nadstawianie drugiego policzka

Jezus powiedział: „Jeśli cię kto uderzy w policzek, nadstaw mu i drugi.” Ale gdy został spoliczkowany przez sługę arcykapłana, nie nadstawił mu drugiego policzka, tylko spytał: „Dlaczego Mnie bijesz?”…

Czy nadstawianie drugiego policzka jest tylko przenośnią, która ma znieść starotestamentową zasadę „Oko za oko, ząb za ząb”? Przełomowym przejściem od zemsty do przebaczenia? Przecież mógł to wyrazić innymi słowami…

Gdzie przebiega rzeczywista granica mojego miłosierdzia? Nie ma co udawać – na co dzień, gdy dostanę kopa od życia, nie wystawiam się na więcej. Gdy czyjeś towarzystwo mnie irytuje, staram się go unikać. Gdy ktoś ode mnie pożycza i nie oddaje na czas, z czasem przestaję mu pożyczać. A przecież jest napisane: „Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące! Daj temu, kto cię prosi, i nie odwracaj się od tego, kto chce pożyczyć od ciebie.”

Ludzkie relacje powinny być zbudowane na zaufaniu, a ilu z nas postępuje według zasady ograniczonego zaufania? Innymi słowy, nikomu nie ufa do końca albo polega tylko na samym sobie.

„Nie stawiajcie oporu złemu.” Pewien ksiądz na rekolekcjach powiedział, że nie sprzeciwiając się tym, którzy nas źle traktują, stajemy się dla nich znakiem miłości Boga. Być może, ale czy to zmieni ich postępowanie? Dobrze wiem, że nie „uszczęśliwię” kogoś, kto tej miłości nie chce i nie szuka. Z pobłażliwości i naiwności nie wynika żadna nauka. Czy nie lepiej zapytać się: „Dlaczego mnie bijesz?”…

 

Komentarze

  1. Jacob

    Powiedziane jest “umiar

    Powiedziane jest “umiar nawet w cnocie” 🙂
    Przypomina mi się też wskazówka (bodajże Gandhiego): “jeśli nieużywanie przemocy wynika z tchórzostwa, to lepiej użyć przemocy”…
    Tak naprawdę nie ma gotowych, “jedynie słusznych” recept na każdą sytuację. Może poza jedną, by się nie usztywniać, współczucie, wrażliwość zachować,nie dać się ponieść emocjom. Ociupinka dystansu i humoru jest absolutnie niezbędna. A tego jakoś nie znalazłem w Ewangeliach.
    Mam wrażenie, że nawiedzone, poblokowane smutasy okrutnie okroiły nauczanie i żywot Jezusa.
    Szczęśliwie, choć pod różnymi imionami, żyje On w każdym z nas. Ufności! Uff.
    Moc pozdrowień. Wiosna!

     
    Odpowiedz
  2. Anonim

    To jest głębokie pytanie.

    To jest głębokie pytanie. Ja skolei wyczytałem u Tomasza Mertona o dwóch rodzajach postawy “non violence”. Jest “non violence” ludzi słabych i “non violence” ludzi mocnych. Myślę, że jest to kwestia postawy (siły) wewnętrznej. Nadstawianie drugiego policzka może być poprostu postawą żałosną i prowokacyjną związaną z pogardą do samego siebie i innych. Nie wiem gdzie przebiega wspomniana granica, ale ona niewątpliwie istnieje.

     
    Odpowiedz
  3. Halina

    Człowiek musi nauczyć się

    Człowiek musi nauczyć się sobie ufać, poznać własne granice. Wtedy dopiero będzie umiał wyznaczyć granice drugiemu. Słaby człowiek nie będzie zdolny powiedzieć “nie”-wszystko będzie biernie znosił, a później wybuchnie albo atakiem płaczu, złości , albo pogardy dla samego siebie. Taki człowiek nie czuje się godny życia. Kiedy nauczymy się życia w duchowości, zawsze będziemy zwracać się ku sercu, aby podejmować decyzje. Nasze serce czuje bardziej i głębiej, niż umysł. Czasem trzeba zrobić ” postój” we własnym sercu i wsłuchać się we własną intuicję, a wtedy dopiero podejmować decyzje. Trzeba umieć iść pod prąd, kiedy sytuacja tego wymaga, wbrew opinii innych ludzi, kierować się intuicją ” węchem”-naszą duszą. Chronić innych, ale przede wszystkim siebie.

