Maskenball

 
Rozważanie na Sobotę V Tygodnia Wielkiego Postu, C1
 

Bale maskowe organizowane są po to, aby człowiek przebrany, najczęściej w cudaczne stroje lub stroje, które są z innej epoki, mógł zasłonić twarz i wprowadzić aurę tajemniczości, inności, skrytości. Być może mnie nie rozpoznają? Tak czy owak pod maską mogę więcej niż bez maski. Kobieta staje się nagle tajemnicza, może przykryć nawet jakieś mankamenty urody. Facet staje się uwodzicielski i szalony, może czuć się jak ktoś zupełnie inny.

Pamiętam, że jako dziecko przebieraliśmy się do teatrzyków. Grałem raz niedźwiedzia i przez długie lata niektórzy koledzy nie mówili mi po imieniu, ale: Ty, niedźwiedź! Było to irytujące, że ktoś postrzegał mnie jako zwierzę, a nie jako człowieka. Kiedy w mojej drodze za Panem, w jednym z proroctw wygłoszonych do mnie usłyszałem – jesteś jak niedźwiedź, silny i odważny – to już całkiem inaczej brzmiało. Bóg, gdy posługuje się proroctwem, używając do tego innych ludzi, trafia w sedno. Przypomniały mi się wówczas scenki z dzieciństwa i te słowa od Boga od razu stały się jasne. Bóg tak mnie odmienił, że siły ciemności dziś postrzegają mnie w taki sposób. Jego namaszczenie i odwaga sprawiają, że mogę stawiać czoła duchowym wyzwaniom na miarę tego, jakim jestem w Chrystusie. Proroctw wygłoszonych do mnie słyszałem tak wiele i wszystkie właściwie w podobnym tonie. O zwierzętach raczej już nie, ale wiem, że to, co Bóg mówi do nas i o nas, jest bardzo ważne, abyśmy wiedzieli, jak On nas postrzega.

Ktoś policzył, że w Biblii jest w różny sposób wyrażona zachęta od Boga i wsparcie, które może być określone jednym słowem: Nie bój się! (aż 365 razy). Po co Bóg nas tak wzmacnia właściwie na każdy dzień roku? Dlaczego musimy na nowo ciągle słyszeć od Ojca, aby się nie lękać, aby być odważnym, aby wiedzieć, kim jestem w Nim?

Diabeł, zdaje się, chce nam wmówić, sam chodząc w masce, że tak naprawdę nie mamy żadnego znaczenia, będąc sobą. Zawsze są lepsi od nas, bogatsi, piękniejsi, młodsi, mądrzejsi itp. Porównując się z innymi, na pewno możemy poczuć się niekomfortowo. A co mówi o nas nasz Ojciec Niebiański? „Kocham cię” – zdaje się krzyczeć z każdego zakątka ziemi – „Jesteś cenny, jesteś wspaniały, wart więcej, niż stado wróbli, niż najpiękniejsze konwalie, niż ten świat, bo jesteś dzieckiem Boga, jeśli tylko się z Niego zrodziłeś”. Twoja tożsamość jest tożsamością Chrystusa (Ga 2,20), a stara natura została ukrzyżowana. Skoro tak, to moje życie jest życiem w wierze w Syna Bożego. Jestem wykupiony spod przekleństwa i oskarżenia diabła, żyję w błogosławieństwie człowieka wiary (Ga 3.13-14). Mamy znaczenie i musimy to wykrzyczeć diabłu w twarz: Ty nie masz nic do mnie, bo niczego twego nie ma we mnie (J 14,30).

Pewnie chętnie założylibyśmy maski i zawirowali w tańcu pełnym tajemniczości, przykrywającym naszą prawdziwą twarz, skryli się, aby ktoś nas inaczej postrzegał. Takie maski ubiera wiele ludzi. Możemy nawet z rana zastanawiać się, jaką maskę przywdziać?

