Maria – wzór człowieczeństwa

Rozważanie na IV Niedzielę Adwentu, rok B2
 
 
 

Gdy w dyskusji o Kościele pojawia się wątek roli kobiety, część osób zapewne ma ochotę powtórzyć za Maksem z „Seksmisji” – „Sfiksowałyście, boście chłopa dawno nie miały! Chłopa wam trzeba!” lub też (wersja subtelniejsza) zacytować ks. Piotra Pawlukiewicza, który twierdzi, że „Feministki to kobiety, które przestały wierzyć w swoje piękno i siłę jego oddziaływania”. Słowem – problem widzi tylko grupka sfrustrowanych kobiet, które nie mogą się realizować w tradycyjnie kobiecych rolach, więc chcą robić rewolucję.

A przecież Jan Paweł II w Liście do kobiet z 1995 r. przyznaje:

Jesteśmy, niestety, spadkobiercami dziejów pełnych uwarunkowań, które we wszystkich czasach i na każdej szerokości geograficznej utrudniały życiową drogę kobiety, zapoznanej w swej godności, pomijanej i niedocenianej, nierzadko spychanej na margines, a wreszcie sprowadzanej do roli niewolnicy.

Papież zauważał, że historyczne uwarunkowania przez wieki dyskryminowały kobiety, spychając je do przestrzeni prywatnej i odcinając od publicznego zaangażowania, które było domeną niemal wyłącznie męską. Papież dostrzega ten brak symetrii i w tym samym liście dodaje: 

(…) jeśli, zwłaszcza w określonych kontekstach historycznych, obiektywną odpowiedzialność ponieśli również liczni synowie Kościoła, szczerze nad tym ubolewam. 

Jan Paweł II nie bał się przyznać, że przedstawiciele Kościoła nie zawsze potrafili docenić bogactwo, które mogłyby wnieść do Kościoła kobiety. Dlatego w encyklice Evangelium vitae postulował utworzenie „nowego feminizmu”, który nie będzie ślepym naśladowaniem męskiego sposobu działania, ale walką ze stereotypami, przemocą i wyzyskiem w imię przeświadczenia o ontycznej równości kobiety i mężczyzny. Dyskryminacja kobiet była największą stratą dla samego Kościoła, ponieważ: 

Kościół objawia w pełni swoje wielorakie bogactwo duchowe, kiedy odrzucając wszelką dyskryminację, przyjmuje jako prawdziwe błogosławieństwo dary Boże udzielone zarówno mężczyznom, jak i kobietom, i właściwie ceni równą godność wszystkich. (…) Jest oczywiste, że należy uznać zasadność wielu rewindykacji dotyczących miejsca kobiety w różnych środowiskach społecznych i kościelnych. Trzeba także podkreślić, że nowa świadomość kobiet pomaga również mężczyznom poddać rewizji swoje schematy myślowe, sposób rozumienia samych siebie i swojego miejsca w historii, organizacji życia społecznego, politycznego, gospodarczego, religijnego i kościelnego (Vita consecrata 57). 

Owa „nowa świadomość kobiet” to przeświadczenie, że każda i każdy ma swoją własną, wyjątkową drogę do świętości, zatem nie można zamykać nikogo w wąskiej szufladce schematów i przycinać do formatu cudzych wyobrażeń.

Spójrzmy na postać Marii – młodziutkiej dziewczyny z prowincji, która wedle ludzkich kanonów w ogóle nie nadawała się do roli wyznaczonej jej przez Boga. Gdyby słuchała sąsiadów zamiast głosu swojego serca, powinna była założyć z jakimś miłym, godnym zaufania chłopcem z okolicy dużą rodzinę (w kulturze izraelskiej dzieci były wyrazem Bożego błogosławieństwa i społecznego prestiżu), opiekować się nią, zakrywać twarz zasłoną, wychodząc na ulicę i pytać męża o pozwolenie przed podjęciem każdej ważniejszej decyzji. Tymczasem ta młodziutka, spokojna dziewczyna została przez Boga postawiona w jednym rzędzie z największymi patriarchami Izraela, została zrównana z Abrahamem, wybrana na partnerkę przymierza! Wedle ludzkiej logiki to się nie mogło udać – przecież kobiety nie były nawet zobowiązane do bywania w synagodze ani do edukacji religijnej. Jakim cudem Maria miałaby podołać Bożemu wyzwaniu?

