Barbara Kapturkiewicz, Od edukacji do akceptacji

Wielu chrześcijan cytuje słowa Biblii: „mężczyzną i niewiastą stworzył ich”, twierdząc, że wynika z nich obowiązkowa dla wszystkich orientacja heteroseksualna oraz jednoznaczne poczucie płci. Tymczasem twierdzenie zawarte w powyższym cytacie jest słuszne dla ponad 90% ludzi, ale nie wynika z niego, że Bóg nie stworzył kobiet i mężczyzn o różnych odmianach orientacji seksualnej lub poczucia płci. Używanie kilku innych cytatów z Biblii jako argumentów przeciwko orientacji homoseksualnej również należy poddać krytyce. W miarę rozwoju cywilizacji oraz nauk przyrodniczych odstąpiono bowiem od literalnego odczytywania wielu innych fragmentów Biblii, np. akceptujących zjawisko niewolnictwa, podległość kobiet mężczyznom czy też dosłowne pojmowanie opisu stworzenia świata.

1. Dlaczego w Polsce jedynie mniejszość społeczeństwa toleruje osoby homoseksualne?

2. Co jest dla Polaków najtrudniejsze w relacji do osób homoseksualnych: burzenie naturalnego paradygmatu związków heteroseksualnych, sam fakt istnienia i ujawniania się osób homoseksualnych, akty homoseksualne, dążenia do prawnego ujęcia związków homoseksualnych na równi z małżeństwem osób heteroseksualnych?

3. Jakie rozumienia homoseksualizmu dominują w Polsce?

W Polsce występuje silnie wyrażone zjawisko oglądania się na sąsiadów i grupę, w której się funkcjonuje. Co myślą inni, jak się zachowują? Obowiązuje zasada: nie wychylać się, bo co ludzie powiedzą? Zacznę robić coś nowego, gdy zobaczę, że inni to robią. Mało kto ma wykształcone zdrowe poczucie niezależności.

Przeciętny obywatel już wie, że absolutnie nie wypada być nietolerancyjnym wobec ludzi niepełnosprawnych, innego wyznania lub narodowości. Te tematy zostały pozytywnie przepracowane w ostatnich dziesięcioleciach. Chociaż jeszcze daleko do ideału, a pracy mnóstwo, to przekonania te utrwaliły się w zbiorowej świadomości. Osoby homoseksualne oraz transpłciowe to ostatnia grupa w naszym społeczeństwie, wobec której występuje wspólnotowa niechęć, a często także wrogość.

Ludzie jednoczą się przeciw tej grupie z poczuciem: „my” jesteśmy lepsi, bardziej moralni, stoimy wyżej, żyjemy zgodnie z „naturą”. „Oni” nam zagrażają. Chcą zdemoralizować społeczeństwo, „zarazić” nasze dzieci, rozprzestrzenić homoseksualizm aż naród polski i ludzkość wymrze, bo zanikną tradycyjne rodziny. Chcą adoptować dzieci, aby je krzywdzić i molestować, bo przecież to zazwyczaj pedofile… Ciekawe, że najbardziej chętni do ataków są ludzie, którzy mają problemy z wiernością, utrzymaniem stabilnej rodziny lub boją się, że sami w jakimś stopniu mogliby okazać się homoseksualni.

Jeszcze gorzej wygląda sprawa tolerancji/akceptacji osób transpłciowych. Uważane są za wyjątkowo dziwne twory, ulegające swoim fanaberiom i nadające się wyłącznie do leczenia psychiatrycznego. Tak dobrze na ich tle poczuć się stuprocentowym mężczyzną lub kobietą…

Lęk o stabilność rodziny jest powszechny. Brak pracy, niskie zarobki połączone z presją społeczną na osiągnięcie sukcesu materialnego przyczyniają się do obniżenia dzietności rodzin. Społeczeństwo się starzeje. Rośnie liczba rozwodów, zdrad, problemów. Wiele osób boi się zawrzeć związek małżeński.

Wciąż jest za mało chętnych do rzetelnej pracy nad poznaniem ludzkiej psychiki i prawideł dobrego związku, rozwojem własnej osobowości. Niewielu chce skorzystać z fachowej pomocy psychologicznej. Łatwiej przypisać lawinę nieszczęść jakiemuś wrogowi, najlepiej homoseksualistom. Im głośniej krzyczę, im bardziej podsycam wspólnotową modę na obrzydzenie – „tfu, jakie to ohydne, gdy dwóch facetów się całuje” – tym bardziej należę do głównego, jednomyślnego stada, w którym czuję się pewniej. Takimi sposobami nakręca się skutecznie spirala zbiorowej niechęci. Osoby silne psychicznie, zadowolone z życia i posiadające odpowiednią wiedzę, znacznie częściej akceptują zjawisko homoseksualności.

Obecnie w większości kręgów polskiego społeczeństwa tolerancja jest możliwa jedynie pod warunkiem nieujawniania homoseksualnej orientacji. Przekaz brzmi: masz milczeć, żyć samotnie, a jeżeli masz partnerkę/partnera, to udawaj że nic szczególnego was nie łączy. Nie ośmielajcie się okazywać publicznie swoich uczuć, bo oberwiecie (słownie i/lub fizycznie). Ten właśnie przekaz – kwintesencja obłudy – jest podłożem buntu wielu ludzi o rozwiniętym poczuciu społecznej sprawiedliwości, zarówno wierzących, jak i niewierzących. Coraz więcej osób chce ten przekaz zmienić, choć jeszcze stosunkowo niewielu mówi o tym głośno i publicznie.

4. Czy osoby homoseksualne są w Polsce dyskryminowane? A jeśli tak, w jakich formach przejawia się ta dyskryminacja?

Dyskryminacja osób homoseksualnych w Polsce jest powszechna. Już w szkole podstawowej dzieci wyzywają się „ty geju”, „ty pedale”. W ten sposób chłopcy budują poczucie własnej męskości. Mało którzy rodzice i nauczyciele prowadzą z nimi poważne i rzeczowe rozmowy, dlaczego nie należy tak robić. W szkole brak lekcji na ten temat. W domach rodzinnych zazwyczaj panuje atmosfera wrogości i wykpiwania osób homoseksualnych. Trudno się dziwić, że większość z nich przeżywa paniczny lęk przed ujawnieniem się. W związku z tym często wolą zawrzeć związek małżeński z osobą płci przeciwnej. Zwykle prowadzi to do rozpadu rodziny i do katastrofy emocjonalnej – wtedy już kilku osób.

W miejscach publicznych pary jednopłciowe (szczególnie męskie) nie mogą nawet w delikatny sposób okazać swoich uczuć, gdyż grozi to atakami słownymi i fizycznymi. Z powodu orientacji homoseksualnej dochodzi do pobić, zwolnień z pracy, wyrzucenia z domu, zerwania więzi rodzinnych, obrażania i wykpiwania. Wiele osób homoseksualnych przenosi się z małych miejscowości do dużych miast lub emigruje za granicę, aby móc żyć w bardziej przyjaznych warunkach.

Brak legalizacji związków partnerskich powoduje liczne problemy. Osoby żyjące w stałych związkach nie mogą dziedziczyć jako osoby bliskie (płacą wysokie opłaty podatkowe, istnieje możliwość ingerencji rodzin biologicznych w zapis testamentowy). Upoważnienia notarialne co do informacji w szpitalu, możliwości pochowania itp. są możliwe, ale kosztowne, wymagają terminowego odnawiania oraz stałego noszenia przy sobie.

Osoby homoseksualne są także dyskryminowane w Kościele. Oferowanie im dla ich „dobra” życia w samotności lub nakłanianie do „leczenia” jest głęboko nieetyczne. Niektóre wypowiedzi hierarchów Kościoła się niedopuszczalne. Nawet obecnemu papieżowi Benedyktowi XVI nie udało się uniknąć podobnego błędu. W przemówieniu do wiernych na Boże Narodzenie 2008 r. wygłosił opinię, że ludzkość należy ratować przed homoseksualizmem podobnie jak ratujemy lasy tropikalne przed wyginięciem…

Nic dziwnego, że wiele osób homoseksualnych czuje się przez Kościół odrzuconych. Brakuje im zorganizowanej opieki duszpasterskiej lub bodaj zorganizowanego wsparcia ludzi świeckich. Istnieją jedynie ośrodki oferujące zmianę orientacji seksualnej, działające wbrew współczesnym opiniom towarzystw naukowych lekarskich i psychologicznych.

5. Czy pewna ofensywność środowisk homoseksualnych w Polsce, nazywana przez niektórych promocją homoseksualizmu, a nawet uznaniem jego wyższości wobec zachowań heteroseksualnych ma wpływ na krytyczny stosunek większości polskiego społeczeństwa do homoseksualizmu?

