALA.

    No i właśnie "nadczłowiek" – obecnie jest mnóstwo idei mówiących o tym a to jest tożsame z tym co było u "początków".  Człowiek słucha podszeptów szatana a one brzmią "będziecie, jak Bóg". Ta historia powtarza się niestety przez pokolenia. Człowiek chce zastępować Boga i "ubóstwia siebie".

    Konsekwencje tego są coraz straszniejsze – "coraz więcej dezintegracji osobowości", patologie osobowości, depresje, choroby psychiczne, zniewolenia (również alkohol, narkotyki i inne nałogi), zniewolenia demoniczne, opętania.

    No i właśnie – "cały zabobon" – "wiara, która staje się zabobonem", bo człowiek "traci rozum gdy traci Boga".

         Teraz na koniec trochę optymizmu.  Jest jeszcze w Polsce "świadomość prawdziwej Boskości i sacrum".

    Bóg nie umarł, Bóg codziennie na setkach ołtarzy przychodzi do człowieka tak samo, jak przyszedł 2000 lat temu. Przychodzi, chociaż "czasem umiera w sercach ludzkich".

    On przychodzi a przychodzi bo jest w Polsce jeszcze "NIepokolana i np. Niepokalanów". Jest jeszcze sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie Łagiewnikach i Matka Boża Miłosierdzia, są zakony kontemplacyjne. Polska ma obronę i ochronę.

    Matko Boża, niepokoalana Matko zbawiciela módl się za nami.

    Zdrowaś Maryjo, łaski pełna……………………………..

     

     
    Odpowiedz
  10. misjonarz

    A po co to czytać ? Jeżeli

    A po co to czytać ? Jeżeli osoba, która pisała takie teksty "zwariowała" (i  to tak ekstremalnie, np. pił własny mocz itp), to czy "czytający kiedyś nie zwariuje" ?

    No bo "nie zwariuje". Moim zdaniem On nie miał choroby psychicznej, lecz był opętany – czemu ?

    No, jak się pisze o bzdurach i w nie się wierzy to potem są skutki.

     
    Odpowiedz
  11. elik

    Toksyczna oferta.

    @misjonarz

    Dziękuję Panu za wcześniejsze wpisy i dobitne ukazanie, że dowolne i beztroskie czytanie, także słuchanie i oglądanie wszystkiego, co jest oferowane. Wcale nie zawsze jest  wskazane, pożądane i pożyteczne, ani ubogacające, wychowujące i bezpieczne. Szczególne zagrożenie toksyczną ofertą występuje wśród dzieci i młodzieży.

    To wcale nie jest przypadek, ani rzecz bez znaczenia, że w RP, także na całym świecie  – wśród twórców, artystów, autorów książek i właścicieli wielu wydawnictw, także mocodawców, dysponentów, czy współtwórców (redaktorów, reżyserów, dziennikarzy) największych innych ośrodków medialnych, bądź propagandowych, w tym portali internetowych.  Dominują ateiści, bezbożnicy, współcześni poganie, innowiercy, także ludzie o orientacji lewicowej, libertyńskiej, czy liberalnej.

    Pozytywnym jest to, że w portalu "Tezeusz" jeszcze dominują ludzie dobrej woli i chrześcijanie.

    Szczęść Boże!

     
    Odpowiedz
  12. ahasver

    @misjonarz

    Eeech… Chciałem Ci coś napisać i nawet napisałem, niemniej ostatecznie wcisnąłem ctrl + c i schowałem wypowiedź do archiwum uznawszy, że nie będę na oficjalnym forum komukolwiek czegokolwiek zarzucał zwłaszcza, że jest to moja 666 wypowiedź i pewnie jeszcze przestraszyłbyś się i próbował odesłać mnie do egzorcysty.

    Jesteś niewątpliwie pobożnym człowiekiem i jest czymś bardzo wartościowym i wysokim, że są tacy ludzie jak Ty. Twoja forma pobożności jest mi obca i odległa, ale nie będę się z Tobą wykłócał o to, jaka forma jest najbardziej odpowiednia; tyle form, ilu ludzi, a ścieżki Pana są nieznane. Mnie właśnie lektura Nietzschego zainspirowała do przeczytania Biblii i poszukiwania w Niej Mocy, więc coś w tym Nietzschem dobrego musiało jednak być…

    Wąsacz ów mógł być człowiekiem bardzo serdecznym i dobrotliwym względem innych ludzi, na co wskazują opracowania historyków i biografów, a także epizody ekstatyczne, które przeżywał obok zamroczeń. Kochał życie, a to jest chyba miarą Boskiej ingerencji. To, że popadł w obłęd, to zupełnie inna historia. Nie można dyskryminować ludzi z powodu ich problemów psychicznych, ani imputować im opętania. To bardzo niesmaczne i nie fair. Przecież sam miałeś epizody depresyjne.

    Wracając do tematu dyskusji – polecam lekturę dzieł Nietzschego, choć jest to lektura trudna i wymagająca czasem przymrużenia oczu.

    Pozdrawiam.

    ___________________

    @Elik

    Istotą rynku wydawniczego jest wolność. Cenzurę znamy z czasów komuny; nie wyszła nikomu na dobre, wiele cennych dzieł przepadło, a ludzie zostali niedouczeni. Spora część pisarzy to wariaci, niemniej świadoma lektura ich dzieł bardziej wzbogaca człowieka niż go uszkadza. Van Gogh też był wariatem, a jego obrazy są po prostu cudne. Podobnie z książkami. Źle odczytana Biblia równiez może mieć negatywne skutki. Ustawiczne i negatywnie nacechowane emocjonalnie wskazywanie, że na rynku wydawniczym jest mnóstwo pozycji, które stanowią odstępstwo od orientacji prawicowej jest równoznaczne z sugerowaniem cenzury przez redukcję kryteriów wydawniczych do prawicowej stronniczości. Osobiście mam socjaldemokratyczne i konserwatywno-liberalne poglądy polityczne, lewicowe poglądy w kwestiach związanych z prawem, niemniej bardzo prawicowe poglądy moralno-etyczne. Świat jest wielowymiarowy, kolorowy, a nie czarny lub biały. Powinniśmy romawiać i konstruować coś, co służy dobru zarówno lewaków jak i prawaków. Jeździmy na tym samym podwoziu, choć nadwozia różne. Droga jest jedna, choć mnóstwo kierunków.

