, ,

„Oto Panna pocznie i porodzi Syna” – czyli o święceniu kobiet.

Od dłuższego czasu w chrześcijańskich Kościołach trwają dyskusje na temat święceń (ordynacji) kobiet. Chciałbym się podzielić swoimi przemyśleniami na ten temat. Kościół, dla którego zostałem wyświęcony dopuszcza kobiety do pełnej posługi w Kościele (podobnie jak wiele innych Kościołów tradycji starokatolickiej), dlatego też debacie, jaka się na ten temat toczy, przyglądam się od dłuższego czasu.

Kilka lat temu, znajomy opowiedział mi o rozmowie jaka odbyła się podczas obiadu w jednej z parafii rzymskokatolickich wśród duchownych zaproszonych na "odpust". Jednym z tematów okazał się Kościół, do którego należę i to, że udzielamy święceń kobietom. Jedyny argument, który można uznać za merytoryczny, został zaproponowany przez jednego z obecnych na obiedzie zakonników. Stwierdził on, że przecież kobieta nie może być księdzem, bo "oto Panna pocznie i porodzi Syna", nie córkę! Zdanie to ma więcej wspólnego z dyskusją niż mogłoby się wydawać.

 

Argument Wcielenia.

Najpierw pytanie, kim jest i jaką funkcję pełni we wspólnocie ksiądz – prezbiter lub biskup? 

Ksiądz działa w osobie Chrystusa i reprezentuje Go w lokalnej wspólnocie, jest "drugim Chrystusem – alter Christus". W tym kontekście zrozumiały jest argument, że "oto Panna pocznie i porodzi Syna". Prezbiter czy biskup, który jest znakiem Chrystusa, a znak powinien być zrozumiały i "wyraźny", powinien być mężczyzną. I wszystko wydaje się jasne. Tylko czy na pewno?

Kościoły chrześcijańskie, idąc za nauką Ojców Kościoła, powtarzają, że Chrystus zbawił naturę, którą przyjął. Poprzez akt wcielenia, odwieczne Słowo Ojca przyjmuje ciało z ludzkiej kobiety, przyjmuje naturę człowieka. Integralną częścią człowieka jest płeć, którą posiadał też Jezusa – Mężczyzna. Czy jednak płeć jest istotowo ważna w dziele zbawienia? Czy Chrystus mógłby zbawić stworzenie gdyby przyjął płeć kobiety – "oto Panna pocznie i porodzi córkę?". 

Istotą wcielenia jest przyjęcie ludzkiej natury. Płeć, choć nierozerwalnie związana z każdą osobą, nie jest istotowo ważna dla samego zbawienia. Gdyby tak było należałoby uznać, że kobiety nie są zbawione, ponieważ Chrystus był mężczyzną a nie kobietą. Czy więc kobieta może być wyraźnym znakiem Chrystusa w Kościele? Uważam, że tak ponieważ jest człowiekiem i co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości. Kobieta jako człowiek może reprezentować Chrystusa tak samo jak mężczyzna. 

 

Apostołowie – mężczyźni.

Czy rzeczywiście, Kościół nie może wyświęcić kobiety ponieważ Apostołami byli sami mężczyźni? 

Czas w którym żył Jezus i Apostołowie, nie był łatwy dla kobiet. Ich świadectwa nie były uznawane za wiarygodne. Gdyby Jezus całą misję głoszenia Królestwa Bożego oddał kobietom, istnieje prawdopodobieństwo, że byłyby one zupełnie zlekceważone. 

Jezus jednak w swojej wspólnocie ustanowił inne standardy. Obok Apostołów – mężczyzn były też kobiety m.in. Maria Magdalena. Po  zmartwychwstaniu to właśnie kobiety stają się Apostołkami dla dwunastu a Maria Magdalena jest pierwszą, która poznaje prawdę, że Jezus Zmartwychwstał. Zostaje jej powierzona misja, bez której mogłoby dziś nie być chrześcijaństwa. Ona miała pójść i powiedzieć uczniom, że Jezus zmartwychwstał – stąd starożytny tytuł Marii Magdaleny – Apostołka Apostołów. 

Nie ma Kościoła bez kobiet i misji chrześcijańskiej bez Apostołki Apostołów. 

Dziś, w świecie w którym świadectwo kobiet jest uznawane za tak samo prawdziwe jak mężczyzn, kobiety powinny mieć prawo zwiastować, że Jezus zmartwychwstał, poprzez słowo i sprawowanie sakramentów.

 

Ks. Janina Stock z Ekumenicznej Wspólnoty Katolickiej, której częscią jest Reformowany Kościół Katolicki w Polsce.

 

 

15 Comments

  1. wykeljol

    Co zrobić z tymi kobietami?

    Jakże przyjemnie czytac ten tekst! Jakże bym chciała, aby te argumenty przemówiły do mojego Koscioła(katoliockiego).Od dawna w dyskusjach używam argumentu o Marii Magdalenie, która była Apostołką Apostołów, o kobietach, które nie odeszły spod Krzyża i pierwsze poszły do grobu namascic ciało Pana, podczas, gdy męzczyźni trzęśli się ze strachu za zamkniętymi drzwiami. Odwołuję się do tekstu św. Pawła(skądinąd myślącego przeważnie patriarchalnie , a nawet poniekąd mizogynicznie), że w Chrystusie jesteśmy rowni, nie ma Greka, ani Żyda, nie ma mężczyzny i niewiasty; że to świat i kultura patriarchalna utrwaliła wzorzec męskiego kapłaństwa. Dość długo uważano, że kobieta, to nieudany, wybrakowany mężczyzna, że kobieta to pokusa dla człowieka(św. Ignacy Loyola)- jeszcze dzis da się to słyszeć;  w XIX wieku, gdy szła waka o wyzwolenie niewolników w Stanach, przeciwnicy oburzeni powiadali: to co, może jeszcze kobiety maja pójśc do głosowania? Jak widać w świecie świeckim te sprawy w dużej mierze zostały uregulowane i wyrównane, nawet z pewnymi przechyłami, ale nie o tym. Kościół katolicki jest Instytucją opartą na Tradycji i ciężko odchorowuje wszelkie zmiany, szczególnie tak zakorzenione. Z jednej strony można w tym upatrywac fundament jego trwałości i tak niektórzy mówią, z drugiej zaporę przeciw żywej myśli ewangelicznej. Powowli jednak w ostatnich czasach, od Soboru wat.II coś się kluje, pękają zbyt zmurszałe ściany tradycji, te, które nie tyle podtrzymują, co więżą. A rezygnacja Papieża jakby otwiera drogę do dalszych kroków oczyszczania tradycji z pleśni, by zostawić zdrowe jądro skały. No i wolę mysleć, że trwałośc Kościoła nie tyle na tradycji się opiera(choć i ona ma swoje znaczenie i to spore), ale na Chrystusie.

