Nadzieja na świat bardziej ludzki

Rozważanie na IV Niedzielę Adwentu , rok B2
 
 
 
Oto ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa. Te słowa Maryi otworzyły nową erę w dziejach ludzkości i określiły Jej rolę w życiu rodziny w Betlejem i Nazarecie, w czasie publicznej działalności Chrystusa, w czasie Jego męki oraz u boku rodzącego się Kościoła. Misję, która wciąż trwa i czyni Ją Panią, Królową, Matką, Siostrą kolejnych pokoleń wyznawców.
 
W czym tkwi siła tej postawy? Czy Maryja jest lub przynajmniej może być przykładem dla wszystkich kobiet? Czy tylko kobiet? Czy istnieje coś tak specyficznego jak dusza kobiety?
 
Ciekawe w tym względzie mogą być spostrzeżenia Edyty Stein zawarte w „Studium o kobiecie”. Autorka rozważa przyrodzone i nadprzyrodzone powołanie wspólne obu płciom, ale różnej naturze przypisuje różne zadania. Dla kobiecej natury charakterystyczne uważa zaangażowanie się we współpracy z mężczyzną oraz macierzyństwo. Dzięki temu kobieta posiada zdolność wczucia się w drugiego człowieka, umiejętność dostosowania, wewnętrzne pragnienie bezinteresownej miłości. Napięcie ku macierzyństwu kieruje kobietę ku osobowym relacjom, przygotowuje do reintegracji życia. Edyta Stein, kobieta świadomie przeżywająca swoją tożsamość, potrafiąca podjąć wyzwanie czasów, w jakich przyszło jej żyć, chciała uczyć kobiety dojrzewania do samych siebie, nazwać po imieniu impulsy, niepokoje, porażki, skierować do wolności, jaką daje Bóg.
 
„Tam gdzie takie oddanie dokonuje się w odniesieniu do człowieka, może ono stać się przewrotnością: wydaniem się na łup, zakuciem w kajdany i nieusprawiedliwionym uroszczeniem, którego żaden człowiek spełnić nie może. Tylko Bóg może przyjąć takie oddanie i tylko Bóg może dać się w darze tak, że napełni sobą całą ludzką istotę, nie tracąc przy tym nic z siebie samego”(1)
 
Przyjrzyjmy się kilku sytuacjom biblijnym. Obok krzyża Jezusowego stały Matka Jego i siostra Matki jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena (J 19) może Salome, Joanna, Zuzanna (Łk 8). Ich zdecydowana postawa odbija się wyraźnie od strachu, ucieczki, zaparcia się, jakie było udziałem uczniów. Opowiedziały się po stronie skazańca, towarzyszyły Mu aż do końca. Błogosławiony jest ten, kto nie zwątpi we Mnie – powiedział Chrystus. One nie zwątpiły. Dlaczego kobiety oparły się zgorszeniu krzyża? Czy odpowiedzi udzielił już Jezus Szymonowi, mówiąc o grzesznicy myjącej i całującej Jego stopy – Bardzo umiłowała? Przecież „Gdziekolwiek po całym świecie głosić będą tę Ewangelię, będą również opowiadać na jej pamiątkę o tym, co uczyniła” (Mt 26). Czy nie było i nadal dla wielu nie jest to zaskakujące proroctwo?
 
Kobiety szły za Jezusem dla Niego samego, wdzięczne za dobro, które widziały i czuły. One nie szukały u Jego boku kariery, nie im obiecywano dwanaście tronów, nie one rywalizować chciały o miejsca po lewej i prawej stronie… Intuicyjnie odczytywały i asymilowały ducha Ewangelii – chciały służyć.
 
Jak powiedział Pascal – Chrystus będzie cierpiał mękę aż do końca świata(2). Ranami Chrystusa są rany świata. Dziedziczkami pobożnych kobiet z Ewangelii, bo one nie są nam dane do podziwiania i uczczenia, lecz do naśladowania, są i będą kobiety, zakonnice i świeckie, wierzące i niewierzące, które dadzą oparcie chorym, ubogim, więźniom, odrzuconym wszystkich czasów. Czy nie do nich Chrystus powie – Mnieście to uczyniły?
 
Wśród licznych biblijnych wezwań „Idź, idźcie!” jedno tylko skierowane jest do kobiet, pierwszych świadków zmartwychwstania – Idźcie i oznajmijcie moim braciom, niech się udadzą do Galilei, tam Mnie zobaczą.
 
A dużo wcześniej, w raju? Dlaczego mężczyzna pośród pięknej przyrody, zwierząt, mając Boga tuż tuż, twarzą w twarz, nie czuł się szczęśliwy, a właściwie to chyba się nudził? Czy Bóg, dając Ewę, dał w nowy sposób również siebie? Czy kobieta bardziej wrażliwa na poruszenia Ducha Świętego, na wezwanie do ofiarności i miłości, cierpliwsza, potrafiąca czekać, mocniej czująca wszystkimi częściami ciała, cokolwiek się przydarza, stała się komplementarna wobec ukierunkowanego na zewnętrzny sukces, na natychmiastowe efekty, bardziej zdystansowanego do swojego ciała mężczyzny? Czy to kobieta rodzi mężczyznę do życia Bogiem? Przecież on mówi o Bogu teoretycznie, znajduje definicje, dziesiątki określeń, nazywa Go celem ostatecznym lub pierwszą przyczyną. Ona wie od zawsze, że On jest miłością, że jest czuły, że jest obecny.
 
W świecie, gdzie podstawową namiętnością człowieka stały się władza, polityka i pieniądze (listę można by rozszerzyć), zakłócona została komplementarność płci. Ona nie budzi go już na Boga i nie towarzyszy jego dojrzewaniu. On nie rozumie jej dylematów. On biega za sprawami tego świata, gdzie trzeba walczyć, dominować. Ona coraz częściej mu ulega, naśladuje w gonitwie, a nawet wyprzedza.
 
Może… gdyby ona obudziła w nim intuicję i nauczyła swojego widzenia Boga… Może z czasem on pomógłby jej oddzielić prawdziwą wiarę od emocji. Może jej intuicja i jego logika znów zmieniłyby świat. Może udałoby się przekroczyć próg banalności i ulotności struktur tego świata i dotknąć już teraz tego, co trwałe i wieczne.
 
Za antyfoną do Magnificat powtarzam modlitwę do pierwszej z pobożnych niewiast i służebnicy Pańskiej: „Święta Maryjo, wspomagaj biednych, wspieraj małodusznych, pocieszaj słabych: módl się za twój lud, wstawiaj za klerem, błagaj za oddanymi Ci kobietami”
 
wykorzystane w tekście:
 
1.Edyta Stein Studium o kobiecie
 
2.o.Raniero Cantalamessa Liturgia Męki Pańskiej 6.04.2007 
 

jaros01.jpg

Jacek Malczewski Zwiastowanie
 
 

Rozważania Rekolekcyjne

Rozważania Niedzielne

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code