    Pozdrawiam serdecznie.

     
    Odpowiedz
  13. misjonarz

    Nie, nie jestem

    Nie, nie jestem pobożny.   Jestem zakochany. W kim ? w Jezusie jestem zakochany.

    Natomiast co do tej ciemnej strony naszej osobowości to trochę inna sprawa. Różni święci przeżywali z tego powodu różne kryzysy. Nazywają się one (różnie mówią) ale ogólnie "nękania diabelskie". No ale te "nękania" były głównie zewnętrzne. Rzadziej to były jakieś "wewnętrzne głosy" – "dziwne głosy". No ale takie się zdarzają – można być blisko Pana Boga a go nie odczuwać. Można być blisko niego a czuć do nieg niechęć. W końcu można być blisko niego a niejako "bluźnić przeciwko niemu".  Tak się zdarza, ale jest podstawowa różnica między nimi a innymi ludźmi "zniewolonymi".  Ludzie święci z czasem zaczynają "gardzić złymi duchami" ( z czasem bo czasem jest im ciężko rozróżnić co jest Boże a co jest "podróbką złego ducha" i to dlatego np. różne "zjawienia się P Boga, Matki Bożej" nie są podstawą ich wiary.

    Obserwując "scenę religijną" zauważam, że obecnie coraz więcej jest zachwytów różnymi "pseudomistykami" – przykład ? "tzw. objawienia w Medjugorie", czy np. Vasula Ryden.

    No i przede wszystkim bardzo rzadko się zdarza, że ludzie święci mają jakieś "problemy psychiczne". Czasem się zdarzają ale na innym gruncie – to są tzw. skrupuły, które mogą dezintegrować. Bo skrupuł skrupułowi nie równy. Nawet św Ignacy mówił, że oprócz nich istnieją tzw. "sądy fałszywe" – to one moim zdaniem powodują problemy. Niestety to się zdarza a objawia się to np. tym. że jakaś osoba nagle uważa za grzech co jest zupełnie bezpodstawne ( Ignacy mówi, że dzieje się tak gdy ktoś uważa za grzech gdy nadepnie nogą na jakieś patyki, które mają kształt krzyża). Co do skrupułów – często się zdarzają ale święci wiedzą co z tym robić.

    Niestety – moim zdaniem ludzie z pokroju o Rydzyka nie mają takiej wiedzy.

    Jeszcze co do tych opętań – to też jest sprawa skomplikowana, bo osoba "całkowicie owładnięta" nie jest moralnie odpowiedzialna za to co się z nią dzieje obecnie. Za to nie jest, natomiast jest odpowiedzialna za to co się działo "przed faktem np. opętania".

    Napiszę jeszcze o jednej rzeczy – dosyć nierozumianej przez niektórych. W życiu oprócz tzw. pociech duchowych istnieją stany strapienia duchowego. Z pewnego fragmentu dz. św s Faustyny Kowalskiej wynika, że właśnie w tych stanach "Jezusowi najbardziej jest miła nasza pobożność". Czemu ? – ano temu, że wtedy właśnie trzeba zaufać. Gdy nie czuje się swojej pobożności to wtedy trzeba się właśnie "napocić" aby trwać przy Bogu. Bo Jezus nie obiecał swoim poddanym łatwego życia – zrobił coś wręcz przeciwnego "chcesz iść za mną ? – to weź swój krzyż i mnie naśladuj".  Tak więc "krzyże" mogą być zewnętrzne (np. choroba ciała) ale też wewnętrzne (tzw udręczenia lub posuchy duchowe). Czemu tak się dzieje ? Św Ignacy mówi, że dzieje się tak aby "człowiek nie panoszył się w nie swoim gnieździe", czyli nie przypisywał sobie swojej pobożności aby zrozumiał, że "pobożność to jest łaska i dar" , który należy przyjąć z wdzięcznością i pokorą.

    Tak więc zdrowa pobożność to ufność i pokora. O ile ta pierwsza jest stosunkowo łatwiejsza no to z pokorą są problemy. Tak jest bo pokora wymaga uwagi i myślenia. Św s Faustyna Kowalska pisała "szatan tylko pysznych i tchórzliwych zwyciężą a pokorni mają moc". Pokora jest trudniejsza bo "zasadza się na pokornym znoszeniu krzywd i upokorzeń". Tu jest problem (np. ja tak mam czasem, że mi trudno to przyjąć).

    Co do pokory – jest tutaj jeszcze "inna sprawa" – bo trzeba wierzyć np. księżom, ale moim zdaniem nie "każdemu ich zdaniu". Co innego przyjmować to co mówią np. o sakramentach o mszy św. a co innego

    "słuchać ich własnego zdania". Znów odniosę się do św s Faustyny. Modliła się ona pewnego dnia "Panie daj nam kapłanów doświadczonych". Czemu tak się modliła ? – ano temu, że spotkała się w życiu z kapłanami, którzy nie rozumieli jej życia duchowego. Tak samo było np. w przypadku o Pio – no był raczej lekceważony czy wyśmiewany przez księży. Kiedyś sam stwierdził "wy księża mało rozumiecie"

    No tak ale to wcale nie znaczy, że nagle mamy "zdewaluować wszystkich księży". Ja lubię przy kwestii księży powtarzać to: "tylko św Jan stał pod krzyżem a pozostali uciekli". No tak ale później pomimo wszystko zjawili się w wieczerniku i oczekiwali zmartwychwstałego.

        To jest pewna kwestia – można niejako nie znać zasad życia duchowego i niejako się mylić w pewnych kwestiach. Rada ? – moim zdaniem jedna 🙂 "rekolekcje ignacjańskie, lub tzw. specjalne rekolekcje dla kapłanów".

    Co pozostaje nam  -wiernym ? ano trzeba się modlić za tych kapłanów.

