Dzielić się mądrze

Rozważanie na XVIII Niedzielę Zwykłą, rok C1
 

Ewangelista Łukasz przedstawia nam kolejną Jezusową przypowieść. Tym razem zaczynającą się od materii. Podział dóbr materialnych. Ważny czy nie? Porzucić i wyzbyć się wszystkiego, a może dążyć do satysfakcjonującego komfortu życia? Satysfakcjonującego, czyli innego dla każdego z nas.

Czym jest bieda? Kiedy doznajemy biedy, a kiedy ubóstwa? Na to pytanie powinniśmy sobie odpowiedzieć, jednocześnie pamiętając, że nie każdemu wystarczy do życia sam chleb i woda! Większość potrzebuje o wiele więcej… Chyba prawdziwy problem zaczyna się nie od tego, jak grube są nasze portfele, lecz jak dysponujemy ich zawartością. Sam wielokrotnie doświadczam problemów związanych z finansową sferą życia. Wiem jedno – pieniądze nie dają szczęścia, ale mogą zaspokoić pewne potrzeby, aby realizować kolejne. Nie każdy powołany jest do ascezy i ciągłych postów. Postów nie z własnej woli, lecz wymuszonych życiową sytuacją…

Jak zacząć marzyć chociażby o zdobyciu dodatkowych kwalifikacji zawodowych, kiedy mamy pustą lodówkę? Co zrobić, gdy z niepokojem otrzymujemy kolejny rachunek bądź martwimy się, za co spłacimy kolejną ratę kredytu? Ileż to nieprzespanych nocy wynikających ze zmartwień o nadchodzące jutro. Nieraz łatwiej jest wyznaczać sobie szczytne cele, niż ze spokojem żyć z dnia na dzień. Co zrobić, gdy nasze zmartwienia osiągają monumentalne rozmiary? Sam trzymam się strofy zaczerpniętej z poezji ks. Jana Twardowskiego: „Kiedy Bóg zamyka drzwi to otwiera okno”. Nie ma sytuacji bez wyjścia, czasem po prostu trudniej dostrzec jakieś rozwiązanie. Być może trzeba dokonać rewizji własnych oczekiwań… Jednego jestem pewny, Bóg nie opuści nikogo z nas. Nikogo!!!

Z moich ostatnich obserwacji wyraźnie wynika, ze w wielu przypadkach „zamiast ryby lepiej bliźniemu podać wędkę”. Oczywiście nie zawsze tak można, a nawet czasem trzeba wspierać potrzebującą osobę czy instytucję konkretną pomocą materialną. Pomagając należy jednak unikać wzmacniania pasożytniczej postawy domniemanego potrzebującego. Żerowanie na cudzym „komforcie” to nie bieda, to po prostu głęboko zakorzenione lenistwo i brak pozytywnego pomysłu na życie. To rodzaj negatywnej kreatywności, która przynosi korzyść z bycia ofiarą losu. To niczym samospełniające się proroctwo kozła ofiarnego. Po co wyjść z jakimś innym pomysłem na własne życie, skoro z góry wiem, że nie wyjdzie. Już na początku spisuję się siebie na straty… Bo jak inaczej? Przecież świat jest zły i niedobry.

Co zrobić, gdy spotykamy się z taką postawą? Chyba najlepiej dawać świadectwo własnego życia. Tak też od pewnego czasu staram się robić. Pasmo zmian; jakiego doświadczam od minionego Wielkiego Postu, pociąga za sobą wiele konsekwencji i chyba przede wszystkim przyniosło poczucie prawdziwej Miłości Boga. Wiem, że Bóg nie chce mojej krzywdy, a to już pozwala z większą pewnością pokonywać codzienne trudy.

Na koniec moich rozważań pragnę Was zachęcić – dzielcie się wszystkim, co macie, nie tylko pieniędzmi; ale i miłością, a nawet krzyżem. Prawdziwe i dojrzałe relacje to często „wspólne spożycie beczek soli". Zasiane ziarna dobra i miłości zawsze wydają wielokrotny plon. Niech Pan będzie nam ostoją!

Chwała niech będzie Trójcy Świętej!

