Obietnica jest dla grzeszników

 
Rozważanie na Wtorek V Tygodnia Wielkiego Postu, C1
 

Wyobraź sobie taką sytuację. Jesteś mężczyzną, który dopiero co poślubił ukochaną kobietę, jeszcze z nią nie spałeś, a dopiero co macie razem zamieszkać. I tak ni stąd, ni zowąd przychodzi do Ciebie ta kobieta i oznajmia, że jest w ciąży. Na dodatek wciska Ci bajkę, że to dziecko Boga, a tak w ogóle to twierdzi, że jest nadal dziewicą. Wierzysz? Serio uwierzyłbyś w taką opowieść? Tak bez żadnych pytań i „ale”?

Nie! Józef też od razu nie wierzy. Wczuj się w sytuację Józefa. Nagle w jednej chwili legły w gruzach wszystkie jego plany i marzenia. W dzisiejszych czasach taka sytuacja zostałaby określona po prostu jako „masakra”. Po prostu kicha. Nici z planów małżeńskich i rodzinnych, nici z szacunku na mieście, a na dodatek kobieta, którą kocha zostanie ukamieniowana. Sytuacja naprawdę nie wygląda zbyt ciekawie.

To, że kobieta rogi mu przyprawiła, to jeszcze chłop przeżyje. Ale facet wyraźnie kocha Maryję i choć jest mu cholernie źle, to próbuje chociaż ją uratować. Jak czytamy w Ewangelii Mateuszowej: „postanowił oddalić ją potajemnie”. Bóg widząc, że człowiek tak sam z siebie średnio odczytuje Bożą myśl zbawienia, postanawia interweniować. Posyła Anioła, który wyjaśnia Boże plany, który mówi, że Józef ma się NIE BAĆ I WYPEŁNIĆ BOŻĄ OBIETNICĘ. Bóg właśnie potwierdził to, co mówiła jego ukochana. Narodzi się wielki człowiek, a właściwie Bóg-człowiek, który „zbawi swój lud od jego grzechów”. Jak czytamy dalej: „Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański”.

Ile razy Bóg w Twoim życiu objawił Ci swoją wolę? Ile razy dał Ci jakiś znak, światło? Może Tobie też posłał Anioła bądź proroka, który w jednej chwili ciemność zamienił na światłość? W moim życiu mnóstwo razy, za każdym razem inaczej, gdzie indziej i przez kogo innego, lecz zawsze potwierdzał wypełnienie swojej obietnicy. Mimo moich słabości, lęków, wad i grzechów, jak bowiem czytamy w Liście św. Pawła do Rzymian, Boża obietnica realizuje się nie dlatego, że jesteśmy sprawiedliwi, lecz dlatego, że uwierzyliśmy i zawierzyliśmy Panu. Nie zostaje nic innego, jak Bogu za to podziękować i uwielbić Jego imię.

Dla otoczenia Józefa i Maryi ich sytuacja była jasna. Kobieta gościa walnęła w rogi, zaszła w ciążę, na dodatek kłamie. Nic, pozostaje ich tylko potępić. Maryję za czyn, Józefa, że tak się z babą cacka i chce ją ratować. Oboje pewnie w oczach sąsiadów byli spaleni, przegrani, określeni jako grzesznicy i skazani na społeczny ostracyzm. Lecz plan Boga był inny! Bóg wydobywa dobro z sytuacji, która z zewnątrz wygląda na nieuporządkowaną. Więcej, przez tę sytuację na świat przychodzi Mesjasz, Jezus Chrystus, Syn Boga Żywego. Tak właśnie Bóg realizuje obietnicę daną najpierw Abrahamowi, a potem Dawidowi. W takich dziwnych, pozornie złych okolicznościach miłosierny Jahwe objawia swoją wolę i dzieło zbawienia. Bóg jest większy niż nasze wyobrażenia i sądy. O tym, że Bóg często działa poprzez nasze grzechy i słabości, chyba nie muszę nikogo przekonywać. Bóg często przychodzi do człowieka grzesznego, upadłego, by właśnie jemu objawić swoją wolę i wypełnić obietnicę daną każdemu i każdej z nas.

Jakże ten dzisiejszy ewangeliczny obraz jest aktualny! Nieślubne dzieci, związki niesakramentalne, rozwody, odrzucenie przez sąsiadów, przyjaciół, bliskich. Ten grzesznik, tamta grzesznica. Ta jest „dziwką”, bo ma nieślubne dziecko, ten jest alkoholikiem, ta jest narkomanką. Ten jest heretykiem, bo odszedł z Kościoła, ten jest wręcz wcieleniem zła, bo był na Woodstocku. Ten jest szukającym poklasku księdzem, bo udzielił wywiadu. Ten jest zły, bo postawił się oprawcom, dowodził i bronił niewygodnej dla nas prawdy. Ten nie jest prawdziwym katolikiem, bo słucha Radia Maryja bądź czyta Tygodnik Powszechny. Ten jest zły, bo mieszka wśród grzeszników w akademiku.

Często rzucamy jak z karabinu takie określenia i sądy: Ten dobry, ten zły, grzesznik, ja sprawiedliwy. To grzeszna sytuacja. Żyją w grzechu. Tam nie ma Boga. To wybrańcy Belzebuba. – A skąd to wiesz? A może właśnie w tej z pozoru grzesznej sytuacji jest miłość, jest poszanowanie ludzkiej godności, jest Bóg? Może właśnie dla tych ludzi to, że grzeszą, jest punktem wyjścia do tego, by zaufać i powierzyć się Bogu. Może przez to, że grzeszą prawdziwie wierzą? Sam św. Paweł pisał, że oścień dany mu dla ciała przypomina o tym, jak bardzo potrzebuje Boga.

Przez to, że poszedłem w grzeszne miejsca typu Przystanek Woodstock czy akademik Bóg wykorzystał mnie jako światło dla innych. Bóg posłał mnie, grzesznika do grzeszników, abym ja był drogowskazem, ale też, by ci grzesznicy pokazali mi prawdę o mnie samym, że niewiele się od nich różnię. Jestem dokładnie taki sam jak oni! Wszyscy jesteśmy tacy sami! Jesteśmy grzesznikami, a ośmielamy się rzucać kamienie sprawiedliwości w innych.

Bądźcie, drogi bracie i siostro, sprawiedliwi i święci jak Józef. Bądźcie sprawiedliwi, bo Bóg jest sprawiedliwy i święty. Nie szukajcie osądu, tylko kochajcie bliźniego. Choć tego nie rozumiecie, po prostu odrzućcie kamień, spójrzcie na człowieka obok Was i nie potępiajcie go! Tylko zróbcie jak Józef konkret – uratujcie mu życie!

W każdym z Was drzemie ta ogromna siła przywracania w innych życia, więc nie zabijajcie, lecz ratujcie! Bóg Was nie potępił. On nie może tego zrobić. Bóg Wam przebaczył, więc i Wy przebaczcie innym! A jeśli ktoś z Was ma wątpliwości, niech przeczyta te słowa na głos: „I ja Cię nie potępiam, wstań i nie grzesz więcej!”

thief.jpg

Rekolekcje Wielkopostne 2013

Rozważania Niedzielne

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code