     
    Odpowiedz
  4. Anonim

    “Serce ma swoje racje,

    “Serce ma swoje racje, których rozum nie zna” – to chyba Pacal. I jeszcze: “Zdolny umysł, to wielkie zobowiązanie dla serca” – Tomasz Mann “Doktor Faustus”. Cytuję z pamięci. Wiedzy i umiejętności mamy tyle,a w kwestii “serca” wielu z nas pozostaje wciąż na poziomie bezradnego dziecka reagującego rozczarowaniem, pretensjami i wściekłością. Tyle lektur, uczonych debat i polemik. “Mądrości” coraz więcej ale kto uleczy głupie serce?

     
    Odpowiedz
  5. Halina

    Opróżni umysł i oczyści

    Opróżni umysł i oczyści serce tylko Ten, który nas stworzył-tak myślę. Poprzez modlitwę czy medytację. Uwolnić umysł od niewiedzy poprzez świadomość, poprzez intuicję, możliwość poznania samego siebie i innych. I uwolnić, oczyścić serce z iluzji, z fałszywych wartości, z potrzeb zmysłów, z nadmiernych trosk. Każdy ma taki czas raczej usuwania, niż dodawania-opróżniania umysłu, niż napełniania go. Ap.Paweł mówi w 2 Kor.4;16-18 “Dlatego nie poddajemy się zwątpieniu, chociaż bowiem niszczeje nasz zewnętrzny człowiek, to jednak ten, który jest wewnątrz, odnawia sie z dnia na dzień..itp” Taki proces przemiany trwa przez całe życie, podtrzymywany przez Łaskę. Jest w pełnym znaczeniu uleczeniem umysłu i serca, które dokonuje sie przede wszystkim w naszym wnętrzu. Jezus zawsze wielkie znaczenie przywiązywał do myśli i wewnętrznych pragnień osoby. Jest w mocy każdego z nas myśleć dobrze lub myśleć źle, myśleć w sposób autentyczny, albo w sposób nieautentyczny. Dla Jezusa jest czymś fundamentalnym, aby istota ludzka posiadała oko wewnętrzne, zdolne widzieć jasno, w sposób świadomy, siebie i innych-jeśli chce mieszkać w świetle. Trzeba stworzyć w sobie jasne oko, aby niepotrzebnie nie nadstawiać drugiego policzka, ani też nie “uderzać” bez sensu.

     
    Odpowiedz
  6. Kazimierz

    Tak sobie myślę, że

    Tak sobie myślę, że nadstawianie policzka to jedno, a “święty gniew” to drugie.
    Jesli jesteśmy policzkowani za złe rzeczy, to uczmy się pokory, jeśli za Chrysusa to cieszmy się, bo iprorocy byli prześladowani. Ale jak Chrystus zapłonął “świętym gniewem” na wekslarzy, sprzedawców zwierząt na ofiary przy Świątyni, tak i my musimy być gotowi, aby rozprawić się w swoim życiu, ale i otoczeniu wygonić to wszystko, co powoduje targowisko.
    Jeśli jestto włóczęga naciągacz, to nie bójmy mu się powiedzieć weź się do pracy, jeśli notoryczny pożyczacz pieniędzy, to naucz się wreszcie gospodarować tym co masz. Jeśli sąsiad pijak, to pognać go na cztery wiatry, aby nie był zagrożeniem dla rodziny. Jeśli krewniak zbyt wtrącający się do małżeństwa, to stanowczo wskazać mu jego miejsce.
    Tak to widzę, trzy różne możliwości, a może i nawet więcej.

    Pozdrawiam nową, nie nową Tezeuszkę KJ

     
    Odpowiedz
  7. Halina

    Magda

    Ja też Cię

    Magda

    Ja też Cię serdecznie pozdrawiam-piszesz wspaniałe blogi, których treść zmusza do głębszej refleksji nad naturą człowieka. Wspaniale jak na nową Tezeuszkę.

