Wiara dziecka u dorosłych

W ostatnią niedzielę coś mnie uderzyło. Zresztą nie pierwszy raz. A chodzi o tzw. mszę dla dzieci. O dziwo, oprócz małych dzieci z rodzicami jest na niej sporo ludzi w średnim i starszym wieku. Można by powiedzieć: to pewnie z powodu krótkiego kazania no i w ogóle wszystko jakoś szybciej “zlatuje”. I coś w tym jest.

Ale to ciekawe, że dla ludzi dorosłych atrakcyjna staje się msza dla dzieci, gdzie kapłan raczej stara się mówić językiem odpowiednim dla dzieci. Czy to znaczy, że wielu dorosłych wierzących czuje się w sercu dziećmi? Niektórzy być może. Z pewnością nie większość. Coś mi się wydaje, że nie chodzi o taki rodzaj bycia dzieckiem, jaki miał na myśli Jezus. Po prostu w wielu wypadkach jest to wiara zatrzymana na poziomie dziecka, wiara nie pogłębiona. I rzeczywiście takie kazania dla dzieci mogą trafiać i do dorosłych. Tyle że dorośli niewiele pożytku z tego wyniosą.

Śledząc karty Ewangelii można zauważyć, że Jezus raczej rzadko zajmował się dziećmi, poza kilkoma scenami, które też miały być nauką dla pełnoletnich słuchaczy. Głównie więc zwracał się do dorosłych. Wcale nie mówił w łatwy sposób, aczkolwiek raczej prosty, bo odwoływał się często do obrazów i sytuacji z życia codziennego. Jezus, podobnie zresztą później św. Paweł inwestowali w dorosłych. I pewnie dopiero dorośli wychowywali i kształtowali swoje dzieci w wierze.

Dzisiaj w Kościele, zwłaszcza w Polsce zdaje się dziać na odwrót. To właśnie dzieci są jedną z największych trosk Kościoła: katechizacja, przygotowanie do komunii, do bierzmowania. Nie mówię, żeby tego nie robić, bo pewnie jest to konieczne. Tylko że niemal zupełnie zaniedbuje się katechezę i formację dorosłych. Twierdzi się, że tę rolę ma pełnić niedzielna homilia czy kazanie. To z pewnością za mało. W ten sposób rodzi się też przekonanie, że wychowanie religijne dziecka należy głównie do księży i sióstr zakonnych. I w pewnym sensie wyręcza się rodziców z ich obowiązku kształtowania dzieci. A skoro sami dorośli są nieformowani… I tak koło się zamyka.

Naiwnością jest przekonanie, że wystarczy dziecku czy dorastającemu człowiekowi wpoić pewne prawdy i zasady życia religijnego i później jakoś to będzie. Właśnie, “jakoś”. A przecież życia religijnego nie można traktować jako jednego z przedmiotów w szkole, który trzeba zaliczyć. Jeśli wiara nie będzie głębiej zakorzeniona w rodzinie, w domu, to często pozostaje całe życie na etapie wiary dziecka. Przypomina to trochę nakręcanie samochodzika na napęd. Póki nakręcony to jakoś jedzie, zwalnia, coraz wolniej, wolniej, aż się w końcu zatrzymuje. Dlatego formacja dzieci i młodzieży musi być uzupełniana o ciągłą katechezę dorosłych, której nota bene nie ma. Jeśli jej nie będzie, to nadal msze dla dzieci będą oblegane przez dorosłych.

 

8 Comments

  1. Anonim

    Zgadzam się z tą opinią –

    Zgadzam się z tą opinią – na dorosłych chyba brakuje “bata” w postaci nie dopuszczenia do bierzmowania, sakramentu małżeństwa itp. Nie mówię, że “bat” jest dobry, ale jest to jakaś motywacja, która często jest dobrze rozumiana i skuteczna. Potem nie ma motywacji – musi być samodyscyplina, albo jakieś wydarzenie, które nas pobudzi do takiego zainteresowania.
    Jeśli chodzi o msze dla dzieci powiny chyba być nazwane mszami dla rodzin z małymi dziećmi, bo już w samej nazwie jest ograniczenie, że zajmujemy się tylko dziećmi. Mi, matce 3 małych dzieci te msze bardzo się podobają, bo wprowadzją dziecko w liturgię, natomiast brakuje mi na tej mszy jakiegoś słowa do rodziców, którzy na tę mszę przychodzą. Część z nich z przymusu, bo np. I komunia za pasem i trzeba “zebrać” obrazki. Jest to sznasa dotarcia do tych osób.
    Inna sprawa to, jak zachęcić dorosłych do formacji. W mojej parafii jest grupa osób, która zgłębia wiedzę katechizmową, jednak trudno nam jest zachęcić innych. Zasłaniają się brakiem czasu, obowiązkami rodzinnymi itp.
    Może macie jakieś pomysły ? Jak to działa w innych parafiach ?

