Stan zamknięcia i otwarcia wobec potencjalności i wobec Horyzontu

 
Według starożytnych Greków wejście do krainy zmarłych poprzedzała Smutna Równina, porośnięta wierzbami i topolami. W przedsionku Smutek przechadzał się z trzema siostrami – Troskami. Na dziedzińcu zaś miał rosnąć rozłożysty wiąz – na jego gałęziach spoczywały sny i marzenia (obraz niespełnionych planów?). Przed drzewem leżał sturęki olbrzym Briareus – „straszliwy w swej bezczynności”, jak go określił Parandowski, tym samym ujmując chyba to, co najistotniejsze w całym tym obrazie. Smutki, troski, niezrealizowane marzenia – wszystko to stanowiło sytuację nieukojonego płaczu po jałowym życiu. Sturęczność olbrzyma wskazywała na ogromny potencjał jakim dysponował – ale mimo tego tkwił w zupełnej bezczynności. To chyba najlepsza alegoria ludzkiego marazmu i zmarnowanego daru życia.
 
 
Zatrzaśnięcie bram hadesu miało wymiar tragiczny, towarzyszyło mu poczucie utraconej szansy. Wiodło ono ku rzece boleści i grzęzawisku beznadziejności, zanim wody Acherontu połączyły się z wodami Lete, „rzeki zapomnienia”. Ale to jeszcze nie koniec – w głębszych czeluściach hadesu, w samym Tartarze, odpowiedniku właściwego piekła, spotkamy personifikacje wyrzutów sumienia – Erynie. Tylko usprawiedliwieni przez trzech sędziów mogli być zwolnieni z udręki Tartaru i udać się na Wyspę Błogosławionych, gdzie ogarniała ich wieczna wiosna (obraz niewyczerpanego potencjału?) pośród kwiecistych i pachnących łąk. Tam, na Polach Elizejskich, w cieniu drzew, przy obfitości odradzających się owoców, trwała wieczna uczta… A skoro szczęśliwie umarli mogli ciągle zaspokajać swój głód, znaczy to, że nigdy do końca nie będą syci – tu znowu stajemy przed obrazem jakiegoś niewyczerpalnego potencjału, wiecznego otwarcia na obdarowywanie. Dwa obrazy: poczucie nieodzownie straconej szansy i uczestnictwo w nieustannie trwającej kreatywności…
 
 
            Jak rozumieć wszystkie te wizje niespełnienia i potępienia w greckich wyobrażeniach bytu pośmiertnego? Czy mają one wyłącznie materialny i cielesny wymiar? Czy stanowią tylko metaforę zwykłego niezrealizowania się w życiu ziemskim – w sztuce czy mądrości, w miłości czy waleczności?… Właśnie odświeżyłem sobie piękny mit o Eurydyce i Orfeuszu, w którym ukochany podąża za tragicznie zmarłą małżonką aż do krainy śmierci, piękną muzyką przełamując kolejne bariery i wreszcie stając przed samym Hadesem. Ten, zauroczony tęskną pieśnią, uwalnia Eurydykę – jednak przykazuje Orfeuszowi nie spoglądać na nią do czasu, aż wrócą do świata żywych. W ostatnim momencie Orfeusz nie wytrzymuje i spogląda za siebie. Tym samym doprowadza do trwałej już rozłąki z ukochaną… Co może oznaczać owo spojrzenie? Dopóki Orfeusz trwał w samej nadziei ocalenia kochanej osoby, przedkładając tę myśl nad własne pragnienia, oboje podążali drogą ocalenia. Może więc spojrzenie na kobietę oznaczało wzajemne zamknięcie się we własnym świecie, utratę wspólnego Horyzontu?…
 
 

16 Comments

  1. beszad

    Obraz, który mówi więcej, niż całe tomiszcza tekstów…

    Arturze, jestem pod wielkim wrażeniem i czuję się niezwykle zaszczycony taką artystyczną formą komentarza! Eurydyka zdaje się tu równie piękna, co nieobecna – bliska i zarazem nieuchwytna. Im dłużej się na nią patrzy, tym dalej zdaje się odchodzić w głąb ciemnej czeluści hadesu… Nie wiem, czy dobrze to odczytuję? Nie jestem znawcą sztuki. Ale tak to własnie na mnie działa… Bardzo silnie działa! Przepiękne!

