Zbawienie z uczynków czy łaski?

                                                            Zbawienie z uczynków czy łaski?

                Jak możemy być zbawieni, z uczynków czy z łaski? Św. Paweł (Efez.2:8-9) zapewnia nas, że zbawienie jest z łaski przez wiarę nie z uczynków, ale św. Jakub (Jak. 2:12-26) zwraca uwagę, że bez uczynków nasza wiara jest nic nie warta.  Kogo powinniśmy słuchać, komu wierzyć? A może błąd popełniamy w samym pytaniu, może nie powinno przeciwstawiać się łaski uczynkom traktując je, jako dwa przeciwne bieguny? Może są to pojęcia, które się przenikają i tak naprawdę zbawiamy się uczynkami? Kiedy wczytuje się uważnie w tekst Ewangelii (Mat 7:21-27) dowiaduję się od Jezusa, że bez uczynków nie mogę być zbawiony. W tym tekście widać wyraźnie, że Jezus opisuje sąd ostateczny przez pryzmat uczynków i w ogóle nie wspomina łaski. Jedynym zarzutem, jaki ma do podsądnych jest brak uczynków, drobnych, ale konkretnych działań, czyli zwyczajnie uczynków, – bo czymże jest podanie kubka wody, lub wizyta u chorego jak nie uczynkiem. Niestety nie przekonuje mnie slogan – „Alleluja i do przodu”, ani również predestynacja. Temat, który podjąłem jest długi i wymaga drobiazgowej analizy, ale bez większych komplikacji również można dojść do wniosku, że uczynki są niejako warunkiem zbawienia i zgadza się to z tekstem Jakuba, że wiara bez uczynków nie jest nic warta. Potwierdza to również Jezus we wspomnianym wyżej fragmencie (Mat 7: 21-27) . Widzimy tu bardzo wyraźnie ludzi, którzy wyznają imię Jezusa, czynią wielkie cuda w Jego imieniu i są pewni swojego zbawienia. Niedawno rozmawiałem przez chwilę z jakimiś baptystami wyzwolonymi – nie wiem, co to za nowy odłam protestancki, ale tak właśnie siebie nazwali (nie ważne z resztą) zaczepili mnie pytaniem czy ja jestem pewny zbawienia. Odpowiedziałem im, że temat nie jest prosty i zapytałem ich o to samo. Tak jak się spodziewałem panowie byli pewni swego zbawienia, bo oddali życie Jezusowi, wyznają Jego imię i używają mocy. Przytoczyłem im powyższy fragment Ewangelii, a oni stwierdzili, że właśnie to jest dowód na zbawienie bez uczynków, ponieważ nie z powodu uzdrawiania, czy czynionych cudów można być zbawionym. Cieszę się, że rozmawiałem z nimi, bo uświadomiłem sobie źródło problemu. Oni pomylili uczynki z darami Ducha Świętego. Dary Ducha nie są uczynkami, dar to dar, jak go dostanę to mogę go użyć, jeżeli nie dostanę to choćbym chciał nie będę w stanie użyć. W przypadku uczynków jest zupełnie inaczej. Myślę, że ta różnica jest kluczowa i wszystko wyjaśnia. Dary są nam dane do pomocy w budowaniu kościoła, często są spektakularne, a nawet, jeżeli bardziej ukryte to jednak zawsze towarzyszy im pokusa poczucia wyjątkowości. Każdy człowiek posiadający dar Boży zmaga się z tą pokusą, (choć nie każdy jej ulega). Dary, więc są tym, czego chętnie używamy i nie wnikając już w intencje – czy jest to z chęci zaistnienia w kościele czy z prostej chęci pomocy innym, zawsze używaniu darów Ducha będzie towarzyszyła przyjemność. Bo kto mając dar Boży nie będzie z radością go używał? Z uczynkami jest inaczej, uczynki wymagają miłości. Miłość jak dowiadujemy się z Pisma Świętego jest wysiłkiem, trudem (1 Tes. 1:3) i bez miłości nie jesteśmy w stanie bezinteresownie zrobić najdrobniejszej rzeczy dla drugiego człowieka. Dlatego Kościół nazywa to zjawisko uczynkami miłosierdzia, ponieważ uczynki połączone są bezpośrednio z miłością. Nie chodzi tu o jakąś formę czułostkowej pseudo miłości, z którą powinniśmy wykonywać coś dla innych, nie chodzi również o żadne uniesienia emocjonalne typu, – że od Boga uczynek to taki dawany z uczuciem i szczerą