Między Kościołem misji a Kościołem dialogu

Głos w dyskusji zainicjowanej przez artykuł Zbigniewa Nosowskiego "Polskie katolicyzmy" – "Więź", styczeń 2010 

 

Pełne zrozumienie tego, co dzieje się w Kościele katolickim w Polsce wymaga nie tylko szczegółowego (a to oznacza, że nie tylko publicystycznego czy dziennikarskiego, ale w nie mniejszym stopniu także socjologicznego, historycznego czy politologicznego) opisu, ale również inspirujących intelektualnie map czy rozróżnień wyznaczających granice (jak zawsze w sytuacji dynamicznych zmian nieostrych) między rozmaitymi środowiskami i grupami wewnątrz polskiego Kościoła. I niewątpliwie próbą takiej interesującej próby nakreślenia wizji podziałów wewnątrz polskiego katolicyzmu pozostaje tekst Zbigniewa Nosowskiego. Można się z nim nie zgadzać, a przynajmniej odrzucać część z jego rozróżnień, ale trudno mu odmówić rozmachu, empirycznego (choć dość dobrze zakamuflowanej brakiem jasnych odniesień do cytowanych – i to niekiedy niemal dosłownie – tekstów) pogłębienia i wreszcie polemicznej (by bronić własnego środowiska) siły.

Te pochwały nie oznaczają przy tym uznania pełnej prawdziwości zarysowanej przez Nosowskiego mapy polskiego katolicyzmu. I nie chodzi tylko o to, że część z postaw, które autor przypisał katolikom, zwyczajnie za katolickie uznane być nie może. (Mowa tu choćby o grupie, która ma uważać, że „człowiek jest z natury dobry i mocą własnego wewnętrznego wysiłku jest w stanie wyswobodzić się z grzechu i słabości”. Ta postawa została już bowiem potępiona, jako niemożliwa do pogodzenia z chrześcijańską ortodoksją w czasach św. Augustyna, a doświadczenia Gułagu i Holokaustu ostatecznie sfalsyfikowały ja empirycznie w XX wieku). O wiele istotniejsze jest jednak co innego. Otóż szkicując swoją mapę – Nosowski wychodzi, jak sądzę, z błędnego rozpoznania źródeł podziałów w łonie polskiego katolicyzmu, czy ujmując rzecz jeszcze bardziej fundamentalnie – błędnie (to tylko moja opinia) – postrzega fundamenty sporów i nie do końca prawdziwie diagnozuje sytuację w świecie i Kościele współczesnym. Istotą sporu między katolikami rozmaitych środowisk czy obozów (ich nazwanie i krótkie zdefiniowanie pozostawiam na zakończenie tego krótkiego tekstu) nie jest bowiem ani stosunek do wolności (która – choć Nosowski sam tego nie pokazuje – różni się jednak od samowoli), ani do pluralizmu, kryzysu czy społeczeństwa. Fundamentem tego podziału pozostają bowiem: po pierwsze rozumienie Soboru Watykańskiego II; po drugie rozpoznanie współczesności i sytuacji w jakiej znajduje się Kościół i wreszcie po trzecie rozumienie misji Kościoła. To te trzy fundamentalne spory wyznaczają granice (podkreślam jeszcze raz nieostre) między poszczególnymi grupami polskiego Kościoła.

 

Między eklezjologią ciągłości a zerwania

 

Pytaniem pierwszym, z jakim musi się zmierzyć współczesny, świadomy swojej wiary katolik jest pytanie o to, jak rozumieć Sobór Watykański II. Postawy skrajne wyznaczają tu wyznawcy (często byli księża) ducha Soboru (którzy często otwarcie podkreślają, że litera Soboru nie ma dla nich najmniejszego znaczenia, a liczy się wyłącznie ulotny „duch”, któremu zresztą bliżej do ducha rewolty obyczajowej roku 68, niż do Ewangelii) i skrajni tradycjonaliści – mniej lub bardziej odrzucający dorobek soborowy w ogóle. Między tymi dwoma, mam wrażenie nieakceptowanymi postawami (i stąd nie będę ich szerzej dalej omawiał, bo nie one wyznaczają przestrzeń realnej debaty), rozciąga się przestrzeń pewnego kontinuum, na którym widać wyraźnie (choć ich jednoznaczne opisanie opisanie wcale nie musi być łatwe) dwa środowiska. Jedno z nich (chodzi tu raczej o typy idealne, niż empirycznie obecne w formie czystej) prezentuje swoistą eklezjologię zerwania (a może lepiej byłoby powiedzieć radykalnego przełomu) a drugie ciągłości.

Ankieta_ID=201266#

Ta pierwsza grupa ocenia Vaticanum II jako absolutny przełom, który zmienił nie tylko strategię Kościoła wobec świata, ale również katolickie samorozumienie. Sobory poprzednie, choć oczywiście zachowuje swoje znaczenie, nie powinny być już zbyt często przywoływane, burzą bowiem sympatyczny obraz dialogicznej i otwartej wspólnoty, która nie chce już nawracać i nie uznaje się (chociaż to akurat – gdyby posłużyć się tekstami soborowymi – jest nieprawdą) za widzialny Kościół Jezusa Chrystusa, w którym trwa pełnia środków zbawienia. Ta druga grupa spogląda na Sobór Watykański II jako na element ciągłości nauczania Kościoła. Wpisuje jego nauczanie w wielką tradycję pozostałych Soborów: watykańskiego I, trydenckiego, florenckiego czy chalcedońskiego. Magisterium Kościoła pozostaje dla niego ciągłością i dlatego nie przeciwstawia sobie, a raczej szuka ciągłości w nauczaniu Piusów IX, X, XI i XII, a Jana XXIII, Pawła VI, Jana Pawła II i Benedykta XVI.

Odmienne jest również w obu tych grupach rozumienie recepcji soborowej. Zwolennicy (mniej lub bardziej jednoznaczni) eklezjologii radykalnego przełomu uznają, że w zasadzie to, co najważniejsze w soborze już zostało przez Kościół zrozumiane (choć nie zawsze przyswojone). To stąd bierze się uznanie, że dotychczasowe metody dialogu ekumenicznego, stopniowej laicyzacji życia zakonnego i duchownego, czy ostrożne wycofanie się Kościoła z debaty publicznej – jest rzeczywiście owocem Soboru. Druga grupa prezentuje odmienną opinie. Dla niej proces nie tylko przyswajania, ale nawet pełnego rozumienia Soboru jest wciąż w toku (o czym często pisał i mówił Jan Paweł II). Na dotychczasowych próbach jego wprowadzania w życie i rozumienia położyły się bowiem silne prądy rewolucji obyczajowej, które – w pewnych sytuacjach i u pewnych teologów (niekiedy bardzo znanych) – zastąpiły nauczanie soborowe. Odzyskanie autentycznego nauczania Soboru (a nie jego ducha), zrozumienie go (w oparciu o całe Magisterium Kościoła i w jedności z nauczaniem obecnych papieży, a nie przeciw niemu) jest zadaniem, które przed nami stoi, o które musi być realizowane.