W Polsce środowiska homoseksualne nie są ofensywne, w porównaniu z wieloma innymi krajami są raczej mało widoczne. Ludzie z tych środowisk nie głoszą własnej wyższości wobec osób heteroseksualnych, lecz zabiegają o równe traktowanie.

Polacy często uważają, że umieszczane w mediach informacje o osobach homoseksualnych, pisane w tonie pozytywnym lub neutralnym, oraz tak zwane marsze równości są przejawami rażącej ekspansji. Wynika to z faktu, że wielu obywateli życzy sobie, aby osoby orientacji homoseksualnej udawały, że jako takie nie istnieją. Wówczas większość mogłaby żyć w złudnym poczuciu szczęścia. Marsze równości służą do pokazania społeczeństwu, że tak właśnie nie jest – w kraju żyją liczni obywatele homoseksualni oraz o niestandardowym poczuciu płci. Zachowania nieprzyzwoite w trakcie takich imprez występują stosunkowo rzadko, a jeśli się zdarzają, jest to osobny problem łatwy do uregulowania istniejącymi przepisami.

Niektóre środowiska homoseksualne, dążąc do legalizacji związków jednopłciowych, działają w ramach organizacji popierających również aborcję i eutanazję. W sposób oczywisty utrudnia to wielu ludziom, szczególnie wierzącym, przyjęcie postawy tolerancyjnej. Nie wolno jednak ulegać pokusie traktowania tych zjawisk równorzędnie. Aborcja i eutanazja to grzechy przeciw ludzkiemu życiu, zaś homoseksualność to jedna z orientacji, wykreślona wiele lat temu z listy chorób. Jako taka jest zjawiskiem neutralnym.

Spotyka się wypowiedzi ludzi Kościoła, którzy wymieniają aborcję, eutanazję i homoseksualizm jednym tchem jako zło moralne (w taki sposób wypowiedział się Ksiądz Rektor Papieskiego Uniwersytetu Teologicznego w Krakowie w liście do wiernych na Wielkanoc 2010). Jest to niedopuszczalne nadużycie powodujące utrwalenie społecznej wrogości wobec mniejszości seksualnych oraz poczucia odrzucenia u osób o takiej orientacji. To z kolei popycha wiele z nich w kierunku środowisk faktycznie niechętnych Kościołowi. Tak tworzy się mechanizm błędnego koła i narasta poczucie wzajemnej walki.

Czasem propozycje edukacji ze strony środowisk homoseksualnych mogą nie być do końca trafne (przykład: pogadanki dla zbyt małych dzieci). Należy jednak podejść do tego w formie dyskusji, wypracowania wspólnie dobrego programu dla dzieci, młodzieży i rodziców. Nie możemy się dziwić inicjatywom ludzi, którzy widzą, że w tym temacie żadna rzetelna edukacja nie istnieje.

6. Jakie byłyby najbardziej sensowne i tworzące społeczny konsensus (choćby niedoskonały) działania związane z tolerancją wobec osób homoseksualnych?

Działania związane z tolerancją, a lepiej – akceptacją osób homoseksualnych, to przede wszystkim edukacja. Musi mieć ona dobry poziom i uwzględniać aktualną wiedzę z takich dziedzin, jak medycyna i psychologia. Konieczne są lekcje w szkole, ale także pogadanki i materiały dla rodziców i nauczycieli. Jak wiemy, olbrzymią rolę pełnią media. Niektóre z nich już od pewnego czasu pracują w sposób pozytywny nad zagadnieniem homoseksualności i transpłciowości. W tym miejscu wyrażam podziękowanie portalowi Tezeusz za uwzględnienie tego tematu w debacie o polskiej tolerancji!

Można prosto nakreślić ramy informacji koniecznych do przekazania młodzieży i dorosłym. – W każdej populacji kilka procent ludzi ma orientację homoseksualną. Przyczyny tego zjawiska są złożone i jeszcze nie do końca wyjaśnione. – Cecha ta, jak wiele innych, występuje w różnym stopniu nasilenia. Jeżeli u osoby po okresie pokwitania nasilenie jej jest znaczne, wówczas jest ona trwała. Należy ją zaakceptować. – Wybór godnej drogi życia powinien być otwarty. Może to być życie w samotności lub wspólne życie z kimś drugim, ale bez realizacji w sferze seksualnej, lub związek z drugą osobą tej samej płci i orientacji, w którym zachowania seksualne są jednym z ważnych elementów wyrażania miłości. – W okresie pokwitania występuje naturalna chwiejność. Z tych powodów należy odczekać z samookreśleniem do wieku ok. 18–20 lat oraz najlepiej nie podejmować za wcześnie zachowań seksualnych z innymi osobami, gdyż może to prowadzić do błędnego rozpoznania swojej orientacji. – Należy również informować, że istnieją ludzie o poczuciu psychicznym innej płci niż ich płeć biologiczna. Występują u nich zróżnicowane potrzeby korekty cech płciowych. – Poczucie orientacji seksualnej lub płci u niektórych ludzi nie jest jednoznaczne i podlega zmianom w ciągu życia.

Kolejny ważny punkt to wychowanie etyczne. Etyka powinna być w szkołach obowiązkowym przedmiotem dla wszystkich, niezależnie czy są wierzący i chodzą na religię, czy też nie. Na czym bowiem oprą się, gdyby stracili wiarę? Jeśli zaś jej nie stracą, jak będą rozumieli swoich niewierzących braci i siostry? Co mogą im zaoferować, podążając za ich sposobem pojmowania świata?

Potrzebne są jak najczęstsze rozważania o etyce w mediach, w rodzinach, wśród znajomych. Trzeba rozbudzać zainteresowanie w tym kierunku. Wierzący powinni myśleć, jak uzasadnić na gruncie etyki świeckiej ważne zasady moralne, które czerpią z religii.

Ważne jest wychowanie dzieci w rodzinach według zasad: – myśl tak, jak uważasz za słuszne, nawet gdy inni myślą inaczej; – broń słabszych, nawet swoim kosztem; – nie krzywdź innych, staraj się rozumieć czyjeś zachowanie; – tłumacz swoje racje, nie używaj przemocy. Nawet wojna obronna jest dla ludzi wielkim problemem moralnym; – pamiętaj, że dobro zwycięża. Jeśli jesteś wierzący, to oczekujesz nieskończonej nagrody.

Jeśli jesteś niewierzący, to wiedz, że dobro generuje zdrowie psychiczne i fizyczne, zaś udzielane innym wraca do ciebie zwielokrotnione. Warto żyć w harmonii z ludźmi i przyrodą, a na koniec umierać z poczuciem wzajemnej wdzięczności i przeżytego szczęścia.

   Ankieta_ID=201876#

7. Czy na gruncie chrześcijańskim, a zwłaszcza katolickim, jest możliwość faktycznej, choćby warunkowej tolerancji wobec osób homoseksualnych? Jeśli tak, na jakich warunkach?

Na gruncie chrześcijańskim, a także katolickim, istnieje nie tylko możliwość, ale pilna konieczność akceptacji osób homoseksualnych oraz tworzonych przez nie monogamicznych związków. Należy wypracować formę błogosławieństwa takich par w Kościele. W niektórych Kościołach chrześcijańskich proces ten już się dokonał. Jest to dowód podążania drogą miłości człowieka, która jest ważniejsza niż przywiązanie do pewnych elementów tradycji i związanych z nią przepisów.

Rozważając możliwość powyższych zmian w Kościele, należy na nowo przyjrzeć się kilku powszechnie używanym pojęciom, jak np. „zachowania zgodne z naturą”. Warto zauważyć, że dla osób homoseksualnych życie w związku z osobą tej samej płci jest właśnie takim zachowaniem.

Są ludzie, którzy twierdzą, że z powodu braku komplementarności płci takie pary nie są zdolne do prawdziwej miłości, oraz że kieruje nimi tylko chęć zaspokojenia popędu seksualnego. Obserwacje empiryczne nie potwierdzają tej tezy. W świecie żyje wiele par homoseksualnych, a także par, w których jedna strona jest transpłciowa – a ich miłość jest piękna, głęboka i altruistyczna, zaś zachowania seksualne to tylko jeden z elementów jej wyrażania. Leczenia i/lub przeciwstawiania się wymagają tylko takie zachowania, które sprawiają cierpienie konkretnej osobie lub są przyczyną krzywdy dla kogoś z jej otoczenia.

Wielu chrześcijan cytuje słowa Biblii: „mężczyzną i niewiastą stworzył ich”, twierdząc, że wynika z nich obowiązkowa dla wszystkich orientacja heteroseksualna oraz jednoznaczne poczucie płci. Tymczasem twierdzenie zawarte w powyższym cytacie jest słuszne dla ponad 90% ludzi, ale nie wynika z niego, że Bóg nie stworzył kobiet i mężczyzn o różnych odmianach orientacji seksualnej lub poczucia płci. Używanie kilku innych cytatów z Biblii jako argumentów przeciwko orientacji homoseksualnej również należy poddać krytyce. W miarę rozwoju cywilizacji oraz nauk przyrodniczych odstąpiono bowiem od literalnego odczytywania wielu innych fragmentów Biblii, np. akceptujących zjawisko niewolnictwa, podległość kobiet mężczyznom czy też dosłowne pojmowanie opisu stworzenia świata.

