Sen o Synu Marnotrawnym

Dobrze znana przypowieść o synu marnotrawnym (Łk 15,11) wbrew pozornie prostemu przekazowi ma wiele aspektów i może być twórczo interpretowana z licznych prespektyw,  jednocześnie wnosząc w każdym wymiarze twórcze wskazówki.

Do podzielenia się moją wizją zachęcił mnie sposób analizy jaki często stosuje Adam, który szuka wspólnych wzroców i toposów nie tylko w Biblii ale w mitach, teoriach filozofów i sztuce.

Moja interpretacja przypowieści będzie miała charakter jakiego często używa się w analizie snów, gdzie większość postaci jest reprezentacją aspektów osobowości, nie zaś przedstawieniem rzeczywistych osób i relacji ze świata śniącego.

Najpierw wspomnę co naprowadziło mnie na taką wizję. Otóż, ciągle czułem pewien zgrzyt w tej przypowieści. Zgrzyt, który intryguje mnie, drażni, niepokoi i powraca od lat, i właściwie nie umiem się go pozbyć inaczej niż przyjmując senną wykładnię przypowieści.

Zgrzyt jest oczywisty i czuje go zapewne wiele osób,  jego osią jest Dobry Syn, jego miejsce u ojca i jego żal oraz pretensje, oraz motywacja Syna Marnotrawnego.

Zwykle gdy słucham w kościele interpretacji to Dobry Syn szybko staje się czarną owcą tej historii. 
Mówi się o nim mnie wiecej tak: "czego ty właściwie chcesz chłopie, nie umiesz sie nawet cieszyć, że twój brat wrócił?" , "daj spokój, zejdź gdzie twoje miejsce – na drugi plan, daj się cieszyć Ojcu z powrotu zagubionego dziecka, nie o ciebie tu wszak chodzi, ty masz swoje i znikaj"

Zgrzytem jest też pretensja, którą wyraża Dobry Syn, mówi on:

"Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę".

Ta pretensja przedstawia Dobrego Syna w złym świetle, ukazuje go li tylko jako zawistnika, który domaga się swego. Tak naprawdę ta pretensja zupełnie nie pasuje do Dobrego Syna, lecz za to doskonale brzmiałaby w ustach Syna Marnotrawnego i zgadza się z jego koniunkturalną i oportunistyczną postawą. Gdyż on właśnie goni za biesiadami, używa życia i trwoni majątek, a teraz powraca i to nie dlatego,, że tęskni za ojcem i bratem, ale że u ojca i brata będzie znów miał lepszy "wypas". Jakby mówił "cóż trudno, nie udało mi się w świecie, więc wracam do ojca" … gdzie będę mógł dalej suto próżnować.

Z tym właśnie wiąże się trzeci zgrzyt – czyli fałszywa motywacja Syna Marnotrawnego : "wracam bo mi tu źle, wszak świnie mają lepiej u mego ojca, więc co mi tam, wracam".

Ale Dobry Syn, wbrew temu, że tak łatwo spycha sie go na drugi plan, ma prawo do żalu, ma prawo a może nawet obowiązek wyrazić swój żal, a brzmi on tak:

"Mam wielki żal do Ciebie Bracie. I nie chodzi mi o koźlę na uczcie powitalnej i o radość ojca który Cię nie potępia, lecz wita z otwartymi ramionami.
Mam wielki żal do Ciebie Bracie, mam żal o to że odszedłeś i zabrałeś nam siebie, że nie dzieliłeś z nami życia, że nie było Cię w naszych trudach, radościach i bólu, żal że nie było Cie z nami przy pracy i w święta. Że nie daleś sie nam kochać, ani nas nie kochałeś, że tęskniliśmy za Tobą, że byłeś nam potrzebny, szukaliśmy Cię a Ciebie nie było. I nie robiłeś w tym czasie niczego godniejszego, niczego co usprawiedliwiałoby twoją nieobecność. Żadna wartość nie stała za twoją nieobecnością. Więc myśmy Cię naprawdę stracili, nie fizycznie, ale duchem, nie byłeś nasz bo nie chcialeś mieć z nami nic wpólnego. Odszedłeś bo taka była twoja wola. Z jakiej woli dziś wracasz?"

Syn Marnotrawny odpowiada: "Wracam być z Wami, a nie do jadła lepszego niż mają świnie. Tym co jest u Was lepsze jest dobro którę mogę z Wami dzielić i za nim zatęskniłem, za wami"

Ojciec (który w tej przypowieści nie jest postacią Boga, lecz ludzką wolną wolą i miłością jaką daje Bóg) mówi: "Kocham Cię synu kiedy jesteś, kiedy odchodzisz i kiedy powracasz. A najbardziej cieszę się gdy w sposób wolny wybierasz by wrócić do mnie czyli także do siebie – bo wszystko co moje chcę by było twoje".