    Tym razem pozwól, Arturze,  że to ja zamieszczę tutaj Twój obraz, bo jest niesamowity! Będę Ci równie wdzięczny przy każdej następnej próbie podobnych komentarzy, zachęcając do zamieszczania ich również na tym moim skromnym blogu, tak jak to kiedyś robiłeś – chyba już dojrzałem do takiej ekspresyjnej formy pozawerbalnego dialogu. 🙂

    "Eurydyka", niesamowity obraz autorstwa naszego Artura: aharonek.blogspot.com/

     
    Odpowiedz
  2. wykeljol

    spojrzenie za siebie

    Spojrzenie Orfeusza spowodowała dojmujca tęsknota. A także niepwewnośc, czy ukochana rzeczywiście idzie za nim. Twardy warunek – nie sprawdzać tego. Złamanie tego warunku nie tyle dla Orfeusza jest groźne, co dla Eurydyki, to ona nie wydostanie się z Hadesu. On będzie zył, jak dotąd. Grafika Ahaarona rzepięknie to oddaje- Eurydyka "nicościowieje"- rozmywa się, rozpływa,  jedno tylko, jakże wymowne, rzucając miłemu spojrzenie. Jest samym bezradnym pięknem, przedmiotem wymiany, nic sama nie może uczynić(tak jest ze zmarłymi- jesli mają jezcze spełnic jakąś rolę w świecie żywych, tylko inicjatywa żywych może ją sprowokować; ale także z kobietami pozbawionymi decyzyjności.) Nic nie wiemy o jej tęsknocie. Bezradne piękno. To wszystko.

    Zaś Orfeusz, pieśniarz, z natury rzeczy jest nostalgiczny- prawdopodobnie tym urzeka stróżów Hadesu. Opiewa piękno minione, którego powrotu pragniemy. A że ono przemineło- jest w naszej pamięci coraz bardziej idealne. Coraz mniej w nim rzeczywistości, która była, coraz więcej wyobraźni i pragnienia. Jak w tych snach na gałeziach drzew…

    Nostalgia każe nam ciągle spoglądac wstecz- i bazując na wspomnieniach, lub opisach, kreować świat przeszły, coraz to piekniejszy. Tym cięższy był ten warunek dla Orfeusza, własciwie nie do spełnienia.

    Spojrzenie wstecz nie związane z twórczością, która przeszłości nadaje nowe zycie, spojrzenie łakome wiedzy niedostępnej, bezpośredniego ogladu tego, co było, ale minęło, to spojrzenie zabójcze. W tym wypadku dla Eurydyki, ale i dla Orfeusza, który nigdy nie wyleczył się z tęsnoty .

    Jest wiele baśni w kulturze europejskiej, w których wystepuje motyw "ogladania się za siebie". Takie spojrzenie ( w odpowiednich warunkach, gdy walczy się o zycie-np. w basni o wodzie żywej) sprawia, że oglądający zmienia się w kamień. Ten, który pragnął uratować życie(innym) sam staje sie martwym głazem. W tej baśni akurat cały diabelski świat "kusi" bohatera aby się obejrzał, strasząc go. To naturalny odruch- chcę wiedzieć, jakiego wroga mam za plecami. 

    Orfeusz ogląda się po części z tęsknoty, po części z obawy, że tam, za plecami nikogo nie ma.  Dyscyplina-patrz w przód, póki nie skończysz drogi, nie ogladaj się za siebie- zarówno w micie o Orefeuszu, jak w basni o Wodzie Żywej-ratuje zycie i własne i ukochanej osoby.

    Biedna Eurydyka! Gdyby to odniej zależało! Gdyby to ona zeszła do podziemia ratować ukochanego, chocby nie wiem jak tęskniła i była niepewna, dotrzymałaby umowy. Tak myślę.(W  źródłowej baśni o Wodzie Żywej -perskiej, z 1001 nocy, trzech braci nie potrafi powstrzymać się od spojrzenia za siebie i kamienieją wszyscy. Ratuje ich dopiero kobieta- siostra, w męskim przebraniu, przezwycięzywszy wszystkie zasadzki po drodze kobiecym sprytem 🙂 )

    no i tak za wiele, jak na komentarz. :).

     

     

     

     

     
    Odpowiedz
  3. beszad

    Kiedy wyidealizowana przeszłość w nas “nicoścowieje”…

    Pięknie to określiłaś, Jolu – Eurydyka "nicościowieje". Jednak tu zatrzymałbym się na chwilę nad charakterem tego słowa. Czy staje się niczym dla siebie? Czy jednak ta nicość wdziera się raczej w płaszczyznę relacyjną – ogarniając stosunek Orfeusza do ukochanej? Pytanie zostawiam otwarte, bo chyba każdy z nas dałby tu włąsną odpowiedź. Obraz Ahaarona daje wiele do myślenia – mamy powłóczyste spojrzenie piękna, które rozmywa się w jakimś niebycie – po lewej u dołu otwiera się jakaś czeluść, po prawej zaś piękno przechodzi w kształty czystej zmysłowości (tak przynajmniej ja to odbieram). Pewnie znane nam jest to uczucie, w którym chcielibyśmy zatrzymać piękno w jego czystej postaci. Tymczasem ono ciągle się wymyka – albo w stronę przemijania, albo pozostawiając po sobie nienasycenie zmysłów.