chęcią. Uczynki wykonywane w Bogu to zwykła codzienność, cholerny wysiłek często okupiony niechęcią, To nasz własny wkład w to żeby wykrzesać z siebie miłość. Miłość to jest codzienna mordercza walka z samym sobą („Kto zmaga się mężniej od tego, który stara się zwyciężyć samego siebieT. z Kempis), Miłość to jest ten wysiłek oparty o akt woli, który podejmujemy by zwalczać nasz egoizm, słabości, by wreszcie być zdolnym do tego by dać coś komuś bez oglądania się na korzyść, bez liczenia na wdzięczność, czy poczucie radości, dać mu to bo on tego potrzebuje i tylko dlatego. Jezus w tej przypowieści bardzo wyraźnie rozróżnia dary od uczynków i to właśnie uczynki stawia, jako przyczynę zbawienia. Wystarczy zobaczyć postawę sądzonych: obaj byli zdziwieni decyzją Pana, pierwszy był pewny swego zbawienia – mówi …Panie Panie, używałem twoich darów – gdzie moja nagroda? Jezus odpowiada idź precz, nie znam cię ty, który czynisz nieprawość. Do drugiego mówi Jezus – witaj, wejdź do radości Pana swego, On odpowiada – jak to, dlaczego? – bo gdy byłem w praktycznej potrzebie to ty mi pomogłeś. Co dziwne Jezus w ogóle nie wspomina o łasce, nie obchodzi Go czy ktoś używał Jego darów, czy nazywał Go Panem, liczyły się tylko zwykłe drobne rzeczy takie jak kubek wody, ubranie, kawałek chleba, wizyta w szpitalu, więzieniu, Ważne jest nie tylko słuchać, ale przede wszystkim wykonywać. Czy oznacza to, że łaska jest niepotrzebna? Otóż nie, łaska jest wręcz niezbędna, jest podstawą zbawienia, jest praktycznie wszystkim, bez łaski Bożej nawet byśmy nie mogli marzyć o zbawieniu. Myślę, że przeciwstawianie sobie łaski i uczynków jest efektem niezrozumienia, czym jest łaska. Kiedy ktoś próbuje oddzielić łaskę od uczynków to znaczy, że łaska jest dla niego czymś w rodzaju przeznaczenia – „jesteś już zbawiony, rób, co chcesz tylko masz mnie słuchać, grzechy zostały ci przebaczone tylko powtarzaj codziennie, że jestem twoim panem”. Takie właśnie myślenie uzasadnia odrzucenie uczynków, jako zbędnego balastu w drodze dla już zbawionego, uświęconego, rozśpiewanego chrześcijanina. Niestety łaska tak nie działa, łaska jest możliwością, jest darem, po który trzeba sięgnąć, jest jednocześnie wszystkim, ale wymaga naszego wysiłku, działania. Dlatego łaska nie jest predestynacją, nie przydzielono jej jednym a innym nie. Łaska została położona przed każdym człowiekiem, Bóg powiedział przez krzyż Chrystusa do każdego człowieka, chcę zbawić ciebie, otwieram ci drzwi mojego domu, zapraszam na ucztę. Ale obecność łaski nie załatwia wszystkiego, ponieważ dowiadujemy się z kolejnej przypowieści (Mat22:11-14)., że gdy wchodzi taki gość weselny na ucztę bez szaty weselnej, to gospodarz mówi – ej… co ty tu robisz? Goły wpychasz się tutaj? Precz stąd. Łaska jest wszystkim, ponieważ Bóg z miłości podtrzymuje ten świat w istnieniu i to jest właśnie łaska, która daje możliwości od istnienia w ogóle do zbawienia, od niej wszystko zależy, ale nie bez naszego udziału, jest, więc możliwością, a nie gwarancją. Łaska nie selekcjonuje, niczego nie zapewnia i nic sama nie zrobi. To, że masz zaproszenie na ucztę nie oznacza, że będziesz mile widziany. Tak samo uczynki nie są w stanie same z siebie stać się możliwością (zaproszeniem) na po dobę łaski, bez zaproszenia najpiękniejsza szata weselna nic nie da. Dlatego nie można przeciwstawiać sobie łaski i uczynków, należy je połączyć by przenikały się nawzajem, potrzebujemy zaproszenie i szatę, ponieważ jedno bez drugiego zostawia nas po za ucztą niebiańska. Mogę więc stwierdzić, że z samych uczynków nie mogę być zbawiony, ale przez brak uczynków mogę być potępiony – dlatego zbawienie jest z  ŁUACZSYKNIKÓW