Warto zauważyć, że w Ewangeliach nie ma żadnych słów Jezusa potępiających homoseksualność. W Starym Testamencie przepisy dotyczące etyki seksualnej były w całości ukierunkowane na maksymalne zwiększenie płodności. Stanowiło to warunek przetrwania narodu.

Obecnie większość ludzi akceptuje stwierdzenie, że seksualne współdziałanie dwóch osób jest dobre i godziwe w dwóch przypadkach: – gdy służy prokreacji; – gdy służy wzajemnemu wyrażaniu miłości w wyłącznym związku, nawet jeżeli z jakichś przyczyn nie ma ono charakteru płodnego.

Dlatego należy zaakceptować związki osób homoseksualnych i transpłciowych, podobnie jak już akceptujemy związki ludzi starych, niepełnosprawnych czy chorych.

Szczególne cierpienia sprawia postawa Kościoła, nakazująca ludziom homoseksualnym żyć samotnie lub poddawać się „leczeniu” w celu zmiany orientacji. Takie leczenie odbywa się w ośrodkach prowadzonych przez Kościół, a działających wbrew obecnej wiedzy naukowej. Jest to zjawisko przekraczania swoich kompetencji z powodu myślenia silnie życzeniowego i chęci obrony za wszelką cenę pewnych elementów tradycji. Cena jest wysoka. Część osób na skutek owej „terapii” cierpi na ciężkie formy depresji, zdarzają się samobójstwa.

Takich losów nie opisują autorzy pomysłu zmiany orientacji, eksponują natomiast wypowiedzi osób zadowolonych, unikając rzetelnej interpretacji. W ich wypowiedziach pojawia się kilka elementów: – dominujące zadowolenie i ulga z powodu opanowania uzależnienia od seksu – takiego rodzaju pomocy należy niewątpliwie udzielać; – nadzieja, że pragnienia homoseksualne ustąpią – jest to rozbudzone myślenie życzeniowe; – informacja o aktualnym życiu w samotności i dźwiganiu krzyża – uwierzenie w konieczność cierpienia, w tym wypadku bezsensownego; przyjęcie poglądów twórców programu w odruchu wdzięczności za pomoc w panowaniu nad sobą.

W mojej opinii osobom homoseksualnym należało zaproponować program rozwoju osobowości oraz poinformować, że jest kilka możliwości godnego życia – samotność, związek bez seksu lub monogamiczny związek homoseksualny. Wypowiedzi ludzi, którym udało się „zmienić” orientację seksualną też należałoby zinterpretować uczciwie – albo była ona źle rozpoznana, albo występowała w niewielkim stopniu nasilenia, albo można spodziewać się w dalszym życiu poważnych problemów (gdyż zawarcie małżeństwa z osobą płci przeciwnej nie jest bynajmniej dowodem na skuteczną i trwałą zmianę orientacji).

8. Czego osoby i środowiska homoseksualne oczekują od heteroseksualnej większości w Polsce, z której duża część nie akceptuje zachowań homoseksualnych?

Osoby homoseksualne oczekują od społeczeństwa przede wszystkim wiedzy na swój temat, opartej na aktualnych danych naukowych. Taka wiedza likwiduje nieuzasadniony strach i tworzy możliwość godnego życia obok siebie ludzi o różnych orientacjach seksualnych, bez obaw związanych z ujawnieniem. Stąd konieczność przystępnej i powszechnej edukacji na dobrym poziomie, prowadzonej również w szkołach.

Oczywiste jest aktywne oczekiwanie na legalizację prawną związków jednopłciowych.

W trybie pilnym wymaga rozwiązania sytuacja prawna dzieci biologicznych jednego z partnerów, które są wychowywane w związku jednopłciowym. Część par jednopłciowych chciałaby adopcji dzieci – w Polsce, jak wynika z ankiet, jest ich niewiele. Temat ten, budzący największe kontrowersje, należy odroczyć do czasu zmiany świadomości społecznej, a wtedy poddać rzeczowej dyskusji. Argumenty za i przeciw należy zawsze rozpatrywać pod kątem dobra dziecka. W obecnej sytuacji braku akceptacji zjawiska homoseksualności, dziecko adoptowane przez taką parę byłoby niewątpliwie narażone na poważne szykany ze strony otoczenia.

Wierzące osoby homoseksualne chciałyby również ich całościowej akceptacji (wraz z seksualnością i możliwością godnego jej realizowania w monogamicznym związku) w Kościele, do którego należą.

9. Podsumowanie

Nadeszły czasy, w których pojawiają się katolicy prezentujący poglądy zbliżone do powyższych. Jest to zgodne z ich sumieniem i odnalezione aktualnie jako prawda, która wymaga przez całe życie poszukiwań i modlitwy. Nie jesteśmy katolikami gorszej kategorii. Tak samo wierzymy w zbawczą misję Jezusa i Jego żywą obecność w Kościele, w szczególności w Najświętszym Sakramencie. Jednocześnie wiemy, że przepisy kościelne – także dotyczące etyki seksualnej – podlegają zmianom. Przykładowo zlikwidowano nakaz „oczyszczenia” kobiety po porodzie, zakaz seksu małżeńskiego na dobę przed przyjęciem Komunii świętej oraz w piątki i w Wielkim Poście. Wiemy, że temat antykoncepcji nieporonnej w małżeństwie był i jest w kościele poważnie rozpatrywany. Tematy te nie są dogmatami i zmiany następują zależnie od rozwoju nauk biologicznych i społecznych, choć zwykle z dużym opóźnieniem.

Niewątpliwie granicą nieprzekraczalną dla chrześcijan jest ochrona ludzkiego życia, czyli uznawanie za zło aborcji i eutanazji. Wynika z tego konieczność obrony tej tezy w teorii i praktyce.

Jako autorka powyższego tekstu odczuwam obowiązek moralny głoszenia zawartych w nim poglądów i gromadzenia ludzi myślących podobnie. Uważam, że powinniśmy wspólnie apelować do hierarchów Kościoła katolickiego o jak najszybszą zmianę zdania na temat osób homoseksualnych, transpłciowych i zawieranych przez nie związków. W obecnej sytuacji wielu takich ludzi jest skazanych na nieuzasadnione cierpienie, w imię przywiązania do pewnych przepisów i źle pojmowanego „prawa naturalnego”.

 

Zobacz też teksty autorów debaty:

Zbigniew Izdebski, Nie leczenie, lecz tolerancja

Artur Sporniak, Niezdany test Turinga

Robert Biedroń, Po pierwsze nie demonizować

 

 

 

Gérard Laverdure, W sercu Boga jest miejsce dla homoseksualistów

 

POL_TOLERANCJA_debata09.jpg

 

18 Comments

  1. jorlanda

    Porażające

    Szczerze powiem, że niezwykle zainteresowały mnie te wszystkie teksty, ale też zasmuciły i przeraziły. Przeczytałam z uwagą wszystkie teksty i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że brakuje tutaj przeciwwagi. Widzę następujące punkty debaty: promocja homoseksualizmu, utyskiwanie na represje wobec osób o odmiennej orientacji, nawoływanie do apelowania do tego niemądrego papieża, coby się opamiętał i uwspółcześnił swoje wypowiedzi na ten temat, uzasadnianie zjawiska najmłodszymi odkryciami naukowymi, walka o prawa mniejszości kosztem większości, genialna erystyka z wykorzystaniem słów Biblii i wypowiedzi papieża, biskupów, kongregacji  itd.- używana w celu przekonania czytelników o zupełnej nieszkodliwości homoseksualizmu tudzież tragicznej sytuacji tych niezwykle uciskanych gejów i lesbijek. Widzę też świetnie napisane teksty, ale niestety nie przemawiające do mojego sumienia. Utwierdziłam się tylko w przekonaniach, jakie miałam do tej pory. Jeśli ktoś nie wie – zapraszam do skrótowego opisu: Katolik wobec homoseksualizmu

    Brakuje mi jednak czegoś po drugiej stronie szali. Skoro mowa o tolerancji, to gdzie tu mamy tolerowanie chrześcijańskiej wizji świata przez homoseksualistów? Bo chyba tak naprawdę o takie tarcie tu chodzi. Gdzie jest rzeczowe przeanalizowanie nauki Kościoła na ten temat? W końcu to portal chrześcijański, którego misją jest promowanie chrześcijaństwa i ewangelizacja. Jakoś mnie to zabolało. I czuję w tym jakąś nieuczciwość intelektualną. Rozumiem, że wszyscy już są znudzeni wołaniem Kościoła o naturalny porządek rzeczy, zresztą Kościoła zacofanego, który nie wie już nawet co to prawo naturalne…

    Jedyne, z czym moge się zgodzić i podpisać pod tym obiema rękami to zdanie z tekstu Pani Barbary Kapturkiewicz:

    Uważam, że powinniśmy wspólnie apelować do hierarchów Kościoła katolickiego o jak najszybszą zmianę zdania na temat osób homoseksualnych, transpłciowych (…).

