Dwóch księży. Dwa różne coming-outy.

Coming Out Damiana Torres-Botello, SJ
 
W to wierzę. Jestem stworzony na obraz Boga.

W pięciocześciowej serii wydawanej przez tydzień od 16 marca w National Catholic Reporter, Wspólnota Boga w Castro, parafianin z parafii Najświętszego Odkupiciela w San Francisco powiedział o swoim duchowym domu: "Nie widzimy siebie jako społeczności gejowskiej, ale raczej jako wspólnotę, która jest otwarta dla gejów … To jest akceptacja i świadomość tego, że ludzie czują się OK. To, że mogą być tym, kim są, czyni to miejsce innym."
Dla wielu mężczyzn i kobiet LGBTQ, Castro District of San Francisco jest ich domem, gdzie mogą przeżywać swoje życie z godnością. Jak wskazuje w tej serii dziennikarz NCR Thomas C. Fox , parafia Najświętszego Odkupiciela jest duchowym centrum dla katolików LGBTQ żyjących tutaj i w okolicy. Duża część jej historii sięga 1980 roku, gdy AIDS zabrał tak wiele istnień ludzkich. Od tego czasu parafia jest sanktuarium dla często zaniedbanych i odrzuconych ludzi.
Jako katolicy mamy przekonanie, że Kościoł jest prawdziwie uniwersalnym domem. To miejsce, gdzie wszyscy są mile widziani, jak samo określenie "katolicki" wskazuje. Jednak w tym sensie uniwersalności jest wielu, którzy czują, że Kościół nie jest dla nich przyjaznym domem. Nauczyciele są zwalniani z pracy, dzieciom niepełnosprawnym odmawia się sakramentów, a wiele rozwiedzionych mężczyzn i kobiet nadal czuje się niechcianymi. Nietrudno znaleźć podobne historie wśród afroamerykańskich katolików, latynoskich katolików, kobiet katolickich i byłych katolików. A całe to napięcie prowadzi ludzi do opuszczenia Kościoła, a w niektórych przypadkach, do utraty wiary.
Pomimo tego, oto prawda którą znam i w którą wierzę: jestem stworzony na obraz i podobieństwo Boga, tak samo jak Bóg tworzył nas wszystkich. Właściwie to tak proste. Jednak czasem komplikujemy to podobieństwo. To komplikowanie sprawiło, że stworzyłem problem dla swoich ukochanych kiedy w 2011 roku, w wieku 33 lat oceniłem życie religijne. Niektórzy byli zmartwieni, że, jako człowiekowi z innym kolorem skóry, będzie mi trudno w rzekomo białoskórym zakonie. Inni, bali się, że zostanę zmuszony do nieprzyznawania się do swojej orientacji seksualnej, po 17 latach akceptowania siebie jako geja. Kilku przyjaciół wyraziło swoje zaniepokojenie, że nie będę w stanie znaleźć wspólnego języka w zakonie pełnym uprzywilejowanych, skoro znałem tylko utrudnienia. Wszystkie ich uwagi i obawy były słuszne, ponieważ nie tylko pochodziły z miłości, ale także z ich własnych doświadczeń jako katolików.
Jestem czymś więcej niż mój kolor skóry, moja orientacja seksualna i moj status ekonomiczny. Ograniczyłbym obraz i podobieństwo Boże, gdybym widział siebie tylko w tych trzech aspektach. Definiowanie siebie wyłącznie przez to kim jestem, ogranicza to, kim jestem i jak mogę służyć. Nawet przyzwolenie na to, by te cechy dyktowały moją drogę życiową, uniemożliwiłoby mi podchodzenie do świata jako w całości zintegrowana istota ludzka.
Poza tym modliłem się, zobaczyłem i dokonałem wyboru. I zobowiązałem się przez śluby czystości do życia konsekrowanego, ubóstwa i posłuszeństwa z powodu mojej wiary w Chrystusa, w misję Kościoła i dla ludu Bożego. Dzielę się moimi zmaganiami otwarcie tak samo, jak dzielę się moimi radościami. Podobnie jak moi rodzice traktowali siebie wzajemnie. Przejrzystość pomaga mi przeżywać moje śluby w taki sposób, że zawsze jestem gotowy przeżywać moje powołanie jako jezuita.
 