     

    to narazie tyle – cześć

     
    Odpowiedz
  14. udobrzanska

    udobrzanska

    A u mnie Tako rzecze Zaratustra leży na półce i ciągle czeka na lepsze czasy. Po lekturze powyższych komentarzy czuję, że lepsze czasy nadejdą dla tej książki już wkrótce… 😉

     
    Odpowiedz
  15. Halina

    Pani Urszulo

     Nie jestem polonistką, więc niejako nie jestem uprawniona do krytyki programów nauczania, podręczników czy oceniania pracy nauczycieli, ale swoje zdanie, owszem mam. Z tego co wiem, nauczyciele mają pewną swobodę w wyborze pewnego zasobu książek, które należą do kanonu, pierwowzoru czyli klasyki gatunku. Lektura daje uczniowi niejako klucz, aby umiał rozpoznawać i rozumieć daną epokę literacką. Poza tym rodział poświęcony danej epoce kończy pozycja " Lektury dla ciekawych", pozwalająca zainteresowanym uczniom poszerzyć wiedzę. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby przy okazji omawiania Trylogii, nawiązać do Trylogii husyckiej Sapkowskiego. Co prawda literatura fantazy ,nie należy do kanonu, ale znam wielu uczniów, którzy pisali prace maturalne na ten temat. Jestem przekonana, że literatura ujmowana jest w ścisłym związku z innymi sztukami. Zasada integralności działa ustawicznie. Kultura ma charakter dialogowy-sztuka , muzyka, literatura-przenikają się wzajemnie.

    Nigdzie nie pisałam o czytaniu jako " sztuce dla sztuki". Program " Czytajace szkoły", naprawdę różni się od tej bzdurnej facebookowej akcji " Ustąp miejsca czytającemu". 

    http://www.calapolskaczytadzieciom.pl/ckfinder_pliki/files/Aktualno%C5%9Bci/Szkoly_list.pdf

    Chodzi nie tylko o wyrobienie zamiłowania książką, ale nauczenie wartościowania dostępnych tekstów kultury i nauczenie ich odbioru. " Czytam, rozumiem, potrafię opowiedzieć", czyli kształcenie językowo-komunikacyjne z kształceniem literacko-kulturowym.

    Nie sądzę też, że dla wszystkich uczniów lektury są złem koniecznym. Nigdy co do tego nie było, nie ma , i nie będzie jednej opinii. Niektórzy zachwycają się Krzyżakami, czy Potopem, traktując to jako ciekawe ksiązki przygodowo-historyczne. Z kolei inni dostają bólu głowy na samą myśl o tych opasłych tomach. Trudno się temu dziwić, już za zycia Sienkiewicz spotykał się nie tylko ze sławą i uznaniem, ale i z krytyką. Najpierw Prus, pózniej Gombrowicz i Sapkowski nie pozostawili " suchej nitki" na Trylogii. Dlaczego my nie mamy pozwolić młodzieży na wyrobienie sobie własnego zdania na ten temat. Zanim dałabym do ręki trylogię Sapkowskiego, wpierw i tak sięgnęłabym do zródła.

    Perły można znalezc również i wsród lektur..tutaj każdy ma prawo do własnej oceny. Bardzo dobrze, że jest jeszcze grupa ludzi,  która widzi w książce drukowanej niezastapioną wartość i myślę, że współczesne" fetysze" jak; internet i telewizja nigdy do końca jej nie wyprą. Nigdzie nie napisałam, że Facebook czy internet  jest sam w sobie zły. Zle się dzieje, gdy człowiek, szczególnie młody nie korzysta z niego we właściwy sposób, a niestety tak bywa aż nazbyt często. Na facebooku można porozmawiać na jakiś lekki temat, ale ciekawa dyskusja na temat kultury? Czy można w ten sposób dotrzeć  wgłąb człowieka, do jego myśli, refleksji?. Owszem, można wymienić się informacjami-i tylko tyle. Facebook podtrzymuje nasze-i tak już bardzo powierzchowne relacje z drugim człowiekiem.

    Jeśli chodzi o sondaże i sposób w jaki zostają przeprowadzane, to polecam do poczytania: " Czytelnictwo i metody jego badania" M. Skwarnickiego oraz " Z badań nad czytelnictwem i literaturą dla młodzieży" prof. A. Przecławskiej.

    pozdrawiam

     
    Odpowiedz
  16. udobrzanska

    Nowe media a książka

    @Halina

    Pani Halino, jak widzę, różnimy się głównie spojrzeniem na rolę tzw. nowych mediów w kształceniu. Zapewniam, że zdarzyło mi się (i zdarza) na FB poprowadzić conajmniej kilka/kilkanaście ciekawych rozmów na tematy kultury. Rozmów, które nigdy nie zaistniałyby w rzeczywistości, gdyż rozmówcy w chwili pisania często nie znali się osobiście, a poza tym znajdowali się w rozmaitych miejscach kuli ziemskiej. Moim zdaniem, młodzież nie korzysta z Internetu właściwie bardzo często tylko dlatego, że nie potrafi. Jak już wspomniałam: skąd ma wiedzieć, że znajdują się tam takie a takie sensowne strony, takie a takie dane, skoro nikt jej o tym nie powiedział, a sama niekoniecznie odczuwa pasję odkrywania np. digitalizowanych materiałów archiwalnych Radia Wolna Europa? Jak już dosadnie stwierdzałam poprzednio: to nie tylko problem młodzieży, ale i dorosłych.

    Abslutnie nie wrzucałabym Internetu i telewizji do jednego worka. (Gdy piszę "film", o telewizji myślę na szarym końcu). Telewidz to jedynie bierny odbiorca przyjmujący papkę, którą mu podają, ew. zmieniający kanał (choć mocno selektywne oglądanie wybranych programów ma sens). Zasadniczo jednak to od moru, głodu, ognia i wojny i telewizji zachowaj nas, Panie. Internet daje możliwość tworzenia i korzystania z kultury, moim zdaniem jest świetnym punktem wyjścia do zachęcenia do kontaktu z tekstem książkowym. Irytuje mnie, martwi i dziwi, że ten potencjał jest nierzadko niedostrzegany bądź marnotrawiony.