    I tak jak piszesz, Jolu, piękno pozostaje w nas zawsze jako coś, co ulega pewnej idealizacji, nie znajdując pełnego odbicia w rzeczywistości immanentnej, a jedynie czerpoiąc niejako z niej swe natchnienie. Dlatego Orfeusz popada w nostalgię za własną tęsknotą, niejako się w niej zapętlając. Sama na to zwracasz uwagę, że tą swoją nostalgią urzeka bogów. I tutaj otwarłaś przede mną zupełnie nową perspektywę odbioru tego mitu! Już nie zmysłowość ani przemijające piękno, lecz spoglądanie w wyidealizowaną przeszłość staje się kluczem do głębszego zrozumienia całego obrazu! Dzięki Tobie, Jolu, nabieram całkiem nowej optyki! 🙂 Koniecznie muszę sobie Twój komentarz wydrukować, bo chcę móc jeszcze kiedyś do niego wracać… Podobnie jak do obrazu Ahaarona. Dziękuję Wam, kochani!

     

     
    Odpowiedz
  4. aaharonart

    NIESAMOWITE! Beszadzie i Jolu

     Jola dopiero teraz przeczytałem Twój wpis o Eurydyce…

    Wow!

    Niesamowite ile w tym przkazu!

    Właściwie to mam niezły odjazd po Twoim wpisie. Wspaniałe jest to że to wszystko co piszesz może wydarzyć się naprawdę . Chciałem jeszcze dopisać że na moim obrazie "Eurydyki" jest ten sam" fundament" który możesz zobaczyć na obrazku z Maryjką . No wiesz ten pt "Dokąd" Użyłem tego samego obrazu który tam leży pod stopami Figury Maryjki i współczesnej kobiety. 

    Bardzo podoba mi się to twoje zdanie cytuję :

    "nicościowieje"- rozmywa się, rozpływa, jedno tylko, jakże wymowne, rzucając miłemu spojrzenie.

    Jest samym bezradnym pięknem, przedmiotem wymiany, nic sama nie może uczynić(tak jest ze zmarłymi- jesli mają jezcze spełnic jakąś rolę w świecie żywych, tylko inicjatywa żywych może ją sprowokować; ale także z kobietami pozbawionymi decyzyjności.) Nic nie wiemy o jej tęsknocie. Bezradne piękno. 

    Jola to już jest Kabała!!!

    :):):)

    absolutnie . 

    Hm…To niezwykłe jak to co przeżywa jeden człowiek, może opisać ktoś inny. To jest niezwykłe że coś w życiu przeżywamy , na coś patrzymy , coś dotykamy całym swoim jestestwem a po pewnym czasie ktoś to wszystko za nas opisuje . Stajemy wtedy z otwartymi ustami zdziwieni ile nas w życiu piękna spotkało którego sami nie moglibyśmy dostrzec. To dzięki takim Medium jak Ty i Beszad oraz innym tu na Tezeuszu mogę czytać swoje życie …

    Każdy z nas może czytać o sobie w słowach które do siebie piszemy. Możemy odkrywać głębię tego co za nami . To dzięki Wam mogę przywoływać obrazy które przeżywam na codzień. Życzę każdemu z tu piszących na Tezeuszu tego,  aby w tym co pisze ktoś inny  , mógł doświadczać głosu z niebios .

    Mam ochotę Twoje dzieło dołączyć na moim blogu Jolu pod obrazem Eurydyki.

    Cieszę się że mogłem Was w życiu spotkać . 

    Tzn Ciebie Jola, Beszada i Halinkę oraz całą resztę Tezeusza , którą przepraszam że nie wimienię , jednak równie mocno odczuwam.

    pa pa pa

    aharonek*

     

     

     

     
    Odpowiedz
  5. beszad

    Doświadczanie cudzej rzeczywistości

     "Życzę każdemu z tu piszących na Tezeuszu tego,  aby w tym co pisze ktoś inny  , mógł doświadczać głosu z niebios ."

    To jedne z najpiękniejszych życzeń jakie słyszałem (czytałem) 🙂 Doskonale wpisują się w te życzenia inne Twoje słowa, Arturze, kiedy piszesz, że dzięki obecności innych "mogę czytać swoje życie". Tutaj chyba dotknąłeś sedna całej filozofii Emmanuela Levinasa. Mam dokładnie tak samo – obecność drugiego człowieka, w którym znajduję Levinasowską "twarz Innego", staje się dla mnie nieustannym wyzwaniem do przekraczania samego siebie, do oglądu świata spoza własnego "ja", a jednocześnie do zapraszania w to najgłębsze "ja" osobę Innego.