 
Tak widziana przypowieść to sen: Ojciec, Dobry oraz Marnotrawny Syn to jedna osoba, wewnetrzna rozgrywka i wybór który ciągle dokonuje sie w człowieku, wybór dostrzeżenia i powrotu do dobra, chociaż to dobro na codzień nie jest nagradzane koźlęciem i ucztą. Wybór powrotu do Dobrego Ojca i Dobrego Brata nie dlatego ze tam jest lepsze jedzenie, ale dla nich samych, dla bycia z nimi.

Senna interpretacja ma jeszcze jedną zaletę: pokazuje ona integrację osobowości i nie wypacza praw rozwoju rodziny w rzeczywistym świecie, gdyż w rzeczywistosci dzieci muszą odchodzić od rodziców, a nie wracać.
Taki powrót w rzeczywistosci i gospodarzenie pod okiem prawdziwego ojca byłby skażeniem(kazirodztwem?) natury, byłby wbrew naturalnemu prawu i tendencji do wolnej woli i samodzielnego życia.
W rzeczywistosci jakiej żyjemy ojciec powinien przekazać synowi majątek (wartości i tradycję) i dać mu odejść, nawet na roztrwonienie.
W przypowieści powrót jest symbolem, powrotem nie pod socjalne skrzydła ojca, ale jest symbolem odnalezienia-powrotu-ingtegracji wartości Ojca i Dobrego Brata.
 

 

17 Comments

  1. elik

    Syn marnotrawny i …….

    Przypowieść o synu marnotrawnym i drugim synu…., a ojcu miłosiernym jest wg. mnie niezwykle inspirująca, oraz ponadczasowa, a zatem aktualna, pouczająca i ubogacająca. Dlatego jest lub może być przedmiotem pogłębionej refleksji, czy różnych interpretacji, bądź dywagacji. Jednak chyba należy zawsze pamiętać, że jej autorem jest Chrystus, a myślą przewodnią to – czym jest miłosierdzie?……

    Młodszy syn stał się marnotrawnym, bo nie tylko utracił łaskę i godność, lecz również złamał przymierze miłości, a jednak doświadczył, od ojca aktu miłosierdzia. Ponieważ opamiętał się i nawrócił, oraz uznał swoją grzeszność i przyznał, do popełnionych błędów.

    Jak wielu z nas ma kłopot nie tylko z uznawaniem swojej grzeszności, lecz również z przyjęciem miłosierdzia Boga, czy wielkoduszności, serdeczności rodziców lub innych osób i uporczywie trwa w grzechach i błędzie, oraz absolutnie nie chce przyznawać się, do popełnianych win, czy błędów?….

    Zdrowie i bliskość z Bogiem, także relacje, obcowanie z bliskimi, bądź bliźnimi są naturalnym stanem, którym człowiek powinien się – szczególnie radować i cieszyć. Jednak wiele osób z powodu fatalnych, absurdalnych osobistych wyborów i decyzji – nie doświadcza w/w miłości tj. obecności, ani bliskości z Bogiem, oraz wspólnoty, braterstwa innych osób, ani nadzwyczajnej ich dobroci, także przyjaźni, serdeczności, czy radości i szczęśliwości, lecz uporczywie trwa w grzechach lub brzemiennym w skutkach błędzie i nagminnie martwi się i smuci.

    Ponieważ niezbyt troszczy się o duchowość – stan ducha, w tym zdrowie duszy i ciała, oraz bezmyślnie trwoni dar życia – swój czas. A nawet świadomie i dobrowolnie odrzuca Jego miłość, także Boga obietnicę zbawienia i życia wiecznego m.in. zajmując się i zadowalając jedynie sprawami i wartościami doczesnymi, a zaniedbując relacje z Bogiem i innymi osobami.

    Szczęść Boże!

     

     
    Odpowiedz
  2. eskulap

    Dziękuję za komentarz,

    Dziękuję za komentarz, szczególnie spodobało mi się to zdanie

    >>"Młodszy syn stał się marnotrawnym, bo nie tylko utracił łaskę i godność, lecz również złamał przymierze miłości, a jednak doświadczył, od ojca aktu miłosierdzia."

    gdyż zasadniczo oddaje ono cały sens ten przypowieści.

    Szczęść Boże

    pozdrawiam,

    Eskulap

     
    Odpowiedz
  3. elik

    Chrystusa główne przesłanie i sens przypowieści.