 

Spór o rozumienie misji

 

Drugie pole sporu, zakorzenione zresztą w sporze o rozumienie Soboru Watykańskiego II, wyznacza stosunek do misji i dialogu. Pierwsza z grup (bliższa zazwyczaj eklezjologii radykalnego przełomu) wynosi pod niebiosa dialog (co zresztą świetnie widać w przywoływanym przez Nosowskiego sformułowaniu „nie przyszedłem Pana nawracać, ale chętnie opowiem o swojej wierze”) dla drugiej o wiele ważniejsza jest misja, której dialog pozostaje jednym z narzędzi. Dla pierwszej z grup zatem dialog pozostaje celem, dla drugiej jest istotnym, ale środkiem do budowania jedności w wierze. Świetnie widać tę różnicę w podejściu do ekumenizmu. Dla zwolenników dialogu celem jest wzajemne poznanie się, odrzucenie stereotypów, a także budowa (tu rozstrzał poglądów jest niezwykle szeroki) jakiejś płaszczyzny współpracy i wzajemnego wsparcia, a także poszerzania tolerancji i pokoju społecznego ale bez widzialnej jedności.

Dla zwolenników misji celem ekumenizmu jest i pozostać musi budowanie jedności opartej na prawdzie. Ekumenizm ma zatem jasno określony cel, a jest nim pojednanie chrześcijan wszystkich chrześcijan w Mistycznym Ciele Chrystusa, który trwa w pełni w Kościele katolickim. I tak ów cel definiuje soborowy Dekret o ekumenizmie „Unitatis redintegratio”, apelując do katolików, by ci mocniej zaangażowali się w dialog ekumeniczny, tak by ustało zgorszenie podziałami wśród chrześcijan. Lekarstwem na to zgorszenie nie ma być jednak powołanie jakiegoś nowego bytu wyznaniowego, ekumenicznego super-Kościoła, ale powrót „braci odłączonych” do Kościoła rzymskiego. „Pełnie  bowiem środków zbawczych osiągnąć można jedynie w katolickim Kościele Chrystusowym, który mianowicie stanowi powszechną pomoc do zbawienia. Wierzymy mianowicie, że jednemu Kolegium apostolskiemu, któremu przewodzi Piotr, powierzył Pan wszystkie dobra Nowego Przymierza celem utworzenia jednego Ciała Chrystusowego na Ziemi, z którym powinni zjednoczyć się całkowicie wszyscy, już w jakiś sposób należący do Ludu Bożego”[1] – podkreślali Ojcowie Soborowi. A ich nauka wyrasta z  wielowiekowego nauczania kolejnych papieży i kolejnych soborów, które utożsamiały Kościół Chrystusowy z Kościołem katolickim (pod zwierzchnictwem biskupa Rzymu). I choć prawda ta wyrażona jest nowym, mniej ekskluzywnym czy wykluczającym językiem, to jej istota nie polega zmianie.

Nie inaczej rzecz się ma z dialogiem z niewierzącymi. Jego głównym celem (choć oczywiście i ten dodatkowy nie jest pozbawiony znaczenia) nie jest debatowanie, rozmawianie, opowiadanie o swoich stanach światopoglądowych, ale poszukiwanie prawdy, która jak wierzymy trwa w Kościele. Słowem nie chodzi o to, by „opowiadać o swojej wierze”, ale by nieść (nowymi środkami) pełnie przesłania o Jezusie Chrystusie. Św. Paweł nie wyszedł na Aeropag, by sobie podyskutować z greckimi mędrcami (choć niewątpliwie byłoby o czym), ale po to, by przekazać im, że jest tylko jedno Imię, w którym uzyskać można zbawienie, i że Jezus Chrystus jest jedynym Zbawicielem ludzkości. A nauczanie to wcale nie wyrasta z jakiejś niechęci do dialogu, ale z głębokiej miłości do świata i ludzi, którzy tak teraz, jak i za czasów św. Pawła potrzebują nie tyle dyskusji, debat, dialogów, ile zbawienia i Zbawiciela, do którego głoszenia chrześcijanie są powołani (tak życiem, jak i słowem).

 

Diagnoza sytuacji

 

I wreszcie kwestia ostatnia, niewątpliwie dzieląca katolików w Polsce, czyli kwestia diagnozy współczesności. I znów, jak poprzednio, mamy tu do czynienia z pewnym kontinuum, którego skrajnościami są postawa akceptująca (ze świadomością wszystkich jej wad) zachodnią współczesność, i uznająca, że jest ona pozytywem, i druga uznająca, że w istocie znajdujemy się w centrum wojny (czy ostrożniej walki) o przyszłość Europy i świata, w której naprzeciw siebie stoją nihilistyczna antykultura śmierci i cywilizacja życia. Od naszej obecnej postawy – i tu obie grupy się zgadzają –  zależy nie tylko przyszłość naszych dzieci, ale również przyszłość Kościoła w Europie. Ale dla pierwszej oznacza to trud poszukiwań, dialogów i „roztropnego unowocześniania” chrześcijaństwa; dla drugich natomiast twardą walkę o zachowanie, a dokładniej przywrócenie dziedzictwa chrześcijańskiego, które jest jedyną nadzieję na Europy.

Różnica między oboma środowiskami opiera się jednak nie tyle na odmiennych strategiach, ile na odmiennych diagnozach rzeczywistości. Zwolennicy Kościoła dialogu (radykalnego przełomu) uznają, że sytuacja nie jest wcale dramatyczna, i że wystarczy uczciwy dialog i świadectwo życia, by zmienić kierunek (a zazwyczaj nie są oni nim zachwyceni) w jakim zmierza Europa. Ich oponenci są zdania, że świadectwo już nie wystarcza, i że jeśli Europa ma przetrwać to potrzebne jest usunięcie barbarzyńców od władzy (tak sprawę stawia choćby Alisdair MacIntyre). A do tego trzeba odwagi i determinacji, a nie tylko świadectwa. Tę odmienną diagnozę rzeczywistości można opisać także za pomocą dwóch sprzecznych terminów: z jednej strony mamy do czynienia z grupą, która widzi w świecie współczesnym ogromną szansę (choć dostrzega również zagrożenia), a z drugiej z grupą, która dostrzega w niej „jawny lub zakamuflowany totalitaryzm”, któremu trzeba się przeciwstawiać także politycznie, dokładnie tak jak trzeba to było robić w odniesieniu do komunizmu lub nazizmu.

 

Kilka rozróżnień na koniec

 

