Nie warto ocalać Europy

Tomasz Terlikowski z entuzjazmem relacjonuje wypowiedź papieża Benedykta XVI wzywającego do ocalania Europy poprzez wierność etosowi mnichów( "Odbudować Christianitas" ). Ta Europa to oczywiście tytułowa Christianitas, czyli cywilizacja judeo-chrześcijańska, którą należy pilnie odbudować i przywrócić. Tomasz, za Papieżem, ma nadzieję, że zdyscyplinowana medytacja Słowa Bożego w klasztorach ocali kulturę świecką i przywróci polityczno-społeczny ład Europy zdominowany przez Kościóły chrześcijańskie – a zwłaszcza najwierniejszy Jezusowi nurt, czyli wspólnotę katolicką.

Na te Tomkowe entuzjazmy i panacea – które uważam za równie nietrafne, co naiwne – odpowiem trzy razy „nie”: Nie warto ocalać Europy. Powrotu do europejskiej Christianitas nie ma. A źródłem chrześcijańsko-cywilizacyjnej odnowy nie będą zakony mnisze.

Idea ocalania Europy jest karkołomna, anachroniczna i wewnętrznie sprzeczna. Czymże bowiem jest dziś Europa? Cywilizacyjnym dziedzictwem triady Aten, Rzymu i Jerozolimy? Unią Europejską z przyległościami? Wspomnieniem cywilizacji i wspólnoty chrześcijańskiej średniowiecza? Pacyfistyczno-konsumeryczną społecznością zatomizowanych i zsekularyzowanych postchrześcijan? Coraz słabszym globalnym graczem przegrywającym w konkurencji z USA, Azją i lękającym się Rosji? Przyczółkiem kosmopolitycznej globalnej wioski, której symbolami są Londyn i Paryż, miliony muzułmanów i kolorowych?

Kościół katolicki broni resztek chrześcijańskiego ducha na kontynencie zmagając się z obojętnością zsekularyzowanych konsumentów, do których w podskokach i nieco cichaczem dołączają już tradycjonalistyczni Polacy. I Kościół ma rację broniąc tego, co dobre, a co kiedyś było żywe i Chrystusowe. Ale ta walka jest przegrana, i myślę, że obaj ostatni Papieże o tym dobrze wiedzą, ale chcą choć trochę wyhamować proces dechrystianizacji Europy wysyłając co rusz maksymalistyczne apele w obronie chrześcijańskich korzeni kontynentu. Dramatyzmu postchrześciajńskiej Europy przydaje fakt rozwijania się tego, co Jan Paweł II nazwał cywilizacją śmierci, czyli instytucjonalizacją proaborcyjnej i eutanazyjnej mentalności liberalnych hedonistów.

Trzeba jednak jasno powiedzieć: podobnie jak wczesnośredniowieczni mnisi nie tworzyli ruchu monastycznego, by bronić dziedzictwa Rzymu czy Grecji, a nawet ówczesnych struktur kościelnych – na co również zwraca uwagę Benedykt XVI – tak samo dziś chrześcijańska awangarda w Europie nie zintensyfikuje swego życia religijnego i duchowego pod hasłem ocalania Europy, czy choćby Kościoła. Jeśli w Europie i na świecie rodzi się jakaś chrześcijańska awangarda, to na pewno nie po to, by bronić najpiękniejszego nawet dziedzictwa, ale czegoś, co, jest nowe i właśnie wyłania się w sercach i relacjach między ludźmi i Bogiem.

Tą nowością posteuropejskiej wrażliwości na pewno nie będzie życie mnisze: wielkim odkryciem współczesności jest właśnie życie świeckie, małżeństwo, rodzina, komplementarność powołań duchownych i świeckich. Nowym imieniem współczesnego człowieka jest wolność i dlatego chrześcijańską awangardą staną się ci, którzy dadzą najbardziej twórcze świadectwo miłości Boga i człowieka w wolności, bez nadużyć paternalistycznego posłuszeństwa i tradycjonalistycznych struktur politycznych i eklezjalnych. Największa intensywność życia duchowego i zaczyn nowej cywilizacji powstaje we współczesnych wspólnotach i ruchach chrześcijańskich, ekumenicznych i międzyreligijnych, w których celibatariusze i duchowni żyją, modlą się i współpracują z małżonkami i rodzinami. Odkrycie świeckości małżeńskiej i rodzinnej, analogiczne jak w średniowieczu odkrycie świeckości zakonnych celibatariuszy, jest zwiastunem nowej epoki Kościoła i Europy.