    Rzecz w tym, że to absolutnie nie jest moje zdanie, ani mniemanie, czy wyobrażenie, bądź kogokolwiek interpretacja, czy sen, zjawa, lecz relacja prawdziwa, wiarygodna, jednoznaczna, oraz nadal aktualna i bardzo pouczająca – między ojcem miłosiernym, a synami.

    Czy wielu współczesnych ojców (rodziców), a tym bardziej chrześcijan zna, właściwie odczytuje i w pełni uznaje sens przypowieści Chrystusa, oraz stara się być wobec swojego potomstwa sprawiedliwymi, wielkodusznymi i wiarygodnymi, a tym bardziej rodzicami, czy opiekunami miłosiernymi?……………

    Szczęść Boże!

    Pozdrawiam Ciebie serdecznie – Zbigniew

     
    Odpowiedz
  4. Halina

    Zgrzyty

     

    Zgrzyt jest oczywisty i czuje go zapewne wiele osób,  jego osią jest Dobry Syn, jego miejsce u ojca i jego żal oraz pretensje, oraz motywacja Syna Marnotrawnego
     
    Nie czuję w tej przypowieści takich zgrzytów. To tzw. dobry syn przebywał z Ojcem -kierując się niewłaściwą motywacją. Nie wypływała ona z miłości.  Miał z Nim relacje, które nie były oparte na miłości. Pozostawał w domu ,prawdopodobnie z obowiązku i przyzwoitości. W przeciwnym razie nie byłoby w nim żalu i pretensji. Młodszy Syn , po stracie kierunku w życiu-powraca do domu z pełną świadomością  upadku kierując się właściwą motywacją: "  Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem Ciebie; już nie jestem godzien nazywać się Twoim synem: uczyń mnie,  choćby jednym z najemników " 
     
    Nikomu nie uda się zajśc daleko w życiu, zanim nie dozna jakiejś formy straty, czasami nawet samego siebie, własnej tożsamości.  Po stracie poszkodowany, poszukuje tego, co zagubił. Kształtowanie się osobowości młodszego syna dokonuje się poprzez dezintegrację- ku integracji nowszej, pełniejszej wyższej. Tego stanu nie osiąga starszy Syn. Jego postawa, to zwyczajna adaptacja do obowiązujących norm.
     
    Do Boga ( ideału osobowości), nie można inaczej dojść jak tylko przez " uśmiercanie starego człowieka", znajdujemy Go w splotach gubienia i odnajdywania,  odchodzenia i powrotów.
    Rozwój duchowy to przechodzenie ze stopnia na stopień, z mieszkania do mieszkania, aż dojdzie się do ostatniego stopnia miłości. Poszczególne stopnie nie są trwałe i niezmienne. Spełniają swój sens i swoją wartość, o ile służą w odniesieniu do następnych stopni. One jedynie prowadzą do ostatniego, najważniejszego stop­nia poznania i miłości Boga, gdy Bóg i człowiek będą mogli swo­bodnie i w prostocie udzielać się sobie. Wynika z tego, że Bóg stopniowo i odpowiednio do siły człowieka podnosi go ku sobie, stopniowo oczyszcza i udoskonala, wielorakimi sposobami pod­nosi duszę ze stopnia na stopień, z płaszczyzny na płaszczyznę, aż do tego, co najbardziej wewnętrzne. Wejście na każdy nowy sto­pień okupione jest często  nowym kryzysem, nowym stopniem oczysz­czającej nocy ciemnej. Od niej rzeczywiście rozpoczyna się rozwój duchowy.
     
    Czło­wiek stopniowo, krok po kroku, dochodzi do świadomości, że czas pró­by, czas zamętu tożsamościowego posiada istotne walory: wzra­stającej przyjaźni z Bogiem ( ideału osobowego) gotowości poświęcenia się i działania dla Jego czci i chwały.
     
    Odpowiedz
  5. eskulap

    @Halina

    Pani Halino,

    oczywiście można tak jak Pani interpretować tę przypowieść

    >>"Młodszy Syn , po stracie kierunku w życiu-powraca do domu z pełną świadomością upadku kierując się właściwą motywacją."

    >>"Tego stanu nie osiąga starszy Syn. Jego postawa, to zwyczajna adaptacja do obowiązujących norm."

    lecz uważam, że interpretacja "na trzy realne postacie – ojca i dwu synów" zawiera pewną pułapkę.

    Otóż, tak rozumiana przypowieść staje się bardziej moralizowaniem niż nauką.

    Moralizowaniem, bo wprowadza między braci wartościowanie lepszy – gorszy,  jak widać powyżej.

    Natomiast interpretacja 3 postaci jako wewnątrznych aspektów osobowości pokazuje napięcie, oczekiwanie, konflikt, dylemat: szukać czy nie? czekać czy nie?,  wybór i …. nagrodę. Jest zatem nauką.

