Pokręceni jesteśmy

 Rozważanie na Wtorek III tygodnia Adwentu, rok B1

Rekol__Adwent_2014.jpg

                                         Pan jest blisko ludzi skruszonych w sercu,

                                         ocala upadłych na duchu.

                                        Pan odkupi dusze sług swoich,

                                        nie zazna kary, kto się doń ucieka.

                                                                                 (Ps 34, 19. 23)

 

                                       Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa

                                       niebieskiego. (Mt 21, 31)

Jezus wielokrotnie przestrzegał swoich ziomków przed grzechem pychy religijnej, zamykającym na łaskę nawrócenia i pójścia drogą Ewangelii. Jednocześnie wskazywał w przypowieściach na olbrzymi duchowy potencjał pokory, która jest owocem pozytywnego przeżycia własnej grzeszności. Podczas rekolekcji warto sobie zadać pytanie o najbardziej własną pokusę pychy: jaki rodzaj przekonania o sobie samym zamyka mnie najczęściej, najskuteczniej na wezwanie do nawrócenia, do stanięcia w prawdzie o sobie i Bogu? Zwykły faryzeizm jest pokusą prostych umysłów religijnych, ludzi pobożnych przekonanych o swojej "niewinności" i wyższości wobec rzeszy "niewiernych", dzisiejszych celników i nierządnic: niewierzących, gejów, liberałów, nie-Polaków itd. Ta pokusa dotyczy bardziej słuchaczy Radia Maryja, niż czytelników Tezeusza. Inteligencka pokusa faryzeizmu jest bardziej wyrafinowana: zwykle opiera się na przekonaniu o pewnej zasłużonej wyższości, wynikającej z głębszego wglądu w prawdy religijne, lepszego rozumienia Kościoła i własnej grzeszności. Faryzeizm inteligencki ukrywa się raczej pod maską pokornego celnika, świadomego własnej grzeszności, ale pielęgnującego poczucie wyższości czy nawet pychy, która wynika właśnie z tej pogłębionej świadomości. Paradoks pokornej pychy. Pysznej pokory.

Szansą nawrócenia dla inteligenckiego faryzeizmu jest nie tyle intelektualne drążenie iluminacyjnych możliwości grzechu, co spotkanie z nagością i brzydotą własnego grzechu, a jednocześnie otwarcie na przebaczającą i oczyszczającą moc Bożego miłosierdzia. Największą pokusą grzechu nie jest sam grzech, ale rozpacz, że inaczej już nie będzie, że Boże miłosierdzie mnie ominie. Więcej, że ucieknę w jakąś egzystencjalną norę, daleko od Bożej miłości. Simone Weil powiada, że istotą grzechu, niejako jego kluczową funkcją nie jest zło, jaki czyni, ale fakt, że grzech najskuteczniej oddala nas od Boga i utrzymuje w bezpiecznej od niego odległości. Według tej interpretacji grzeszymy nie tyle dlatego, że jesteśmy słabi, pożądliwi itp., ale grzeszymy, bo nie możemy znieść Boga, Jego bliskości, miłości.

Jezus w dzisiejszej Ewangelii porusza inny aspekt grzechu: jego funkcję wyzwoleńczą, dającą nadzieję na nawrócenie. Celnik i nierządnica wiedzą, że grzeszą, nie tylko dzięki swojemu subiektywnemu przekonaniu, ale też cała reszta "pobożnego" społeczeństwa przypomina im o tym. Można powiedzieć, że społeczny ostracyzm niejako skazuje ówczesnych grzeszników na spotkanie z Bogiem: pobożni bliźni odmawiają przebaczenia i pojednania. Jedynie Bóg w Jezusie Chrystusie ogarnia grzeszników swoim miłosierdziem: w słowach i czynach. Nas, dzisiejszych grzeszników w zdecydowanej większości nikt nie wytyka palcami, a społeczność "religijnych" pobożnych bliźnich budzi w nas jedynie współczucie albo obrzydzenie: jest publiczną karykaturą pobożności. Nasze piętno grzechu jest bardziej wewnętrzne, schowane przed ludzkim spojrzeniami. Nasz proces nawrócenia ma charakter bardziej indywidualistyczny, mniej zapośredniczony wspólnotowo, niż za czasów Jezusa.

Osobiście odnajduję się zarówno w postaci pierwszego, "posłusznego" syna, jak i drugiego, który się ociąga, ale w końcu idzie pracować w winnicy ojca. Doświadczam też siebie jako skrytego faryzeusza, jak i celnika, i nierządnicę. Można powiedzieć: każda postać grzechu i figura grzesznika dotyczy mnie w sposób źródłowy. Jako człowiek współczesny w postmodernistycznej epoce odczarowań jestem grzesznikiem obrotowym, wielopoziomowym, świadomym różnorakich masek, które wdziewam przed sobą samym, bliźnimi i Bogiem. Najbliższa jest mi postać "pokornego" celnika, który skrywa swoją faryzejską pychę w głębi swego serca. Przyznaję też, że uciekam w grzech przed Bogiem, że niejednokrotnie trudno mi znieść Jego miłość i wysokie standardy życia Ewangelią na co dzień. Nieraz mam już tak dość tych standardów, że ulgą wydaje się przedwczesna śmierć, byle tylko nie musieć dłużej znosić swojej moralnej nędzy. Coś niebywałego! Moją nowoczesną pokusą nie tyle jest grzech sam w sobie, ale znużenie Bożym miłosierdziem. Znużenie ciągłą koniecznością nawracania się, podnoszenia z upadków, proszenia i dziękowania Bogu za Jego miłosierdzie. I – powiem szczerze – nie wiem, jak z tego wybrnąć. Podczas tych Adwentowych Rekolekcji zaczynam więc od zwykłego przyznania się do brzydoty mojego grzechu – przed sobą, przed wami. Proszę dobrego Boga, by pomógł mi i wielu takim jak ja odzyskać nadzieję, że moje nędzne grzechy mają jakiś sens pozytywny, że Bóg może uczynić z nich naczynia swojego miłosierdzia, które nie znuży mnie, nie zawstydzi, ale wyzwoli, przywróci pierwotną radość Miłości. W skrytości ducha myślę, że mój grzech jest głosem rozpaczy, wołającym i przyzywającym Boga. Nie potrafię kochać, więc grzeszę, by prosić o Bożą miłość. I wierzę, że Miłosierny jakoś zrozumie i ocali to pokręcenie.

Jezus-christus.jpg

Rozważania Rekolekcyjne 

 

19 Comments

  1. januszek73

    Wklejka na dobranoc.

    No cóż, sprawa wygląda dosyć skomplikowanie, mianowicie rozumeinie istoty MIłosierdzia Bożego, bo nie można nadużywać jego. No nie można nadużywać MIłosierdzia Bożego, ale powiem szczerze, że osobiście jestem w tym względzie dosyć zuchwały, tylko, że zastanawiam się, nad pewną kwestią :-). Ja szukam Miłosierdzia, czy to mnie Ono szuka ? Dochodzę do wniosku, iż częściej to ono samo mnie szuka i znajduje. Sposób znajdowania jest oczywiście skomplikowany, ale łatwy do odgadnięcia :-). Przykład 🙂 (uwielbiam przykłady :-). Jestem na mszy św. u Jezuitów w Chicago, postanawiam się wyspowiadać a za kratkami ?, normalnie szok 🙂 o. Jerzy Karpiński. Niby nic dziwnego, ale tego Jezuitę poznałem wpierw na rekolekcjach Ignacjańskich ( na jednej z mszy św. mówił o św. Faustynie i Miłosierdziu Bożym) a później całkowicie przelotem zauważyłem na rekolekcjach w Łagiewnikach 🙂 (wtedy jeszcze tam posługiwał). Dla mnie była to piękna zagadka :-), ale dosyć jednoznaczna – Miłosierdzie Boże głoszone i okazywane przez tego Jezuitę objeło również mnie. Noo i tak to czasem, albo nawet często bywa :-), jednak najczęściej bywa tak: (wklejam zdjęcie i uciekam spać 🙂 )

     
    Odpowiedz
  2. arturah

    W tym pokręceniu jest metoda .(AHARON rozmyślam )

    Tak sobie dziesiaj rankiem nad Tym Andrzejowym tekstem raz jeszcze przysiadłem bo porusza moje serce itp itd.:)

    ja Aharon doszedłem do wniosku że odrzucając służebność wobec ludu i wobec ducha sam dla siebie  mogę stać się panem . Już bez pomocy filozofii i polityki, a nawet religijnego garnituru czy habitu zaczynam siebie legitymizować. Koniec wielkich opowieści oznacza koniec wiary w jedną prawdę o mnie i w prawdę jako taką. Jednolity światopogląd legł w gruzach. Jeszcze krok i będzie zazen:)

    Tradycyjna koncepcja która miała dostarczyć wiedzy pewnej legła w gruzach. Tradycyjna koncepcja dostarczała mi zawsze wiedzy o tym dlaczego widzieć Boga nie mogę .

