Listy od Czerwonego Kapturka

olanta Elkan-Wykurz

 

Listy od Czerwonego Kapturka

List Pierwszy

Dzień dobry!

Jak masz na imię? Bo ja mam jakoś na imię, ale nie pamiętam jak. Nikt nie mówi do mnie po imieniu.
Kiedy skończyłam 4 lata dostałam od babci czerwoną czapkę z długim
pomponem. I od tamtej pory wszyscy mówią na mnie Czerwony Kapturek. Niedługo skończę sześć lat i pójdę do szkoły. I ciągle nie wiem, jak mam na imię.
To wcale nie jest zabawne. Ciekawe, jak by się czuł mój wujek, Pan
Leśniczy, gdyby mówiono na niego Zielony Mundurek. Albo na Babunię- Biały Czepeczek. Okropność. A Ty nie masz czasem czerwonej czapki? Bo jeśli masz- to uważaj.

Mieszkamy z mamą i tatą  w małym domku z ogródkiem. Mama jest okropnie zajęta: musi zajmować się całym gospodarstwem. Mamy krówkę Michalinę, trzy świnki- Jacka, Placka i Pankracka. Psa Malwinę(bo to jest dziewczynka) i kotka Gburka. Do tego dziesięć kurek i dwa koguty. W całym gospodarstwie tylko one nie mają imion, chociaż podejrzewam, że koguty mają- tylko ich nie znają. Tak jak ja.
Widzisz więc, że mama ma pełne ręce roboty. Wszystko na jej głowie. A ja i tato jesteśmy w dodatku bałaganiarze. I ta biedna głowa mamę boli od tego.

A teraz jeszcze mama gotuje obiady dla babci i codziennie jej zanosimy
koszyk z jedzeniem. Bo Babunia jest chora.
Gdy była zdrowa przychodziła do nas i pomagała mamie.
Ale naprawdę przychodziła do mnie! Chodziłyśmy do lasu zbierać
poziomki, jagody i maliny. Potem robiłyśmy razem konfitury jagodowe i
babcia opowiadała mi bajkę.  Zbierałyśmy też agrest i porzeczki w
ogródku, a potem siadałyśmy na ganku. Babcia obierała agrest, a ja
porzeczki.
Teraz  babcia leży chora w swoim domku za laskiem. Bardzo bym
chciała, żeby babcia szybko wyzdrowiała. I żeby jeszcze raz
opowiedziała mi bajkę o Żelaznym Wilku.
To bardzo długa bajka. I tyle tam jest przygód! A wilk jest bardzo
szlachetny. I ma dobre serce. Ale tylko dla dobrego królewicza.
Sama już nawet trochę czytam. Bo ta bajka też jest w książce.
Widzisz, że nawet pisać trochę umiem. Jutro znów do Ciebie napiszę.

Cz. K.

 

List drugi

Nie mogę dzisiaj dużo pisać.

Mama powiedziała, że jestem taka duża, że mogę zanieść obiad babuni. I jeszcze mam wziąć do koszyka winko na kaszel.
Rozumiesz? Pierwszy raz pójdę sama do babci!!! To jest takie ważne, że
nie mogę więcej pisać.
Acha. Mama powiedziała, żebym szła prosto drogą i żebym nie zbierała
kwiatków. I żebym z nikim obcym nie rozmawiała. To zabawne! Przecież tu nie ma żadnych obcych.
Naprawdę muszę kończyć. Jak wrócę, to wszystko Ci opiszę. Pa!

Cz. K.

 

List Trzeci

Długo nie pisałam! A mało brakowało żebym w ogóle już nie pisała!
Miałam takie niezwykłe przygody, że chyba muszę napisać dwa listy,
żeby się wszystko zmieściło.  Albo nawet trzy listy.
No, więc to było tak:
Zawiązałam kapturek, wzięłam koszyk i idę sobie. Najpierw koło płotka, a potem weszłam do lasu. A w lesie idę prosto, ścieżką.
Koło ścieżki zobaczyłam różowe „zegareczki". Takie malutkie
kwiatuszki, które babcia bardzo lubi. Ich płatki kręcą się jak
wskazówki w starym zegarku. I zaczęłam je zrywać. A za piaszczystą
górką rosły liliowe dzwonki. A potem jest mały  strumyk i tam rosną
niezapominajki.
Miałam naprawdę śliczny bukiecik dla babci, więc postanowiłam trochę odpocząć. Usiadłam na mchu i jakoś tak zachciało mi się spać. Ale mama mówiła, że w lesie nie można spać.
I wtedy usłyszałam :
-Dzień dobry dziewczynko.
Odwróciłam się, a tam stał prawdziwy Żelazny Wilk!
-Ojej-zawołałam- myślałam, ze pan jest tylko w bajce! Niesamowite!
Pan istnieje naprawdę! A ja znam tyle pana przygód!
-I ja słyszałem bajki o małych dziewczynkach. Miło mi spotkać cię naprawdę. Czy znasz wszystkie moje przygody?

