Denar to szansa dla każdego!

Rozważając dzisiejsze Słowo mam wrażenie, że ci robotnicy czekający na najem, wcale jakoś specjalnie nie narzekają na swoje położenie. Przekładając to trochę na moje doświadczenia, przypominają oni mnie samego przed nawróceniem. Łatwo jest wyjść sobie na rynek i czekać. Jak jeszcze tam są inni mi podobni, to już w ogóle super. Można wtedy sobie ponarzekać na swoją biedę i wylewać swoje żale. Na to, że rząd do kitu, gospodarka do kitu, rodzina do kitu, kumple nas olali i w ogóle kaszana. Piweczko, papierosek, pogawędka z kumplami pod sklepem i tak mija dzień za dniem. Ogólnie nuda, roboty nie ma ale przynajmniej jakoś leci i nikt nie powie, że się nie staram no bo przecież codziennie ruszam ten tyłek z chaty. Nic się nie zmienia ale co tam. Przecież nie moja wina. Co prawda codziennie, kilka razy pojawia się facet, który coś tam oferuje ale on daje tylko denara. Na dodatek za każdym razem musi nam dowalić swoim bezczelnym pytaniem dlaczego jeszcze tutaj stoimy. Jakby kurde nie wiedział matoł jeden.

Tylko, że spokoju nie daje to, że ci naiwniacy, co dają się nabrać na robotę za denara są tacy jacyś inni. Wciąż chodzą z bananem na twarzy. Może jednak ten denar coś znaczy. Może warto spróbować, może lepiej mieć coś niż nic?

Z kolejnym dniem, nowa szansa. Chłop przyszedł, zapytał czy nie chcę? Powiedział, że nie może dać więcej niż denara ale za to oferuje coś więcej. Chwila zastanowienia, co to znaczy to coś więcej?  A co mi tam, poszedłem. Na początku wszystko pięknie. Ludzie mili, uśmiechnięci, sczęśliwi, wciąż zagadywali skąd jestem, co robiłem do tej pory itd. Dziwiło mnie to, ponieważ ich ubrania nie były zbyt czyste i bogate. Szczerze mówiąc miały pełno łat. Robotnicy byli strasznie wyniszczeni, widać, że się nie obijali. Po miłym rozruchu na początek dnia, przyszedł przydział prac. No to jazda do roboty. Było strasznie gorąco, przerw było mało, na dodatek były krótkie. Widząc jednak współtowarzyszy, z jakim zapałem pracują i z jaką życzliwością odnoszą się do siebie, cały ten trud schodził na dalszy plan. Co jakiś czas pojawiają się nowi. Szybko  wkręcają się w tryby pracy. Zazdrościmy im jednak, słońce co raz mniej piecze. Jest lekki orzeźwiający wiaterek, a do końca pracy zostało niewiele. Mają lajt i pewnie szef im mniej zapłaci. Jakoś pocieszyła mnie ta myśl i pozwoliła dotrwać do końca dnia.

Po skończonej robocie przyszła pora do rozliczeń. Najpierw ci, którzy przyszli najpóźniej, a my czekamy na swoją kolej. Podobno zawsze tak jest, więc ok, czekamy. Widzimy zadowolonych gości, którzy głośno się śmieją. Pytamy ich ile wam dał, oni na to, że po denarze. O to super, pewnie my dostaniemy więcej. Przyszła nasza kolei. Szef gratuluje nam dobrze wykonanej pracy i daje nam… po denarze. Nas wryło. Ale jak to szefie? Przecież cały dzień robimy i dajesz nam tylko denara, tak jak tym, którzy robili tylko kilka godzin? Pretensje na nic się zdały. Szef kazał wziąć nam co nasze i odejść.