    PS. Zrazu nie zauważyłem, że motywem do obu Twych obrazów stała się ta sama twarz. To również jest bardzo wymowne. 🙂

     
    Odpowiedz
  6. aaharonart

    BESZADZIE ach ten Levinas!

     Przyznam szczerze 🙂 nie znałem nigdy wcześniej Levinasa. 

    TAK. dzięki obecności innych "mogę czytać swoje życie, bo wszystko co napotykam to moje życie" Myślę że na świecie istnieje coś co ogarnia wszystko bez wyjątku.

    Wszystkie czujące istoty pozostają w obrębie jednego życia. Bóg jest Jeden.

    .Usiądź wygodnie Beszadzie i wyobraź sobie że Ty i ja siedzimy i rozmawiamy. Czy już to widzisz?

    Rozmawiając z Tobą  nie rozmawiam jednak z nikim innym, tylko ze sobą.. Twarz przedemną , czyli Twoja Twarz Beszadzie odbija się w zierenicach moich oczu. Jesteś we mnie :).

    Istniejemy  wewnątrz  uniwersalnej Jaźni i dąże w niej ,  do troski o Ciebie,  który nie jesteś czymś różnym odemnie. Ty i ja żyjemy w czymś- kimś  Jednym , który  ogarnia wszystko bez wyjątku. 

    Tak naprawdę to jedynie myśl sprawia,  że Ty i ja to dwie różne osoby! Ta myśl pojawiła się poraz pierwszy w ogrodzie Eden gdy Ona  otrzymała jad od węża. Być takim jak Bóg znaczy znaleźć się obok Boga a przecież Bóg jest Jeden. Jest taki jaki jest. Żyjąc w  myśli o tym by być takim jak Bóg  opuszczamy rajski Eden. Zaczynamy żyć fikcją, zaczynamy być  myślami zamiast żyć życiem takie jakie ono jest tu i teraz. 

     Można spojżeć na wszystko co się pojawia w naszej głowie poprostu jak na burzę muzgu. Wszystkie nasze myśli i uczucia to rodzaj burzy mózgu. Ważne jest aby to zobaczyć . W mojej albo Twojej głowie zawsze coś się pojawia , i gdybyśmy  chcieli  reagować na to za każdym razem to poprostu byśmy  zużyli  całą energię życiową. Myśli są jak zakłucenia w eterze . Ktoś kto ich nie widzi żyje w iluzji. Każda myśl powinna być zauważana. Obserwowana i pożegnana. Wtedy będziemy mogli prawdziwie doświadczyć Boga takim jakim on jest. Bardzo często bowiem nazywamy Bogiem coś co  jedynie zakłuca nam Jego prawdziwy obraz. 

     dzięki obecności innych "mogę czytać swoje życie , czyli życie Tego Jedynego prawdziwego Boga który mi je dał i w którym bądź co bądź się przechadzam.

    Choć jak Babcie kocham , grzesznik ze mnie nad grzeszniki:):):)

     

    pa

     

     

     
    Odpowiedz
  7. beszad

    Źródło naszej WSPÓŁ-TOŻSAMOŚCI

    Zarysowałeś tu, Arturze, proces przyswojenia Twojego "Ty" przez moje "Ja", a zrobiłeś to, jak na artystę przystało, w sposób bardzo plastyczny. 🙂 Twoje oblicze zawsze będzie w jakiś sposób tylko ODBICIEM Twojego "Ty" we mnie – ale właśnie to odbicie jest jedyną bramą do Twojego świata. Ponadto świadomość, że to tylko odbicie, rodzi we mnie transcendentalne przeczucie Twojej prawdziwej OBECNOŚCI, która pulsuje tuż obok mnie. I właśnie ta obecność prowadzi mnie do innej Obecności (którą już świadomie pisze z dużej litery) – do Tego, który sam przed nami nazwał się Jestem-Który-Jestem.

    Piszesz, że istniejemy wewnątrz tej uniwersalnej Jaźni jako JEDNO, że opuszczając Eden wkroczyliśmy na grunt iluzji naszej odrębności (bardzo ciekawe spostrzeżenie!). Ująłbym to jeszcze inaczej: istniejemy tylko o tyle, o ile potrafimy żyć w Nim – wszystko poza tą relacją jest nicością. Nie znaczy to, że mamy całe życie spędzać na klęczkach. Wyobrażenie takiego życia w Bogu budziło zawsze grozę lub niechęć. Tymczasem "żyć w Nim" to dla mnie właśnie ciągle stawać przez Innym: przed Tobą, przed każdym, który został na mej drodze postawiony. A skoro został postawiony, to tylko po to, abym mógł istnieć.