Powracając, na zakończenie, do mapy zakreślonej przez Zbigniewa Nosowskiego, trzeba przyznać, że jego czwórpodział może być niezwykle przydatny. Tyle, że odmiennie należałoby określić poszczególne jego komponenty. Pierwszym z nich pozostaje katolicyzm twierdzy, którego celem pozostaje wyłącznie zachowanie depozytu wiary (tu można umieścić  skrajnych tradycjonalistów) czy narodu. Drugi określiłbym jednak nie tyle katolicyzmem walki, ile soborowym katolicyzmem misji. Jego istotną cechą pozostaje uznanie, że przyswojenie soboru jest dopiero przed nami, a jego zrozumienia wymaga uważnego oddzielenia od siebie ducha i litery Soboru, a także plew rewolty 68, która również wdarła się do Kościoła. Celem katolików misji pozostaje budowanie nowoczesnego społeczeństwa w oparciu o twarde wartości, a także obrona życia ludzkiego, także za pomocą rozstrzygnięć prawnych (co wyrasta ze świadomości, że katolik nie jest w stanie być posłuszny w pełni państwu totalitarnemu, które dopuszcza zabijanie swoich obywateli ze względu na wiek czy stan zdrowia). Trzecia grupa to soborowy katolicyzm dialogu, który – jak sądzę – opierając się na nie do końca adekwatnym rozpoznaniu rzeczywistości i częściowej eklezjologii zerwania, wybiera raczej drogę dialogu, i to nawet wtedy, gdy kompromis czy choćby uzgodnienie stanowisk  jest zwyczajnie niemożliwe, i prowadzić może do akceptacji zła (tak jest w przypadku „kompromisowej” ustawy aborcyjnej, w imię której w ubiegłym roku zabito prawie 500 dzieci). Ta grupa ma oczywiście sporo racji zwracając uwagę na niekiedy zbyt agresywny język zwolenników misji, ale… racja ta dotyczy raczej sfery PR, niż istoty rzeczy. I wreszcie grupa ostatnia, którą można by określić mianem katolików bez katolicyzmu. W Polsce jest ona stosunkowo nieliczna (kilka obecnych publicznie osób, w tym dwóch byłych zakonników), ale na Zachodzie to silny nurt, który skupia teologów, księży, zakonnice, a także polityków, którzy odrzucając fundamenty nauczania moralnego, a niekiedy także dogmatycznego próbują dowodzić, że to oni są naprawdę Kościołem.

Pierwsza i ostatnia z grup nie będzie odgrywać większej roli (nawet jeśli czasem jest głosna). Istotny spór rozgrywać się będzie między dwoma „środkowymi”. Obie z nich mieszczą się w katolickiej ortodoksji. Ale… nie jest dla mnie wcale jasne, że obie mają odpowiednio adekwatną wizję rzeczywistości czy odpowiednie rozumienie Soboru. Ale to już temat na zupełnie inny tekst. I bardzo ważną debatę.

 

Polemika z tekstem T. Terlikowskiego:

Andrzej Miszk: Katolicyzm misji i dialogu w służbie Królestwa


[1] Dekret o ekumenizmie Unitatis reditegratio, par. 3, w: „Sobór Watykański II. Konstytucje. Dekrety. Deklaracje”, Poznań bdw., s. 206.

 Zbigniew Nosowski, Polskie katolicyzmy

 

13 Comments

  1. Andrzej

    Ważny głos o misji Kościoła katolickiego w świecie

    Dopiero wczoraj znalazłem czas, by zapoznać się z całością zainicjowanej przez styczniową "Więź" dyskusji o "Polskich katolicyzmach". Spośród wielu cennych głosów właśnie wypowiedź Tomka Terlikowskiego wydała mi się szczególnie ważna. Dlatego poprosiłem Tomasza, by zamieścił ten tekst również w Tezeuszu.

    Najcenniejsze wydaje się przypomnienie przez Tomka, że dla katolików właśnie misja ewangelizacyjna Kościoła jest pierwszym i najważniejszym sposobem bycia świadkami Chrystusa i Jego Ewangelii w świecie. Natomiast dialog, choć niezwykle ważny, jest jedynie jednym ze sposób realizacji misji ewangelizacyjnej katolików i chrześcijan. Tym, co w wypowiedzi Tomka zaniepokoiło mnie – i co różni nas od zawsze – jest jego postulat dążenia do powrotu do "Christianitas" jako fundamentu Europy i – szerzej – Zachodu oraz związana z tym polityczna i kulturowa walka o "usunięcie barbarzyńców od władzy". Dla mnie ceną tej walki może być utrata, a przynajmniej poważne osłabienie duchowego sensu Ewangelii Jezusa takiego choćby jaki wyrażają Jego błogosławieństwa.

    W najbliższym tekście rozwinę te myśli, skupiając się głównie na misyjnym napięciu między ewangelizacją a dialogiem oraz relacją między polityką a religią w kontekście ewangelizacji. Tekst Tomasza posłuży nam też jako jedna z inspiracji do dookreślenia kształtującej się wciąż tożsamości Tezeusza jako katolickiej i chrześcijańskiej przestrzeni ewangelizacji i dialogu. Od pewnego czasu dostrzegam bowiem głęboką potrzebę precyzyjniejszego dookreślenia naszej Tezeuszowej tożsamości.

     
    Odpowiedz
  2. zibik

    Co dzieje się w portalu “Tezeusz”?….

    Domyślam się, że lepsze zrozumienie tego, co aktualnie dzieje się w portalu "Tezeusz"?………., też wymaga stosownego opisu, a może nawet rozróżnień wyznaczających granice między współtwórcami, bądź powstającymi, czy już istniejącymi grupami. Prezentującymi publicznie podobne, zbliżone, czy zdecydowanie odmienne postawy, przekonania, świadectwa, poglądy, idee, czy doświadczenia, odczucia lub mniemania.

    Najbardziej predysponowaną osobą do zainicjowania, tego ambitnego przedsięwzięcia opisu występującego zjawiska wg. mnie wydaje się Pan Andrzej, a pozostałe osoby współtworzące portal "Tezeusz", do ewentualnego jego poszerzenia i rozwinięcia.

    Nasze indywidualne odniesienia, do prezentowanych w tekście Z. Nosowskiego nurtów, bądź tendencji  w Kościele Katolickim mogą być inspiracją, do dokładniejszego opisu postaw osób tworzących teksty i  stanowiących środowisko, czy raczej powstających grup, zespołów, frakcji, odłamów ideowych, czy światopoglądowych  w portalu "Tezeusz".

    W przypadku akceptacji mojej sugestii wyrażam gotowość współuczestniczyć w dalszej ocenie, oraz dyskusji nt.  istniejących, bądź powstających nurtów w portalu "Tezeusz".

    Z poważaniem Z.R.Kamiński

     
    Odpowiedz
  3. straus07

    Co najbardziej rozni katolikow:

    W ankiecie kliknalem "cos zupelnie innego".

    Mysle ze to co najbardziej roznicuje katolikow to 1) stosunek do nauki Jezusa Crystusa i 2) gorliwosc praktyki /przy czym za katolika PRAKTYKUJACEGO uwazam katolika, ktory stara sie jak najdokladniej wypelniac w zyciu przykazania Boze/.

     
    Odpowiedz
  4. zibik

    Dyplomacja, czy grzech zaniedbania !

    Natomiast mam nadzieję, że nie tylko, dla mnie ceną  za ewentualne zaniechanie koniecznej konfrontacji i walki z bezbożnikami, złoczyńcami – sprzymierzencami złego Ducha, jest i nadal będzie utrata wiarygodności i autorytetu. Przede wszystkim, tych pasterzy i członków wspólnoty Kościoła katolickiego, którzy w sposób świadomy i znaczący przyczyniają się, bądź w przyszłości przyczynią, do popełniania grzechu zaniedbania (zaniechania).

    Poprzedni post pisałem nie znając Pan stanowiska w sprawie : "dookreślenia kształtujacej się wciąż tożsamości Tezeusza".

    Pozdrawiam Pana serdecznie i życzę sukcesu w uzyskaniu pożądanej tożsamości "Tezeusza".

