Czarownictwo wg Terry’ego Pratchetta

Niesłychanie dziwi mnie to, że ktoś może nie czytać książek Terry’ego Pratchetta. Choć właściwie nieczytanie to jeszcze pół biedy — pamiętam przecież czasy, gdy wiele osób z mojego otoczenia wręcz pochłaniało prozę tego angielskiego powieściopisarza, posiłkując się w dyskusjach często i gęsto terminologią rodem ze Świata Dysku, a ja nie miałam zielonego pojęcia, o co chodzi — najbardziej zdumiewa mnie sytuacja, gdy ktoś którąś z jego książek przeczyta, a nie ma od razu ochoty na pochłonięcie wszystkich. Niezorientowanych zatem uprzedzam: i takie reakcje bywają, choć muszę zaznaczyć, że stanowi to dla mnie tajemnicę nie do objęcia rozumem. Na szczęście wśród moich znajomych jednostki przejawiające takowe zachowania to zdecydowany margines. Więcej: jestem przekonana, że wśród czytaczy obdarzonych błogosławieństwem poczucia humoru i przejawiających zdrowy dystans do rzeczywistości i samych siebie takie reakcje także będą stanowić zdecydowany margines.

Terry Pratchett w poszczególnych książkach należących do jednego z popularniejszych cyklów powieściowych współczesnej fantastyki ukazuje mieszkańców i mieszkanki świata dysku. Świat ten spoczywa na czterech słoniach stojących na skorupie żółwia Wielkiego A’Tuina, który płynie przez kosmos. Magowie Niewidocznego Uniwersytetu, członkowie bądź członkinie Gildii Żebraków, Skrytobójców, Szwaczek (proszę nie dać się zwieść pozorom tej uroczo brzmiącej nazwy…) czy Złodziei w Ank-Morpork, krasnoludy (i intensywnie emancypujące się krasnoludki), trolle, golemy, wampiry, Igory to tylko niektóre z barwnych postaci zaludniających (sic!) tę niesamowitą rzeczywistość. Do moich ulubionych bohaterek należą jednak czarownice. Z tego powodu zainteresowało mnie nowe wydanie Kapelusza pełnego nieba, tym bardziej, że książkę tę przetłumaczył Piotr W. Cholewa, autor rewelacyjnych przekładów prawie wszystkich części Świata Dysku.

Kapelusz pełen nieba to opowieść o Tiffany Obolałej, jedenastoletniej dziewczynce przejawiającej wielkie predyspozycje do czarownictwa. Zgodnie ze zwyczajem w celu pobierania nauki zawodu od praktykującej czarownicy wyprowadza się od rodziców. Przenosi się do panny Plask. Mentorka Tiffany nie jest być może najwybitniejszą z wiedźm, ale na pewno nie można zaliczyć jej do postaci przeciętnych: kobieta żyje jednocześnie w dwóch ciałach. Po oswojeniu się z tą informacją Tiffany być może mogłaby poświęcić się spokojnie nauce rzemiosła — do której należy jednak nie tylko latanie na miotle i tworzenie magicznych mobili, ale także opiekowanie się chorymi ludźmi z okolicy, porządkowanie domostwa czarownicy opiekunki oraz głowologia — ale niestety, nie ma na to zbyt wiele czasu. Śladem dziewczynki wyruszył bowiem ulnik, potężny demon, istniejący w pełni tylko wówczas, gdy pasożytuje na ludziach obdarzonych mocą. Ulnik wstępuje w ludzki umysł i wzmacnia to, co w danym człowieku najgorsze. Na szczeście Tiffany ma wspaniałych przyjaciół: maleńkich Nac Mac Feegle’ów — skrzato-elfów wygnanych niegdyś z Krainy Baśni za pijaństwo, zredukowaną o połowę wersję panny Plask oraz największą z żyjących czarownic, Esmeraldę Whaterwax, znaną bliżej jako Babcia Whaterwax. Przede wszystkim Tiffany posiada jednak wielką siłę wynikającą ze świadomości tego, skąd jest oraz kim jest. Z sednem jej tożsamości ulnik nie poradzi sobie tak łatwo.

Czarownictwo w Świecie Dysku to bardzo ważny fach. Miotła, obowiązkowa czerń, różdżka, magiczne mikstury i szpiczasty kapelusz, owszem, są istotne, ale w przeważającej części to tylko element umiejętnego wpływania na innych. Codziennym zadaniem czarownicy jest pomaganie tym, którzy tej pomocy potrzebują, wbrew wszelkim przeciwnościom. Esme Whaterwax tłumaczy to młodziutkiej Tiffany: „To właśnie nazywam magią;  (…) mierzyć się z tym wszystkim, a jednak nie rezygnować. To siedzieć przez całą noc przy jakimś biednym staruszku, który odchodzi z tego świata, ujmując mu tyle bólu, ile tylko możliwe, łagodząc przerażenie, (…) a potem wrócić do domu, usiąść na pięć minut, zanim jakiś krzykliwy, gniewny mężczyzna zacznie dobijać się do drzwi, bo jego żona ma kłopoty z porodem (…). Wszystkie to robimy, każda na swój sposób (…) To jest korzeń, to jest dusza i jądro czarownictwa”.

Czarownica nie wybiera swojego powołania. Ma moc, wie o tym, a w związku z tym jej całe życie to nieustanne pilnowanie samej siebie, by utrzymać nad nią kontrolę. W każdej czarownicy czai się lęk, że pewnego dnia mogłaby stać się samotną, tępo chichoczącą, zagubioną starą kobietą.

Kapelusz pełen nieba to pozycja raczej dla koneserów Pratchetta. W tej książce autor nie poświęca zbyt wiele uwagi ukazaniu realiów samego Świata Dysku, które zazwyczaj na równi z fabułą stanowią o atrakcyjności jego powieści. Owszem, pojawiają się uroczy Nac Mac Feegle’owie, poznajemy także interesujące zwyczaje nastoletnich czarownic in spe, ale to tylko namiastka tego, co u Pratchetta zwykle wysuwa się na pierwszy plan. Osoby, które nie miały jeszcze styczności ze Światem Dysku, a czują się zaciekawione, mogą śmiało rozpocząć swoją przygodę choćby od mojego ulubionego cyklu czarownic, czyli od Równoumagicznienia, Trzech wiedźm, Wyprawy czarownic i dalszych tomów.

Wcześniej czy później — do Kapelusza pełnego nieba jednak warto zajrzeć. Czarownictwo wg Terry’ego Pratchetta, prezentowane także i w tej powieści, to prawdziwe cudo.

Tytuł: Kapelusz pełen nieba
Tytuł oryginału: The Hat Full of Sky
Autor: Terry Pratchett
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
ISBN: 978-83-7648-661-1
Format: 142mm x 202mm
Liczba stron: 248

 

37 Comments

  1. Kazimierz

    Dzieki, ale nie

    Wydaje mi się, że takie książki nie sa dobre ani dla mnie, ani dla moich dzieci.

    Fantazy napełnione czarownicami i innymi demonami, podobnie jak w Hary Poterze czy innych, to mieszanie New Age z czym popadnie, szkoda słów…

    Jest cała masa książek wartościowych pisanych przez chrześcijan, które budują i wzmacniają młodego człowieka. Tak więc dzięki za promo, ale nie…

     
    Odpowiedz
  2. udobrzanska

    Makbeta też nie czytajmy?

    Jeśli jest Pan przekonany, że Pratchett to książki nie dla Pana, to najpewniej ma Pan rację — to książki nie dla Pana.

    Mimo to chciałabym zwrócić uwagę, że czasem warto zawiesić ideologię i nie kierować się przedsądami: skąd to absurdalne przypuszczenie, że fantastyka (pisze Pan "fantasy", natomiast ja byłabym sceptyczna
    przy używaniu tego terminu w kontekście powieści Pratchetta) to jakiś newage’owy miks? W tym i wielu innych przypadkach to po prostu niezły pisarski warsztat i gra konwencją i motywami obecnymi w kulturze i popkulturze. W przypadku wybitnych twórców — a Pratchett moim zdaniem do wybitnych należy — można jeszcze dodać niebanalne spojrzenie na wiele poważniejszych kwestii. 