    Tak to już jest, że każdy chrześcijanin ma nieco inaczej urobione sumienie , pomimo iż czyta tą samą Biblię. Znam takich chrześcijan dla których złem i brakiem pokory jest fakt, iż kobieta nie ma nakrytej głowy na nabożeństwie. Chrześcijanie mają różne wyobrażenia o tzw. złych rzeczach i pokorze. A prawdziwa pokora jest bardzo ważna, bo uczy rozeznania bez którego ten świat zewnętrzny i ten wewnętrzny jawią się jako chaotyczne i niezrozumiałe. Podjąć drogę duchową bez tego rozeznania, to tak jak być głuchym i ślepym i chcieć podróżowania po świecie. Pokora pomaga nam w stopniowym odkrywaniu naszego prawdziwego imienia. Pokora w końcu pozwala nam szanować nie tylko samych siebie, ale i innych. Bez pokory rodzi się potrzeba posiadania. Gdzie umysł zmierza, tam człowiek podąża. Bóg uczy nas dokonywania mądrych wyborów, uczy nas przyjmowania Bożej oceny i Jego światopoglądu. Ap.Jakub pisze w Liście;1,5-“A jeśli komuś brak mądrości, niech prosi Boga, który wszystkich chętnie obdarza i bez wypominania, a będzie mu dana”.

    Pismo zachęca:-” O ile to możliwe ze wszystkimi pokój miejcie. Najmilsi nie mścijcie się sami, ale pozostawcie to gniewowi Bożemu, albowiem pomsta do mnie należy”-Rz.12;17-19

    Jezus nie używał przemocy, ale nie zachęca nas do bierności i pokoju za wszelką cenę-kosztem własnej osobowości.

     
    Odpowiedz
  8. Anonim

    Okropnie to trudna droga.

    Okropnie to trudna droga. Pokora. Piszę, bo sam kiedyś uniosłem się straszną pychą sądząc, że staję po słusznej stronie składając siebie samego w ofierze. Dziś wiem, że istnieje coś takiego jak fałszywe męczeństwo, fałszywa ofiara, “cierpiętnictwo” służące w gruncie rzeczy tylko poprawie własnego samopoczucia. Kto z nas pojmie co znaczą te słowa: “miłosierdzia chcę, a nie ofiary”? Miłosierdzia dla innych i dla samego siebie. Jest zasadnicza różnica pomiędzy podążaniem za Jezusem, a udawaniem Jezusa. Nie do nas należy zbawianie świata, bo on już został zbawiony i nikt nie żąda, byśmy samych siebie składali w ofierze. O wszystkim tym musiałem się przekonać na własnej skórze. Pewne rzeczy można niestety zrozumieć dopiero po szkodzie. Na nic teoria. Pycha, jak powiedział kaznodzieja, umiera niestety dopiero 10 minut po człowieku.

     
    Odpowiedz
  9. Halina

    Pokora to nie

    Pokora to nie cierpiętnictwo i udawanie Jezusa. Właśnie to pokora pozwala nam odkryć prawdziwą wolność w Panu, radość z tego, że mamy wartość sami w sobie jako ludzie wierzący. Trochę pychy zawsze zostanie, nie ma co się oszukiwać-taka jest natura człowieka. Jednak brak pokory jest piedestałem, na którym wznosi sie obłęd wszechmocy. Ja to obserwuję niestety u wielu chrześcijan, którym się wydaje, iż są szczególnymi i wybitnymi apostołami. W pychę rzadko popadają misjonarze. Czyli mniej teorii, więcej praktyki wychodzi człowiekowi na dobre. To pycha nie pozwala dostrzec, co w nas złe i wymaga przemiany, a co leży poza naszą mocą i możliwościami. I tu już pozostaje nam modlitwa-nic więcej.
    Kiedyś cierpiałam na brak pokory, a przejawiało to się chęcią posiadania drugiego człowieka-oparcia swojego życia niczym pasożyt na nim. Potem miałam przegięcie i popadłam w stany ubóstwiania drugiego, bez którego wydawało mi się, że nie potrafię istnieć. Życie kosztem drugiej osoby, to straszny rodzaj pychy, a wręcz bluźnierstwo. A człowiek jest taki paskudny, że jeszcze usiłuje drugiemu wcisnąć, że jest taki dobry. Czyli jak widać pycha może mieć rózne oblicza. Wiara i rozwijanie własnej świadomości-czynią cuda. Tak mi sie przynajmniej wydaje – nie wiem co druga strona powiedziałaby na to 🙂

     
    Odpowiedz
  10. ddn

    Wygląd mi to na

    Wygląd mi to na nieporozumienie wynikające z błędnego pojmowania słów Jezusa. Należy jasno odróżnić nauczanie od przypadków sytuacyjnych.

    Lecz powiadam wam, którzy słuchacie: Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają. Jeśli cię kto uderzy w policzek, nadstaw mu i drugi.