     
    Odpowiedz
  5. Malgorzata

    Coś zupełnie innego

    W przygotowanej przeze mnie do tekstu Tomasza Terlikowskiego sondzie o tym, co stanowi główną przyczynę różnic w polskim Kościele katolickim, znalazła się opcja: coś zupełnie innego. Ot, takie zwyczajowe wyjście dla niezdecydowanych czy zbyt leniwych, by sprecyzować swoje stanowisko. Ku mojemu zdziwieniu jeden z czytelników zwrócił szybko uwagę, że tym czymś innym może być stosunek do nauki Jezusa i gorliwość praktyki.

    Jeżeli chodzi o stosunek do nauki Jezusa, to w zwróceniu uwagi na tę sprawę widać myślenie protestanckie. Moim zdaniem w odniesieniu do polskiego Kościoła katolickiego jest to fałszywy trop. Jak na razie nie dorobiliśmy się jeszcze heretyków czy jakichś poważniejszych rozłamów doktrynalnych w Polsce. Nieusatysfakcjonowani tym, jak Kościół przekazuje naukę Jezusa, szukają sobie miejsca na zewnątrz i manifestują to dość jawnie.

    Inaczej sprawa wygląda z gorliwością. Trzeba podkreślić, że mapa przedstawiona przez Tomasza Terlikowskiego, a wcześniej przez Zbigniewa Nosowskiego dotyczy głównie elit czy inaczej mówiąc, ludzi ogarniających swoją przynależność do Kościoła jakąś refleksją. Warto jednak zadać sobie pytanie, jaki procent polskich katolików zastanawia się nad swoją wiarą i problemami przedstawianymi w dyskutowanych tutaj artykułach. Podobno w Internecie na portale religijne zagląda 10% użytkowników?

    Pewnie, że garstka myślących wskazuje zwykle kierunek pozostałym i decyduje o przemianach, także w Kościele. Jednak pozostali też są Kościołem, a wśród nich podział jest raczej dość prosty i właśnie na gorliwości oparty: jedni chodzą do kościoła w każdą niedzielę, drudzy rzadko i okolicznościowo (śluby, pogrzeby itp.), a jeszcze inni wcale.

    Obawiam się, że przeciętny polski katolik myśli o wolności jednostki w kontekście Kościoła, gdy proboszcz odmawia mu udzielenia jakichś sakramentów, że ów katolik traktuje Sobór Watykański II z całym jego dorobkiem jako odległą historię minionego stulecia, Kościół w świecie współczesnym dostrzega on wyłącznie jako polityczną czy ekonomiczną siłę i na pewno nie pójdzie ewangelizować ani dialogować z wątpiącymi, bo nie uznaje tych zagadnień za interesujący temat towarzyskiej rozmowy.

     
    Odpowiedz
  6. jorlanda

    Sztuczne podziały?

    Na razie czytam teksty Panów Nosowskiego, Terlikowskiego i Miszka dość pobieżnie. Ale już widzę, że podział o jakim mówicie wyżej dotyczy wąskiej grupy katolików "publicznych" – tu się przychylam do tego, co zasygnalizowała Małgorzata.

    Wydaje mi się, takie mam obserwacje, że większość katolików nie wie o co chodzi z Soborem Watykańskim II. Ośmielę się przypuścić, że to samo dotyczy wielu kaznodziejów. Niestety nie przeprowadziłam badań na ten temat, dlatego bazuję tylko na rozmowach i debatach odbytych w prywatnym gronie mniej lub bardziej gorliwych księży. Reprezentuje bardziej "doły Kościoła", mam też kontakt z młodymi i z dorosłymi ludźmi związanymi z Kościołem na różne (nie tylko sakramentalne) sposoby. Widzę, że ludziom "na dole" czyli tam gdzie zazwyczaj chadzał Jezus Pan, nie bardzo po drodze z Soborem Watykańskim II czy z oficjalną nauką Kościoła w Jego dokumentach. Bardziej liczy się dla nich to, co usłyszą na niedzielnym kazaniu, od księdza czy siostry zakonnej katechetki, od znajomych katolików, bardziej oświeconych w kwestiach etyki chrześcijańskiej. Nawet ostanio w ramach wykładów z religiologii mówiłam o dokumentach Kościoła na temat dialogu religijnego i stosunku Kościoła do innych religii i światopoglądów. Studenci zaoczni to ludzie raczej dorośli – a robili taaakie oczy słuchając, co też Ojcowie Soborowi nawypisywali w dekretach, konstytucjach i deklaracjach. Większość z nich nie miała bladego pojęcia o tym, co przecież Kościół ogłosił już dość dawno. Dodam, że wszyscy studiują teologię i przypuszczalnie są to katolicy praktykujący. Wielu z nich to aktywni uczestnicy życia parafialnego, liderzy grup i wspólnot chrześcijańskich. Jakoś mnie to już nie dziwi – ta niewiedza i brak świadomości, w jakim kierunku idzie Kościół Dialogu – po prostu staram się powtarzać do znudzenia, co też stało się podczas Vaticanum II. Ale to taka mała dygresja z lokalnego podwórka 😉

    I gdybym ja miała jakoś "podzielić" polskie katolicyzmy chyba zrobiłabym to inaczej niż zostało to uczynione przez wymienionych autorów.

    Doczytam zatem dokładnie te niezwykle interesujące teksty i popastwię się jeszcze nad nimi później 😉

    Pozdrawiam JŁ

     

     
    Odpowiedz
  7. Andrzej

    Te różnice nie są sztuczne, ale realne

     Jolu, 

    inaczej niż Ty, myślę, że te różnice w obrębie katolicyzmu polskiego istnieją i są jak najbardziej realne. To, co piszesz o niewielkiej świadomości i wiedzy wśród katolików – choćby nauczania Soboru Watykańskiego II -którzy nie artykułują publicznie swych poglądów, nie ma kluczowego znaczenia dla debaty publicznej i kierunku (ów) w jaki Kościół w Polsce i na świecie będzie podążał. Kierunek rozwoju chrześcijaństwa wyznaczają papieże, święci, mistycy, myśliciele, biskupi, pisarze, artyści, itp, czyli chrześcijanie najmocniej zaangażowani religijnie.

    Wrażliwość na to, co myślą i czują ci katolicy, którzy nie wypowiadają się publicznie jest niezwykle ważna – bo Duch święty pracuje wszędzie – ale nawet ich "niedomyślenia" artykułują właśnie ci, którzy angażują się życiem i myśleniem najmocniej. Katolicy "milczący" – poza ukrytymi świętymi i mistykami – zwykle idą osłabionym tropem tych, którzy niejako w "ich imieniu" wypowiadają to, co jest chrześcijaństwem i katolicyzmem dziś. Zawsze tak było.

    Pozdrawiam Cię serdecznie i cieszę się, że włączyłaś się do naszej rozmowy i współmyślenia.

    Andrzej

     
    Odpowiedz
  8. jorlanda

    Andrzeju,

    zdążyłam przeczytać już Twój tekst, jeszcze trawię artykuł Pana Nosowskiego – od którego w sumie to się wszystko zaczęło 😉

    I pozwolę sobie jednak zachwiać Twoją pewnością, że w dzisiejszych czasach  rzesze niemyślących (niepublicznych, przeciętnych, letnich, itp.) katolików idą za garstką wybitnych katolików. To jest ideał, tak było w czasach pierwotnego chrześcijaństwa. Ale potem jak historia Kościoła pokazuje, za garstką wybitnych świętych, mistyków, i tych których wymieniłeś wyżej idzie też garstka zwolenników. I tak tworzyła się różnorodność Kościoła, szkoły duchowe, drogi indywidualnych rozwojów konkretnych jednostek. Tak bardzo ogólnie piszę, to oczywiście wymaga rozwinięcia i zrobię to za jakiś czas w jakiejś dłuższej wypowiedzi.