    Na koniec rozwinąłeś swą myśl w kierunku mistycznego poczucia jedności nas wszystkich, nieuświadomionej współ-tożsamości. Ja to ty, a Ty to ja. To buddyjskie wyrażenie ma ogromny związek z mistyką żydowską i duchowością chrześcijańską – pod warunkiem, że odpowiednio to odczytamy. W judaizmie (a ostatnio odkryłem, że również w islamie!) pojawia się taka znamienna myśl: ocalić jedno życie to ocalić cały świat. Myślę, że właśnie w niej zawarte jest doświadczenie tej wspoół-tożsamości. W chrześcijaństwie jest ono obecne na każdym kroku – jego podstawą jest Chrystusowa ofiara za grzeszników i współcierpienie niewinnych z Chrystusem. Niestety wrażliwość na to przesłanie mocno w nas wszystkich stępiała.

     
    Odpowiedz
  8. aaharonart

    Beszadzie

     Beszadzie 

     Piszesz że :

     istniejemy tylko o tyle, o ile potrafimy żyć w Nim – wszystko poza tą relacją jest nicością

     

     zastanawiam się Beszadzie  czy wogóle coś takiego  jak nicość JEST, skoro tylko Bóg JEST? 

     

    hm.

     
    Odpowiedz
  9. beszad

    Charakter NICOŚCI

     Słuszne sposrzeżenie, Arturze. Skoro tylko Bóg istnieje, a my w Bogu, to co się dzieje, gdy człowiek grzeszy? Wybiera nicość – co jednak nie znaczy, że tym samym wchodzi w jakiś alternatywny świat istnienia. Grzech to stan nicości tylko w tym zakresie, że człowiek skazuje się na jakieś ubezwłasnowolnienie, uprzedmiotowienie, inaczej – odpodmiotowienie…

     
    Odpowiedz
  10. wykeljol

    NIcość??? Kto więc nicoścuje, czy niecościowieje 🙂

    Przysłuchje się, waszej rozmowie , chłopaki (jak by powiedział Papiez Franciszek), cały czas siedze w fotelu popatruję to na jednego, to na drugiego i serce mi rośnie., Widze, jak Adam odbija sie w oczach Artura i odwrotnie, a obaj w moich oczacch, a czasem i ja w ich…

    POniekąd bierne moje porzysłuchiwanie wynikało z kolosanej migerny, która kazała mi się odrywac od ekranu co 2-3- minuty az wreszcie na dobre. Do dziś!

    A więc 1. odpowiadm, ża zadane mi przez Artura pytanie(propozycję): tak, oczywiscie, bierz ile chcesz i umieszczaj gdzie chcesz. Przecie i tak niewazne do końca kto z nas mówi, bo to zawsze ON mówi, a my się w tym dnajdujemy.

    2Ahaaron: "Tak naprawdę to jedynie myśl sprawia,  że Ty i ja to dwie różne osoby! Ta myśl pojawiła się po raz pierwszy w ogrodzie Eden gdy Ona  otrzymała jad od węża. Być takim jak Bóg znaczy znaleźć się obok Boga a przecież Bóg jest Jeden. Jest taki jaki jest. Żyjąc w  myśli o tym by być takim jak Bóg  opuszczamy rajski Eden. Zaczynamy żyć fikcją, zaczynamy być  myślami zamiast żyć życiem takie jakie ono jest tu i teraz. "

    NO, zawrotne przeskoki, ahharonie. To prawda, że ratio-pozbawione MIŁOŚCI, a jedynie klasyfikujące oddziela, odcina, wyodrębnia, zalicza do…ale myśli(SŁOWO) są nam dane , są darem bożym i nie jest źle MYŚLEĆ, ale W NIM...

    …dzięki obecności innych "mogę czytać swoje życie , czyli życie Tego Jedynego prawdziwego Boga który mi je dał i w którym bądź co bądź się przechadzam.

    On nas stworzył OD razu, jako Dwoje, czyli tak, by mogła zaistnieć relacja. Nie potrafimy żyć bez Drugiego, rzeczywiście jego obecność pozwala mi zaistnieć, bo tylko w relacji potrafię istnieć…a ponieważ Drugi ma ten sam dar, bo jest człowiekiem- więc radość odkrywania tej relacyjności i i odczytywania siebie w sobie nawzajem to chyba największa radości szesnaście…wzorem zaś Jest Jeden, który Jest Trzema- by mógł wewnątrz siebie cieszyć się wzajemnością relacji. Trójca jest u źródła naszego istnienia.

    Beszad ;Piszesz, że istniejemy wewnątrz tej uniwersalnej Jaźni jako JEDNO, że opuszczając Eden wkroczyliśmy na grunt iluzji naszej odrębności (bardzo ciekawe spostrzeżenie!). Ująłbym to jeszcze inaczej: istniejemy tylko o tyle, o ile potrafimy żyć w Nim – wszystko poza tą relacją jest nicością.