Ta prawda znajduje się w każdym z nas: Bóg stworzył nas na swój obraz i podobieństwo. Franciszek Salezy powiedział: "Bądź kim jesteś i tak będzie dobrze”. By objąć wszystko czym jesteśmy – i by objąć nawzajem z miłością – to jak objąć ten obraz i podobieństwo; to objąć Boga. 36 lat życia i krótki okres, który spędziłem jako jezuita potwierdziły tę prawdę. Więc modlę się o to, abyśmy jako Kościół, odnaleźli łagodne współczucie dla siebie nawzajem, by kochać Boga w nas wszystkich.
 
17 kwietnia 2015
 
Damian Torres-Botello, SJ opublikował swój list na jezuickim portalu po wcześniejszym uzgodnieniu z przełożonymi zakonu. Jest ceniony zarówno przez braci jak i przez wiernych. Akceptuje swoją homoseksualność. Po coming out-cie wciąż jest jezuitą.
Źródło: https://thejesuitpost.org/2015/04/this-i-believe/
 
 

Coming Out ks. Krzysztofa Charamsy

 
 
"Dyskusja wywołana moim artykułem "Teologia i przemoc:
Przypadek księdza Oko" ("Tygodnik Powszechny", 4 października 2015 r.) była znakiem tego, jak głęboko zakorzeniony jest problem przemocy i nienawiści w języku polskiej wspólnoty katolickiej. W znacznej mierze
to problem homofobii polskiego katolicyzmu.

W tych dniach dotarła do mnie prawdziwa rzeka wyrazów wdzięczności od ludzi. Pisali, że mój tekst pozwolił im odetchnąć, bo czują się poniżeni, wyśmiani i zohydzeni przez język Kościoła, jego przedstawicieli i przedstawicielek. Język, który często staje się dominującą mową katolików w dyskursie publicznym. Taka arogancja, bezkarna i promowana przez Pasterzy Kościoła, jest grzechem.

Niestety, podczas gdy dobrzy ludzie pisali mi o odzyskanym oddechu w zaduchu królującej w Polsce kościelnej homofobii, kościelne autorytety, zamiast zająć się zasygnalizowanym przypadkiem nadużyć, zaczęły mnie nękać. Tylko dlatego, że napisałem prawdę, która – jak uważają – dla dobra Kościoła powinna pozostać naszą tajemnicą, bo skompromitowałaby naszą ideologiczną i paranoiczną wojnę. Zamiast skupić się na siewcy nienawiści, skupiono się na mnie, który akurat broniłem tylko Ewangelii.

W tych dniach zrozumiałem, że w Kościele, który gloryfikuje wśród swoich wiernych naukowców, teologów, biskupów i księży, publicystów oraz parlamentarzystów promujących paranoiczną nienawiść, trzeba być gotowym na absurd prześladowania za prawdę. Tu działa prawda siły, tylko i wyłącznie irracjonalna, bezduszna, bezkarna prawda siły. Czułem na własnej skórze, że kto używa języka nienawiści i zakrzykuje wszystkich, staje się autorytetem polskiej wspólnoty katolickiej. Jesteśmy terroryzowani przez podobne osoby, popierane przez Pasterzy, gdy próbujemy publicznie podejmować kluczowe dla ludzkich egzystencji problemy.

W tych dniach zrozumiałem, że powiedzeniem tylko części prawdy, która i tak zostanie zbagatelizowana przez Pasterzy, Kościołowi nie mogę pomóc. Kościołowi należy się cała prawda. Zrozumiałem, że nie mogę sprzeciwić się tylko okrucieństwu języka, ale muszę sprzeciwić się także kłamstwu, szczególnie homofobicznemu kłamstwu Kościoła katolickiego na temat osób należących do mniejszości nieheteroseksualnych. W tych dniach czytałem listy od osób homoseksualnych, które dziękowały mi za to, że stanąłem w ich obronie, gdy niekompetentni przedstawiciele mojego Kościoła paskudnie znieważają ich godność. Zrozumiałem, że jako ksiądz i teolog muszę dla tych mniejszości, upokorzonych i sponiewieranych przez polski Kościół, zrobić coś więcej.

Muszę powiedzieć, kim jestem.

Jestem księdzem gejem. Jestem szczęśliwym i dumnym księdzem gejem.