    Perły można znaleźć wśród lektur, owszem. Jeśli jednak stworzy się wyraźną opozycję: czytanie a szeroko rozumiane korzystanie z Internetu, to czytanie nie znajdzie się na najlepszej pozycji, a naczycielowi tym trudniej będzie wskazywać uczniom tam perły. Podobnie z przeciwstawianiem książki i filmu. Tu jednak sytuacja wygląda nieco inaczej, bo kino w przeciwieństwie do Internetu sensu largo, to sztuka. W tym wypadku nad przywiązywaniem nadmiernej wagi do wartościowania ("bo książka jest lepsza") długo bym się zastanawiała. Korzystanie z Internetu i kształtowanie świadomości czytelniczej mogą się naprawdę cudnie uzupełniać, ale przede wszystkim wymagałoby to od nauczycieli trochę wysiłku, by dokładnie "poznać wroga" i zobaczyć, jak można go wykorzystać do swoich celów. 

    Dziękuję wypowiedź, a także za odnośniki w postaci linku i tytułów, pozdrawiam.

     
    Odpowiedz
  17. elik

    Stan ducha twórcy.

    Istotą rynku wydawniczego, ale nie tylko winna być m.in. wartość, jakość, kultura i wolność, a przecież dominuje ilość, dowolność, przeciętność, chałtura, a nawet nowy rodzaj cenzury tj. porawność polityczna. Dlatego cenzura była i nadal jest, choć mniej restrykcyjna i zupełnie inna.

    Stan ducha (wiara, świadomość, usposobienie, natchnienie) twórcy może być dwojaki, a jego następstwa diametralnie różne, choć absolutnie nie są tożsame z stanem chorobowym, jakim są zaburzenia psychiczne, czy neurologiczne.

    Umiejętność i zdolność odczytywania treści  (właściwego poznawania, rozumienia i odczuwania) rzeczywiście warunkuje i określa, jaki jest efekt (skutek) czytania, czy recepcji, odbioru dzieła.

    Natomiast pożytek czytania, czy poznawania, odbioru, podziwiania innego dzieła – wg. mnie nie należy ustalać, klasyfikować, oceniać i rozstrzygać wg. orientacji (światopogądu) twórcy, lecz j.w. jego stanu ducha i obiektywnych kryterów, wartości, czy właściwości.

    Przecież m.in. wielkość, genialność, wybitność twórcy, a doskonałość, prawdziwość, oryinalność, piękno, czy ponadczasowość, unikalność i świętość dzieła są pożądane i dobroczynne, a negacja tych kryteriów czyni twórczość przeciętną, marną, bezwartościową, a nawet złą i szkodliwą.

    Dialog, współtworzenie i współdziałanie chrześcijan i osób dobrej woli, w tym dobro wspólne są pożądane i użyteczne, lecz trudno akurat ludziom prawym tolerować, a tym bardziej akceptować złoczyńców i ich zło. Zaufać całkowicie i  beztrosko, świadomie i dobrowolnie wsiąść, do wehikułu  kierowanego, przez osobnika o ewidentnie złej reputacji, czy rażąco ograniczonej świadomości.

    Pozdrawiam – nie Elik, lecz Zibik

     
    Odpowiedz
  18. Halina

    @ Ula

     Doceniam rolę nowych mediów-chociaż wychowałam się na papierowych książkach:), ale jej nie przeceniam. W szkole niezbędna jest edukacja zarówno czytelnicza , jak i medialna. Nie dokonuję takich przeciwstawień; książka lepsza- internet gorszy, ponieważ pełnią one nieco inne funkcje. Internet jest dla mnie tylko narzędziem pracy i kopalnią informacji. Nie wiem, na jakiej podstawie padają stwierdzenie, że internet , to zródło wiedzy. Informacja, właściwie uporzadkowana i ukierunkowana- może być przekształcona w wiedzę, w wyniku procesu interioryzacji, a więc budowania odpowiednich struktur w umyśle uczącej się osoby. Niestety młodzież, która wpierw nie nauczy się rzetelnej pracy z tekstem książkowym, gromadzi w głowie olbrzymie zbiory informacyjne, a nie potrafi w sposób refleksyjny, przekształcić, wyselekcjonować informacji w wiedzę, a w dalszej kolejności w mądrość. Dlatego coraz częściej nauczyciel zmuszony jest do ciągłego korygowania wiedzy pozyskanej z tego zródła, ponieważ nadmiar informacji, bardzo szybko przekształca się w dezorientację. Młodzież nie umie korzystać z internetu może nie tylko  dlatego, że nie pokazano im właściwych stron, ale bardziej moim zdaniem z tego powodu, że nie nauczono ich krytycznego odbioru mediów i posługiwanie się nimi jako narzędziami ułatwiającymi naukę.

    Dlatego czytanie- jako procesy umysłu od poziomu percepcji rozumienia, interpretowania do poziomu receptywnego, a także czytania krytycznego, stanowi punkt wyjścia dla innych procesów twórczych. W tym sensie jest to forma niezastąpiona przez żaden inny środek przekazu.

    Kluczem do sukcesu we współczesnej rzeczywistości, nasyconej informacjami, mediami i rozmaitymi coraz bardziej wyrafinowanymi rozwiązaniami technicznymi, wydaje się być realizacja prostej zasady, którą i pani podkreśla, aby umiejetnie połaczyć je z tradycyjną wartością jaką jest książka.

    Ja również dziękuję za ciekawe linki i za możliwość promowania czytelnictwa:)

    pozdrawiam serdecznie

     

     
    Odpowiedz
  19. udobrzanska

    i jeszcze odrobinę

    "Młodzież nie umie korzystać z internetu może nie tylko dlatego, że nie pokazano im właściwych stron, ale bardziej moim zdaniem z tego powodu, że nie nauczono ich krytycznego odbioru mediów i posługiwanie się nimi jako narzędziami ułatwiającymi naukę". Pod tym zdaniem z czystym sumieniem mogę się podpisać obiema rękami. Ma Pani rację. Nieznajomość sensownych stron jest po prostu pochodną braku krytycznego korzystania. 