    Harry’ego Pottera nie czytuję, ale daleka jestem od demonizowania (nomen omen) tej prozy. Natomiast Pratchett to z zasady książki nie dla dzieci, a dla młodzieży i dorosłych. Ale nawet jeśli będą czytali je bardzo młodzi ludzie, naprawdę nie sądzę, że zafascynowani/-e wyczynami niektórych postaci zaczną toczyć potyczki ze złymi elfami czy żywić przekonanie, że są golemami, podobnie jak nie sądzę, że przyjmą, iż Ziemia jest płaska i spoczywa na żółwiu i czterech słoniach. 

    Nawiasem mówiąc, a raczej nawiasem pytając — czy Akademia pana Kleksa (1946) Jana Brzechwy i Kajtuś czarodziej (1935) Janusza Korczaka to też "mieszanie New Age z czym popadnie"? Hm, w sumie stwarzałoby to pole do całkiem ciekawych interpretacji…

    I w związku z tym, co Pan pisze, czy Szekspirowski Makbet, Kordian Juliusza Słowackiego czy Mistrz i Małgorzata Michaiła Bułhakowa (multum czarownic oraz ew. istot demonopodobnych) to także lektura niedobra dla Pana i Pańskich dzieci? 

    Pozdrawiam.

     
    Odpowiedz
  3. misjonarz

    Odpowiem Ci, jak to było u

    Odpowiem Ci, jak to było u mnie ? i jak to czasem jest.

    Normalne dziecko, czy dorastający nastolatek chce poznawać świat, ludzi, kulturę itd. On chce to poznawać "z natury". Tak więc moim zdaniem "normalnie wychowywane dzieci" – takie, które mają dobry kontakt z rodzicami i rówieśnikami to "BĘDZIE SIĘ NUDZIĆ TAKIMI OPOWIASTKAMI". Moim zdaniem będzie umiało powiedzieć, "ale to głupie czy nudne". Moim zdaniem to jest dobry wskaźnik. Dam przykład z mojego życia. Miałem w 4 klasie sp podstawowej pewną panią od Historii, która nagle oprócz nauczania nas "podręcznikowej Historii" wymyśliła aby zacząć opowiadać nam pewne anegdoty, czy historię życia pewnego "jasnowidza". Nie pamiętam już, jak się nazywał, ale działał napewno już przed II wojną światową. O ile sobie przypominam robiła to dosyć często. Dla mnie na początku te jej "historyjki" wydawały się no dosyć ciekawe (no bo przecież coś niewytłumaczalnego), ale z czasem gdy zacząłem odrobinę o tym myśleć to stało się dla mnie "niesamowicie niewiarygodne i wręcz nudne".

    Tak więc "nigdy nie przywiązałem się do tego zbyt emocjonalnie" – z czego to wynikało ? Być może z tego, że zawsze miałem krtyczny umysł ?

    To samo moim zdaniem dotyczy różnych "tych dziwnych baśniowych powieści czy opowiadań". Powinno to stawać się "niesamowicie nudne i niedorzeczne". Tak powinno być, bo w innym przypadku może to powodować "rozchwianie emocjonalno – duchowe dzieci i młodzieży".

    Jak to powinno wyglądać w prkatyce ? Ano w praktyce to pewnie jakoś tak: "ale to nudne, nie będę już czytał drugiej, trzeciej i n-tej serii Hary Poter i…….". 

    No i właśnie, a jak to się ma do rzeczywistości ? Nie znam badań ale chyba, jak już to ktoś zaczyna czytać to pewnie "całą sagę". To jest takie moje przypuszczenie ponieważ czasem spotkałem osoby to czytające i próbowałem ich "obserwować", czy "w ich myślenie nie wkrada się tzw. myślenie magiczne". Z moich (być może subiektywnych obserwacji) wynika, że tak niestety jest.

     
    Odpowiedz
  4. ahasver

    A mój dzieciak będzie magikiem.

    Mój dzieciak będzie czytał i Biblię, i Terrego, Pottera, a potem Tolkiena. Przeczyta równiez Biblię Szatana. Potem będzie czytał wszystko, co mu do rąk wpadnie i dzięki temu stanie się człowiekiem mądrzejszym i bardziej światłym niż wystraszona banda nieuków, próbująca wprowadzić jeśli nie jurydyczną, to ograniczoną mentalnie, inspirowaną udającą religię ideologią, mentalną cenzurę. Ludzie, którzy boją się ideologii zawartych w książkach, są najczęściej niewolnikami defensywnych ideologii stwarzających poczucie osaczenia zawsząd bodźcami, które ich ideologii zagrażają. Takim ludziom najczęściej wydaje się, że sa w kontakcie z Bogiem i wiedzą, co jest dobre i prawdziwe, podczas gdy ich religia jest w istocie zawoalowaną politycznie, nieszczerą przesłoną zlęknionego, mentalnego nieudacznictwa, które często odzwierciedla się w nieumiejętności poprawnego sformułowania wypowiedzi w taki sposób, aby zdania były czytelne, a ich treść – stonowana, komunikatywna, nie ukrywająca domysłów i nie nacechowana emocjonalnie w sposób zniekształcający możliwość odczytania i interpretacji ich wypowiedzi. Tacy ludzie nigdy nie przyznają się do błędów, które popełniają podczas wygłaszania swoich "cenzuralnych" tez.

     

     

     

     
    Odpowiedz
  5. zibimarinero

    A ja lubie Terrego i jego dysk i

     

    Ze światem dysku Terrego P. zetknąłem się po raz pierwszy  jakieś 6 lat temu. Lekkość , barwność wyobraźni , żywe opisy ludzi i istot ,znakomite poczucie humoru trochę abstrakcyjnego ale szalenie dynamicznego , zachwyciły mnie .Przypomniały mi mój dziecięcy zachwyt nad postaciami filmowymi dzieciństwa jak Święty czy Sherlock Holmes gdzie brytyjski dowcip z dużą autoironią pokazał mi tego mitycznego dżentelmena ze świata rządzonego przez królową, świata wtedy zdawało się prawie doskonałego (dla mnie dziecka realnego  socjalizmu -na cale szczęście jeszcze nie komunizmu jak utrzymywała nasza pani  od wiedzy o świecie i  przepraszam za wyrażenie , tzw.PZPR-u ,  Zdzisa K.), 
        Dopoki pływałem pod niemieckim armatorem z niemieckim kolesiami to przede wszystkim taki  był mój odbiór tego kolesia . Kiedy jednak zmieniłem kompanie i kolesi tj. na ziomali Terrego, zetknąłem się z brytyjską rzeczywistością w moim codziennym lifie, dotarło do mojej mózgownicy ,ze świat dysku to cós więcej ,to tyż subtelna autorefleksja z dużą  autoironią do życia w UK zarówno codziennego jak i kulturalnego ,naukowego, politycznego różnych Brytoli od nn do high arystokracji i od roboli do jajogłowych  . Paradoksalne prawa , sytuacje, konflikty  świata dysku można tez zaobserwować w życiu UK tj.  także TV np. BBC .
       Ulubione postacie autorki blogu uprawiające czarownictwo podług zasad wyłożonych przez babcię Esme & spółkę, są również i moimi ulubionymi, obok oczywista Morta i jego pomagiera.  Podług Zibiego wiele poglądów czarownic na swojej odniesienie do sytuacji w Wielkiej Brytanii .  Brytyjki i ich stowarzyszenia ,partie itp , są bardziej widoczne i maja zdecydowanie większą silę oddziaływania  niz Polki w III RP. Nie to ,ze jestem jakimś feminista i owszem, raczej jako marinero  czyli morski robol wręcz odwrotnie , ale zgadzam się np .z Manuela Gretkowska ; Polki sa marginalizowane .
        Zibiemu właśnie glos Babci i jej psiapsiołek  z kręgu czarownictwa , zwłaszcza w wykładach z głowologii ,   przekazany w sposób bardzo zabawny, dal wiele do myślenie ,na pewno więcej niż bardzo poważne teksty , przynajmniej w ich własnym mniemaniu, poważnych kobiet z tytułami piszących przeważnie trudno i nudno.
       Więcej stwierdzę ,ze podług mnie , te czarownictwo świata dysku to tylko taka zabawna forma  literacka aby przestawić świat jakim go widzi Terry P i nie jest to swiat banalny . Dlategoż nie za bardzo rozumiem, takich ex cathedra idących zastrzeżeń  niektórych pobożnych ludzi , że gdy pada słowo czary itp, to od razu indeks ( vide głośna sprawa Harry Pottera i pani Rolling ) .
       Bardzo się cieszę na ten w/w artykuł o nowej pozycji i postaci na Dysku i zaraz po powrocie z morza,  zamierzam ten przykry brak uzupełnić.
     