     Nieco absurdalna, a czasem niezdrowa jest sytuacja, gdy w kościele klerykalnym panują wyłacznie meżczyźni,  w ławkach kosciołów siedzą nieomal wyłącznie kobiety. Gdy w konfesjonale wyłącznie mężczyzna pomaga rozwiązać kobiece problemy. I tak dalej. Więc może i w tej sprawie coś drgnie. Mnie to już nie obejmie, ale może moje wnuki, a raczej wnuczki!

     
    Odpowiedz
  2. piotr.p

    Jestem na tak

     Chociaż osobiście nie za bardzo zgadzam się z poglądem, że kobiety powinny być święcone Twój tekst uważam za na prawdę dobry. Po lekturze zmusza do refleksji i stwierdzam, że zgadzam się z tym co tutaj napisałeś.

    Pozdrawiam serdecznie

     
    Odpowiedz
  3. tuhanka

    Nic dodać, nic ująć.

    Nic dodać, nic ująć. Kościół rzymskokatolicki, a może nawet w szerszym ujęciu "papieżokatolicki" (bo przecież zwierzchność papieża uznają nie tylko rzymscy katolicy, ale także i parę innych rytów katolickich) reprezentuje kulturę bardzo silnie patriarchalną w wydaniu sprzed kilku stuleci. Zresztą także model hierarchiczny przypomina strukturę feudalną. Jedno jest z drugim powiązane.

    W Kościele na umownym Zachodzie (czyli Europa Zachodnia, Ameryka Północna plus Australia) walka o równouprawnienie kobiet w Kościele i o dopuszczenie ich do sakramentów święceń trwa już od kilku dekad, co najmniej od połowy lat 70. ubiegłego stulecia. To, że te nurty nie dotarły do nas, wynikało z odcięcia polskiego Kościoła i społeczeństwa poprzez "żelazną kurtynę". W ostatnich latach wszelako w hierarchii kościelnej nasiliło się dążenie do bezwzględnego tępienia wszelkich działań na rzecz promocji kobiet w strukturach Kościoła. Zaczęło się od wydanego w 1994 r. przez Jana Pawła II listu apostolskiego "Ordination sacerdotalis", w którym odrzucał on możliwość wyświęcania kobiet i w dodatku próbował narzucić zamknięcie wszelkiej dyskusji na ten temat. Z jakim skutkiem – wystarczy spojrzeć na tę stronę internetową, nie mówiąc już o setkach innych 😉 Potem, już za Benedykta XVI, w prawie kanonicznym wyświęcanie kobiety zapisano jako "delicta graviora" w parzę z pedofilią! A ostatnie akcje to nieustająco sypiące się kary kanoniczne na osoby, które ośmielą się być adwokatami ordynacji kobiet. Wystarczy wspomnieć ks. Roya Bourgeoisa ze zgromadzenia Maryknoll, który został przez Watykan ekskomunikowany i wyrzucony z zakonu (zakon wcale nie palił się do pozbycia się swojego współbrata, więc zrobiono to poza i ponad nimi, naruszając autonomię zgromadzenia) albo ostatnio o. Tony’ego Flannery, redemptorysty z Irlandii, szantażowanego ekskomuniką, jeśli nie odwoła publicznie swoich poglądów na temat wyświęcania kobiet. Zarówno Bourgeois, jak i Flannery nie ustąpili pod szantażem, gdyż byłoby to w głębokiej niezgodzie z ich sumieniem. Tzw. autoekskomuniką grozi się też wszystkim, którzy uczestniczyli w uroczystości święceń kapłańskich kobiety (kobiet-księży jest w Kościele rzymskotalickim już ponad setka, działają w ramach organizacji Roman Catholic Womenpriests; pierwsze z nich były wyświęcone przez prawowitych biskupów, którzy także wyświęcili kilka kobiet-biskupek). Co bardziej konserwatywni biskupi zachodni próbują zabronić posługi ministrantkom (co oczywiście spotyka się ze sporym oporem). Oczywiście, Polski ten problem nie dotyczy, bo ministrantek jak na lekarstwo (zdaje się, że tylko w dwóch diecezjach są one dopuszczone do posługi), a o świeckich szafarkach Eucharystii można zapomnieć. Mamy dużo więcej do zrobienia w tej kwestii niż tzw. Zachód.

    Mieszkam od kilku lat poza Polską i mam okazję mieć do czynienia z bardziej wyemancypowanym katolicyzmem. Od kilku lat współpracuję z organizacjami wspierającymi święcenia kobiet. Od prawie dwóch lat jestem członkinią organizacji Women’s Ordination Worldwide i jako członek indywidualny (z braku organizacji członkowskiej w Polsce – choć cieszyłabym się, gdyby taka powstała – niestety, na odległość nie umiem nic stworzyć) zasiadam w jej Komitecie Wykonawczym (Steering Committee) a także należę do grupy osób odpowiedzialnych za przekaz medialny. Sama niewiele zdziałam, ale robię to, co mogę. Robię tłumaczenia dla serwisu Womenpriests.org (polska podstrona jest dostępna tutaj: http://www.womenpriests.org/pl/default.asp), prowadzę na tym samym portalu polskojęzycznego bloga http://www.womenpriests.org/blog/index.php?catid=polski&blogid=3 (fakt, że nieregularnie, z braku czasu), tłumaczę komunikaty innych organizacji i próbuję się z tym przebić w polskim mediach (choć, póki co, poza Tezeuszem i Tygodnikiem Powszechnym, nikt nie wydaje się być zainteresowany). Chciałabym, żeby było nas więcej i żeby była jakaś grupa w Polsce, a niełatwo się zebrać, policzyć i zorganizować, niestety. A i opór w Polsce pewnie byłby dużo większy niż jest to w USA czy Wielkiej Brytanii,

     
    Odpowiedz
  4. modem1990

    tekst bardzo dobry –

    tekst bardzo dobry – przynajmniej nie jest podpierany ideologią feministyczną. Piotrze i księże Tomaszu ja nie wyobrażam sobie spowiadać sie przed kobietą… Choćby dlatego jestem przeciwny!