    Wydaje mi się, że obecnie wewnątrz Kościoła najwięcej linii "podziałów" przebiega na płaszczyźnie etyki chrześcijańskiej. Ta "nieświadomość i niewiedza" zankomitej części katolików, o której piszesz, że nie ma kluczowego znaczenia w debacie publicznej właśnie doprowadziła do tego, o czym ta debata traktuje.

    Zgadzam się z Tobą (tutaj nawiązuję do Twojego tekstu polemizującego z Tomaszem Terlikowskim), że dziś liczy się śwadectwo, dialog i radykalizm ewangeliczny. Jestem zwolennikiem takiej właśnie drogi zmian w Kościele. Od dołu. Ale też cenne wg mnie są uwagi np. Terlikowskiego (i nie tylko on tak pisze o Kościele), że dziś trzeba walczyć o chrześcijaństwo. Również drogą polityczną, sądową, prawną. Nie wierzę w powrót Christianitas, jakoś szczególnie mnie to nawet nie pociąga. Ale dialog musi iść w parze ze stanowczością. Gdybym ja miała siebie określić wg ankiety, jaką podłączyliście do tekstu Zbigniewa Nosowskiego to miałabym duży problem. W ogóle nie znajduję siebie w takich "podziałach". Podziwiam takich wojowników jak Terlikowski i kibicuję im gorąco, nawet stanę w szeregu z nimi na swoim polu walki. Ale też będę do upadłego dialogować z przeciwnikiem zanim mu porządnie przyłożę. Oczywiście naokaut odbędzie się za pomocą tomu Ewangelii 😉 A przy okazji pójdę do kościoła na mszę, pomodlę się za wroga i może Duch Święty go nawróci. Wiec jak byś mnie określił? Kiedy ktoś mnie pyta jakim jestem katolikiem, to zawsze mówię, że praktykującym i wierzącym w Boga 😉

    Jednym z warunków dobrego i prawidłowego dialogu międzyreligijnego np. jest określenie własnej tożsamości. Wg mnie to samo dotyczy dialogu "opcji katolickich". Myślę, że Kościół nie jest podzielony, a raczej rozdyskutowany. Przypomina mi moją własną rodzinę, która podczas imprez okolicznościowych rozwija cały wachlarz poglądów na temat rodziny, definicji małżeństwa, teorii wychowania i pracy. Niby razem nam się dobrze żyje, ale każdy z nas ma jednak trochę inny pogląd na wychowanie dzieci, na to jak  jest rola kobiety i mężczyzny w związku, jak traktować konkubinaty, co myślimy o zdradach małżeńskich itp. itd. Oczywiście to uproszczona matefora, ale chcę Ci pokazać o co mi mniej więcej chodzi.

    Jeszcze pomyślę o tym, co piszecie. I wróce tu z jakimiś konkretnymi wnioskami. NA razie sygnalizuję gotowość do podyskutowania 🙂

    Pozdrawiam JŁ

     
    Odpowiedz
  9. Andrzej

    Kilka dopowiedzeń i korekt

     Jolu, 

    piszesz: 

    "I pozwolę sobie jednak zachwiać Twoją pewnością, że w dzisiejszych czasach  rzesze niemyślących (niepublicznych, przeciętnych, letnich, itp.) katolików idą za garstką wybitnych katolików. To jest ideał, tak było w czasach pierwotnego chrześcijaństwa. Ale potem jak historia Kościoła pokazuje, za garstką wybitnych świętych, mistyków, i tych których wymieniłeś wyżej idzie też garstka zwolenników." 

    Ja nie twierdzę, że rzesze "milczących" katolików idą czy pójdą za garstką zaangażowanych katolików. Tylko, że – i tu jest ta drobna, ale kluczowa korekta – podejmują słabszy trop ich wyborów i samookreśleń. I w tym sensie, ta swoista "magma" poglądów niewyartukułowanych nie ma większego znaczenia dla myśli teologicznej i debaty o Kościele, choć może mieć znaczenie dla podejmowanych działań duszpasterskich czy ewangelizacyjnych.

    I dalej piszesz:

    "Wydaje mi się, że obecnie wewnątrz Kościoła najwięcej linii "podziałów" przebiega na płaszczyźnie etyki chrześcijańskiej. Ta "nieświadomość i niewiedza" zankomitej części katolików, o której piszesz, że nie ma kluczowego znaczenia w debacie publicznej właśnie doprowadziła do tego, o czym ta debata traktuje."

    Myślę, że etyka chrześcijańska jest ważnym – być może najczęściej omawianym i medialnie nośnym – ale nie jedynym źródłem różnic w Kościele katolickim. Nosowski, i nieco  inaczej – ale w zasadzie podobnie – dużo szerzej pokazują źródła tych różnic odnosząc się do całości nauczania Kościoła, a zwłaszcza do Soboru Watykańskiego II.

    Natomiast, źródła debaty w "Więzi" zakładają jednak wiedzę jej uczestników o nauczaniu Soboru Watykańskiego II – ponieważ właśnie różnice, zwłaszcza między "katolikami misji (walczącymi)" a "katolikami dialogu" wynikają z odmiennego podejścia do tego, czym ten sobór był i co wniósł. Jedynie więc o tzw. katolikach tradycjonalistach czy fundamentalistach można powiedzieć, że ich opcja wynika z braku recepcji nauczania soborowego, a na głębszym poziomie raczej z jego mniej lub bardziej świadomego odrzucenia lub nieprzyjęcia.

    A jak słusznie zauważył chyba ks. Boniecki, całość tej debaty i rozróżnień zaproponowanych przez Z. Nosowskiego odnosi się jedynie do tzw. katolików z wyboru, czyli tych, którzy mniej lub bardziej świadomie, ale realnie wybierają swoją postawę. W tym zbiorze nie ma raczej katolików biernych i nieświadomych: oni są po prostu poza debatą, zarówno jako jej podmiot jak przedmiot. Wynika to po prostu z istoty bierności i nieświadomości: ona nic lub niewiele komunikuje, poza brakiem zainteresowania i zaangażowania.

    Odnośnie tego, że można postrzegać się jakby poza tymi rozróżnieniami: tak, ponieważ z natury rzeczy są one nieostre. Natomiast, zawsze można zauważyć, że u konkretnych osób i grup istnieje stała preferencja pewnej postawy katolickiej: czyli np. jedni wolą – i uważają to za sensowniejsze – bardziej walczyć niż dialogować, i odwrotnie. Z całą świadomością tych nieostrych dystynkcji i złożoności konkretnych sytuacji ewangelizacyjnych i duszpasterskich, jestem przekonany, że pewne postawy mogą lepiej służyć dawaniu świadectwa Ewangelii, a inne słabiej, albo wręcz przynosić skutek odwrotny. Czyli, np. jeśli ktoś mocno dąży do jakiejś formy restytucji Christianitas w Europie, to może za bardzo upolitycznić chrześcijaństwo z poważną szkodą dla ewangelizacji i budowania Królestwa Bożego w świecie. I wówczas, choćby były dobre intencje, można mówić o poważnym, a nawet szkodliwym błędzie. I o tym też piszę dość jasno w polemice z Tomaszem.

