W obronie myśli subiektywnej…

Prawda jest niczym taniec – można ją dotknąć szybkim fleszem światła lub uchwycić w eterycznej mgiełce… Tancerka w akcji – pantomima w ustrzyckim Domu Kultury.

Wdzięczny jestem Kartezjuszowi za podwaliny wątpienia, które stało się bramą do połączenia myśli z nadzieją. Pisał on, że „…istnieje zwodziciel – nie wiem, kto nim jest – wszechpotężny i najprzebieglejszy, który zawsze rozmyślnie mnie łudzi. Nie ma więc wątpliwości, że istnieję, skoro mnie łudzi! I niechajże mnie łudzi, ile tylko potrafi, tego jednak nigdy nie dokaże, abym był niczym dopóty, dopóki będę myślał sam, że kimś jestem.” Królestwo zakłamania kończy się tam, gdzie zaczyna się subiektywność – dodaje Józef Tischner. To stanowi dla mnie budujący punkt oparcia, że nie ja sam, i nie pierwszy, rangę myślenia subiektywnego ponad obiektywne opisanie świata podnoszę.

W samotności można jedynie ulegać iluzjom – tutaj mylić mnie mogą zmysły, bo kłamstwo staje się bezużyteczne. Jeśli sam przed sobą ukrywam prawdę, to i tak moje głębokie „ja” doskonale o tym wie. Samooszukiwanie się może mieć oczywiście miejsce, ale jest ono bardziej ukrywaniem się, niż okłamywaniem – na wzór naszych prarodziców, którzy ukryli się przed Bogiem, gdy spożyli zakazany owoc. Ukrycie to można odnieść do rozlicznych aktywności człowieka, w których skrywamy swoje lęki i pragnienia, swoje zagubienie i swoją niemoc. A gdzie jest królestwo kłamstwa? Kłamstwo może się zakorzenić tylko MIĘDZY osobami, nie inaczej. Kłamstwo pojawia się bowiem tam, gdzie iluzja podniesiona zostaje do rangi tezy, która aspiruje być prawdą obiektywną.

Dopóki jestem zgodny sam ze sobą, choćbym ulegał iluzjom, nie ponoszę winy za kłamstwo, bo w sposób uczciwy korzystam z tego, co zostało mi objawione. Lecz w każdej chwili mogę wkroczyć na drogę kłamstwa, gdy zacznę innych zmuszać do mojej subiektywnie objawionej rzeczywistości. Tu jednak muszę zatrzymać się nad słowem „subiektywny”, które przez wieki obciążono głębokim podejrzeniem. Subiektywność jest dla mnie wyrazem autentyczności, więc myśl o charakterze subiektywnym będzie mi bliższa prawdy, niż bezkrytycznie przyjęta teza, która utrwaliła się jako prawda obiektywna. Czy zatem jestem klasycznym relatywistą? Nie uważam się za takiego, bo musiałbym wówczas całkowicie zrezygnować z pojęcia Prawdy. A tej możemy wyłącznie „dotykać”, nikt za życia jej nie posiądzie…

 

40 Comments

  1. wykeljol

    obiektywne, subiektywne, prawdziwe…

    Adamie, tyle tu naraz mysli,że aż płonie wszystko. Raz- subiektywność( w rozumieniu kartezjańskim, z którego skaczesz do Tischnera) wyklucza kłamstwo. Dwa- subiektywnośc to jedyna mozliwa autentycznośc. Trzy- prawda obiektywna jest migotaniem w tańcu, więc zaledwie musnąć j mozna.. Toteż-cztery(wniosek) bardziej cenisz subiektywnośc(autentycznośc) niz prawdę obiektywną.

    No więc tak: autentycznośc, do której zdolny jest tylko człowiek "wewnetrzny" czyli podmiotowy(subiektywny) nie wkaracza jeszcze w dziedzine prawdy i fałszu. Przeciwstawiasz tu prawdę wewnętrzną (subiektywną -pomińmy na razie owe zwodzenia)kłamstwu które możliwe jest dopiero w relacji międzyosobowej.  To jest zupełnie inny rodzaj prawdy.

    Jakby poiedział Tischner: Twoja to tyz prowda, a obiektywna to cało prowda( i jej się dotknąć nie da). A kłamstwo…wiadomo co za prowda.

    Prawda obiektywna, to prawda do której dązą wszelkie nauki, jak wiadomo(i nie są w stanie jej osiągnąc- bo zawsze jest relatywizacja, jesli nie do czasu, języka, kulturowych uwarunkowań, to wreszczie(KANT) do ludzkich mo.zliwosci poznawczych). Wiec w rezultacie-tyz prowda..Prawda filozoficzna to tez inna prawda(tyz prowda) Rodzi się przewaznie w głebiach podmiotu myslacego i wówczas jest autentyczna. Ale zważ, że już przy przekazywaniu tej prawdy moze wemknąc się kłamstwo- trzeba załozyc dobrą wolę przekazującego. No, mozna poprzestać na odkryciu prawdy w sobie w ciszy bezsłownejj i kontemplowac ją subiektywnie- ale wtedy sam siebie zamykasz w izolacji, nie dajesz szansy drugiemu, zeby Cię zrozumiał, a nawet zachwycił się Twoja prawdą. I jesli ta prwda nie jest jakkolwiek wymienialna, jakkolwiek nazywalna- co(słowo, jezyk) zakłada Drugiego- wogóle trudno ja nazwac prawdą. Jest mniemaniem, odczuciem,przezyciem…Jesli się dzielisz- juz w momencie nazywania wkraczasz na śliską droge "niescisłości": z tym, co przezyłeś wewnątrz. Ale inaczej nie da się SFORMUŁOWAĆ prawdy

    Kartezjusz od swojej subiektywności(bezcielesnej, zważ, bo tylko mysl angażujacej) szedł do obiektywnosci. Subiektywnośc, akt zwątpienia w świat obiektywny był początkiem. Metodą dojscia do czegoś wspólnego, co możemy uznać za prawdę(tyz) śledząc jego mysl. Każdy filozof dumając nad Prawdą (i tą czastkową, naukową i tą logiczną i ta Całą Prawdą – o Bycie) stara się byc subiektywnie autentyczny i przekazać nam najdokładniej, co odkrył,  jesli ma dobrą wolę i jest uczciwy wobec siebie(i nas…).

    Tischner faktycznie stwierdził, że subiektywnośc wyklucza kłamstwo, ale wiedział, że subiektywne mniemanie, wewnętrzne doswiadczenie, przezycie  nie jest jeszcze prawdą. Prawda nawet ta najmniejsza buduje sie w realcji. Człowiek jest bydleciem dialogicznym – w relacji, w dialogu z drugim(który niestety dopuszcza także kłamstwo) sam siebie poznaje, widzi, sam o sobie wie coś w ogóle. Co zrodzi w głębinach siebie musi wydac na pastwę innych – to czasem ból, czasem nieporozumienie , a czasem wielka radosc i szczescie, gdy inna "ja"(podmiotowośc, subiektywnośc) zrozumie go i mu odpowie.

    A Cała Prawde to tylko Pan Bóg zna.

    Pozdrawiam

    j..

     

     
    Odpowiedz
  2. beszad

    No, nie spodziewałem się

    No, nie spodziewałem się tak wnikliwej analizy problemu w komentarzach! 🙂 Dziękuiję za nią! Zwróciłaś uwagę, Jolu, na kilka ważnych kwestii, których prakło w moim wywodzie. Postaram się je wypunktować, do każdego z nich ustosunkowując się, bo uważam to za warte rozważenia z mojej perspektywy widzenia.

    1) Obiektywność. Oczywiście nie było moim zamiarem dyskredytowanie prawdy obiektywnej, co zresztą dobrze odebrałaś, wskazując raczej na hierarchizację prawd, niż na ich wzajemne wykluczanie się (a i tutaj trzeba zaznaczyć, że w rozlicznych okolicznościach prawda obiektywna ma w naszym życiu pierwszeństwo przed prawdą subiektywną). Ujmując to po Tischnerowsku, obiektywność to "cysto prowda" (do której pełny dostęp ma jedynie Bóg i której w żaden sposób pomijać nie możemy, bo ona jest wyznacznikiem wszelkiego sensu i wszelkich wartości. Stanowi jednak dla nas pewnego rodzaju HORYSZONT, który widzimy i do którego podążamy. Ale bliższa naszemu ciału jest zawsze koszula w postaci subiektywnej "tyz prowdy" 🙂 To własnie ją możemy przeżywać w sposób bezpośredni i dlatego nie powinniśmy jej dyskredytować (co było dla mnie impulsem do napisania tejże notki). Wreszcie jest też prawda, któą góale nazywają "g-wno prowda" 😉 To wszelkiego rodzaju ideologie (również te o rodowodzie chrześcijańskim), w któych prawda subiektywna aspiruje do obiektywnej – dlatego powinniśmy zawsze być świadomi, że prawda jaką "posiadamy" jest zawsze subiektywna. Ujęłaś to, Jolu, innymi słowami, ale z pewnością jeszcze trafniej i precyzyjniej ode mnie.