    Zresztą JPII ostatecznie uciął dyskusje na ten temat. Powołując samych mężczyzn na swych Apostołów, Chrystus uczynił to w sposób całkowicie wolny i suwerenny. Uczynił to z taką samą wolnością, z jaką w całym swoim postępowaniu uwydatniał godność i powołanie kobiety, nie dostosowując się do panującego obyczaju i tradycji sankcjonowanej ówczesnym ustawodawstwem. Tak więc hipoteza, że powołał jako Apostołów mężczyzn, stosując się do mentalności swoich czasów, wcale nie odpowiada sposobowi działania Chrystusa”. Jan Paweł II przypomniał także o relacji Chrystusa do Kościoła, która ma przypominać relację mężczyzna-kobieta (oblubieniec-oblubienica). Skoro najpełniej wyraża się to w Eucharystii, przejrzystość i jednoznaczność domaga się, by kapłanem (działającym in persona Christi, tzn. w osobie Chrystusa) był mężczyzna. W liście apostolskim Ordinatio sacerdotalis papież raz jeszcze podał uzasadnienie nauki Kościoła, a na zakończenie stwierdził: „Aby zatem usunąć wszelką wątpliwość w sprawie tak wielkiej wagi, która dotyczy samego Boskiego ustanowienia Kościoła, mocą mojego urzędu utwierdzania braci (por. Łk 22, 32) oświadczam, że Kościół nie ma żadnej władzy udzielania święceń kapłańskich kobietom oraz że orzeczenie to powinno być przez wszystkich wiernych Kościoła uznane za ostateczne”. Kongregacja Nauki Wiary potwierdziła, że doktryna ta powinna być uważana za należącą do depozytu wiary. Naukę dotyczącą nieudzielania święceń kapłańskich kobietom zakwalifikowano jako prawdę związaną z Objawieniem na mocy logicznego wynikania.

     

    W duchowości to zawsze mężczyzna ma większy posłuch niż kobieta, tak przynajmniej wynika z moich doświadczeń. Proszę pamiętać, że moc ducha mężczyzny jest wielokrotnie silniejsza. Na przykład błogosławieństwa bądź przekleństwa rzucane przez mężczyzn są mocniejsze.

    Aczkolwiek nie wykluczam z życia duchowego kobiet. Ważne miejsce w mojej duchowości ma Maryja czy Judyta ze Starego Testamentu. Oczywiście świadectwo kobiet jest ważne i potrzebne w Kościele! Lecz kapłaństwo nie jest dla nich! Tak samo jak nie jest dla ludzi chorych fizycznie i psychicznie!

    Oczywiście też nie jestem za tym by rola kobiet w Kościele ograniczała się do bycia zakonnicą i prania majtek księżom(swoją drogą jak se sami nie umią uprać to źle jest z ich męskością)!

    Ciekawym myślę  rozwiązaniem byłby diakonat kobiet…? Czy chociażby szafarki komunii świetej? Lecz kapłaństwo nie!

    Dodam, że kobiety nie są delikatniejsze i dopuszczenie ich do władzy w Kościele nie spowoduje, że ten Kościół będzie bardziej ludzki bowiem z rozmów, z zakonnicami i zakonnikami wynika, że bardziej wrednymi, upierdliwymi i zasdrosnymi przełożonymi są KOBIETY!.

    Idąc dalej w dzisiejszym Kościele trzeba podkreślać rolę mężczyzny, a nie kobiety!! W dzisiejszym Kościele w ogóle nie docenia się meżczyzn! Księża tak naprawdę są nastawieni duszpastersko na kobiety, a nie na mężczyzn!!! Trudniej jest dotrzeć do facetów, którzy nie zadawalają sie tanimi kazaniami, mdłymi pieśniami i księdzem, któy gdzieś swoją tożsamosć płciową zgubił na trzecim roku seminarium kiedy to kazali mu włożyć kieckę! 
    Faceci potrzebują konkretnego słowa i przesłania, a nie rozważań czy dać kapłaństwo kobietom czy nie!

    Kapłaństwo kobiet spowoduje i tu mówię za siebie i za swoich współbraci w wierze jeszcze bardziej wyraziste i ostentacyjne odejście mężczyzn od Kościoła, kto wie czy nie od wiary!

    Dlaczego bo "Co mi kobieta będzie mówić jak mam żyć?"

    My faceci nie słuchamy kobiet(zawsze tak było i jest) po prostu nie słuchamy! Do faceta moze dotrzeć tylko drugi facet!! I Tu Piotrek na pewno sie ze mną zgodzisz!

    Pozdrawiam!
     

     
    Odpowiedz
  5. tuhanka

    Panie Wojciechu,

    Panie Wojciechu, reprezentuje Pan typowo męskie spojrzenie na sprawę. Jest to zupełnie zrozumiałe, jest Pan mężczyzną. Ale pisze Pan chociażby, że nie wyobraża sobie spowiadać się przed kobietą. Czy nie przyszło Panu do głowy, że gdyby kobiety były dopuszczone do kapłaństwa, wciąż miałby Pan wybór? Wciąż mógłby Pan się spowiadać u mężczyzn? Proszę spróbować choć na chwilę wyobrazić sobie, że jest Pan kobietą i nie ma Pan wyboru: musi się spowiadać u przedstawiciela płci przeciwnej. A zapewniam, jako kobieta, że nie jest mi łatwo się spowiadać u mężczyzny. Możemy sobie mówić o tym, że on reprezentuje Chrystusa, ale to bazuje na naturze. A natura broni się przed czymś takim. To właśnie kapłan-mężczyzna siedzący w konfesjonale na Jasnej Górze tak mnie kiedyś zranił totalnym brakiem empatii i próby zrozumienia, że prawie rok trwało, zanim odważyłam się znów podejść do konfesjonału. Tylko świadomość nakazu "przynajmniej raz w roku spowiadać się" spowodowała, że się przełamałam. Na moje szczęście muszę przyznać, że był to jednostkowy przypadek, ale zranienie i jakaś nieufność pozostała. Kobiety mają często inną wrażliwość, czego wielu mężczyzn-kapłanów nie potrafi pojąć, wyczuć. Obowiązkowy w Kościele rzymskokatolickim celibat nie ułatwia im, ani kobietom, którym posługują, życia w tej sytuacji.