    Pomimo to ta niemożność wypływająca z Koncepcji Tradycyjnej w jakiś sposób była dla mnie zawsze inspirująca a nawet zdziebko radosna.

    Dochodziłem do wniosku że nie ma jednej prawdy a nawet żadnej prawdy i że nawet ten mój  wniosek nie jest prawdziwy.

    Zorientowałem się że można w nieskończoność mnożyć pomysły na rozmaite tematy i wogóle wszystkiego co jest i co nie jest w tej bądź co bądź grze.

    Zauważyłem również że ludzie tworzą rozmaite posunięcia w tej grze. Wiara staje się sztuką o tyle nie dowolną, że do regół , które chcemy w niej przyjąć trzeba przekonać partnerów.

    Zobaczyłem też że reguły mają charakter lokalny i że żyją najmocniej u tych co je tworzą.

    Po jakimś czasie zorientowałem się że najlepszym posunięciem na szachownicy zdarzeń byłoby zerwanie z obowiązującymi regułami gry, znalezienie kontrargumentu i paradoksu – paralogię?

    Na tym etapie  jednak nie skończy się historia mojego żywota.  Okazuje się bowiem że sytuacja jest jeszcze bardziej złożona niż jest w rzeczywistości mnie otaczającej . Zaświtało mi bowiem w głowie przeświadczenie że nauka o tym co jest , stanowi  część  ogólniejszego systemu , tym systemem jest  "skuteczność"

    Skuteczność to system,   którego celem jest przyrost mocy bez użycia przemocy nad sobą samym.

    System ten nie paraliżuje twórczości naukowo kulturowej, oczekuje wymiernych rezultatów od każdego uczestnika gry. ten system dopuszcza swobodę poszukiwań a nawet do niej zacheca. Jest jak Ojciec ukazujący dziecku świat w którym ono napędza Jego przyczynę .

    Życie w takiej  "skuteczności" uczy trzeźwego myślenia , które nie daje się pogodzić z żadną metanarracją.

    I tak oto dochodzę do chwili w której centrum decyzyjne rozpada się pod wpływem globalnej informatyzacji . Wszystko wymyka się z pod kontroli Tradycyjnej koncepcji ducha której uczyłem się od dzieciństwa od ludzi którzy chcieli mi ją narzucić siłą.

    Dochodzi do załamania się globalnego projektu . Wielkie Opowieści o mnie w świecie współczesnym na początku skazane były na klęskę .właśnie przez to że wyrosły z ducha krytyki. Zdarza się bowiem często że tylko po to odczarowujemy świat , objaśniamy komuś Boga ,  aby go na nowo pokryć stertą bajek o nim  samym.

    Wniosek?

    1. Wyrzekać się metafizycznego porządkowania świata i społeczeństwa?

    2.kondycja człowieka stać  się  ma  przykładem kondycji człowieka ponowoczesnego?

    3. Przypominamy mgławicę Oriona składającą się z wielu dyskursów, wielu walk i gier językowych bo tylko w ten sposób potrafimy "tworzysz" swoją tożsamość.

    4. Żyjemy na przeróżnych szachownicach i tam tworzymy swoją tożsamość – tożsamość graczy którzy w gąszczu możliwości dokonują mniej lub bardziej udanych posunięć. Wygrywa ten którego posunięcie jest bardziej SKUTECZNE, bardziej nowatorskie a zatem zdolne zaskoczyć partnera . Mile zaskoczyć Boga.

    5. Wielu graczy nie świadomych rozgrywki  przypomina produkty gier w istocie jest to jednak swobodna gra dla ludzi których zadaniem jest odkrycie świadomości Bożego istnienia.

    Każdy ma prawo do swojej małej historii Boga w której przyznaje się prawo głosu każdemu milczeniu.

    6 Dochodzi do upowszechnienia zabawy i twórczości a nie wojny.  (Jednak póki co dochodzi do powszechnej twórczości w której kresem gry może stać się  terror).

     

    7. Z niesympatycznych zjawisk wyciągać pocieszające wnioski.

     

    aharon 2014

     

     

     
    Odpowiedz
  3. zk-atolik

    Pan jest blisko….

    Panie Andrzeju – serdecznie witam i dziękuję za osobisty udział w kolejnych rekolekcjach adwentowych w gronie współtwórców i czytelników "Tezeusza".

    Pan jest blisko ludzi skruszonych w sercu, ocala upadłych na duchu.

    Pan odkupi dusze sług swoich, nie zazna kary, kto się doń ucieka. (Ps 34, 19. 23)

    Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego. (Mt 21, 31)

    Inspirujące są wg. mnie do wczytania się i wnikliwego rozważenia Pana wybrane myśli, odczucia i wyznania, a szczególnie dedykowane wszystkim czytajacym w/w cytaty.

    Pokręceni, czy zagrożeni i upadli na duchu są jedynie Ci, co jeszcze nie mają dostatecznie przemienionych i skruszonych serc.

    A więc wystarczy uwierzyć Panu i zaufać Jemu, że: naprawdę ocala upadłych na duchu i odkupi dusze sług swoich….., oraz uchroni od kary. Jednak dotyczy to tylko tych, co mają serca skruszone i Panu wiernie służą, oraz Go godnie i szczerze adorują, wielbią, czy modląc się z ufnością zwracają (uciekają), do Niego.

    Warto również będąc współczesnym synem marnotrawnym, czy faryzeuszem, bądź ateuszem starać się nie błądzić i z pomocą Pana uwolniać, od wszelkich pokus złego Ducha, także pychy, czy wrogości, zawiści, pogardy, etc., a rozwijać i krzewić w sobie pokorę, która przede wszystkim jest wypracowaną cnotą.

    A jednocześnie wśród chrześcijan, czy katolików chwalebną postawą, wyrazem świadomego i dobrowolnego uznawania Jego woli – pogodzeniem się z własnym losem.

     Przypominam wybranym osobom w Tezeuszu, że pokora jest również umiejętnością, oraz zdolnością i gotowością nie eksponowania własnej osoby.

    Ponadto zawsze warto uporczywie (głupio) nie wzbraniać się, przed tym, aby w ukazanych, przez autora chwilach rozterki, zniechęcenia, czy znużenia lub podobnych. Nawet resztkami sił swojego istnienia – rzucić się w ramiona Pana, oddając się bezwarunkowo, bezgranicznie w Jego opiekę

    Szczęść Boże!

     

     
    Odpowiedz
  4. zk-atolik

    O co chodzi?……

    Arturze – prezentowane efekty Twojego rozmyślania, w tym wnioski są również inspirujące, lecz chyba tym razem nie wszystkich dostatecznie przekonywujące i satysfakcjonujące.

    A to choćby dlatego, że to, co obecnie jeszcze niezbyt wielu obserwuje, a tym bardziej właściwie rozpoznaje, choć już w różny sposób doświadcza i odczuwa – już nie jest grą, ani zabawą, czy igraszką, lecz przede wszystkim niezwykle groźną, bo wyrafinowaną aktywnością i manifestacją złego Ducha i jego sług, czy mniej lub bardziej świadomych sojuszników.