    Odpowiedz
  6. MichalPiatek

    Staję po stronie Uli.

     

    Staję po stronie Uli. Pratchetta czytąć można, choc to literatura przeciętna. Zdecydowanie bardziej wolę na przykład O. S. Carda, jeżeli o współczesnej fantastyce mowa. Najlepiej jednak, by każdy sam sobie zdanie wyrobił. Ja przy tym panu zbyt długo nie wytrwałem, choć cykle, trylogie… w całości mam zwyczaj czytać. Nie ideologizujmy przesadnie literatury. Bardzo często to tylko kawałek dobrej lub złej prozy i rozrywki. Pratchett literacko jest dość mizerny, choć możliwe, że to też tłumaczy wina.

    A co do Pottera, to jego nawet czytać należy, choć jest dość pesymistyczny. I tak opiera się na powtarzanych często w fantastyce schematach. Przyznaję jednak, że to lektura dla osób trochę bardziej w literaturze fantastycznej obeznanych, które ową schematyczność będą w stanie wychwycić. Najpierw Tolkien, Lewis itd., a potem Rowling.

    Pozdrawiam.

     

     
    Odpowiedz
  7. misjonarz

    ok odpowiem Ci i “nawet

    ok odpowiem Ci i "nawet zbulewrsuj się"  

    Idź precz  szatanie "mam Cię w dubie", jesteś głupi i nie będę Cię słuchał, ale możesz mnie kusić i tak i tak mnie nie zwyciężysz amen.

     
    Odpowiedz
  8. misjonarz

    Tak sądzisz ? ok. to 

    Tak sądzisz ? ok. to 

    DAJĘ CI WYZWANIE

    PRZYJEDŹ I PÓJDZIEMY DO KOŚCIOŁA I

    BĘDZIEMY TRWAĆ W CISZY PRZED NAJŚWIĘTSZYM SAKRAMENTEM I ZOBACZYMY

    KTO JEST SILNIEJSZY ? I KTO WYTRZYMA DŁUŻEJ ?

    PODEJMUJESZ WYZWANIE ? JA JESTEM  DO TEGO ZDOLNY

    POZDRAWIAM

     

     
    Odpowiedz
  9. misjonarz

    Wiesz Bartoszu “wkurzyłeś

    Wiesz Bartoszu "wkurzyłeś mnie", ale to temu, że "chwalisz się siłą a jesteś człowiekiem NIESAMOWICIE SŁABYM.  Czyli chwalisz się "siłą języka a to jest pozór".

    Ok. myśl sobie jak chcesz, ja wiem jedno  siła to MIŁOŚĆ, a nie głupota.

     

     
    Odpowiedz
  10. misjonarz

    P.S – to do ciebie

    P.S – to do ciebie Bartoszu.

    Wiem, że to "nic nie da",  ALE PODRŻYJ SOBIE TROCHĘ.

    Mówiłem Ci, że mogę napisać list do egzorcysty, ale "musiałbym poznać twoją historię".

    Nie poznałem jej, ale "napiszę do niego"  – tak "dla rozeznania"  i co ty na to ?

     
    Odpowiedz
  11. udobrzanska

    Dziękuję za komentarze

    @ Misjonarz
    Proszę wybaczyć, ale nie rozumiem, o co Panu chodzi. Wg Pana czytaniem fantastyki trzeba się znudzić, bo inaczej pojawia się "rozchwianie emocjonalno-duchowe dzieci i młodzieży"? Cóż, nie jest to opinia, z którą mogłabym się zgodzić.

    @Bartosz Bednarczyk
    Narnię też niech przeczyta, koniecznie! Tylko niech się mały (mała?) nie stresuje za bardzo symboliką :).

    @zbigniew koren
    Bardzo mnie ucieszyła Pana wypowiedź, to miło, że Pan również jest fanem Pratchetta i czarownic. Czytałam o tym, że Terry P. w Świecie Dysku tworzy portret czy raczej niezłą karykaturę brytyjskiego społeczeństwa. Zupełnie nie znam jednak tych realiów i szczerze żałuję, że tylko nieliczne odniesienia jestem w stanie wyłapać. Na szczęście nawiązania do historii (także najnowszej), popkultury czy kreacja postaci same w sobie są rewelacyjne i nawet skupiając tylko na nich, czytelnik/-czka ma świetną zabawę. 

    Nie myślałam dotychczas o Babci Esme jako propagatorce feministycznego myślenia. Coś w tym jednak musi być, w końcu z jakichś powodu tak ją lubię ;).

    Poza czarownicami, Śmiercią i cyklem o Straży bardzo podobał mi się także cykl o Moiście von Lipwigu. Jeśli Pan nie czytał: polecam serdecznie! Havelock Vetinari urasta tam do rangi mojej drugiej ulubionej dyskowej postaci, teraz plasuje się zaraz po Babci Esme :).

    @Michał Piątek
    Oj, zupełnie się nie zgadzam z oceną prozy Pratchetta jako przeciętnej. Także tłumaczenia (ale wyłącznie Cholewy) uważam za bardzo dobre. To pewnie kwestia odmiennych gustów, bo na temat Carda także mam inne zdanie, wprawdzie bardzo go lubię, ale bynajmniej nie zachwycam się. Pratchettem natomiast zachwycam się prawie zawsze :). 

    Dziękuję Panom za komentarze i pozdrawiam.

     
    Odpowiedz
  12. misjonarz

    Bo normalne dziecko, lub

    Bo normalne dziecko, lub dorastająca młodzież będzie chciało spotykać się z rówieśnikami, grać w piłkę, biegać "do upadłego", chodzić do lasu, męczyć się a późnije odpoczywać czy  nawet "paprać się w błotku". 

    Będzie ciekawe świata a nie jakiejś "dziwnej fantastyki, która nie wiadomo czemu ma służyć" ? 

    Będzie chciało dowiadywać się o ludziach a zwłaszcza o drugiej płci i "co z tego wynika", a przede wszystkim będzie CHCIAŁO  KOCHAĆ  I BYĆ KOCHANE, czego zupełnie nie znajdzie w "nosie z dziwnymi książkami".

    Będzie chciało być ciekawe "niewytłumaczalnego", czyli "zapyta, jak to: "on (czyli Jezus) zmartwychwstał to gdzie On jest ?", zapyta i odłoży osąd co jest uczciwe intelektualnie, bo odłożenie osądu może jedynie uruchomić umysł twórczy. Normalne dzieci również chcą chodzić (chociaż czasem na mszy św trochę się nudzą) do kościoła i będzie chciało przyjmować Pana Jezusa w komunii św. 

    Bo dzieci są "naturalnie religijne", tylko z czasem coś tą naturalność zabija (np. głupie magiczne gry komputerowe, dziwne książki, filmy itd, itp.). 

    No bo tu jest właśnie pewien  "chaczyk", który próbóje nam "wciskać do ust świat i szatan. 

     

    p.s. do Ciebie Bartoszu. Tacy ludzie jak, ty niestety nie są w stanie założyć zdrowej rodziny, no chyba, że są w stanie "przezwyciężyć siebi i poddać się terapii, ja nazywam takową  PSYCHODUCHOWĄ.
     

     

    pozdrawiam

     
    Odpowiedz
  13. misjonarz

    Normalne dziecko będzie

    Normalne dziecko będzie się więc rozwijać fizycznie (to wynik pewnego planu genetycznego i współpracy ze środowiskiem), będzie się rozwijać intelektualnie zdobywając wiedzę szkolną, oraz psychicznie i duchowo, poprzez poznawanie swojej religii.