    Dlaczego uważa Pan, że kapłaństwo nie jest dla kobiet? Owszem, jest. Istnieją dowody na to, że w starożytności kobiety pełniły funkcje prezbitera w chrześcijaństwie. O ile nie było jeszcze definicji kapłaństwa i święceń w naszym nowożytnym znaczeniu, funkcja była ta sama. Kobiety przewodniczyły Eucharystii i udzielały sakramentów. Nie było ich wiele, w końcu społeczeństwo było bardzo patriarchalne, ale tym bardziej jest wart podkreślenia, że takie prezbitery były i przewodniczyły chrześcijańskim wspólnotom. Co do diakonis, to nawet kuria watykańska nie zaprzeczy faktowi, że były one wyświęcane w pełnym rycie diakonatu, analogicznym do święceń diakonów męskich. Były wyświęcane sakramentalnie. Ale myślę, że tu nie muszę Pana przekonywać, bo nie wyklucza Pan przecież diakonis 🙂

    Odniosę się jeszcze do jednego fragmentu Pana wypowiedzi:
    "Trudniej jest dotrzeć do facetów, którzy nie zadawalają sie tanimi kazaniami, mdłymi pieśniami i księdzem, któy gdzieś swoją tożsamosć płciową zgubił na trzecim roku seminarium kiedy to kazali mu włożyć kieckę! ". Dość radykalnie tu Pan pojechał 🙂 Ale mogłabym bez problemu wstawić na miejsce słowa "facetów", słowo "kobiet" i byłoby to zdanie równie prawdziwe. Współczesne kobiety, zwłaszcza młodsze pokolenia, również nie zadowalają się "tanimi kazaniami, mdłymi pieśniami i księdzem, który gdzieś swoją tożsamość płciową zgubił…". Idą tam, gdzie kazania są mądre, na poziomie, gdzie muzyka liturgiczna jest sensownie dobrana i gdzie ksiądz ma pewną charyzmę, a nie reprezentuje postawy typu "ciepłe kluchy". "Churching", o którym się teraz często mówi, udowadnia, że coś jest na rzeczy. Kobieta przy ołtarzu czy na ambonie też może reprezentować postawę mdłą i nijaką, ale może też reprezentować te cechy, których oczekiwałby Pan od kapłana-mężczyzny. Nie płeć ma tu znaczenie tak naprawdę, tylko osobowość kapłana/kapłanki. Z racji swojej działalności, o której piszę powyżej, mam kontakt z kobietami-księżmi z organizacji Roman Catholic Womenpriests i mogę Pana zapewnić, że niejedna z nich spełnia kryteria osoby, którą chciałby Pan odnaleźć w kapłanie – z wyjątkiem płci, bo nie są i nie staną się mężczyznami.

    Pisze Pan również: "Kapłaństwo kobiet spowoduje i tu mówię za siebie i za swoich współbraci w wierze jeszcze bardziej wyraziste i ostentacyjne odejście mężczyzn od Kościoła, kto wie czy nie od wiary!" Mogę na to odpowiedzieć tylko w ten sposób: niedopuszczenie kobiet do kapłaństwa spowoduje na przestrzeni czasu, może nie bardzo gwałtownie, ale jednak, odejście kobiet od Kościoła. Nie od wiary. Znajdą inną, bardziej inkluzywną wspólnotę wiary, zakorzenioną w tradycji katolickiej. Wiem, że na Zachodzie już się to dzieje i odchodzą często te najwartościowsze jednostki, bardzo zaangażowane w życie religijne. Nie mogą bowiem dłużej znieść panującej w Kościele hierarchicznym mizogynii. Jeśli one odejdą, to kto przekaże wiarę kolejnym pokoleniom? Mężczyźni? Na pewno niektórzy tak, ale większość nie zrobi nic.

     
    Odpowiedz
  6. modem1990

    @Pani Alicjo!
    Dziękuję

    @Pani Alicjo!

    Dziękuję za komentarz.
    Myślę, że powody dla których jestem przeciwny kapłaństwu kobiet podałem w poprzednim komentarzu.
    Hm.. z tego co wiem, droga Pani kobiety częściej zwierzają się mężczyznom tzw „Tamponom”. Niestety księża za takich robią. Bo wysłucha pocieszy ale zostanie obojętny wobec kobiety – przynajmniej powinien.
    Bardzo mi przykro, że Pani została zraniona przez spowiednika – wie Pani ja też zostałem – wiec znam ten ból ale zazwyczaj po prostu idę mówie swoje i tyle. Spowiedź to nie rozmowa tylko wypowiedzenie tego co u nas złe i tyle. Bóg przebacza wszystko nawet jeśli ksiądz zarzuci niestosownym tekstem.  Swoja drogą faktycznie to zależy od charakteru człowieka, a nie od płci, jednakże nie wiem czy kobiety są delikatniejsze i bardziej wyrozumiałe…  Myśle, że to mężczyźni są bardziej wyrozumiali w relacjach zwłaszcza do kobiet. My raczej wobec siebie samych jesteśmy agresywni(pozytywnie) do kobiet raczej jesteśmy milsi.
    Lekiem na to, że księża czasami są dziwni wobec kobiet jest zmiana formacji. Klerycy są zamknięci idą raz w tygodniu na miasto to gdzie oni mają się nauczyć obycia wśród ludzi! A co dopiero kobiet!!
    Powiem Pani tak: ksiądz, który Pani dowalił, na pewno dowalił też facetom. Po prostu chamstwo płci nie wybiera…

    Dopiero gdy klerycy by np. studiowali na jednej uczelni ze świeckimi z k i m wiedzieli by jak się zachować. Ma Pani męża? Jeśli tak to wie Pani co mam na myśli. To, że są chamy i porządni. No i niestety są księża chamy i świeccy też…

    Myślę po męsku bo jestem mężczyzną! Nie udaję! Mówię wprost, że my chcemy żeby nam przewodniczyli PASTERZE, a nie pasterki(z całym szacunkiem do kobiet). Taka nasza natura, której nie da się zmienić. Tu nie chodzi o prestiż czy władzę… po prostu my faceci bierzemy przykład z facetów, a nie z kobiet. Po prostu taka natura…

    Polecam tę konferencję… Ten człowiek dobrze to objaśnia: http://www.youtube.com/watch?v=vzrQvGOch1Q&feature=related

    No tak jakoś nie jestem fanem stroku duchownego… Ale to chyba inny wątek – w sumie muszę napisać felieton na ten temat.

    Co do odejść… Hmm… chodząc do Kościoła to widzę tam więcej kobiet niż mężczyzn. Bywa, że na mszy ja i ksiądz jesteśmy jedynymi mężczyznami. Kościół jest spustoszony przez facetów nie przez kobiety!! To właśnie mężczyźni nie chodzą do Kościoła bo wkurza ich Kościół w którym rządzą kobiety! Tak w KRK rządzą kobiety! O.Błaszkiewicz to świetnie wyjaśnia!
    Tak więc Pani teza jest dość wątpliwa… Statystyki mówią wyraźnie: to faceci odchodzą, a nie kobiety. I odchodzą dlatego, że Kościół jest sfeminizowany!  Zamiast mędrkować wśród kobiet Pani spyta mężczyzn wokół siebie co ich wkurza w Kościele i co sądzą o tym, żeby były kapłanki J