Chłopaki zaczęli przeklinać właściciela winnicy. Powiedzieli, że nigdy więcej tu nie przyjdą i, że ten denar to szef sobie może wsadzić wiadomo gdzie. Szczerze mówiąc też tak myślałem. Cały dzień ciężkiej roboty i tylko denar. Jak on mógł? Gdzie tu sprawiedliwość? Przecież oni tylko pracowali kilka godzin, niektórzy tylko godzinę i też dostali po denarze. Z drugiej strony, taka była umowa.
Część z moich towarzyszy, ci w podartych spodniach jednak była wyraźnie szczęśliwa. Rzucili w moją stronę: do jutra! Odpowiedziałem niemrawo. Wątpiłem w sens pracy w kolejnym dniu.

Okazało się, że rozmyślając nad sprawiedliwością, czas przeleciał mi przez palce i zostałem sam z szefem w winnicy. Podszedł do mnie i zaczęliśmy gadać. Spytałem go o wszystko, wyżaliłem się i ponarzekałem na jego pojmowanie sprawiedliwości. On się uśmiechnął i przytulił jak ojciec syna. Widzisz Wojtek, nie mogę dawać więcej niż po denarze, ponieważ chcę dać pracę jak największej liczbie ludzi. Nie mam więcej, a chcę obdarować wszystkich tak samo. Wiesz Wojtek, ja strasznie kocham ludzi. Codziennie jeżdżę na rynek i widzę tych ludzi, którzy są strasznie samotni. Widzę ludzi, którzy nie widzą sensu w życiu. Widzę ludzi, którym nikt nie ufa. Oni nie wierzą, że są przydatni, że ktoś może ich potrzebować. Są tacy biedni. Więc postanowiłem każdemu z nich dać szansę. Chce im pokazać, że są wartościowi. Chcę im pokazać, że są potrzebni. Chcę im pokazać, że każdy z nich jest taki sam w moich oczach. Ja kocham każdego z nich, choć wiem, że niejeden z nich wcale nie zasługuje na miłość. Jeden to pijak, drugi oszust, trzeci złodziej. Reszta to młodzi ludzie, których nikt nigdy nie kochał. Daję im szansę, daję im wszystko co mam. Nie obiecuję im złotych gór, nie obiecuję im bogactwa. Obiecuję im szansę. Pytam każdego, niewielu odpowiada. Boli mnie to strasznie. Dlatego wychodzę po kilka razy dziennie. Nie chcę nikogo pominąć. Chce każdego u siebie, choćby przez chwilę. Widziałem jak patrzyłeś na moich stałych pracowników. Nie mogę im dać wiele, ale łatam każdą dziurę w ich ubraniu. Daję im to czego nikt inny im nie dawał. Miłość do końca. Dlatego są tacy szczęśliwi. A ci co odchodzą, no cóż zadają mi ból. Wielu z nich pewnie wróci do swojej bezczynności i pogrąży się w swoich słabościach. Mam jednak nadzieję, że kiedy będzie im bardzo źle to przypomni się im stary właściciel winnicy, który dał im szansę. Będę na nich czekał codziennie i po kilka razy na rynku. Będę im mówił chodź za mną, mam dla Ciebie nowe życie. A Ty Wojtek? Zostajesz czy chcesz odejść?

Zostałem, często jest ciężko, pracy w brud a zapłata niewielka. Chodzę w podartym ubraniu. Na ulicy większość śmieje się ze mnie. Ale jestem szczęśliwy. Nadal nie rozumiem logiki Szefa i jego systemu płatności. Ale jestem szczęśliwy. Jestem szczęśliwy bo wiem, ze ktoś mnie kocha takiego jakim jestem i wyciągnął mnie z rynku. Dał szansę na nowe życie. Wciąż się uczę się, że Jego myśli nie są moimi, że Jego drogi nie są moimi. Idzie mi to co raz lepiej.

Dziś razem z Nim wychodzę po innych na ten rynek, to mój obowiązek i moja wdzięczność.
Choć denar dla świata znaczy mało, dla mnie znaczy wszystko.

 

Komentarz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code