Ten pluralizm powołań i związana z nim intensywność doświadczenia religijnego i wspólnoty, na głębszym poziomie odzwierciedla współczesne odkrycie pluralizmu kultur, religii, filozofii w skali globalnej. Awangardą religijną i cywilizacyjną nie będą już Europejczycy, Azjaci czy Amerykanie, ale człowiek – chrześcijanin – globalny. Doświadczenie wolności i pluralizmu zintegrowane będzie już nie jedynie medytacją Słowa Bożego, rozumianego jako Biblia, ale kontemplacją Słowa Bożego, obecnego zarówno w chrześcijańskim Piśmie Świętym, świętych księgach islamu, buddyzmu i hinduizmu, filozoficznym i artystycznym zapisie doświadczeń ateistów i agnostyków, poszukujących. Słowa Bożego obecnego również w różnych kulturach, liturgiach, systemach filozoficznych i praktykach etyczno-społecznych, i sercach ludzi wszelkich ras, narodów i kontynentów. Tak jak zmieniło się rozumienie ludzkiej wolności i pobożności, tak też zmieniło się teologiczne odczytywanie Słowa, i Jego bogactwa.

Dlaczego wydaje się, że ten odkryty w wolności pluralizm rzeczywistości jest zaczynem chrześcijańskiej awangardy, który przy okazji może zbudować nowe cywilizacje, których kształtów i imienia jeszcze nie znamy, tak jak wczesnośredniowieczni mnisi nie znali imienia tworzonej przez nich Europy? Ponieważ megapluralistyczna rzeczywistość jest dalekim odbiciem narastającej poznawczo i doświadczalnie złożoności prawdy o samym Bogu. Awangardą chrześcijaństwa i nowych cywilizacji staną się ci, którzy ten fascynujący i pozornie groźny pluralizm zintegrują w rytmie głębokiej miłosnej kontemplacji Słowa wcielonego w tę rzeczywistość. Możemy przypuszczać, że zaczynem tej awangardy są dziś najbardziej kulturowo, rasowo i powołaniowo zróżnicowane, ale też wewnętrznie zintegrowane oraz dynamiczne ewangelizacyjnie i dialogiczne wspólnoty i ruchy chrześcijańskie, w twórczy sposób wierne Ewangeli, Tradycji i Kościołowi.

Nie warto bronić Europy ani życia mniszego, czy snuć anachronicznych nadziei na przyszłość. To, co w nich najlepsze obroni się samo własną żywotnością. Warto szukać Boga kontemplując Go w pluralizmie rzeczywistości i obecnego w człowieczym życiu i sercu. Bywa też, że kontemplacja Słowa jest milczącą adoracją Najwyższego. Jeśli Kościół katolicki – w co głęboko wierzę – najpełniej przechowuje depozyt Ewangelii Jezusa Chrystusa, nie musi podejmować tyleż desperackiej, co anachronicznej obrony chlubnej przeszłości: przeciwnie, trzeba, biorąc niejako w nawias ostatnie dwa tysiące lat, z odwagą i nadzieją odkrywać lądy nieznane. Z przeszłości weźmy tylko konieczne minimum, by iść na pustynię bez zbędnych obciążeń, z otwartością ubogich Pana, którzy żyją Jego Słowem.

Andrzej Miszk – Pozostałe blogi i teksty

Blogi na wideo w YouTube

 

16 Comments

  1. Anonim

    Oj prawda, prawda i jeszcze

    Oj prawda, prawda i jeszcze raz prawda!
    A zwłasdzcza słowa:
    “Nowym imieniem współczesnego człowieka jest: wolność i dlatego chrześcijańską awangardą staną się ci, którzy dadzą najbardziej twórcze świadectwo miłości Boga i człowieka w wolności, bez nadużyć paternalistycznego posłuszeństwa i tradycjonalistycznych struktur politycznych i eklezjalnych.”