     
    Odpowiedz
  2. Anonim

    Mnie osobiscie wydaja sie

    Mnie osobiscie wydaja sie bardzo pozyteczne msze rodzinne, gdy na czas homilii dzieci zabierane sa do osobnego pomieszczenia, np. zakrystii, gdzie maja zorganizowane specjalne zabawy, np. kolorowanie rysunkow, rozwiazywanie quizow, labiryntow i krzyzowek na temat ewangelii ze Mszy Sw. W tym czasie rodzice moga spokojnie wysluchac homilii dla doroslych. W ten sposob i dzieci, i rodzice korzystaja ze Mszy Sw. odpowiednio do swojego wieku. Wymaga to przygotowania programu dla dzieci, np. przez parafian czy diakonie.
    A co do spotkan dla doroslych i braku czasu na spotkania przy kosciele, to wydaje mi sie ze dobrym rozwiazaniem jest organizowanie spotkan w domach.

     
    Odpowiedz
  3. Anonim

    Darku,

    Ciekawe

    Darku,

    Ciekawe spostrzezenie co do mszy dla dzieci. Byc moze jednym z powodow jest to, ze jest niewiele mszy swietych dla doroslych, podczas ktorych homilia jest tresciwa i zycia wzieta i w tym przypadku msza dla dzieci wydaje sie byc przyjemniejsza i atrakcyjniejsza. Jest to wyzwanie dla kaplanow, aby starali sie nauczac w lepszy sposob. Pamietam msze sw. prowadzone przez jednego z przeorow klasztoru Dominikanow. Te msze byly 35-minutowe (mysle ze ze wzgledu na pozna pore byly one krotsze), i odbywaly sie o godz. 21.30 wieczorem. Mimo poznej pory w kosciele zawsze byly tlumy ludzi, bo tego ojca chcialo sie sluchac i osobiscie do dzisiaj pamietam to i wcielam w zycie to, czego on nauczal.

     
    Odpowiedz
  4. zofia

    Msze dla dzieci powoli

    Msze dla dzieci powoli odchodzą w moim życiu w przeszłość, ale zawsze było to dla mnie ciekawe i bardzo różnorodne doświadczenie;
    w mojej własnej praktyce było to w porze letniej stanie przed kościołem i próba ogarnięcia wzrokiem, tego co robią moje i inne dzieci, a robiły różne rzeczy 🙂
    to wspomienia dziecka, które zapamiętało, że kiedy zapomniało w porę przybiec “po pieniążek” a nadszedł ksiądz z tacą uśmiechnął się i powiedział: dobrze, że jesteście!
    później to żywiołowe reakcje w kościelnej ławce, w reakcji na homilię w której była mowa o imienniczce mojej młodszej córki, która była niegrzeczna i do tego nie wyniosła śmieci… dziecko ściskało moją rękę i mówiło – skąd on o tym wie? i nic nie pomogły tłumaczenia, że to sytuacja z życia wielu dzieci; to o mnie! za dużo się zgadza!!
    później to sytuacje kiedy dzieci zgromadzone przed ołtarzem brały udział w różnych ciekawych debatach, prowadzonych z nimi w ramach homilii; to np. nabożeństwa, gdzie dzieci wymieniały grzechy na kolejną… literę alfabetu (przyznam, że czekałam, kiedy ksiądz… doigra się za swoje… nowatorstwo – nie wiele brakowało, ale dzieciaki zachowały granicę przyzwoitości) – a potem deptały ten grzech i kościół drżał od tupotu dziesiątek nóg spagnionych dobra…