    Jedną chwileczkę.

    CO do stworzenia i istnienia w Nim, jako Jedno z Nim. Cos mi nie gra. Jesteśmy Stworzeniem, a więc czymś KIMŚ innym niż Stwórca. Natomiast w Edenie, (stanie pierwotnej szczęśliwości) stanowiliśmy harmonię ze sobą i z NIM w miłości. Skosztowanie wiedzy zamknęło nasze serca (ADAM I EWA oskarżali się nawzajem) na siebie i na niego, Narodził się LĘK. Narodziło się poczucie, świadomość inności, odrębności, i ta harmonia została nam odebrana, a właściwie samismy ja zniszczyli i żyjemy cały czas na ziemi wygnania. ALE OBRAZ BoŻY jest w nas i woła i kieruje nami i dzięki niemu możemy właśnie tak rozmawiać, jak rozmawiamy i odczuwać szczęśliwość i widzieć siebie w drugim i drugiego w sobie, – bo łączy nas wspólnota Obrazu. Gdy nie zmazujemy go- odczuwamy tę jednosc, która właśnie jest Obraz Bozy. Wtedy jesteśmy w Jego obecności.

    Ahaaron: istniejemy tylko o tyle, o ile potrafimy żyć w Nim – wszystko poza tą relacją jest nicością…zastanawiam się Beszadzie  czy wogóle coś takiego  jak nicość JEST, skoro tylko Bóg JEST? 

    NO właśnie!

    Wydaje się, że jest pewna stopniowalność bytowosci. Bóg JEST TYM KTÓRY JEST w sposób absolutny i doskonały. Także dlatego, że niezmienny, także dlatego, że niematerialny(materia „przepływa” ) . My zaś, będący jego materialo- duchowym dziełem, nosicielami pieczęci jaka jest Jego Obraz też istniejmy, ale inaczej, a im bardziej Obraz Jego w nas jaśnieje, tym istniejemy bardziej. Nieistnienie- z natury rzeczy istnieć nie może. Nawet chyba augustiańskie określenie, że zło jest brakiem dobra, to znaczy jego istnienie nie ma aspektu pozytywności, lecz jest negacja, zależną od tego, co neguje nie umieszcza zła w niebycie, nieistnieniu. Tak mi się zdaje. Szatan tez nosi w sobie obraz Bozy, który niszczy, ale ten szlachetny kruszec jakiego jest zrobiony nie może przestać istnieć. Można go tylko zanieczyścić, zakryć szmatami i brudem, ale on jest…tylko coraz mniej widoczny.

    Być cieniem-czyli negacją dobra nie znaczy nie-istnieć.

    beszad  Skoro tylko Bóg istnieje, a my w Bogu, to co się dzieje, gdy człowiek grzeszy? Wybiera nicość – co jednak nie znaczy, że tym samym wchodzi w jakiś alternatywny świat istnienia. Grzech to stan nicości tylko w tym zakresie, że człowiek skazuje się na jakieś ubezwłasnowolnienie, uprzedmiotowienie, inaczej – odpodmiotowienie…

    HA! a więc grzech to ubezwłasnowolnienie, odpodmiotowienie, może jeszcze uwikłanie, zniewolenie, zależność, niemożność rozumowania nawet, poprzez dominację namiętności(złych)., a przede wszystkim niemożność kochania. ..czyli zamazanie Obrazu Boga, który jest Podmiotem, Osoba, Wolnością, a przede wszystkim – Miłością!. Ale to nas nie pakuje w nicość. Tak na dobrą sprawę -pytanie ahaarona jest bardzo zasadne-czym jest nicość? Czy w ogóle da się pomyśleć, jako coś istniejącego? EX definitione wydaje się to niemożliwe. Zatem- nawet jeśli odchodzimy d Boga i staramy się niszczyć (niezniszczalny) Jego obraz w sobie „wpadamy” w inny, o wiele słabszy, zanieczyszczony rodzaj bytowosci, ale jeszcze nie nicości…

    Nawet Eurydyka jeśli nicosciowieje i rozmywa się w owalach coraz nie wyraźnych swojej Twarzy, w promieniach, drganiach, znakach hebrajskich, wchłaniana przez nie- to jest tak tylko TYLKO dla oka Orfeusza i żyjących na ziemi. Ona nie popada w Nicość całkowitą. Ona przechodzi w inne bytowanie. Ale tak to widać…

    Pozdrawiam was, panowie(chłopaki 😉 ) i wszystkich czytających!

     

    .