    W moim odczuciu zbyt wiele osób zdezorientowanych, czy naiwnych i mniej doświadczonych życiowo, a szczególnie młodych, ten zupełnie nowy projekt szatana – traktuje w sposób tzw. zlajkowany, a nawet w nim chętnie uczestniczy bezpośrednio, czy poprzez przejmowanie go już jako swój.

    Obserwując potencjalne zagrożenia, tendencje i kierunek, w jakim rozwija się to, co dotychczas wśród młodzieży stanowiło tzw. hipsterstwo. Można dostrzec, że powszechnym, a nawet modnym staje się nie tylko w mediach przekaz oparty na choćby minimalnym zniekształceniu nie tylko obrazu, lecz dowolnej informacji.

    I tu rodzą się już inne refleksje, obawy i pytania:

    • czy to jest tylko błądzenie, czy owo pokręcenie, a może już satanizm i coraz bardziej wzmożona aktywność złego Ducha, oraz obecność Antychrysta w nowej formie czystego zła?……
    • czy to chodzi tylko o chaos, czy dezinformację, a może już o ów nowy projekt szatana tj. globalne unicestwianie dotychczasowego ładu i porządku w świecie?..

    Ps. Obecnie w RP i innych państwach demokratycznych coraz bardziej rozpowszechniana jest tzw. prawda demokratyczna, a w parlamencie i większości mediów nadal obowiązuje nie prawda obiektywna, lecz dyscyplina koalicyjna, czy partyjna i poprawność polityczna.

    Szczęść Boże!

     
    Odpowiedz
  5. eskulap

    :)>>”Faryzeizm inteligencki

    🙂
    >>”Faryzeizm inteligencki ukrywa się raczej pod maską pokornego celnika”

    Brzmi jak z marksistowskiej teorii walki klas.

    Faryzeim chłopski w sojuszu wiodącym z faryzeizmem mas robotniczych przy wsparciu postępowych kręgów inteligencji pokonają faryzeizm imperialno-burżuazyjny. Fiat voluntas tua.

    pozdrawiam,
    E.

     
    Odpowiedz
  6. eskulap

    >>”Simone Weil powiada, że

    >>“Simone Weil powiada, że istotą grzechu, niejako jego kluczową funkcją nie jest zło, jaki czyni, ale fakt, że grzech najskuteczniej oddala nas od Boga i utrzymuje w bezpiecznej od niego odległości. Według tej interpretacji grzeszymy nie tyle dlatego, że jesteśmy słabi, pożądliwi itp., ale grzeszymy, bo nie możemy znieść Boga, Jego bliskości, miłości.”

    Bardzo podobną myśl wyraził w “O upadku diabła” św. Anzelm rozważając czy przyczyna upadku była pozytywna czy negatywna.
    Negatywna – niemoc utrzymania prawości woli otrzymanej od Boga.
    Pozytywna – porzucenie tej prawości na rzecz i pod wpływem pokusy.

    Nihil novi sub sole.
    Simone Weil na pewno świetnie znała sredniowieczną scholastykę.

     
    Odpowiedz
  7. arturah

    Grzesznik obrotowy

    Zbigniewie .

    Dziękuję za nawiązanie do moich słów.

    Moja wypowiedź zakręciła się wokół słów Andrzeja który napisał w swoim blogu takie oto słowa:

    "Jako człowiek współczesny w postmodernistycznej epoce odczarowań jestem grzesznikiem obrotowym, wielopoziomowym, świadomym różnorakich masek, które wdziewam przed sobą samym, bliźnimi i Bogiem"

    Czyż nie jest to prawdą ? Wszyscy jesteśmy grzesznikami obrotowymi , wielopoziomowymi , nie koniecznie jednak świadomymi różnorakich masek które bezustannie sami lub za "namową" innych wdziewamy przed bliźnimi i Bogiem. Wszędzie to widać . W religii , w polityce w kulturze dnia codziennego. Nawet gdy jesteśmy sam na sam z sobą nie potrafimy tak naprawdę zobaczyć siebie takimi jakimi jesteśmy naprawdę i nie chodzi tu jedynie o zobaczenie swojej bezczelnej pseudo pobożności ale tej naszej głęboko ukrytej natury bożej która zasłonięta rozmaitymi ekranami tli się w nas bezustannie . Tam w głębi , ta głębia przyzywa nas do źródeł wodospadów .

    Myślę że wypowiedź Andrzeja ma na celu pokazać nam że wtym pokręceniu jesteśmy nawoływani przez głębię na którą nie potrafimy odpowiedzieć tak jak ona się tego od nas domaga. To "niepotrafienie" wynika między innymi z tego że zatrzymujemy się wciąż na jakimś przysłaniającym nam boga ekranie który uważamy za najbardziej istotny dla naszego obecnego życia. Wielu z nas będąc głęboko religijnymi nie potrafi zobaczyć piękna rozlanego tam, gdzie nie sięga nasz zdefiniowany przez system  społeczno religijny głos sumienia. To zdefiniowanie  dotyczy tego jak widzimy świat który jest obok nas. Wyobraź sobie Zbyszku człowieka który jest jak czysta rzeka która swoje źródło czerpie z bożego serca. Do tej rzeki zaraz za źródłem zaczynają się dopływy innych pomniejszych rzek tego świata , rzek które niosą ze sobą muł , błoto , zanieczyszczenia jakie tylko możesz sobie wyobrazić. Taki jest umysł człowieka. Zaraz za źródłem czysty ale gdy oddala się od źródła coraz dalej postępując w latach , staje się coraz bardziej zmulony . Czasami bywa tak że umysł z wiekiem oczyszcza się . Jednak baardzo czesto  utrwala się w w człowieku  tak bardzo poczucie tego że jest się zamuloną rzeką , tak bardzo że powrót do źródlanej wody życia wydaje się być niemożliwa. Nazywam to dolegliwymi stanami umysłu które utrwalając się w nas nie pozwalają przebić się nadziei na doskonałe istnienie z którym mamy bezustanne połączenie.

    Grzesznik obrotowy o którym pisze Andrzej jest kimś kto bezustannie był zamulany przez dorzecze. Jest on jednak świadomy , już świadomy tego że ktoś nim manipulował , że jakieś siły sprawiły , że jego koryto rzeki życia prowadziło jego rzekę tam gdzie narazało się ono na bezustanne skalania umysłu. I nie chodzi tu o to , że ten obrotowy grzesznik jest zły , że jest kimś od kogo chce się uciekać bo nieniesie z sobą zanieczyszczony umysł obrotowy , ale jest to człowiek przedewszystkim. Jak kolwiek bowiem rzeka naszego życia jest zamulona to jednak innej rzeki nie ma . Zawsze to jest nasza rzeka która bezustannie szuka ujścia. Kijem rzeki Zbyszku nie zawrócisz choćbyś chciał a już napewno nie kijem ukrztałtowanym przez świata który nie dotyka bożej miłości. Oczywiście jest możliwość powstrzymać bieg rzeki poprzez tereny skarzone. Żadna tama nie spowoduje jednak tego że rzeka wróci się do źródła i czy wogóle o to chodzi by do źródła zmierzała?

    Czy bieg grzesznika obrotowego , ten jego bezustannie wijący  się korytem rzeki bieg życia , zmierzać ma do punktu wyjścia? Otóż uwazam że nie . Uważam że w tym obrotowym pokręceniu rzeki życia istnieje metoda którą przewidział Stwórca tego świata. Ta metoda to coś co oczyszcza umysł z przywar , skalań itd ale tak naprawdę rzeka wciąż jest pełna tej wody która wypływa ze źródła .

    Oczywiście zawężam  w swej wypowiedzi całą gamę , całą paletę kolorów, całą rozpiętość szarości dnia codziennego ,  która niezbędna jest do uchwycenia rozpiętości tonalnej , dynamiki obrazu który stwórca wyrył w naszej ludzkiej pamięci już na początku rzeki życia .

