Mężczyzna w kościele


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-priority:99;
mso-style-qformat:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin-top:0cm;
mso-para-margin-right:0cm;
mso-para-margin-bottom:10.0pt;
mso-para-margin-left:0cm;
line-height:115%;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:11.0pt;
font-family:”Calibri”,”sans-serif”;
mso-ascii-font-family:Calibri;
mso-ascii-theme-font:minor-latin;
mso-fareast-font-family:”Times New Roman”;
mso-fareast-theme-font:minor-fareast;
mso-hansi-font-family:Calibri;
mso-hansi-theme-font:minor-latin;}

Kościół żeńsko-katolicki? Coś w tym jest! Wystarczy przypatrzeć się niedzielnym nabożeństwom.

Do kilku refleksji skłonił mnie tekst „Brzydka płeć chrześcijaństwa” (Tygodnik Powszechny, nr 44, 1 listopada 2009 r. s. 16-17). Autor – ks. Andrzej Draguła – pyta: czy tak odległy i idealny ‘Józef stary’ może być wzorcem pociągającym?

Różaniec, Gorzkie Żale… podczas tych modlitw częściej możemy zobaczyć w świątyniach kobiety. A niedzielna msza święta? Pewnie zależy od miasta, kościoła, jednak wydaje mi się, że to mężczyzn częściej można ujrzeć gdzieś pomiędzy filarem a drzwiami wyjściowymi. I nie chodzi tu o podział na „te pobożne” i „tych nie-pobożnych”. Po prostu – jak wspomina w tekście autor – chrześcijaństwo bywa rozumiane zbyt często jako religia pocieszenia. A komu potrzeba pocieszenia: temu słabemu, zniechęconemu… Czy mężczyzna chce się identyfikować z taką grupą?

Brak w kazaniach i historii postaci kanonizowanych mężów dzielnych. Wielu jest natomiast pobożnych i cnotliwych! Oczywiście zatrzymywanie się tylko na płaszczyźnie pojęć może zmieniać sens tego, co piękne, wartościowe (typu cnota męstwa), jednak warto sobie zadać pytanie: dlaczego mężczyźni chętniej będą pomagać przy budowaniu nowego kościoła niż w modlitwach w kościele już zbudowanym?

Za mało jest miejsca dla mężczyzn na aktywną działalność przy parafiach, w grupach, stowarzyszeniach. Może warto, by mężczyźni (świeccy) stali się organizatorami  rozmaitych kościelnych akcji, a kobiety im na to po prostu… pozwoliły.

 

 

 

Komentarze

  1. Kazimierz

    A na Tezeuszu równowaga

    Kiedy patrzę na stronę blogową widzę, że właściweie blogi pisze tyle samo mężczyzn co kobiet, co prawda z różną częstotliwością, ale jednak.

    Kiedy byłem katolikiem, trudno było oprzeć się wrażeniu, że wszystko co możliwe było w Kościele już było dawno obsadzone i nic dla takiego jak ja nie było. Może coś od tych prawie 17 lat się zmieniło, chociaż z tego co piszesz Alicjo……

    Jako pastor zachęcam mężczyzn i kobiety do aktywności. Mężczyźni mówią kazania, modlą się przy Wieczerzy (Komunii), roznoszą ją wiarnym. Prowadzą nabożeństwa, dzielą się świadectwami, angażują się w różne działania. Często jest tak, że raczej nie mają już czasu, aby się mocniej zaangażować i odmawiają, no cóż…..

    Kobiety podobnie, szkółki dla dzieci, spotkania Agape, dzielenie się świadectwem, modlitwy. Każdy na zmianę czy to kobieta, czy mężczyzna również prowadzi grupę domową, rozważanie Biblijne.

    To tyle, myslę, że to wszystkim odpowiada w naszej Wspólnocie. Pozdrawiam serdecznie Kazik J.

     
    Odpowiedz
  2. zibik

    Wewnętrzny ogląd spraw i rzeczy !