Kobieta_z_maska.jpg

W dzisiejszej Ewangelii (J 11. 45-57) widzimy religijnych przywódców, którzy zdjęli maski, a spod nich wyzionęła śmierć. Spotykając się z Jezusem, przywdziewali maski religijności, poprawności, czystości rytualnej, sprawiedliwości, aby pokazać Mistrzowi, jacy oni są wspaniali. Próbowali udowodnić, jak bardzo ich interpretacja pism jest doskonała i jak bardzo Bóg chciał stworzyć świat pełen szablonów i schematów, powielanych, udoskonalanych, perfekcyjnych. Schematów, w których właściwie człowiek się nie liczył, był wykonawcą już nie Słowa Bożego, ale prawa na każdą okazję. Wszystko jak w maszynie: beznamiętne, szare, monotonne i bezmyślne powtarzanie tych samych rytuałów, czynności – tak bardzo bezmyślne, że wiara stała się maską ubieraną w świąteczne dni. A prawdziwa twarz człowieka to skowyt bólu, to zagubienie, to złość i nienawiść.

Jezus przyszedł, aby zedrzeć maski. Zerwana maska faryzeuszy i przełożonych Świątyni obnażyła prawdę: trzeba Go zabić, nie ma innego wyjścia, nie można żyć bez maski. Słowa Pawła o wolności (Ga 5,13) zdają się być niezrozumiałe dla większości współczesnych chrześcijan, jakby sprzeczne, bo czymże jest ta wolność? Czy my chcemy zakazów, nakazów, aby je łamać? Pod maską naszej religijności najczęściej ukryta jest złość, pogarda do innych, nienawiść, lęk.

Przyjaźnię się z różnymi ludźmi, także młodymi, moimi byłymi czy obecnymi kursantami. Bywa tak, że gdy któryś z nich nawiązuje ze mną bliższe kontakty, jego krewni wybuchają: Nie – nie wolno, bo to inny, bo to na pewno zły! Bal maskowy trwa. Nieważne, że Jezus przyszedł i przyniósł życie wieczne, nieważne, że Jego ofiara stała się wybawieniem dla nas grzeszników. No właśnie: ja – grzesznik?

W niedzielę gościłem zaprzyjaźnione małżeństwo spod Warszawy. On nawrócił się do Pana może 10 lat temu. Ona jeździła z nim na różne Dni Skupienia itp., gdzie miałem okazję głosić Ewangelię. Po kilku latach uświadomiła sobie, gdy mówiłem, że wszyscy ludzie potrzebują upamiętania, bo jesteśmy idącymi na śmierć grzesznikami – że i ona jest osobą żyjącą w grzechach. Łatwo było ocenić męża, bo był alkoholikiem, zawalił kawał ich życia, można było mu przyszyć mnóstwo win… Ale ona, taka uczciwa i troskliwa? Duch Święty pokazał jej: nie, kochana, ty nie jesteś taka, upamiętaj się. Zerwał jej maskę i podał jej lustro Słowa – i zobaczyła. Jakieś 4 lata temu ze łzami przyszła do modlitwy o zbawienie i od tego czasy kroczy za Jezusem.

Faryzeusze wydali polecenia, aby donieść o Nim. Ubrali wszyscy maski i w korowodzie tańca szukali ofiary, aby ją złożyć na ołtarzu swojej głupoty i ślepoty nie wiedząc, że Bóg w swojej mądrości właśnie tak zdecydował. Szatan myślał, że tryumfuje, zapewne wykrzyczał radość, jak w filmie „Pasja” Gibsona nie wiedząc, że krzyż się stał zwycięstwem Boga i wszystkich tych, którzy w Niego wierzą i uwierzą na przestrzeni wieków.

I dziś trwa ten kołowrót, dziś trwa Maskenball – pozwól Chrystusowi zerwać twą maskę, pozwól aby Jego gorąca miłość pokazała ci lustro, abyś mógł przejrzeć, abyś mógł zrozumieć, że tylko w Nim jest twój ratunek, twoje szczęście. I że choć już nie będziesz brać udziału w tym balu, to Pan zaprosi cię do nowego ku wieczności z Nim.

