Lustrować czy nie?

Wczoraj wieczorem byłem u przyjaciół. Tak się złożyło, że zajrzeliśmy na Tezeusza i przeczytaliśmy relację Andrzeja ze spotkania z ks. Isakowiczem-Zaleskim. I wywiązała się gorąca dyskusja.

A główne pytanie brzmiało: po co w ogóle lustrować? Po co ten ks. Zaleski, chce wciągać w swoje osobiste sprawy cały Kościół? Po co rozpętywać niepotrzebną wojnę? I jak to wygląda, żeby jakaś część Kościoła stawała przeciwko innej części?

No właśnie, ale czy historia ks. Zaleskiego to wyłącznie prywatna sprawa? Czy rzeczywiście jest to jątrzenie wewnątrz Kościoła?

Moim zdaniem, zdecydowanie nie. Bo każdy ksiądz jest osobą publicznego zaufania. Autorytet nie może być budowany na ukrywaniu słabości i udawaniu, że ludzie nic nie widzą, nic nie słyszą i nie gorszą się. Lęk wielu biskupów i księży przed lustracją bierze się również stąd, że obawiają się utraty wiarygodności i zaufania wśród wiernych. Jeśli nagle wyjdzie na jaw, że ten lub ów ksiądz był współpracownikiem, że stał się nim, dlatego, bo go szantażowali esbecy, i że nie zawsze postępował tak, jak przystoi duchownemu, to wówczas załamie się pewien schemat. A ludzie i tak swoje wiedzą.

I myślę, że to fałszywa obawa. Bo, po pierwsze, większość księży nie uległa szantażowi i bohatersko opierała się wpływowi esbeków i to należy przede wszystkim eksponować. Po drugie, cóż to za autorytet, jeśli w gruncie rzeczy człowiek postępuje źle, tyle tylko, że ludzie tego nie widzą. To bardzo powierzchowne. Po trzecie, ujawnienie prawdy i przyznanie się do niej, przeproszenie zwiększy wiarygodność Kościoła jako całości. Zaufanie rośnie wtedy, kiedy panuje szczerość, przejrzystość i przyznanie się do słabości. Poza tym Kościół jako taki ciągle podlega nawróceniu, oczyszczeniu, przemianie. Nie widzę różnicy między symonią, konkubinatem i nepotyzmem a lustracją. Każde zło kompromituje i człowieka, i Kościół.

Sądzę, że wierzący mają zdecydowanie więcej wyczucia i wyrozumiałości niż się powszechnie sądzi. Nawet jeśli dowiedzieliby się, że ten lub ów ksiądz był szantażowany, jakoś by tu znieśli i zrozumieli. Zrozumieliby także to, że ksiądz jako człowiek przeżywa okresy słabości i potknięć, choćby to był nawet romans z kobietą. Gorzej, jeśli podtrzymuje się mglistą atmosferę, która rodzi niepokój i niepewność.

Dlaczego wierzący mogą się zgorszyć? Także dlatego, że formuje się ich w takim modelu wiary i wizji Kościoła, w których słabość i grzech nie może mieć miejsca. Ten model chciałoby się utrzymać, nawet kosztem tuszowania, utrzymywania ludzi w niewiedzy. Ale czy to jest dojrzała wiara i chrześcijaństwo? Z pewnością nie.

Jeśli teraz Kościół nic nie zrobi z lustracją, będzie ona o wiele boleśniejsza, wyrafinowana i brzemienna w skutkach, bo zrobi ją kto inny, czyli media, nie mówiąc już o wrogach Kościoła. Wywlekanie wszystkich słabości na światło dzienne. Pastwienie się nad ludźmi. Linczowanie. Domysły. Plotki. Atmosfera podejrzeń. Długotrwałe podkopywanie wiarygodności Kościoła. Jednostronność. Z tego nic dobrego nie wyjdzie. Jedynie większa szkoda dla samego Kościoła i jego misji.

Co innego, jeśli lustracją zajęliby się rzetelnie ludzie Kościoła. Zrobiliby to z pewnością z większą miłością, wyczuciem, rozróżnianiem, pieczołowitością i uczciwością. I chociaż wstrząs wśród wiernych także będzie spory, ale nie taki, jak w przypadku dzikiej lustracji, której nie unikniemy, bo nie ma lepszego kąska medialnego niż lustrowanie. Niektórzy myślą chyba, że sprawa ucichnie, że trzeba ją przeczekać. Ale to mrzonka. Taka jest po prostu rzeczywistość. Jak przeprowadzić lustrację? Rozprawienie się ze złem nigdy nie jest łatwe i bezbolesne. Nie obędzie się bez ran, zadrażnienia, rozczarowań. Jakie zło przynosi pozytywne konsekwencje? Sam sposób lustracji, choćby najłagodniejszy i najbardziej przemyślany jest także bolesną konsekwencją współpracy księży z SB.

