Normalna zamiana ról

 

Robię za kura domowego. Wracam z zakupów. Wieszam pranie. Wcześniej wyprała je żona. Zmywam naczynia po śniadaniu. Kroję cukinię, paprykę, pieczarki, cebulę, pomidory kiełbasę na leczo. Resztę pomidorów prużę na kolacje do jajecznicy. Na patelnię wrzucam mięso na gulasz. Znalazłem prosty przepis w internecie. Pieprz, sól, słodka papryka z przypraw. Cebula i nic więcej. Słucham piosenek „Pod Budą”. „Bardzo smutna piosenka retro”, „Blues o starych sąsiadach”, „Ballada o walizce”: Bo przyszedł pociąg prosto do nieba / powiedział stary; kochana przebacz / po co mam w niebie chodzić z walizką / tam mają wszystko. Myślę o różnych sprawach. Ważnych, nieważnych. Zapisuję do moich „Poboczy…” na kartce leżącej na stole: Nie każde wydarzenie jest wydarzeniem. Notuje też aforyzm: Pesymistom złe wydarzenia poprawią nastrój. Sprawdzam, czy w skrzynce pocztowej nie ma korespondencji. Jest pusta. Znowu zmywam naczynia.

Albo: Wracam z zakupów. Jem śniadanie. Zmywam naczynia. Znowu w domu jestem sam. Obieram warzywa do zupy. Woda gotuje się już w dużym garze. Musi starczyć na dwa dni, bo jutro dom będzie samotny. Kroję matiasy, cebulę, ogórki kiszone. Śmietanę kupiłem niepotrzebnie. Była w lodówce. Dzwonię do żony po „instrukcje”. Nie wszytko co mi przekazała, zapamiętałem, chociaż zapisywałem na kartce. Myję śliwki. Wrzucam do miski. Gruszki i jabłka kładę na koszyku. Smakuję zupę. Nie dość dobrze przyprawiona. Czego za mało? Słucham „Akastyt. Ku czci Bogurodzicy”: Witaj, przez którą jaśnieje radość, / Witaj, dla której klątwa odpuszczona, / Witaj, która Adama podnosisz z upadku, / Witaj, która od łez uwalniasz Ewę. // Witaj o wysokości, pojęciom ludzkim niedostępna, / Witaj, głębino nawet anielskim okiem niezbadana, / witaj bo jesteś tronem Króla, / bo dźwigasz Tego, co wszystkie dźwiga rzeczy. Z duchowości prawosławnej dla mnie ikony i akastyty. Dodałem soli i pieprzu. Jeszcze trochę się pogotuje i powinno być dobrze. Dziś zjemy rosół, na jutro może wieczorem zrobimy pomidorówkę. Notuję na kartce początek do tekstu do gazetki parafialnej: „Wiadomości z fary”: Ta historia na łamach „Gościa Niedzielnego” ze zdjęciami zajęła dwie strony pisma. Czyli tyle miejsca, ile ma nasz biuletyn. Do „Poboczy” zapisałem: Tak się często składa, że kto w Boga nie wierzy, nie wierzy też w człowieka. Sprawdzam, czy w skrzynce pocztowej nie ma korespondencji. Jest pusta. Znowu zmywam naczynia. 

Siadam do komputera i zaczynam pisać: Robię za kura domowego… Przed kilkoma miesiącami wracałem z synem pociągiem z Torunia. Doskonała okazja, żeby porozmawiać. Studiował wtedy matematykę i miał zajęcia z filozofii. Wykładowczyni była feministką. Niewierząca, gdy mówiła coś o katolicyzmie, ręka wskazywała w stronę syna. Byli zgodni, że dyskusje etyczne są psute przez dziennikarzy i polityków. Ona jest przeciwniczką aborcji. Są i takie femistki. Mój syn wtedy stwierdził: Ojciec, ja byłem wychowywany w rodzinie gender. Przecież ty nie uważałeś, że w domu wszystko robić musi mama. Dużo pomagałeś. Może to dlatego, że twoja mama umarła, gdy byłeś w szkole podstawowej i twój ojciec prał, gotował, sprzątał. I ty robiłeś to samo. To było dla ciebie oczywiste.

I tak z wroga gender stałem się przykładem gender. Żona pozostaje przy swoim. Może ma rację. Nie wszystko, co gender, się świeci.

 

 

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code