    ale… znam i miej umiejętne podejścia do dzieci; homilia po czytaniu o przemienieniu Pana Jezusa; ksiądz zaczyna zadawać pytania: co się właściwie stało na tej górze, dlaczego tam byli właśnie ci trzej apostołowie… i to do tego tonem zdolnym wystraszyć 3/4 dorosłych obecnych… moja młodsza córka, wtedy przedszkolak, przybiegła do mnie, wzięła mnie za rękę ze słowami mamuś, postoję lepiej z tobą, i tak nie wiem o co mu chodzi…
    inny przykład, podtatrzański, czytanie o naprzykrzającej się wdowie; ksiądz tak “umiejętnie” chciał wykazać jak to bogaty pomaga dla świętego spokoju i ile lepszy jest Pan Bóg, że dopytuje dzieci: przychodzi, naprzykrza się, to co miał zrobić, żeby w końcu mieć spokój…? i wtedy donośny głos jednego z ministrantów – …zabić ją!

    i niech mi ktoś powie, że msze dla dzieci nie mogą dać wiele do myślenia wszystkim;

    to trochę tytułem wspomnień…
    a co dla dorosłych? na pewno wrócę do tego tematu 🙂

     
    Odpowiedz
  5. zofia

    cd do 4
    jednak zatrzymać

    cd do 4
    jednak zatrzymać się muszę jeszcze na chwilę na temacie katechizacji dzieci; piszesz Darku, że Jezus formował dorosłych… tak, tylko, że teraz chrzcimy małe dzieci i ma to swoje konsekwencje;
    myślę, że dzieciństwo to jednak ważny okres w życiu – interesująca debata o katechizacji i katechezie w szkole toczy się teraz np w Tygodniku Powszechnym czy forach katechetycznych; czy religia w szkole sprowadziła katechezę do poziomu przedmiotu i to o… obniżonym statusie?
    ja… zazdroszczę w jakimś sensie kandydatom do bierzmowania (pewnie dlatego, że ja pamiętam tylko tyle, że w moim życiu “coś” takiego było…) myślę, że bierzmowanie to sakrament, któremu próbuje się nadać przynależny mu status; nie wiem czy to nie jedyny sakrament przy okazji którego stawia się wymagania…
    (trzeci rok jestem w swojej parafii świeckim liderem bierzmowania)
    później… to w życiu świeckiego najczęściej małżeństwo; czy naprawdę zawierają go osoby dojrzałe? czytając Familiaris consortio nie mogłam się ustrzec refleksji, że to powinien być dokument obowiązkowy dla przyszłych małżonków…
    a co dalej?
    właściwie koniec… koniec szkoły, studiów (dla szczęśliwców w tym i mnie 🙂 to okres związku z duszpasterstwem akademickim)i to jest moim zdaniem czas najgorszy: wyrwanie z dotychczasowego środowiska, często zmiana miejsca zamieszkania, wejście w dorosłe życie – poszukiwanie pracy, mieszkania, zakładanie rodziny, dzieci – najgorszy – w rozumieniu takiego okresu, gdzie człowiek zdaje się być zdany tylko na siebie; gdzie, nie jednokrotnie po prostu sie gubi…
    jak Kościół mógłby pomóc? to na pewno zależy od wielkości ośrodka… czasu młodzi mają nie za wiele ale myślę, że np msze dla młodych czy np dla rodzin, jakaś formacja na wzór np DA gdzie można byłoby się włączyć w dyskusję, wspólny wyjazd, gdzie można by po prostu przyjść (bez konieczności jakichś zobowiązań…
    cdn

     
    Odpowiedz
  6. zofia

    cd 4/5
    przykład

    cd 4/5
    przykład katechizacji skierowanej do wszystkich wiernych; diecezja płocka – od około dwóch lat, prawie każdą niedzielną mszę poprzedza katecheza,ostatnio czytana po “wypominkach”, zapowiedziach przedślubnych, jeszcze przez mszą; sam zamysł całkiem ciekawy ale chyba jakoś ginie, zbyt szybko odczytany, nieuzupełniony żadnym komentarzem…
    /dzisiejsza katecheza była 83 z kolei/

    http://www.katecheza.plock.opoka.org.pl/news.php?readmore=275
    pozdrawiam!

     
    Odpowiedz
  7. Anonim

    to nie tak, że jej nie ma

    to nie tak, że jej nie ma … ciągłe katechizowanie dorosłych odbywa się w neokatechumenacie na przykład… lub innych tego typu formacjach 🙂

     
    Odpowiedz

Pozostaw odpowiedź zofia Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code