    Chrystus rzadko porównuje realnych ludzi, nawet kiedy mówi o Marii i zabieganej Marcie(Łk 10,38), to odnosi się do ich wyborów (wybrała najlepszą cząstkę) a nie osób jako całości.

    Historia syna marnotrawnego ma szerszy kontekst dwu innych podobnych przypowieści – o zagubionej owcy i zagubonej drachmie.

    Co łączy te przypowieści:

    – radość z nawrócenia a dokładnie odnalezienia

    – i co ciekawe, obiekt odnaleziony awansuje od przedmiotu, przez zwierzę do człowieka. W kazdym jednak przypadku brakuje mu podmiotowości i dobrej motywacji.

    Drachma w ogóle nie jest podmiotem nawrocenia, jako przedmiot jest odnaleziona przez gospodynię.

    Owca, która odeszła jest odnaleziona przez pasterza, który porzuca wszystko by jej właśnie szukać.

    Syn, wraca bo mu świta że u ojca miał lepiej.

    Z perspektywy "drachmy", "owcy" i "syna" wszystkie te opowieści są moralizowaniem. Nikt z nich nie ma zasługi nawróceniu/odnalezieniu.

    Zasługę jest tam gdzie jest wybór, a wyboru dokonuje:

    – gospodyni …. szukajaca drachmy, chociaz mogłaby nie szukać bo ma 10 innych

    – pasterz …. szukający owcy, mógłby wybrać pozostanie ze stadem ktore ma

    – ojciec …. witajacy syna, mógłby wybrać syna ktory z nim pozostał

    Te 3 postacie podkreślają wagę radości odnalezienia, ale wcześniej wybierają szukanie lub oczekiwanie.

    Wartość radości wynika z wyboru i to jest nauka, nie zaś ocena postaci.

    pozdrawiam,

    Eskulap

     

     

     

     
    Odpowiedz
  6. elik

    Inerpretacje Słowa Bożego i ………

    @Eskulap – czytając Pana albo innych osób rozważania, wyznania, a w tym przypadku interpretacje Słowa Bożego można przyjmować je bezkrytycznie albo razem zastanowić się – czy proces ich rozeznania był należycie i właściwie przeprowadzony?…..

    Jezus Chrystus, a nawet ludzie dostatecznie prawi, dobrej woli i roztropni nie odnoszą się, do osób, ani ich wyborów, decyzji, lecz przede wszystkim, do sposobu realizacji dokonywanych wyborów, czy podejmowanych decyzji życiowych, w tym również ukazanych w tej przypowieści.

    Ponieważ sposób ich urzeczywistniania, a szczególnie zgodny z Jego wolą jest zawsze zdecydowanie bardziej doniosły, pouczajacy i ważniejszy, a nawet innych ubogacający, niż to, czy w/w wybory, przedsięwzięcia i czyny, w tym prezentowane interpretacje Słowa Bożego są w naszym przeświadczeniu najlepsze.

    Natomiast inną kwestią jest radość z w/w dokonywanych wyborów, czy podejmowanych decyzji. Na ogół ludzie dążą do tego, żeby przede wszystkim mieć, posiadać coraz więcej; i to daje im swoistą satysfakcję i radość, czy raczej zaspokojenie podstawowej potrzeby egzystencjalnego bezpieczeństwa.

    Święty Paweł wie, że każdy chrześcijanin może dojść do takiej przemiany swego serca, że najbardziej  raduje się, gdy ofiarowuje siebie, czyli innym służy i daje. Zapewnia nas także, że radosnego dawcę szczególnie miłuje Pan Bóg.

    Pozostaje nam zapytać wiedząc, do czego zachęca nas św. Paweł – co takiego musi się w życiu człowieka wydarzyć, by czerpać radość z dawania (a nie z brania, z ubiegania innych)?…..albo 

    – co musi się koniecznie stać, by szczerze, z głębi serca powiedzieć, że naprawdę mam więcej radości w dawaniu, niż w braniu?…..

    Szczęść Boże!

     
    Odpowiedz
  7. eskulap

    @Elik

    Panie Zbigniewie,

    >>"Pozostaje nam zapytać wiedząc, do czego zachęca nas św. Paweł – co takiego musi się w życiu człowieka wydarzyć, by czerpać radość z dawania (a nie z brania, z ubiegania innych)?…..albo – co musi się koniecznie stać, by szczerze, z głębi serca powiedzieć, że naprawdę mam więcej radości w dawaniu, niż w braniu?….."