Pragnę powiedzieć Wam, osobom należącym do mniejszości seksualnych, prześladowanym przez Kościół, że nie wolno Wam zaprzestać walki o naszą godność, szacunek, przysługujące nam prawa. Walki o prawo do szczęścia. Nie wolno Wam utracić nadziei, poddać się zastraszeniu, ulec panującej nienawiści, nie wolno uznać, że w Polsce tak musi być. Nie wolno Wam, w imię Boga, tracić nadziei i bać się powiedzieć, kim jesteście. Musicie wykrzyczeć to, by być wiernymi darom Waszej natury. Za to, kim jesteście, nie wolno Wam nikogo przepraszać. Bo wy nie jesteście niebytem, ale pełnoprawnymi obywatelami społeczności, a w przypadku ochrzczonych – także Kościoła. Owa cywilizowana społeczność, ów Kościół nie mają moralnego prawa negować Waszego prawa do miłości i małżeństwa.

Proszę Was, byście nie zatracali daru Waszej zdrowej orientacji homoseksualnej, ale ją akceptowali i realizowali, wypełniali. Proszę Was, byście mieli odwagę marzyć o wolności i święcie wyjścia z szafy i kroczyć zdecydowanie do wyzwolenia coming outu.

Mam w sercu wszystkie lesbijki i gejów, osoby biseksualne, transseksualne i interseksualne w mojej ojczyźnie. To im dedykuję mój coming out. Dziś mojemu Kościołowi mówię prawdę, którą odrzucił i sponiewierał, prawdę osób homoseksualnych. Mówię mojemu Kościołowi, że jestem gejem. Tak jak musi o tym jasno powiedzieć każdy gej, każda lesbijka, każda osoba transseksualna, bo każde z nich ma prawo do szczęścia, szacunku dla swoich praw i do miłości chrześcijańskiej. O ile ta miłość jeszcze wśród nas istnieje.

W moim manifeście żądam od Kościoła, by zaczął traktować nas poważnie, by zaczął nas poznawać, by spojrzał nam w oczy, jak to czynił z każdym człowiekiem Pan Jezus. Żądam, by przestał nas stygmatyzować, zohydzać w oczach świata, poniewierać nami. Dziś czuję, że jestem księdzem po to, by upomnieć się o prawa tej wciąż jeszcze u nas upokarzanej części społeczeństwa i Kościoła. Ale pozostaję jednocześnie księdzem dla wspaniałej, kochanej większości heteroseksualnej, dla każdej kobiety i każdego mężczyzny, dziękując im za każdy znak rozumienia ludzkich odmienności. I prosząc o to, by nie poddawali się dominującej mentalności nienawiści do nas, osób homoseksualnych. Proszę moich braci i siostry, by powiedzieli naszemu Kościołowi, że my, chrześcijanie, nie możemy nikim poniewierać, że po chrześcijańsku musimy uznać i zapewnić prawo wszystkich do miłości. Bez względu na kolor skóry, religię, narodowość czy orientację seksualną.

Ksiądz musi stawać po stronie prześladowanych, bo to jest opowiedzenie się po stronie wszystkich, dla dobra wszystkich, z miłości do wszystkich. Walcząc o prawa prześladowanych, walczymy o prawa wszystkich. Dziś wypełniam to posłanie, świadom wobec Boga i sumienia wagi mojej decyzji.

Jestem gejem i nikogo nie będę za to przepraszał. Bo nie mam za co przepraszać w tym względzie. Przepraszać muszą ci chrześcijanie, którzy poddali się ohydnej fali homofobii, a mnie to nie dotyczy.

Pięknej, Bożej niedzieli dla każdej i każdego z Was. Modlę się za was, byście byli wolni."

Rzym, 2 października 2015, Święto Aniołów Stróżów "

źródło: http://wyborcza.pl/1,75478,18956049,ks-krzysztof-charamsa-jestem-ksiedzem-gejem-i-nie-bede-za.html
 
Publikacja listu nie została skonsultowana z przełożonymi.
 
Ksiądz Charamsa przedstawił także oczekiwania wobec Kościoła:
 
http://wyborcza.pl/magazyn/1,148433,18956112,ks-krzysztof-charamsa-w-obronie-gejow.html


Mój komentarz.