    Czyli hipotetycznie, gdyby w przeszłości istniał w Kościele wyraźny nurt sprzeciwu wobec krucjat i inkwizycji, który skutecznie przeciwstawiłby się tym praktykom i stojącym za nim ideologiom, to sprawa Ewangelii w Europie miałaby się dużo lepiej, a tak powstało wiele szkód, zgorszenia i grzechów Kościoła, które szkodzą misji ewangelizacyjnej Kościoła do dziś. Szkód z przeszłości nie można już naprawić, można jedynie za nie przepraszać i prosić o wybaczenie. Natomiast, od nas zależy, jaką wybierzemy drogę dziś i w przyszłości, tak by nie popełniać analogicznych błędów, za które nasze wnuki będą się wstydzić. 

    Pozdrawiam Cię serdecznie

    Andrzej

     

     

     

     
    Odpowiedz
  10. jorlanda

    Dopowiedzenie

    Teraz, kiedy dokładniej przeczytałam tekst red. Nosowskiego widzę, że nie ma co się czepiać typów jakie wyodrębnił z morza rodzajów katolickich poglądów, bo od razu przytomnie 😉 zastrzegł, że to szkice, że konstruuje typy idealne wg metody Maxa Webera i w dodatku jest to typologia bardzo subiektywna. Sama to robię nieustannie, więc rozumiem intencję autora.

    Lubię takie idealizowanie i analizy teoretyczne, bo faktycznie pozwalają zastanowić się nad kierunkami na przyszłość. Musi być jakiś model oceny rzeczywistości istniejącej, żeby można było zauważyć w tym luki i określić sposoby wyjścia z sytuacji. I chyba powinnam teraz skorygować to, co wcześniej napisałam o nieostrości podziałów i niemożności umieszczenia w takiej typologii wszystkich katolików polskich.

    Zgadzam się, że "obojętna magma katolików" nie może mieć wpływu na kształt zmian w Kościele. Może w nim biernie uczestniczyć tak jak woda w morzu poddaje się prądom i wiatrom, nie walcząc z nimi, ani nie zmieniając swej struktury. O ile można takiego porównania użyć do grupy ludzi rzecz jasna. Zastanawia mnie jednak, jak garstka ludzi myślących, zaangażowanych, którym zależy na kształtowaniu oblicza chrześcijaństwa zgodnie z nauką Jezusa, którym zależy na podtrzymywaniu istnienia chrześcijaństwa w ogóle – jak może sobie poradzić z tym koszmarnym bezładem jaki panuje w obecnym świecie idei. W komentarzach do "Polskich katolicyzmów" widać jak różny jest odbiór tego tekstu i jak wiele nowych pytań powstaje, kiedy ktoś próbuje sklasyfikować sytuację katolickiego Kościoła w Polsce.

    Kiedy przyglądam się chrześcijaństwu na ulicach, w kościołach, w prasie, w telewizji to mam wrażenie, że chyba nie jest konieczne ustalanie wspólnego mianownika dla różnic w odcieniach barw tych samych w sumie poglądów. W zasadzie to nawet podoba mi się, że w Kościele są zwolennicy walki, dialogu, ludzie budujący twierdzę, i ci, którzy są biernymi czy też wiernymi 😉 konsumentami ewangelicznej treści. Myślę, że różnorodność postaw w kręgu idei chrześcijańskiej sprawia, że Kościół może się rozwijać. Wiem, że uogólniam i zaraz ktoś uważny się zapyta: no dobra, ale co w tym dobrego, że nie ma jedności w Kościele? Dobre jest to, że brak jedności powoduje nieustaną moblizację do działania.

    Wyobraźmy sobie idealny Kościół katolicki, w którym nie ma nic do naprawienia. Wszystko gra, nic nie psuje się, wszyscy się ze wszystkim zgadzają, nikt nie szuka dziury w nauce Jezusa, w nauce papieża, w nauce soborów… Kościól staje się ostoją i potęgą we współczesnym chosie niemoralności. Marzenie, ideał. Nuda, brak rozwoju powiedzą jedni, bezpieczeństwo i stabilizacja powiedzą drudzy. Świat byłby idealny, gdyby wszyscy byli chrześcijanami, prawda? Sprawiedliwość, miłość, braterstwo i wszystkie ideały ewangeliczne zrealizowane – czy nie tak będzie właśnie na końcu świata? Tzn. zaraz po nim (takie lekkie sprostowanko).

    Myślę, że (jeśli chodzi o mnie) osiągnęliśmy granicę dyskusji na temat tekstu red. Nosowskiego i komentarzy do tej refleksji. Teraz chciałabym zapytać, jak Tezeusz się odnajdzie na takim szkicu mapy polskiego katolicyzmu? Bo najlepiej mówić o konkretnych własnych postawach, skoro mamy już mniej więcej wyznaczony idealny model. Czy Tezeusz będzie zwolennikiem dialogu czy walki czy może świadectwa? Wątki dotyczące takich pytań rwą się w wielu komentarzach pod różnymi tekstami na tym portalu. Wg mnie Tezeusz jest typem pośrednim między katolicyzmem dialogu i walki. Tak właśnie wygląda świadectwo tezeuszowych poglądów. Ale to tylko moja skromna obserwacja. Pytanie kolejne – czy Tezeusz może coś zmienić w polskim Kościele, czy ma jakąkolwiek szansę być w tej garstce liderów wyznaczających kierunki w polskim Kościele? Czy ma w ogóle takie ambicje i czy powienien mieć? Tyle jest chrześcijańskich portali, więc czym Tezeusz tak bardzo się różni od nich, żeby zostać zaliczonym w poczet liderów zmian lub sam siebie do tego pocztu zaliczyć? Czy warto rzucać się z motyką na nieogarniony ugór nowoczesnych idei i zmieniać co się da, czy może lepiej zająć się mniejszym obszarem i tam wykonać rzetelną solidną robotę np. skupić się na dialogu z wątpiącymi i letnimi, skłonić ich do większego zaangażowania i do odwagi wypłynięcia na głębię, albo podkreślić, że Tezeusz ma na celu tylko i wyłącznie świadczyć o tym, co przeżywają jego współtwórcy i współautorzy – i dotykać przeróżnych tematów ale w sposób jednoznaczny (np. tylko walczący lub tylko dialogiczny)?

    Takich pytań mam więcej. Ale na dziś chyba i tak wystarczy.

    Pozdrawiam JŁ

     

     
    Odpowiedz
  11. Andrzej

    Dokąd prowadzi nas Duch święty?

    Jolu, 

    Dziękuję za świetny komentarza. Tutaj odniosę się do Twoich pytań z ostatniej części wypowiedzi.