    Obawiam się jednak, że także wielu dorosłych tego nie potrafi (myślę tu o np. wielkim zdziwieniu pseudonaukowców, że plagiat to plagiat). W związku z tym już chyba pora najwyższa na to, żeby Internet wszedł w końcu do szkoły głównym wejściem, a nie tylko chyłkiem przez piwnicę w postaci nieszczęsnej Ściągi.pl. 

    Ciężko się nie zgodzić z tym, co Pani pisze o książkach. Tylko wg mnie w tym całym współczesnym dyskursie poświęconym nauczaniu kultury (wiem, że to mocno niezgrabne określenie) jednak stale zaburzone są pewne proporcje: książka/literatura plasuje się gdzieś het-het-het wysoko na piedestale, a potem nie ma długo, długo nic. Na skutek tego system edukacji wypluwa później takich(-e) wykształconych(-e), oczytanych(-e) — a jakże! — ignorantów(-ki) jak ja, którzy(-re) nie mają zielonego pojęcia o polskim kinie, o klasyce muzyki czy teatrze. To naprawdę nie powinny być dziedziny znajdujące się całkowicie poza marginesem tego dyskursu, a mam wrażenie, że tak właśnie się dzieje. 

    Osobiście bez wahania oddałabym znajomość niejednej kanonowej książkowej pozycji za to, bym mogła obejrzeć z dziesięć lat wcześniej Eroicę Munka.

    Dziękuję za miłą dyskusję!

     
    Odpowiedz
  20. jadwiga

    do dyskutantów

    Po pierwsze – statystyka co do czytelników bierze się przede wszystkim z bibliotek oraz ze sprzedaży ksiażek. Nie ma w niej sprzedaży ksiazek przez allegro, albo wypożyczanych przez przyjaciół.  Taka statystyka moze być mylaca, gdyz nie każdy kupuje aby czytac ( moze to być prezent lub modna cegła na pólce). Niemniej jednak jakis pogląd daje.

    Po drugie. Do misjonarza. Proszę być tolerancyjnym wobec osób chorych psychicznie , które zwariowały i pisza. Choroba posychiczna jest choroba i nie należy –  za to tylko że ktos  jest chory – człowieka potepiac ( moze palic na stosie?)i zabronic mu cokolwiek pisac nawet w ramach terapii ( przypominam "Piekny umysł" jakby co) 

    Popieram całkowicie Elika. Cenzura była za komuny, –  mamy jej dosyc, –  z cenzura sie walczyło. Ci co chcą jej powrotu – tak naprawdę chca powrotu komuny i systemu totalitarnego kontrolującego wszystko nawet mysli ( czyżby swiat Orwella i Wielki Brat nadal czuwał?)

    W końcu jeżeli czegos nie chcemy czytac – zawsze mamy wybór i nie czytamy. Jezeli zaś chodzi o młodych – dopiero co wyrabiajacych sobie "smak" – to nalezałoby  przede wszystkim pomóc im ten "smak" wyrobic, ale nie przez zakazy. Ba nawet przez  POKAZANIE co jest złe i wytłumaczenie dlaczego.Jak wiemy z historii – zakazane smakuje najbardziej – gdy przestaje byc zakazane – przestaje równiez smakowac. 

    Biedny to kraj i biedna religia, która "kijem" tylko umie trzymać swoich wspólplemienców i wyznawców w tym co sama głosi.

     
    Odpowiedz
  21. misjonarz

    Jestem “tolerancyjny w

    Jestem "tolerancyjny w stosunku do osób chorych", ale jest pewna prawidłowość w życiu

    HIGIENA i DBAŁOŚĆ O ZDROWIE.  Nikt np. o "zdrowych zmysłach", nie będzie pił czegoś co jest zatrute.

    Tak więc trzeba "unikać pewnych złych praktyk, złych lektur i ludzi, którzy są niepewni".

    Niestety – właśnie to straszliwie szwankuje w Polsce – "bierze się co popadnie" i tylko dlatego, że ktoś "krzyknął ale to fajne czy ciekawe".

    Jeszcze co do chorób psychicznych – moim zdaniem dużo nich a zwłaszcza tych "na pograniczu normy" nadają się nie tylko do terapii ale przede wszystkim do "duchoterapii". To jest moje pojęcie – a ono obejmuje m. inn.

    takie oto terapie:  spowiedź św. , kierownictwo duchowe, modlitwa o uwolnienie, modlitwa wstawiennicza, egzorcyzm wielki.

    Moim zdaniem "gro" ludzi tych z "pogranicza normy – czyli np.: osobowość borderline, osobowość chwiejna emocjonalnie, osobowość obsesyjno kompulsyjna, narcystyczna i pewnie jeszcze parę innych" nadaje się właśnie do "duchoterapii".

    Jest jeszcze inna zasada "lepiej zapobiegać niż leczyć", no i właśnie – dotyczy to właśnie pytania "czy wszystko wolno mi czytać" ?

     
    Odpowiedz
  22. jadwiga

    nisjonarzu

     Naprawde – sadze, że bardzo mało wiesz o chorobach psychicznych. To o czym piszesz  "na pograniczu normy" to raczej nerwice i zaburzenia osobowosci – ale nie są to prawdziwe choroby psychiczne. Te pierwsze są na skutek urazów i przezyc i na nie pomaga rzeczywiście ducho i psychoterapia. Natomiast prawdziwe choroby psychiczne są na podłozu organicznym i akurat te terapie niewiele zdziałają.

    Jest jeszcze inna zasada "lepiej zapobiegać niż leczyć", no i właśnie – dotyczy to właśnie pytania "czy wszystko wolno mi czytać" ?

    Oczywiście, że wszystko WOLNO czytac. Ale WOLNO nie oznacza przymusu. Możesz NIE CZYTAC. Masz wolną wolę – prawda? Niemniej – przynajmniej ja tak uwazam, –  nalezy się DOWIEDZIEĆ dlaczego danej rzeczy nie powinno sie czytac – a nie odrzucac daną książke bo XY tak powiedział.

    Przypomnij sobie, ze były czasy ,ze Biblia była księga zakazaną. Gdyby nikt nie zaczał czytać – tak pewnie byłoby do dzisiaj…

     
    Odpowiedz
  23. misjonarz

    Czy “wolno” ? dobre pytanie,

    Czy "wolno" ? dobre pytanie, np. "czy dzieci mogą czytać Harry Poter i………".