Czuję się bardzo zawiedziony i zdezorientowany… Księże Krzysztofie Charamsa! Coś Ty zrobił! Coming out jest ważnym wydarzeniem w życiu osoby homoseksualnej. Jestem przekonany, że zawsze prowadzi on do oczyszczenia. Problem w tym, że liczy się także sposób w jaki jest dokonany. Gdy jest nieprzemyślany, z łatwością pozwalamy działać złemu duchowi. To, że zły duch działa widać. Jestem przygnieciony falą hejtu jaka się rozlała. Nie jestem w stanie jej powstrzymać. Zrujnowane zostało to co przez kilka z takim trudem budowałem  wspólnie z innymi osobami LGBT dobrej woli. Zagrożone są nadzieje związane z Synodem na Kościół, który będzie przyjaznym domem dla osób LGBT. Medialna zawierucha skutecznie zagłuszy to co istotne. A  przecież większość tez, które zostały zaprezentowane jest bardzo ważna.

Tak sobie myślę, czego zabrakło księdzu Charamsie a miał to zapewnione Torres-Betollo SJ? Czy teraz ktokolwiek będzie skłonny się nad tym zastanowić i odpowiednie wnioski wyciągnąć.
 
 
Kościóła nie obchodzi ludzkie doświadczenie, siła argumentów jest zawsze skorelowana z obrazem moralnym nadawcy. Chociaż krytyka draństwa ks. Oko była celna i sprawiedliwa, teraz nie ma ona znaczenia. Machina niszczenia już zaczęła działać. To nie miłosierdzie, ani nie szacunek dla ludzkich wyborów innych niż zakłada katolicka wykładnia rządzi w Kościele Katolickim, ale twarde prawo. Jak można bylo tego nie przewidziec? 

 
Nikt nie zastanawia się jak trudne jest życie ukrytego księdza. Za to wiekszość dokonuje łatwych ocen i potępień. Ja też tego nie byłem świadomy dopóki księdza geja nie poznałem. To poznanie dało mi wielką naukę. Za wszelką cenę starałem się zatrzymać tego księdza w stanie kapłaństwa, podczas gdy on toczył walkę o to czy pozostać czy odejść. Myliłem się, że kapłaństwo zawsze jest lepszym wyborem, i że jest powołaniem na całe życie. Otóż nie jest. Obecnie już nikomu nie sugeruje jak ma żyć, jaką drogą ma podążać. Ważne tylko aby nie żył w fałszu. Należą się księdzu Charamsie słowa uznania za to, ze nie chce żyć jak faryzeusz i za odwagę. Ksiądz jednak musi życ w abstynencji seksualnej, w celibacie – nawet mnie cieżko byłoby się spowiadać u ksiedza, który żyje w zwiazku seksualnym z meżczyzna lub kobietą. W przeciwieństwie do Damiana Torres Batollo SJ ksiądz Charamsa wybrał zupełnie inną drogę. Chociaż jego wybór może się nie podobać, nalezy go uszanować.

Coming out księdza Krzysztofa Charamsa jest tak naprawdę powiedzeniem "SPRAWDZAM" tezom, które zawarł w swoich wystapieniach i w tekście w Tygodniku Powszechnym. Apeluję, aby obserwować wypowiedzi z dystansu bez emocji  i ocenić, kto miał jednak rację.

Czy warto było ponosić taką ofiarę? 
 
p.s. 
 
The Global Network of Rainbow Catholics organizacja zreszająca grupy wierzących osób LGBT (należy do niej m.in. polska Wiara i Tęcza) w specjalnym oświadczeniu zdystansowała się do podawanych w mediach inforamacji (np. w Gazecie Wyborczej) jakoby ks. Krzysztof Charamsa był związany z konferencją która odbywa się w Rzymie. “Ways of love: Catholics snapshots of meetings with LGBT people and their families “ W jej ramach omawiane są konkretne metody duszpasterkie, jakimi powinny zostać objęte osoby LGBT i ich rodziny. GNRC podaje, że konferencja jest otwarta dla wszystkich zainteresowanych. rainbowcatholics.org/
 
 
 
 
 
 
 

 

 

5 Comments

  1. eskulap

    To co widzmy po

    To co widzmy po oświadczeniu ks Charamsy: olbrzymi – można powiedzieć powszechny – rwący strumień pogardy i nienawiści do osób homoseksualnych, wzywa do przemyślenia i działania.

    Po pierwsze uważam, że ten potok pogardy i nienawiści jest najczęściej nieświadomy. To znaczy, że ludzie masowo wypowiadający sie na forach i w dyskusjach publicznych nie widzą tego że nienawidzą, nie dostrzegają tego że gardzą, postponują i depczą czyjąś godność.

