Położeni na sercu

Dzisiejsze czytanie

Wróciłem do książki Dietricha von Hildebranda. Pamiętam, jak kilkanaście lat temu, kiedy Tezeusz dopiero co powstał, kupiłem egzemplarz „Serca” w krakowskim antykwariacie. Wydane oryginalnie w 1957 roku, jak mówi podtytuł: „Rozważania o uczuciowości ludzkiej i uczuciowości Boga-człowieka”, trąciły myszką (W Drodze 1987. tłum. J. Koźbiał). Tak je wtedy odebrałem – a był to w Polsce czas szczytowej fali kościelnego dyskursu o miłosierdziu po ostatniej z pielgrzymek Jana Pawła II nad Wisłą. W sumie nie wiedziałem w tamtym okresie, że wcześniejszy kult Serca Jezusa przygotował grunt pod nowe odkrycie Bożego miłosierdzia i pracy niemieckiego filozofa nie doceniłem. Teraz książkę Hildebranda postrzegam inaczej. Widzę, jak opisana przez niego czułość, którą Bóg okazuje w nadmiarze, wiodący motyw wypowiedzi papieża Franciszka, na nowo kształtuje obraz chrześcijaństwa. Czułość, którą po ludzku opisujemy poprzez serce.

Hildebrand wykonał kawał intrygującej, trochę fenomenologicznej, trochę teologicznej roboty.  „Tylko gdy z najwyższą czcią i powagą zbliżymy się do Jego świętego Człowieczeństwa, możemy się spodziewać, że usłyszymy głos Najświętszego Serca Jezusa…” – przekonywał. To bardzo ważna uwaga, która pozwala zachować właściwy kierunek myślenia. Jezus mówi w Ewangelii o swoim sercu, w którym – jak to określa aklamacja
Litanii do Najświętszego Serca Pana Jezusa – „mieszka cała pełnia Bóstwa”.

Jak mówi? „…łagodny jestem i uniżony sercem…” (Mt 11, 29). Tak Jezus określa samego siebie. W najpopularniejszym polskim przekładzie mowa tu o pokornym sercu. Ponoć Jezus w ten sposób połączył dwa ówczesne sposoby rozumienia pokory, która dla kultury greckiej z grubsza oznaczała tolerancję, a dla kultury hebrajskiej solidarność ze słabszymi. Łagodność i uniżenie naraz. To sposób, w jaki Jezus był w relacji z ludźmi.

We współczesnej opowieści o Bogu słowa Jezusa to połączenie wizji ojcowskiej i matczynej czułości Boga. To obraz ojca wychodzącego naprzeciw syna marnotrawnego. Kochającego serca, które – złamane – wcale nie cofa miłości. Serca, które nie rani w afekcie.

„Czy Efraim nie jest dla mnie umiłowanym synem, najdroższym moim dzieckiem? Bo im więcej go napominam, tym bardziej noszę go w sercu i wzruszam się do głębi. Na pewno ulituję się nad nim” (Jr 31, 20). „Jak mogę cię porzucić, Efraimie, i jak opuścić ciebie, Izraelu? (…) Moje serce wzbrania się przed tym, jestem poruszony do głębi. Nie dam się unieść porywowi mego gniewu i nie zniszczę Efraima, bo jestem Bogiem, nie człowiekiem!” (Oz 11, 8-9).

A serce człowieka? Bóg nie wypisuje swojego prawa na kamiennych tablicach. To przymierze zostało przez ludzi zerwane – i temu się już nawet nie dziwimy, bo zbyt dobrze się znamy. „Moje Prawo umieszczę w ich wnętrzu i wypiszę je w ich sercach” – ogłasza wyrocznia Pana (Jr 31, 33; por. 2 Kor 3,2-5). Kiedy Hildebrand analizuje przypowieść o miłosiernym Samarytaninie, stwierdza, że odpowiedź Jezusa na pytanie o to, kto się okazał bliźnim dla pobitego człowieka, który leżał w rowie, „obala mury, w których uwięzione jest nasze serce”, ponieważ „moim bliźnim jest ten, kogo Bóg położył mi na sercu poprzez daną sytuację i jej sens, choćby nie łączyły mnie z nim więzy przyjaźni, więzy rodowe lub narodowe”.

W naszych sercach wyryte jest prawo Boga, na naszych sercach Bóg kładzie bliźnich.

.

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code