    No i właśnie skąd dzieci mają wiedzieć, że "to wolno albo nie" ? Nie mogą tego wiedzieć ale mogą się dowiedzieć od starszych a przede wszystkim rodziców. Z kolei zaś skąd oni mogą to wiedzieć ? Nie mogą, bo musieliby to czytać a napewno tego nie robią z różnych względów. Można natomiast dowiedzieć się coś o autorze książki, można dowiedzieć się recenzji z pewnych źródeł. Tylko jest pewien problem "no trzeba szukać odpowiednich źródeł", trzeba pytać. No i przede wszystkim szukać informacji o "światopoglądzie autora".

    Napewno można mieć wątpliwości na temat pewnych dzieł, gdy autor jest innego wyznania niż ja a zwłaszcza gdy "otwarcie zwalcza poglądy mojej religii".

     
    Odpowiedz
  24. misjonarz

    To prawda nie znam się na

    To prawda nie znam się na psychologii i psychiatrii, ale czasem potrafię pewne rzeczy zauważyć.

    Przykład – "chory ma stwierdzoną schizofrenię" a ja zauważam, że coś to jest nie tak bo osoba ze schizofremią jednak jest inna, czyli np. "nie zaczepia, nie bije, nie opluwa itp." Albo "chory ma zdiagnozowaną jakąś chorobę i podaje mu się zolafren (lek na schizofremię), a ja zauważam, że jego problemy mają podłoże duchowe, ponieważ poznałem jego historię życia i pewne epizody życiowe.

    Inny przykład "u kogoś stwierdza się tzw ADHD". Ja jednak zauważam, że to nie jest "typowe adhd". Bo typowe adhd jest takie, że osoba nie może się skoncentrować, wierci się itp. ale nikogo nie bije, nie wyzywa, nie obraża.

    Ok. o co mi chodzi ? Chodzi mi o to, że psychiatrzy i różni psycholodzy stawiają złe diagnozy a robią tak ponieważ nie biorą pod uwagę duchowego wymiaru człowieka. Posacki A. kiedyś stwierdził, że wielu psychologów i psychiatrów traktuje ludzki mózg i umysł jako "zamkniętą puszkę sardynek".

    Albo sprawa psychologii (oczywiście istnieją również psycholodzy katoliccy), ale normalny psycholog raczej nie  spyta pacjenta np. "czy czytał horoskopy" ?, czy wierzył we wróżby, chodził do wróżki itp. albo "czy traktował wiarę w sposób magiczny.

    Specjalnie tak powiedziałem bo to jest sprawa nagminna (proszę mi pokazać chociaż jedno kolorowe czasopismo w którym nie ma jakiejść wróżki, szamana, numerologa itp. )

    Nie wspominając, że jest w Polsce coraz więcej sekt i tzw. "nowych ruchów religijnych". No i nie wspominając, że "szerzy się ateizm", który traktuje naukę w sposób boski.

    Jest jeszcze inna kwestia (no za to napewno będę skrytykowany), ale czy czasem nasze grzechy i grzechy naszych przodków nie wpływają na nasze zdrowie ? – to fizyczne i psychiczne ?

    Wogóle "czemu istnieje choroba i śmierć" ? i jaki wkład w to ma grzech ?

     
    Odpowiedz
  25. jadwiga

    grzechy przodków

    Jest jeszcze inna kwestia (no za to napewno będę skrytykowany), ale czy czasem nasze grzechy i grzechy naszych przodków nie wpływają na nasze zdrowie ? – to fizyczne i psychiczne ?

    W Starym Testamencie Bóg jasno powiedział, ze karze do któregostam pokolenia. Nawet Żydzi przy Piłacie wołali "Krew Jego na nas I NA DZIECI NASZE" 

    Jednak – o ile pamiętam Stary Testament i Ewangelie Bóg zmienił zdanie i sie z tego wycofał i nie karze za grzechy przodków.

    Co do lekarzy psychiatrów. Oczywiscie, ze sie myla.I stawiają niewłaściwe diagnozy i przypinają etykietki.

    Ja osobiście znam przypadek osoby która dostawała leku i fobii gdy miała wejść do kościoła. To był mezczyzna i za zadne skarby nie mozna go było do koscioła wciagnać. Dopiero w trakcie psychoterapii okazało sie, ze od malenkiego dziecka – był straszony kara boska i siła wrzeszczacego zaciagano go do koscioła gdy cokolwiek zlego zrobił ( nawet jako male dziecko nie zdawał sobie sprawy ze cos jest złe)i kazano mu tam przepraszac za uczynek i czekac na karę. Uraz do kościoła pozostał mimo, ze chłopiec zapomniał tego co z nim robiono jak miał 1,5 roku 2-3 lata.

     

     

     
    Odpowiedz
  26. misjonarz

    Zgadzam się, że czasem

    Zgadzam się, że czasem powstają pewne fobie i lęki na tle religijnym.

    Niezgadzam się natomiast z tym, że należy "ukrywać prawdę o piekle". Gdyby tak było to np.

    Maryja w objawieniach w Fatimie nie pokazałaby dzieciom wizji piekła.

    Trzeba o tym mówić, bo mówią o tym np. mistycy. Gdybyśmy tą prawdę zakrywali i uciekali przed nią to np.

    "nie moglibyśmy czytać pewnych dzieł" – np. "Dzienniczka św s Faustyny.

    Faustyna w swoim dziele mówi o tym i to w sposób dla nas "praktycznie przerażający" – przytoczę fragment.

    Ten fragment będzie miał odniesienie do tematu "wolno, nie wolno czytać", ponieważ w/g mnie czytanie byle czego jest "próbą zabijania pustki, która powstaje w wyniku braku słów".

    118-119.

