Z akademickiej beczki

Już prawie dwa tygodnie jestem na obozie adaptacyjnym duszpasterstw akademickich z Wrocławia i Opola w Białym Dunajcu. Niebawem wracamy do domu. Myślę, że to dobre doświadczenie, zwłaszcza na początku tej pracy. Mam okazję przyjrzeć się studentom, zobaczyć kim są i czym żyją. I muszę przyznać, że trochę się zdziwiłem.

Odnoszę wrażenie, że zwiększający się i łatwiejszy dostęp do edukacji paradoksalnie nie sprzyja rozwojowi duszpasterstw. Dlaczego? Rozmawiałem z innymi duszpasterzami, a ostatnio także z rektorem Politechniki Opolskiej, Jerzym Skubisem, człowiekiem bardzo ciekawym, pełnym pasji, wizji, o niezwykłej kulturze osobistej. Jeśli 20 lat temu liczba studentów w Polsce wynosiła z grubsza 300 tys, a dzisiaj przekracza już 2 mln, to wiadomo, że studia osiągalne są także dla ludzi, którzy nie dysponują zbyt dużym potencjałem. Spadł nie tylko poziom studiów, ale także kryteria rekrutacji studentów. I to widać. Wydawałoby się, że ze studentami można rozmawiać na różne tematy. Okazuje się, że nie. I to nie z powodu złej woli, ale po prostu niektóre sprawy nie interesują studentów. Nie mają zdania na temat swojej wiary, Polski, Kościoła, polityki, życia społecznego. Całymi latami kończą studia. Wybierają je często nie pod kątem zainteresowań, lecz koniunktury lub mody. W powszechnej świadomości króluje dość wąskie rozumienie studiów. Element wychowania, kształtowania swojej osobowości schodzi zupełnie w cień. I zdaje się, że tych barier nie da się przeskoczyć. Czy to znaczy, że studia powinny być tylko dla elity? Pewnie nie. Bo nawet jeśli człowiek o mniejszym potencjale przebrnie przez 5 lat edukacji, to pozostanie w nim jakiś ślad. Lepiej studiować niż nie. Niemniej nie należy z tego powodu popadać w euforię. Ale co można zrobić, aby więcej młodych ludzi poczuło, że także od nich coś zależy, żeby nie patrzeć tylko na koniec swojego nosa?

W czasach komuny do duszpasterstw ściągało wiele osób, które znajdowały w nich przestrzeń wolności, debaty, opozycji do władzy. Nie wszyscy oczywiście przychodzili z motywów religijnych. Patrząc na młodzież, która jest w Białym Dunajcu, nie mam pojęcia, z kim można by działać w opozycji. Z rozmów ze studentami wynika, że wielu z nich dość pragmatycznie podchodzi do życia. Niemal wszystko oceniają pod kątem przyszłej pracy, duszpasterstwo to głównie okazja do poznania ewentualnej żony lub męża, obóz to miejsce dobrej zabawy. I to wszystko jest ważne, ale to tylko wycinek. Niezwykle trudno przekonać ludzi do większego zaangażowania, do inicjatywy. I podobnie jak w całym polskim społeczeństwie, generalnie, ludzie młodzi nastawieni są na odbiór. A duszpasterstwo, przynajmniej tak mi się wydaje, winno być miejscem rozwijania wspólnototwórczych talentów, działania nie tylko ze względu na siebie, ale też innych, podejmowania odpowiedzialności w ramach różnych grup i inicjatyw. Być może zawsze tak było. Procent ludzi gotowych do zaangażowania na rzecz innych jest pewnie zawsze znikomy. Co jednak robić, aby było ich więcej? To dla mnie otwarte pytanie.