    Od wolności juz obecnie odwrotu nie ma…..

     
    Odpowiedz
  2. Halina

    ” Z przeszłości weźmy

    ” Z przeszłości weźmy tylko konieczne minimum, by iść na pustynię bez zbędnych obciążeń, z otwartością ubogich Pana, którzy żyją Jego Słowem”.

    I cóż lepszego może uczynić naśladowca Jezusa? Ludzie nie pójdą do klasztorów, trzeba wyjść do nich. Społeczeństwo potrzebuje minimum świata starego aby wejść w nowy, i odnaleźć swoją prawdziwą tożsamość. Jak inaczej ocalić zintelektualizowaną Europę, gdzie człowiek wierzy w umysł, technikę, medycynę, psychologię; wiedząc podświadomie, że nie może to wszystko zastąpić duszy i ciała. W rzeczywistości rośnie strach, zatracany zostaje zmysł społeczny. Ludzie boją się cierpienia, śmierci; większość osób nie przeżywa duchowej strony swej osobowości. Mieszkańcy Zachodu usiłują dziś znaleźć korzenie swojej religii. W gruncie rzeczy są rozdarci, przepołowieni, nie szanują nawet pierwiastka ludzkiego, który noszą w sobie, nie potrafią nadać znaczenia własnemu życiu. Zagubili nadzieję i wiarę; powrót do tradycji zakonów mnisich, w dzisiejszych czasach jest naprawdę jakąś utopią . Świat idzie z postępem, Słowo Boże się nie zmienia, ale formy ewangelizowania świata, muszą być dostosowane do wymagań i możliwości odbioru przez współczesnego człowieka.

     
    Odpowiedz
  3. Marek

    Wszystkie te dywagacje

    Wszystkie te dywagacje łączy jedno : są inteligenckimi bajaniami, równie oderwanymi od rzeczywistości jak bajania Maksa o awangardowej roli klasy robotniczej.

    Wbrew temu czego należałoby się spodziewać inteligencja jest dziś najbardziej kołtuńską, powierzchowną, podatną na wpływy i zadufaną w sobie grupą społeczną ; być może dlatego że pojęcie to bardziej jest dziś związane z ukończeniem jakiejś uczelni lub wykonywaniem zawodu (nauczyciel, artysta, dziennikarz, ksiądz a nawet szansonista itp) niż z realną inteligencją, wyobraźnią i tym że “ma się coś do powiedzenia”.

    Mówienie o wolności ludzi drżących o to by nie wypaść ze STADA czy ROJU i czytających rano gazety by wieczorem wiedzieć jakie mają poglądy jest nieporozumieniem – nawet jeśli ją “posiadają” to stoi ona na półce w toalecie, nigdy nie używana.

     
    Odpowiedz
  4. Anonim

    Panie Marku

    Panie Marku Piotrowski

    “Mówienie o wolności ludzi drżących o to by nie wypaść ze STADA czy ROJU i czytających rano gazety by wieczorem wiedzieć jakie mają poglądy jest nieporozumieniem ? nawet jeśli ją ?posiadają? to stoi ona na półce w toalecie, nigdy nie używana.”

    Owszem i tacy sa. Ludzie sa ludzmi. Ale nie generalizujmy. Sadze ze jest z 50% takich ktorzy wcale nie drza aby wypasc ze stada. I stac ich na to by miec własne poglady.
    Jak widac ja znam takowych, a Pan tych drzacych.