    2) Kartezjusz. Subiektywność faktycznie była tylko punktem wyjścia dla tegoż filozofa, co bardzo słusznie zauważyłaś. Pozwoliłem sobie jedynie na zatrzymanie się w tym właśnie punkcie dla obrony subiektywności, w naszym życiu tak często dyskredytowanej, aby wskazać, że może ona być drogą do budowania czegoś więcej, niż tylko świat wyobrażeń. I dopóki naszych wewnętrznych doświadczeń nie staramy się narzucać innym, mają one wartość swoistej prawdy (a raczej drogowskazu do Prawdy, która nigdy nie jest nam w pełni dostępna). Subiektywizm jest więc dla Kartezjusza jakimś umocowaniem myśli, zakotwiczeniem jej w przeświadczeniu o zasadności moich wewnętrznych rozważań – z założeniem, że są one obciążone iluzjami. Wspomniałem Kartezjusza, ale może powinienem się cofnąć prawie dwanaście wieków wstecz – do św. Augustyna, który poszukiwania Prawdy zapoczątkował właśnie w głębi samego siebie, poprzez wewnętrzne doświadczenie.

    3) Tischner. Jego myśl, która na każdym kroku nakierowywała się na RELACJE między osobami, w nich dostrzegając objawianie się Prawdy (podobnie jak jedynie w nich może przejawiać się kłamstwo), traktuję bez przesady w kategoriach kopernikańskiego przewrotu – tak na gruncie filozofii, jak i teologii. Słusznie więc zauważyłaś, że prawda budowana (odkrywana) jest właśnie w relacji. I podobnie jak ja zauważasz, że właśnie to odkrywanie prawdy w relacjach z innymi ludźmi, a także w relacji z samym Bogiem, jest najpiękniejszym rodzajem zachwytu, bo też własnie takie odkrycia są wspomnianymi "dotknięciami" Prawdy. Gdy w Twoich słowach odkrywam jakąś wspaniałą myśl, która jest werbalnym ujęciem tego, co wcześniej sam czułem, nagle odsłania się przede mną ów horyzont, któy jest nam wszystkim wspólny…

    Przyznam, że wahałem się z zamieszczeniem tutaj powyższej notki, bo zastanawiałem się, czy nie zgorszy ona kogoś – czy nie zostanie opacznie zrozumiana jako głoszenie relatywizmu. Dopiero po Twoim komentarzu uspokoiłem się, że spośród tej mojej plątaniny słów można wyłowić intencję. Udało Ci się to w stu procentach! 🙂

     
    Odpowiedz
  3. elik

    W obronie idei chrześcijaństwa

    W kwewstii owej świadomości to chyba dobrze jest orientować się (wiedzieć), że oprócz woli i dokonań Pana Boga, czy prawdy obiektywnej i dobra, wartości, zasad, etc., albo kłamstwa, relatywizmu, czy pozornego, fałszywego dobra, myśli subiektywnych i …….  

    Istnieją ludzkie intencje i czyny (owoce) m.in. natchnione Duchem Świętym ponadczasowe dzieła albo różne ideologie, nurty filozoficzne, także religie i relacje osobowe, w tym wspólnoty wyznaniowe.

    Wielu katolikom nie są obce, ani obojętne szczególnie osoby, czy wspólnoty, które aspirują aby identyfikować, utożsamiać je z chrześcijaństwem.

    • Czy wg. ciebie Adamie rodowód chrześcijański jest dostateczną gwarancją ich prawdziwości i wiarygodności?…..
    • Jakie chrześcijaństwo nie jest subiektywne, lecz prawdziwe i wiarygodne?…

    Szczęść Boże!

     
    Odpowiedz
  4. beszad

      Ciekawie postawione

      Ciekawie postawione pytania. Chętnie spróbuję na nie uczciwie odpowiedzieć. Proszę tylko, aby nie traktować mojej wypowiedzi w żadnym wypadku jako nauczania czy pouczania, bo jest to tylko coś, co wewnętrznie czuję i czym się dzielę – mam więc na względzie, że najzwyczajniej mogę się mylić.

     > Czy wg. ciebie Adamie rodowód chrześcijański jest dostateczną gwarancją ich prawdziwości i wiarygodności?…..

     Gwarancją wiarygodności jest dla mnie 1) nauka Jezusa Chrystusa, 2) nauka KRK. Jednak nie są to punkty równoważne. Słowa Jezusa stanowią dla mnie źródło bezspornej Prawdy, choć już jej interpretacja, jak wiemy, na przestrzeni dziejów była różna. Dlatego tak wazne jest, by nieustannie wracać do samego źródła (czytać Biblię i rozważać przesłąnie ewangeliczne). W punkcie drugim muszę rozdzielić nauczanie papieskie (które dla mnie nie podlega kwestionowaniu) od zwykłego nauczania duszpasterskiego (które obciążone jest często różnymi subieke ktoś zarzuciłby mi nieścisłoć, że przecież dopiero co stawałem w obronie subiektywności. Tak, ale subiektywne odczuwanie Prawdy ma wartość tylko w przestrzeni mojego serca – kiedy wychodzi poza jego granice, może się stawać 1) świadectwem dla innych, 2) zwykłą ideologią. Kluczem do rozróżnienia jednego od drugiego jest sposób głoszenia prawdy subiektywnie poznanej – jeśli jest narzucana, automatycznie staje się ideologią.

    > Jakie chrześcijaństwo nie jest subiektywne, lecz prawdziwe i wiarygodne?…

    Idąc w ślad za poprzednim akapitem, można odpowiedzieć, że chrześcijaństwo jest niemal "skazane" na subiektywizm w zakresie serca każdego z wiernych – a zarazem może być depozytariuszem pewnych drogowskazów do obiektywnie pojmowanej Prawdy, jeśli tylko będzie to połaczone z pokorą i cierpliwością. Wszelka niecierpliwość powoduje, że chcemy kogoś przymusić do jednego kierunku drogi. Z kolei brak pokory skłania do twierdzenia, że oto ja jestem posiadaczem jedynej prawdy. Tak jak pisałem w powyższej notce, uważam, że żaden z ludzi nie może być Prawdy POSIADACZEM – może jedynie wskazywać ku niej drogę. Nawet papież, choć jest głową Kościoła (i przez to wierzymy, że jest pod szczególnym prowadzeniem Ducha Świętego) nie może nikogo do przyjęcia określonych prawd przymuszać. Dlatego jedynie wiarygodne chrześcijaństwo jest takie, które oparte jest na osobistym świadectwie i papieskim nauczaniu (wskazywaniu). Takie jest to moje osobiste widzenie kwestii, o którą pytałeś.

    Serdecznie i ciepło pozdrawiam z chłodnych dziś Bieszczadów

    Adam.

     

     
    Odpowiedz
  5. elik

    Zafałszowane chrześcijaństwo.

    Adamie dziękuję serdecznie za odpowiedź nie tylko szczerą, uczciwą i dostatecznie jednoznaczną, a jednocześnie wolną od pouczeń, czy intencjonalnych odniesień, bądź ograniczeń (uników) lub subiektywnych interpretacji.

    A więc w kwestii zasadniczej zgadzamy się  i chyba nie tylko oboje uznajemy, że gwarancją wiarygodności chrześcijaństwa jest uznawanie, respektowanie i urzeczywistnianie woli Boga, oraz nauczania Jezusa Chrystusa i nauki KRK.

    Ponadto wiemy, że nie wszyscy aspirujący, do tytułu bycia chrześcijaninem, czy wspólnotą chrześcijańską, bez zastrzeżeń uznają wolę Boga, a tym bardziej nauczanie papieskie, czy doktryny, sakramenty, bądź ewangelizację i należną pozycję Kościoła RK w świecie.

    A zatem są jednak i tacy, co spotykając się z inną religią np: protestantyzmem sądzą, że jest to prawdziwe chrześcijaństwo. Poznawszy protestantyzm nawet myślą – chyba subiektywnie, że znają już chrześcijaństwo i nie budzi w nich ono już należnego zainteresowania. Ewangelia przestaje być dobrą nowiną, bo jest już dla nich czymś znanym.

    Ponieważ otrzymują Ersatz, a sądzą, że otrzymują rzecz samą, a nie tylko namiastkę, artykuł zastępczy (chrześcijańsko podobny). Ulegają złudzeniu i oszustwu. Co gorzej nie tylko wg. mnie, takie pozorne, zafałszowane chrześcijaństwo jest lub może być, dla zlaicyzowanych społeczeństw współczesnych, jakby szczepieniem ochronnym przeciwko prawdziwemu chrześcijaństwu.

    Szczęść Boże!

