Milczeć czy mówić o przemocy w religii

Benedykt XVI musi się tłumaczyć i wyrażać ubolewanie wobec muzułmanów, że źle zrozumiano fragment jego wypowiedzi w Ratyzbonie.

I dziwne jest to oburzenie świata islamskiego, bo przecież w Koranie znajdujemy sury zarówno przeciwko przemocy jak i nawołujące do świętej wojny. Nie można więc udawać, że czegoś takiego nie ma i wykrzykiwać, że w ten sposób wykrzywiamy oblicze islamu. W Piśmie św. też mamy zapisy o Jahwe-wojowniku, który wzywa swój lud do wojny. Nikt tego nie ukrywa.

Te gwałtowne reakcje niektórych muzułmanów, łącznie z podpaleniami kościołów, rozbojami czy zabójstwami pokazują jedynie, że w słowach Manuela Paleologa II, którego cytował Papież jest sporo prawdy. W każdej religii można coś wypaczyć, potraktować Boga i Jego Słowo instrumentalnie. A Benedykt XVI nie miał na myśli zwalczania wrogości w islamie, która i tak istnieje w niektórych jego wyznawcach, ale dysputę cesarza z uczonym Persem potraktował jako punkt wyjścia do rozważania na temat pojęcia Boga i roli rozumu w Jego poznawaniu. Cesarz chciał udowodnić, że odwoływanie się do przemocy w religii w jakiejkolwiek formie jest sprzeczna z rozumem i zamysłem Boga.

I takie grzechy popełniali zarówno chrześcijanie, jak i muzułmanie. To prawda, że nie można w jednym szeregu stawiać wszystkich wyznawców islamu. Ale spora grupa odwołuje się do idei świętej wojny, podżega do nienawiści, jak chociażby obecny prezydent Iranu i wtórujący mu Irańczycy. Problem leży w tym, że muzułmanie dosłownie odczytują Koran. Spadł z nieba, więc nie można tutaj stosować żadnej egzegezy czy interpretacji. Stąd też trudność rozumienia idei, które pojawiają się w kontekście. Trudniej uchwycić ducha. Łatwiej uczepić się litery. I wydaje się, że jest to problem nie do przeskoczenia. Nie mówiąc już o tym, że moim zdaniem, protesty muzułmanów są zwykłym mechanizmem obronnym. Człowiek przekonany o swojej słuszności nie musi jej bronić zażarcie.

Czy wobec tego mamy milczeć na temat przemocy w religii? Czy Papieżowi nie wolno wypowiadać się na ten temat? Wolno. Tyle że biorąc pod uwagę te uwarunkowania, czasem lepiej milczeć. Niestety. Bo druga strona nie jest w ogóle przygotowana na tego typu dyskusję i argumenty. W przeciwnym wypadku może dojść do eskalacji niepożądanych zachowań. Nie wiem, czy to kiedykolwiek będzie możliwe, zwłaszcza, że muzułmanie są przekonani o wyższości swojej religii nad innymi. Niektórzy twierdzą, że islam stoi dopiero przed Oświeceniem, przed gwałtownymi zmianami, które Kościół przeszedł kilka wieków temu. Pytam się tylko, czy teologiczne podstawy islamu coś takiego w ogóle umożliwiają? Nie jestem tego pewien.

 

Komentarze

  1. Anonim

    Problem polega na tym, że

    Problem polega na tym, że islam rozszerzał się dotąd głównie kosztem dawnych ziem chrześcijańskich [wyjątkiem jest jedynie przypadek Indonezji, gdzie przedtem panował hinduizm, kttóry utrzymał się jedynie na Bali]. W logikę islamu wpisana jest ekspansja, która jednak nie jest odpowiednikiem chrześcijańskiej “ewangelizacji”, ale rodzajem podboju ustrojowego, który całe społeczeństwa chce podporządkować muzułamańskiemu porządkowi społecznemu zwanemu “szarią”. To można porównać właściwie tylko z podbojami komunistycznymi.

    Metody są jednak nieco inne. W tej chwili islam wykorzystuje mechanizmy zachodniej demokracji. Dązy do uzyskania przewagi demograficznej, a następnie demokratycznego przegłosowania szarii, który byłby oczywiście końcem zachodniej demokracji. To też jest pewnego rodzaju przemoc, która podeptałaby prawa przegłosowanej mniejszości.

    Niemniej kryzys demograficzny społeczeństw demokratycznych może wkrótce [20-50 lat] muzułmanom umożliwić realizację podobnego scenariusza. Oni mają czas i są zadziwiająco elastyczni gdy chodzi o przetrwanie. Jak Beduini na pustyni. Niech tylko Turcja wejdzie do UE i wtedy sami zobaczymy jak niewyobrażalne staje się rzeczywistością.

     
    Odpowiedz
  2. Anonim

    Mówić, mówić o przemocy

    Mówić, mówić o przemocy w Islamie, ale z głową. Czy nie można, na przykład, dokonać jakiejś kwerendy w “materiałach szkoleniowych” używanych w medresach, pismach współczesnych islamskich teologów, mułłów etc. Jak tam nic o “przemocy” wobec chrześcijan, państw zachodnich etc. nie ma, to sorry, ale pokajać się trzeba i przepraszać. A jak jest, to to przetłumaczyć i cytować, cytować w ewentualnych dyskusjach, polemikach przedstawianiu naszego stanowiska. I nic a nic nie przepraszać, tylko o tej przemocy mówić. Przykro to mówić, ale wszystko wskazuje na to, że wyznawcy Islamu nienawidzą chrześcijan. Ponieważ, jak dotąd, zasada nadstawiania lewego policzka po udzerzeniu w prawy nigdy nie weszła w życie, to nie wydaje mi się, aby TERAZ i z TAKIEJ okazji zacząć ją wprowadzać.

     
    Odpowiedz
  3. Darek

    O to właśnie toczy się od

    O to właśnie toczy się od lat dyskusja, czy islam w ogóle zdolny jest do przemiany od wewnątrz, tak jak, burzliwie i z oporami, ale jednak zmieniało się chrześcijaństwo. Myślę, że wyznawcy islamu są bardzo różni. Przynajmniej ja spotkałem różnych. Inni są ci w Europie, a inni w Arabii Saudyjskiej. Trzeba też pamiętać, że wiele z tych konfliktów wcale nie ma podłoża religijnego tylko polityczne. Dzisiaj każdy znak nieprzychylności ze strony Zachodu jest odczytywany nie tyle jako zamach na islam, co jako zagrożenie polityczne. Działają tam również resentymenty, ideologia, jak wszędzie.

    Osobiście uważam, że jednak trzeba w tej sytuacji ważyć wypowiedzi, nawet jeśli są one słuszne. Terapia wstrząsowa raczej nie pomoże ani światu, ani Kościołowi. Pytanie, czy można tak w nieskończoność? Czy islam jednak kiedyś zajmie inne stanowisko? Na to trudno odpowiedzieć

     
    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code