Barbara Kapturkiewicz, We wspólnym Kościele

Tolerancja w polskim Kościele katolickim… Paląca sprawa!

Mamy Radio Maryja (z TV Trwam, wyższą uczelnią i całą infrastrukturą) oraz Tygodnik Powszechny (a z nim Znak, Więź, no i Tezeusza!).

Mamy ludzi o poglądach konserwatywnych, jak i liberalnych, we wszelkich ich odcieniach. Zróżnicowanie to dotyczy zarówno duchownych na różnych szczeblach hierarchii, jak i ludzi świeckich.

Nie da się ukryć, że z obu stron słychać nieraz zjadliwe opinie na temat opcji przeciwnej. Ze strony konserwatywnej często padają określenia “katolik, ale…”, ze strony liberalnej słynne “mohery”.

W poważniejszym tonie – wy nie jesteście w ogóle katolikami ani Polakami… Z drugiej strony – jesteście mafią KGB…

Ta wojna toczy się w Kościele oraz w domach. Wśród znajomych można wiele usłyszeć na temat skłóconych rodzin, gdyż ktoś jest gorącym zwolennikiem Radia Maryja, zaś pozostali nie dają się przekonać. Dochodzi do zerwania kontaktów, zaprzestania wspólnego spędzania świąt, gorzkich awantur… Najbliżsi sobie ludzie przestają liczyć na wzajemne wsparcie, pojawia się atmosfera wrogości i opuszczenia.

Tak wiele zła dzieje się na naszych oczach.

Należę zdecydowanie do katolików liberalnych. Moją nieprzekraczalną granicą moralną jest obrona ludzkiego życia oraz wierność i odpowiedzialność. Stąd jestem przeciwko aborcji i eutanazji. Nie popieram współżycia seksualnego poza małżeństwem lub trwałym związkiem (w przypadkuludzi homoseksualnych). Uważam, że taka postawa jest również cenna i uzasadniona psychologicznie dla ludzi niewierzących.

Wiele innych tematów to dla mnie sprawy otwarte, a niektóre nawet pilnie wymagające zmiany.

Uważam, że Kościół powinien dopuścić formy antykoncepcji nieporonnej, zaakceptować związki jednopłciowe i osób transpłciowych, zmodyfikować edukację odnośnie tzw. masturbacji – uczyć o konieczności treningu osobistego, rezygnacji z pornografii, która żeruje na ludzkich nieszczęściach, ale jednocześnie nie wymagać spowiadania się z zachowań autoerotycznych, gdyż prowadzi to do zaburzeń osobowości, lęków i sprzyja skłonności do patologicznego posłuszeństwa.

Dalej – uważam, że ani celibat (chociaż niezwykle cenny dla wielu), jak również płeć- nie powinny ograniczać dopuszczania do stanu kapłańskiego, jeśli ktoś czuje powołanie i z pozostałych względów jest odpowiednim kandydatem.

   Ankieta_ID=201889#

Od wczesnej młodości czytam Tygodnik Powszechny. Zawsze był ceniony w mojej rodzinie. Dodatkowo, moja Przyjaciółka (starsza o dwa pokolenia) uczyła mnie myśleć o Bogu, wierze i ludzkich sprawach właśnie poprzez lekturę TP. Pamiętam czasy, gdy w gronie przyjaciół spędzaliśmy noce na ważnych dyskusjach. Punktem wyjścia bywały teksty Tadeusza Żychiewicza, Jerzego Turowicza, Józefy Hennelowej i innych wspaniałych redaktorów.

Opowiem teraz, jak rozumiem tolerancję wewnątrz Kościoła. Będzie to rodzaj osobistego świadectwa, opartego na trzech przykładach z życia.

Motto:…”Cóż by to byli za bracia, którzy by się zaledwie tolerowali”… Jan Paweł II

1. W latach 90-tych rozpoczęło swoją działalność Radio Maryja. Odnaleźli się w nim liczni ludzie. Wśród nich moja starsza Przyjaciółka, dotąd wierna czytelniczka TP. Zaczęłam słyszeć od niej, że ksiądz Józef Tischner czy Jerzy Turowicz to osoby beznadziejne i szkodliwe. Że Józefie Hennelowej wszystko się pomieszało. Że Czesław Miłosz, Tadeusz Mazowiecki, Lech Wałęsa, Bronisław Geremek i wielu innych – to masoneria i zdrajcy narodu polskiego…

Ciężko było tego słuchać. Włączałam RM aby zrozumieć, co się dzieje. Zrozumiałam, jak wielu innych. Wykorzystano pewne przedwojenne matryce , które starszym ludziom kojarzyły się jednoznacznie z byciem Polakiem-katolikiem (słowa obowiązkowo nierozłączne). Stworzono także pojęcie wroga – wepchnięto w nie licznych wspaniałych Polaków. Bardzo smutne zjawiska…

W jakimś momencie wniosek był jasny- jesteśmy praktycznie bez szans na przekonanie się co do naszych poglądów. Perspektywa kompromisu niezwykle trudna. Cóż było robić.

Zwykle po zakończeniu tematów drażliwych przechodziłyśmy do neutralnych. Przy pożegnaniu wyrażałyśmy uczucia naszej bliskości, mimo wszystko. Starałam się dalej analizować mechanizmy, które doprowadziły do obecnej sytuacji – atmosfera przedwojennego patriotyzmu, towarzystwo „Sokół”, Sodalicja Mariańska, środowiska endeckie… Wydawało mi się jasne, że uderzenie w te struny było mocniejsze, niż cała zbudowana w późniejszych czasach świadomość.