    Na pytanie, gdzie na mapie polskich katolicyzmów, odnajduję się Tezeusz odpowiedziałem częściowo w tekście "Katolicyzm misji i dialogu w służbie Królestwa" – oczywiście, jest to jedynie mój głos, a Tezeusz to przecież dużo szersze spektrum poglądów. Osobiście widzę Tezeusza jako cząstkę tego wielkiego ruchu jakim jest „nowa ewangelizacja” w Polsce i w świecie, czyli z jednej strony pogłębianie i umacnianie wiary u katolików i chrześcijan, zwłaszcza tych, którzy przeżywają różnorakie kryzysy w swym zaangażowaniu religijnym, z drugiej zaś strony głoszenie Ewangelii tym, którzy jej nie znają lub/i nie chcą przyjąć do swojego życia z różnych powodów. Ważny wydaje mi się wymiar nie tylko pogłębiania wiary, ale – w jej konsekwencji – poszerzenia jej implikacji w życiu chrześcijan i katolików, zwłaszcza o wymiar społeczny, zawodowy, ekologiczny, czyli publiczny.

    Czyli zależy mi na tym, żebyśmy jako chrześcijanie budowali i Kościół, ale też widzialną przestrzeń królestwa Bożego na ziemi, jako pewną wyraźną kontrkulturową propozycję życia wiarą, która nie lęka się współczesnych wyzwań. Kluczowa w tej dziedzinie wydaje mi się „chrystianizacja pracy”, czyli ewangeliczna i praktyczna odpowiedź, jak z tego, co uwikłane w konieczności – a nieraz brutalne bożyszcza zysku – uczynić coś, co nas nie niewoli, ale wyzwala, a przez to staje się realnym przekształcaniem świata, by był sprawiedliwszy, przynajmniej w takim wymiarze, jakim jest to możliwe. Podobnie ważna jest „chrystianizacja kultury”, czyli tworzenie chrześcijańskiej alternatywy dla zasadniczo a-teistycznej kultury masowej i przenikania jej orędziem Ewangelii. Tych obszarów jest znacznie więcej: wychowanie, edukacja, ekologia, zaangażowanie społeczne non-profit, media (zwłaszcza Internet), działania przeciw marginalizacji, promocja kobiet, itp. Sygnalizuję jedynie te, które wydaja mi się szczególnie ważne.

    Tezeusz od początku był mocno zorientowany na misję ewangelizacyjną wśród ludzi na „obrzeżach Kościoła”, krytycznych wobec niego, agnostyków, niewierzących, poszukujących oraz ekumeniczna misję jedności z naszymi braćmi odłączonymi. Ewangelizacja poprzez otwarte głoszenie Chrystusa i Ewangelii i zapraszanie do nawrócenia i przyjęcia Jezusa jest chyba dla nas najważniejsza. Towarzyszy jej dialog, czyli rozmowa z osobami i grupami oddalonymi od katolicyzmu czy chrześcijaństwa. W tym sensie jesteśmy jednocześnie misyjno-ewangelizacyjni („walczący”) i dilogiczno-ekumeniczni jednocześnie. A świadectwo życia, czy to przez Internet, czy w realu jest dla nas fundamentem owocności każdej innej aktywności misyjnej. Na pewno zależy nam też bardzo na pokazywaniu „innej twarzy” Kościoła katolickiego w Polsce: mniej klerykalnej, bardziej pokornej, samokrytycznej, dialogicznej, otwartej na eksperymenty i poszukiwania. Chcemy, by Kościół w Polsce i na świecie zmieniał się i stawał się bardziej Jezusowy, ale raczej nie będziemy tworzyć jakiś wielkich programów i działań reformatorskich, ponieważ, byłoby to zbyt absorbujące i – jak mi się wydaje – mało efektywne. Natomiast będziemy starali się wzmacniać te tendencje w Kościele, które wydają się nam lepiej służyć jego misji i dialogowi z innymi.

    Czy chcemy i możemy wejść do „pierwszej ligi” środowisk katolickich w Polsce, które – zwłaszcza opiniotwórczo – mają wpływ na określanie kierunków myślenia katolików i szerszych kręgów społecznych oraz życie Kościoła? Odpowiem skromnie i realistycznie: chcemy dać z siebie, to co najlepsze, a już samemu Bogu i rzeczywistości zostawiamy, jakie nam miejsce przypadnie. Na razie mamy skromny potencjał – choć jesteśmy coraz szerzej postrzegani jako twórcza i wartościowa przestrzeń polskiego katolicyzmu w Sieci – i trudno ocenić na ile on wzrośnie. A opiniotwórczo funkcjonujemy na razie na obrzeżach mainstreamu najbardziej znanych i z długą tradycją środowisk katolickich, choćby bliskich nam ideowo, takich jak TP, Więż, Znak, itp.

    Natomiast udaje nam się już od czasu do czasu przebijać do głównego nurtu: tak było choćby z dyskusją o lustracji w Kościele, czy teraz zauważalny jest nasz głos o polskim katolicyzmie, i dostaliśmy już zaproszenie do publikacji naszych głosów poza Tezeuszem. Podobnie będzie też pewnie w dyskusji o religijnym Internecie, bo mamy tu spore doświadczenie i nasz głos dla wielu jest w tej dziedzinie ważny. Osobiście, chciałbym, żebyśmy coraz częściej i owocniej uczestniczyli w różnych debatach i inicjatywach szerszych Kościoła, również o charakterze opiniotwórczym. I myślę, że jest to realne. Liczymy też bardzo na takie osoby, jak Ty, zaangażowane już w Tezeusza,  które mają odpowiednie wykształcenie i kompetencje, by mówić o ważnych sprawach wiary, religii, Kościoła.

    Na pewno naszym dużym atutem jest stworzenie interaktywnej przestrzeni w polskojęzycznej Sieci, która jest atrakcyjna nie tylko dla katolików, ale też dla chrześcijan innych denominacji, agnostyków, niewierzących, buddystów, poszukujących, itd. A nasze coraz większe zbiory tekstów, grafik, zdjęć, itp. zachęcają do korzystania ze strony nie tylko przez katolików, ale też przez ludzi, którzy po prostu szukają dobrej humanistyki czy duchowości, a jednocześnie mają okazję spotkać się ze świadectwem katolickiej i chrześcijańskiej wiary i życia w sposób „nieinwazyjny”. I rozwijanie tej przestrzeni pozostanie naszym priorytetem i atutem. To już jest wyraźna specyfika w polskiej Sieci doceniana przez wielu.  

    Jesteśmy też wciąż rzadko spotykanym w Sieci – i szerzej w polskim Kościele – niezależnym głosem świeckich katolików, którzy z otwartością, odwagą, zaangażowaniem i przenikliwością potrafią mówić i dyskutować o ważnych dla chrześcijaństwa i Kościoła sprawach. I tu ciekawostka: czytają nas nie tylko świeccy, ale coraz liczniej księża, klerycy i siostry zakonne – dla wielu z nich jesteśmy rodzajem sieciowej „bibuły” poza cenzurą, dzięki której dowiadują się, co naprawdę myśli wielu polskich katolików,  a często tez oni sami, tylko nie mają odwagi tego wypowiedzieć głośno i publicznie. To ważne zjawisko: bo może służyć przemianie mentalności sfer klerykalnych w polskim Kościele. Na pewno naszą słabością jest stosunkowo wąski repertuar spraw, które na wysokim poziomie,  możemy w Tezeuszu poruszać: wynika to z ograniczeń osobowych i finansowych portalu i Fundacji.

    Na pewno też z czasem świadomie skupimy się na tych obszarach ewangelizacji i dialogu, w których nasza efektywność będzie największa. I ten obszar głosu świeckich, którzy chcą pogłębić swoją wiarą oraz ewangelizacji i dialogu z „obrzeżami” Kościoła chyba pozostanie naszą specyfiką.

