Z życia róż

W tym roku poczułam się zadomowiona w Kasince Małej na tyle, że postanowiłam założyć ogród. No, może nie od razu cały ogród, ale jedną grządkę od strony ulicy przy siatce, po której mają się piąć kolorowe róże. W pobliskim sklepie zoologiczno-ogrodniczym kupiłam piętnaście niewielkich pudełeczek, które były wprawdzie ozdobione zachęcającymi obrazkami, ale ich zawartość nie bardzo zapowiadała przyszłe piękno królowych kwiatów. Ot, jakieś badylki zabezpieczone seledynowym żelem i związane gumką, dołem zawinięte w okrywającą korzenie czarną folię.

Wydobyte z opakowań roślinki trafiły do naczynia z wodą, a ja zabrałam się do przygotowania gleby. Zadanie okazało się jednak znacznie trudniejsze, niż przypuszczałam. Ziemia u nas kamienista, a w pobliżu drogi dodatkowo utwardzona. Po paru godzinach pracy poprosiłam o pomoc osiemnastolatka z sąsiedztwa, który skopał i odchwaścił wstępnie, co potrzeba. Pozostało mi przygotowanie dołków i zasadzenie roślinek. A potem codzienne obfite podlewanie i niecierpliwe oczekiwanie, kiedy pojawią się pierwsze listki.

Nieśmiałe ślady życia roślinek zobaczyłam jeszcze przed Wielkanocą. W wielkanocny poniedziałek przeczytałam, że prognozy na najbliższe dni są niepomyślne, bo zapowiadają przymrozki i opady śniegu.

Zaplanowałam, że we wtorek zaraz z rana postaram się o folię albo włókninę, aby zabezpieczyć róże przed zmarznięciem, ale gdy obudziłam się następnego dnia, za oknem było już biało. Spory śnieg leżał przez kilka dni, a gdy stopniał, znowu zaczęła się pełna niepokoju obserwacja, czy roślinki przetrwały.
Owszem, przetrwały. Z dnia na dzień widać było coraz więcej zielonych listków i zaczątki nowych gałązek. A obok jeszcze bujniej rozrastały się chwasty. Raz i drugi powyrywałam je, ale później zdecydowałam się wysypać grządkę korą, aby ostatecznie uprzykrzyć życie nieproszonym gościom. Aha, wokół tej pięknie zadbanej grządki powstał jeszcze druciany płotek, mający chronić róże przed szczeniakiem, który pojawił się w naszym domu mniej więcej w tym samym czasie co one.

I wreszcie pod koniec maja nadszedł długo oczekiwany moment, gdy zaczęły pojawiać się pierwsze pąki. Często chodziłam je oglądać, aby nie przegapić rozkwitnięcia pierwszego kwiatu…, aż pewnego razu znalazłam nadłamaną gałązkę z najbardziej rozwiniętym pąkiem. Na innych krzakach było zresztą jeszcze kilka innych nadłamanych gałązek… Wkrótce doniesiono mi, że mój ukochany szczeniak Platon, który w międzyczasie zdążył sporo urosnąć, przeskakuje już płotek bez problemu. Psiak polubił biegać i wylegiwać się wśród róż, a w dodatku zasmakował w obgryzaniu młodych pędów. „To normalne”- pocieszył mnie znajomy – „Psy lubią obgryzać róże. Mój pies, kiedy był młody, niczego w ogrodzie nie ruszył, a róże obgryzał bardzo chętnie”.

Pierwsza róża, która rozkwitła, miała biały kolor. Cieszyłam się nią przez jeden dzień. Drugiego dnia z rana znalazłam pustą łodyżkę i porozrzucane wokoło resztki płatków… To samo zdarzyło się z dwoma następnymi białymi kwiatami. Na szczęście żółte i czerwone róże nie spodobały się już tak bardzo pieskowi, więc nie tylko rozkwitły, ale też dane im było w spokoju i z godnością przekwitnąć.