    Nie odpowiem Panu na to pytanie, bo to nie człowiek jest szafarzem tej łaski, chociaż człowiek ją przyjmuje. Myślę, że łaska przyjęcia i odwzajemnienia miłości płynie ku ludziom cały czas. Niewątpliwie łatwiej ją przyjąć idąc za wskazówkami Ewangelii.  Podobnie nie przyjmuje się jej raz na zawsze, lecz tak jak mówił o tym ks Tischner cytatem z wiersza Jerzego Lieberta : "uczniwszy wybór na wieki, w każdej chwili wybierać muszę".

    Wydaje mi się, że na ogólnej odpowiedzi należy poprzestać, gdyż enumeratywne wyliczanie warunków "sine qua non" przemiany serca byłoby pychą. W każdym człowieku przebiega ona inaczej i każdy daje inne świadectwo. Uważam, że na pańskie pytanie tutaj np świetnie odpowiada pastor Juszczak. On opowiada jak łaska działała na niego i zmieniała jego życie. Pytanie "jak?" jest jednak inne od pytania "dlaczego?".

    Wydaje mi sie też że w ostatnim komentarzu celnej kwintesencji tego jak szukać i przyjmować łaskę dokonała Pani Halina.

    pozdrawiam,

    Eskulap 

     
    Odpowiedz
  8. eskulap

    @Elik

    Panie Zbigniewie,

    >>by czerpać radość z dawania (a nie z brania, z ubiegania innych)

    >>że naprawdę mam więcej radości w dawaniu, niż w braniu?…..

    Być może w kwestiach materialnych branie i dawanie mają przeciwne zwroty na sej osi. Lecz w przestrzeni duchowej są niemal tym samym aktem.

    W "Sztuce miłości" Erich Fromm użył cytatu z Paracelsusa "nie może klasnąć jedna dłoń bez drugiej".   Co w praktyce miłości oznacza, że wyraża się ona przez przyjmowanie i dawanie.

    Czy ktoś kto odmawia przyjęcia daru serca innej osoby kocha? Chyba nie.

    Odrzucenie przejawów miłości, szczególnie gdy płynie ona od dziecka do kogoś bliskiego, jest jedną z najbardziej destruktywnych form "nie dawania" miłości.

    pozdrawiam,

    Eskulap

     
    Odpowiedz
  9. aaharonart

    Hali i Zbigniew

    "aharonek pali ognisko"

    Hali

    Bardzo ciekawie i głęboko piszesz. Dziękuję za Twoje słowa w tym blogu. Przekonuje mnie twój wywód na temat dwóch synów . Odnajduję w Twoich słowach wiele nowych spojżeń na tą przypowieść . W linku który podaję poniżej mogłem również doczytać głębie Twojego wykładu .

     

    Zbyszku

    Czytamy tę przypowieść jako przestrogę, by nie być takimi, jak syn marnotrawny. Ale przecież i tak wszyscy jesteśmy jak syn marnotrawny. To jest przypowieść o starszych i młodszych, o mężczyznach i kobietach — czyli o wszystkich ludziach. Pytanie trzeba więc sformułować : co my zrobimy z naszą grzesznością?
    Przypowieść o synach i ojcu jest formą otwartą, to znaczy, że jej zakończenie zależy od tego, jak ją zrozumieją i jak ją przyjmą słuchacze. Słowa starszego syna: Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu (gr. oudépote entolēn sou parelthon) dosłownie trzeba by przetłumaczyć: nigdy nie byłem ci nieposłuszny. Starszy syn jest posłuszny ojcu, choć jego synowska więź wygasła; jest skrupulatny, polecenia ojca co do joty wypełnia jak rozkazy, a to czyni go podobnym do… faryzeuszy. Przecież to do nich Jezus się zwraca, opowiadając tę historię: (…) szemrali faryzeusze i uczeni
    w Piśmie: „Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi". Opowiedział im wtedy następującą przypowieść o dwóch synach … (Łk 15,2-3). A jeśli słuchacz jest bohaterem opowieści, to teraz rozumiem, że od jego reakcji będzie zależało to, jak opowieść się zakończy…

    W sumie zależy to także od nas — od każdego, kto słucha Ewangelii.

    I kto przyjmuje ją jako słowo Boga.

    Dość wyczerpujący wykład o dwóch synach znajduje się w linku poniżej

    polecam wszystkim zainteresowanym

    http://www.biblia-orygenes.org/2013/03/przypowiesc-o-synu-marnotrawnym.html

    aharonek*

     

    ach bym zapomniał !!!

    PS. Halli pięknie wyglądasz! Jestem pod wrażeniem Twojej fotografii 🙂

    pa

     

     
    Odpowiedz
  10. Halina

    pan Zbigniew

    Ależ z pana to wymagający człowiek 

     

    Fragm. artykułu ks. Dariusza Piórkowskiego 

    Czy chcesz być Ojcem?