    ŚW. FAUSTYNA ZACHĘCA DO ZACHOWAWYWANIA MILCZENIA WEWNĘTRZNEGO I ZEWNĘTRZNEGO

    Mały członek jest język, ale wielkie rzeczy czyni. Zakonnica niemilcząca, nie dojdzie nigdy do świętości, czyli nie zostanie świętą. Niech się nie łudzi – chyba, że mówi przez nią Duch Boży, wtenczas nie wolno milczeć. Ale na to, żeby słyszeć głos Boży, trzeba mieć ciszę w duszy i być milczącą, nie milczeniem ponurym, ale ciszą w duszy, to jest skupieniem w Bogu. Można wiele mówić, a nie przerwać milczenia, a zarazem można niewiele mówić, a zawsze łamać milczenie. O, jak niepowetowana szkodę przynosi niezachowanie milczenia. Wiele się krzywdy wyrządza bliźnim, ale najwięcej – to własnej duszy.

    Według mojego pojęcia i doświadczenia, to reguła o milczeniu powinna być na pierwszym miejscu. Bóg nie udziela się duszy gadatliwej, która jak truteń w ulu wiele brzęczy, ale za to nie wyrabia miodu. Dusza gaduła, jest pusta we własnym wnętrzu. Nie ma w niej ani cnót gruntownych, ani poufałości z Bogiem. Nie ma mowy o życiu głębszym, o słodkim pokoju i ciszy, w której mieszka Bóg. Dusza nie zaznawszy słodyczy ciszy wewnętrznej, jest duchem niespokojnym i mąci innym te ciszę. Widziałam wiele dusz w przepaściach piekielnych, za niezachowanie milczenia. Same mi to powiedziały, kiedy ich zapytałam, co było przyczyna ich zguby. Były to dusze zakonne. Mój Boże, co za ból, ze przecież mogłyby być nie tylko w niebie, ale i nawet święte. O Jezu, miłosierdzia, drżę kiedy pomyślę, że mam zdawać sprawę z języka, w języku jest życie, ale i śmierć, a nieraz językiem zabijamy, popełniamy prawdziwe zabójstwo i to mamy jeszcze uważać za rzecz małą? Naprawdę, nie rozumiem takich sumień. Poznałam pewną osobę, która dowiedziawszy się od innej pewnej rzeczy, którą o niej mówiono… rozchorowała się ciężko, a więc ubyło tam wiele krwi i wiele wylała łez i potem nastąpiło smutne następstwo, a więc nie miecz, ale język dokonał tego. O mój Jezu milczący, miej miłosierdzie nad nami. (Dz 118-119)

     

    185.

    ŚW. FAUSTYNA TROSZCZY SIĘ O CISZĘ WEWNĘTRZNĄ

    Moja cisza dla Jezusa. – Starałam się o wielką ciszę dla Jezusa. Pośród największego gwaru, Jezus miał zawsze ciszę w moim sercu, chociaż mnie to nieraz wiele kosztowało. Ale dla Jezusa cóż może być wielkie, dla Tego, Którego kocham całą siłą mojej duszy? (Dz 185)

     

    452.

    BY ROZPOZNAĆ MOWĘ PANA, POTRZEBNE JEST SKUPIENIE

    Gdyby dusze chciały się skupić, Bóg by zaraz do nich przemówił, bo rozproszenie zagłusza mowę Pańską. (Dz 452)

     

    477.

    ŚW. FAUSTYNA PRZYPOMINA ZNACZENIE MILCZENIA W ŻYCIU DUCHOWYM

    Milczenie jest mieczem w walce duchowej; nie dojdzie do świętości nigdy dusza gadatliwa. Ten miecz milczenia obetnie wszystko, co by się przyczepić do duszy chciało. Jesteśmy wrażliwi na mowę i zaraz wrażliwi chcemy odpowiadać, a nie zważamy na to, czy jest w tym wola Boża, żebyśmy mówili. Dusza milcząca jest silna, wszystkie przeciwności nie zaszkodzą jej, jeżeli wytrwa w milczeniu. Dusza milcząca jest zdolna do najgłębszego zjednoczenia się z Bogiem, ona żyje prawie zawsze pod natchnieniem Ducha Świętego. Bóg w duszy milczącej działa bez przeszkody. (Dz 477)

    552.

    ZNACZENIE MILCZENIA

    Poza ślubami, widzę jedna najważniejszą regule, chociaż wszystkie są ważne, jednak tę wysuwam na pierwsze miejsce, a nią jest milczenie. Zaprawdę, gdyby ta reguła ściśle zachowana byłaś, to o inne jestem spokojna. Wielka jest skłonność u niewiast do mówienia; zaprawdę, duch Święty nie mówi do duszy rozproszonej i gadatliwej, ale przemawia przez swe ciche natchnienia do duszy skupionej, do duszy milczącej. Gdyby było ściśle zachowane milczenie, nie byłoby szemrań, rozgoryczeń obmów, plotek, nie byłaby szarpana miłość bliźniego, jednym słowem, wiele błędów by upadło. Usta milczące są czystym zlotem i świadczą o świętości wewnętrznej. (Dz 552)

     

     
    Odpowiedz
  27. jadwiga

    misjonarzu

    Zakazywanie czytania…hmmm

    w r. 1229 r w Indeksie Ksiag Zakazanych przez Grzegorza IX pojawiła sie …Biblia. W 1545 r Kongregacja Sw. Oficjum i Kongregacja Indeksu Ksiag i Mysli ( taki ówczesny Wielki Brat:)) – również to podtrzymuje. W 1622 r papiez Grzegorz XV zakazuje katolikom czytania Biblii a KK zabrania jej rozpowszechniac. W 1897 r w Indeksie Ksiag Zakazanych nadal jest Biblia…….

    O ile wiem do dnia dzisiejszego nie została z tego Indeksu wymazana….Więc nie badzmy tak do konca pewni co nalezy, –  a czego nie należy czytac – bo jak widac są diametralne zmiany w czasie…

    Po drugie..

    Czemu tak bardzo boisz sie szatana? A niechże sobie biedaczek istnieje, jeżeli Bóg go nie unicestwił….Co Ci przeszkadza? Niech sobie kusi – słuchaj jednym uchem wypuszczaj drugim i rób swoje.