Piesek już wie, że nie wolno wchodzić na różaną grządkę, ale od wiedzy do właściwego postępowania droga bywa zwykle bardzo daleka. Róże zatem wciąż nie są bezpieczne, chociaż… Na jakimś internetowym ogrodniczym forum wyczytałam, że podcinanie pędów powoduje u róż mobilizujący stres, który sprzyja obfitszemu kwitnieniu. Rzeczywiście, kwiatów jest coraz więcej, a krzewy, które zostały najbardziej poturbowane, rozwijają się teraz szybciej. Może wbrew pozorom psie zęby okazały się pomocne w ogrodniczych pracach…
*
Opisałam tę historyjkę, bo czasy są trudne – nie tylko dla róż. Spacerując obok mojego małego ogródka, pomyślałam sobie niedawno, że nam, chrześcijanom, przydałoby się tyle siły, tyle woli przetrwania, ile mają te rośliny, zmagające się z nieurodzajną kamienistą glebą, z trudnymi warunkami atmosferycznymi, z chwastami, z mszycami, ze swawolnym szczeniakiem…

Obyśmy mimo różnych życiowych zawirowań potrafili zachować wiarę i ufność, nie obrażali się na Pana Boga i nie próbowali wybierać dróg na skróty, „na złość mamie odmrażając sobie uszy”. Obyśmy spokojnie potrafili znosić nieprzyjazne nastawienie, a nawet wrogie wypowiedzi i działania wobec chrześcijan, umiejętnie broniąc swoich racji, lecz nie prowokując przy tym dodatkowej agresji i nie krzywdząc przeciwników. Obyśmy nie zagubili się w gąszczu rozmaitych ponętnych ideologii ani nie utonęli w odmętach konsumpcji zapominając, do czego zostaliśmy powołani przez Jezusa…

Ot, takie mam luźne, lecz bardzo osobiste skojarzenie w związku z dzisiejszą Ewangelią o ziarnach przynoszących różny plon.

 

Komentarz

  1. Zbigniew

    Wszyscy jesteśmy powołani, aby odwzajemniać miłość Pana Boga i na miarę swych możliwości „czynić Ziemię poddaną i uprawiać, pielęgnować to, co zapewnia chleb, czy różne dobre owoce, warzywa i piękne kwiaty w własnym ogrodzie, oraz mamy Jego nakaz opiekować się podopiecznymi m.in. bliźnimi i zwierzętami. Są to przede wszystkim zajęcia odpowiedzialne, dobre, pożyteczne i szlachetne, a nawet ubogacające i nadające niezwykły sens ludzkiemu istnieniu.
    Natomiast Pani postulat „Obyśmy…… wg. mnie absolutnie nie ujmuje sprawy, ani rzeczy należycie i ma charakter rażąco subiektywny, a nawet życzeniowy, infantylny i groteskowy.
    Przecież to, co obecnie doświadczają i doznają chrześcijanie, a szczególnie katolicy w świecie, a nawet w RP nie jest wyrazem, ani następstwem i skutkiem tylko „nieprzyjaznego nastawienia”, lecz zamierzonego i celowego, a przy tym niezwykle dramatycznego, wyrafinowanego i skutecznego działania (kuszenia) szatana, także jego mniej lub bardziej oddanych sług tj. satanistów, ateistów, faszystów, komunistów, socjalistów, czy tzw. demokratów i innych odwiecznych wrogów Pana Boga – Ojca, Syna i Ducha Świętego, oraz Jezusa Chrystusa Kościoła.
    Proszę w tym aspekcie zastanowić się i ewentualnie napisać : – Kto, czy raczej jakie środowisko w RP obecnie jest szczególnie uprzedzone, oraz sfrustrowane i wobec kogo coraz bardziej agresywne, zawistne tj. ewidentnie wrogo usposobione?….. A więc prawe i uznane autorytety tj. wybrane osoby krzywdzi, zniesławia i większość społeczeństwa katolickiego Narodu usiłuje szantażować, deprawować, oszukiwać, kusić, prowokować etc?…..
    Szczęść Boże!

     
    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code