Ona też próbowała mnie jakoś rozumieć – no cóż, dziecko tych nowych, okropnych czasów… Nie jest wszystkiemu winna żyjąc w dzisiejszym świecie…

Przyjaźń przetrwała i żyje nadal.

2. Podobnie było w mojej rodzinie. Pomimo odmiennych poglądów (ktoś głęboko oddany radiu Maryja, ktoś inny przekonany że jest to agentura KGB) – dało się razem mieszkać, jechać na wspólne wakacje i szczerze składać sobie życzenia świąteczne.

Czasami przydatna była drobna moderacja spotkań towarzyskich i rodzinnych, czasem uspokojenie "na boku" wzburzonej osoby. Jednak miłość i zwykła życzliwość były wyraźnie silniejsze niż różnice poglądów.

Te dobre uczucia przetrwały kryzysy, umocniły się w czasach próby (choroba, śmierć). Wspierając się wzajemnie pozostajemy w duchowej bliskości z Tymi, którzy odeszli.

Dziękujemy Jezusowi za te dary, udzielone nam i wielu innym rodzinom. Dary zrozumienia, że ludzie wędrują do kochającego Boga bardzo różnymi drogami. Prosimy o nie dla wszystkich, którzy ich potrzebują.

3. W lipcu 2010 brałam udział w Gay Pride w Warszawie. Niosłam transparent mówiący, że wśród Polaków-katolików też są osoby LGBT.

Gdy uczestnicy gromadzili się na placu, stałam rozmawiając z parą amerykańskich gejów. Byli to ci sami panowie, którzy kiedyś przyjechali do Polski w proteście na straszenie naszego społeczeństwa ich zdjęciem ślubnym przez śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Teraz przyjechali na Gay Pride, a także pomodlić się na Wawelu przy grobie śp. Marii i Lecha Kaczyńskich, oraz oddać hołd ofiarom katastrofy smoleńskiej.

Przed nami chodziła starsza pani z dużym krzyżem w ręku. Żegnała nas nim i odmawiała modlitwy, co dawało atmosferę egzorcyzmów. Przyjrzałam się jej twarzy- była pełna dobra i spokoju. Poczułam do tej kobiety dużą sympatię. Pomyślałam- no cóż, rozumiemy sprawy zupełnie inaczej, ale już wiem, że jesteś naszą siostrą dobrej woli…

Na koniec tekst, który napisałam kiedyś dla moje Przyjaciółki, nawróconej z TP na RM:

 

Spotkały się nasze drogi w rwącym biegu minut
w jedną szerszą się splatają, falują radością
przydrożne trawy i maliny rosną im szumiąc
lśni w słońcu pierścionek zgubiony-odnaleziony
wspólnie milczy tęsknota za Celem u kresu
czasami ścieżki rozumu biegną osobno
ale ptaki widzą
jak rzeki serca nadal płyną razem
na zawsze –
ku Wodospadowi Wielkiej Ciszy

 

Zaznaczony fragment dedykuję wszystkim Siostrom i Braciom o odmiennych od moich poglądach – w Jezusowym i naszym wspólnym Kościele.

 

Zobacz też teksty pozostałych autorów:

Grzegorz Górny, Nietolerancyjna tolerancja

Paweł Kozacki OP, Przegrana i dług

Zbigniew Nosowski, Symfonia czy kakofonia?

 

ACM (Associated Christian Ministries), Jak radzić sobie z konfliktem w Kościele?


POL_TOLERANCJA_debata11.jpg

 

Komentarz

  1. Malgorzata

    Różne drogi duchowości i…

    Z jednej strony miło czytać taki tekst, w którym można odnaleźć poszanowanie cudzej odmienności i wiarę, że miłość czy przyjaźń zwycięża mimo wszystko. Bardzo bliskie jest mi takie podejście. Sama często bronię zresztą Radia Maryja jako medium, które zaspokaja potrzeby ogromnej grupy polskich katolików. Myślę tu zwłaszcza o tych gorzej wykształconych, z małych miejscowości, chorych i niewychodzących z domu. Cóż, szkoda, że nie ma czegoś innego, ale takie są fakty…

    Z drugiej strony jednak chciałabym podkreślić, że dyżurna w środowiskach inteligenckich, a chyba nie tak bolesna dla innych środowisk opozycja Radia Maryja i Tygodnika Powszechnego nie jest jedynym pęknięciem w polskim katolicyzmie. Można mówić na pewno o co najmniej ostrym kontraście między katolicyzmem ludowym (mocno zakorzenionym nie tylko na wsi) i katolicyzmem intelektualnym (słabiutkim w Polsce…), katolicyzmem narodowym i otwartym na wielokulturowość, katolicyzmem dialogu i katolicyzmem oblężonej twierdzy itp. Te podziały nie pokrywają się tak po prostu z podziałami na czytelników TP i słuchaczy RM.

    Zresztą nie chodzi mi tutaj o dokładne rysowanie map, bo nie to jest najważniejsze. Ważne jest to, aby w kimś mającym odmienne poglądy czy odmienną religijną wrażliwość, widzieć człowieka, który wybrał inną duchową drogę, a nie przeciwnika. W Kościele było przecież zawsze wiele duchowych dróg, które współistniały i współistnieją, składając się na jego bogactwo i piękno. Tak wiele mamy do zaoferowania tym, którzy poszukują Boga i Kościoła! Nasze wzajemne spory odstraszają tylko poszukujących i zagubionych.

    A jeżeli nawet ktoś nawróci się dzięki Radiu Maryja czy telewizji Trwam, a nie dzięki Tygodnikowi Powszechnemu czy Więzi? Myślę, że to wspaniale i należy tylko dziękować Bogu za każdego nawróconego.  

     
    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code