    Tak myślę, że diakonisy jak najbardziej.
    W mojej rodzinnej parafii są lektorki i nie mam problemu być razem z nimi przy ołtarzu. Tak więc głoszenie Słowa Bożego jest dla każdego! To nawet jest obowiązek każdego!
    Pozdrawiam i mam nadzieje, że Pani zrozumiała co miałem na myśli.
    Wojtek

     
    Odpowiedz
  7. wykeljol

    Myślę po męsku bo jestem

    Myślę po męsku bo jestem mężczyzną! Nie udaję! Mówię wprost, że my chcemy żeby nam przewodniczyli PASTERZE, a nie pasterki(z całym szacunkiem do kobiet). Taka nasza natura, której nie da się zmienić. Tu nie chodzi o prestiż czy władzę… po prostu my faceci bierzemy przykład z facetów, a nie z kobiet. Po prostu taka natura…

    Wojciechu, nie widzisz, że to, co napisałeś jest mizogyniczme? Że kategorycznie wyklucza kobiety, jako współwartościowe z mężczyznami  w Kosciele? Że spycha je do gatunku podludzi(upośledzonych, o małym rozumku..). Że kobiecośc określasz wyłącznie negatywnie? JUż nie idzie o kapłaństwo, ale o pogardliwy stodunek do płci przeciwnej.

    Oto odpowiedź kobiety, czyli moja:

    Myślę po kobiecemu, bo jestem kobietą! Nie udaję!Mówię wprost, że my chcemy , żeby nam przewdniczyły kobiety obok mężczyzn! (z całym szacunkiem dla mężczyzn) . Taka nasza natura , choc mężczyźni ciągle pragną nam ją zmienieć i zmuszają , abyśmy widziały siebie inaczej. Tu nie chodzi o prestiż i władzę. Po prostu my, kobiety,  bierzemy przykład nie tylko z facetów, ale także z kobiet, bo taka nasza natura.

    I tu uwaga na boku. Księga Rodzaju, r.1. 27 o stworzeniu. stworzył więc elohim adama na swój obraz, na obraz Boży stworzył mężczyzne i niewiastę.

    Pan stworzył NAS jako adama -człowieka. To nie jest imie własne mężczyzny, lecz zbiorczya nazwa na człowieka.. Obrazem Bożym nie jest mężczyzna, tylko męzczyzna i kobieta -komplementarnie. Mozna to pociągnąć, odrywajac nawet od komplementarnosci w aspekcie płodzenia i rodzenia potomstwa- niezaleznie od rorodczości dwie płcie są obrazem Boga. Po równo. Skąd więc ten prymat męski? Z kultury patriarchalnej, nie z BIblii. A kultura ta- oddziaływujac na ludzi pogłębiała coraz bardziej sposób odnoszenia się do płci, pogłębia nierównośc tych płci. I zarówno mężczyźni jak i kobiety powielały ów stereotyp; i na zasadzie sprzężenia zwrotnego; powielało sie to i pogłębiało w coraz ostrzejszej formie…do czasu.

    A co do zranien męsko damskich. Odpowiedż i w ogóle cały komentarz Pani Alicji odznacza się spokojem, rozumnoscią, dojrzałoscią, rzetelnością i znakomitym rozeznaniem problemu, także praktycznym. A Ty nawet nie podjałes jej argumentów, tylko skwitowałeś jednym: już to powiedziałem. To raz. To nie jest w porządku, to nie jest dyskusja. To są emocje. A po drugie porównując płeć żeńską do osób uposledzonych po prostu ranisz wszystkich, łącznie z upośledzonymi.

    Chamstwo spowiednika wobec mężczyzny zdarza się często,ale zapewniam Cię, że ten sam kapłan który przez męską solidarnośc nie zrani Ciebie, lekko i bez wahania poharata kobietę, której nie rozumie i co do której jest uprzedzony. Jesli w dodatku od razu zakłada, że kobiety są takie, jak opisujesz w Twoim komentarzu- tym łatwiej będzie mu zranic każdą z nich. Pewna teolożka w Hiszpanii badała stosunek teologów i kapłanów do kobiet na przestrzeni wieków- włosy dęba na głowie stają, jak się to czyta. Twoje obraźliwe pytanie do Pani Alicji:czy ma pani męża? – jakby kobieta nie była w stanie rozmawiać przyjaźnie i głęboko z mężczyzną  i poznać go, jesli nie jest jej mężem-  oddaje co nieco z tej atmosfery.

    Twoje przekonania (poza osobistymi uwarunkowaniami, o których nie mnie tu pisać, bo ich nie znam i poznać nie chcę, ale to zadanie dla Ciebie, żeby to w sobie przerobic) są także produktem pewnego środowiska, doświadczeń, tego, a nie innego miejsca i czasu, a także wiedzy. Czy naprawdę nie czytałeś ksążek napisanych mądrze przez kobiety-filozofów, kobiety- socjologów, psychologów itd.? Czy nie sądzisz, że i one mogą mieć miejsce w Twoim Kościele? Czy na tym potralu nie spotkałes takich kobiet? Mądrych, o rozległej wiedzy, wywazonych sądach, gorącym i wielkim sercu?  One tak samo nie znoszą lukru, fałszu, infantylnych i sentymentalnych piosenek, głupawego szczebiotu księzowskiego jak TY! Czemu się upierasz, żeby zawęzić obraz kobiety do wąskiego i coraz bardziej zmniejszającego się grona tych pań, które wyniosły z lat dawnych pewien rodzaj nabożenstwa wobec sutanny, myląc to z miłością do Boga? Zresztą takie nabozeństwo do kiecki jest na ręke tym księżym miernotom, które oprócz tej kiecki nie mają nic do zaoferowania- i takie osoby męsko-damskie, kapłańsko- pobożno- paniusiowe wzajemnie się wspieraja! (Na marginesie- nie dotyczy to sakramentów- żeby nie wiem jak infantylny głuptasek ich udzielał-są ważne na mocy sakramentu kapłaństwa)

    Większośc z takich cierpliwie znoszących te łzawe kawałki i szczebiot księzowski pań jest samotnych, naprawde pokrzywdzinych, lub maja męzów tyranów- i szczebicący ksiądz jest balsamem na ich sponiewierane brutalnością męską dusze! A tego, że ich jest w kościele (szczególnie przy takich słodziakach-księżulkach)  tak wiele, możesz wnosić o poziomie powszechności  brutalności męzczyzn wobec kobiet w naszym społeczeństwie, jak równiez o samotności kobiet. Jest tu też delikatny aspekt erotyczny, no, niestety, obecny w takich relacjach(nie zawsze, ale jednak…). PO mojemu wyrównanie potencjalów (kobiety- prezbiterzy) UZDROWIŁOBY tę sytuację! Chłopie! Nie patrz tylko ze swojego punktu widzenia! Taki kosciół, jaki opisujesz degraduje kobiety! Prawdą jest, że odpowiedzią na całkowicie zmaskulinizowany kościół klerykalny jest feminizacja w ławkach po drugiej stronie ołtarza! ! To mężczyźni"zrobili" kościół takim! To oni mają głos w kościele, nie kobiety! Mało, że są sponiewierane, zdegradowane, ich głos jest niesłyszalny(oprócz sopraników w łzawych piesniach i hołdach dla wikarego czy proboszcza) to jeszcze mówisz, że to KOBIETY OPANOWAŁY kościół! ??? Wojciechu!!!!!! Jak Cię lubię i cenie- przemyśl swoje poglądy.