    Pozdrawiam Ciebie serdecznie z Dolnego Śląska – Zbigniew

     
    Odpowiedz
  6. aaharonart

    Subiektywność 🙂

    Beszadzie . Twój tekst który przeczytałem upewnia mnie w przekonaniu że dotykasz niezwykle istotnych prawd. 

    O ty który żucasz promienie na nasze oblicza 

    O ty który mnożysz godziny , dnie i noce,

    O ty nie urodzony przez nikogo , który rodzisz sam siebie na horyzoncie 

    O ty wiecznie żyjący synu Nieba 

    Tak śpiewano o Ozyrys – Ramzesie:) a ktoś już pewnie myślał , że o Chrześcijańskim Mesjaszu 

    Tak   subiektywne jest nasze myślenie.

     

    przepraszam że tak z humorem napisałem ale jakoś tak czuję że jest Ci to teraz potrzebne . 

     

    Polecam film Faraon 

    choć stary ale wciąż na czasie 🙂

    http://www.sfkadr.com/lista-dialogowa,410,2,show-29114,dialog

     

     

     

     
    Odpowiedz
  7. beszad

    Ufność fundamentem wiary

    Zbigniewie, cieszę się, że w zasadniczych kwestiach jesteśmy zgodni, ale w pewnym punkcie muszę się zatrzymać. Otóż nie uważam, żeby chrześcijanie innych wyznań mieli być w czymkolwiek gorsi od katolików, czy aby ulegali jakiemuś oszustwu. Oni po prostu wzrośli na innym gruncie – i jeśli poważnie podchodzą do słów Jezusa, z pewnością będą tak samo blisko naszego Pana, jak równie wierni katolicy. Mało tego, uważam, że blisko naszego Pana może być nawet głęboko wierzący żyd czy muzułmanin. Oczywiście nie zawsze człowiek potrafi wszystko nazwać po imieniu, nie zawsze też potrafi głęboko wniknąć w meandry teologii (znam takich, co od wszelkiej teologii zasadniczo stronią, a mimo to uznałbym ich za ludzi głębokiej wiary). Bo wiara jest dla mnie postawą UFNOŚCI, z którą człowiek kroczy taką drogą, na jakiej umieścił go Bóg – w jego kulturowych realiach, w jego specyficznym otoczeniu i z jego osobistym bagażem doświadczeń. Czym jest więc dla mnie "zafałszowane chrześcijaństwo"? To przede wszystkim różnej maści ideologie, które podszywają się pod wiarę w obrębie różnych wyznań (również w katolicyzmie), a które odcinają człowieka od korzenia trzech cnót: wiary, nadziei i miłości. Ale być może o tym własnie myślałeś?… Dobrej nocy! 🙂

     
    Odpowiedz
  8. beszad

    Okiem dalekowidza 😉

    Arturze, Twoja ciekawa dygresja doskonale wpisała się w poprzednią odpowiedź, jaką udzieliłem przed chwilą Zbigniewowi. Postawa ufności była i jest trzonem wiary, niezależnie od kręgu kulturowego. Doskonałym przykładem jest ta egipska modlitwa. Czyż obok elementów proroczych nie zawiera ona w sobie tejże ufnej postawy, prznikniętej głęboką nadzieją wobec Nieznanego, który jest Panem wszelkiego stworzenia?

    Łatwo klasyfikować religijną postawę według prostego klucza: pogaństwo, herezja, ortodoksja… Ale czy mamy dostęp do konkretnego człowieka, na ile żyje on pogaństwem, a na ile jest w nim żywa wiara? Myślę, że Tobie akurat nie muszę tego tłumaczyć, bo podany przez Ciebie przykład najlepiej to ilustruje. A pewna doza humoru zawsze jest potrzebna, żeby nabrać zdrowego dystansu, zwłaszcza gdy człowiek wchodzi w wiek Abrahama – wtenczas już wszystko trzeba od oczu oddalać, żeby lepiej widzieć! ;))

    Wieczorne już, więc głęboko wyciszone, pozdrowienia spod połonin – Adam.

     
    Odpowiedz
  9. Halina

    Iluzja i kłamstwo

    “W samotności można jedynie ulegać iluzjom – tutaj mylić mnie mogą zmysły, bo kłamstwo staje się bezużyteczne.”

    Platon zakładał, że głównym niebezpieczeństwem człowieka jest złudzenie. Kartezjusz widzi to trochę inaczej. Grozniejsze od złudzenia jest kłamstwo. Błądzimy w świecie, w którym panuje zakłamanie. Kartezjusz żył na przełomie wieków, których cechą charakterystyczną były wojny religijne. Wojny te były prawdziwą tragedią chrześcijaństwa. Do walki stanęli naprzeciw siebie ludzie z imieniem tego samego Boga na ustach. Lała się krew wyznawców Chrystusa. Jak do tego doszło? Jakby jakiś złośliwy demon, posługując się kłamstwem, pomieszał ludziom rozumy i ustawił ich naprzeciwko siebie. Bardzo łatwo skłonić człowieka do walki z drugim człowiekiem. Trzeba tylko wprowadzić między nich jakieś niewielkie kłamstwo. Powiedzieć np. że jeden z nich czci fałszywego Chrystusa. Wtedy w imię miłości do Chrystusa-będą gotowi się zabić. Kartezjusz uczy nas rozróżniania iluzji od kłamstwa. Iluzja ( jak słusznie Pan pisze), ogarnia przede wszystkim zmysły, a rozum, jakby dopiero potem-wtórnie. Kłamstwo od razu przenika wgłąb rozumu. Pragnie zawładnąć rozumem, władzą sądzenia. Jest ono możliwe dlatego, ponieważ istnieje mowa. Jak kłamstwo jest patologią mowy, tak iluzje, są patologią spostrzeżeń. Dlatego rodzą się zazwyczaj w samotności, a kłamstwo-w tłumie, we wspólnocie ludzi. Co jest bardziej dla człowieka niebezpieczne : iluzje czy kłamstwo? Chyba jednak kłamstwo. Iluzje znikają często w zwykłym świetle dnia, a kłamstwa potrafią przetrwać całe epoki. Kartezjusz stawia pytanie; czy mamy więc ulegać uwodzicielskiej sile tego demonicznego słowa ? Czy może przeciwstawiać się jego kłamstwu? Decyzja Kartezjusza była taka: tak ja samotny człowiek imieniem Kartezjusz, jestem w stanie stanąć ” oko w oko ” z demonem kłamstwa i wygrać. Wzorem Kartezjusza każdy współczesny, samotny człowiek może stanąć z potężnym duchem czasów i pokazać mu granice jego królestwa. Królestwo zakłamania, kończy się tam-gdzie zaczyna się zwykła ludzka subiektywność. Człowiek w swym subiektywnym wnętrzu jest suwerenny ,niezależny i wielki. Jest wielki, wielkością prawdy, którą w sobie nosi i której nosi i której nikt nie potrafi mu jej odebrać. Znane powiedzenie ks.J. Tischnera: powiedz mi człowieku, jaką prawdę w sobie nosisz, a ja ci powiem nie tylko kim jesteś, ale i to, czy w ogóle jesteś.

    pozdrawiam

     
    Odpowiedz
  10. beszad

    Jakby nas nie było…

    Dziękuję, Halino, za to obszerne przytoczenie myśli księdza Tischnera. Te słowa naprawdę warto co jakiś czas przypominać, bo rzutują światło nie tylko na kwestię kłamstwa i iluzji, ale również stawiają nas wobec konieczności wejścia w naprawdę autentyczny sposób bycia. W przeciwnym wypadku jakby nas nie było… Pozdrawiam!

     
    Odpowiedz
  11. aaharonart

    A to zupełnie przypadek z

     

    Beszadzie

    A to zupełnie przypadek z Tym Faraonem 🙂 Czasami poprostu tak mam:):) że pasuje do rozmowy a czasami niestety nie 🙂 Tym razem rzeczywiście Faraon pasował do odpowiedzi którą udzielałeś Zbyszkowi. 

    Nie wiem,  być może coś , chciało się w tej naszej sztuce pisania,  przebić  przez gloryfikację Faraona …

    Powiem wprost …

    Ja strasznie nie lubię ujednolicać Boga. Słowo ujednolicać znaczy dla mnie jednolico 🙂 jedne oblicze. 

    Halina bardzo trafnie to ujęła pisząc :  Kartezjusz żył na przełomie wieków, których cechą charakterystyczną były wojny religijne. Wojny te były prawdziwą tragedią chrześcijaństwa. Do walki stanęli naprzeciw siebie ludzie z imieniem tego samego Boga na ustach. 

    Chciałbym zauważyć,  że każdy człowiek ma inne oblicze , inne lico na którym Bóg się objawia . Ten sam Bóg – ta sama niezgłębiona przez nikogo istota objawiająca się na obliczach ludzi, ale nie tylko na obliczach ludzi bo jak byśmy tak głębiej usiedli w lesie albo na polanie to pewnie też znalazło by się lico natury na którym przysiadł stwórca by w niej odpocząć.  