– Nie, tylko tę z królewiczem i jego złymi braćmi!
-Ach tę! Wiesz, że tej właśnie nie bardzo już pamiętam… Opowiesz mi ją?
Jasne, że opowiedziałam. Opowiedziałam też wilkowi o babuni, jak mi
opowiada bajkę, no i że ja już sama umiem trochę czytać… przyjemnie
się rozmawiało.
-Naprawdę przemiła z ciebie dziewczynka! –powiedział pan Wilk- A jak właściwie masz na imię?
-Nie wiem.
I opowiedziałam mu, jakie to nieszczęście z tym Imieniem. I że wołają
na mnie wszyscy, wiesz, jak.
-O widzę Czerwony Kapturku, że ułożyłaś śliczny bukiecik- powiedział
pan Wilk. Ładnie z jego strony, że zmienił temat.
-Dla kogo ten bukiecik? – spytał. – Dla królewicza?
-Nie, dla babuni! Babunia jest teraz chora, a chorym nosi się kwiaty, prawda?
-A jakże! To bardzo grzecznie i elegancko! A w koszyczku pewnie masz
winko i ciasto?
– Mam winko na kaszel i cały obiad. Ciasta niestety, nie mam…
-Jaka szkoda! Musiałem źle zapamiętać…A daleko mieszka Twoja babunia? Bo widzisz, niedługo zrobi się ciemno i nie wiem, czy zdążysz!

-Zdążę! To niedaleko, zaraz za lasem, prosto drogą!
Chciałam pokazać Panu Wilkowi drogę, ale dokoła był tylko mech i
drzewa.  Nie znałam tego miejsca! Zabłądziłam!
A Pan Wilk sobie poszedł. Nawet się nie pożegnał. Widocznie spieszył
się z powrotem do bajki.
Zrobiło mi się trochę niemiło.
Resztę opowiem Ci w następnym liście.

Cz. K.

List Czwarty

Długo biegałam miedzy drzewami, ale w końcu znalazłam drogę. Słońce zaszło i zrobiło się zimno. Zmęczona stanęłam przed domkiem babci. Zapukałam, chociaż babunia ma zawsze drzwi otwarte. Bo grzecznie jest zapukać, gdy się chce wejść.
-Kto tam?- glos babci wydawał mi się bardzo zmieniony.
-To ja, Czerwony Kapturek- powiedziałam głośno.
-Drzwi są otwarte, wejdź, dziecinko!

Weszłam do domku i usiadłam koło łóżka. Od razu wiedziałam, że to nie babcia leży w łóżku! Pewnie to wujek się przebrał i chce się pobawić -pomyślałam.
Tylko gdzie się schowała babcia? Musi być już zdrowsza, jeśli zgodziła
się na przebieranki.
– Co tam masz w koszyczku?-  powiedziała „babcia" grubym głosem.
-Twoje ulubione dania, babuniu
-Winko na kaszel i kotlety? Bez ciasta?
-Tak!, babciu. Mam winko i kotlety! Bez ciasta.

Strasznie chciało mi się śmiać, ale udawałam, że nic nie
zauważyłam. Powiedziałam poważnie:
-Babciu, a dlaczego Ty masz taki gruby głos?
-No, wiesz, moja droga, zapalenie krtani, chrypka i to wszystko…ehe, ehe.
– Biedna babunia. Ale dlaczego masz takie wielkie oczy?
-Żeby cię lepiej widzieć.
-A dlaczego uszy też masz wielgachne ?
-Żeby cię lepiej słyszeć!