       Usłyszałem kiedyś taką historyjkę opowiadaną przez pewnego księdza, która niesie za sobą pewną prostą prawdę, którą wszyscy chrześcijanie znają, ale gdy usłyszałem tą historyjkę, ta prawda jakoś bardziej dotarła do mojej świadomości i utkwiła (mam nadzieję) na stałe.

      Działo się to gdzieś w Indiach, Pewna zakonnica zajmowała się na ulicy człowiekiem trędowatym, widok tego człowieka był obrzydliwy nie mówiąc o zapachu. Całe to zdarzenie widział pewien hindus i zapytał się zakonnicy, czemu ona to robi i czy wie, że Indyjskie kobiety nie chciałyby robić tego za żadne pieniądze. Na to zakonnica odpowiedziała, że też nie chciałaby robić tego za żadne pieniądze. Hindus spytał, dlaczego więc to robisz? Ponieważ w tym człowieku cierpi Chrystus. 

       Zawsze starałem się widzieć Jezusa w drugim człowieku, albo raczej starałem się dostrzegać Go w zachowaniu tego człowieka. Jakoś umknęła mi myśl by widzieć Jezusa Chrystusa w cierpieniu ludzkim, a w ogóle już, że On może w tym cierpieniu partycypować. Dlatego tak ważne są uczynki miłosierdzia, ponieważ pochylanie się nad cierpiącym i potrzebującym Chrystusem wymaga wiary i miłości, które wyrażają się w praktycznym działaniu okupionym wysiłkiem.

 

 

6 Comments

  1. zk-atolik

    Postawy, zachowania i uczynki

    Odpowiedź na autora pytanie:  Kogo powinniśmy słuchać, komu wierzyć?…… wg. mnie wydaje się kluczową, aby nasze postawy i zachowania były coraz bardziej rozważne, roztropne i odpowiedzialne.

    Także ludzkie uczynki tj. owoce doczesnego bytowania, w tym również myśli, teksty i obrazy udostępniane na forum Tezeusza – były właściwe i wartościowe, a na nawet natchnione Duchem Świętym, czyli boskie, święte, oraz wiarygodne i zbawienne.

    Szczęść Boże!

    "Alleluja i do przodu" to nie jest slogan, ani hasło, które ma kogokolwiek przekonywać, lecz jedynie zachęcać, do w/w uczynków i propagować użyteczny pogląd, zasadę.

     

     
    Odpowiedz
  2. zk-atolik

    Sprzeczność, czy……

    Proszę wybaczyć, ale nie wiem, jak odnieść się do sformułowania autora – "poszukiwacz Bożych dróg", który będąc zainspirowanym Pana tekstem jednocześnie zamieszcza to:

     
    Odpowiedz
  3. ostatni

    re: Sprzeczność, czy….

     Przepraszam panie Zbigniewie, ale nie rozumiem pańskiego ostatniego komentarza – czy mógłby pan troszkę jaśniej? – dziękuje i pozdrawiam.

     
    Odpowiedz
  4. zk-atolik

    On nas zbawia, a nie my siebie!

    Propagatorem owej sprzeczności, bądź niekonsekwencji jest pan Kazimierz i inne osoby podobnie postępujące, kiedy oświadczają, że są orędownikami i poszukiwaczami nie jedynej, lecz Bożych dróg, a więc wielu i jednocześnie odwołują się, do w/w fragmentu Ewangeli św. Jana 14,6

    Przecież usprawiedliwienie przez wiarę, to w Kościele i chrześcijaństwie katolickim dogmat absolutnie najważniejszy. Ilu katolików o tym wie?…..  – nie pytam ilu go uznaje i traktuje z należnym respektem.

    Akurat w tym względzie protestanci mają rację, że zbyt wielu katolików kompromituje się brakiem lub nikłą znajomością podstwowej wiedzy. A przez to wyznaje zupełnie inną religię, niż w Jego Kościele osoby błogosławione i święte, czy właściwie uformowane i dostatecznie wyedukowane. 

    Również pozdrawiam i szczególnie dziękuję, że Pan w swoim tekście przede wszystkim odniósł się, do w/w fundamentalnej i znaczącej sprawy.

    Szczęść Boże!

     
    Odpowiedz
  5. ostatni

    Słuszne uwagi…

         Rzeczywiście dobre spostrzeżenie panie Zbigniewie, ale protestantyzm nie ma problemu z koncepcją wielu dróg, można to wywnioskować chociażby z ilości jego odmian, które liczy się już w tysiącach. Są to raczej indywidualne drogi każdego z pastorów, co w konsekwencji daje nam wielu bogów. W protestantyzmie nie dziwi również sprzeczność, ponieważ to właśnie po reformacji powstała koncepcja Hegla, który z pasją łączył sprzeczności( z resztą sam Hegel był niedoszłym pastorem).

       Zgodzę się również, z uwagą w stosunku do katolików, choć myślę, że problemu "przeciętnego katolika" nie stanowi brak znajomości dogmatów, czy ufność we własne siły, ale w ogóle letni stosunek do samej wiary i Kościoła.

     

     
    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code