Kasa.jpg

Rozważania Niedzielne

 

Komentarz

  1. Halina

    Zacheta, cel, dzialanie

     Nieraz łatwiej jest wyznaczać sobie szczytne cele, niż ze spokojem żyć z dnia na dzień. Co zrobić, gdy nasze zmartwienia osiągają monumentalne rozmiary? 

    Trzeba znac umiar we wszystkim, w zamartwianiu sie tym bardziej 🙂

    Cele trzeba realizowac, bo cel to marzenie z terminem wykonania. Jesli mam w zyciu cel, moge powiedziec, ze dzialam celowo i moge zyc spokojnie, poniewaz cel ukierunkowuje moja energie, pomaga zrezygnowac z niepotrzebnych czynow. Sa ludzie, ktorzy tylko mowia o swoich celach zyciowych, aby nastepnego dnia o nich zapomniec. Dobrze jest zapisywac swoje cele. Dlaczego? Jesli z przekonaniem wypisujemy swoje cele, dajemy podswiadomosci, sludze  intencji-wyrazna informacje, ze zalezy nam na zrobieniu tego, o czym piszemy. Raz zaprogramowana podswiadomosc zajmuje sie cala reszta.

     Pomagając należy jednak unikać wzmacniania pasożytniczej postawy domniemanego potrzebującego. Żerowanie na cudzym „komforcie” to nie bieda, to po prostu głęboko zakorzenione lenistwo i brak pozytywnego pomysłu na życie. To rodzaj negatywnej kreatywności, która przynosi korzyść z bycia ofiarą losu. To niczym samospełniające się proroctwo kozła ofiarnego. Po co wyjść z jakimś innym pomysłem na własne życie, skoro z góry wiem, że nie wyjdzie. Już na początku spisuję się siebie na straty… Bo jak inaczej? Przecież świat jest zły i niedobry.

    Panie Patryku, po co tak zaraz surowo oceniac czlowieka? Mozna nie znac przyczyn takiego stanu i tego typu stwierdzeniem bardzo kogos skrzywdzic. Nie przecze , istnieje grupa ludzi, nazywana przez niektorych mianem  pasozytow spolecznych. Moze to byc  jednak osoba z niska samoocena ,wyuczona bezradnoscia i lekiem przed podejmowaniem samodzielnego dzialania,  a nie len i pasozyt. Jesli juz na poczatku spisuje siebie na straty-oznacza to, ze pewnie nie wierzy w swoje mozliwosci. Posiadanie takiego  przeswiadczenia, ze moge, potrafie, jest kluczem do korzystania ze swoich zdolnosci i talentow, a kazdy czlowiek je posiada. Poczucie wlasnej wartosci jest bezposrednio zwiazane z wrodzona checia zrobienia czegos w swoim zyciu. Bez wyznaczenia celu, mamy energie, ale" kola obracaja sie w powietrzu".

    Co zrobić, gdy spotykamy się z taką postawą? 

    Dodac odwagi, ducha lub nadziei. Zachecic do dzialania. Gdy czlowiek wykazuje odwage, nie oznacza to, ze  nie czuje strachu. Czuje. Ale dociera do zrodla energii, ktora pokonuje strach. Zacheta jest potrzebnym kazdemu fundamentem, na ktorym mozna sie oprzec. W jezyku czynow oznacza to uznanie i poparcie dla kazdego, nawet najdrobniejszego wysilku, jaki ktos czyni w procesie osiagania czegokolwiek. Koncentrowanie sie na " dziele" , a nie na cechach charakteru czlowieka ,pomaga mu zdecydowanie bardziej.Chociaz w bardziej zazylych kontaktach- owszem, mozna powiedziec, co o takiej postawie myslimy i czego oczekujemy.

     

    Na koniec moich rozważań pragnę Was zachęcić – dzielcie się wszystkim, co macie, nie tylko pieniędzmi; ale i miłością, a nawet krzyżem. Prawdziwe i dojrzałe relacje to często „wspólne spożycie beczek soli". Zasiane ziarna dobra i miłości zawsze wydają wielokrotny plon. Niech Pan będzie nam ostoją!

    Amen!

     
    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code