Ale zabawa! Jeszcze jedno pytanie i wujek wyskoczy, podniesie mnie do góry i zakołuje wysoko!  A babcia też wyskoczy ze swojej kryjówki i
będzie strasznie wesoło!
-A dlaczego masz…takie wielkie zęby?!
-Żeby Cię lepiej zjeść! – i z łóżka rzeczywiście wyskoczył, ale nie
wujek, tylko  Żelazny Wilk! Wilk w czepku i koszuli nocnej babuni!
-To pan??? Co pan tu robi??- zapytałam zdumiona.
-Mam zamiar cię zjeść, mój słodki Czerwony Kapturku! Przecież mówiłem.
-Naprawdę? Pan chyba żartuje?! A gdzie babcia?
-Nie żartuję nigdy z tak poważnej rzeczy, jak posiłek.  Babcię zjadłem na przystawkę.
-I babcia  pozwoliła ci się zjeść?
-No, cóż powiedziałem jej, że jestem tobą i że niosę winko, no wiesz
zresztą. Wspomniałem też, że mam ze sobą książkę o Żelaznym Wilku, i
chcę pokazać jak sama ładnie czytam. Babcia się wzruszyła. Skorzystałem z tego i połknąłem staruszkę.
-To zupełnie do pana niepodobne! To nieeleganckie i niegrzeczne!
-Tak, niestety, masz rację.
-Czy to wypada, żeby Żelazny Wilk tak się zachowywał?
-Oczywiście, ze nie. Tylko, że ja nie jestem Żelaznym Wilkiem, Jestem jego kuzynem. Z innej bajki.
-Ooo, a z jakiej?
-Tego nie mogę Ci powiedzieć. Zresztą za długo rozmawiamy. Pora na główne danie!
Nagle wilk otworzył paszczę i…

Muszę przerwać, bo mamusia mnie woła. Jak wrócę napiszę, co było dalej.
Cz. K.

List Piąty i ostatni

Już jestem.
Więc wilk otworzył paszczę – a była ona ogromna, jak największa brama. I ja- musiałam tam po prostu wejść! Byłam strasznie ciekawa, jak wilk wygląda w środku! Chociaż było tam trochę ciemno, od razu zobaczyłam babcię. Była owinięta w ciepły koc i wyglądała na zadowoloną. Uściskała mnie z całej siły.
-A wiesz, Kapturku kochany, ze już nie mam kataru, ani kaszlu. Pobyt
tutaj mi służy!
-Babciu, a jak my stąd wyjdziemy? – spytałam, choć wcale  nie miałam ochoty wychodzić. W środku wilka było mnóstwo miejsca i  tajemnicze ścieżki, które  prowadzą do innych bajek…
-Ale to są straszne, nie – wilczo – żelazne bajki  – powiedziała
babcia, jakby widziała, co ja myślę. – Poza tym mamusia na ciebie
czeka i martwi się. Trzeba się stąd wydostać.
Babcia miała rację.
Wilk tymczasem położył się do babcinego łóżka i zaczął chrapać.
Jakbyśmy siedziały w traktorze! A jednak było słychać, że ktoś
pogwizduje w kuchni. To naprawdę  wujek Leśniczy przyszedł do babci w odwiedziny!
Zaczęłyśmy krzyczeć ze środka wilka:
-Wujku! –krzyczałam ja.
-Synku!- krzyczała babunia.
-Ratunku! Wyciągnij nas stąd! –krzyczałyśmy razem ze wszystkich sił
Krzyczałyśmy i krzyczałyśmy, aż wreszcie szast! Wielki nóż przeciął
wilkowi skórę na brzuchu- i zrobiło się całkiem wygodne wyjście na
świat.
Wyskoczyłyśmy z babcią z brzucha, a wilk ciągle chrapał. Zrobiło mi
się go żal. Chociaż oszukiwał i nie był tak miły jak Żelazny Wilk.
Poza tym byłam prawie pewna, że KTOŚ mu kazał nas oszukać i zjeść.
Poprosiłam wiec babcię, żeby zaszyła wilkowi brzuch. Wujek chciał żeby włożyć mu do tego brzucha kamienie, ale i ja i babcia uważałyśmy, że
to by było bardzo niegrzeczne. Więc włożyłyśmy do środka nasze kotlety i kaszę. A dla siebie zostawiłyśmy winko.
Babcia bardzo starannie zaszyła wilczy brzuch, tak, że nic nie było
widać. Potem ostrożnie wynieśliśmy wszyscy Wilka do lasu.
Babcia przyjrzała mu się uważnie,
-Wydaje mi się, że już go kiedyś widziałam, ale nie pamiętam dobrze…
I mnie się też tak wydawało. Ale nie zaprzątałyśmy sobie tym głowy.
Wzięłyśmy koszyczek z winkiem i pierniki z babcinego kredensu.
Wujek wziął  latarkę i poszliśmy wszyscy przez ciemny las do naszego
domku, do mamy.

Mama się ucieszyła. Bardzo się o mnie martwiła!
-Znalazłem ją pod sosną –powiedział wujek- usnęła sobie.
-A nie mówiłam, ze nie wolno spać w lesie?
-Najważniejsze, ze wszystko dobrze się skończyło. Jestem już zdrowa i
teraz ja będę przychodzić do was z koszyczkiem!- powiedziała babcia.