    Miłość nieprzyjaciół jest cennym testem.
    Otóż przeciwieństwem, albo raczej odwrotnością miłości nie jest wcale nienawiść, lecz strach, lęk, silna obawa, czasem trwoga. Często jest to lęk przed innymi ludźmi, którzy wydają się odmienni i dlatego uważani są za nienawidzących, przeklinających i oczerniających wrogów.
    Wtedy ogarnięcie ich miłością zmniejsza strach i skłania do szukania porozumienia, lub pojednania, nawet za cenę ryzyka, że wyciągnięta dłoń zawiśnie w powietrzu.
    Jednak urojony nieraz lęk jest przełamany i mogą być skorygowane fałszywe i irracjonalne wyobrażenia.

    Arcykapłan więc zapytał Jezusa o Jego uczniów i o Jego naukę. Jezus mu odpowiedział: Ja przemawiałem jawnie przed światem. Uczyłem zawsze w synagodze i w świątyni, gdzie się gromadzą wszyscy Żydzi. Potajemnie zaś nie uczyłem niczego. Dlaczego Mnie pytasz? Zapytaj tych, którzy słyszeli, co im mówiłem. Oto oni wiedzą, co powiedziałem. Gdy to powiedział, jeden ze sług obok stojących spoliczkował Jezusa, mówiąc: Tak odpowiadasz arcykapłanowi? Odrzekł mu Jezus: Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, co było złego. A jeżeli dobrze, to dlaczego Mnie bijesz?

    Niechęć do odwetu nie wyklucza szukania sprawiedliwości, jak również prób potrząśnięcia sumieniem nikczemnika. W tym pytaniu: dlaczego mnie bijesz? wyczuwam silne współczucie dla zbira.

     
    Odpowiedz
  11. leszek

    No Dominiku 11 jestem pod

    No Dominiku 11 jestem pod pozytywnym wrażeniem. Widzę Jezus jest Jeden i bez dwoistości i jasny. Więc nie będę tego powtarzał, uczy nas natomiast całym swoim życiem “nie sprzeciwiania się złu” co ja rozumiem jako nie krzywdzeniu, nie podejmowaniu zemsty, choćby nie raz było ciężko (jak krzyż). No i w ogóle ciężki temat miłości nieprzyjaciół…
    A humor to jest właśnie choć trochę cierpki, ale tak weź i nadstaw drugi polik, jak np. padłeś po uderzeniu z piąchy i leżysz nieprzytomny. 🙂
    Jezus obejmuje swoją odpowiedzialnością oraz zachętą i takie bolesne sytuacje gdy to mówi do swoich słuchaczy. Utożsamia się z każdym. I nie sądzi.

     
    Odpowiedz
  12. Anonim

    bardzo interesujący wpis i

    bardzo interesujący wpis i dyskusja. Jestem pod dużym wrażeniem. Nie podtrafie teraz nic dodać. Gorąco dziękuję.

     
    Odpowiedz
  13. ddn

    Zawsze coś można

    Zawsze coś można dodać.
    Podejście zastosowane przez autorkę blogu jest charakterystyczne dla teologów, którzy jakby na jednym oddechu próbują interpretować słowa Jezusa.
    Jezus jednak był tylko człowiekiem i reagował bardzo po ludzku na zmieniające się zdarzenia, w których uczestniczył, czy też często był ich główną postacią.
    Poza tym był mistrzem duchowości i mając jasność i prawdziwą wiedzę o naturze świata, działał godnie z aktualną sytuacją. Raz miękko i płynnie dostosowując się do zjawisk, innym razem twardo odbijając ich energię, lub bezkompromisowo opierając się przeciwnościom.

    Jednak takich różnic w Jego zachowaniu teolodzy nie dostrzegają i starają się tylko o to by analiza tekstu ewangelii oraz szerzej – całej biblii, była jakoś spójna, czyli sklecona. W ten sposób powielokroć dopuszczając się fałszerstw, byleby tylko naciągnąć “boże słowo” do wyznawanych dogmatów. Co z tego wychodzi to widać jak wyżej.

     
    Odpowiedz
  14. Anonim

    Zawsze można, problem w

    Zawsze można, problem w tym, że nie zawsze warto. Na przykład stawiać ogólny zarzut “teologom”, albo “Kościołowi”.