    Jak to sie dzieje, że tego nie widzą?

    Ta ślepota jest efektem wielu stuleci podczas których utrwalano stereotyp osoby homoseksualnej jako wyuzdanej i złej.

    Co można zrobić by to powoli zmieniać?

    Warto też zauważyć, że nienawiść do gejów jest zaledwie małą odnogą wielkiej rzeki nienawiści (rasowej, etnicznej, klasowej, nienawisci wobec inności – czasem nawet wobec sąsiadów)…

    pozdrawiam,
    Eskulap

    PS
    Myślę, że Kościół poradzi sobie, nie tyle z homofobią co z – powiedzmy otwarcie – nienawiścią do gejów, taka jest jego natura. Widziałem gdzieś wpis jakiegoś kapłana, powiedział coś mniej wiecej takiego „jeśli homoseksualizm nie jest złem Duch Święty objawi to Kościołowi”.

     
    Odpowiedz
  2. zefir

    @ Eskulap

    Tak niestety jest jak opisałeś Eskulapie. Kościół sobie nie radzi bo nie chce słuchać innych (nie myślę tu tylko o gejach). Wczoraj prymas Polski określił sytuację ks. Krzysztofa Charamsy dramatem. Rzecz w tym, że to jest dramat całego Kościoła i Kościól nie robi nic, żeby takim dramatom zapobiegać. Prymas wydaje się wcale nie rozumieć. Z łatwością przychodzi mu ocenianie, chociaż nie zna dokładnie sprawy… Przykład idzie z góry, ryba psuje się od głowy a potem mamy taką patologię jaką mamy.

    Eskulapie, zachęcam Cie do śledzenia wywiadów z ks, Charamsą, które będą się ukazywać w prasie przez kilka nastepnych dni. Ja dowiaduje się coraz więcej o nim i dochodzę do wniosku, że jego motywy  zaczynają być spójne. Nie zmienia to jednak faktu, że zrobił z coming outu show na skalę światową, do tego doszły emocje. Przedstawienie manifestu w postaci ządań na pewno będzie antyskuteczne, Kościół nigdy nie spełniań nieczych ządań. Taka forma zamyka też drogę do dyskusji.

    Myślę, że z upływem czasu ksiądz Charamsa zacznie reflektować jak duzo utracił. Czy Kościół podejmie refkleksje? Pewnie nie. Być może zacznie się nagonka na homoseksualnych księzy, ze strachu przed nastepnymi coming outami. 

    W Wyborczej czytałem komentarz o. Dostatniego, że ta sytuacja księzy homoseksualnych wymaga analizy i być może zmiany języka, którym wyjaśnia się ludziom dlaczego aktywni homoseksualiści nie mogą być księżmi. Tymczasem to nie tu problem leży. Obecnie zaden homoseksualista nie może być księdzem. Zabrania tego specjalna instrukcja. I to ona powinna zostać zniesiona. A ksieza homoseksualni powinni móc jawnie jeśli chcą mówic, ze są homoseksualni. Ale tak samo jak heteroseksualni powinni się stosować do zasad celibatu. Jedni i drudzy wiedzą z czym się kapłanswo wiąże.

    Z wielką łatwością Kościół pozbywa się księży gejów mających kochanków/partnerow itp. Ja chyba się zacznę mocno domagać tego, aby tak z taką samą łatwością pozbywał się księży heteroseksualncyh mających kochanki, partnerki a zwłaszcza tych, którzy zaliczyli wpadkę i mają dzieci. Księży, którzy przedkładają wizerunek Kościoła nad dobro swoich dzieci i ich matek. Księży, którzy za przyzwoleniem i akceptacją swoich biskupów prowadzą podwójne życie. Księży, którzy ze strachu lub dla służby są tak naprawdę nieobecnymi fałszywymi ojcami. Takie życie jest denerujące dla ich potomstwa, matek i ich samych. Mam dość tej hipokryzji,

    Wyobrażasz sobie masowy coming out księży gejów, zakonnic lesbijek (o nich się milczy w Kościele) i księży ojców? Rozwaliłoby to celibat w proch… 

     

     

     

     

     

     

     
    Odpowiedz
  3. eskulap

    @Autor

    Kościół ma problem z zaakceptowaniem seksualności księży i zakonnic.