Tak czy owak, kolejny raz zauważam, że w naszym społeczeństwie trzeba wykonać ogromną pracę u podstaw. Widać to na każdym polu. Czy przez Tezeusza, czy w parafiach, czy w duszpasterstwach, czy podczas wyborów. Skala bierności społecznej i skoncentrowania wokół własnego podwórka jest u nas ogromna. Najprawdopodobniej wielu ludzi w ogóle nie potrafi zauważyć związku między osobistym rozwojem, a koniecznym do jego osiągnięcia bezinteresownym zaangażowaniem w sprawy ogółu. Podjęcie odpowiedzialności za innych nie kojarzy się z otwarciem kolejnych możliwości, ale przeciwnie, z niepotrzebnym obciążeniem, które zasadniczo niewiele wnosi do życia. Nie wiem do końca, skąd się to bierze. Tłumaczenia typu: “Bo przecież musimy szukać pracy, mamy rodzinę, trzeba wyjechać za granicę, to jednak zbyt mało, aby usprawiedliwić bierność”. Wydaje mi się, że jest to po części wina także Kościoła. Ewangelię głosi się zbyt wąsko, to znaczy w taki sposób, jakby ograniczała się ona tylko do niektórych sfer życia, głównie dotyczących liturgii, życia seksualnego, rodziny (bez ukazania jej szerszych związków z Kościołem i społeczeństwem). Bycie chrześcijaninem zostaje wtedy drastycznie zredukowane. A widać to, kiedy próbuje się ukazać, że Ewangelia przenika całą rzeczywistość. Jak to szokuje, jak uwiera, jakie wywołuje zdziwienie. Ale nie ma rady. Trzeba robić, co się da.

 

8 Comments

  1. Anonim

    Ta bierność jest smutna,

    Ta bierność jest smutna, także jeżeli chodzi o duchowieństwo. Przepraszam, że tak bezpośrednio, ale moim zdaniem, duchowni głoszą “więcej” swoim życiem, niż tym co mówią na ambonie. Niektórzy niestety traktują swoje obowiązki na zasadzie od….do – to co w grafiku i nic poza tym. Więcej czasu spędzają pielęgnując własny dobytek niż np. w konfesjonale, a ich podejście do drugiego człowieka znacznie odbiega od ewangelii.
    Są na szczęście też tacy, którzy szukają swoich owieczek aktywnie, poza murem kościelnym, co kosztuje ich wiele czasu, wysiłku i środków. Oni chcą podjąć tę odpowiedzialność za drugiego człowieka, bo chyba ojcowstwo zarówno to biologiczne jak i duchowe polega na odpowiedzialności. Nie zawsze też to podoba się ich przełożonym. Wygodnictwo jest łatwe i wszędzie promowane.

     
    Odpowiedz
  2. Anonim

    W duszpasterswie akademickim

    W duszpasterswie akademickim byłam przez 8 lat mojego studiowania. Teraz, z perspektywy czasu, jaki upłynął od zakończenia studiów, widzę, że bardzo dużo skorzystałam, wiele się nauczyłam (pośrednio doświdczenia zdobyte w DA były atutem przy zatrudnianiu mnie w obecnej pracy). Wszystko dzięki temu, że mogłam się zaangażować i współtworzyć to środowisko. Trzeba tylko chcieć…

     
    Odpowiedz
  3. Anonim

    Duszpasterstwo akademickie

    Duszpasterstwo akademickie jest srodowiskiem bardzo wymagajacym dla duszpasterzy. Cieszmy sie, ze studenci przychodza do duszpasterstwa, bo gdzie znajda lepsze miejsce dla swojego rozwoju religijnego, duchowego, spolecznego i intelektualnego? Nie wymagajmy od studentow gornolotnych opinii i intelektu tylko dlatego, ze przyszli na studia. Studenci sa rozni, jedni o wysokim intelekcie i wielkiej wierze, przychodza do duszpasterstwa zeby sie modlic i sluzyc, a drudzy przychodza zagubieni i szukaja sensu zycia. I dobrze ze szukaja go w Kosciele.
    Spedzilam kilka lat w duszpasterstwie akademickim i uwazam ten okres mojego zycia za piekny i owocujacy do dzisiaj, w pracy i w rodzinie. Spotkalam w duszpasterstwie wspanialych ksiezy i ludzi, ktorzy okazali sie byc prawdziwymi przyjaciolmi i z ktorymi moge wzrastac w wierze.
    W czasach komunizmu duszpasterstwo bylo jednym z nielicznych miejsc gdzie studenci mogli wyrazic swoja wolnosc przekonan. Dzisiaj studenci maja wiele roznych sposobnosci do zaangazowania sie w aktywnosci poza studiowaniem. Nie ma wiec sensu porownywac tego, co bylo kiedys, z dzisiejszym. Pokolenie mlodziezy jest dzisiaj inne i mam inne problemy i priorytety z zyciu.