    P.S. Zmieniłam parę lat temu mieszkanie i parafię. Chciałam coś tw tej parafii robić. Po mszy podeszłam do ksiedza. Przedstwaiłam się i wyciągnełam ręke, której nie podjął.  i powiedziałm, że chcę coś robić w parafii. Wysłał mnie do kółka różańcowego . Ale tu się naciął. Powiedziałam, ze chcę robic cos twórczego, pozytecznego i konkretnego. I mam koncepcję. Rózaniec zas lubię odmawiać sama. Myśisz, że by mi pozwolił? Nigdy w zyciu. Uratowało mnie(własciwie nie mnie, tylkookoliczne dzieci, dla których chiałam to zrobić) to, że proboszcz był znajomym mojego męża-kiedys tam.Toteż znał i  mnie i nie tylko się ucieszył, ale pomógł w organizacji swietlicy-takiej, jaką chciałam założyć. Jaki wniosek? Gdyby wikary ów był proboszczem świetlica nigdy by nie powstała, a ja nie wiem, czy bym nie przeniosła się na stałe do dominikanów, którzy zachwują się normalnie wobec kobiet. Mówię o sobie, bo to konkret, ale kilka innych kobiet z pomysłami odeszło stamtąd, bo chciano je przykroić według łatwego schematu Zostałyby te pobozne panie, które posłusznie powędrują tam, gdzie im wyznaczy miejsce niezbyt rozgarniety męzczyzna – ksiądz, mający przeswiadczenie ,że baby powinny się słuchać chłopa, a co dopiero księdza!! (To w związku z Twoim wątkiem o posłuszeństwi).

    Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę, żeby ci to minęło.

    To wszystko jest jakby poza tematem o kapłaństwie kobiet, ale jest do tego tematu przyczynkiem.

     

     

     
    Odpowiedz
  8. tuhanka

    Panie Wojciechu, o

    Panie Wojciechu, o "Tamponach" w życiu nie słyszałam i chyba żadna z moich koleżanek też nie słyszała – więc chyba nie jest to zjawisko o szerokim zasięgu. Jeśli muszę się komuś zwierzyć, to zwierzam się przyjaciołom płci obojga – natomiast nie otwieram się przed obcym człowiekiem, nawet jeśli jest to ksiądz, który podczas spowiedzi musi dochować tajemnicy. Po prostu nie otwieram się przed obcym człowiekiem, spowiedź zaś jest ograniczona do niezbędnego minimum. Taką już mam psychikę 🙂

    Co do formacji kleryków, to zgadzam się z Panem. Jest ona często zupełnie nieadekwatna do potrzeb. Swoją  drogą wydaję się, że niektóre zakony, np. jezuici, jakoś nauczyły się radzić z tym problemem. Przyszli księża zakonni studiują razem ze świeckimi, w tym z  kobietami,  jeszcze w czasie studiów biorą udział w pracy duszpasterskiej i kiedy już otrzymają święcenia, nie traktują  kobiet jako istoty im obce, bo wiele z nich to koleżanki ze studiów czy wspólnie realizowanych projektów duszpasterskich.  Przydałoby się taki rodzaj formacji rozszerzyć na wszystkie seminaria.

    Mówi Pan, że faceci biorą przykład z facetów? Nie mam nic przeciwko. Ale kobiety też mają prawo brać przykład z innych  kobiet. Dopuszczenie kobiet do święceń nie oznacza przecież, że nagle znikną kapłani-mężczyźni. Mówiąc językiem marketingu, byłoby to "rozszerzenie oferty", a nie wprowadzenie jednego kosztem drugiego. A mówiąc  poważnie, wzorce kobiecości oferowane  współczesnym kobietom przez  Kościół nie są dla znakomitej większość z nas atrakcyjne. Ani wzorzec Matki-Polki nie przemówi do nowoczesnej kobiety, ani też wzorzec pokornej, ślepo  posłusznej mniszki. Jeśli jakiekolwiek zakonnice mogłyby być jakimś wzorcem  dla większości z nas, to ewentualnie te w stylu amerykańskich sióstr zrzeszonych w Leadership Conference of Women Religious (Konferencja Kierownictwa Zakonów Żeńskich – LCWR), które są bardzo intensywnie zaangażowane w działalność społeczną i bardzo nielubiane przez w 100 % męską hierarchie kościelną z powodu ich niezależności (pisałam zresztą o tym na swoim blogu: http://www.womenpriests.org/blog/index.php?itemid=79 i http://www.womenpriests.org/blog/index.php?itemid=85). Powtarza Pan za o. Błaszkiewiczem, że kobiety rządzą w Kościele? No cóż, to jest piramidalna bzdura. Nawet nie współrządzą. Niemal wszystkie stanowiska decydenckie w Kościele obsadzone są przez osoby duchowne, a kler jest, jak wiadomo w 100 % męski.  Ogólnie laikat jest bardzo silnie pomijany i jest to kompletnie chore. Ale kobiety pomijane sa podwójnie: jako osoby świeckie i właśnie jako kobiety, bo nie mogą stać się częścią duchowieństwa. A przecież w Kościele jest bardzo wiele funkcji, do których sprawowania nie trzeba święceń, które może z powodzeniem sprawować kobieta. Tymczasem takie kobiety można niemal na palcach policzyć.