Tak czy owak w lustracji nie chodzi o samą lustrację, lecz o sposób poradzenia sobie przez Kościół ze słabością i prawdą o niej. Rozumiem argument: Dlaczego nie zabieramy się za oprawców, za esbeków, tylko za ofiary i osoby przymuszone do współpracy? Dlaczego media mają nas prowokować do działania?

Ale czy zapytaliśmy się kiedyś, czy aby przypadkiem przez media także nie przemawia Bóg? Czy nie jest to jakiś znak czasu? Czy nie wydarza się tutaj coś o wiele poważniejszego niż lustracja? Może zmiana pewnego paradygmatu w działaniu Kościoła? Może pogłębienie wiary? Może jest to zachęta do większej przejrzystości?

Nasuwa mi się na myśl mowa św. Piotra po Zesłaniu Ducha Świętego. Zwraca się do Żydów (nie do Rzymian) i zaczyna od nazwania zła: “Wy zaparliście się Świętego i Sprawiedliwego, a wyprosiliście ułaskawienie dla zabójcy”. A dopiero po tym dodaje: “Lecz wiem, że działaliście w nieświadomości”. I na końcu szokujące: ” Ale dla was w pierwszym rzędzie wskrzesił Bóg Sługę swego i posłał Go, aby błogosławił każdemu z was w odwracaniu się od grzechów” Dz (3, 12nn).

Piotr nie owija w bawełnę. Zło jest złem. Ale wyznanie go staje się źródłem błogosławieństwa. Nie sposób tego pominąć ominąć. Paradoksalnie ci, którzy zabili (chociaż nie wprost) stają się pierwszymi “beneficjentami” śmierci Chrystusa. Czy to nie dziwne? I też można by powiedzieć, dlaczego Piotr nie czepiał się Rzymian? Bo zwraca się do ludzi wierzących. Nie możemy sobie jako wierzący tworzyć wymówki, że skoro oprawcy i esbecy nie byli lustrowani, to tym bardziej nie powinno się tego czynić z ludźmi Kościoła. To czysto ludzka perspektywa. Ewangelia zachęca do czegoś innego: nie mamy się nawracać wówczas, kiedy inni się nawrócą. I to jest, jak sądzę, właściwy klucz do zrozumienia lustracji w Kościele.

I tutaj nie chodzi jedynie o lustrację. Dzisiaj lustracja, wcześniej symonia, konkubinat, nepotyzm. Zło ma różne postacie. Tuż przed początkiem Reformacji też mało kto przejmował się tego typu grzechami Kościoła. Przymykano oczy, bo przecież nie może wyjść na jaw, że ksiądz jest zdolny do tego typu zachowań.
Dopiero jeden z papieży, bodajże Hadrian IV, stwierdził, że jeśli chcemy zreformować Kościół, trzeba zacząć od kurii, od Rzymu.

 

Komentarze

  1. Anonim

    Wiesz najlepiej zaczynac nie

    Wiesz najlepiej zaczynac nie od papieza tylko od siebie. Od 60 lat mamy w Kosciele świętych i mądrych papieży, więc moze problem nie jest w nich…

     
    Odpowiedz
  2. Anonim

    Lustrować, czy nie? Nie ma

    Lustrować, czy nie? Nie ma chyba bardziej “durnego” pytania! Ludzie, dopóki nie wyczyścimy SWOICH BRUDÓW, to INNI ciągle będą nimi grać! Czy to NIE dociera do niektórych pustych głów??? Czy mało jest tego przykładów??
    Ja doskonale rozumiem co to jest miłosierdzie, ale także doskonale rozumiem, co to jest “cwaniactwo”!! Nasz świat nie składa się TYLKO z ludzi uczciwych ale w większości z nieuczciwych! Kombinatorów bez skrupułów io jeżeli wydaje się WAM wszystkim, że można zaniechać lustracji, to jesteście w błędzie! Osoby na których inni mają “bat” zawsze będą tym batem straszeni i ZMUSZANI do dalszych uległości. Jeżeli ktoś tego nie rozumie, to zbyt mało wie o życiu.

     
    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code