     
    Odpowiedz
  15. Anonim

    Noo…ktos tu pojechał po

    Noo…ktos tu pojechał po teologach…a ci na złosc wszystkim maja bardzo róznorodne tlumaczenia wielu fragmentów Pisma sw, czasem sprzeczne ze sobą.
    Przy tym fragmencie akurat by sie przydała wiedza natury historycznej odnosnie zwyczajów Izraelitow w okupowanym kraju.
    Pamietam wypowiedź pewnego historyka biblisty.Nie pamietam akurat o co chodziło w tych policzkach,ale zapamietałam o co chodzi w tych 1000 krokach.
    Otoz był zwyczaj w Izraelu ,ze Rzymianin mógł zmusic Izreaelite do niesienia mu bagazu przez 1000 kroków za darmo. Izraelici byli traktowani przez Rzymian jak niewolnicy i słuzacy. I tak Jezus wskazuje aby nie isc z takim Rymianinem z “musu”,ale aby pomóc mu z miłosci,stad tez przekroczenie nakazanych 1000 kroków…To miało byc świadectwo miłosci bezinteresownej…Pozdr

     
    Odpowiedz
  16. Anonim

    Co mi tam, jeszcze cos

    Co mi tam, jeszcze cos napiszę…
    “Nie stawianie oporu złemu” akurat rozumiem odnoszac się do natury czlowieka zranionej przez grzech.
    Naturalnie odruchem czlowieka,któremu czyni się krzywde jest równiez taka, odpowiadanie złem za zło, determinacja złem,ktore wynika z braku wolnosci i wartosci samego siebie ,a nawet własnej tozsamosci.
    My dzieki Chrystusowi jestemy wolni, bo zalezni ostatecznie tylko od Niego. Dlatego nei musimy reagowac “naturalnie” ,ale te nature przekraczac i nie złozeczyc kiedy nam złozecza ,nie potepiac kiedy nas potepiają.
    Ta wolnosc wewnętrzna a własciwie jej zrozumienie była kiedys fundamentem mojego nawrócenia.
    hej

     
    Odpowiedz
  17. Kazimierz

    do wpisu nr 17 , zgadza

    do wpisu nr 17 , zgadza się, ludzie nieodrodzeni postępują zgodnie z zakonem, bo jest on wpisany w ich serca, inaczej nie mogą. Dopiero w Chrystusie człowiek zyskuje wolność, aby czynić inaczej. To duża tajemnica, i super, że ją odkryłaś.

    Dlatego też żyjmy w wolności Chrystusowej, bo On dał nam moc do tego aby wypełniać zakon miłości od Niego!

    Pozdrawiam serdecznie KJ

     
    Odpowiedz
  18. ddn

    W jednym z ostatnich, chyba

    W jednym z ostatnich, chyba nawet w przedświątecznym numerze Tygodnika Powszechnego była wypowiedź teologa, który chcąc polemizować z Węcławskim powypisywał takie bzdury, że redakcja portalu ukryła komentarze pod jego artykułem.
    Facet dowodzi, że ostanie słowa ukrzyżowanego Jezusa nie wynikają z Jego rozczarowania i z poczucia własnej klęski, a są związane z jakimiś proroctwami starotestamentowymi. Zdanie owego teologa Jezus nie miał nic lepszego do roboty w ostatniej chwili życia jak szukać w pamięci adekwatnych komentarzy biblijnych do własnej sytuacji.
    Ciekawe jakie myśli nachodzą teologów, których tylko zaboli ząb?

     
    Odpowiedz
  19. Anonim

    No sam widzisz,ze co teolog

    No sam widzisz,ze co teolog to rózne pomysły:)Wiec po co uogólniac? Zwłaszcza,ze jak widze, masz własny pomysł na bostwo Jezusa i jestes specjalista od spraw zbawienia na krzyzu;)

     
    Odpowiedz
  20. Anonim

    Jezus co prawda mówił o

    Jezus co prawda mówił o miłosci nieprzyjacioł i nadstawianiu drugiego policzka ale rowniez powiedział :”błogosławoeni ktorzy łakna sprawiedliwosci” a wiadomo ze sprawiedliwosc to zarowno nagrda jak i kara.
    Mowił ze nie przyszedł zniesc Prawo ale go wypełnic.
    Nigdy nie negował ziemskich sądów.

    Zatem kara nie wyklucza miłosci, kara nie wyklucza rowniez cierpienia i bolu.

    Jezeli zas szatan jest nieprzyjacielem, wniosek płynacy z tego rozumowania winien byc rowniez taki ze winnismy w jakims stopniu jego rowniez nie nienawidzic ale litowac sie nad nim.

     
    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code