     

     Szukaj ojca w sobie

     

    Być jak ojciec (dotyczy to zarówno mężczyzn jak i kobiet) to najpierw pokochać obu synów w sobie. Konkretnie – ucieszyć się z siebie, pomimo tego, że się gubimy albo – jak starszy syn – bywamy "nierdzewni". I wcale nie chodzi o czekanie na taki czas, kiedy będziemy idealni. Zauważmy, że ojciec kocha obu synów, znając doskonale ich braki i niedoskonałość. Natomiast dla nich obu ojciec "służy" do czegoś, nieodzowny jest, by zaspokoił takie czy inne potrzeby, nie zawsze szlachetne. Dlaczego tak reagują? Bo nie dostrzegają dobra, które w nich jest – jako dar ojca. Mimo to, nie spotykają się z odrzuceniem ze strony ojca.

     

    Czy chcę pokochać młodszego syna, który się wstydzi, który zmaga się z grzechami i słabościami, który się tyle razy sparzył, rozczarował, poszedł gdzieś na manowce? Ojciec pokazuje, że nie wolno odrzucać siebie, potępiać się, odczuwać wstręt do siebie. To są przejawy grzechu i zła, a nie żaden żal i skrucha.

     

    Czy chcę pokochać starszego syna w sobie? Tego perfekcjonistę, który nie daje sobie spokoju, który boi się bliskości, który zafiksowany jest na prawie? Nie będę kochał innych, jeśli nie pokocham siebie miłością ojca.  

     

    Czy potrafię ucieszyć się tym, że jestem? Najbardziej powszechny dar, lecz  najmniej doceniany. Czy chcę odkryć swoje istnienie jako podstawowy dar? Zgodzić się z tym, że tak naprawdę Bóg niczego ode mnie nie oczekuje, aby mnie pokochał? Chcesz być jak Ojciec? To uciesz się swoim chłopakiem, żoną, dziewczyną, przyjaciółmi, rodzicami. Spróbuj dojrzeć w nich to, co najlepsze. Nie koncentruj się tylko na ich słabościach, które każdy bez trudu dostrzega. Zauważ w nich dobrą wolę, nawet wtedy, gdy sobie nie radzą, gdy wydaje się, że ranią z rozmysłem.

    cały artykuł w linku poniżej….

    http://www.deon.pl/religia/duchowosc-i-wiara/zycie-i-wiara/art,911,czy-chcesz-byc-ojcem.html

     
    Odpowiedz
  11. Halina

    Eskulap

     Tak widziana przypowieść to sen: Ojciec, Dobry oraz Marnotrawny Syn to jedna osoba, wewnetrzna rozgrywka i wybór który ciągle dokonuje sie w człowieku, wybór dostrzeżenia i powrotu do dobra, chociaż to dobro na codzień nie jest nagradzane koźlęciem i ucztą. Wybór powrotu do Dobrego Ojca i Dobrego Brata nie dlatego ze tam jest lepsze jedzenie, ale dla nich samych, dla bycia z nimi.

     Nie oceniam postaci, ale stwierdzam fakty, że w kontekście pańskiej sennej interpretacji do jakiego dobrego brata miałby wracać tzw.syn marnotrawny? Do swojej mniej świadomej części osobowości? To syn marnotrawny wykonał pracę psychologiczną i powraca świadom tego, że prawdziwa wolność nie jest tam, gdzie myślał, ale w domu kochającego Ojca, który jest obrazem Boga. I nie wraca li tylko dla lepszego jedzenia, ale pragnie naprawić krzywdę-przecież to jest jasno napisane.

    W całym Piśmie św. nie ma piękniejszej przypowieści , która lepiej oddawałaby naturę Boga. Taki jest Bóg-kochający, szanujący nasze wybory i z radością oczekujący na powrót. To tylko my mamy rozbudowany psychologicznie obraz Boga. Dokonujemy projekcji rozgoryczonego starszego brata. Dlatego tak ważne jest samopoznanie, ponieważ ono prowadzi do poznania Boga.  Nikt nie ma zasługi w odnalezieniu, ale w samopoznaniu tak i w powrocie do Boga też. To my wybieramy czy chcemy być z Bogiem czy obok Boga, a może nawet przeciw niemu. Co prawda Bóg czeka i zawsze przygarnia bez wypominania, ale nie łamie naszej woli. Bóg nie odrzucił synów. Stoi  pośrodku i obydwu przygarnia z jednakową miłością, ponieważ jest czystą Miłością. " Jam jest, który jest"-czyste bycie i czysta obecność. Bóg nas kocha, to tylko my ludzie mamy z tym problem 🙂