    Apelowałabym jednak nie o akceptację dla związków, czy o zgodę na małżeństwa sakramentalne gejów i lesbijek. Tylko o solidne i rzetelne duszpasterstwa dla homoseksualistów, dla których, jak to pięknie określił Gérard Laverdure "W sercu Boga jest miejsce dla homoseksualistów".

    Pozdrawiam JŁ

     

     

     
    Odpowiedz
  2. quqzar

    Ulga

    Dobrze, że Pan Andrzej wyjaśnił tą sprawę, bo jednostronność tekstów w tej debacie aż bije w oczy. Są tak poprawne, że osoba popierająca otwarcie Kościoła na homoseksualizm – taka jak ja – nie ma nawet specjalnie o czym dyskutować, może co najwyżej mniej lub bardziej entuzjastycznie potakiwać. Ale do pełnej wymiany poglądów brakuje jeszcze innych głosów – nawet takich zalatujących głębokim średniowieczem i polowaniami na czarownice. Zanim się odrzuci jakiś pogląd, uczciwość nakazywałaby go wysłuchać. Dlatego cieszę się bardzo, że odpowiedzialność za ten brak pluralizmu nie leży po stronie autorów Debat. Może na przyszłość umieszczać jakieś krótkie informacje o tym, że przedstawiciel tego i tego obozu odrzucił zaproszenie Tezeusza ? Byłoby bardziej przejrzyście. Pozdrawiam

     
    Odpowiedz
  3. rzusto

    o co pytać?

    Szczerze to nawet mnie zdziwiła ta jednostronność debaty. Zwłaszcza na w takim miejscu. Odebrałem to oczywiście pozytywnie i jakby z poczuciem przekazania pewnej bezpiecznej przestrzeni osobom homoseksualnym w otoczeniu, w którym czujemy się zazwyczaj niepewnie.

    Cieszę się też z głosu Pani Jolanty. To ważny wątek w kontynuowaniu dyskusji, podczas której możemy starać się rozumieć siebie nawzajem.

    Cieszę się, że dyskusja kierunkowana jest do pytania, czy Kościół Katolicki powinien akceptować miłość homoseksualną. Bo jej istnienie jest faktem, a dla wielu społeczeństw oczywistością. Kto w Kościele Katolickim ma decydować o ewentualnych zmianach? Kto odpowiada za wstrzymywanie się przed nimi? Co w tej sprawie mogą zrobić wierzące osoby homoseksualne? Czy rzeczywiście jest szansa, że Kościół Katolicki zaakceptuje miłość homoseksualną?

    Samo stawianie tych pytań w otoczeniu wierzących osób Kościoła Katolickiego wydaje się ciągle nie pojęte. Fajnie, że Tezeusz to robi.    

     
    Odpowiedz
  4. Andrzej

    Ad vocem

      Jolu, 

    boli Cię, że w IX Debacie Tezeusza brakuje głosów wyraźnie broniących oficjalnego nauczania Kościoła katolickiego w kwestii homoseksualizmu. Jako moderator Debat spróbuję powiedzieć Ci, jak ja je rozumiem, i dlaczego przekrój głosów w aktualnej Debacie jest właśnie taki. 

    Pierwszorzędnym celem Debat Polska Tolerancja nie jest popularyzacja nauczania Kościoła katolickiego w poruszanych przez nas kwestiach, ale stwarzanie przestrzeni dla dialogu osób reprezentujących różne stanowiska i światopoglądy oraz umożliwienie im przedstawienia własnych wizji i opinii odnośnie fundamentalnych kwestii społecznych i kulturowych będących wyzwaniem dla naszej szeroko pojętej tolerancji. Z uwagi na katolicki charakter portalu, jako gospodarze dbamy, by w każdej Debacie były obecne różnorakie katolickie głosy osób świeckich i duchownych. Jako inicjatora i moderatora Debat bardziej interesuje mnie to, co Duch Święty mówi dziś ludziom i Kościołowi poprzez różnorodne głosy katolików i niekatolików, niż to, co mówi jedynie Katechizm Kościoła katolickiego, bo to drugie dopiero w świetle i kontekście tego pierwszego źródła nabiera chrześcijańskiego i ludzkiego realizmu. 

    Twój wybór epistemologiczny (w sensie teologicznym) i ewangelizacyjny skazywałby Tezeusza i tego typu inicjatywy na tworzenie swoistej salki katechetycznej, w której już przekonani umacnialiby się w jedynie słusznej prawdzie. To też ma swój niezastępowalny sens i wartość. Ale Tezeusz ma inną specyfikę: jest raczej areopagiem późnej nowoczesności, na którym różnorodni bardzo katolicy pośród innych głoszą Ewangelię i prowadzą dialog z niekatolikami o ważnych sprawach.

    W Debacie IX obecne są 4 głosy katolickie, w tym 2 polskie Artura Sporniak i Barbary Kapturkiewicz – nawiązujące (częściowo krytycznie) do Magisterium – 2 głosy katolików z zagranicy Gérarda Laverdure i Laurenta McCutcheon. Dodam jeszcze, że zapraszałem m.in. jedną z liderek Odwagi z Lublina, które prowadzą ośrodek leczenia homoseksualistów w oparciu o specyficzną interpretację Magisterium Kościoła katolickiego. Ale nie przyjęto naszego zaproszenia z powodu m.in. obecności Roberta Biedronia w Debacie. Brak bliskiego Ci ideowo głosu w Debacie, nie jest więc naszą „winą”, ale dyskryminacyjnych uprzedzeń tradycjonalistycznych środowisk katolickich. Co też jest wielce wymowne.

    Ciebie boli, że katolicy, którzy przyjęli nasze zaproszenie mają nieco inne zdanie o homoseksualizmie niż Katechizm Kościoła katolickiego, a nawet, zdają się twierdzić, że oficjalne nauczanie Kościoła i katolicka praktyka  posiadają istotny potencjał dyskryminacyjny wobec gejów i lesbijek. Gdybym uważał, że główną przyczyną katolickich postaw i działań dyskryminacyjnych wobec osób homoseksualnych jest brak znajomości nauczania Kościoła w tej kwestii, to pewnie nie robiłbym Debaty, ale zajmował się wykładami ex cathedra głosząc jedynie słuszne prawdy lub dopuszczając do głosu „dysponentów” tych prawd.

    Ja jednak uważam, że zasadniczą przyczyną naszych katolickich postaw i działań dyskryminacyjnych wobec gejów i lesbijek jest zwyczajny brak miłości bliźniego, który przejawia się m.in. niechęcią do dialogu i wsłuchania się w głos osób homoseksualnych. Dlatego współtworzę przestrzeń, a której taka rozmowa staje się możliwa. Kluczową sprawą nie jest dla mnie pytanie: Co Magisterium Kościoła mówi o homoseksualizmie? Ale raczej: Dlaczego dobry Bóg stwarza niektórych z nas gejami i lesbijkami, i co chce przez to powiedzieć: o nas, o miłości i o sobie? Czy jest to defekt analogiczny do fizycznej lub umysłowej niepełnosprawności, która ogranicza pełnię ludzkiego istnienia? Byłoby to jakieś okrucieństwo stwarzać ok. 5-10% ludzkości z pragnieniem miłości, a jednocześnie skazywać ich na niemożliwość urzeczywistniania tych pragnień w sferze seksualnej czy rodzicielskiej.

    I to jest moja zasadnicza wątpliwość odnośnie trafności nauczania Kościoła katolickiego w kwestii homoseksualizmu. Być może Bóg ma jakiś zamysł w stwarzaniu osób homoseksualnych, który stopniowo objawia się ludziom i Kościołowi? Nie wiem tego. Ale chcę żyć i myśleć w przestrzeni otwieranej przez to pytanie.

    Na koniec zacytuję Ci odpowiedź na moje pytanie usłyszaną wczoraj na FB:

     

    Andrzej Miszk
    W związku z IX Debatą Tezeusza TOLERANCJA WOBEC OSÓB HOMOSEKSUALNYCH formułuję osobiste pytanie: Jeśli Bóg stworzył niektórych z nas gejami i lesbijkami, to co chciał przez to powiedzieć? O nas, o miłości, o sobie…
    Łukasz Kowalik
    O, i jakie piękne pytanie. Oczywiście, nie sposób przeniknąć boskiego zamysłu… ale ja zaryzykuję: chciał po raz kolejny pokazać, że miłość jest wszędzie, że jej rodzajów jest wiele, ale one wszystkie mają źródło w Nim. Chciał pokazać nam inne rozumienie miłości, płciowości, żeby nauczyć nas wrażliwości i zrozumienia.