     

     
    Odpowiedz
  11. wykeljol

    Errata do poprzedniej wypowiedzi

    jest: to chyba największa radości szesnaście

    powinno być: To chyba największa radość i szczęście

    Jest: zależną od tego, co neguje nie umieszcza zła w niebycie,

    powinno być:  zależną od tego, co neguje, Augustyn nie umieszcza zła w niebycie,

    jest: Nawet Eurydyka jeśli nicosciowieje i rozmywa się w owalach coraz nie wyraźnych swojej Twarzy

    powinno być Nawet Eurydyka jeśli nicosciowieje i rozmywa się w owalach coraz mniej wyraźnych swojej Twarzy

     
    Odpowiedz
  12. beszad

    Dziękuję za obszerny i

    Dziękuję za obszerny i dogłębny komentarz! Postaram się donieść tylko do niektórych kwestii, bo piszę na leżąco z laptopa (zmogła mie choroba), a to bardzo niekomfortopwe pisanie (lepiej się w tej pozycji czyta, więc Wy piszcie jak najwięcej) 😉  A piszesz, Jolu:

    "Cos mi nie gra. Jesteśmy Stworzeniem, a więc czymś KIMŚ innym niż Stwórca. Natomiast w Edenie, (stanie pierwotnej szczęśliwości) stanowiliśmy harmonię ze sobą i z NIM w miłości."

    Zgadzam się z Tobą, bo to był tylko cytat Artura (który – jak się domyślam – ujął tylko pewien aspekt relacji z Bogiem), dlatego próbowałem to rozwinąć, że: "istniejemy tylko o tyle, o ile potrafimy żyć w Nim" – ten warunek to jedyny łącznik z pierwotną jednością. Dalej piszesz:

    "Być cieniem-czyli negacją dobra nie znaczy nie-istnieć." I to jest bardzo istotne zdanie! Często augustyńskie stwierdzenie o negatywnym charakterze dobra prowadzi do błędnych konkluzji, że skoro zło nie istnieje jako byt, to również szatan i piekło nie może istnieć. A przecież, zgodnie z tym co napisałaś, negacja nie może niszczyć istnienia osoby negującej. Owszem, ona w istotny sposób podważa istnienie w przestrzeni RELACYJNEJ, ale tylko w niej. Jestem zły, więc skazuję się na nieistnienie w RELACJI do innych, a przede wszystkim w relacji do samego Boga.

    Szatan zawsze pozostanie dla mnie wielką tajemnicą, więc nie będę budował tu żadnych teorii, ale o ile mogę intuicyjnie pojąć jego istnienie, to również sprowadzałbym je do niezdolności względem budowania relacji. Ktoś powie, że są przecież jeszcze relacje oparte na złu – ale w moim odczuciu stanowią już one jedynie cień prawdziwych relacji, bo stanowią brak tego, co powinno być. I chyba na tym opiera się całe pojęcie nicości w odniesieniu do świata duchowego. Wszelki problem rodzi się stąd, że próbujemy zawsze tą nicość pojmować ontologicznie, a w takim ujęciu grzęźniemy już na samym starcie. 🙂

    No, już mi ręce ścierpły od tego pisania na leżąco, więc tylko pozdrawiam Was serdecznie, drogie "Dziewczyny i Chłopaki!" 🙂 Tak, mnie również papież Franciszek mocno ujął tą bezpośredniością i bezceremonialnością… 🙂

     
    Odpowiedz
  13. eskulap

    Witaj Adamie,
    jeszcze raz

    Witaj Adamie,

    jeszcze raz powiem lubię odwiedzać twoje mitologiczne studia, którymi rozpoczynasz ciekawe dyskusje.

    Mam wrażenie, że w interpretacjach tego mitu opierasz sie nie tylko na myśli Levinasa, lecz także Filozofii dramatu – Tischera, który wszak w tej rozprawie do Levinasa także sie odwoływał.

    W moim odczuciu ten mit nie jest wyrazisty w sensie przekazu.

    Gdy czytam komentarze daje sie dostrzec jakieś współczucie dla Orfeusza, lecz przyczyną tego współczucia nie jest utrata Eurydyki, a "nierozważne" obejrzenie się wstecz w chwili gdy mógł ją odzyskać. Ty nazywasz ten moment utratą wspolnego horyzontu, Jola pisze że "… kobiecie by sie to nie przydarzyło".

    Początkowo myślałem, że mój odbiór, rozumienie tego mitu zasadniczo różni się od dominujacej wykładni. Ponizej opiszę jak go odczytuję. Ale wgłębiajac się zrozumiałem że wbrew pozorom moje odczytanie gdzieś na dnie jest zbieżne z waszym.