    Zgadzam sie z Tobą Beszadzie i Tobą Halinka, myślę podobnie jak wy o tym co napisaliście . Bardzo mi się podoba ten blog i klimat który tu panuje  , Bieszczadzko-  Mazurski  🙂 

     

    Cieszę sie że na Tezeuszu nie brakuje takich ludzi  , którzy stają w obronie prawa każdego człowieka do bycia subiektywnym , jak to napisała Hali w swoim wpisie cytuję  : Człowiek w swym subiektywnym wnętrzu jest suwerenny ,niezależny i wielki. Jest wielki, wielkością prawdy, którą w sobie nosi  i której nikt nie potrafi mu jej odebrać

    Ta prawda jest bardzo istotna, piękna i dobra. 

     

     

    Wszyscy ludzie,  w każdej religiii  czy świato poglądzie  , mają za zadanie  nosić w sobie piękno prawdy ,  oświecać  ten świat  w taki sposób ,   by Ci którzy tej prawdy i jej pięka nie znają ,  mogli poznać ją  na  obliczach tych,  których  uważają za wrogów.  

    Pozdrawiam  Was z leśnej krainy Lubuskiej .

     

    A na koniec powiem tak 

    Niech żyje Faraon !:) :):)

    nie no żartuję  z tym faraonem , ale było w nim coś z Boga … 

     

    a*

     

     

     

     
    Odpowiedz
  12. beszad

    Zastanowiłeś mnie,

    Zastanowiłeś mnie, Arturze, tym ostatnim stwierdzeniem. W faraonie było oczywiście tyle z Boga, co w każdym z nas, stworzonych na Jego podobieństwo. Ale było coś więcej w samej RELACJI poddanych do swego władcy – była tęsknota za Panem, który jest w stanie przekroczyć kruchą powłokę egzystencji. I może własnie w tej tęsknocie odnaleźć można pierwociny wiary… Pozdrawiam leśne Lubuskie – z równie lesistych (choć lesistych inaczej) 😉 Bieszczadów!

     
    Odpowiedz
  13. Halina

    @ Beszad

    To prawda- jeżeli nie myślimy, to tak jakby nas wcale nie było…pisał Kartezjusz, Heidegger w książce: “Co znaczy myśleć” oraz w Sein und Zeit. Z nauką myślenia, jest trochę tak , jak z nauką chodzenia. Na początek warto znać Mistrza, iść z nim parę kroków, a potem spróbować samemu, wyciągać wnioski z jego nauk. Bycie- to również czyny i zachowania. O iluzjach można dowiedzieć się więcej analizując Platońską metaforę jaskini. Nawet nie wiemy jak bardzo myślenie może z niej wyrastać. Złudzenia są naszą radością, ale też i naszym nieszczęściem. Łudzimy się co do rzeczy, ale też i co do ludzi. I tu rodzi się pytanie Platona, ale też i nasze-czy jesteśmy w stanie wyzwolić się kiedykolwiek spod złudzeń? Czy potrafimy odróżnić cień drzewa od samego Drzewa? Staram się dobrze przyjrzeć cieniowi i porównać go z Drzewem. Np. spotykamy człowieka, który nas w jakiś sposób skrzywdził; wiemy, to nie jest prawdziwy człowiek, to jakby cień człowieka. Dzięki Platonowi wiemy, że z każdej iluzji, możemy wyprowadzić jakiś okruch mądrości, która pozwoli człowiekowi wyjść z otaczającego go cienia.

    pozdr.

     
    Odpowiedz
  14. Halina

    Artur

    Wszyscy ludzie, w każdej religiii czy świato poglądzie , mają za zadanie nosić w sobie
    piękno prawdy , oświecać ten świat w taki sposób , by Ci którzy tej prawdy i jej pięka nie znają , mogli poznać ją na obliczach tych, których uważają za wrogów.

    Nic dodać Arturze, ani ująć.
    Kiedyś musimy dokończyć rozmowę o archetypach:),ale ostatnio mocno zaganiana byłam.

    pozdrawiam Cię serdecznie.

     
    Odpowiedz
  15. aaharonart

    @ Beszadzie – naczynia z pragnieniem otrzymywania

    🙂

    Aaach ta tęsknota za Panem … pragnienie ..hm 

    Tak tak w tej tęsknocie odnaleźć można pierwociny wiary . Pięknie to ujęłeś Beszadzie …:)

    Mówi się , że jeśli przyjemność była odczuwana, a później znika, wtedy w takim momencie człowiek zaczyna marzyć o niej:) . To jest właśnie to, z czego musi składać się prawdziwe Kli – naczynie z  pragnieniem otrzymywania światła stwórcy . To znaczy, że światło wypełniło je w przeszłości, a Kli – naczynie jakim jest człowiek , posmakowało całej siły odczucia rozkoszy z powodu jego obecności. Wtedy światło znikło i dlatego teraz Kli żarliwie pragnie poczuć smak światła ponownie.

    Ale czym jest duchowe kli zdolne umieścić w sobie światło i duchową obfitość, którą pragnie dać nam Stwórca? Jakim powinno być kli- naczynie , żeby było odpowiednie dla światła? Dokładnie tak samo, jak w tym materialnym świecie, naczynie powinno być odpowiednim do tego, co jest przechowywane w nim. I one powinny odpowiadać sobie nawzajem. Na przykład, nie możemy powiedzieć, że zachowujemy zapas wina, które nie zepsuje się, jeżeli nalaliśmy je do  worków, czy uczyniliśmy duże zapasy mąki wsypując ją do beczek. Przecież założone jest, że do wina potrzebne beczki i dzbanki, a do mąki – worki, a nie beczki.

     

    Mówi się że dawno dawno temu 🙂 nastąpiło ozbicie naczyń —  "Istna"* katastrofa .

    (Istny – prawdziwy , rzeczywisty, istotny)

    Ta katastrofa miała  miejsce  u początków stworzenia. Mówi się że akt stworzenia świata został poprzedzony wyodrębnieniem wewnątrz Boga miejsca dla świata i wycofaniem się Boga z tego miejsca (cimcum). Misterium kreacji dokonuje się więc w przestrzeni naznaczonej grozą nieobecności Boga. Przed krystalizacją zła chronią powstałą przestrzeń, ślady dawnej obecności Boga (reszimu) i natychmiast wnikające światło emanacji. W łonie  świata formuja  się naczynia (kelim), zdolne przyjąć boską obecność, pojąć ją i oddać na powrót stwórcy . Tylko nieliczne kelim – naczynia  zdołały przyjąć boski dar, dostroić się do ofiarowanego sobie tonu, pojąć istotę odbywającego się misterium. Większość naczyń  uległo uszkodzeniu, rozbiciu, a substancja emanacji rozproszeniu. Odtąd nic nie jest na swoim miejscu. Wszystko runęło, a skorupy rozbitych naczyń tkwią dosłownie wszędzie, zasłaniają obraz Boga, prawdziwego świata, ranią swymi ostrymi krawędziami rodzące się miłości. Ciągle na nowo zasilają siły odwiecznego zła…

    I dlatego pyta: Jakie powinno być duchowe kli czyli duchowe naczynie , żebyśmy z takimi kelim – naczyniami  ,  mogli zebrać ogromne bogactwo z wyższego światła? Zgodnie z zasadą, że: „Więcej niż ciele pragnie ssać, krowa pragnie karmić”, gdyż życzenie Stwórcy – nasłodzić stworzenia :):)

    Pięknie to zauważyłeś Beszadzie . Dziękuję Ci za to albowiem napisałeś cytuję :

    Ale było coś więcej w samej RELACJI poddanych ( naczyń ) do swego władcy – była tęsknota za Panem, który jest w stanie przekroczyć kruchą powłokę egzystencji. I może własnie w tej tęsknocie odnaleźć można pierwociny wiary…

    Tak właśnie tak. 

    a*

     

     
    Odpowiedz
  16. elik

    Nadzwyczajna relacja

    Adamie owszem ufność jest znaczącym elementem człowieczeństwa i chrześcijaństwa, także wiary w Boga Trójjedynego, lecz doskonale wiesz, że nie jedynym, ani nadrzędnym. Ten szczególny proces tj. rodzaj relacji osobowej Boga z człowiekiem jest zdecydowanie bardziej złożony.

    A zatem w urzeczywistnianiu Jego człowieczeństwa tj. chrześcijaństwie prawdziwym trudno pomijać inne uwarunkowania, a tym bardziej takie czynniki, kryteria, jak: dary i łaskę Pana Boga, czy bezwarunkową miłość w prawdzie, a nawet pokładaną w Nim nadzieję, które w sposób znaczący determinują prawdziwość i wiarygodność chrześcijan, czy wspólnot chrześcijańskich.