     

    Natomiast "dziecko nienormalne" wpadnie "w szpony astrologii, magii, poteryzmu, różnych filozofii wschodu itp."

    Potem to odbija się na sposobie myślenia a ten sposób jest po prostu "irracjonalny" – dam przykład:

    Astrologia holistyczna

    ProwadzącyRoman Fierfas

    Jak się mają żywioły horoskopu do chińskich Pięciu Przemian? Czy istnieje związek między czakrami a elementami horoskopu? Czy istnieje związek między narządami i ich meridianami, a elementami horoskopu?

    Naturoterapeuci, astrologowie i tarociści od lat zderzają się z tymi samymi podstawowymi pytaniami, przystępując do studiów nad systemami uzdrawiania z różnych regionów świata. Wykładowcy w szkołach psychotronicznych zaś najczęściej nie dają jednoznacznej odpowiedzi, ze względu na pozorne sprzeczności w materiałach źródłowych i brak bezpośredniego wsparcia autorytetów z rzeczonych dziedzin.

    Na pytania te znajdziemy odpowiedzi uniwersalne i indywidualne, poprzez studium porównawcze:

    • koło horoskopu a mapa meridianów
    • energie planet i znaków w horoskopie według zachodniej tradycji, oraz wedle Tradycyjnej Chińskiej Medycyny i taoizmu
    • energie elementów horoskopu a systemy czakr i taoistycznych orbit energetycznych

    Dodatkowo zajmiemy się tematem możliwości wczesnego wykrycia poprzez koło horoskopu istnienia skłonności do zaburzeń i schorzeń cywilizacyjnych.

    Program zajęć to założenia i podstawy astrologii holistycznej. Astrologia holistyczna jest owocem połączenia współczesnej nauki o astrologii, Tradycyjnej Chińskiej Medycyny i taoistycznych praktyk uzdrawiających (głównie szkoły Healing Tao/Universal Tao, ale nie tylko), oraz współczesnej medycyny holistycznej i psychologii zorientowanej na proces Arnolda Mindell’a.

    Nazwa "holistyczna" wynika nie tylko ze względu na potraktowanie ciała i ducha, psyche i umysłu jako całości, ale też i ze względu na budowę pomostu między Wschodem i Zachodem na polu terapeutycznym, rozwoju osobistego i coaching’u.

    Materiał zajęć i baza teoretyczna wsparta jest moim osobistym doświadczeniem ze współpracy z Instytutem Medycyny Holistycznej "VegaMedica", oraz współczesną wiedzą z zakresu medycyny holistycznej. Uczestnicy całości kursu poznają kwintesencję studiów i ponad 10 lat doświadczenia pracy astrologicznej.

    Kluczowe aspekty astrologii holistycznej wprowadzane był między innymi na wyjazdach organizowanych wraz z Instytutem Integracji Psychosomatycznej.

    Narzędzia i umiejętności jakie otrzymują uczestnicy kursu to:

    • Interpretacja symboli
    • Wiedza o archetypach
    • Znajomość energii horoskopu
    • Interpretacja horoskopu natalnego (radix)
    • Astrologiczne wsparcie dla diagnozy medycznej

     

    Tak więc dziecko "nienormalnie rozwijające się" w wyniku styczności z pewnym prądami filozoficzno – gnostycznymi zaczyna szukać i zadawać strasznie dziwne irracjonalne pytania. Zadaje dziwne pytania a odpowiedzi są "jeszcze dziwniejsze" – przykład tego jest powyżej.

    To dlatego tzw. "neognoza" to po prostu  GŁUPOTA. Dzieci wychowywane na takiej głupocie dorastają i zaczynają tą głupotę wciskać innym i "koło się zamyka".  Czyli jak ja to mówię "głupota, głupotę, głupotą pogania".

     

     
    Odpowiedz
  14. Kazimierz

    Pani Ulu

    Cóż tu powiedzieć, bo nie wiem, czy Pani jest wierząca, czy też nie a to ważne ze względu na postrzegaznie zagrożeń i sposobu wychowania dzieci.

    Ja za Ap. Pawłem powiem – "Wszystkiego doświadczajcie, tego co dobre się trzymajcie" 1 Tes. 5.21, i z tego względu wolę siebie i moje dzieci trzymać w dobrem, nie tak aby nie doświadczać, ale dobrze wybierać.

    Tolkien w pewien sposób a już  Lewis bardzo odnoszą się i wskazują na sprawy duchowe. W lwie Asuanie przeceż Lewisa odczytujemy przesłanie Chrystusa. Zachęcam do innych jego pozycji np. Listy starego diabła do młodego itp.

    Co prawda, nie czytałem przedstawianej przez Panią książki, ale z tego co Pani pisze, to nie wynika żadne przesłanie, które można by wykorzystać do dobrego kształtowania młodego człowieka w wierze. Czytałem oczywiście baśnie Adnersena ba nawet chrześcijańskie fantazy np. Synowie Buntu itp. Perretiego, za młodu (baśnie) i nie zwichrowały mnie jakoś (chyba).

    No może jednak przeczytam Pani książkę i wówczas będę bardziej wiarygodny, a nie podobny do tych co nie znają a oceniają 🙂

    Pozdrawiam Kazik

     
    Odpowiedz
  15. kraina-deszczowcow

    do tablicy Deszczowa.

    No to już.

    Ja jestem z Pratchettem zaznajomiona, ba! Ja bym nawet powiedziala ze zaprzyjaźniona. Bo jak nie lubić świata który jest pełen humoru i mądrych obserwacji? Świata tak podobnego do naszego, że przejaskrawienia wydają się być w naszym swiecie rzeczywistością? Nie mylę tu dwóch światów Dysku i naszego. Wcale. Oburzenie, czytalam, wywołuje traktowanie religii (bożkowie są znudzeni i desperacko walczą o prymat i wyznawców) no tak. To może zdenerwować. Jak sie nie ma poczucia humoru oraz jest się ortodoksyjnym wyznawcą. I nie przyjmuje się do wiadomości innych punktów widzenia. i Patrzenia. Pratchett komentuje w ten sposób to co widzi. Dobrze, że nie po kaznodziejsku…

    Dalej. Obecność róznych postaci ze świata fantastyki. A czy ktoś może wpadł na pomysł ze te postacie to są projekcje cech, marzeń, niewiadomych bardzo realnych w naszym świecie.

    Generalnie fantasy i fantastyka należą do literatury lekkiej. Pratchett nie aspiruje do literatury na miarę Nobla. Rozsądny i oczytany człowiek nie będzie ”myślał magicznie” z powodu przeczytania tego rodzaju powieści. Więcej. Pośmieje się nawet bo będzie w stanie zrozumieć zawarte tamże odniesienia. Do siebie również.

    Pozdrawiam!

     
    Odpowiedz
  16. misjonarz

    Wydaje mi się, że istnieje

    Wydaje mi się, że istnieje bardzo duża korelacja pomiędzy czytaniem czegoś takiego a późniejszym tzw. myśleniem magicznym. Natomiast owo powoduje naprawdę zgubne sktuki i to na różnych płaszczyznach, najgorsze jest to, że powoduje, że ludzie zaczynają wierzyć w irracjonalne ideologie. Bardzo łatwo poddają się takowym, które są "nowoczesnym bełkotem".

    Znów dam przykład takiego bełkotu:

     

    "

    Rozwiązywanie problemu przez korekcje informacji:

    PTD® nie uzdrawia i nie rozwiązuje problemów bezpośrednio. Wysyła informację, by wzmocnić i pomóc przywrócić Twoje własne samouzdrawiające mechanizmy. Dysponuje programami , które pobudzają systemy odpowiedzi Twojego ciała, zarówno ogólnie jak i dla określonych objawów.