     
    Odpowiedz
  5. ahasver

    Powiem Wam, drogie Tezeusze,

    Powiem Wam, drogie Tezeusze, co młodzież z liceum, w którym pracuję, myśli na temat Kościoła i idei chrześcijańskiej Europy. Posłuchajmy ich, ponieważ to dla nich ją budujemy. Nie demonizujmy również młodych duchów, ponieważ są coraz mądrzejsze. Odróżnijmy Chrześcijaństwo od Chrystianizu. Ten drugi, zdaniem jednego z moich uczniów, upadł po śmierci jego boga; oczywiste odwołanie do Nietzschego. Czyż nie słuszne? I oby upadał dalej, obnażając “przegniłe klasztorne mury” i odkrywając “broczącą krwią pogańskich dzieci historię (bo co, uległa przedawnieniu?!!)” – Tutaj uczennica bardzo agresywnie cytuje Detschnera. Kilku chłopaków z 3B twierdzi, że Kościół jest instytucją zbrodniczą, indoktrynującą, zaciemniającą fakty, zakłamującą historię i wpływającą destruktywnie na język, że celibat prowadzi do neuroz, nerwic, patologii, obłudy i jest niezdrowy. Jedna z uczennic twierdzi, że KSIĘŻA KATOLICCY NIE MAJĄ PRAWA WYPOWIADAĆ SIĘ NA TEMAT MAŁŻEŃSTWA, CIĄŻY, RODZINY i seksu, że medytacja mnichów nie jest nikomu potrzebna, ponieważ MAGII NIE MA, skuteczność modlitwy zależy wyłącznie od gorliwości każdego człowieka, a KULTUROTWÓRCZA, WIEDZOTWÓRCZA i NAUKOTWÓRCZA rola klasztorów jest dziś ŻADNA w porównaniu do tego, co oferuje twórczość świecka. Młodzież w coraz szerszej mierze wyśmiewa kościół, wręcz bezczelnie szydzi z marnujących swą urodę pod czarnymi mundurami zakonnic i bredzących o rodzinie księży.
    Ale zarazem twierdzi, że Chrześcijaństwo przetrwa. Ci sami uczniowie, którzy sarkastycznie, z dużą złością i zawodem na Kościele mówią o jego instytucji, pozytywnie wypowiadają się na temat uniwersalności większości chrześcijańskich idei. Młodzi są coraz bardziej oczytani, choć książek już tylu nie czytają; nie idealizujmy książki, komputery nie są takie złe. Wiedzą na temat buddyzmu, islamu, niekorzystnej sytuacji politycznej na bliskim wschodzie, najnowszych osiągnięciach nauki, najwybitniejszych przykładach sztuki współczesnej, gdzieś tak dziesięć razy więcej niż księżula puczący im w głowy nudne i groteskowe zdrowaśki na temat życia w rodzinie. Przetrwa Chrześcijaństwo, ten rodzaj mentalności, swoistego “klimatu” duchowo – intelektualnego, pryzmatu, który nakładamy w celu obserwacji świata. Przetrwa chęć poznawania świata i innych religii, które o duchowości człowieka mają równie dużo do powiedzenia. Przetrwa kultura chrześcijańska, pojęta jako etos, otwarta na wsłuchiwanie się, oglądanie i przeżywanie wspaniałosci innych religii i nauki. Pozycja Chrystusa nie będzie nigdy zachwiana; czy klasyk przestaje być klasykiem w zestawieniu z innymi klasykami? Czy Biblia straci cokolwiek na wartości, kiedy postawimy ją na półce obok Koranu czy Upaniszad?
    ŚWIECKOŚĆ, ŚWIECKOŚĆ, PO STUKROĆ ŚWIECKOŚĆ.
    A liberalny hedonizm: w którym punkcie miałby ustępować postawie chrześcijanina?

     
    Odpowiedz
  6. Kazimierz

    “Z przeszłości weźmy

    “Z przeszłości weźmy tylko konieczne minimum, by iść na pustynię bez zbędnych obciążeń, z otwartością ubogich Pana, którzy żyją Jego Słowem.”

    I to jest najważniejsze, żyć Słowem Boga, w Jego miłości wobec Boga i ludzi i żyć w mocy Jego Ducha Świętego, nic innego się zbytnio nie liczy.

    KJ

     
    Odpowiedz
  7. Kazimierz

    odp. do 8

    Dla mnie znaczy

    odp. do 8

    Dla mnie znaczy to, że w moim chrześcijańskim życiu zauważam, że w ciągu lat chodzenia z Panem, oprócztego co uczy Pan Jezus, oprócz pragnienia (i wykonania) woli Boga w moim życiu, zauważam wiele spraw, które nie służą np. zbliżeniu ku innym ludziom .
    Zastanawiam się wciąż, jak dziś ma wyglądać ewangelizacja, (nie mylić z zasilaniem kościołów przez apostatów). jak dziś ludzie odrodzeni z Ducha Świętego mogą i powinni dzielić się swoją miłością wobec tych, którzy nie wierzą (nie są odrodzeni z Ducha Świętego). Apel Jezusa o niesienie Ewangeliii czynienie uczniami jest cały czas aktualny, rozglądając się wokół widzę wielu ludzi, którzy nie znają Chrystusa.