    Na świecie istnieje nie jedność, lecz wielość religii, także wyznań chrześcijańskich. Jednak one nie zawsze są wyłącznie konsekwencją w/w czynników, czy ufności i nadzieji pokładanej w Nim. To również następstwo wpływu złego Ducha, oraz ludzkich starań i wysiłków, w tym efekt różnie interpretowanych treści zawartych w Piśmie Świętym, oraz w świecie głoszonej Ewangelii, także jak słusznie dostrzegasz owego gruntu wzrostu.

    A więc rzecz nie dotyczy tylko ufności, czy oceny, kto jest lepszy, czy gorszy, ani na jakim wzrasta gruncie.

    Fundamentalną sprawą wg. mnie w historii chrześcijaństwa, czy w tej nadzwyczajnej realcji – jest to, że Bóg nas pierwszy umiłował, oraz znaczące to: – czy myśli i czyny wszystkich pasterzy, przywódców religijnych zasługują na pełne zaufanie, bo są roztropne, chwalebne, wiarygodne etc. tzn. zgodne z Jego wolą i nauczaniem Kościa Świętego?….

    Komu b. zależy, aby między Bogiem, a człowiekiem nie było pożądanej ufności, nadzieji, miłości w prawdzie, ani wśród ludzi prawości, sprawiedliwości, oraz porozumienia, zgody i pożadanej potęgi w jedności Kościoła na świecie?…..

    Ideologia to fałszywe, pozorne dobro i prowokacja wobec prawdy.

    Życze Tobie i naszym czytelnikom miłego dnia – Zbigniew

    Ps. W wielu sprawach mamy myśli podobnie, lecz moje są artykułowane inczej, bo nie ograniczają się, do sformułowań bezosobowych np: ….. ideologie, które podszywają się pod wiarę…..

     
    Odpowiedz
  17. aaharonart

    @Hali

    Bardzo Ci dziękuję 🙂 Szkoda że tam mało masz czasu by pisać i dzielić się wiedzą na Tezeuszu. Brakuje mi Ciebie i takich ludzi jak Ty .  :):) 

    Jest ich coraz mniej. 

    Chciałem jeszcze napisac że właśne dziś mi się śniłaś . 

    Dziś w nocy miałem sen w którym , rozmawiałem z Tobą właśnie przez tę stronę internetową na Tezeuszu. Nie pamiętam z tego snu wiele ale jak zobaczyłem  dziś Twój wpis to pomyślałem sobie że to chyba był prorocki sen:): chociaż prorokiem nie jestem:):) 

    Uśmiecham sie teraz bo jeszcze ktoś pomyśli że jestem jakimś medium …

    Poważnie miałem dziś sen w którym sniło mi się że znów piszesz na Tezeuszu . I to był dobry sen .

    Pozdrawiam Cię i cieszę sie,  że do nas piszesz . 

     

    pa

     twój bratni

     

     
    Odpowiedz
  18. beszad

    Przyznam, że jestem mile

    Przyznam, że jestem mile zaskoczony Waszymi komentarzami – nie spodziewałem się tak obfitej refleksji pod moim wpisem. Dziękuję! Zbudowany tez jestem formą relacji, pozbawioną jakiejkolwiek napastliwości czy uszczypliwości, o co dziś tak łatwo w przestrzeni wirtualnej. Ale jeszcze parę słów muszę do każdego skierowac, bo Waszych wypowiedzi nie sposób pominąć milczeniem.

    Zbigniewie – przyznam, że często czuję w sobie jakieś rozdarcie pomiędzy Twoją postawą, w której z wielką troską podchodzisz do zachowania depozytu Tradycji (tej z dużej litery pisanej), przestrzegając przed jej rozmyciem w falach relatywizmu, a jakąś nieodparta potrzebą otwierania się na wszystkich, równiez na tych, którzy wzrastali na zupełnie innym gruncie kulturowym. Czasami zdarza mi się spotkać w życiu głęboko wierzącego chrześcijanina innego wyznania – protestanta czy prawosławnego, i trudno byłoby mi powiedzieć mu, że tkwi w kłamstwie. Nie przez delikatność i nie przez tchórzostwo – ale po prostu, widząc jego wiarę, to raczej ja sam czasami czuję pewne zawstydzenie. Przyznaję, słaba jest moja wiara – marna też jest moja wiedza. Staram się jedno i drugie pogłębiać. Jednak nie potrafię inaczej postrzegac wiary, jak właśnie przez ufność, a wiedzy – przez życiową mądrość (do której dostęp mają nawet ludzie prości, a może oni przede wszystkim).

    Podałeś właśną definicję ideologii – i trudno się z nią nie zgodzić. Akcentuje ona własnie tę relatywna stronę prawdy i dobra, która ulega zafałszowaniu. Zamieściłeś w tej definicji również element prowokacji, który jest jak wyzwanie rzucone dobru. Pytanie jednak rodzi się we mnie, czy ów fałsz i pozór dobra nie przenika nas niezależnie od wyznania i tradycji? Czy prowokacja nie wypływa również od ludzi, którzy się mają za głęboko wierzących w nurcie Kościoła katolickiego?… To nie jest z mej strony żadne oskarżenie, bo do takiego nie czuję się w żadnym stopniu uprawniony. To tylko moja nieudolna próba poszukiwań Prawdy ponad prawdami (czyli ludzkimi domniemaniami). Wiem, co chcesz powiedzieć, pisząc o przywódcach religijnych i rzekomych "objawieniach", które nie zasługują na nasze zaufanie. Wcale nie twierdzę, że religie są równoprawne, bo mój Kościół zawsze będę traktował jak DOM, do któego wracam po bezdrożach i włóczęgach przez obce terytoria. Jednak ufając, że Bóg w Duchu Świętym nie zna granic, wierzę w możliwość jego obecności w KAŻDYM człowieku – również tym nieochrzczonym (choć moze tu mówię jakąś herezję?). Bóg według mnie objawia się w SŁOWIE, ale nie da się Go w nim zamknąć.

     
    Odpowiedz
  19. beszad

    Arturze – jak zwykle w Twych

    Arturze – jak zwykle w Twych słowach znajduję wiele inspiracji i są one dla mnie bardzo intrygujące – przez wzgląd na intuicyjne rozumienie pewnych spraw ponad słowami i przez tajemnicę, którą te słowa kryją i której w pełni jeszcze ogarnąć nie potrafię. Czy zastosowane tu pojęcia pochodzą z jakiegoś mistycznego nurtu judaizmu?

    Bardzo mi się spodobała koncepcja naczyń "Kli" – wpisanej w nich tęsknoty za tym, co utraciły. Również koncepcja "wycofania Boga" jest mi bliska – już nie pamiętam, czy spotkałem się z nią u Rosenzweiga, czy u Levinasa, czy u jeszcze innego filozofa. Z pewnością nawiązywał do niej często ks. Tomas Halik i ks. Tischner. Wycofanie jest przejawem pełnej miłości, która nie chce niczego narzucać, do niczego przymuszać, niczego niszczyć.

    Widzę bardzo wiele spójności między tym mistycznym językiem judaizmu a mistyką chrześcijańską. Przechodzenie od "Kli" do "Kelim" – od człowieka skażonego grzechem pierworodnym do świętości, zatopionej w Bogu. I jeszcze to powiedzenie o krowie, któa bardziej pragnie karmić, niż ciele ssać. Jest w niej coś z nauki o bezgranicznej miłości, której pojąć nie jestesmy w stanie, a którą możemy tylko na różne sposoby nieudolnie obrazować i naśladować…

     
    Odpowiedz
  20. beszad

    Cień Drzewa…

    Halinko – rozmowa z Tobą, to jak rozmowa z moim ulubionym filozofem i teologiem, Józefem Tischnerem. 😉 Cała przyjemność po mojej stronie! Przy okazji obrazu dotyczącego "cienia drzewa" – jeśli znajdziemy się w obrębie takiego cienia, choć wiemy, że jest to tylko cień, to jednak właśnie w nim przeczuwamy obecność żywego Drzewa.

     
    Odpowiedz
  21. Halina

    Beszad

    Znając poczucie humoru ks. profesora Tischnera, można liczyć, że nie uraziłyby go te słowa:)

    Tak, przeczuwamy, tylko tu chodzi o poznanie-subiektywne poznanie człowieka. My łudzimy ludzi swoim cieniem, inni łudzą nas. Złudzenie co do rzezy bywa mniej bolesne, ale w stosunku do człowieka-przyprawia nieraz o ból i rozpacz. Zawody na ludziach są naszym chlebem powszednim. Oczekujemy od innych tego, czego nie mogą nam dać i vice versa. Uszczęśliwiamy innych tym, czym nie chcą być uszczęśliwiani. My mamy swoje złudzenia o nich , oni swoje o nas. Np. patrzę na człowieka, na jego grymas na twarzy i nie wiem, co on oznacza. Pytam; co teraz czujesz, o czym myślisz-usiłując dojść do głębi. I człowiek odpowiada co myśli i czuje, ale czy opowiada prawdę? Czy do jednego pozoru nie dodaje drugiego?. Są pewne granice poznania. Doświadczenie z cieniem nie odsłania natury Istoty. Ale czyż marynarz powinien zgłębiać otchłanie oceanów?