    System autoregulacji jest „oprogramowaniem” organizmu dla utrzymania i przywracania zdrowia. Ten system ma aspekt elektromagnetyczny, co znaczy, że może być wspierany przez prawidłową częstotliwość, kształt fali i czas jej trwania i właśnie to oferuje Twój PTD®.  Te sygnały elektromagnetyczne przeznaczone są  dla Twojego systemu samoregulacji . To właśnie Twój system autoregulacji  zarządza własnymi  częstotliwościami  Twojego ciała, które mogą zostać zaburzane przez różne wpływy jak: toksyny, emocje, fale elektromagnetyczne itp.

    PTD® posiada różne programy, by wspierać naturalne mechanizmy organizmu w redukcji stresu, poprawie jakości snu, zwiększeniu energii fizycznej i psychicznej (Zespół Przewlekłego Zmęczenia), usprawnieniu detoksykacji, usprawnieniu mechanizmów pozwalających na utrzymanie prawidłowej masy ciała. Programy, które pomogą w usuwaniu bólu, zaparć, skurczów i sztywności mięśni (fibromyalgia), zarówno w stanach ostrych jak i przewlekłych.

    PTD® pobudza witalność i zwiększa możliwości samoleczenia organizmu.

    Pobudza procesy regeneracyjne i spowalnia procesy starzenia. W tkankach, w których dochodzi do zaburzeń funkcjonalnych,  PTD® może przywrócić ich prawidłową funkcję.  Może to wymagać czasu i używania PTD® w terapii codziennej.

    PTD® ma różne programy wspierające poszczególne narządy i układy – układ pokarmowy, immunologiczny, oddechowy, moczowo-płciowy, mięśniowo-szkieletowy, śluzówki i skórę. Programy zapisane w PTD® dotyczą również leczenia chorób związanych z układem krążenia, układem  hormonalnym, układem nerwowym, kostno-szkieletowym, gospodarką mikroelementową…

    Poprzez łączenie programów można wspomóc leczenie praktycznie wszystkich chorób.

    Np. łuszczyca: detoksykacja (detox)  + wątroba (liver) + tkanka łączna (connective tissue) +zapalenie skóry (dermatitis) + sucha egzema( egzema dry) + łuszczyca (psoriasis)…

    Ilość kombinacji programów jest nieograniczona.

    O szczegóły i właściwy dobór programów możesz zapytać swojego lekarza.

    PTD® jest wyprodukowany przez wiodącego dostawcę  elektroniki typu HIGH-TECH dla przemysłu kosmicznego i posiada Certyfikat Sprzętu Medycznego.

    PTD® łączy trzy różne typy wzorów częstotliwości. To jest jeden z powodów, dla którego oferuje lepszą skuteczność w porównaniu z urządzeniami pracującymi na  jednej częstotliwości.

    Zasada działania  PTD® jest  chroniona patentem, a zaawansowane programy badawcze są  gwarancją jego  skuteczności.  Nawet bardzo drogie profesjonalne urządzenia nie posiadają tej unikalnej technologii.

    PTD® jest mały, lekki, przenośny i łatwy w użyciu. Został zaprojektowany w sposób ergonomiczny  z łatwym do odczytania wyświetlaczem i baterią, którą można ładować tak jak baterię telefonu komórkowego. Dostarczany jest w komplecie z etui i paskiem, adapterem do ładowania z końcówkami używanymi  w  Zjednoczonym Królestwie, UE i w USA oraz  z przyjazną i  łatwą instrukcją obsługi.

    PTD® powinien być  używany w niewielkiej odległości od ciała (stąd etui i pasek) lub w kieszeni, nie powinien dotykać skóry.

    Wiele programów zawartych w PTD® posiada do 8 kroków oferując wszechstronne podejście do leczenia. Można dodać 50 dodatkowych programów: albo poprzez własną modyfikację albo poprzez dodanie programów specjalnych. Jeżeli przypadkowo zostanie wybrany niewłaściwy program,  to organizm zignoruje informację ponieważ jej nie potrzebuje. Stąd też  programy PTD® są bezpieczne. PTD został przetestowany z użyciem CE IIA (test dla urządzeń medycznych) i potwierdzono jego skuteczność.  PTD® był stosowany z doskonałymi rezultatami u wielu pacjentów od 2007  i nie doniesiono o żadnych objawach ubocznych.

    Biorąc pod uwagę eliminację z rynku farmaceutycznego leków homeopatycznych, technologie pól elektromagnetycznych poprawiające pole energetyczne człowieka, dają szanse na efektywne stosowanie tej metody obecnie i na rozwój w przyszłości, gdyż metoda  ta nie daje efektów ubocznych, nie boli i nie wymaga zaangażowania czasowego w terapię. Aparat po prostu nosimy przy sobie.

    PTD® używać można w każdym wieku.

    Jest skuteczny również w przypadku leczenia zwierząt domowych.

    Szczegółowe informacje w języku angielskim:

    http://www.ptd.eu

    Cena zakupu 2800 zł netto + VAT 23% = cena brutto 3444 zł

    W przypadku zamówienia większej ilości urządzeń przez terapeutów istnieje możliwość zniżki.

    Cena wynajmu 1 urządzenia na okres 1 miesiąca to 250zł brutto + zwrotna kaucja 2000 zł.

     

    No i właśnie – za taki BEŁKOT i naiwność ludzką płaci się "irracjonalnie pieniądze", nie mówiąc, że może mieć wręcz "sktuki śmiertelne", bo ludzie mogą zrezygnować z terapii konwencjonalnej na rzecz takich "pseudotarepii, jak wyżej" i tym samym spowodować śmierć pacjenta.

    No a dlaczego ludzie "wierzą w takie bzdury". Myślę, że wierzą bo podaje się im taką "papkę magiczną" od dzieciństwa.

     
    Odpowiedz
  17. Halina

    Nie wszyscy lubią czytać fantastykę

     To takie moje małe zastrzeżenie do słów p. Uli " niesłychanie dziwi mnie to, że ktoś może nie czytać książek Pratchetta". Czytałam kiedyś Pratchetta, ponieważ czytał go mój wówczas nastoletni syn. Chciałam przekonać się, co to za autor i przeczytałam Kosiarza, a potem kilka innych pozycji. To prawda, że Pratchett w swoim świecie Dysku jest absolutnie niechrześcijański, i nikomu nie radzę się na nim wzorować. Zastanawia mnie jednak coś innego; dlaczego chrześcijanie nie potrafią czytać literatury w oderwaniu od swojej wiary. To chyba zrozumiałe, że jeżeli wchodzimy " w bajkę", czy jakąś fikcję literacką, to zakładamy przecież, że krasnoludy i czarownice nie istnieją, ale staje się dla nas ważne jak radzą sobie z napotykanymi problemami. W przeciwnym razie będziemy musieli potępić wróżkę z Kopciuszka, że zamieniła dynię w karetę.  Użyła przecież magii. Istnieje jednak dobra magia literacka i " czarna" okultystyczna.Takie książki pełnią również swoją funkcję i czyta się je w innym celu niż tylko zestawianie z wartościami chrześcijańskimi. Jest wiele ogólnoludzkich wartości; jak dobro, zło. Nawet u Tolkiena czy Lewisa nie ma konkretnego odniesienia do Boga. W świecie fantastyki nie ma takiego zwyczaju, ponieważ autor nie stwarza świata autentycznego. Dlatego czytelnik powinien skupić się na wartościach, nie na faktach. Poza jednym znanym mi wyjątkiem-Philip Pullman w swoich " Mrocznych materiach", propaguje pewien zły wzorzec. Tego nie pozwoliłabym czytać dziecku. W rzeczywistym świecie magia ma pochodzenie demoniczne. W literaturze zaś pełni ona funkcję alegoryczną, aluzyjną. Ważne jest nie tyle jej istnienie w literaturze fantasy, ale właściwe jej wykorzystanie. Wg. mnie nie należy omijać wszystkiego " co podejrzane" szerokim łukiem. Jezus jadał z cudzołożnicami, to nam nie wolno przeczytać książki o tematyce fantastycznej? Tylko dlatego, że jest tam magia? I co? Moje dziecko czytało, ja czytałam-jakoś nie zaraziliśmy się tymi czarami:) Świat Dysku, chociaż pełen magii, dziwolągów i stworów-przy bliższym poznaniu, zaczyna paskudnie przypominać nasz ziemski " grajdołek". A jednak musimy żyć na tym świecie i nie chować " głowy w piasek". Zabawa w świecie Dysku zaczyna się na poziomie języka, ale ostatecznie zmierza do odkrycia istoty rzeczy. Prawie w każdym tomie pojawiają się tematy związane z religią, prawdą, sztuką, równowagą świata, wreszcie ze śmiercią. Świat Dysku, to jeden z nielicznych światów literackich, w których dyskusja o sprawach fundamentalnych odbywa się bez patosu, nudziarstwa i " mowy-trawy". A sam wątek śmierci, to majstersztyk-w mojej ocenie laika.

