Pragnienie spotkania

Rozważanie na XIII Niedziela Zwykła, rok B1
 

Dzisiaj istotne wydają mi się dwa aspekty. Po pierwsze Bóg, który nie patrzy na ludzkie sądy określające, że coś lub ktoś jest czysty bądź nieczysty, czegoś godny bądź niegodny. Bóg wychodzi naprzeciw człowiekowi i dąży do osobistego spotkania z nim – takim, jakim on jest w swojej biedzie. Jezus, domagając się ujawnienia osoby, która Go dotknęła, nie chce jej upokorzyć, ale chce pokazać wszystkim, że od tej chwili nie istnieje podział na to, co jest czyste, a co nieczyste. Jezus chce pokazać, że każdy może zwracać się do Boga, niezależnie od tego, czy on, czy inni twierdzą, że jest tego niegodny.

Sam często łapię się na tym, że uważam się za niegodnego podjęcia dialogu z Ojcem. Zdarza mi się przez kilka dni nie odzywać się do Niego czy nie zaglądać do Biblii, bo uważam, że nie powinienem w mojej grzeszności rozmawiać z Bogiem. Po prostu zwyczajnie się boję. A warto zwrócić uwagę na szczegół, który podaje Mateusz, opisując tę samą historię (Mt 9,20). Mianowicie na to, że kobieta dotknęła się frędzla u płaszcza, dosłownie cicit. Był to najświętszy fragment ubrania pobożnego żyda, który przypominał mu o przymierzu i nakazie przestrzegania przykazań. Nieczystość dotyka miejsca świętego. Nic dziwnego, że kobieta, dotknąwszy się od tyłu, zwyczajnie bała się reakcji Jezusa oraz tłumów. Jezus jej jednak nie potępia! Wręcz przeciwnie, uwalnia ją z jej ciężarów!

Podobnie Jezus nie baczy na to, co myślą, mówią i robią ludzie, którzy opłakują śmierć córki Jaira. Można nawet uznać, że zachowuje się On wobec nich bezczelnie. Wyrzuca ich, bierze swoich i idzie do dziewczynki. Dotykając zwłok, zaciąga na siebie nieczystość. Znów łamie prawo, by dać życie człowiekowi. Jezus widzi pragnienie i wiarę Jaira, i odpowiada na nią. I to jest drugi aspekt dzisiejszego Słowa, czyli wezwanie do wiary i osobiste spotkanie z Bogiem.

Kobieta „usłyszała o Jezusie”, słyszała, że dokonuje On cudów i stąd ukradkiem chciała się Go dotknąć. Nie dotknąć byle czego, ale dokładnie tego frędzla płaszcza. Najlepiej tak, żeby nikt nie widział. Jezus, ujawniając to, pragnie spotkania z nią. Podkreśla też, że „wiara cię uzdrowiła”. Nie płaszcz, nie frędzel, nawet nie dotknięcie, ale wiara i ufność!

Uzdrowienie kobiety dokonuje się jakby „przypadkiem”, gdyż Jezus zmierzał do jeszcze wtedy umierającej córeczki Jaira. Cała ta sytuacja zapewne zajęła trochę czasu. Tyle, że słudzy przełożonego przyszli oznajmić, iż nie ma sensu iść do dziewczynki, bo już nie żyje. W tym momencie Jair zapewne czuł mieszankę smutku, rozgoryczenia i wściekłości na Jezusa i kobietę. Przecież gdyby nie ta sytuacja, zapewne Jezus zdążyłby przyjść przed śmiercią córki, a tu klops, po zawodach. „Nie ma sensu trudzić Mistrza”. Czy aby na pewno?

A może to wcale nie był przypadek? Może tak miało być po to, aby Jair jeszcze mocniej zaufał i uwierzył w zbawczą moc Chrystusa?

Odczytuję tę sceny jako zaproszenie do głębszego zaufania i do głośnego wołania do mojego Pana i Mistrza: Jezu, przymnóż mi wiary, abym miał odwagę dotknąć się Ciebie, zawsze i wszędzie! Bez względu na to, czy ja sam bądź inni uważają mnie za godnego bądź niegodnego, by stawać przed Tobą, Ojcze, jako Twój syn i prosić o uzdrowienie!

Uzdrow__dziecka.jpg

Rozważania Niedzielne

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code