    Szczególnie wiara jest aktem wybitnie osobistym i subiektywnym, w który nikt ingerować nie ma prawa. Przekonanie, że wszystkich ludzi można doprowadzić do takich samych religijnych przekonań, jest równie absurdalne, jak nadzieja, by sprawić, by wszyscy ludzie mieli ten sam wygląd. Ale o tym przecież wiemy wszyscy.

     
    Odpowiedz
  22. beszad

    Halinko, podoba mi się

    Halinko, podoba mi się takie podejście do wiary, w którym ze szczególną subtelnością traktujemy się nawzajem, jak piszesz:

    "Szczególnie wiara jest aktem wybitnie osobistym i subiektywnym, w który nikt ingerować nie ma prawa. Przekonanie, że wszystkich ludzi można doprowadzić do takich samych religijnych przekonań, jest równie absurdalne, jak nadzieja, by sprawić, by wszyscy ludzie mieli ten sam wygląd. Ale o tym przecież wiemy wszyscy."

    No, tu miałbym wątpliwości, czy aby wszyscy są tego świadomi? Jeśli tak, powinny wśród nas wygasnąć wszelkie religijne spory – przynajmniej w obrębie jednego wyznania, a przecież wiemy, że tak nie jest. Skąd więc bierze się próba narzucania, przymuszania, sprowadzania wszystkich do jednego mianownika? Czy to zakusy totalitarne, czy może po prostu pragnienie jedności?…

    PS. Miałbym tylko jedną prośbę natury technicznej – gdy cytujesz Tischnera lub innych autorów, zamieszczaj ten tekst w cudzysłowie, bo nie zawsze wiem, gdzie kończy się cytat, a zaczyna Twoja wypowiedź.

     
    Odpowiedz
  23. Halina

    “PS. Miałbym tylko jedną

    “PS. Miałbym tylko jedną prośbę natury technicznej – gdy cytujesz Tischnera lub innych autorów, zamieszczaj ten tekst w cudzysłowie, bo nie zawsze wiem, gdzie kończy się cytat, a zaczyna Twoja wypowiedź.”

    Wstawiałam dwukropek przed ” cudzą mową”-na jedno wychodzi. Faktycznie , póki co mam inne problemy natury technicznej , ponieważ cały tekst zlewa mi się w jedną całość.

     
    Odpowiedz
  24. beszad

    “…póki co mam inne

    "…póki co mam inne problemy natury technicznej , ponieważ cały tekst zlewa mi się w jedną całość. " 

    To pewnie wynika z używanej przeglądarki. Sam musiałem zmienić Chroome na Int.Explorera, bo wyskakiwały mi cuda przy polskich literach (np. znikał teksty przy literce "ż").

     
    Odpowiedz
  25. elik

    Moje zastrzeżenie

    Adamie dostrzegam wiele zbieżności w naszej dyskusji, oraz Twoją wierność i afirmację wobec Kościoła RK, ale chyba należy doprecyzować to, co w jednej kwesti utrudnia nie tylko nam porozumienie.

    Przede wszystkim zupełnie czym innym jest wszechmoc Boga Trójjedynego, niż moc sprawcza ludzi, czy nawet postawy wiernych, podopiecznych, niż ich przełożonych – pasterzy, przywódców, czy liderów.

    Moje zastrzeżenie dotyczy nie wszystkich wspólnot chrześcijańskich, lecz akurat protestanckich tj. wyłącznie osób nie zawsze infantylnych, naiwnych i łatwowiernych, ale z różnych powodów szczególnie  uprzedzonych i wrogo usposobionych, do wspólnoty Kościoła RK. Co można uważnie czytając wybrane teksty, wpisy dostrzec również na forum "Tezeusza".

    Natomiast przez to, że wybrane osoby są łatwowierne, pobłażliwe, czy mało roztropne, a może zbyt otwarte, czy zagubione, zdezorientowane, tolerancyjne i bardziej ufające wybranym ludziom, czy środowiskom, instytucjom, niż Bogu, czy Kościołowi RK – stają się ich ofiarami.

    Czy prawdziwi chrześcijanie są uprawnieni uprzedzać się i wrogo usposabiać, do innych, nawet swoich oponentów albo ich bezpodstawnie oskarżać, zniesławiać, a tym bardziej nadużywać danej im władzy i swoich podopiecznych lub innych dezinformować, zwodzić, wykorzystywać itp. – oczywiście inteligentnie, umiejętnie, a nawet profesjonalnie, ale bezkarnie?…….

    Szczęść Boże!

     
    Odpowiedz
  26. beszad

    “Czy prawdziwi

    "Czy prawdziwi chrześcijanie są uprawnieni uprzedzać się i wrogo usposabiać, do innych, nawet swoich oponentów albo ich bezpodstawnie oskarżać, zniesławiać, a tym bardziej nadużywać danej im władzy i swoich podopiecznych lub innych dezinformować, zwodzić, wykorzystywać itp. – oczywiście inteligentnie, umiejętnie, a nawet profesjonalnie, ale bezkarnie?"

    Odpowiedź nasuwa się jednoznaczna. Natomiast w odniesieniu do nieprzejednanych wrogów Kościoła (niejednokrotnie miałem z takimi styczność), nie pozostaje nic innego, jak 3 X M, czyli milczenie, miłość i modlitwa. 🙂 Nie oznacza to wcale akceptacji ich postawy, lecz pozwala powierzyć tych ludzi, jako owieczki agubione, samemu Bogu. Przekonałem się, że w takich przypadkach dialog jest nie tylko bezowocny, ale wręcz może obrócić się w relację destruktywną. Trzeba jednak zachować nieustanną otwartość na taki dialog, gdyby z drugiej strony w pewnym momenice pojawiła się dobra wola… To zresztą dotyczy nie tylko wrogo usposobionych protestantów, ale każdego, kto tylko tkwi w oskarżającej (i przez to zamkniętej) wrogości.

    Szczęśc Boże, Zbigniewie!

    Adam

     
    Odpowiedz
  27. Halina

    Beszad

     No, tu miałbym wątpliwości, czy aby wszyscy są tego świadomi? Jeśli tak, powinny wśród nas wygasnąć wszelkie religijne spory – przynajmniej w obrębie jednego wyznania, a przecież wiemy, że tak nie jest. Skąd więc bierze się próba narzucania, przymuszania, sprowadzania wszystkich do jednego mianownika? Czy to zakusy totalitarne, czy może po prostu pragnienie jedności?…

     

    Z jednej strony będą to zapewne pozytywne motywacaje jak pragnienie jedności, czy ochrona wspólnych wartości chrześcijańskich, ale bywa też i tak, iż mamy do czynienia z patologicznym narcyzmem. Dotyczyć to może jednostki, ale też i całych grup. Narcyzm grupowy wymaga zaspokojenia podobnie jak narcyzm .jednostki.  Na jednym z poziomów zaspokojenia tego dostarcza wyznawanie wspólnej ideologii ( religii?) wyższości swojej grupy i niższości wszystkich grup pozostałych. Ludzie z objawami patologicznego narcyzmu,  żyją w przeświadczeniu, że Bóg w którego Oni wierzą, jest tym jedynym prawdziwym Bogiem, z czego wynika, że reszta ludzi, to wprowadzone w błąd owieczki. Nasza krytyka, to wyraz dobrej woli, pomaga im we wkroczeniu na drogę prawdy, ale każda krytyka naszej doktryny, stanowi podły i niewybaczalny atak. Narcyzm tez obserwujemy w wymiarze świeckim.

    Patrząc na zagadnienie z punktu widzenia wartości moralnych jest rzeczą ewidentną, iż narcyzm zarówno ten indywidualny, jak i grupowy wchodzi w konflikt z rozumem i miłością. Kiedy zostaje zraniony narcyzm grupy, reaguje ona gniewem i urazą w ten sam sposób jak jednostka, która znalazła się w podobnej sytuacji. Stwierdzenie to w zasadzie nie wymaga dalszych wyjaśnień. Orientacja narcystyczna z samej swej natury przeszkadza jednostce, chociaż w różnym stopniu-postrzegać rzeczywistość taką, jaka jest, to znaczy obiektywnie. Innymi słowy-ogranicza ona zakres funkcjonowania rozumu.

    Znaczenie narcyzmu z punktu widzenia etyczno-duchowego i sposoby jego przezwyciężania podają  religie judeo-chrześcijańskie: " Kochaj blizniego swego, jak siebie samego". Ząda się tu przezwyciężenia narcyzmu poprzez uznanie ważności swojego bliżniego, w stopniu równym uznania własnej osoby. W miłości do blizniego ginie miłość narcystyczna, ponieważ  znaczy to, że kocham istotę ludzką w jej odmienności i specyficzności, a nie dlatego, że jest ona taka jak ja.