    W kontekście mojej wypowiedzi uważam, że nie tylko moi bracia katolicy, czy prawosławni, ale i protestanci muszą wyjść na pustynię i doświadczyć na nowo miłości Jezusa. Na nowo spojrzeć na siebie jako ci co są ubogaceni NIM, a nie własnymi “dorobkami”, po pierwsze aby odnaleźć miłość wobec siebie, która zresztą płynie od Pana, aby móc być świadectwem wobec tych, którzy zmierzają ku zatraceniu. Aby być rzeczywistym świadectwem Jezusa na ziemii.

    Niestety jak Andrzej pisze trudno nam o życie “z otwartością ubogich Pana” – ubogich w rozumieniu ewangelicznym “ubodzy w Duchu” czyli nie wyniośli ale pokorni wobec siebie.

    Jeżlei zależy nam rzeczywiście na jedności , nie uda się to gdy “obwarowujemy się” przeszłością , czyli swoimi dorobkami, ale gdy jak Andrzej pisze “Z przeszłości weźmy tylko konieczne minimum” – wówczas bez zbędnych obciążeń np. doktrynalnych to zbliżenie jest możliwe, a nawet konieczne.
    Przyjaźnię się z odrodzonymi z Ducha Świętego katolikami i zdakje się, że nam to wychodzi, bo wszelkie bariry wybudowane w przeszłości (co prawda prez innych) są możliwe do przejścia i w poszanowaniu wzajemnym tego minimum, możemy darzyć się miłością i nawet uczyć się od siebie na wzajem.
    I na koniec moje słowa “I to jest najważniejsze, żyć Słowem Boga, w Jego miłości wobec Boga i ludzi i żyć w mocy Jego Ducha Świętego, nic innego się zbytnio nie liczy.” – nie jest możliwe takie zbliżenie bez zamiłowania odwiecznego LOGOS, rozmiłowanie się w Słowie Boga powoduje, że nasza dusza jest nakarmiona, doświadcza pokoju Boga, doznajemy też poznania swojej wartości w Bożych oczach, oraz pewności tego dokąd zmierzamy, oczywiście Słowo działa najlepiej, kiedy człowiek jest odrodzony, kiedy autor Słowa wprowadza nas w coraz większą rzeczywistość Bożą, chociaż i dla nie wierzących Słowo ma moc, by zmieniać życie takiego człowieka i przybliżać go do Jezusa.
    Życie w Jego miłości jest podstawą, chociaż jest ono możliwe wówczas, kiedy doświadczymy Jego miłości AGAPE, niezsłużonej, łaskawej dającej życie wieczne, wówczas ta miłość uzadlnia nas do kochania innych ludzi, a nawet nieprzyjaciół, zgodnie z ewangeliczną prawdą.
    Żyć w mocyDucha Świętego, to żyć sprzeciwiając się grzechowi w swoim życiu, to zwyciężać z pokusami, i czynić wolę Boga, którą przygotował dla nas, dla każdego z nas. Jezus powiedział , że jest drogą i wierzę w to, że jest drogą dla każdego odrodzonego człowieka, i na tej drodze każdy zgodznie z EF. 2.3 sppotyka dzieła Boga , które On przeznaczył każdemu swemu dziecku, aby czynił. W czasie w jakim żyje, w miejscu, w którym mieszka, lub też Bóg go przemieszcza. A więc, z mojego doświadczenia wynika, że często udzie mają wielki problem z odkryciem woli Boga w ich życiu, oczywiście, że istnieje uniwersalna wola Boga wobec każdego wierzącego zawarta w Słowie, ale jestem również przekonany, że On ma indywidualne prowadzenia dla każdego.
    W końcu ostatnie moje stwierdzenie, że nic innego zbytnio się nie liczy, otóż miałem tu na myśli troski tego świata, “nie martwcie się co będziecie jeść, pić….” po upadku wieży w Syloe Jezus stwierdził “…jeśli wy się nie upamiętacie, wszyscy poginiecie…” a więc uważam że przede wszystkim należy zajmować się sprawami Królestwa ożego, ale jeżlei ktoś ma takie powołanie od Boga (Daniel, Józef) to nie sprzeciwiam się.