    Nie ma niestety metody na Boga. Nik nie może tak naprawdę dolać do rzeki życia wody która by wpierw nie przeszła przez działanie Stwórcy. Grzesznik obrotowy tak naprawdę jest kimś kto nosi w sobie wodę życia którą dał mu Bóg podczas aktu zrodzenia. Jednak z czasem przestajemy w to wierzyć i spoglądając w lustro nie widzimy nic poza obliczem przykrytym maskami. A tak naprawdę nasze oblicze jest boże .

    Trudno w to uwierzyć ale tak to już jest że na obraz Boga jesteśmy . bezustannie jednak pracujemy pod nadzorem czegoś co wtłacza w nas niepamięć Stwórcy, niepamięć Tego szczęścia , cholera że tak powiem tej nirwany :):), tego zdmuchnięcia z nas cierpienia i zatrzymania kołowrotu niekorzystnych zdarzeń.

    ktoś powiedział by że zmierzam do urzeczywistnienia źródła ale tak naprawdę nie o to chodzi by zmierzać do czegoś co JEST i w czym jesteśmy , w czym bezustannie przecież poruszamy się….

    itd. itd

     

     

    http://www.youtube.com/watch

     

    artur

     
    Odpowiedz
  8. zk-atolik

    Zakłamanie życiowe i ……..

    Arturze pytasz więc odpowiadam: w cytowanym akapicie Pana Andrzeja brakuje wg. mnie istotnego i bardziej jednoznacznego odniesienia – kto i co nadal powoduje, że egzystujemy "w postmodernistycznej epoce oczarowań"?……

    Natomiast w Twoim wpisie – dlaczego wielu, czy za kogo "namową wdziewa maski" albo zniesławia, lekceważy, krzywdzi siostry i braci, bądź omija człowieka – bliźniego, a w życiu codziennym, bądź dyskursie nagminnie stosuje uniki, czy akceptuje, pobłaża, a nawet urzeczywistnia ową pokrętność, oraz coraz większe, bardziej rozległe zakłamanie życiowe.

    Wybacz nie jestem artystą, dlatego człowieka jest mi zdecydowanie łatwiej wyobrazić, jako łupinkę, którą niesie Stwórca i Jego woda tj. jej nurt w rzece, a nieraz żywioł w wodospadzie, czy spokojna tafla, bądź fale w morzu lub oceanie doczesnego życia. 

    Szczęść Boże!

    Ps. Dziękuję za dedykowany utwór i obraz, w którym jest zaprezentowane, jak Bóg przyzywa (nie ujawnioną w komentarzach ludzką płytkość, czy infantylność lub grzeszność, pokrętność, lecz głębię…….

    Jednak proszę Ciebie, abyś był bardziej dociekliwy i postarał się samodzielnie rozpoznać i ustalić, pod nadzorem i presją – nie czegoś, lecz przede wszystkim kogo możemy być?…….

    Ponieważ napisałeś: Trudno w to uwierzyć ale tak to już jest że na obraz Boga jesteśmy . bezustannie jednak pracujemy pod nadzorem czegoś co wtłacza w nas niepamięć Stwórcy, niepamięć Tego szczęścia , cholera że tak powiem tej nirwany :):), tego zdmuchnięcia z nas cierpienia i zatrzymania kołowrotu niekorzystnych zdarzeń.

    A kto wg. Ciebie usiłuje zamulać Jego rzeki i ich dopływy, a nawet zatruwać źródła i ich wody, także nam funduje i jakie np: owe ekrany zasłaniające Boga i naturę Bożą ?……

     
    Odpowiedz
  9. arturah

    Zło Zbyszku widzę jakoś tak

    Zbigniewie ten obraz z łupinką fajny . Jendak gdy fale życia uderzą zbyt mocno w łupinkę to ona wywróci się do góry nogami .

    Jeśli chodzi o personifikowanie przez Ciebie Zbyszku wyrazu   "czegoś"

    No cóż oczywiście można zamiast  czegoś , widzieć kogoś . Np tak jak to zrobiłeś z łupinką . Łupinka to nie człowiek , nie ma ludzkich cech a mimo to twój obraz Zbyszku doskonale pasuje do ukazania tego z czym się zmagamy . Nie widzę potrzeby nazywać po imieniu kogoś kto tak jak ja ma w życiu słabości i się z nimi miota. Po za tym uważam że w tym swiecie jest miejsce przedewszystkim dla osoby Boga. Oczywiście możemy wywoływać na arenę ludzi i pokazywać na nich palcami że to Oni są winni wszystkiemu złu które dotyka np polskę ale tak naprawdę to nie ONI są winni ale ten że tak powiem po chrześcijańsku zły duch który ludzi na złą drogę sprowadza. Nie staram się wnikać w pojęcie zła i jego przyczyn , a już tym bardziej nadawać mu cech ludzkich bo to obrażało by moje widzenie świata w którym człowiek został stworzony na obraz Boga . Każdy człowiek  tak naprawdę w moich oczach jest święty i zapewniam Cię Zbyszku że nawet Ci których chciałbyś naznaczyć jako  winowajców w Rzeczypospolitej , są ludźmi którzy doświadczają czegoś co jest złe w umysłach wielu a nie Tego który jest zły – mam na myśli to że człowiek nie jest Złym , tzn  z natury jest on dobry albowiem On – Bóg powiedział że wszystko co uczynił było dobre . Zobacz w biblię pierwsza księga Mojżeszowa .  Dla mnie zło nie ma wymiaru osobowego jeśli chodzi o człowieka . Człowiek jest dobry . Naznaczanie ludzi jako tych którzy sieją zło na świecie nie jest dobrą praktyką. uważam że należy skupić się na tym co ludzi unieszczęśliwia i czyni ich umysły podatnymi na zło. To uważam za o wiele bardziej istotne i zdrowotne niż chodzenie i  naznaczanie ludzi zwłaszcza wtedy gdy nie jest się wyznaczonym do tego aniołem – posłańcem Bożym.

    Dlatego piszę o złu jako o czymś co nawiedza umysły ludzi i je niszczy czyniac na tyle otępiałymi dla dobra że przestają już widzieć swoje źródło z którego pochodzą albo z którego wypływają.  Tym źródłem jest Bóg, jest ktoś kto bardzo kocha a ten kto narodził sie z tego kto bardzo kocha nie potrafi naznaczać człowieka jako przyczynę zła ..

    Czy Pan Jezus stał się zły przez to że wziął na siebie to dolegliwe zło które niszczy oblicze ludzkiej świętości? Nauczyliśmy się chyba niesłusznie widzieć zło jako coś co jest naszą naturą i to chyba jest najwiekszym błędem który się w nas ciagle utrwala przez wieki. Tak łatwo dajemy się wprowadzać w ten błąd o nas samych , że tracimy poczucie własnej wartości, która jest nam dana jako  boża natura człowieka . Do tej bozej natury przekonuje nas Mesjasz Jezus wskazując słowa , świętymi bądźcie bo ja jestem święty.  A skoro narodziliście się z dobra to dobro w sercach piastujcie i w żaden sposób nie starajcie się tego zła sobie wmówić.

    Tak łatwo jest przyjąć że człowiek jest zły . Tak trudno że jest on w swej istocie Boży.

     

    itd itd

     
    Odpowiedz
  10. zk-atolik

    Jaka ludzka wola?…..

    Arturze – złego Ducha i jego intencje, oraz "sukcesy" – dokonania, także postawy i czyny wrogów, czy złoczyńców i ich zło, choćby w imię opacznie pojmowanej Jego miłości – można postrzegać i traktować b. różnie. A nawet na forum stwierdzać, czy sugerować, że nie istnieje szatan, ani jakiekolwiek zagrożenie z powodu coraz większej zuchwałości wrogów i złoczyńców, dla innych osób, w tym osób bliskich – rodziny, czy wspólnoty Jego Kościoła, bądź Ojczyzny i narodu. 