    Ze swojej strony polecam dawno nie wznawianą,  chyba najpiękniejszą książkę w polskiej fantastyce autorstwa benedyktynki Anny Borkowskiej " Gar’ Ingawi wyspa szczęśliwa". Jest tu wszystko, i to w dużych ilościach. Jest to baśń o tęsknocie i wierze, o szczęśliwej wyspie, nowym świecie, zamieszkanym przez rózne, niepodobne do siebie rasy. Jest walka Dobra ze Złem, są wielkie zmagania, wielcy bohaterowie, powstające i ginące Imperia. Opowieść przepiękna-przepojona głębokimi, filozoficznymi myślami, w której nie brak również dobrego humoru i zabawy.

    pozdrawiam

     
    Odpowiedz
  18. udobrzanska

    Bardzo mnie cieszy, że są

    Bardzo mnie cieszy, że są tutaj inni czytelnicy Pratchetta. Pozdrowienia dla p. Joanny i p. Haliny :).

    @Kazimierz Juszczak

    Panie Kazimierzu, racja, z lektury tej książki i innych wspomnianego autora raczej nie płyną przesłania, "które można by wykorzystać do dobrego kształtowania młodego człowieka w wierze", ale jak wspomniałam, zasadniczo to nie są powieści kierowane do dzieci. 

    Rozsądne dobieranie lektur jest ważne, ale stosowanie wyłącznie powyższego kryterium moim zdaniem jest, delikatnie mówiąc, niemądre. 

    @Halina

    Pani Halino, oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy lubią fantastykę. Ale cóż poradzę, naprawdę niesłychanie mnie dziwi, że dotyczy to także powieści Pratchetta!  🙂

    Oczywiście piszę to z przymrużeniem oka. Nikogo nie mam zamiaru nawracać na własne sympatie czytelnicze ani się na nikogo obrażać z tego powodu, że ich nie podziela.

    I bardzo dziękuję za podsunięcie tytułu, nie znam, poszukam, brzmi ciekawie.

    Pozdrawiam!

     
    Odpowiedz
  19. misjonarz

    Myślę, że te “opowiastki”

    Myślę, że te "opowiastki" to kolejne takie "bzdurki" próbójące wpływać na ludzką wolność.

    Pratchett to ateista a w/g mnie człowiek dziwny.

    Przeczytałem fragmenty tych powiastek i stwierdziłem, że "nie da się tego czytać nie wyłączając rozumu". Bo tego nie da się zrozumieć. Tak więc człowiek nie może tego zrozumieć, więc czytając to "musi czytać to, jak w transie".

    Czyli to jest coś na wzór "powtarzania niezrozumiałych słówek w kółko" aby wywołać w mózgu halucynacje.

    Halucynacje natomiast to jest "prawie choroba psychiczna".

    Znów będe  "nietolerancyjny", ale wyczytałem, że  Pratchett ma obecnie  chorobę psychiczną "przypominającą chorobę Alzcheimera.

    Bardzo ciekawe stwierdzenie  "przypominającą".  No właśnie "czy to jest ta choroba" ?

    Jeżeli to nie jest Alzcheimer to co to jest ?

    Ja się domyślam, ale zachowam to dla siebie, nadmienię jedynie, że posługiwanie się takim językiem to może być tzw. "kontroinicjacja", która jest równoznaczna z łamaniem  1 przykazania Bożego.

    Takowe, często powoduje problemy u ludzi – "do opętania włącznie".

     

     
    Odpowiedz
  20. misjonarz

    Opętania to skutek

    Opętania to skutek styczności ludzi z różnymi "pseudoduchowościami", chodzi o tzw. New Age i pochodne.

    Dotyczy ono również pewnych ludzi, którzy "nagle odkrywają w sobie jakieś światło", które uważają, że pochodzi od Pana Boga lub od tzw. "zjawień" np. Maryi.

    Natomiast jest rzeczą dziwną i bardzo zastanawiającą, że ludzie czytający "powieści o zabarwieniach magicznych nagle mają problemy z wiarą" a zwłaszcza z praktykami religijnymi w obrębie wiary katolckiej.

        Teraz opowiem Ci Jadwigo odnośnie "rzeczy poświęconych" – w tym tzw. wody egzorcyzmowanej.

    Myśl sobie, jak chcesz, ja wiem jedno "takowa woda to nie jest zwykła woda".

         U mnie w rodzinie występują pewne problemy z porozumieniem się moich rodziców a czasem wynikają z tego kłótnie (czasem dosyć mocne). Nie wnikam czemu tak jest, jedynie domyślam się z czego to się wzięło (bo moim zdaniem wynika to również z tego, że np. moja mama swego czasu była u słynnego bioenergeterapeuty C. Harris).

    Tak więc tydzień temu znów była kłótnia i to dosyć mocna. Ja w takich przypadkach siedzę cicho, ale czasem coś próbóję rozwiązać. No i wpadłem na pewien "ciekawy pomysł".

    Widzę, że mama, "strasznie się złości" i postanowiłem pokropić ją wodą egzorcyzmowaną.

    W jednym momencie mama przeszła od złości do pewnego smutku, rozpłakała się (co prawda minutę później znów bardzo się wściekła), ale po chwili  USPOKOIŁA SIĘ CAŁKOWICIE.

    Ja domyślam się czemu się tak stało, ale nie powiem – zadam jedynie pytania.

    – Czy te moje działania to "tylko pewne oddziaływanie psychologiczne" ?

    – Czy był to tylko efekt sugestii ?

    – Czy to moje działanie było poprawne etycznie ?

    – Czy tzw. psychoterapia nie "zasadza się na podobnych założeniach" ? – czyli "wypowiem, wyładuję to mi   

      przejdzie" ?

    – No i na koniec – dlaczego mój kierownik duchowy gdy mu o tym opowiedziałem stwierdził mniej więcej tak:

     "jak już nie widzisz innego środka no to przecież są również środki nadprzyrodzone, które czemuś służą".

     

     

     
    Odpowiedz
  21. jadwiga

    misjonarzu to dziwne

       U mnie w rodzinie występują pewne problemy z porozumieniem się moich rodziców a czasem wynikają z tego kłótnie (czasem dosyć mocne). Nie wnikam czemu tak jest, jedynie domyślam się z czego to się wzięło (bo moim zdaniem wynika to również z tego, że np. moja mama swego czasu była u słynnego bioenergeterapeuty C. Harris).

    Pamiętam, ze C. Harris przyjmował w kościele Bernardynów w Krakowie. To bernardyni zorganizowali jego przyjazd i spotkanie z tysiacem ludzi. Czyżby bernardyni zorganizowali spotkanie z szatanem?

     
    Odpowiedz
  22. misjonarz

    Nie, to był skutek

    Nie, to był skutek niewiedzy ludzkiej, to był skutek pewnej "fascynacji czymś co zaczynało do Polski przychodzić z różnych państw". Ludzie nagle "zafascynowali się tzw. "energiami".

    Nie wiem, jak to on robił, ale prawdą jest, że Harris przyjmował latami w kościołach. Czemu tak się działo ? Ciężko to właściwie wytłumaczyć. Kiedyś czytałem pewien wywiad z tym człowiekiem – stwierdził "uzdrawiam przy pomocy duchów".  Ciężko jest określić ilu ludziom wyrządził on szkodę, bo oprócz ilości mogła być w/g mnie "jakość".