    Walka przeciwko idolatrii, która stanowi centralny wątek nauk głoszonych przez wielkich profetów, jest zarazem walką przeciwko narcyzmowi.

    W buddyzmie zasada walki z narcyzmem  bywa wyrażona również w radykalny sposób. Człowiek może uchronić się tylko przed cierpieniem jedynie wówczas, kiedy wyzwoli się z iluzji i stanie się świadom swojej realności, którą tworzy trauma jego egzystencji; realności choroby,  starości, śmierci oraz niezaspakajanie swojej zachłanności. Człowiek osiąga swą pełną dojrzałość, gdy całkowicie wyzwala się z narcyzmu zarówno idywidualnego, jak i zbiorowego. 

     

     
    Odpowiedz
  28. beszad

    Zapatrzenie we własną grupę

    Walka przeciwko idolatrii, która stanowi centralny wątek nauk głoszonych przez wielkich profetów, jest zarazem walką przeciwko narcyzmowi. 

    Ciekawe ujęcie narcyzmu w kontekście tego, o czym wcześniej mówiliśmy. Nie wiem, czy dobrze zrozumiałem, ale chodziłoby tu o takie zapatrzenie się w wartość własnej grupy, że zatracamy z pola widzenia wartość osób, które znajdują się poza naszą grupą oraz wartość wszystkich grup zewnętrznych? Czy o to Ci chodziło? Idolatria obejmowałaby wtedy to, co kształtuje tylko moje podwórko z jego domownikami…

     
    Odpowiedz
  29. elik

    Kiedy nie wolno milczeć?…..

    Owszem 3XM jest zwykle postawą szlachetną i godną polecenia. Jednak bywają również i takie zachowania, relacje, sytuacje, kiedy milczenie jest nie tylko zgorszeniem. Ponieważ staje się wyrazem tolerancji, uległości wobec złoczyńców, czy obecnie coraz częściej wymaganej poprawności politycznej albo bezradności, strachu, czy zamierzonego wyrachowania, wygodnictwa i obojętności, tj. grzechem zaniedbania.

    To chyba oczywiste, że nie wolno milczeć wówczas, gdy występuje potencjalne zagrożenie lub dzieje się zło np: ewidentna krzywda albo celowo jest oferowane innym fałszywe, pozorne dobro i wóczas, gdy wymagana jest np: reprymenda – słowna interwencja. Natomiast przykładów właściwego (stosownego) użycia słów, także wobec złoczyńców, faryzeuszy, czy uczonych w piśmie nie brakuje w Piśmie Świętym, ani w nauczaniu Jezusa Chrystusa.

    …..aby świat stał się lepszy, konieczne jest, by chrześcijanie przemawiali jednym głosem i działali na rzecz szacunku dla praw i potrzeb wszystkich, zwłaszcza ubogich, poniżonych i bezbronnych. (Encyklika Deus caritas est, nr 30).

    Szczęść Boże!

     
    Odpowiedz
  30. Halina

    Beszad

     Nie wiem, czy dobrze zrozumiałem, ale chodziłoby tu o takie zapatrzenie się w wartość własnej grupy, że zatracamy z pola widzenia wartość osób, które znajdują się poza naszą grupą oraz wartość wszystkich grup zewnętrznych? Czy o to Ci chodziło? Idolatria obejmowałaby wtedy to, co kształtuje tylko moje podwórko z jego domownikami…

     

    Zarówno narcyzm indywidualny, jak i grupowy przybiera różne formy; od idolatrii, która ze swej istoty polega na absolutyzowaniu, po ukrywanie się za postawą skromności i pokory, z których również można uczynić przedmiot narcystycznej afirmacji. Ale bez wzgl.na to jak odmienną formę przybierze narcyzm, brak autentycznego zainteresowania innymi, jest wspólny dla wszystkich form. Istotą narcyzmu grupowego jest wyższość jednej grupy nad inne. Grupa powinna koncentrować się nie na tym co posiada np. lepsze poznanie Boga, nieomylnego namiestnika Chrystusa na ziemi etc, ( bo tym sposobem pielęgnuje się spory ładunek narcyzmu), ale na tym czego dokonuje. Wielu członków ma rozwinięte silne postawy narcystyczne, z tego tylko względu, że są członkami tak niezwykłej instytucji. Takie zjawisko można obserwować i w innych religiach-mamy proroka, charyzmatycznych przywódców, ciało nieomylne etc.

    Jeżeli ktoś powie np. ja i moja rodzina jesteśmy najmądrzejszymi, najwspanialszymi, wybitnie inteligentnymi  ludzmi, a inni to niedouczone, nieuświadomione, nieuczciwe i niezbyt dobre istoty. To taki człowiek ma marne szanse zostać idolem. Co najwyżej pomyślimy, że jest prymitywny i zarozumiały w swym myśleniu. Ale, gdy w miejsce słów " ja i moja rodzina", wstawimy słowa; " ja, mój Bóg, moja religia, partia polityczna etc., taki człowiek ma szansę być chwalony przez rzesze ludzi za swą miłość do Boga, Kościoła i Ojczyzny. Grupa zaś, którą reprezentuje poczuje się jako wyższa i dowartościowana w swoim narcyzmie. 

     

     
    Odpowiedz
  31. beszad

    świadomość fałszu i przyczyny zamknięcia na innych

    "To chyba oczywiste, że nie wolno milczeć wówczas, gdy występuje potencjalne zagrożenie lub dzieje się zło np: ewidentna krzywda albo celowo jest oferowane innym fałszywe, pozorne dobro i wóczas, gdy wymagana jest np: reprymenda – słowna interwencja. Natomiast przykładów właściwego (stosownego) użycia słów, także wobec złoczyńców, faryzeuszy, czy uczonych w piśmie nie brakuje w Piśmie Świętym, ani w nauczaniu Jezusa Chrystusa."

     

    Zbigniewie – kiedy próbuję przypomnieć sobie wszystkie te sytuacje, w których Jezus grzmiał na innych, zawsze znajduję w pamięci tylko faryzeuszy i uczonych w Piśmie, a także tych, co zamienili świątynię w plac targowy. Nie przypominam sobie natomiast ostrych słów Jezusa pod adresem ludzi błądzących, a nawet jawnogrzeszników. Jezus nigdy nie karcił za to, ze ktoś trzymał z kimś innym lub że opierał się na innych autorytetach czy nawet wyzanawał inną religię. Ale moja odpowiedź nie jest w pełni adekwatna do Twojej wypowiedzi, Zbigniewie, bo przecież Ty wyraźnie piszesz o milczeniu w sytuacji świadomego fałszowania prawdy. Tu przyznaję Ci rację bez cienia wątpliwości – w takim przypadku nie można milczeć. Podobnie, jak nie wolno nam milczeć, gdy chodzi o czyjąś krzywdę. Świadomość fałszowania prawdy wiąze się również z jakimś rodzajem krzywdzenia innych. Zachodzi tylko pytanie, czy człowiek wzrastający w innej religii, innej kulturze, faktycznie rozpowszechnia błędną naukę w sposób świadomy? I czy obok tych błędów nie ma jednak również jakiegoś dostępu do Prawdy?

    Halino – dziękuję za rozwinięcie tematu. Teraz myślę, że wszystko jest dla mnie czytelne i w pełni się z tym zgadzam. Istnieje taki rodzaj religijnej i poliłowiek staje jak ślepiec wobec drugiego człowieka, widząc tylko swoje cząstkowe prawdy, nie dostrzegając zaś w drugim podmiotu i nie próbując zgłębić tego, co tamten mówi i czuje. A to przecież powinno nam towarzyszyć nawet wtedy, gdy jesteśmy niezbicie przekonani do swej drogi. Kto wie, może to własnie ludzie niepewni swej prawdy mają największe tendencje do takiego narcyzmu – w obawie przed tym, że w oczach innych mogliby dostrzec ruinę tego, w co wierzą?…

     
    Odpowiedz
  32. elik

    Myśli, słowa i czyny

    Adamie to nie chodzi o słowa ostre, karcące, czy potępiające, przesadne, lecz wynikające z pełnej świadości i prawdziwej miłości, czyli  wzorcowe, właściwe, wręcz nas zaskakujące, zadziwiające, a złoczyńców wzruszające, budujące i przemieniające tj. wyrażające podobną, do Jego serdeczność, życzliwość, przychylność i przebaczenie np: "Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią"

    Owszem wielu z nas bytuje beztrosko i w błogiej nieświadomości albo nie całkiem, czy niezbyt dokładnie wie, co czyni i porusza się po omacku lub zachowuje się, czy artykułuje swoje myśli, doznania, odczucia subiektywne, a nawet opacznie, błędnie.

    Jednak bywają i tacy, u których zamiast rozsądku, cnót i uczuć wyższych, dominuje nie tylko głupota, lecz wady, złe nawyki (uzależnienia), także uprzedzenie, wrogość i instynkty niskie (pycha, cynizm, perfidia, szyderstwo, zawiść, zazdrość, mściwość) itp.