    Zgadzam się z Tobą, człowiek został stworzony na obraz Boga, lecz nie rozumiem, dlaczego pomijasz to, że został również obdarowany rozumem i wolną wolą?…., a nawet talentami i uzdolnieniami.

    Wolą, która nie zawsze jest zgodna z Jego wolą. A bywa i tak, że człowiek świadomie i dobrowolnie rezygnuje z miłości Boga i Jego w/w darów, oraz uporczywie trwa w błędzie i grzechu, a przez to staje się sługą złego Ducha. I co wtedy?….

    Nadal nie widzisz potrzeby, aby w imię Jego miłości, oraz ludzkiej prawości, serdeczności, czy braterstwa, solidarności. Nawet w sferze publicznej napominać złoczyńców i demaskować, piętnować naganne ich postawy, oraz istniejące ich zło. Ponadto wszelkimi dostępnymi sposobami i środkami pomagać ratować duszę, choćby jednego mniej lub bardziej pokręconego straceńca.

    Ps. Łatwo jest człowiekowi zbłądzić i zło uczynić, lecz trudno samemu nawrócić się i uczynione zło naprawić.

    Szczęść Boże!

     
    Odpowiedz
  11. arturah

    Zbigniewie , czy człowiek świadomie ?

    Czy człowiek świadomie i dobrowolnie rezygnuje z miłości Boga? Napisałeś Zbyszku że człowiek świadomie i dobrowolnie rezygnuje z miłości Boga.

    A ja myślę że człowiek który rezygnuje z miłości Boga , nie jest świadomy tego co czyni. Oczywiście prawo jest prawem i za zło odpowiada winowajca . Zwróć jednak uwagę na głębię każdego popełnionego przez człowieka czynu i postaraj się dostrzec fakt tzw omamienia złem które sprowadza umysł człowieka do nietrzeźwego widzenia siebie w Bogu.  Istnieje przeogromna gama wpływów które nie są cechą ludzką a które wywierając wpływ na umysł człowieka czynią go na tyle przytępionym że staje się on ofiarą zła . wokół nas możemy znaleźć niezliczoną ilość przykładów na to że umysł ludzki wcale nie jest wolny w chwili gdy podejmuje się działań destrukcyjnych . Nie można mówić o wolności sumienia tam gdzie to "sumienie wolne" zostało zwiedzione .  Mamy doczynienia z podatnością naszego umysłu na zło , na coś co wprowadza że tak powiem w błąd całą strukturę człowieczego myślenia. Brak dostatecznej uważności oraz nieświadomość tego, jak blisko jest każdego z nas to, co nas prowadzi na manowce, może stać się i staje przyczyną wielu zagrożeń  którym ulegamy.  Uważam że człowiek traci swoją wolność w chwili gdy ulega złu . Utrata tej wolności , tej rzeczywistości Bożej obecności w nas odbywa się właśnie poprzez zwiedzenie umysłu przez destrukcyjne siły zła. Tylko ten kto przestaje ufać Bogu , oraz temu faktowi że natura która została nam dana jest boża i prawdziwie nas uszczęśliwiająca , tylko taki człowiek zaczyna nieświadomie zbaczać z drogi na której postawił człowieka Bóg. Bóg nie stworzył samobójców. ludzie nie wybierają dobrowolnie zła ale złem zostają ogłupieni do tego stopnia że ich postępowanie zaczyna zaprzeczać naturze która została im powierzona. Ta natura jest boża i tylko że tak powiem Szatan stara się jej zaprzeczać.

    Wmawia nam bezustannie że jesteśmy jakoby poza Bogiem i że możemy stać się jak On . Podczas gdy my już jesteśmy obrazem Boga i każdy kto się z Boga narodził na tym fakcie bozej obecności w człowieku , spoczywa. Jesteś wolny od tego co złe na tyle na ile nie dasz się złu omamić . Tracimy wolność bożego sumienia w chwili gdy nasze , że tak powiem receptory uwagi skierowujemy nie na to drzewo które nas uszczęśliwia a tym jest drzewo życia. Drzewo wiadomości , które bezustannie stara się manipulować umysłem człowieka od chwilli gdy pierwszy człowiek upadł w Eden , to drzewo z którego nie powinniśmy spozywać stało się przyczyną omamienia , osłabia nas , bezustannie stara się nakierować nasz umysł do tego byśmy wyszli z siebie , tzn z tej bożej świadomości i dali się porwać na kawałki , trwoniąc dar bozy złożony w głębi naszej ludzkiej istoty.

    Nie dobrowolnie człowiek zgrzeszył. Oczywiście nauczylismy się tego poczucia odpowiedzialności za popełnione zło i daliśmy sobie wmówić to jacy to z natury jesteśmy źli . Nie ma chyba lepszej ubawy szatan z tego , gdy dziecko boże zaczyna zaświadczać coś przeciw swojej bożej naturze. To takie przykre gdy syn albo córka która jest nasza , którą wychowujemy na obraz i podobieństwo swoje , z czasem obraca się do nas plecami i stwierdza że tak naprawdę z natury swej jest złe. Zobacz proszę ten korzeń Zbigniewie . Bóg daje nam korzeń . Ten korzeń jest święty a nie zły . Jego przeznaczenie w nas jest ukierunkowane na bycie dobrym . Tak naprawdę przecież zło nie istnieje , istnieje tylko to co zaprzecza istnieniu dobra. Nie wyobrażam sobie świata w którym Bóg niebyłby wszystkim we wszystkich.

    1Kor 15:24-28

    Proces odwracania ludzkiej pamięci trwa. Pan Jezus przyszedł na świat i ukazał nam ludziom jak możemy wrócić do tej wolności którą utraciliśmy . Ukazwywał nam siebie takim jakim byliśmy w ogrodzie eden. Do swojej własności przyszedł a myśmy go nie rozpoznali bo umysły nasze było otępiałe . Zobacz Zbyszku jak często wmawiasz sobie że "twój wróg" , jest zły i że to On ponosi winę za to co dzieje się złego w naszym Kraju. Prawda jest jednak inna. Tak naprawdę nie ma żadnego wroga w Twoim bracie człowieku . jedynym naszym wrogiem jest umysł zwiedziony przez destrukcyjne emocje panoszące sie przez stulecia w głowach naszych praojców. Tam gdzie powinna być świadomość bożej istoty w  nas , rozpanoszyły sie że tak powiem niechciane bakterie zła które niszczą naszą pamięć o sobie, niszczą ten obraz któym jesteśmy w oczach Boga. Bóg bowiem patrzy na nas przez Syna który jest z Nim jedno. Zaufajmy temu faktowi że Bóg pragnie widzieć nas przez Syna który jak wiesz Zbyszku jest Bogiem.

    Tak bardzo nauczyliśmy się niskich szczebli w drabinie Jakubowej że trudno nam uwierzyć w to że istnieją szczeble wyższe po których krok za krokiem wznosząc się ku Stwórcy odnajdujemy prawdę o swojej prawdziwiej naturze.

    Nigdy nie pogdodzę się z tym i nie dam sobie wmówić tego że moim ojcem był ktoś zły.

    "Zauważ to Zbyszku że tak jak Twój ojciec jest dobry tak dobry jesteś Ty."  Piszę to w cudzysłowiu bo chodzi mi jedynie o przykład . Czy możesz zaprzeczyć temu że człowiek rodzi się z natury Bożym stworzeniem? Stworzeniem które nie jest zdolne do zła? Czy Bóg uczynił człowieka zdolnym do zła? Otwartym na zło? Czy zło dobrowolnie może się w człowieku przechadzać czy raczej niedobrowolnie? Zauważ różnicę.