Bal, na który zaprasza cię Bóg, to bal szczęścia bez masek, bez wstydu, z prawdziwą tożsamością, bal w nowej szacie od Boga, pięknej, białej, czystej. Wypranej we Krwi Baranka. A ty pełen pokory, napełniony Jego Duchem Świętym, a nie trunkami możesz tańczyć w nim zawsze, a twoje szczęście nie będzie udawane, ale prawdziwe z głębi serca, bo poznałeś prawdziwą miłość – Chrystusa.

Czlowiek_bez_twarzy.jpg

Rekolekcje Wielkopostne 2013

Rozważania Niedzielne

 

Komentarze

  1. beszad

    Maska rodzi lęk

    Tak, to prawda – maska jest chyba największą zaporą między mną a Bożym miłosierdziem, bo zakładając ją, nie pozwalam spojrzeć na siebie w duchu prawdy. Mało tego – sam nie mogę na siebie spojrzeć w prawdzie do lustra własnego sumienia. onadto maska wprawia mnie w ciągły lęk przed samym sobą (bo nigdy do końca nie wiem, co kryje się pod maską, jeśli jej nie zdejmę) i lęk przed światem (bo czy mnie czasem nie odrzucą, gdy ujrzą moje prawdziwe oblicze?)… Dziękuję i pozdrawiam!

     
    Odpowiedz
  2. Halina

    Autentyczność czy udawanie?

     I dziś trwa ten kołowrót, dziś trwa Maskenball – pozwól Chrystusowi zerwać twą maskę, pozwól aby Jego gorąca miłość pokazała ci lustro, abyś mógł przejrzeć, abyś mógł zrozumieć, że tylko w Nim jest twój ratunek, twoje szczęście. I że choć już nie będziesz brać udziału w tym balu, to Pan zaprosi cię do nowego ku wieczności z Nim.

     

    Jedną z najbardziej atrakcyjnych dla otoczenia cech żyjącego z Bogiem chrześcijanina jest autentyczność. Któż z nas dałby się zwieść sztucznemu zainteresowaniu, przyklejonym, nieszczerym uśmiechom czy nieprawdziwym świadectwom życiowej przemiany?  Bowiem jeśli w jakąkolwiek dziedzinę naszego życia wkrada się sztuczność i fałsz, natychmiast tracimy to, co najbardziej przekonujące: prawdziwość i autentyczność. Jest to zarazem sygnał, że niedostatki naszej relacji z Bogiem i przygasające namaszczenie, zamiast uzupełniać w czasie spędzonym z Nim, staramy się rekompensować ludzkimi technikami. Staramy się przekonać innych, że „Bóg nadal działa”.  Udajemy, że się nie martwimy. Udajemy, że się nie denerwujemy. Być może żyjemy pod presją konieczności wykazywania chrześcijańskich cech, nawet wtedy, gdy one się jeszcze nie rozwinęły. W takie sidła wpada wielu chrześcijan. To rozdźwięk pomiędzy tym, co szczere i prawdziwe, a tym, co jedynie udawane. To też maska.

    Ratunkiem chrześcijanina jest Ewangelia. Przemiana życia  świetle określonej treści, która  od Boga pochodzi, i której osobiście używa do zmiany naszego spojrzenia na Niego, na nas samych ,  innych i świat wokół nas. Na to skąd przychodzimy i dokąd  zmierzamy. Kim jesteśmy dla Niego, czego od nas oczekuje. W końcu-gdzie podążamy….Sercem chrześcijanina jest Bóg działający w historii, który roztrzygnął jej sens 2000 lat temu w przyjściu na ten świat Chrystusa, który umarł i zmartwychwstał dla naszego Zbawienia. To nadaje sens przeszłości, terażniejszości i przyszłości. Warto spojrzeć zatem na siebie, na swoją wiarę. Warto zastanowić się nad swoją drogą, czy jest właściwa-odpowiednia do łaski, którą otrzymałam…

     

     

     
    Odpowiedz

Pozostaw odpowiedź beszad Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code