     
    Odpowiedz
  4. Darek

    Magdaleno,

    masz rację, że

    Magdaleno,

    masz rację, że duszpasterstwo akademickie jest wymagające. Moim zdaniem jest już dzisiaj inne niż nawet 10 lat temu. I nie chodzi wcale o to, że nie ściąga do swoich szeregów jakiejś elity, bo wiele osób znajduje w nim swoje miejsce. I na wszystkich trzeba być otwartym. Spojrzenie na studentów w szerszym kontekście pozwala na inne rozłożenie akcentów. Po drugie, mnie się wydaje, że w duszpasterstwie nie jest najważniejszy duszpasterz, chociaż ma ważną rolę do spełnienia. Jeśli wśród studentów będzie przeważać filozofia “odbioru” nad chęcią zaangażowania, to wówczas będzie to słabe duszpasterstwo. I co więcej, nic tak nie uczy, jak podjęcie odpowiedzialności. Na szczęście tacy ludzie też są. Ale zdecydowanie mniej. Może zawsze tak było.

     
    Odpowiedz
  5. Anonim

    Darku,

    Z mojego

    Darku,

    Z mojego doswiadczenia bycia w duszpasterstwie, a takze rozmow z duszpasterzami powiedzialabym, ze duszpasterstwo tworza studenci wraz z duszpasterzem. Jesli studenci chca sie zaangazowac w posluge w duszpasterstwie, to potrzebny jest im ksiadz, ktory ich pokieruje, pomoze, wyspowiada, odprawi dla nich Msze Sw, poblogoslawi i bedzie czuwal nad sprawami doktrynalnymi na spotkaniach i dyskusjach. Podjecie konkretnej poslugi rzeczywiscie uczy odpowiedzialnosci, co sie bardzo przydaje po studiach, w pracy, w rodzinie, czy bedac ksiedzem.

     
    Odpowiedz
  6. Anonim

    Darku nie wiem czy jestes

    Darku nie wiem czy jestes tego swiadomy ale tym tekstem obrażasz wszystkich studentów, któtych poznałeś w Białym Dunajcu!!! wrzuciłeś ich do jednego worka!!! Ile trwał ten obóz, że ich aż tak “niby” dobrze poznałeś?!? może jak ich lepiej poznasz to zmienisz zdanie – mam nadzieję. Ja też jestem studentką i wcale tak nie uważam. My mamy swoje zdanie!!! itd. Jeśli tak nie uważasz to może to nie jest posługa dla ciebie!!!jeśli kogoś nie sznujesz tzn. że im w niczym nie pomożesz i ich niczego nie nauczysz!!!
    Pomyśl o tym!

     
    Odpowiedz
  7. Darek

    Droga studentko,

    nie wiem,

    Droga studentko,

    nie wiem, czy zauważyłaś, że w tej wypowiedzi w blogu podzieliłem się moimi wrażeniami, które nie są autorytatywne.
    Przede wszystkim wiele z tych spostrzeżeń wynikło z rozmowy z rektorem Skubisem. Po drugie, poza oburzeniem nie napisałaś, co miałoby w tym tekście obrazić studentów. Po trzecie, ten tekst napisałem bardzo świadomie. I nie twierdzę wcale, że studenci są do bani. Taki jest Twój odbiór. Jestem święcie przekonany, że poziom studiów w Polsce spadł. Co też ma swoje plusy i minusy. Moje doświadczenie akurat jest takie, że rzeczywiście wielu ludzi, i wcale nie dotyczy to tylko studentów, nie interesuje się szerszą problematyką. I też nie oczekuję, że tak będzie. Po prostu stwierdzam fakt. I trzeba robić co się da, żeby zainteresowali się bardziej

     
    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code