Wszyscy bardzo się cieszyli. I śpiewaliśmy razem piosenki z plecaka od Pana Tik-Taka. I to już wszystko, cała moja przygoda.
Pytasz, czy naprawdę byłam w wilku i rozmawiałam z nim, czy to mi się śniło?
Ja sama nie wiem na pewno.
Zresztą teraz to już nieważne.
Najważniejsze jest to, że wczoraj były moje Imieniny. Nie urodziny,
tylko święto mojego Imienia. W końcu się wydało! –  Mam na imię
Marysia!

 

Pozdrawiam cię i proszę, napisz do mnie!
P.S.

Wyrzuciłam czerwony kapturek!

Twoja Marysia

 

5 Comments

  1. beszad

    Świat pełen podejrzeń

    Przede wszystkim dziękuję Joli, że zgodziła sie opublikować te swoje "Bajki-przekręcajki", bo warte są światła dziennego! Choćby po to, aby zastanowić się głębiej nad pewnymi dylematami, które nas na co dzień dotyczą. Mówiliśmy już o samym przesłaniu i odczytaniu bajek, o potrzebie ich reinterpretacji (czego doskonałym przykładem jest baśniowa twórczość Joli). Proponowałbym tu jednak nieco inny temat, jaki przyszedł mi na myśl w związku z tym właśnie tekstem. Bajkę o Czerwonym Kapturku czytałem już drugi raz – z równie rosnącym zainteresowaniem, ale też z pewnym wewnętrznym napięciem, które jest nam w jakiś sposób narzucane przez współczesne stereotypy, budowane często na bazie sensacyjnych wiadomości ze świata mediów. A stereotypy te podsuwają zawsze w takich sytuacjach (przełożonych już na prozę życia) podejrzenia o niecne zamiary.

    Spróbuję to pokazac na konkretnym przykładzie. Przez siedem lat prowadziłem świetlicę środowiskową dla dzieci, którym trzeba było zagospodarować czas, bo do późnych godzin wieczornych widywałem je snujące się po osiedlu. Praca była wolontariacka, z poczatku prowadzona w zupełnie amatorskich warunkach (piwnice, jakieś ciasne kanciapy – dopóki nie weszliśmy oficjalnie w struktury Caritasu). Codzienny grafik był podobny: odrabianie zadań domowych, douczanie, poczęstunek, wspólne zabawy. Do domu wracałem przemęczony, ale szczęśliwy… I wtedy zaczęły się w mediach ukazywać kolejne afery pedofilskie. Nikt mnie nigdy o nic podobnego nie posądził, ale pomyślałem sobie wówczas: te dzieci darzą mnie takim zaufaniem, że gdy tylko się pojawię, wieszają mi się na szyi, wdrapują się na kolana. Zacząłem patrzeć na siebie oczami innych: czy ktoś z boku nie mógłby sobie coś złego pomyśleć?

     Mój dotychczasowy spokój zaczął być podminowany całą tą atmosferą podejrzeń, jakim zaczęło żyć nasze społeczeństwo. Nawet moja Żona prosiła, bym zostawił to zajęcie, bo ludzie szukają zawsze wytłumaczenia wszelkich takich zaangażowań, gdy one podejmowane są bezinteresownie. Przyznam, że skutecznie zasiane zostało we mnie ziarno obawy (choć może nie powinienem być takim asekurantem – zwłaszcza, że społeczność u nas była na poziomie i nikt nie dawał mi powodów do takich obaw). W każdym razie akurat się złożyło, że dalszą działalność przejęły siostry zakonne w nowo oddanym, na potrzeby Caritasu, dużym i pięknym obiekcie. Przyznam, że było mi to na rękę. Jednak pewien smutek pozostał – smutek, że przyszło nam żyć w takim świecie – pełnym podejrzeń i obaw o ludzkie posądzenia. Świecie, o którym pośrednio mówi ta piękna bajka Joli.