     

     Pozdrawiam Cię serdecznie

    Andrzej

     
    Odpowiedz
  5. jorlanda

    Mądre pytania, i trudne dla Kościoła

    Zastanawia mnie też jeszcze jedno: pytania Pana Tomasza. Mam nadzieję, że Pan ma jakiś pomysł na odpowiedź, bo ja mam tylko intuicje. Proszę poniższego przymierzenia się do Pana pytań nie traktować dogmatycznie 

    Uważam, że Kościół nie może akceptować miłości homoseksualnej, bo jest to miłość nieprawidłowo zrozumiana i rozwijana. Ale może akceptować osoby homoseksualne i próbować im pomóc w osiągnięciu świętości i zbawienia. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, że papież i grono biskupów decydują wbrew 2tysiącletniej tradycji, że czasy inne nastały i trzeba się ugiąć pod presją mniejszości (bo tak to dla mnie wygląda teraz). Kto ma decydować o zmianach? – Bóg na pewno. Może w końcu da znak, co z tym fantem zrobić, bo katolicy wyraźnie głupieją w obliczu tego problemu nowoczesności. Najważniejsze pytanie, które Pan zadał to: Co w tej sprawie mogą zrobić wierzące osoby homoseksualne?

    Myślę, że powinny szukać wsparcia w duszpasterstwach i prosić o powoływanie grup pomocy duszpasterskiej homoseksualistom. Tu jednak jest trudna do przyjęcia prawda dla uczestnika takiej grupy – stanowisko Kościoła: homoseksualizm nie jest normą, jesteś człowiekiem w błędzie.

    Próbuję sobie wyobrazić, co musi czuć wierząca osoba homoseksualna. Chciałaby uczestniczyć w życiu wspólnoty, pielęgnować zwyczaje religijne, przyjmować Komunię, no i założyć rodzinę po Bożemu z sakramentalnym „tak”. Ale nie może, jeśli nie zrezygnuje ze swoich upodobań i ze swej tożsamości (ja uważam, że z choroby, ale staram się dialogować 😉 więc uznajmy, że to rodzaj tożsamości).

    Szkoda, że środowisko z Lublina nie zgodziło się na udział w debacie – potrzeba Kościołowi ludzi z doświadczeniami pracy duszpasterskiej, formacyjnej z homoseksualistami. Pomoc i wsparcie w niesieniu tak ciężkiego krzyża są nieodzowne.

    Pozdrawiam serdecznie

     
    Odpowiedz
  6. jorlanda

    Zmiana paradygmatu?

    Rozumiem Andrzeju problemy moderatora tak trudnej debaty. Nie stawiam zarzutów, to tylko raczej spostrzeżenie, jak widać nie tylko moje.

    Dokładnie takie samo miałm wrażenie, jak Pan Tomasz, że wybór tekstów był podyktowany także chęcią stworzenia bezpiecznej przestrzeni dla homoseksualistów, aby nie musieli czuć się niepewnie. Niestety – tu może się ktoś nawet złośliwie uśmiechnąć – ta przestrzeń sprawia, że ja (i prawdopodobnie też inne osoby „katolickie heteroseksualne” że się tak wyrażę) czuję się w niej niepewnie i może o to chodziło. Żeby zobaczyć sprawę z innej perspektywy. I trochę się poczuć zdyskryminowanym w swoim betonowym katolickim poglądzie.

    To, co chcę napisać zajmie trochę miejsca, więc tutaj tylko zasygnalizuję pewne kwestie, a rozwinę argumenty w jakimś dłuższym tekście w moim blogu (jak już znajdę czas na napisanie go).

    Zacznę od Andrzejowego pytania. Nie jest głupie, ale moim skromnym zdaniem tkwi w nim pewien błąd, chyba mogę go nazwać aksjologicznym: „Jeśli Bóg stworzył niektórych z nas gejami i lesbijkami, to co chciał przez to powiedzieć? O nas, o miłości, o sobie…” Dobrze, że napisałeś to „JEŚLI”.

    To jest dyskusja z tezą: homoseksualizm jest naturalną orientacją seksualną. To nie jest prawda, to nadal przypuszczenie, nie poparte konkretnymi wynikami badań. Nadal więcej w tym pytań, niż odpowiedzi. Przywoływany we wszystkich tekstach debaty argument „za” – fakt skreślenia homoseksualizm ze amerykańskiej, i potem światowej listy chorób psychicznych został doskonale wykorzystany w celu dezorientacji czytelników. Bo istotnie jest to manipulacja prawdą o „historii sukcesu homoseksualizmu we współczesnym świecie”. Autorzy tekstów tej debaty nie raczyli zauważyć, że: Pierwszy raz w historii o skreśleniu czegoś z listy chorób zdecydowały nie badania naukowe, a referendum przeprowadzone wśród psychiatrów i psychologów. Dobór osób głosujących nie był reprezentatywny. Celowo nie zapytano o zdanie licznej grupy specjalistów o odmiennych poglądach (nie dostali zaproszeń na głosowanie). Odsyłam do obszerniejszego tekstu na ten temat: Homoseksualizm nie jest chorobą – kto o tym zdecydował? Tę informację można znaleźć w prasie i w Sieci w bardzo wielu miejscach, i to nie tylko o katolickim zabarwieniu.

    Zastanawiające – ile tam było osób? 100-200-300-400? I taka garstka ludzi (tylko jednej specjalizacji w zakresie nauk humanistycznych czy społecznych) może zdecydować na wieki wieków, że to, co od setek lat uznawano za nienaturalne, chore, co stanowiło prawdziwe nieszczęście niewielkiej procentowo grupy ludzkiej populacji teraz jest normą? Antidotum na chorobę staje się zatem okłamanie pacjenta i wmówienie mu, że jest zdrowy? Toż to niemal totalitaryzm intelektualny. Proponuję zorganizować takie samo referendum wśród teologów, na temat: czy istnieje Bóg czy Go nie ma. I na podstawie wyniku zarządzić wielkie zmiany społeczne i obyczajowe. Ciekawe, co by poczuli niewierzący, gdyby narzucić im wiarę w Boga w taki właśnie sposób. Nie ważne, że nie ma dowodów na istnienie Boga czy też Jego nieistnienie – specjaliści zagłosowali i ustalili fakty, a lud nieuczony ma się dostosować i tyle. Oczywiście przejaskrawiam w tej fantastycznej metaforze  – ale chcę pokazać pewien mechanizm działania.

    A co, jeżeli jednak homoseksualizm nie jest normalna orientacją tylko chorobą? Czy ktoś to jeszcze bierze pod uwagę, myśląc w perspektywie teologicznej? Kto weźmie odpowiedzialność za decyzję namieszania ludziom w głowach, okłamania grzeszników, że ich grzech nie jest grzechem? A słabość i błędna decyzja życiowa nie są niczym zdrożnym? Kto za to odpowie przed Stwórcą świata?

     
    Odpowiedz
  7. barbakap

    do Pani Jolan Łaba

    Miła Pani Jolanto!

    Znam argumenty jakimi sie Pani posługuje i wiem, że jest Pani do nich przekonana – podobnie jak wiele osób ze środowisk typu "Odwaga" i nie tylko. Spróbuje więc inaczej. Jako lekarz będę dyskutować empirycznie.

    Niech będzie, że homoseksualizm jest chorobą (choć to nie mój pogląd). Co możemy o tej chorobie powiedzieć? Że przyczyny są złożone, a u wielu osób po okresie pokwitania jest ona nieuleczalna. Poza odmiennym kierunkiem popędu seksualnego nie powoduje innych zaburzeń i dolegliwości, chyba że problemy psychologiczne związane z brakiem akceptacji otoczenia – i wynikającym z tego brakiem samoakceptacji.

    Cóż więc stoi na przeszkodzie, aby ci ludzie, którzy pragną żyć w opartych na miłości związkach jednopłciowych mogli się swobodnie realizować? Wszak mamy wiele takich par, których nawet kardynał Carlo Maria Martini "nigdy nie odważyłby sie potępić", co napisał w książce "Nocne rozmowy w Jerozolimie", niestety nie przetłumaczonej na język polski (tu wielka prośba do Redakcji "tezeusza" – może dałoby się przekonać do tego tłumaczenia jakieś wydawnictwo ?)