    Lecz jeszcze raz podkreślę, z tekstu Andrzeja rozumiem ideę współistnienia w miłości ludzi, którzy kochają Jezusa i nie tylko, a która nie jest możliwa , kiedy odgradzają nas pobudowane przez wieki mury (które często wywołują złość, nienawiść, czy też brak chęci zrozumienia drugiego człowieka).

    Pozdrawiam KJ

     
    Odpowiedz
  8. Marek

    1.
    Nie wierzę w

    1.
    Nie wierzę w chrześcijaństwo, które jest de facto ucieczką przed rzeczywistością w religię.
    Chrześcijaństwo nie służy do tego by w nie uciekać przed światem, lecz by nim świat przesycać.
    Wprawdzie nie mamy się martwić co będziemy jeść i pić, ale powinno nas obchodzić co inni będą jeść i pić (Jk 2,15nn)

    2.
    Koncepcja ekumenizmu polegającego na “odrzuceniu doktryn” (czytaj : depozytu wiary) jest kompletnie błędna.
    Ekumenizm powinien być “dzieckiem” miłości, a nie wątpliwości lub rezygnacji z Prawdy.
    Prawdy wiary nie są naszym “dorobkiem”, lecz DEPOZYTEM. Nie są naszą własnością dlatego nie mamy prawa z nimi robić co się nam podoba – nawet w imię jedności.

    3.
    Co do rozeznawania do czego nas Bóg powołuje oczywiście się zgadzam

     
    Odpowiedz
  9. Kazimierz

    W pkt. 1 – zgadzam się,

    W pkt. 1 – zgadzam się, może słabo wyartykułowałem swoje zdanie, tak ten świat ma być nasycony “solą” i ta sól ma być nie zwietrzała i to już nasza odpowiedzialność.

    W pkt. 2 – jeśli chodzi o ekumenizm, to dla mnie depozytem wiary jest Biblia , nicejskie wyznanie wiary, jak i dogmatyka oparta na tym wyznaniu.
    Inne musiałbym poznać aby się z nimi zgodzić, znane mi osobiście mógłbym zostawić i pójść na pustynię śladami Jana Chrzciciela aby pokutować z powodu umierającej miłości między braćmi.

    KJ

     
    Odpowiedz
  10. ddn

    Mediewizm był już

    Mediewizm był już przerabiany. Przekonanie, że społeczeństwo średniowieczne cechowała wysoka moralność, zniszczona następnie przez myśl oświecenia i industrializm, dało impuls dla dziewiętnastowiecznej reaktywacji gotyku. Właśnie społeczny i religijny kryzys lat 30-40 tamtego stulecia stał za próbą przeniesienie średniowiecznych wartości w nową epoką. Nie zaowocowało to niczym wybitnym, a może wręcz wstrzymało rozwój społeczny i cywilizacyjny na jakiś czas. Współczesny świat i współcześni ludzie pod wieloma względami różnią się od swych pradziadów. Nie już ma powrotu do dawnej wielkości kościoła. Zamiast tworzyć utopie lepiej pomyśleć o testamencie.

     
    Odpowiedz
  11. Marek

    Nihil novi sub sole 🙂
    Iluż

    Nihil novi sub sole 🙂
    Iluż ludzi przez ileż wieków wieszczyło “koniec Kościoła” !
    Oni już dawno nie żyją a Kościół trwa i czeka…

     
    Odpowiedz
  12. ddn

    Nihil semper floret, aetas

    Nihil semper floret, aetas succedit aetati. Panta rhei. Nec quae praeteriit, iterum revocabitur unda,
    nec quae praeteriit, hora redire potes
    … i co ma początek ma też i kres. Również i kościół.

     
    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code