     
    Odpowiedz
  2. wykeljol

    Nasza bajka

    Adamie, czasem trzeba wejśc w paszcze wilka bez lęku. A jesli okaze sie, że to jednak jakas pułapka-zawołac innych na pomoc. Czy każda bajka musi skończyć się dobrze? Tak. Bajki kończą się dobrze, bo zakończenie jest wskazaniem jak rozwiązać trudny problem. Ale oczywiscie może też ta bajeczka , jaką jest nasze zycie skończyc się nieprzyjemnie. Głownie wówczas, gdy będziemy się bali zbytnio o nasze dobre imię, o nasz majątek, o naszą posadę. To wszystko powinno miec miejsce, szczególnie, gdy jesteśmy odpowiedzialni  za innych(tylko dziecko włazi bezrosko w paszczę wilka – ciekawości, doroły, który zna swoje imie ma dosiwadczenie i wie, co to jest paszcza wilka-ale jesli wie też, że trzeba wleźć, to wchodzi, choć nie beztrosko.) Gdyby od Twojego tam pobytu(na tej świetlicy) miał zalezeć los tych dzieci, to myślę, że mimo atmosfery nieprzychylnej ogólnie- zostałbys tam… ale ta próba została Ci oszczędzona. Plota społeczna lubi podsycac nasze lęki: a to panepidemia i co to będzie, a to recesja i co to bedzie, a to wreszcie koniec śiwata – i co to będzie. Bedzie – nie będzie, trzeba podejmowac wyzwania, jakie przedkłada życie(PAN BÓG). Bo naprawde i jedynie -JEST ON. a po drodze są bardzo przemyslne i bardzo sprytne i nieraz bardzo skuteczne zasadzki nieprzyjaciela. Uczymy sie je rozpoznawac i uwalniac od lęku tym samym.

    Nikt nie mówił, ze nie bedzie bolało. NIkt nie mówił, że nasze dobre czyny będa nagrodzone. (na ziemi.) NIkt nie mówił, że nie staną przed nami wyzwania, które przekraczją nasze naturalne siły. Przeciwnie. Co nie znaczy,że mamy przejśc do innej bajki i tej nie kończyc jak trzeba… a pisze to osoba, która na razie sama zrezygnowała ze swietlicy, choć z nieco innych powodów()

     
    Odpowiedz
  3. beszad

    ku powściągliwości w osądzaniu

    Masz absolutną rację, Jolu – nie powinniśmy bać się ludzkich języków. Dobrze to ujęłaś w kategoriach "próby". I dziękuję Ci, że z głębokim zrozumieniem podeszłaś do przedstawionej tu sytuacji. Pisałem o niej również z pewną dozą autorefleksji – nad poczuciem własnej słabości (wobec tego, co ludzie pomyślą/powiedzą) i wielkiego znaku zapytania, czy potrafiłbym sprostać próbie, gdyby rzeczywiście spadło na mnie jakieś pomówienie? A pewnie niejeden takie brzemie musi na sobie nosić… Co dodatkowo winno nas mobilizować w powściągliwości – zarówno przed pośpiesznym osądzaniem, jak również przed dawaniem posłuchu wszelkim plotkom i pomówieniom, a nawet instytucjonalnie ferowanym wyrokom.

     
    Odpowiedz
  4. elik

    Powściągliwość, czy poprawność?….

    Adamie słusznym wydaje się Twój postulat odnośnie zachowywania powściągliwości, oraz pożadanym domaganie się w państwie i życiu publicznym, także rodzinym, wspólnotowym – prawości, sprawiedliwości, rzetelności, roztropności, etc., czy koniecznego dystansu i obiektywizmu.

    Jednak mam wątpliwość czy zawsze należy być powściągliwym?….., a szczególnie w sytuacjach, przypadkach jednoznacznych, ewidentnych tj. dokładnie rozpoznanych i określonych.

    Chyba uprzedzenie i wrogie usposobienie wybranych osób, oraz ich nie tylko pomówienia, zniesławienia, a tym bardziej pogarda i w tym duchu ferowane instytucjonalne wyroki, oraz intencjonalne i personalne odniesienia – nie należy nigdy utożsamiać z racjonalną argumentacją, czy stosowną, uprawnioną oceną, bądź uczciwym i prawdziwym osądem ludzkich postaw, zachowań i czynów?…….

    A więc powściągliwość wg. mnie nie jest zawsze konieczna, lecz przede wszystkim tam, gdzie możemy zranić, czy skrzywdzić bliźniego.

    Ps. Dedykacja, dla wszystkich osób nie koniecznie powściągliwych, ale towarzyskich i mimo wszystko pogodnie usposobionych.

    UWAGA CHROMEGO
    Kiedy pierwszy raz wnidę w jakie zgromadzenie,
    By poznać ludzi, zważam pierwsze ich spojrzenie:
    Rozsądni naprzód spojrzą na mą nogę prawą,
    Głupi naprzód na lewą, którą mam kulawą. –
    (
    Adam Mickiewicz)

     
    Odpowiedz

Pozostaw odpowiedź beszad Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code