    Na przeszkodzie stoi obsesyjna – według mnie i bardzo licznych innych osób- nauka Kościoła o seksie. Temat -rzeka, wiemy o co chodzi (tu znów cenna pomoc w wyżej wymienionej książce). Widzimy, że nawet bardzo wysokie autorytety w hierarchii Kościoła maja na ten temat różne poglądy.

    Ja nie boje się "wmawiać grzesznikom, że nie grzeszą", bo tak mówi mi moje sumienie, a przecież pytam Jezusa w modlitwie "co mam czynić?" . Jak narazie odpowiedź jest jednoznaczna. Zawarłam ją w moim tekście (trochę rozwlekłym i nieporadnym literacko, czytelników, a szczególnie humanistów prosze o wyrozumiałość).

    Pani Jolanto, myślę, że w najbliższych czasach grupy ludzi o poglądach takich jak Pani i takich jak mój – będą trwały obok siebie w Kościele. Będą grupy "Odwaga" i będą grupy tęczowych chrześcijan, uważających, ze prawdziwa odwaga jest po ich stronie.

    Ważne, abyśmy wierzyli sobie nawzajem, że kierujemy się dobrą wolą i nie jesteśmy "narzędziem szatana". Osoby wierzące LGBTQ mając wybór same zadecydują, jaką iść drogą. Uczciwość nakazuje, aby znały oba punkty widzenia. I dlatego debata w Tezeuszu, nawet, jeśli zbyt jednostronna, jest bardzo cenna.   Pozdrawiam serdecznie!

     
    Odpowiedz
  8. Kazimierz

    Homoseksualizm – wielka niewiadoma?

    Przeczytałem ten artykuł, wybrałem z pozostałych tylko ten jeden na razie, dlaczego? Nie wiem, po prostu zaciekawiła mnie opinia lekarza.

    Co ja myślę na temat homoseksualizmu, nie wiem jak to wyrazić, myślę, że z jednej strony każdy człowiek jest cenny w oczach Boga, z drugiej strony Bóg zwalcza z naszą wspólpracą w nas ludzich, którzy oddali Jemu swoje życie zło, które niechybnie sprowadza na nas (oczywiście za naszą akceptacją) świat w którym żyjemy, ciało, które z natury pragnie tego co niekoniecznie jest dobre.

    Cóz to znaczy, po pierwsze, trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, czy ja należę do Boga? Czy był dzień w moim życiu, kiedy świadomie i z całą stanowczością zrozumiałem czym jest ofiara Chrystusa Pana na Golgocie, czy ja rozpoznaję siebie jako grzesznika przed obliczem Świętego i doskonałego Boga, który posłał swojego Syna, aby Jego ofiara stała się dla mnie wybawieniem z grzechów?

    Te pytania są kluczowe, bo jeśli nie było dnia,  od którego moge powiedzieć stałem się dzieckiem Boga, bo Święty Duch zamieszkał we mnie poprzez pokutę i powierzenie życia Bogu i podażania za Nim na swoich ścieżkach życia, to znaczy że taka decyzja jest jeszcze przede mną. Jeśli Bóg, Jezus, Duch Święty to dla mnie zbiór prawd religijnych, teologicznych, moralnych, to posiadam jedynie wiedzę, choćby nawet nie wiem jak bardzo praktykowaną. Wówczas żaden czyn nie jest moralnie przed Bogiem ważny, gdyż cały człowiek nie jest świadomy, lecz poszukuje. Poszukiwania te choćby nie wiem jak cenne, jednak , gdy nie prowadzą do poznania "DROGI", nie powodują, że nasze zycie może być poddane prawom Boga, ale raczej będziemy wówczas relatywizować, rozmiękczać, podważać. W takim stanie (poszukiwań), jesteśmy na dobrej drodze, ale nie u celu.

    Ilustracją może tu być prawo drogowe istniejące w Angli, Japoni itp. gdzie istnieje ruch lewostronny, i wszelakie znaki, przepisy dostosowane sa do tegoż ruchu. Gdyby wprowadzić w Polsce przepisy dotyczące ruchu lewostronnego, bez wprowadzenia samego obowiązku jazdy lewą stroną, byłoby to absurdem.  Podobnie i w Królestwie Bożym, panuja zasady (celowo nie pisze w takim, czy innym kościle, gdyż bywa tak, że że są to różne sprawy), które dotyczą samych obywateli Królestwa, jak i te, które pomagaja w odnalezieniu tych, których do niego należą, ale są jeszcze w "świecie".  Tak więc wprowadzając w życie przepisy dla państwa, w którym większość ludzi to ludzie niewierzący, uprawiający taką, czy inną religię, bez relacji żywej i osobowej z Bogiem, przepisy, które są z innego Królestwa, powodujemy, że naturalnym odruchem owych członków społeczeństwa będzie albo niewolnicze poddanie, albo bunt. W polskich realiach jeszcze powszechna hipokryzja, oni swoje a my i tak swoje.

    Po drugie, jesli należymy do Boga, narodziliśmy się z Ducha Świętego i kroczymy za Panem, zaczynamy w początkowej fazie żyć w wolności miłości. Cóż to znaczy? Miłość do Chrystusa, którą On wlał i wlewa do serca osoby odrodzonej powoduje, że radością staje się życie w przemienianiu, uświęcaniu, czy jak kolwiek to nazwiemy, czyli już człowiek nie dokonuje zmian w mocy samego siebie i bo mi się tak wydaje, czy ktoś mi powiedział, ale dokonuję wraz z Duchem Świętym, bo kocham Pana i chcę być do Niego podobny! Chce Jemu się przypodobać, bo doświadczyłem i doświadczam Jego miłości, która mnie zmienia, która pozwala mi odnaleźć siebie w Bogu, moja drogę życiową, moje powołanie w Nim, moje bycie mężczyzną, kobietą. To odrodzenie duchowe, pozwala na odnalezienie swojej tożsamości, która mogła zostać zagubiona w świecie, w ciele w przodkach, w środowisku w którym człowiek wyrasatał, w końcu w samym sobie.

    Co to jest świat, ano to co nam oferuje przez wieki diabeł, błyskotki najprościej mówiąc. Biegnij za posiadaniem, za zaszczytami, za władzą, niech to będą cele twojego życia. Popatrz oto bogactwa tego świata należą one do mnie, oddaj tylko pokłon, co my powiemy? Pan Jezus powidział, że tylko Bogu należy się hołd, cześć, chwała, a my komu ją oddajemy? Ludziom, teoriom filozoficznym, moralizatorstwu, bogactwom, sławie? Tak ten świat mówi, im bardziej będziesz ekscentryczny, tym bardziej wypłyniesz, tym bardziej cię zauważą, bo przecież inni mają, a ty nie, dlatego bądź inny ( nie chodzi mi o zdrowy indywidualizm), załóż różowe piórka, miej muskuły jak atleta, kopuluj na planie filmowym, pokaż pierś, ot tak przypadkiem, inni cię zobaczą, będą się tobą interesować, a co z tego że robisz z siebie tego, kogo inni chcą widzieć, że zatraciłeś swoje pragnienia, wartiości, przecież żyje się raz.

    Co to jest ciało, ciało by chciało. Widac to najlepiej w dzieciach, w wolnym naszym czasie, jeśli nie ma żadnej presji, bo trzeba walczyć o byt, bo trzeba wstać bo dzieci. Co ciało robi, chce spać, imprezować, najlepiej to wlać coś w nie, albo inaczej podochocić, ciało chciałoby nieustannej rozkoszy, seksu, wyuzdania, oglądania tego , co zakazane, spożywania, dotykania – dajmu mu upust, a zobaczymy do czego jest zdolne, pozwólny sobie na wszystko co tylko strzeli nam do głowy, a zobaczymy bestię w nas, bez zasad, bez prymitywnej choćby kontroli społeczej, bez Boga bylibyśmy zwierzetami stadnymi.

    Tak więc reasumując, czy człowiek bez Boga jest w stanie pojąć Jego wolę wobec jego życia. Czy jest w stanie zrozumieć, że Bóg nie mylił się stwarzając go jako mężczyznę , kobietę i że rzeczywiście mężczyzna i kobieta będą jednym ciałem, że to jest jedność przed Bogiem, że kobieta jest dopełnieniem mężczyzny i na odwrót. Żeto mężczyzna ma być tym, który dba o kobietę i prowadzi ją w miłości ku jej dojrzałości i osiągnięciu tego, co Odwieczny zaplanował w jej życie? Jeśli miałoby by być inaczej, kto miłaby to robić, kobiety lesbijki? Nie jest to przypadkiem ucieczka od odpowiedzialności? W końcu Bóg stworzył kobietę i mężczyznę na swóje podobieństwo, nie mężczyznę i mężczyznę. Kobieta ponadto jest odbiciem chwały mężczyzny, który jest odbiciem chwały Boga, dla koga ma byc odbiciem chwały Boga osoba, która wiąże się z innym mężczyzną? Wszak potrzebuje być mężczyzna herosem, ale dla kogo?