    Problem podobny do tego z Rejsu, czyli mówi mniej wiecej : „tak musimy zrobić jakby tej seksualnosci nie było”

    https://www.youtube.com/watch?v=S4LYzqaoP9Y

    pozdrawiam,
    Eskulap

    PS. Wiele aspektów rzeczywistości jest w kościele (jak i w społeczeństwie) zmistyfikowanych. Wobec tego mówienie prawdy jest oczywistym zadaniem.

    Nie jakiejs prawdy absolutnej, lecz prostej o uczuciach, o tym, że ktoś czuje się pogardzany, że ktoś boi się inności, że czuje agresję czy złość. Wiele ludzkich emocji jest wplątywanych w te kwestie, co czyni je jeszcze trudniejszymi.

     
    Odpowiedz
  4. januszek73

    brrr

    Jak czytam takie pierdoły, jak wypowiedź "zefira", to mnie normalnie "szlag". Eeee, żartuję :-), nic mi nie jest, ale pytanie zadam :-). No a nie można "rozwalić w proch demona homosexualizmu" ? Dla mnie nie ma żadnych wątpliwości – za grzechami homosexualnymi stoi demon, który kusi i będzie kusił. No tak, jak inne grzechy i pokusy, tylko, że ten demon ukrywa się za płaszczykiem "pokory" a właściwie robi się z siebie "kozła ofiarnego". Ofiarę do potęgi, no "jaki to on jest biedny i prześladowany", bo nie pozwalają mu działać (czytaj – roznosić pokus). Naprawdę nie jestem zwolennikiem widzenia wszędzie demonów, ale jasne jest dla mnie, że jest grzech a "szatan jest głównym sprawcą grzechu". Przecież to jest podstawa wyrzekania się grzechu w sakramencie chrztu świętego. Ok. dość, na koniec pytanko 🙂 –

    czy wyrzekasz się szatana, który jest głównym sprawcą grzechu ?

    p.s. Pytanie nie jest retoryczne, jak najbardziej prawdziwe i zadaje się go każdemu Chrześcijanowi. Natomiast inna sprawa, co Ci Chrześcijanie odpowiadaja podczas sakramentu Chrztu Św. ? To jeszcze na koniec do "Zefira"  – jesteś Chrześcijaninem ? Jeżeli jesteś, to musisz wyrzec się grzechu i nie ma innej opcji a do tego jest jeszcze jedno pytanie – ‚czy wyrzekasz się wszystkiego co prowadzi do zła aby Cię grzech nie opanował ?

    Pozostawiam do osobistej refleksji ?

     
    Odpowiedz
  5. zk-atolik

    Widzenie rzeczywistości i …….

    Widzenie to tylko jeden sposób dostrzegania, rozeznawania i doświadczania rzeczywistości, w tym prawdy, dobra i piękna, bądź fałszu, zła i brzydoty.

    A ponieważ człowiek w pełni sprawny jest dzięki Stwórcy wyposażony również w inne zmysły, niż wzrok. Dlatego chcąc rozeznawać właściwie stworzony świat, w tym istotne sprawy i rzeczy. Stara się z różnym skutkiem posługiwać wolną wolą, sumieniem, rozumem – świadomością, oraz instynktem i wszystkimi zmysłami.

    Natomiast przede wszystkim rozumem w przypadku konieczności podejmowania racjonalnych wyborów i słusznych decyzji. Jednak umysł człowieka wskutek m.in. upojenia, czy zauroczenia lub nadmiaru złych emocji ulega zacieśnieniu.

    Stąd owa dysfunkcja tj. ślepota, wręcz wszelkie odmiany głupoty (durnoty) i zamiast wzniosłych uczuć wzmagają się złe emocje i niskie instynkty. Dlatego w przypadku osób zniewolonych grzechem – zamiast i pogodnego usposobienia – pojawia się uprzedzenie i wrogość, oraz agresja, pogarda, czy zawiść i inne niskie instynkty.

    Przede wszystkim wobec tych osób, które naprawdę kochają Pana Boga i bliźnich, oraz szanują wszystkich ludzi, lecz nie akceptują, ani tolerują nie tylko ewidentnego zła, lecz również postaw i czynów fałszywych, w tym faryzeizmu tj. predylekcji do gwiazdorstwa, czy pychy, obłudy i pozornego dobra.

    Szczęść Boże!

     
    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code