    Nie mogę się też zgodzić co do proporcji kobiet/mężczyzn w Kościele. Nie mieszkam w Polsce od paru lat i nie wykluczam, że tak sytuacja może sie kształtować na polskim podwórku. Niemniej jednak Kościół rzymskokatolicki to nie tylko Polska. Z mojego doświadczenia zachodnioeuropejskiego (Anglia i Belgia – duszpasterstwo anglojęzyczne) wynika, że proporcje te rozkładają się mniej więcej po równo, aczkolwiek z lekką przewagą mężczyzn, jeśli chodzi o kwestie liturgii, natomiast jeśli chodzi o np. chór, widać pewną niewielką przewagę kobiet. Akurat parafie/wspólnoty do których przynależałam/przynależę należą do tych kwitnących, gdzie kościół jest pełny, a ludzie zaangażowani. Nie mają one nic wspólnego z legendą o wymierających parafiach na Zachodzie (takie też są, ale bardziej ich obumieranie wynika z braku odpowiedniej reakcji na zmieniającą się strukturę demograficzną; jeśli w takiej Brukseli ponad połowa mieszkańców jest pochodzenia zagranicznego, a lokalne parafie nie oferują nic w obcych językach, choćby po angielsku, nawet informacji, gdzie można je znaleźć i kiedy są nabożeństwa, za to jest dużo po flamandzku, choć prawie nikt w okolicy już tym językiem nie mówi, to nie można się dziwić, że świecą pustkami; ludzie jadą za to przez pół miasta do duszpasterstwa międzynarodowego).

    Mówi Pan, że mężczyźni odchodzą ze sfeminizowanego Kościoła? Ja znam kobiety, którego odchodzą ze zmaskulinizowanego Kościoła. Po prostu nie znajdują w nim swojego miejsca. Myślę tu wręcz o konkretnych osobach. Sama w chwili słabości zastanawiam się, na jak długo mi jeszcze starczy sił, żeby w takim kościele trwać. Proszę jednak Boga o to, żebym wytrwała w Kościele rzymskokatolickim, który jest moim duchowym domem i którego nie chcę opuścić, mimo, że czasem czuję się tu niechciana. Myśli Pan, że problem dotyczy tylko tzw. Zachodu? Polecam zatem lekturę artykułu Zuzanny Radzik pt. "Cichy exodus" http://tygodnik.onet.pl/32,0,65688,cichy_eksodus,artykul.html, który ukazał się w Tygodniku Powszechnym jako część "tematu numeru" pod tytułem "Kościół traci kobiety" (w ramach dyskusji w "Tygodniku ukazał się także mój list http://tygodnik.onet.pl/0,65,66185,listy,artykul.html).

    A jeśli Pan uważa, że mężczyznom nie spodobałaby się idea kapłanek, to odpowiadam: Panu zapewne nie, ale na pewno nie wszystkim, a może mniejszość. Wśród osób zaangażowanych w promocję kobiet w Kościele, w naszą walkę o dopuszczenie do święceń kapłańskich, jest bardzo wielu mężczyzn. Dla nich jest to po prostu kwestia elementarnej sprawiedliwości i poszanowania godności kobiety.

    pozdrawiam,

    Alicja

    P.S. A co do Pańskiego pytania o mój status cywilny, to choć nie mam pojęcia, co miałoby to wnieść do sprawy, odpowiem. Nie, nie jestem mężatką. Jestem singielką z wyboru. Nie przeszkadza mi to jednak mieć bardzo dobre relacje, także przyjacielskie, z mężczyznami. Wiem, że nie wszyscy wierzą w czystą przyjaźń damsko-męską, ale ona naprawdę istnieje 🙂

     
    Odpowiedz
  9. wykeljol

    Grajdołek

    NO własnie, pani Alicjo, my mówimy z pozycji grajdołka. Tak jest u nas(w niektórych kosciolach- znaczy, myslimy, taki jest cały Kosciół. (idzie o proporcje mężczyzn i kobiet uczestniczących w mszach.) U wspomnianych dominikanów  w Polsce, w Łodzi, też mężczyni stanowią wiekszośc. I przypomniałam sobie mszę polska w kościele w Szwecji, w Sztokholmie- obie płcie były równo reprezentowane i cała masa mministrantów. Tak, ze faktycznie jest to problem grajdołka.

    Głosy kobiet w Tygodniku poważam, a Zuzanna Radzik to jedna z tych kobiet, którą szanuję. W tym Wielkim Poscie rekolekcje pisze dla Tygodnika siostra Barbara Chyrowicz. Sa świetne.

    A wolnej chwili zapoznam się z Pani blogowniem! bardzo mnie to zaciekawiło!

    I kto to jest ten ksiądz Błaszkiewicz? Najwyrażniej mistrz duchowy W. W. Jałoszyńskiego- nie znam człowieka.

    O "Tamponach" też słyszę po raz pierwszy- nie wiem kto ukuł to obrzydliwe powiedzonko. Być może są i tacy święci księża, którzy wysłuchuja kobiecych zwierzeń bo wiedzą, że ta osoba nie ma komu opowiedziec o swoich bólach i tragediach. To -jak napisałam- są święci księża. Nazywanie ich "Tamponmi" świadczy o pogardliwym stosunku do nich  ich współbraci – tych konsekrowanych macho, co to sie nie wdają z babami w takie łzawe dyrdymały, bo mają zero wrażliwości i poczytują to sobie za wartość. Horror. I znów pgarda nie tylko dla potwornie osamtnionych konbiet,ale i dla wysłuchujących ich, cierpliwych księży. Współczuję jednym i drugim.

    @ Wojciech. Napisałam na privie, bo nie chce przedłużać tu dyskusji, ale w większości moje uwagi pokrywają sie z uwagami p. Alicji. Bardzo Cię szanuję Wojtku , wiem, że jesteś czynny na róznych polach, masz dobre serce i jesteś b. dzielnym studentem pokonujacym przeszkody mimo złego stanu zdrowia z wielkim samozaparciem.Bardzo Cię za to cenie i szanują. Cenię za wywiady z BArtkiem, za przygotowywaną sesje z nim- to są świetne sprawy i jestes w tym dobry.

    Natomiast od dłuzszego czasu widzę, że masz problem z tematem kobiety/mężczyźni- nie tylko w kosciele. Może rozejrzyj się za innymi mistrzami, nie tylko ks. Błaszkiewiczem. Z Twoich wpisów widac, że i on ma problemy. A jest wielu takich, którzy nie mają, a są stuprocentowymi mężczyznami. I nawet tę sutannę zakładają niezbyt chętnie. Ale takim 120 procentowym -i sutanna nie przeszkadza.

    Pozdrawiam serdecznie!

     

     

     
    Odpowiedz
  10. beszad

    Czy zło przyszło z kobiety? Czy mądrość jest domeną mężczyzny?..