    Lecz bez Boga, wszystko jest zamydlone, wszystko jest jakby we mgle, nie wiemy, nie rozumiemy, zatem co pozostaje? Albo szukajmy Boga w Chrystusie Panu i nawróćmy się do Niego całym sercem, jesli chcemy stosowac Boże zasady i plany w swoim życiu, albo pozostańmy tacy jacy jesteśmy. Natomiast nie miejmy za złe, że Bóg wzywa nas do nawócenia, że Bóg wzywa nas do przyjęcia Jego miłości, nie bójmy się, że On stworzy z nas nowego innego człowieka, nie trwajmy w swoim wyobrazeniu człowieczeństwa, ale pozwólmy Jemu, czy mając 20 czy 120 lat aby pokazał nam kim na prawdę jesteśmy i do czego nas stworzył, bez Niego zawsze będziemy jedynie poszukiwaczami drzwi, przez które będziemy bali się wejść, aby doświadczyć.

    Pozdrawiam serdecznie KJ

     
    Odpowiedz
  9. rzusto

    Tezeusz – przystań katolików LGBT w Polsce?

    Pytania, które postawiłem to nie do końca moje pytania. To pytania osób, z którymi miałem okazję spotkać się w mojej pracy konsultanta. Powtarzam je głośno mimo, że znam oficjalną odpowiedź, którą w skrócie cytuje Pani Jolanta. Zastanawiała mnie nieoficjalna opinia, która też znalazła tu swoje miejsce. I to mnie satysfakcjonuje. Bo wiem gdzie mogę wskazać miejsce na poszukiwanie odpowiedzi na te pytania, osobom, które takich odpowiedzi szukają. Gdzie spotkają się ze zrozumieniem i otwartością na ich własną życiową prawdę, z której nie chcą rezygnować.

    Doświadczenie bycia wykluczonym jest zawsze przykre i jednocześnie bardzo trudne do zauważenia w gronie osób wykluczających. Często stosuje się sztuczne modele wykluczenia podczas warsztatów antydyskryminacyjnych. Po to, aby doświadczyć wykluczenia, ale również zrozumieć swoje mechanizmy wykluczania. Jeśli tak przez przypadek zadziałała ta debata na niektóre osoby – to ma to pewnie jakąś wartość. Zwłaszcza, że dyskusje pod tekstami nie są już tak jednostronne i pełne stereotypów.

    Walka o prawa osób homoseksualnych nie odbywa się kosztem praw osób heteroseksualnych – nowe prawa są wartością wspólnoty. Pojęcie większości i mniejszości jest relatywne. W tej grupie osób dyskutujących jestem z moimi poglądami po stronie większości, mimo mojej homoseksualności. Problem w tym, że dyskutuje się o mojej cesze, której nie mogę zmienić. Tak jak osoby czarnoskóre nie mogą zmienić swojego koloru skóry i walczą o równouprawnienie z zamieszkującą ziemię mniejszością o białym kolorze skóry.

     
    Odpowiedz
  10. barbakap

    do Pana Kazimierza Juszczaka

    Szanowny Panie Kazimierzu!

    Tak, czuję że należę do Boga.

    Wiem że nigdy w tym życiu nie pojmę w pełni ofiary Jezusa – tylko na miarę ludzkich możliwości.

    Wiem, że Jezus wybawia mnie od grzechów i mówi do mnie w myślach i sumieniu.

    Uważam, że miałabym ciężki grzech zaniedbania, gdybym nie mówiła Kościołowi,  że wg mnie robi w pewnych sprawach żle i skazuje ludzi na bezsensowne cierpienie.

    Nie jestem chwałą mężczyzny, tylko Boga i swoją własną.

    Osoba LGBTQ odnajduje swoją pełnię i godność jako taka. Gdyby chciała to zanegować, poddałaby się grzechowi kłamstwa i obłudy.

    Proszę nie wmawiać, że osoby LGBTQ nie kochają Boga, oddają się rozpuście i marzą jedynie o używaniu i błyskotkach tego świata. Wiele z nich żyje pięknie – również w związkach, gdzie seks ma swoje właściwe miejsce i jest podporządkowany miłości duchowej. Co nie oznacza, że ma go wogóle nie być.

    Niektórzy ludzie LGBTQ mają potrzebę ekscentrycznej ekspresji – może dlatego, że w Kościele nie znaleźli dla siebie godnego wzoru życia -bez żądania amputacji części ich osobowości?

    Z Pana komentarza do debaty wnioskuję, że pozostaniemy w tym temacie po dwóch przeciwnych stronach. Ja wierzę w Pana dobrą wolę,  proszę również wierzyć w moją. Jesteśmy razem w naszym Kościele.

    Jeśli zechce Pan jeszcze pogłebiać ten temat, to polecam strony internetowe polskich chrześcijan LGBT, z ciekawymi linkami do stron zagranicznych         https://sites.google.com/site/wiaratecza/    http://berithprzymierze.republika.pl/

    Pozdrawiam serdecznie! BK

     

     

     
    Odpowiedz
  11. Kazimierz

    No cóż…

    Wszedłem na stronki, które Pani poleciła i jestem zniesmaczony. Cóz czytam – że Biblia to zlepek ludzkich i Boskich mysli, że własciwie ten Paweł to był strasznym despota i jak on mógł tak napisać, nie trzeba tego brać poważnie, bo był pewnie strasznie uprzedzony. A ST, toz to przezytek dla Izraela, a nie dla nowoczesnego człowieka.

    No nie, tak ja patrzeć nie będę, raczej powiem za Pawłem – "Całe Pismo, przez Boga jest natchnione i pozyteczne do nauki, do wykrywania błędów, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości. Aby człowiek Bozy był doskonały, do wszelkiego dobrego dzieła przygotowany" I Tes. 3.16-17

    Ogólnie nazwałbym ponownie te działania na www rozmiękczaniem, relatywizowaniem. Krótko mówiąc współczesne New Age, biorę to co mi pasuje, wrzucam do garnka pt. inne i miksuję tak, aby wziąć dla siebie taką teorię, która potwierdz i uprawomocnia to co czynię, a więc niezbyt mnie obchodzi to, co faktycznie mówi Bóg.

    Stoję na stanowisku, że Jezus Pan kocha każdego człowieka i każdy człowiek powinien kochać bliźniego, nie dlatego że tak trzeba ale dlatego, że wszyscy jesteśmy grzesznikami. Nie ma ani jednego sprawiedliwego mówi Biblia, wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej, złodziej nie jest lepszy od mordercy, pijak nie jest gorszy od narkomana. Kłamczuszek nie jest lepszy od cudziołoznika lub wszetecznika, wszyscy zgrzeszyli i idą na potępienie. Jedyne wyjście z tej upadłej sytuacji jest w Jezusie! Jedyny ratunejk jest jedynie w wZmartwychwstalym. Bez Niego co byśmy nie roblili i tak jest jak szata splugawiona, nic nam to nie da, czy będziemy usprawiedliwiać swój grzech, czy będziemy go wypierać, czy relatywizować, czy naginać Słowo aby usprawiedliwić się, nic to nie da!

    Bo potrzebujemy się na nowo narodzić z Ducha Bożego! Każdy, kłamczuszek, złodziejaszek, morderca, przyzwoiciak, religijny odtwarzacz, lesbijaka, gej, polityk, generał itp. Nie jesteśmy w stanie zobaczyć kim jesteśmy bez odrodzenia z Boga, nie mamy takiej możliwości, dopiero w Bogu możemy odnaleźć się w swoim jestestwie. Dopiero w Chrystusie odnajdujemy sibie, jako ta osobę, która Pan stworzył na swoje podobieństwo i nie mylił się, bo ukształtował nas w łonie naszych matek – „Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, poświęciłem cię, nim przyszedłeś na świat, ustanowiłem cię prorokiem dla narodów”. Jer. 1.5, tak Pan mówił do Jeremiasza a przez niego i do nas, Bóg się nie myli, ani nie czyni z nas zabawek, On jest Panem a my jesteśmy pyłkiem, który z Jego łaski żyje na tej ziemii, którą On uczynił i uksztaltował.
     

    To na razie tyle – prosze o obejrzenie filmików:

    http://video.google.pl/videoplay?docid=9124713795218387723#

    a nade wszystko, prosze zadać sobie pytanie, takie jak ten kaznodzieja, czego więcej trzeba

    Pozdrawiam serdecznie Kazik

     
    Odpowiedz
  12. jorlanda

    Odwaga

    Wokół książki "Męska rozmowa. Chrześcijanie a homoseksualizm" – mimo wszystko niech "Odwaga" też tu z nami będzie, warto poczytać co mają na stronie.