    Owszem chrześcijaństwo bywa postrzegane i rozumiane bardzo różnie, lecz w tym przypadku istotą wydaje się to – jak wyznawcy i świadkowie Chrystusa winni myśleć, postępować i zachowywać się?…..Dotyczy to całej wspólnoty parafialnej, kościelnej, zarówno kobiet i mężczyzn, także osób duchownych i świeckich, również młodzieży, a nawet dzieci.

    Wg. mnie tu bardziej chodzi o całościowy i dogłębny – wewnętrzny ogląd spraw i rzeczy, niż o sprawy incydentalne, jednostkowe, zewnętrzne, bądź natury fasadowej, obyczajowej, strukturalnej, czy organizacyjnej.

    Obecnie niezbyt często spotykamy ludzi wybitnych, wielkich, "prawdziwie" mądrych, którzy są bardzo potrzebni innym, nie tylko w Kościele Świętym, lecz również w debatach publicznych i naszym codziennym życiu.

    Mądrość wg. mnie to nie tylko poznanie, nawet dogłębne i szczegółowe, lecz m.in. stosowne myślenie i konieczne zachowanie, także możliwie częste doświadczanie obecności i bliskości – tego wszystkiego, co jest nieujmowalne, niewyrażalne, a co nazywamy Bogiem.

    Drogą lepszego poznania Boga nie jest rozum, lecz przede wszystkim bezwarunkowa, bezinteresowna miłość i przyjaźń, także realna i roztropna praktyka – aktywność, świadome i dobrowolne współuczestnictwo w życiu parafialnym. Takie poznanie i doświadczanie obecności Boga prostuje nas, czyni coraz bardziej prawdziwymi katolikami i chrześcijanami – wiarygodnymi świadkami Syna Człowieczego – Jezusa Chrystusa.

    A Matka Boska, także św. Józef, Apostołowie – wierni uczniowie Jezusa i inne osoby błogosławione i święte to filary i mury obronne Jego Kościoła Świętego.

    Myśli, czyny, postawy i zachowania osób świętych i błogosławionych zawsze są i pozostaną, będą, dla katolików i chrześcijan, jedynie unaocznieniem, potwierdzeniem, odmianą, a raczej cząstką człowieczeństwa Jezusa Chrystusa.

    Szczęść Boże ! – najbardziej tym, co jeszcze nie chcą naśladować Pana, Jego Matkę i Wszystkich Świętych.

     
    Odpowiedz
  3. zofia

    Kościół męski hierarchią

     

    w jedną z niedziel października wzięliśmy z mężem udział w inauguracyjnej mszy dla rodziców z małymi dziećmi, jako przedstawiciele małżeństw parafii mieliśmy powiedzieć kilka słów do zebranych;
     
    właśnie przygotowanie tych kilkunastu zdań było ciekawym doświadczeniem…
     
    moją propozycją było nawiązanie do słów homilii o potrzebie wzajemnej pomocy sobie w realizowaniu miłości i małżeństwa, zarysowanie idei mszy dla młodych małżonków i oczywiście oparcie wszystkiego na wierze w Boga – czytany był fragment z Listu do Hebrajczyków:
    Nie takiego bowiem mamy arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom, lecz doświadczonego we wszystkim na nasze podobieństwo z wyjątkiem grzechu.
     
    trudno wyobrazić sobie "lepszy" fragment na taką okazję – przecież Chrystus sam przyszedł na świat w rodzinie z Nazaretu, pierwszego cudu dokonał na weselu w Kanie Galilejskiej, w rozmowie z faryzeuszami potwierdził nierozerwalność małżeństwa a takie dzieci, jak zebrane właśnie w kościele, błogosławił, stawiał za wzór prostoty… uzdrowił teściową Piotra i „trzeba Mu było przejść przez Samarię” pewnie także po to, by spotkać się z osobą o „bogatym” doświadczeniu małżeńskim, z Samarytanką…
     