    Z zaciekawieniem "przysłuchuję się" tej dyskusji i muszę najpierw uczciwie się przyznać, że jeszcze do niedawna nie miałem w tej sprawie wątpliwości – Biblia wyraźnie ten dylemat w moim dotychczasowym rozumieniu rozwiązywała: "Kobieta niechaj się uczy w cichości z całym poddaniem się. Nauczać zaś kobiecie nie pozwalam ani też przewodzić nad mężem lecz [chcę, by] trwała w cichości." (1 Tm 2,11-12). W moim skromnym życiu nauczyłem się już jednak, aby nigdy nie mówić "nigdy". 😉 

    Tak więc i w tym przypadku, pozostając otwarty na Wasze argumenty, zaczynam się skłaniać ku traktowaniu powyższego cytatu w kategoriach historyczno-kulturowych. Zadałem sobie pytanie, w czym mogłoby zaszkodzić Kościołowi dopuszczenie kobiet do święceń? I nie znalazłem żadnego istotnego "przeciw" – natomiast pojawiło się wiele "za", choćby argument, który wysunęła Jola – o możliwości lepszego zrozumienia kobiet przez kobietę (z możliwością większego otwarcia się na sprawy intymne). Słowa św. Pawła miały w tamtym czasie z pewnością jakieś znaczenie (rozumiane w kontekście epoki). Jednak wystarczy doczytać ten fragment dalej, aby upewnić się o mentalno-historcznym charakterze tego tekstu: "Albowiem Adam został pierwszy ukształtowany, potem – Ewa. I nie Adam został zwiedziony, lecz zwiedziona kobieta popadła w przestępstwo." (1 Tm 13-14). Czy dzisiejszy Kościół tak naucza? Owszem, ale chyba tylko w odniesieniu do poza-płciowego stworzenia duchowości człowieka (Adam) i "zakaźnego" sposobu przenoszenia się zła (relacyjny charakter pokusy). Bo chyba nikt z nas już nie utrzymuje, że mężczyzna był pierwszy …i gdyby nie kobieta, mężczyzna pozostałby bezgrzeszny? 😉

    Ponadto pierwiastek żeński czasem bardzo pomaga w wieloformatowym ujmowaniu spraw duchowych. W swoim życiu osobistym czesto dostrzegam, że dopiero gdy kobieta przedstawi interpretację jakiegoś zagadnienia, pozwala mi to ruszyć z miejsca w sytuacji jakiegoś intelektualnego czy duchowego "zaklinowania". Dobro jest przestrzenią ponadpłciową, a wszelkie różnice, jakie istnieją w naszym doczesnym życiu (również te psychiczne, które wypływają z różnic płciowych) istnieją po to, żebyśmy mogli z nich korzystać w drodze do pełni duchowej.

     
    Odpowiedz
  11. modem1990

    Wiem pani Alicjo, że to

    Wiem pani Alicjo, że to było dość dziwne pytanie o stan cywiliny. Powiedzmy że w tym kontekście co pani napisała to mi już wystarczy.

    Jesteśmy skrajni pani walczy o kobiety, ja o mężczyzn właśne dlatego, że jesteśmy singlami 🙂 Taka prawda. Gdybyśmy poznali życie rodzinne czy związkowe byśmy inaczej rozmawiali.
    Dlatego pani Jola ma tak stonowane i mądre stanowisko.

    Faktem jest, że sytuacje, które opisywałem są jak to określłyście drogie panie "grajdołkiem". Tak, tak wygląda msza, duszpasterstwo na wsiach, w małych i średnich miastach.

    Pani Alicjo dlatego chciałem być Jezuitą – bo oni są normalni!

    Ja na prawdę nie jestem przeciw kobietom w Kościele – wręcz przeciwnie! I nie chodzi o to, że powinny być tylko zakonnicami czy matkami Polkami! Nie!
    Tak swoją drogą my mężczyźni też tak średnio znajdujemy wzorce w Kościele. Tak moim "mistrzem" jest o.Błaszkiewicz(tak swoją drogą ma teraz człowiek problem ale z posłuszeństwem a nie z tym co głosi!)

    Tampon – no cóż to są właśnie tzw. męscy przyjaciele. Czyli jak masz problem to się im wyżalasz, a nic w zamian nie dajesz! (częste)

    Nie wiem czy mam problem z kobietami z tego wynika, że tak ale dobrze mi z tym! Nie udaję!

    A to, ze księża nie chcą słuchać nikogo to jest też prawda i dla obu płci! Też chciałem zorganizować jedno dzieło – chodziło o wpsólnotę słowa Bożego w akademiku – niestety nikt się nie odezwał. Duszpasterz akademicki nawet na maila nie odpisał w tej sprawie!!

    Spotkałem wiele mądrych kobiet! Cenię sobie przecież rozważania choćby pani Joli!! Czytam je! Rozważam nie przechodzę obojętnie! Pisałem wcześniej, że posługa Słowa w wykonaniu kobiet jest potrzebna!

    A i nie porównałem kobiet do niepełnosprawnych tylko przedstawiłem fakt!! Tak samo ja nie urodzę dziecka, tak samo kobieta nie zapłodni mężczyzny!

    Jest podizał płci we wszechświecie i tyle! Nikt tego nie zrobi! Matką zawsze jest kobieta, a ojcem jest mężczyzna no nie da się inaczej!! 

    Na koniec zgodzę się, że Bóg stworzył nas razem! Do jednego celu! Byśmy sie zbawili! Tyle! Przecież ja nie wykluczam kobiet z Kościoła czy z życia! Np uważam, że Merkel jest świetną kanclerz! Jest świetnym politykiem!
    Biję na głowę takiego Tuska.
    Myślę, że ustosunkowałem się do komentarzy pań.

    Pozdrawiam

    Wojtek

     
    Odpowiedz
  12. helena

    Jednak

    argument dotyczący Wcielenia jest tutaj najbardziej istotny. Skoro kapłan jest alter Christi, to niestety musi być mężczyzną. Jak sam Ksiądz napisał – znak musi być wyraźny i zrozumiały.

    Kobieta jest człowiekiem, tak, ale Chrystus stał się człowiekiem w tej konkretnej płci – męskiej. To była fizyczna obecność Mężczyzny, z wszystkimi cechami tej własnie płci. Zatem kapłan, będąc znakiem tej fizycznej obecności Chrystusa we wspólnocie,  nie może być nie-mężczyzną, a wiec nie może być kobietą.

    Płeć nie jest istotowo wazna do zbawienia, owszem,  i dlatego Chrystus przyjmując płeć męską dokonal zbawienia calej natury ludzkiej, zarówno w wymiarze męskim, jak i żeńskim, bo zbawienie dotyczyło natury ludzkiej, a nie tylko płci. W zasadzie w tej kwestii Ksiądz sobie sam kontrargumentuje.

    Dlatego, choć sama jestem kobietą i uważam, że kobiety na wielu polach w Kościele mogłyby o wiele lepiej funkcjonować niż panowie, to jednak kapłaństwu kobiet jestem przeciwna.

    Kwestie dotyczące społecznej roli kobiety w czasach Chrystusa uważam za drugorzędne. Duch Święty poradziłby sobie na pewno.

    Pozdrawiam.

     
    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code