    Pisze Pani, Pani Beato, że przyjdzie taki czas że ludzie o różnych poglądach na homoseksualizm będą kiedyś stać obok siebie w Kościele. Mam dobrą wiadmość – już stoją obok siebie. Wierzę w mądrość Kościoła i w metody reagowania na problemy rzeczywistości współczesnej. Wierzę też, że w tej trudnej kwestii tęczowych chrześcijan znajdzie się w Kościele więcej miejsca i uwagi dla nieszczęścia i cierpienia współbraci i sióstr błądzących w swej seksualności. Jakie to bedą rozwiązania – nie wiem, szczerze mówiąc, nie mam nawet pomysłu. Ale przy całej mojej zdolności do zrozumienia argumentów i wyobrażenia sobie stanu duchowej tesknoty homoseksualistów – tkwi we mnie pewność, że nie jest dobrym rozwiązaniem tzw. legalizacja związków jednopłciowych i równouprawnienie w stosunku do heteroseksualizmu. To jest wbrew rozsądkowi i grozi katastrofą moralną, której skutki zresztą już widać w załamaniu się tradyjnego modelu rodziny czy sposobu wychowania młodych. Można mnie w tym momencie uznać za nietolerancyjną osobę i powielającą schematy myślenia przeciwników homoseksualizmu – trudno. Tak mi mówi sumienie i nie umiem innych wniosków wysnuć z moich ostatnio głębokich rozmyślań na ten temat.

    Myślę, że nikt sie nie obrazi jeśli jako pointę załączę w tym miejscu skecz Kabaretu Moralnego Niepokoju – wg mnie to nie jest śmieszne, ale tragiczne i niestety może kiedyś nastąpić. Pozdrawiam JŁ

     

     
    Odpowiedz
  13. rzusto

    Pani Jolanto,
    świetny

    Pani Jolanto,

    świetny kabaret. Proszę tylko zauważyć, że wyśmiewa się on z wyobrażeń i lęków grupy ludzi, do ktorych Pani należy.

    Pozdrawiam

     
    Odpowiedz
  14. barbakap

    dwuznaczny moralny niepokój

    Ja w przeciwieństwie do Pana Tomasza odnoszę wrażenie że ten kabaret naprawdę straszy ludzi gejami i lesbijkami, wzmacniając ich stereotyp funkcjonujący w społecznej świadomości. Dlatego widzowie biją brawo i się cieszą, bo jest z nich zdejmowana odpowiedzialność za problemy z rodziną ("winni są geje"). 

    Mało kto zdaje sobie sprawę, że wśród zwykłych tzw porządnych ludzi te ok 3% to właśnie LGBT, część żyjących w prawdziwie kochających się parach.Ci ludzie za nic nie chcą się ujawnić, bo w naszym społeczeństwie   po prostu się boją. Jeśli są wśród widowni, to też pewnie klaszczą, aby się nie wydało…

    Jeżeli chodzi o filmik Pana Kazimierza  o nawrcónym alkoholiku – jeśki byłabym osobą poszukującą lub niewierzącą, to sposób ekspresji tego pana z filmu oddaliłby mnie z całą pewnością od Kościoła jeszcze bardziej. No ale pewnie są różne zapotrzebowania… 

    pozdrawiam, BK

     

     

     

     
    Odpowiedz
  15. rzusto

    Pani Barbaro,
    oczywiście,

    Pani Barbaro,

    oczywiście, że sam kabaret jest dwuznaczny. I ma Pani rację, że w naszym społeczeństwie ta dwuznaczność często nie jest zauważalna – ilustruje to przykład Pani Joli. Znam też wiele tego typu kabaretów, które drwią z osób pochodzenia azjatyckiego, ale też modelu rodziny (Marian i Hela), i oczywiscie zasad religijnych z ktorych śmieje się dużo katolickich rodzin. Nie przejmuję się tak tym filmikiem, kabaret jest kabaretem – nie rozumiem tylko, dlaczego używa się go w takim miejscu i przy takiej dyskusji.

    Cieszę się, że znajdują się takie osoby jak Pani, takie miejsca jak Tezeusz. Myślę, że ta dyskusja od nas wszystkich wymaga odwagi. Wczoraj wieczorem zastanawiałem się z Sergio – czy wogóle dożyję sytuacji kiedy para jednopłciowa weźmie ślub w Kościele Katolickim. Myślę, że warto też dodać, że nigdy nie przypuszczałem, że będę miał możliwość brać udział w takiej dyskusji w takim miejscu. Gdzie otwarcie dyskutujemy o miejscu osób homoseksualnych w Kościele.

    Pozdrawiam

     
    Odpowiedz
  16. jorlanda

    Kabaret to nie tylko zabawa

    Debata już się skończyła, ale jednak jeszcze coś dopowiem.

    Oczywiście skupili się Państwo na powierzchownym odbiorze tego kaberatu czyli "robienie sobie jaj z homo". Wg mnie tem akurat skecz ma cel nie tylko "ku radości publiki" – pokazuje pewne obawy i strach. Jeśli poczuliście się urażeni – przepraszam i już wyjaśniam dlaczego akurat takiego środka ekspresji użyłam.

    Wg mnie kultura często odbija społeczne niepokoje i refleksje społeczeństwa. W takim jak ten skeczu pojawia się oczywiście sporo przerysowań, ale też strach. Tak jak Pani zauważyła – strach ludzi, którzy myślą podobnie jak ja. Homofobia przeciwko której tyle się działa obecnie to właśnie taki strach – przed upadkiem wartości, które do tej pory były trwałe i nie do ruszenia. Nagle pojawiają się nowe możliwości moralne i to zmienia dotychczas stałe paradygmaty. Jeśli to się zmienia – to wszystko musi ulec zmianie. Tego się boją ludzie tacy jak ja – nie osób konkretnych, które chcą się kochać i być razem mimo, że są tej samej płci (przynajmniej fizycznie) – ale zmian, jakie nastąpią po przyjęciu za normę tego, co do tej pory było poza normą.

    Czy to niezdrowy strach? Czy może całkiem normalny?

    Dziś podczas mszy – dziś niedziela poświęcona prześladowanym chrześcijanom – myślałam o prześladowanych w Kościele homoseksualistach. W intencji owoców dobrych owoców tej rozmowy oddałam tę liturgię Bogu. I chyba jednym mam nadzieję, że dobrym owocem tej debaty w moim osobistym życiu jest taka myśl: będę polecać Bogu homoseksualnych chrześcijan, bo dla mnie jest to za trudne. Bo przerasta mnie samo myślenie o zmian, i nie potrafię wyobrazić sobie jakiegokolwiek rozwiązania tej sytuacji, więc oddaję to Bogu. Bo chyba dzięki temu wszystkiemu co tu przeczytałam, trochę bardziej czuję się w obowiązku modlić się za utrudzonych braci w wierze. Nie wiem, jaką drogę Bóg pokaże Kościołowi w tej kwestii, póki co opieram się na aktualnej nauce. Amen.

    Może na koniec coś bardziej naukowego i mniej urażającego, co mnie bardzo poruszyło:

     

     

    i polecam drugą część:

     

    Łączę pozdrowienia i chyba już przestanę Was nękać moimi refleksjami

     
    Odpowiedz
  17. rzusto

    Prosze o zaufanie

    Pani Jolu,

    nie skupiliśmy się na powierzchownym rozumieniu kabaretu – też uważam, że ta scenka jak o Pani, a nie o mnie.

    Mogę wkleić wiele filmików z You Tube, kótre będą udawadniać moje tezy. Tylko po co? Jednym filmikiem nie przekonam nieprzekonanych.

    Cieszę się, że powierza Pani Bogu osoby homoseksualne. Mi osobiście jest z tym lepiej. Uszczęśliwa mnie tym Pani. Jestem przekonany, że Bóg nigdy nie obwini mnie za to kim jestem – takim mnie stworzył. Szkoda, że doszukuje się Pani w tym dowodów naukowych. To o co Panią prosze to zaufanie. Pani Jolu – proszę mi zaufać. Proszę nie doszukiwać się we mnie człowieka chorego, zagubionego, grzesznego.

    Zastanawiam się, dlaczego tak bardzo zależy mi, aby Panią przekonać do mnie. I chyba wychodzi na to, że nie umiem sobie poardzić z ogromem krzywdy jaka wyrządzana jest osobom homoseksualnym w Polsce. Z tą okropną presją, która zmusza nas do życia w ukryciu. Czasami mam ochotę zwyczajnie na Panią nakrzyczeć. Nie wiem jak mam pokazać, jak dużo zła Pani urzeczywistnia. 

    To o czym tu piszemy to bardzo poważne kwestie, które dotyczą życia dużej grupy osób. Proszę uważać z wstawianymi uśmieszkami i żartami o nekaniu. Myślę, że nie zdaje sobie Pani sprawy jak dalekie jest to nękanie.

    Pozdrawiam.

     
    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code