    Zdaję sobie sprawę, że nie udało mi się odpowiedzieć, na wszystkie Twoje pytania, i wiele sprawa można i trzeba doprecyzować i rozwinąć. O tym, jaki będzie Tezeusz, w jakim kierunku będzie szedł, co proponował innym, zależy od nas wszystkich, już zaangażowanych, i tych, którzy zechcą z nami wspólnie coś robić. W tym sensie też każda Twoja wypowiedź i inicjatywa ma swój udział w tworzeniu specyficznej tożsamości Tezeusza.

    Widzę to jako pewną dynamiczną i rozwojową całość, otwartą na Ducha Świętego, który w różny sposób podpowiada nam, co i jak możemy i powinniśmy robić dla dobra innych, jako chrześcijanie i katolicy. Wierzę, że Bóg ma jakiś swój plan wobec nas i pomaga nam go odczytywać i w sposób wolny i wielkoduszny ten plan współtworzyć. Jestem też przekonany, że ze wszystkimi naszymi słabościami i ograniczeniami, jesteśmy potrzebni Kościołowi w Polsce i czynimy coś, co jest jednocześnie trudne, piękne i unikalne. Jeśli nie jest to jedynie moje przekonanie, ale coś rzeczywiście obiektywnego i chcianego przez Boga, to staniemy się trwałą i rozwojową cząstką tego wielkiego ruchu nowej ewangelizacji w Kościele.  

     
    Odpowiedz
  12. Malgorzata

    Dopowiedzenie w sprawie Tezeusza

     Jolu!

    Dołączając sie do wypowiedzi Andrzeja, chciałabym ze swej strony spróbować odpowiedzieć na Twoje pytania o przyszłość Tezeusza. Pewnie zresztą powtórzę kilka Andrzejowych myśli, pod którymi mogłabym się w pełni podpisać.

    Mnie jest najbliższy katolicyzm dialogu i wierzę, że to on będzie w Tezeuszu dominował. Wiem jednak z życiowego doświadczenia, że świadectwo jest po prostu warunkiem dialogu. Jeżeli nie będziemy się starali żyć w zgodzie z Ewangelią, jeżeli "odpuścimy sobie" w jakimś obszarze moralności, to będziemy pisali teksty najwyżej poprawne, ale niewiarygodne. To jest bardzo trudne wyzwanie. 

    Nie znaczy to lekceważenia dla poprawności tekstów i innych przedstawianych w Tezeuszu materiałów. Drugą sprawą, jaką chciałabym podkreślić, jest profesjonalizm. W miarę naszych możliwości i umiejętności staramy się dbać o jak najwyższą formalną jakość portalu. Dzięki temu możemy być konkurencyjni wobec mediów funkcjonujących obecnie w głównym nurcie, istniejących dłużej, mających większe zasoby finansowe, a co za tym idzie, możliwości promocyjne. Dobra jakość materiałów to także większe prawdopodobieństwo dotarcia do bardziej wymagającego czytelnika, który często dość kapryśnie dokonuje wyboru spośród licznych internetowych ofert. Musimy podpatrywać różne medialne nowinki, uczyć się nowych technik, być na bieżąco z językiem współczesnych mediów. A jeśli ktoś potem powie: "No, no, katolicy, a nie zatrzymali się na poziomie ciemnogrodu", to będzie nasze zwycięstwo.

    Pytasz, czy Tezeusz może coś zmienić w polskim Kościele. Gdybyśmy nie wierzyli, że może, to przynajmniej moje i Andrzeja zaangażowanie, obejmujące obecnie dużą część naszego życia, straciłoby jakikolwiek sens. Tezeusz jest dokładnie po to, żeby polski Kościół stał się mądrzejszy, uczciwszy, przyjaźniejszy dla ludzi, zwłaszcza świeckich, aby lepiej odnajdywał się we współczesnym świecie. Pytasz, czy Tezeusz powinien mieć takie ambicje. Tak, chcemy służyć dobru Kościoła na miarę naszych kompetencji. W gronie twórców Tezeusza są osoby bardzo dobrze wykształcone i utalentowane (mam na myśli również Ciebie!), więc nie należy tego światła chować pod korcem.

    To prawda, że jest sporo katolickich portali. Odpowiadając na Twoje pytanie o specyfikę Tezeusza, pozwolę sobie sięgnąć do osobistych wspomnień. Zanim zaczęłam pracować w Tezeuszu, zajmowałam się tłumaczeniami. Były to głównie teksty związane z religią, więc szukając obcych słów w kontekście, trafiałam poprzez wyszukiwarkę na różne strony katolickie. Szybko zauważyłam u siebie taką tendencję, że gdy chcę podjąć osobistą refleksję na jakiś religijny czy duchowościowy temat, szukam materiałów raczej na stronach francuskich, angielskich czy niemieckich, niż na polskich. Nawet żartowałam, że rozumiem katolicyzm po francusku, a po polsku – w ogóle. I wtedy właśnie znalazłam sobie w Sieci Tezeusza – portal dostarczający tekstów na odpowiednim intelektualnym poziomie, nie bojący się trudnych pytań, mocno trzymający się rzeczywistości, mówiący żywym językiem, a nie teologicznym slangiem itp.

    Chyba nie tylko ja to dostrzegłam, bo obecnie Tezeusz jest od dłuższego czasu na drugim miejscu wśród polskich portali katolickich w katalogu Google,  po Opoce, a przed Wiara.pl i Magazynem KAI.

    Z tą motyką to trochę przesada. Owszem, obszar nowoczesnych idei jest olbrzymi i pełen zasadzek, ale mamy jednak pewne przygotowanie choćby dzięki studiom na dobrych uczelniach, nie wspominając już o doktoratach. zdobywanych lub zdobytych przez niektórych piszących w Tezeuszu. 

    Podobnie jak Ty jestem miłośniczką małych dobrze zagospodarowanych poletek i mam nawet parę swoich pomysłów dla Tezeusza. Ale przekonuję się coraz bardziej, że nic tak dobrze nie służy solidnemu i rzetelnemu wykonywaniu roboty na małym poletku jak szersza perspektywa, zobaczenie tego swojego poletka właśnie z perspektywy kulturowych przemian. I tego w Tezeuszu nie wolno nam zaniedbywać.

    Daleka jest mi natomiast wizja Tezeusza wyłącznie jako przeżyć współautorów i współtwórców. Mam nadzieję, że Tezeusz będzie raczej polem ideowych zmagań, niż pełnym ciepełka towarzystwem wzajemnej adoracji. Mam też nadzieję, że nie obierze jedynej słusznej i obowiązującej wszystkich ścisłej linii postępowania.

    Pozdrawiam Cię serdecznie

    M. F.

     
    Odpowiedz
  13. jorlanda

    Widzę, że dokładnie

    Widzę, że dokładnie wiecie, czego chcecie. Cóż mogę dodać? Może tylko to że nie cierpię towarzystw wzajemnej adoracji i jednej słusznej interpretacji rzeczywistości 😉

    Mam nadzieję, że mój skromny wkład w Waszą działalność przyniesie dobry owoc i pomoże "Tezeuszowi" wypełnić to, o czym piszecie.

    Pozdrawiam i zmykam do innych wątków 😉 JŁ

     
    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code