    mój mąż uznał takie treści za… nie zostawiające śladu w pamięci, mdłe…
     
    ostatecznie powstał tekst w którym zachowaliśmy mój wstęp a mąż, w swojej części, skupił się na uzasadnieniu, że kryzys rodziny, wartości, powołań, wzrost agresji, patologii itp. ma główne źródło w kryzysie miłości i jedności małżeńskiej; dla żony najważniejszy musi być mąż, dla męża żona i ta relacja nie może się zmienić, także gdy na świat przychodzą dzieci – nie mimo ich posiadania, ale właśnie dla nich…
     
     
    tym sposobem wpisaliśmy się w standardową sytuację – ja przyznająca się do słabości, wręcz opatrznościowo traktująca fragment z Listu do Hebrajczyków i mój mąż, który zna przyczyny, wie jak i chce wskazywać drogę…
     
    właśnie, czy na takie męskie rozwiązania jest w Kościele miejsce? czy rzeczywiście nie jest tak, że po męce, śmierci, zmartwychwstaniu Chrystusa które powinny skłaniać nas do działania, wyborów, ostatecznych decyzji – my zaczynamy nabożeństwa majowe? to tylko jeden z przykładów; czy mężczyzna jest się w tym w stanie odnaleźć?  czy mamy Kościół męski hierarchią a kobiecy modlitwami, pieśniami, mentalnością…?
     
    są i inne diagnozy mniejszego zaangażowania mężczyzn w życie Kościoła;
    David Murrow wymienia następujące powody lęku mężczyzn przed Kościołem:

    „Złe wspomnienia z dzieciństwa; przekonanie, że wiara urąga męskiemu racjonalizmowi; obawa utraty kontroli nad swoim życiem; obawa, że wiara odbierze im radość życia, że będą skazani na nudę i umartwianie się, na przestrzeganie wysokich standardów moralnych; nieufność wobec innego mężczyzny – w tym przypadku duchownego; podejrzenie, że Kościół chyha na ich pieniądze. Oczywiście są dziesiątki innych powodów. Poza tym, mężczyzna, przez sam fakt, że jest mężczyzną, najlepiej wie, co jest potrzebne jego rodzinie, kobiecie i jemu samemu – nikt nie musi go pouczać”.

     

     
    Odpowiedz
  4. zibik

    Potrzebne są wiarygodne świadectwa świętości !

    Pani Zosiu !

    Gratuluję z powodu Państwa aktywnej i zaangażowanej postawy w życiu (działalności) Jego Kościoła Świętego.

    W życiu i rozwoju Kościoła, także wspólnoty parafialnej ważniejszą kwestią wydaje się jakość, ewentualnie zakres, rodzaj, styl, niż wielkość zaangażowania się, nie tylko mężczyzn, lecz wszystkich osób duchownych i świeckich.

    Wg. mnie katolickie wspólnoty parafialne, obecnie najbardziej potrzebują pasterzy, którzy wiedzą dokąd prowadzić……i wiarygodnych świadectw, a zatem świętości. W postawie ks. proboszcza, biskupa, także osób świeckich np: katolickich nauczycieli, lekarzy, dziennikarzy, publicystów tzn. wszystkich wyznawców i naśladowców Jezusa Chrystusa.

    Ps. Lecz trudno mi zgodzić się akurat, z tym Pani stwierdzeniem : ".…przecież Chrystus sam przyszedł na świat w rodzinie z Nazaretu," kiedy jest napisane u proroka Izajasza :" Oto posyłam wysłańca mojego przed Tobą. On przygotuje  Ci twoją drogę.", a u św. Łk.  w zapowiedzi narodzin Jezusa :"... a Pan Bóg da Mu stolicę ojca Jego, Dawida" albo " Duch Święty zstąpi na ciebie i osłoni cię moc Najwyższego."

    Zasadniczym powodem nagannej, czy niezbyt przykładnej postawy wobec Kościoła Świętego, czy katolickiej społeczności parafialnej jest brak lub niedostatek łaski wiary w Boga tj. głupie (idiotyczne) rozumowanie i postępowanie, także bezpodstawne uprzedzenia, nadmiar emocji i niskie instynkty : zazdrość, nieufność, zawiść, wrogość, etc. Dotyczy to wszystkich, nie tylko mężczyzn.

    Szczęść Boże !

     
    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code