    Ta "jakość" – to fakt, że nie każdy jest tak samo wrażliwy na pewne praktyki (chodzi mi o praktyki spirytystyczne).

    Tak samo jest np. w wyniku "normalnego spirytyzmu" – nie każdemu szkodzi tzw. wywoływanie duchów. Również nie każdy kto śpiewa i słucha tzw. muzyki "metal" jest opętany. No nie każdy ale z moich obserwacji wynika, że "szkody duchowe u ludzi są wielkie".

    Dlaczego się nad tym rozwodzę ? Rozwodzę się bo sprawa jest o tyle skomplikowana, że "szatan wchodzi w życie ludzkie ale NIE CHCE SIĘ UJAWNIAĆ".  On nie chce się ujawniać bo ujawnienie to jego porażka.

    Tak samo było w przypadku Harrisa – działał on mocą złych duchów, ale one "nie ujawniały się", no bo gdyby tak się działo to nikt by mu nie pozwolił robić tych swoich seansów. Harris długo jeździł po Polsce i po kościołach, ale z czasem zaczęto "domyślać się co tu jest grane". Ciekawe, że na Podhale z czasem przestał on przyjeżdzać. Przestał bo żadna parafia nie zgodziła by się go przyjąć "pod swój dach".

    Jeszcze co do niego – to wtedy gdy była moja mama u niego, byłem również i ja. Co działo się później ze mną, to może nie będę opisywał – dużo by pisać a i dolegliwości były naprawdę dziwne.

    Problem w przypadku mojej mamy był taki, że ona poszła do Harrisa 2 razy.

    Harris to był taki "protoplasta", za którym poszli inni, no i obecnie szacuje się, że w Polsce jest ok.

    100 000 ludzi, którzy zajmują się tzw. medycyną niekonwecjonalną i jej "pochodnymi".

    Dające do myślenia – a najwięcej "co z tym robić" ?

     
    Odpowiedz
  23. jadwiga

    misjonarzu

    Nie wiem czy Harris rzeczywiście leczył czy tez nie. Z ludzi których znam – zadna osoba nie odczuła nic szczególnego po tym spotkaniu –  nie było  ani lepiej ani gorzej. Ot jakby spotkało się zwykłego człowieka. 

    Niemniej Harris przyjmował w kościołach.A ludzie zbierali się po bezpośrednim uczestnictwie w Eucharystii.

    Wiec jeżeli  zaczniemy mniemać, że przez niego działał zły duch – i to w kosciele na zaproszenie zakonników i to w czasie Eucharystii – jakaz mamy gwarancję, ze inna osoba przedstawiona przez zakonników, duchownych – nie ma powiazania z szatanem – ba…nawet rozmowa czy spowiedz u samego duchownego? Jakaż mamy gwarancję wtedy, ze w konfesjonale z duchownym nie siedzi szatan?

    Wiec zaczynajac od Harrisa powoli wpadniemy w paranoję.

     
    Odpowiedz
  24. ahasver

    APAGE!!!! UAbla bla blablalalalalaLALALALALAaaaaaaAAAAAAAAAAA!!!

    Uaaaaaaaaaghrrrr!!!!!!!!!!!

    UAAAAAAGHGHGHGRRRRRRR!!!!!

    LAblalblablablablaaaaaaAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!

    Szatan, Szatan!!!! SZAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAtaaaAAAAAAAAAAAAAAAaaaaaannn!!!

     
    Odpowiedz
  25. misjonarz

    Jadwigo a kto powiedział,

    Jadwigo a kto powiedział, że "szatan oszczędza ludzi pobożnych" ? On ich nie oszczędza a czasem znęca się nad nimi. Tłumaczyłem Ci, że "nie każdy jest tak samo wrażliwy". Nie wiem dokładnie od czego to zależy, być może "od stopnie zjednoczenia z Bogiem", którego przejawem jest więź z Bogiem i modlitwa.

    Moim zdaniem Harris na mnie bardzo źle podziałał (miałem nie pisać bo mogą być po tym jakieś dziwne opinie o mnie, ale co tam ?, przecież to "nie ja będę myślał").

    U mnie po wizycie u Harrisa "przeszły napadowe bóle głowy", za to pojawiły się "inne napady". Były to "jakieś niewytłumaczalne majaki, czy urojenia, które pojawiały się często (prawie codziennie). Nie opiszę tego dokładnie bo sam dokładnie nie wiem jak to było, bo ja byłem podczas tego jakby w półśnie. Wiem jedno napewno to było "coś dziwnego", ponieważ pojawiało się dosyć regularnie i codziennie i długo – coś ok. 1 roku . Psychiatra coś mi tam przepisał, ja to zażywałem ale nic nie pomogało.

    W końcu wpadłem na pomysł aby się modlić. Moja modlitwa w tym czasie to było "zwykłe ojcze nasz i zdrowaś Maryjo". Oczywiście nie opuszczałem też mszy świętej.  Jak przez mgłę pamiętam, że pomodliłem się kiedyś swoim słowami "Panie Boże pomóż mi". Nie pamiętam czy od razu ale nagle te moje dolegliwości przeszły i nigdy się już nie powtórzyły. Naprawdę poczułem ulgę i zapomniałem, że coś takiego było.

    Moim zdaniem to był skutek kontaktu z Harrisem.

    Jeszcze coś Ci nadmienię – a przeczyałaś co się działo z tym "uzdrowicielem" po tych seansach ?

    W/g świadków "był wykończony" i musiał odpoczywać a prawie zawsze brał gorącą kąpiel. Dosyć zastanawiające.

    Ok. bo "pewnie to nie są dowody", no bo wiara z "definicji dotyczy rzeczy niewidzialnych" a można je badać i wykrywać stosują odpowiednią terminologię.

     

     
    Odpowiedz
  26. jadwiga

    misjonarzu uzdrowienia są wszedzie

    W kazdej religii. Nawet u ateistów. Sama znam 2 przypadki niewiarygodnych uzdrowien – oba z ostatniego stadium raka. I nie wiadomo było dlaczego ta choroba całkowicie zniknęła – jedna z tych osób była całkowicie niewierzaca i tak pozostało do dziś. Wiec nie mozna jednoznacznie twierdzić kto lub co uzdrowiło.I na odwrót.

    To, że lekarstwa nie pomagaja nie jest zadnym dowodem na niematerialny powód choroby. Moze być po prostu fałszywa diagnoza, niekompetentny lekarz .Źle dobrany lek. Człowiek to nie maszyna kazdy na lek reaguje indywidualnie.Poza tym jest mnóstwo chorób które dzisiejsza medycyna jeszcze nie jest w stanie zdiagnozowac, bo nie ma testów, albo nie zostaly jeszcze odkryte – i zostana za iles tam lat.

     
    Odpowiedz
  27. misjonarz

    Odpowiem bardzo krótko –

    Odpowiem bardzo krótko – powtórzę za moim spowiednikiem.

    "To co przeżywałem to byłem JA  a nie moje ciało. 

    Natomiast Ja to moja dusza, duch (który może być aniołem stróżem, Duchem świętym,  złym duchem).

    Tak więc moja psyche ( nawet z definicji "dusza"), to ja. Jeżeli to co przeżywałem było w jakiejś części świadome to to nie była choroba psychiczna ale coś nadnaturalnego.

     
    Odpowiedz
  28. jadwiga

    misjonarzu czy słyszałes

     o takiej dziedzinie medycyny jak endokrynologia i neuroendokrynologia? To poczytaj. Dowiesz sie , ze są zaburzenia, które sterują  równiez odczuciami, które przypisujemy duszy. Nie, nie są to choroby psychiczne. Tylko metabiliczne. 

    Twoje JA to nic innego jak prawidłowy poziom we krwi i tkankach – cukru, soli kuchennej, potasu, wapnia i wielu innych chemicznych związków. 

    Coś o tym wiem z własnego doświadczenia. Wiem jak zmieniaja się odczucia gdy spada cukier , sód czy potas. Wystarzy aby wszystko było w normie i dusza działa OK.

    Przykre ale prawdziwe.