Zbyt łatwo przechodzimy do porządku nad momentem, w którym Archanioł Gabriel obwieścił Marii Bożą wolę. Przyzwyczailiśmy się myśleć o fiat jako o niezbędnym elemencie historii zbawienia. A przecież to jest chwila, w której legły w gruzach wszystkie plany na życie młodej dziewczyny i snute przez lata marzenia – Gabriel zażądał od niej odrzucenia wszystkiego, co drogie, ukochane i ważne, a przyjęcia wszystkiego, co nieznane, niepewne, onieśmielające, a nawet przerażające. Czy Maria mogła być na to gotowa? Nie mogła. Czy się bała? Bez wątpienia. A jednak powiedziała „tak” – dała najwyższy dowód miłości i zaufania swojemu Bogu. Najbardziej niezwykłe w tym wydarzeniu nie jest samo fiat, ale owa olbrzymia przepaść pomiędzy dotychczasową rolą, a nowym wyzwaniem, którą Maria w błysku chwili musiała pokonać, by owo fiat powiedzieć. Pokazała w ten sposób nam wszystkim, że niezależnie od tego, jak niepozorni jesteśmy w swoich oczach, jak nisko się oceniamy – jesteśmy powołani do rzeczy wielkich, jesteśmy stworzeni do świętości.

Maria, którą oglądamy na stronach Ewangelii, okazała się kobietą silną, mądrą, stanowczą. Pięknie dojrzewała do swojej roli matki Boga. Trwała przy swoim Synu, śmiała się z Nim i cierpiała, gdy On cierpiał. Została z nim do końca. A jednak jej postać przez wieki padała ofiarą stereotypów na temat kobiecości – do dziś śpiewamy o niej, że była „cicha i piękna jak wiosna”. Podkreślamy rzekomo kobiece cechy: wrażliwość, delikatność, subtelność, łagodność (jak gdyby mężczyźni byli tych cech genetycznie pozbawieni!). Zadziwiająco rzadko mówimy o jej sile, a nieustająco o pokorze. Tymczasem Maria była pokorna w sposób, o którym pisał Zbigniew Herbert w wierszu Modlitwa Pana Cogito-podróżnika: „pozwól o Panie (…) żebym był pokorny / to znaczy ten który pragnie źródła”. Ona nieustannie pragnęła źródła, bo z niego czerpała siłę do trwania w swoim niezwykle trudnym losie. Dzięki swojej głębokiej relacji z Bogiem była w stanie do końca trwać w przymierzu, które zawarła.     

Życie Marii jest wspaniałym przykładem realizacji modelu człowieczeństwa, które wzrasta i rozwija się dzięki miłości i zaufaniu. Jest to model w takim samym stopniu obejmujący kobiety i mężczyzn. Owszem, Maria była kobietą i matką, co może ją czynić bliższą kobietom, ale pamiętajmy, że nie może być dla nas bezpośrednim wzorem kobiecości ta, która jako jedyna na świecie była jednocześnie dziewicą i matką, i to jeszcze matką samego Boga! – w tej materii jej przykład nie daje się naśladować. Warto natomiast spojrzeć na jej odwagę, na olbrzymie zaufanie do Bożych decyzji, na pełną siły pokorę. Na tym polu Maria stanowić będzie zawsze punkt odniesienia dla wszystkich córek i synów Kościoła. 

 

Rozważania Rekolekcyjne

Rozważania Niedzielne

 

Komentarz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code