     Czy synowie pojęli prawdziwe motywy Ojca, tego nie wiemy. Przypowieść jest kierowana do nas. Młodszy syn posiadał ego szukające przyjemności, nie godzi się ze swoją sytuacją i ma odwagę  podjąc ryzyko, by żyć zgodnie z tym co myśli i czuje. Dlatego to w nim dokonała się przemiana wewnętrzna i szczery powrót do domu Miłości.  Starszy syn reprezentuje następną formę ego-zgorzkniałe i obrażone. Wolałabym utożsamiac się z ego Syna młodszego, ale niestety każde ego ma obie strony. Czy doszło do spotkania obywdu braci? Tego nie wiemy.  Dlatego dobrze o tym wiedzieć ,że powinno do tego dojść,  aby doprowadzać w sobie do takiego wewnętrznego spotkania:)

    Historia syna marnotrawnego ma szerszy kontekst dwu innych podobnych przypowieści – o zagubionej owcy i zagubonej drachmie.

    Co łączy te przypowieści:

    Kluczową sprawą jest oczywiście zagubienie. Drachma była w domu i też się zagubiła jak starszy Syn. Owca była daleko na pustyni, jak Syn Marnotrawny. Dwóch synów-jeden udaje się w dalekie strony , upada, sięga dna, zaczyna odczuwać głód ( duchowy) i wraca do dawcy pożywienia.  Zagubienia polega więc nie na odległości zewnętrznej, ale odbywa się wewnątrz człowieka, który traci poczucie synostwa. Który z synów zrozumiał swoje położenie oraz koniecznośc powrotu do zródła? Porządny i sprawiedliwy syn, a może ten marnotrawny?  W świetle tego co napisałam, jak  pan  teraz widzi swoją senną interpretację tej przypowieści ?

    pozdrawiam

     

     
    Odpowiedz
  12. elik

    Jego obecność i bliskość, a nasze jestem i ……

    Pani Halino nie wiem – czy mogę uznać Pani ocenę mojej osoby, a zatem męskości i ojcostwa za komplement?…… Choć uważam, że być wymagającym wobec siebie, osób bliskich i innych to chyba nie jest nic złego, ani nagannego.

    Sz. Państwo (Eskulap i Halina, Aharonek) jestem bardzo poruszony Waszym szczególnym zaangażowaniem w interpretację Jezusa przypowieści i dotychczasowe uczestnictwo zainicjowanej mam wrażenie bardzo owocnej dyskusji.

    Dziekuję serdecznie za szczere i życzliwe słowa wobec mnie, oraz udostępnione linki i polecane treści – zapewne nie tylko mnie ubogacające i inspirujące, do namysłu i pogłębionej refleksji.

    Trudno z tym się nie zgodzić, że w dowolnych konfiguracjach osobowych, a szczególnie między Bogiem, a człowiekiem zawsze najważniejsza i pożądana jest Jego obecność i bliskość tj. miłość w prawdzie.

    Natomiast potencjalnym zagrożeniem, dla wielu ludzi dobrej woli jest tolerowanie, a tym bardziej pobłażanie i akceptacja zła, w tym celowo rozpowszechnianych stereotypów i mitów nt. ojcostwa, macierzyństwa, także męskości i kobiecości.

    Rzeczywiście nasze istnienie, bycie – jestem, a nie za wszelką cenę jedynie bogacenie się i posiadanie to najbardziej powszechny dar, lecz najmniej doceniany i szanowany. Ponieważ zbyt mała znajomość Ojca jest w doczesnym życiu naszym zagrożeniem, a nawet ewidentna stratą i utrapieniem.

    Szczęść Boże!

    Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie – Zbigniew

    Ps. Ciekaw jestem, kto następny zdecyduje się włączyć, do tej interpretacji i wyjątkowej dyskusji?……

     
    Odpowiedz
  13. Halina

    p. Zbigniew

     Pani Halino nie wiem – czy mogę uznać Pani ocenę mojej osoby, a zatem męskości i ojcostwa za komplement?…… Choć uważam, że być wymagającym wobec siebie, osób bliskich i innych to chyba nie jest nic złego, ani nagannego.

    Chdziło mi raczej o to, że jest pan wymagającym rozmówcą, a interlokutor, to też przecież człowiek  

    Taka kolejność, gdy wpierw wymagania stawiamy sobie, a potem dopiero innym , jest jak najbardziej prawidłowa. Bardziej pociągające jest patrzenienie  na innych niż na siebie, lecz z tego nic nie wynika. Lepiej  jest sobie uszyć buty niż cały świat wyścielić skórą, łatwiej zmieniać siebie niż innych. Zycie, to przecież spójny system naczyń połączonych. Jeśli więc dobry przykład idzie z góry, to dzięki energii  , która wpierw była wprzęgnięta  w wewnętrzną przemianę własną, nieuchronnie dojdzie do zmiany   otoczenia; rodziny, dzieci, instytucji, kultury i wszystkiego wokół. I oby tak się stało..Tylko dobrze i uczciwie wykonywane obowiązki na koniec dają dobre rezultaty i zadowolenie, a po ich wykonaniu  można odpocząć i znależć czas na inne ciekawe sprawy. 

    pozdrawiam serdecznie

     
    Odpowiedz
  14. elik

    Patrzenie jest lub może być…..