    Bądźmy jednak podobni, do Niego i gotowi, zdolni dostrzegać lub uznawać własne ułomności, oraz demaskować zamiast milczeć, czy tolerować  istniejące zło i wskazywać innym szczególnie ich uporczywe trwanie w błędzie, oraz zawsze wybaczać sobie i innym winy.

    Szczęść Boże!

     

     
    Odpowiedz
  33. Halina

    Beszad

     Kto wie, może to własnie ludzie niepewni swej prawdy mają największe tendencje do takiego narcyzmu – w obawie przed tym, że w oczach innych mogliby dostrzec ruinę tego, w co wierzą?…

     

    Jezeli masz na myśli idolatrię, to ludzie o tak wysokim rysie narcystycznej patologii, nie przeżywają niestety żadnych rozterek. Osobowości jednostek, które są szególnie narcystyczne, najbardziej kwalifikują się do pełnienia funkcji przywódczych, ponieważ narcyzm przywódcy przeświadczonego o swojej wielkości, który nie przeżywa żadnych wątpliwości, jest dokładnie tym, co pociąga narcyzm podległych mu osobników. Na wpół obłąkany lider odnosić może sukcesy tak długo, dopóki jego brak zdolności do obiektywnej oceny, jego gniewne reakcje wobec wszelkiego sprzeciwu, jego potrzeba podtrzymywania obrazu osoby wszechmocnej, nie sprowokują go do popełniania błędów. Ale zawsze znajdą się utalentowani na wpół psychotycy, którzy zaspokoją wymagania narcystycznych  mas. Zraniony narcyzm można "wyleczyć" tylko wówczas, gdy  zostanie unicestwione zródło obrazy. Taka potrzeba jest  często przyczyną rozlicznych przejawów zemsty indywidualnej i narodowej. Megalomański przywódca zapewne dążyć będzie, do "wyleczenia" swojego narcyzmu, naginając zewnętrzny świat tak, by odpowiadał jego wyobrażeniom.

     

     staje jak ślepiec wobec drugiego człowieka, widząc tylko swoje cząstkowe prawdy, nie dostrzegając zaś w drugim podmiotu i nie próbując zgłębić tego, co tamten mówi i czuje. 

    Po czym poznać , że jednostka jest osobą narcystyczną?

    Znany dowcip wyraża jedną z takich sytuacji z życia codziennego w dość zabawny sposób. Pisarz spotyka jednego ze swoich przyjaciół i przez dłuższy czas opowiada o sobie, a następnie mówi: " Tak długo już mówię o sobie. Pomówmy teraz o tobie. Jak ci się podobała moja ostatnia ksiażka? "Człowiek ten jest typowy dla dużej grupy ludzi zajętych sobą, których mało interesują inni, z wyjątkiem sytuacji, gdy sprawy bliznich służą za pretekst do skupienia się na sobie. Nawet jesli pomagają innym, bo lubią widzieć się w tej roli, energię skupiają raczej na sobie, nie zadając sobie trudu postrzegania sytuacji oczyma osoby, której pomagają.

    Wspólne ludzkie doświadczenie wyraża się w poczuciu, "iż nic co ludzkie nie jest mi obce", i że każda istota ludzka może zrozumieć swego blizniego, ponieważ oboje uczestniczą w tych samych doświadczeniach ludzkiej egzystencji. Potrzeba do tego poszerzenia świadomości samego siebie, przekroczenie tej świadomości oraz rozświetlenie sfery nieświadomości. Pozwoli to człowiekowi na odkrycie wszystkich aspektów natury ludzkiej.

     

     
    Odpowiedz
  34. beszad

    “Jezeli masz na myśli

    "Jezeli masz na myśli idolatrię, to ludzie o tak wysokim rysie narcystycznej patologii, nie przeżywają niestety żadnych rozterek."

    Halinko, myślę, że w relacjach zewnętrznych faktycznie takich rozterek nie dostrzegamy. Często wyparte zostają też one z samego myślenia i odczuwania. Ale mam nieodparte wrażenie, ze tam, gdzie człowiek dąży do przezwycięzenia zła w innym człowieku (a nie w sobie), gdzie źródło zła dostrzega wyłącznie w zewnętrznych grupach (a nie własnej), tam kieruje się on jakimś ukrytym lękiem przed zburzeniem misternie wznoszonej wiezy własnej "wiary" (stawiam to słowo w cudzysłów, bo w takiej sytuacji mozemy mieć do czynienia raczej z iluzją wiary). Rozterka dotyczy więc nie tyle swego postępowania, ile nadwątlonej ufności, że Bóg nie pozwoli runąć budowli wznoszonej na samym DOBRU, nawet jeśli zabraknie w niej roztropności.

    W drugim akapicie bardzo humorystycznie oddałaś sytuację nieuświadomionego narcyzmu – w którym czasami i ja sam się odnajduję, bo człowiek skazany jest poniekąd na taki rodzaj subiektywizmu, który utrudnia pełne wniknięcie w myśl drugiej osoby. Niemniej podany przez Ciebie przykład bardzo mi się spodobał, bo pozwala demaskować w sobie podobne skłonności. Myślę, że czasem taka postawa wypływać moze ze źle pojętej odpowiedzialności za dialog, która jawi się wówczas jako konieczność podtrzymania rozmowy za wszelką cenę i zatykania sobie uszu na wszelką różnicę zdań. Bo dialog musi mieć chwile "wycofania", w których poza słuchaniem nie mam nic do powiedzenia, kiedy chwilami staję wobec całkowitego niezrozumienia – i w takich sytuacjach potrzebne jest również milczenie, aby tę "niezgodność" w sobie przetrawić, przemyśleć, przyswoić sobie czyjś tok rozumowania, czyjś sposób patrzenia i odczuwania…

    Dziękuję, Halinko, za ciekawą inspirację do rozmyślań! 🙂

    Adam.

     
    Odpowiedz
  35. beszad

    Piękna puenta

    Bądźmy jednak podobni, do Niego i gotowi, zdolni dostrzegać lub uznawać własne ułomności, orazdemaskować zamiast milczeć, czy tolerować  istniejące zło i wskazywać innym szczególnie ich uporczywe trwanie w błędzieoraz zawsze wybaczać sobie i innym winy. 

    Zbigniewie – to Twoje powyższe zdanie będzie chyba dobrą puentą naszej rozmowy. Dostrzegajmy słabości, lecz zawsze przez pryzmat woli poprawy – wiary w miłosierdzie (skierowane ku przeszłości) i otarzność (zwróconą ku przyszłości). Bądźmy skłonni demaskować zło, lecz czyńmny to zawsze z gotowością wybaczenia. Taką konkluzję dostrzegam w Twojej wypowiedzi i jest mi ta postawa bardzo bliska.

    Z serdecznym pozdrowieniem – przy właśnie w tej chwili wychodzącym zza ciemnych chmur słońcu. 🙂

    Adam.

     
    Odpowiedz
  36. beszad

    Piękne i wymowne! 🙂

     Arturze – dziękuję! Faktycznie muzyka przeurocza, wciągająca i bardzo z obrazem komponująca! A obraz z kolei wspaniale pokazuje harmonię starej Francji z tą nowoczesną i połączenie samego rdzenia Francji z otwarciem na wielokulturowość… Słowem, subiektywność styka się tu na całej linii z obiektywnością. 🙂

    Pozdrawiam!

     
    Odpowiedz
  37. aaharonart

    tak ten Paryż

     ma coś w sobie 🙂

    Lubię czasami posłuchać coś co relaksuje 🙂

    Po za tym zapraszam do odwiedzenia strony arytstki która to tak pięknie ujęła

    oto link do strony 

    http://www.barbaramaliszewska.eu/

    Ciekawe zdjęcia i wogóle ten wiersz o marzeniach też fajny no nie :):)

    Gdybym miał niebios wyszywaną szatę
    Z nici złotego i srebrnego światła,
    Ciemną i bladą, i błękitną szatę
    Ze światła, mroku, półmroku, półświatła,
    Rozpostarłbym ci tę szatę pod stopy,
    Lecz biedny jestem: me skarby – w marzeniach,
    Więc ci rzuciłem marzenia pod stopy,
    Stąpaj ostrożnie, stąpasz po marzeniach.

    art*

     
    Odpowiedz
  38. beszad

    Inspiracja

     Arturze, te zacytowane przez Ciebie strofy zainspirowały mnie do napisania kolejnej notki – tym razem o świetle… Dziękuję, bo kolejny już raz podsuwasz mi inspirujące słowo! 🙂 pozdrawiam.

     

    "Gdybym miał niebios wyszywaną szatę 

    Z nici złotego i srebrnego światła,

    Ciemną i bladą, i błękitną szatę

    Ze światła, mroku, półmroku, półświatła…"

     
    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code