    Analizując go także skoncetrowałem się na chwili w której Orefeusz odwraca się wbrew nakazowi i na wieki traci Eurydykę. Ten nakaz to nie jest odpowiednik zakazu zrywania jabłka w Raju. Odwrócenie się Orfeusza nie jest też spojrzeniem za siebie żony Lota, ani tym bardziej sentymentalnym obrotem wstecz głupiego Jasia idącego po wodę życia. Odwrócenie się Orfeusza jest wbrew pozorom najbardziej podobne do tego który nie powinien się obracać gdy rękę przykłada do pługa.

    Drugą rzeczą ktora rzuciła mi się w oczy jest jakies podobieństwo tego mitu do doskonalego filmu z Brucem Willisem pt "Szósty zmysł", oraz fakt że Orfeusz tak długo wychodzi z Hadesu. Dlaczego tak długo? – pomyślałem, przecież właściwie wszystkiego dokonał – obłaskawił muzyką wszystkich bogów. Ale ….. oszukał siebie.

    Odwrócenie się Orfeusza to akceptacja śmierci, jej nieuchronnosci. Ten jego gest nie jest tragiczny, on jest dramatyczny, ale to gest zwycięski. ( o tym  chyba pisze Milosz w swym wierszu ). Orfeusz obraca się bo on jest jedynym, który wierzy że Eurydyka idzie za nim, jest jedynym który wierzy że śmierć można przekupić sztuką i pięknem. W chwili gdy się obraca z tym złudzeniem zrywa. To bardzo bolesna chwila w życiu każdego człowieka, dlatego marsz trwa tak długo i zdaje sie nie mieć końca. Orfeusz zwycięża.

    Ks. Tischner pewnie powiedziałby "Odkupienie w tragedii greckiej odbywa sie przez piękno. Widzimy jednak że piękno muzyki, rzeźby, słów nie może zwyciężyć śmierci". I dalej szukałby wiary w inne źródła odkupienia. W ten sposób mit o Orfeuszu nawraca i jednoczy sie z mitem o poszukiwaniach głupiego Jasia i wygnania z Raju.

    pozdrawiam,

    Eskulap

     

     

     

     

     
    Odpowiedz
  14. beszad

    Sens ODWRÓCENIA

    Eskulapie – tak po prawdzie to w niniejszych rozważaniach nie opieraem się ani na egzegezie Levinasa, ani na Tischerze, a po prostu pisałem co mi w duszy gra. 🙂 Do Lewinasa nawiązałem jedynie w komentarzach, bo taka nutka zabrzmiała mi w wypowiedziach Artura. Ale tym bardziej cieszy mnie to, że dzielisz się właśnie swoim osobistym odczytaniem tej mitologicznej sytuacji. Z tej interpretacji wiele można czerpać, bo rzuca ona zupełnie nowe światło na całą historię…

    Piszesz: "Odwrócenie się Orfeusza jest wbrew pozorom najbardziej podobne do tego który nie powinien się obracać gdy rękę przykłada do pługa." W moim odczuciu to jeszcze pozostaje w jakimś tam związku ze spojrzeniem żony Lota (przywiązanie do materialnego zabezpieczenia to chyba również element odwracania się od pługa), a także z interpretacjami dotyczącymi oglądania się w przeszłość – na własne osiągnięcia, na stworzony wcześniej porządek itd. Tutaj spojrzenie w tył jest dla mnie wymownym obrazem tradycjonalistów, którzy nie potrafią uznać, że Kościół jest łodzią, a nie skałą – że ciągle płynie i w związku z tym nie można się oglądać wstecz, aby za wszelką cenę zachować kształty dawnego funkcjonowania. Ale jest też wyrazem postawy tych progresistów, którzy pragną związać nadzieję z życiem doczesnym, oglądając się poza pług na różnego rodzaju "zabezpieczenia".

    Jeszcze ciekawszym jest dla mnie Twoje następne spostrzeżenie: "Odwrócenie się Orfeusza to akceptacja śmierci, jej nieuchronnosci. Ten jego gest nie jest tragiczny, on jest dramatyczny, ale to gest zwycięski. ( o tym  chyba pisze Milosz w swym wierszu ). Orfeusz obraca się bo on jest jedynym, który wierzy że Eurydyka idzie za nim, jest jedynym który wierzy że śmierć można przekupić sztuką i pięknem. W chwili gdy się obraca z tym złudzeniem zrywa."  To dla mnie bardzo odkrycza myśl! Odwrócenie się jako zerwanie z estetyzacją zarówno dobra, jak i samej śmierci (estetyzacją przez próbę zaklinania jej w pięknie sztuki) – i to chyba znajdujemy tą myśl najbliższaąTischnerowi, który sam niejako przemierzył w swym życiu drogę Orfeusza… Serdecznie Ci dziękuję za to Twoje inspirujące rozważanie (muszę je sobie wydrukować).

     
    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code