    Akt dobrowolny to taki akt, w którym będąc świadomym Boga i mając z nim bezpośredni kontakt daję posłuch złu na tyle że przejmuje ono moje centrum decyzyjne . Jednak zwróć uwagę że taki akt jest  nie możliwy w człowieku,który  ma kontakt z Bogiem.  Dlatego akt dobrowolny tak naprawdę nie istnieje bo nie może zgrzeszyć Chrystus mieszkający w nas , czyli że tak powiem korzeń naszej decyzyjności nie ulegnie złu w człowieku którego uwaga skierowana jest na to co czyni Bóg.  To tak jak z dzieckiem . Doputy doputy dziecko wciąż spogląda na to co czyni Tata , doputy nie da się wciągnąć w to co mu zagraża. Widzisz to Zbyszku? na tym to polega że dziecko jest ze swej natury boże i wpatrzone w twarz swojego Taty. Kiedy ono przestaje być świadome tej twarzy z którą ma kontakt , zaczyna się z nim dziać coś złego , traci pamięć i kieruje swoją uwagę na to co jest mu obce. Tym obcym jest Szatan. I tu zaczyna się utrata tej wolności – dochodzi do zapomnienia Ojca – tego Taty  zktórym mamy kontakt , zamieniamy spojżenia , kierujemy je nie na reakcje Boże, ale na reakcje Szatana.  Tracimy z oczu twarz Taty który jest naszym prawdziwym Bogiem a nasze centrum decyzyjne ukierunkowuje się na twarz szatana. Stajemy się przez to nie tyle obcy Bogu dla którego wciąż jesteśmy kochanymi przez Niego dziećmi , ale stajemy się obcymi dla siebie samych. Zaczynamy się starzeć a z czasem przekonujemy się że nasze komórki obumierają bo utaciliśmy pamięć Tego życiodajnego kontaktu z Tatą. Dzieje się bowiem w nas coś co nierozpoznaje siebie. Coś co nierozpoznaje korzenia . To tak jakbyś odciął się od korzenie a jak wiesz , drzewo bez korzenia umiera.

    Trudne to jest ja wiem …trudno to wytłumaczyć….

    Dlatego uważam że człowiek nic tak naprawdę nie utracił ze swojej natury bożej , bo ona ciągle w nim się tli a nawet że tak powiem jest nietknięta , albowiem nie może to co w nas boże stać się niebogiem. Myślę że Bóg o tym wie i właśnie takimi nas widzi a Syn bozy Jezus Chrystus bezustannie naszego Tatę  o tej naszej naturze zapewnia. Dlatego Tata spogląda na nas przez Syna, przez tą naturę która jest w nas boża.

    Dlatego Syn bozy  nie może świadomie i dobrowolnie zrezygnować z miłości Boga . Poprostu nie jest to w naturze Boga aby rezygnować z miłości . Nauczyliśmy się że w naturze człowieka istnieje taka możliwość by rezygnować z miłości boga  i dlatego wciąż grzeszymy:) Daliśmy sobie wmówić że jesteśmy samodecyzyjni w podejmowaniu kroków ku złu . Otoż nic bardziej mylnego. Otóż w podejmowaniu kroków ku złemu nie jesteśmy nigdy samodecyzyjni. Zawsze wpierw pojawia się coś obok nas a nie w nas, bo w nas na początku  był tylko Bóg . Patrz Eden.

    Samodecyzyjność jest w tedy gdy jesteśmy sobą. A sobą jesteśmy wtedy gdy jesteśmy boży. Człowiek zwiedziony nigdy nie podejmuje decyzji z własnej woli bo tą już "stracił z pola widzenia "gdy opuścił Eden. Wciąż mamy wolną wolę ale nie jest ona decyzyjna po Eden.

    itd itd

    Wniosek

    Ludzie , np Politycy o których pewnie Ci chodzi Zbyszku , ci  którzy dają sie ponieść niekonstruktywnym-  niedobrym   działaniom nie czynią tego dlatego że ich wolna wola im na to pozwala, ale dlatego że tej wolnej woli – bożej woli nie widzą , nie potrafią jej dostrzec . Puścili rękę Ojca i dali się ponieść obrazowi który jest im cudzy.  Bo ja ciągle stoją na fakcie że każdy człowiek jest Boży ale nie każdy trzyma się ręki boga i nie każdy  ufa korzeniowi z którego pochodzi i który ciągle w nim jest. Nie potrafię Zbyszku inaczej. Mogę rozkładać na czynniki pierwsze zło i dopatrywać się w tym złu przyczyny upadku pamięci o stwórcy ale nie mogę i nie chcę utożsamiać zła z człowiekiem . Nigdy więcej nie namawiaj mnie do tego bym zapomniał o tym kim jesteś . Jeśli Bóg postępował by z nami tak jak y czesto postępujemy ze sobą to świat już by nie istniał. On Bóg ciągle pamięta o nas , o tej pierwszej miłości i zapewniam Cię Zbyszku że tak samo patrzy na Kaczyńskiego jak na Tuska bo patrzy na nas przez Syna Bożego ,  nawet wtedy, gdy my na niego nie patrzymy w taki sposób  jak On tego od nas oczekuje – wypatruje.

    Bo to jest wypatrywanie synów którzy marnotrawią swoją świętą osobę.

    KONIEC

    artur (aharon)

     
    Odpowiedz
  12. januszek73

    Wolna wola i……….

    Temat jest trudnawy, zastanawiam się często nad tymi sprawami ale dochodzę do wniosku, iż człowiek jest z natury dobry, lecz słaby i grzeszny i dlatego upadający. Człowiek w ciąż upada i popełnia błędy a później z tymi błędami próbuje sobie radzić. W psychologii istnieją pojęcia tzw. "niedojrzałych mechanizmów obronnych" a jednym z nich jest racjonalizacja. Przebiega ona najcześciej w/g schematu – "zrobiłem zło, bo…………..". Dla mnie to jest usprawiedliwianie, na równi tego jakiego dopuścili się pierwsi rodzice – "kobieta, którą mi dałeś, dała mi jabłko i zjadłem…………………". Natomiast kobieta nie mając innych wymówek, znowu racjonalizuje "wąż mnie zwiódł i zjadłam…………………". Typowe usprawiedliwianie się i zwalanie winy na kogoś aby ukryć swój błąd (grzech). O ile sam błąd ma jakieś przyczyny wewnętrzne, np. niezdrowa ciekawość, to usprawiedliwianie, jest po prostu "chowaniem się przed Bogiem". O ile sam pociąg do grzechu może być nieświadomy, to już chowanie się przed Bogiem właściwie może być tylko świadome i dobrowolne. Spejcalnie napisałem "właściwie", bo czasem człowiek ma tak zaburzoną osobowość (na pograniczu choroby), że może przed Bogiem kryć się lub  uciekać nieświadomie. 

      Inna sprawa to źródła zła. Osobiście słyszałem o 3 czynnikach ( no i w swoim życiu zauważam to) –

    – świat, ciało, szatan. Nie będę opisywał poszczególnych, ale np. "świat" to raczej wpływ zła u innych, niż przyroda, ciało to raczej nieuporządkowane uczucia w stosunku do swojej cielesności, no a szatan, to różne wpływy, które sprzeciwiają się woli Bożej – dosyć bezpośrednio.

    Grzech w ludziach powstaje na skutek sprzeciwiania się Wol Bożej, która okręśla różne dobra dla człowieka a człowiek to dobro lekceważy lub niszczy.

      Natomiast inna trochę sprawa, to to, że mamy po prostu zaprogramowane w genach pewne "instykty ku złu", które o ile są pobudzane to prowadzą do zła. Zwróćmy uwagę – "pobudzane" – ok szczerze 🙂 (uśiecham się bo to osobiste doświadczenia). Jak nie potrafię zapanować nad swoją porządliwością skierowaną w stronę kobiet, no to rozbudzam swoja wyobraźnię a z tego prosta droga do grzechu. No i teraz pytanie co z tym robić ? Właściwie znam metody – "poskramiać wyobraźnię", no i powstaje pewne "ale". Samemu tego nie da się zrobić i wciąż robić, dlatego ,np. są zalecenia – kościoła 🙂 – "w czasie pokusy módl się". Powiem szczerze, że czasem mi się udawało, ale też zauważam, że jak zaczynam się modlić, to złe duchy niczym te muchy lub komary zaczynaja się wściekać i chcą mi w tym przeszkodzić lub wciąż przeszkadzać. Jednak widzę mechanizm – mianowicie one tylko: łaskoczą, czasem ugryzą, uszczypną ale najczęściej "hałasują wokół wolnej woli". No i człowiek ma tendencje do koncentrowania się na tych doznanaich psychicznych zamiast na Bogu , w konsekwencji słucha podszeptów złego ducha i upada.Wiem o czym mówię, bo tego doświadczałem i wciąż doświadczam. Czy istnieje rozwiązanie z tego błędnego koła ? Dla mnie jest – modlitwa i sakrament pokuty i pojednania, który już od 5 lat zawsze daje mi: ukojenie, pokój i radość w Duchu Świętym.