    @Halina – dziękuję za dokładniejsze ukazanie własnych intencji, a szczególnie za Pani ciekawe odniesienia, refleksje nt. życia, czy istniejących współzależności i kolejności stawianych wymagań. Jednak mam wątpliwości – czy rzeczywiście z obserwacji świata, a nawet patrzenia na innychnic nie wynika?…..

    Owszem zdecydowanie lepiej jest sobie uszyć buty, niż cały świat wyścielić skórą, łatwiej zmieniać siebie niż innych. Ale patrzenie … jest lub może być nie tylko bezmyślnym trwonieniem danego nam czasu, czy pokusą, zgorszeniem, lecz również u wybranych osób wg. mnie zajęciem bardzo twórczym, inspirującym, oraz pociągającym, zajmującym, wręcz wyzwalającym nadzwyczajne skojarzenia, wyobrażenia, także różne namiętności, czy inne doznania i uczucia.

    Napewno na ten temat zdecydowanie bardziej wiarygodnie i profesjonalnie może napisać nasz brat Aharonek.

    Patrzenie się na Panią lub inną urodziwą osobę, czy Jego dowolne piękno świata jest nie tylko wielką radością i przyjemnością.

    Pozdrawia Panią również zauroczony awartem – Zbigniew 

     

     
    Odpowiedz
  15. Halina

    p. Zbigniew

     Jednak mam wątpliwości – czy rzeczywiście z obserwacji świata, a nawet patrzenia na innych – nic nie wynika?…..

    Napisałam to w kontekscie wypowiedzi o stawianiu sobie wymagań, a potem innym, więc nie zmieniam zdania i uważam, że patrząc na innych( ogladając się na nich), a samemu nic nie robiąc, stracimy czas i nic z tego nie wyniknie. Czym innym jest obserwowanie siebie, ludzi i świata w celu głebszego poznania rzeczywistości, w której żyjemy. Taka obserwacja ma charakter jak najbardziej twórczy i nie jest stratą czasu ( przynajmniej być nią nie powinna).

    ps, akurat to moje zdjęcie do artystycznych nie należy, ale mąż uznał, że ma to "coś" o co mu chodziło , a ja mu wierzę , jako osobistemu fotografowi 🙂  

    Pozdrawiam również.

     
    Odpowiedz
  16. aaharonart

    Patrzenie Zbyszku

    Przepraszam że nie włączyłem się do "wymiany" myśli na poruszane tematy. Nie mam Zbyszku  profesjonalnego spojżenia , nawet nie wiem co to znaczy mieć profesjonalne spojżenie .

    Z wielkim zainteresowaniem śledzę to co pisze się na Tezeuszu i jestem pełen podziwu dla ludzi tu piszących. Najwiięcej zachwyca mnie to jak ludzie się zmieniają , jak zmienia się ich sposób pojmowania świata który ich otacza. Dziś jesteśmy np wrogami kogoś a jutro przyjaciółmi. Smuci mnie gdy dzieje sie odwrotnie.

    Zmiany jak wiesz ,  dzieją się poprzez wgląd, w tą rzeczywistość, która nas otacza. WGLĄD jest bardzo ważny . Bez właściwego wglądu nasze postrzeganie jest tak naprawdę okaleczone. Wielorakość patrzenia ,jest  fascynująca w swojej zmiennej różnorodności, czasem ułatwia  odpowiedni dobór „cząstek siebie”,  zwiększa szansę dobrego wyboru.

    Coraz bardziej się męczę Zbyszku  ułudą.  Poprostu męczy mnie ten "za duch" , ten rzekłbym bałagan w jakim znalazł się współczesny "ja" człowiek. Pocieszeniem  jest to Zbyszku ,  że tak naprawdę istnieje tylko ten Jeden a my w nim wszyscy.  W Tym chyba musimy szukać odpoczynku naszego spojżenia.

    Jak pięknie było by  spocząć w spojżeniach  Stwórcy,  a jednak patrzeć na świat swoim okiem.

    był ból i była konieczność
    i Kain i grzech i Jehowa
    i ducha śmiertelny głód –
    a teraz wolność – i cud.
              Przed burzą…

     

    aharonek*

     

     

     

     

     
    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code