     
    Odpowiedz
  29. Anonim

    Jeśli chodzi o Faegle to

    Jeśli chodzi o Faegle to są to po prostu Smerfy. a ten cykl o Obolałej jest taki sobie.A co do fantasy to Władca Pierścieni jest też mixem naw age?

    A kolega misjonarz, hm, daje po garach, tak mi się wydaje. Adoracja to nei wyścig i nie ci co mówią "Panie, Panie" wejda do Królestwa Niebieskiego

     
    Odpowiedz
  30. misjonarz

    Wiem, że jest cały ten

    Wiem, że jest cały ten "metabolizm", ale "metabolizm to nie ja".

    Przytoczę pewną formułę (lubię się nią posługiwać".

    Za "biologiczny rozwój człowieka" –  "przez rozwój biologiczny rozumiemy całokształ procesów w organiźmie człowieka z WYŁĄCZENIEM PROCESÓW PSYCHICZNYCH.

    I jeszcze jedno "za profesorem Szopą", ale już nie pamiętam tytułu.

    "na rozwój motoryczny wpływają czynniki psychiczne, których nie bada się metodami biologicznymi" (nie dokładnie ale mniej więcej o to chodzi".

    Bo "czynniki psychiczne" to (siła woli, temperament, odporność psychiczna, czy nawet coś bardziej fizjologicznego (odporność na przegrzanie – podam tutaj ciekawą anegdotę – o Pio miewał takie gorączki, że pękały termometry).

    Proszę podać mi "wzory chemiczne na w/w cechy".

    I jescze jedno "im więcej dana cecha jest poligeniczna (wiele genów na nią oddziaływuje) tym więcej jest ona podatna na wpływy środowiska.

    Pytanie "psychika to jest jedna cecha, czy zespół cech" ?

     

     
    Odpowiedz
  31. misjonarz

    Jeszcze jedno. Dlaczego

    Jeszcze jedno. Dlaczego pojęcia psychologicznie dotyczą "innych dziedzin niż biologia" ?. M. inn. dlatego, że "psychologia ma swoją terminologię", która nie musi być spójna z innymi naukami.

    Dam przykład – przypomnę jeszcze raz:  "SIŁA WOLI" (specjalny przykład bo wola to jest pojęcie teologicznie i antropologiczne).

    Wzorując się na poprawności w/w pojęcia i poprawności nauk to pewnie powinno to wyglądać tak ? :

    F= m *a * (wzory chemiczne substancji chemicznych wpływających na wolę).

    Oczywiście takie wyżej to "kompletna bzdura".

    Poprawnie wola w/g fizjologii to powinna wyglądać mniej więcej tak :

    (cp = ms/mr * 100 % ), chodzi mi tutaj o stężenie substancji wpływających na wolę.

    Pytanie – czemu mówi się  "siła woli" a nie "stężenie woli" ?

    Dosyć zastanawiające ?

     

    p.s to nie jest "wywód naukowy" ale próba pokazania pewnych "niuansów psychologii".

     
    Odpowiedz
  32. misjonarz

    Specjalnie poruszyłem ten

    Specjalnie poruszyłem ten temat  WOLA. Poruszyłem go bo to jest podstawowe pojęcie Chrześcijaństwa

    WOLNOŚĆ. Ja dodam jeszcze jedno WOLNOŚĆ WEWNĘTRZNA.

    Co to jest ? i jak się ją kształtuje to całkiem odrębny wykład.

    Jeszcze co do "tematu tego wątku". Wolnośc bywa ograniczana przez czytanie właśnie różnych niepewnych powieści – przykład (zapożyczony z wykładu o Posackiego) "człowiek jest dodatkiem do różdzki". No i właśnie

    – sam na własne oczy widziałem, jake pewien gość "wykrywał wodę przy pomocy różdzki".

    Oczywiście, że człowiek ma swoją wolność ograniczaną – a wynikają one z różnych czynników, np narkoman ma ograniczoną wolność ale dalej ją ma ( gdyby wogóle jej nie miał to każdy narkoman by umierał z powodu nałogu a wiem, że tak nie jest). Wolność człowieka ogranicza  również grzech (który też może być nałogiem).

    Nie będę opisywał szczegółów bo musiałbym długo myśleć i pisać.

    Na koniec jeszcze jedno  JEZUS SZANUJE LUDZKĄ WOLNOŚĆ. Szanuje ją ale ostrzega, że jeżeli będzie źle wykorzystana to człowiek sam się potępi (mówił przeczież "tam będzie płacz i zgrzytanie zębów).

     

    pozdrawiam i życzę "szukania prawdy i wolności.

     
    Odpowiedz
  33. jadwiga

    misjonarzu

    Nie pisze o psychice, psychologii czy psychiatrii. Pisze o chorobach METABOLICZNYCH i ENDOKRYNOLOGICZNYCH a to jest diametralna różnica. Metabolizm wpływa na działanie także systemu nerwowego oraz tzw czynnosci wyższych. Takich jak wola, poczucie szczęścia, czy nieszczescia, piękna, itp. To wszystko zależy od chemii naszego organizmu oraz metabolizmu komórkowego..Min od poziomu cukru, sodu potasu wapnia itp. 

     
    Odpowiedz
  34. misjonarz

    Zgadzam się, ale “nie do

    Zgadzam się, ale "nie do końca" .  Tzn. słyszałem, że pewne zaburzenia metaboliczne powodują różne anomalie, np. kretynizm. Natomiast co do tego "stężenia cukru we krwi", no to już jest bardziej skomplikowana sprawa. Troszkę to obserwuję bo np. mój tata ma cukrzycę i widzę, jak czasem słabnie bo nagle ma hipoglikemię.

    Natomiast, moim zdaniem "choroba taty to bardziej skomplikowana sprawa".  Nie wnikam (bo tego się nie da udowodnić).

    Poruszę jeszcze taką kwestię "dlaczego są osoby tak bardzo odporne na głód ?" – przykład to np. Jezus (jeżeli wierzyć dokładnie ewangelii to nic nie jadł miesiąc ). Nic nie jadł a żył. Dam inny "bardziej ekstremalny przykład".

    Marta Robin – ona wogóle przestała cokolwiek spożywać (co prawda nie funkcjonowała motorycznie w wyniku paraliżu), ale jej psychika była całkiem normalna. Była świadoma, normalnie rozmawiała, przychodzili do niej ludzie a ona rozmawiała z nimi o Panu Bogu.

    Pytanie – skąd czerpała energię do życia ?

    W tym miejscu dam przykład "jakby z przeciwnego źródła". Są ludzie (głównie jacyś tam uprawiający tzw. jogę), którzy również nie jedzą anie nie piją latami.

    Skąd oni mają energię ?

    No i właśnie skąd mają energię ? i czy można porównwywać tz.w joginów z mistykami typu Marta Robin ?

    Jeszcze jeden przykład – słynna Annelise Michel. Dlaczego ta dziewczyna, która była "ekstremalnie opętana tak szybko dochodziła do normy po tzw atakach diabelskich" ?

          Przeszedłem do tematu "naprawdę kontrowersyjnego", no bo w/w dziewczyna zmarła. Zmarła a sąd orzekł, że odpowiedzialni byli za to księża odprawiający rytuał.

    Temat jest bardzo szeroki (więc nie będę go opisywał) a dotyczy kwestii "dlaczego była opętana" ?

    A Michel naprawdę była opętana, ale jej wola była jej – "ona sama zgodziła się bo tak chciał Pan Bóg".

     

    Nie "wnikam", ponieważ sprawa jest wybitnie teologiczna a dotyczy "sprawy walki ze złymi duchami". Sposobu walki ale też "sposobu ukrywania się złych mocy".

    Tak więc "konkludując" – "opętania to nie choroby psychiczne (chociaż bywają podobne do nich), to również nie jakieś tam choroby metaboliczne". To jest coś nadnaturalnego, coś co nie jest z tego świata.

    Ok. "nie rozwinę tematu", mogę jedynie "polecić przeczytanie fragmentów z ewangelii o uwalnianiu ludzi opętanych a jest ich kilka".

    Co ciekawe – współczesne przypadki opętań są bardzo podobne do tych przedstawionych w ewageliach.

     

     
    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code