      Teraz do Artura – zaprzeczysz ? No możesz ,ale zadam pytanie :-), dlaczego Bóg daje mi pocieszenie, pocieszenia w czasie tych sakramentów ? Dla mnie odpowiedź jest prosta – Duch Święty zaczyna wzbudzać we mnie -cyt. (oczywiście za Ignacym z Loyoli 🙂 ).

    Reguła 2. U tych zaś, co usilnie postępują w oczyszczaniu się ze swoich grzechów a w służbie Boga, Pana naszego, wznoszą się od dobrego do lepszego, rzecz ma się odwrotnie niż w regule pierwszej. Wtedy bowiem właściwością ducha złego jest gryźć, zasmucać i stawiać przeszkody, niepokojąc fałszywymi racjami, aby przeszkodzić w [dalszym] postępie; właściwością zaś ducha dobrego jest dawać odwagę i siły, pocieszenie, łzy, natchnienia i odpocznienie, zmniejszając lub usuwając wszystkie przeszkody, aby [mogli] postępować naprzód w czynieniu dobrze.

    316

    Reguła 3. O pocieszeniu duchownym. Pocieszeniem nazywam [przeżycie], gdy w duszy powstaje pewne poruszenie wewnętrzne, dzięki któremu dusza rozpala się w miłości ku swemu Stwórcy i Panu, a wskutek tego nie może już kochać żadnej rzeczy stworzonej na obliczu ziemi dla niej samej, lecz tylko w Stwórcy wszystkich rzeczy; podobnie i wtedy [jest pocieszenie], gdy wylewa łzy, które ją skłaniają do miłości swego Pana, czy to na skutek żalu za swe grzechy, czy to współczując Męce Chrystusa, Pana naszego, czy to dla innych jakich racji, które są skierowane wprost do służby i chwały jego. Wreszcie nazywam pocieszeniem wszelkie pomnożenie nadziei, wiary i miłości i wszelkiej radości wewnętrznej, która wzywa i pociąga do rzeczy niebieskich i do właściwego dobra [i zbawienia] własnej duszy, dając jej odpocznienie i uspokojenie w Stwórcy i Panu swoim.

     Tylko "usilne i szczere" oczyszczanie się ze swoich grzechów (oczywiście za łaską Jezusa Chrystusa) może dawać ratunek dla słabej natury człowieczej. Natomiast inna sprawa, to ciągłe pozostawanie tej słabej natury w człowieku. Grzech wciąż czai się około człowieka aby go zniszczyć i wciąż niszczyć, dlatego też to nie słabość natury człowieka niszczy ale grzech a właściwie pozostawanie z nim samemu ze sobą i zadręczanie się nieprawidłowymi wyrzutami sumienia – w stylu "jak mogłem tak postąpić, ale jestem zły i podły, itp." Wiem co mówię, bo to mi się zdarza, co ciekawe bardzo się uspokaja po spowiedzi świętej :-).

     

    No i taką oto mamy naturę, która jest słaba, którą to trzeba niejako "oddać Chrystusowi" aby tenże ją uzdrowił i wciąż uzdrawiał. Noo i to by było na tyle, chociaż właściwie chciałem dać też pewien negatywny przykład, ale jest wiele przesłanek wskazujących na to, że tzw. "publiczne spowiedzi" nie naprawiają zła, które nas dotyka a nawet psychoterapie, które mogą przybierać podobny wygląd temu nie służą. W sumie to się nie dziwię, bo nasze uzdrowienie jest (chciałem powiedzieć "tylko w Chrystusie) ,ale ja wolę powiedzenie, "na współpracy z łaską Chrystusa". Ok. na koniec eksperymencik :-), ale przejdzie Ci (wam) przez gardło, takie oto określenie ? – "JESTEM WAŻNY DLA CHRYSTUSA". Mnie przechodzi, chociaż na głos mało kto to słyszał :-). Jestem dla Niego ważny, tak jak i inni ludzie, którzy własna wolą szukają Jego Woli ( 🙂  – uśmiech to z powdu "Zbyszkowego Jego woli" ).

     

     
    Odpowiedz
  13. arturah

    Januszu

    Piękne słowa napisałeś pod którymi i jak się podpisuję a mianowicie to że JESTEŚ WAŻNY DLA CHRYSTUSA. Tego się trzymaj i nie daj sobie wmawiać że jest inaczej.

    Jest w Twoim tekscie wiele wątków które chciałoby się rozwinąć.

     

    Jeśli chodzi o naszą ponoć słabą naturę . No cóż ja widzę to trochę inaczej. Niech to co widzimy u siebie jako niedoskonałe poczynanie sobie na codzień , nie przysłoni nam tej zdolności którą odziedziczyliśmy po Bogu.

    Jak myślisz czy wiekszy jest Ten który jest w Tobie czy ten który jest ze świata?

    Większy jest ten, który mieszka w nas, niż ten, który jest na świecie (1 List św. Jana 4:4).

    Tego nalezy się trzymać i nie dać się urobić dolegliwym emocją destrukcyjnym które utrwalając się w nas czynią nas marionetkami w ręku kogoś nam obcego a tym jest zło.

    Trzymam się tego że człowiek jest ze swej natury dobry i przez taki pryzmat postrzegam człowieka .

    art.

     

     

     
    Odpowiedz
  14. zk-atolik

    C.d rozważań, dyskusji, odpowiedzi i….

    Arturze dziękuję za obszerny wpis, który już z trudem ogarniam w całości i wyjaśnienie – zwrócenie uwagi na to, że sprawę zbyt skomplikowałem odnośnie owej "rezygnacji"……. Jednak nadal uważam, że nie należy ignorować, ani dowolnie interpretować faktów, a tym bardziej powszechnie uznawanych oczywistości.

    Do nich zaliczam m.in. to, że: człowiek został stworzony na obraz Boga, oraz jest powołany, do zbawienia duszy i życia wiecznego. Jednak nie wszyscy ludzie na świecie byli, czy są wielcy, święci, prawi etc., albo zawsze wykazują dostateczną roztropność i dobrą wolę. A zatem istnieją i tacy, których dzięki wolnej woli możemy tolerować, a nawet usprawiedliwiać albo zgodnie z wolą Pana, także w imię Jego miłości, czy nawet z powodu  ludzkiej prawości i sprawiedliwości – nazywać bliźnimi, oraz złoczyńcami (bezbożnikami, barbarzyńcami, satanistami, czy zbrodniarzami, terrorystami, zdrajcami, oszustami itp.) Potencjalnym zagrożeniem, czy ewidentnym złem są ich wyjątkowo naganne postawy i krzywdzące, bądź gorszące wyczyny, czy praktyki, w tym trujące owoce, pozorne dobro.  

    Ps. Odnośnie Twojego chyba niezbyt obiektywnego wniosku, wypada zauważyć, że istoty ludzkie, w tym złoczyńcy, czy nasi wrogowie – dzięki Panu Bogu mają, do dyspozycji nie tylko zdolność widzenia, lecz również inne zmysły, a przede wszystlkim duszę, sumienie, serce, rozum i wolną wolę. O tym, co oferuje im zły Duch i współczesny świat nie wspominam.

    A więc trudno uznać, że ich mało chwalebna postawa, mentalność – intencje, czy uporczywe błędy i wyczyny, także złe wybory i decyzje w życiu doczesnym są wyłącznie konsekwencją utraty wzroku, a może przede wszystkim sprzeniewierzenia się Bogu i rezygnacji z Jego miłości.