    A jezeli chodzi o szatana to czy nie zauwazyłes ze tam w piekle panuje zadziwiajaca solidarnosć? Szatan jeden drugiego nie wygryza, nie zakładaja opozycji, nie walczą miedzy sobą o władzę czy o stołki – tylko solidarnie daża do zła.

    Czy słydszałes kiedyś aby jakis szatan został ukarany bo źle działa? Nie. Może my ludzie powinniśmy z tego brac przykład?

     

    Po trzecie.

    Co do Św. Faustyny…..Nie bardzo rozumiem dlaczego Jezus prosił ja o namalowanie obrazu i czczenie go. Przeciez Bóg – o ile pamiętam – raczej zakazywał oddawania czci obrazom. Czyzby tak diametralnie zmienił zdanie?

    Poza tym Jezus – prosił Faustyne o ustanowienie Dnia Miłosierdzia Bożego. Prosze pokaz mi choc JEDEN ustęp – JEDNO zdanie wypowiedziane przez Jezusa Chrystusa w Ewangeliach – Mateusza, Marka i Łukasza na temat Miłosierdzia Bożego. Bo ja ani jednego nie znalazłam. Czyzby Jezus zapomniał o tym wtedy kiedy przebywał na ziemi i przypomniał sobie po 2000 latach?

     
    Odpowiedz
  28. misjonarz

    Faktycznie w ewangelii nie

    Faktycznie w ewangelii nie ma wprost – jest np. to Ł-k 6 36 Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny. (oprócz pewnych przypowieści np. o synu marnotrawnym, miłosiernym samarytaninie i paru innych scen w których nie mówi się o nim wprost). Ja natomiast spotkałem się z tym stwierdzenie w psalmach. Czyżby to oznaczało, że Miłosierdzie Boże może dotyczyć tylko żydów ? Czyżby "tylko ojciec miał być miłosierny ?

    Co z synem ?  Faustyna pisała ( Miłosierdzie wypłynęło z mego przebitego boku). Dosyć zastanawiające – od kiedy "ujawniło się Miłosierdzie Boże" ? i dlaczego "ma ono dotyczyć krwi i wody" ? Czyżby tylko tej krwi, która "wypłynęła i uschła" ?

    Jedno jest natomiast zastanawiające. Co to jest to "miłosierdzie" ? Dla mnie to pojęcie jest równoznaczne z "przebaczenie, odpuszczeniem grzechów, ich zapomnieniem". Przyjmując, że Miłosierdzie Boże objawiło się w pełni w męce, śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa no to jest uzasadnione, że jest mało o nim w działalności ziemskiej Jezusa. Czyli rację miała s Faustyna.

    Dla mnie zastanawiajacym jest fakt "skąd to ta prosta zakonnica wiedziała" ? Dziewczyna ukończyła przecież tylko 3 klasy szkoly podstawowej.

    Dla mnie ciekawa była pewna scena z filmu – ks. Sopoćko przyniósł "cała stertę książek gdzie byla mowa o Miłosierdziu" i powiedział  "przecież ona nie mogła tego czytać".

    Skąd to wiedziała ?

    Miłosierdzie Boże to jest "największy przymiot Pana Boga" i dlatego nie można przejść obok niego obojętnie.

    Faustyna pisała "kto nie chce przejść przez drzwi mojego Miłosierdzie ten będzie musiał przejść przez drzwi sprawiedliwości mojej".

     
    Odpowiedz
  29. jadwiga

    miłosierdzie

    Misjonarzu – ja nieco inaczej rozumiem miłosierdzie – tak jak w Wikpedii

    Miłosierdzie to aktywna forma współczucia, wyrażająca się w konkretnym działaniu, polegającym na bezinteresownej pomocy. Samo współczucie nie przekładające się na działanie miłosierdziem jeszcze nie jest. Termin ten wywodzi się z Biblii 

    W Psalmach rzeczywiście mozna spotkac sie z miłosiernym Bogiem, ale również mozna się spotkać – jak w całym ST z Bogiem okrutnym i msciwym. Nie mozna z kolei odrzucać jednego a przyjmować tylko drugiego – gdyz byłaby to manipulacja z naszej strony.

    Czy miłosierdzie miałoby dotyczyc Żydów – weź pod uwage, że wg ST Bog błogosławi na TYM świecie – właśnie zdrowiem, bogactwem. Do tego zreszta Żydzi się stosuja -dobry byt materialny dla nich jest równoznaczny z błogosławieństwem Bożym. 

    Dziwnym tez byłoby to, że miłosierdzie Boże nagle ujawnia się 2000 lat po Chrystusie…..

    Zapytujesz skad Faustyna wiedziała? Przecież znała Stary Testament i miłosierdzie Ojca….

    Z kolei w tych trzech przedstawionych przeze mnie Ewangeliach – Chrystus w zasadzie nie wyjasnia Apostołom – ze bedzie cierpiał ZA GRZECHY ludzkie i je odkupi ( tylko u Jana)

    (Zapytanie –  jak juz odkupił to znaczy, że nie nalezy pokutowac, bo grzechy są odkupione, więc nie nalezy Jezusa "poprawiac" w tej materii)

    . Jedyne w tych Ewangeliach – to słowa w czasie ustanowienia Eucharystii. Tylko tam, krótkie słowa. Nawet w trakcie modlitwy w Ogrójcu, gdy Apostołowie posnęli – ma żal do nich tylko , że z nim nie czuwaja. Ale nie mówi im w sensie "ja tutaj bedę cierpiec za wasze czy innych grzechy a wy sobie śpicie".  

     
    Odpowiedz
  30. misjonarz

    Witam w ten piątkowy

    Witam w ten piątkowy poranek. Miałem już nie pisać na temat tego Miłosierdzia, ale coś wstawię, nie zrobię tego "od razu" ponieważ sprawa, którą będę chciał opisać jest trudna ponieważ będzie dotyczyła krwi pańskiej i jej powiązań  z sakramentem. Ułożę sobie ten tekst w głowie to być może bardziej zwięźle i przejrzyście to zrobię. W sumie będzie on tyczył się sprawy (no właśnie), "czy wiara katolicka jest żywa, czy to tylko tzw.

    "cukierkowate treście mające coś tam wywoływać w mózgach ludzkich". ?

     
    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code