    Szczęść Boże!

     
    Odpowiedz
  15. zk-atolik

    Jaki może być człowiek?

    @Januszek73 – dziekuję za udział w dyskusji i kontynuację tematu, który dzięki wymianie myśli może stać się łatwiejszy, oraz za okazywaną życzliwość wobec mojej osoby.

    Proponuję modyfikację również Twojego wniosku: "Człowiek jest z natury dobry, a każdy z nas unikalny i kochany, przez Boga, lecz trafiają się osoby, czy osobistości, które wszelkimi sposobami usiłują wyróżniać się – mniej lub bardziej świadomie i z różnym skutkiem.

    Jedni dzięki współpracy z Chrystusem i z pomocą Ducha Świętego w dążeniu, do wielkości, doskonałości i świętości, oraz w tworzeniu, czynieniu dobra i piękna – dobrobytu (dobrostanu), a drudzy z "pomocą" upadłego i złego Ducha i jego sług w dążeniu, do ……….., oraz w tworzeniu, czynieniu………

    Szczęść Boże!

     
    Odpowiedz
  16. arturah

    Sprzeniewierzanie się Bogu Zbyszku

    Zbyszku napisałeś że cytuję :

    A więc trudno uznać, że ich mało chwalebna postawa, mentalność – intencje, czy uporczywe błędy i wyczyny, także złe wybory i decyzje w życiu doczesnym są wyłącznie konsekwencją utraty wzroku, a może przede wszystkim sprzeniewierzenia się Bogu i rezygnacji z Jego miłości.

    Uważam że sprzeniewierzanie się Bogu i rezygnacja z Jego miłości w żaden sposób nie może zabić w człowieku tego co w nim Boże. Jeśli człowiek przestaje widzieć oblicze Boga to nie znaczy że Bóg przestaje widzieć w człowieku swoje ukochane dziecko. W żaden sposób rezygnacja z miłości Boga nie może wpływać na to  jak bardzo kocha nas Bóg. Gdyby tak było Chrystus nigdy nie przyszedł by na ziemię . Przyszedł dlatego że Bóg bardzo nas kocha nawet wtedy gdy dajemy sobie wmówić to że do niego nie nalezymy wtedy gdy grzeszymy. To przecież takie proste.

    Nie ma potrzeby tego więcej tłumaczyć.

    Napiszę jeszcze jedno zdanie . Otóż największym zwycięstwem holokaustu  było by to gdyby przekonał ludzi o tym że człowiek jest w stanie utracić wiarę w Boga jako miłujacego nas ojca. Każdy Żyd który stracił swoje dzieci albo kogoś bliskiego w obozach zagłady staje przed tym kuszącym nas głosem Szatana ktory próbuje ludziom wmówić to że Bóg nas opuścił . Największym zwycięstwem zła jest wmówienie człowiekowi tego że Bóg przestaje kochać człowieka wtedy gdy staje się  on ofiarą zła.

    Całkiem niedawno zapadła mi w pamięci myśl Janusza który oburzony na moje pisanie o rzymsko katolickim błądzeniu (pamiętasz?) tam gdzie pisałem o faszystach którzy dopuszczali się zła a byli wyznania rzymsko katolickiego . On tam napisał bardzo mądre zdanie w którym twierdził że Szatanowi bardzo podobało by sie to gdybyśmy dali się przekonać złu do tego że kościół był zły . Coś jakoś tak napisał …I on tam miał rację że nie można osadzać kościoła przez to że ludzie ulegali w nim bładzeniu .

    Najwieksza pokusa jest wtedy gdy staramy się wydać wyrok i podnieść rękę na kogoś takiego jak Kain albo Tubal Kain albo na kogoś takiego jak Inkwizytor który stracił z oczu miłosierdzie Boga . A jednak Bóg powiedział :

    «O, nie! Ktokolwiek by zabił Kaina, siedmiokrotną pomstę poniesie!» Dał też Pan znamię Kainowi, aby go nie zabił, ktokolwiek go spotka. Łatwo mozemy wydać wyrok na zło i tego się wymaga od człowieka bozego aby w miarę szybko potrafił je naznaczać , jednak tylko Ten który daje życie , życie może człowiekowi odebrać i je osądzić. Tego się trzymam. Trzymam się tego że dopuki Bóg trzyma świat w eonie łaski doputy kazdy człowiek ma szansę na to by wrócić do swego korzenia – bożego korzenia. Naszym zadaniem w eonie łaski nie jest naznaczanie ludzi że są źli ale naznaczanie zła które nas ludzi znieważa, znieważa to co w nas boże.

    Nie pozwól Zbyszku na to by zło znieważało tych których uważasz za swoich wrogów. Szukaj zawsze u swoich wrogów tego co w nich Boże i naznaczaj zło ale człowieka zawsze bierz w obronę nawet jeśli jest Kimś takim jak Kain albo Tubal Kain . Pozwólmy Bogu być bogiem i niewyprzedzajmy jego   wyroków. Właśnie dlatego Kościół jest przeciw karze śmierci bo nawet w najbardziej zniekształconym przez zło człowieku dostrzega pogwałcone przez to zło dobro . Zbrodniarz bowiem jest nikim innym jak człowiekiem który został zgwałcony przez zło.  To jest najstraszniejsze gdy to co jest instynktem  Boga zostaje doprowadzone do poziomu  nagiego instynktu . Dlatego oni stali się nadzy . Adam i Ewa. Nagość oznacza bowiem utratę z oczu Tego który był ich okryciem i który stale się między nimi przechadzał. Po upadku centrum decyzyjnego człowiek stał się nagi i podatny na zwiedzenie a pamięć boga  w człwieku topniała z dnia na dzień…

    NIe będę więcej na ten temat pisał  . Jesli uważasz że możesz Zbyszku naznaczać ludzi jako tych którzy odstąpili od Boga to czyń to dalej ale ja za takim myśleniem nigdy nie pójdę . Mam jednak nadzieję że widzisz w człowieku który jest Twoim wrogiem kogoś za kogo umarł Chrystus …

     
    Odpowiedz
  17. zk-atolik

    Replika

    Arturze – zostałem zobligowany, wręcz sprowokowany jeszcze raz napisać, do Ciebie. Ponieważ błędnie oceniasz moje intencje, również coraz częściej opacznie interpretujesz to, co staram się doprecyzować, bądź uzupełnić, czy wyjaśnić, wykazać na forum, pisząc nie tylko do Ciebie.

    Ponadto nie wiem, dlaczego, ani na jakiej podstawie – stwierdzasz, czy usiłujesz sugerować to, że niby od mojego uważania zależy to, czy ktoś jest uprzedzony i wrogo usposobiony?

    Przecież naganna, czy gorsząca, bądź wulgarna postawa człowieka, w tym brak elementarnego szacunku, oraz demonstrowane niskie instynkty np: zazdrość, zawiść, wrogość, agresywność, pogarda etc. wobec mnie, czy innych osób. Absolutnie taka mentalność i postawa złoczyńcy nie zależy, od naszego uważania, ani tym bardziej od Ducha Świętego.

    A więc chyba nie trudno, w tym przypadku zorientować się, od kogo i czego zależy?…….

    Zapewniam Ciebie, że nie tylko widzę, lecz również wiem, ufam i wierzę, oraz nadal poznaję, doświadczam, doznaję, odczuwam i bezdyskusyjnie uznaję to, że:

    Bóg się rodzi moc truchleje – kocha Ciebie, mnie i wszystkich innych ludzi. A czy wszyscy ludzie uznają i odwzajemniają Jego miłość – naprawdę tj. bezwarunkowo kochają Go?….. Dlaczego Bóg jest w wielu przypadkach miłosierny?…..

    Syn CzłowieczyJezus Chrystus nie tylko cierpiał i umarł za wszystkich, lecz również nakazał im miłować bliźnich, także wrogów. Ponadto umierając wypowiedział na krzyżu: Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią.

    Szczęść Boże!

     
    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code