Jezus z Nazaretu: anarchizujący liberał czy fundamentalistyczny rygorysta?

Rozważanie na XXVI Niedzielę Zwykłą, rok B
 
 
 
Wtedy Jan powiedział do Jezusa: Nauczycielu, widzieliśmy kogoś, kto nie chodzi z nami, jak w Twoje imię wyrzucał złe duchy, i zabranialiśmy mu, bo nie chodził z nami. Lecz Jezus odrzekł: Nie zabraniajcie mu, bo nikt, kto czyni cuda w imię moje, nie będzie mógł zaraz źle mówić o Mnie. Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami. (Marek 9, 38-40)
 
Jeśli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie ułomnym wejść do życia wiecznego, niż z dwiema rękami pójść do piekła w ogień nieugaszony. (Marek 9, 42)
 
 
***
 
W dzisiejszej Ewangelii mamy do czynienia z paradoksem: Ewangelista Marek pokazuje nam Jezusa jako charyzmatycznego liberała, a jednocześnie fundamentalistycznego rygorystę moralnego. Z jednej bowiem strony Jezus pozbawia się zupełnie kontroli nad swoją „marką” i dokonuje anarchicznego i alterglobalnego gestu „open source” wobec tych, którzy wyrzucają złe duchy w Jego imię, czyli ewangelizują poza monopolem Kościoła, z drugiej zaś strony w mocnych metaforach „odcinania ręki” i „wyłupywania oka” grozi potępieniem wiecznym dla notorycznych grzeszników.
 
Co ten paradoks, znamię geniusza, mówi nam o Jezusie z Nazaretu i Jego dzisiejszym przesłaniu do nas?
 
Jezus ujawnia tutaj naturę genialnego marketingowca religijnego. Na przekór swoim krótkowzrocznym uczniom, którzy zazdrośnie strzegą „marki Jezusa” stosując do tego „przemoc prawa” wobec nielicencjonowanych głosicieli Ewangelii, Mistrz nie dość, że nie gani ich, ale dostrzega w ich działaniu możliwość szybszego upowszechnienia własnego przesłania i wzrostu liczby uczniów. Postępowanie Jezusa jest analogiczne do popularnej współcześnie strategii marketingowej wielkich firm rozdających kluczowy element produktu za darmo lub tanio po to, by zdobyć rynek i zarobić na sprzedaży koniecznych dodatków. „Zarobkiem” firmy Jezusa nie jest zysk finansowy, ale rozrost Królestwa Bożego, czyli życia w bliskości Boga i przyjaznych relacjach z bliźnimi.
 
Przyjrzyjmy się sprawie bliżej, żeby zrozumieć istotę nauczania i misji Jezusa. Dlaczego Jezus bez lęku wyzbywa się słusznego skądinąd prawa do kontroli swojej „marki” i widzi w tym korzystną okazję? Na pewno chodzi Mu o to, o czym sam zresztą mówi, że ktoś, kto czyni coś dobrego – „wyrzuca złe duchy” – w Jego imię, nie będzie Jezusowi szkodził. Ale powód Jezusowej abnegacji wobec własnego monopolu jest jeszcze głębszy: Jezus po prostu wie, że w każdym dobrym czynie jest obecny Jego Duch. Jezus, wie to, czego nie wiedzą Jego uczniowie: wie, że nie musi „być fizycznie” obecny przy każdym dobrym czynie i człowieku, by być w nim i przy nim obecny duchowo i sprawczo. Nie ulega wątpliwości, że ta duchowa obecność Jezusa dotyczy sfery moralności: trzeba pewnej dyspozycji moralnej, by Duch Jezusa, a w przyszłości Ducha Święty, mógł działać wyrzucając złe duchy. Ale możemy przyjąć, że tenże Duch jest tym samym Duchem, który poucza uczniów Jezusa co mają mówić w chwili próby, czyli szerzej poucza ich jak mają głosić Ewangelię, rozumianą jako nauka Jezusa głoszona z mocą Jego Ducha. A więc obecność Ducha Jezusa, która umożliwia ewangeliczne czyny moralne, pośrednio też stanowi pozytywny, choć niewystarczający warunek doktrynalnej poprawności. Idąc dalej, można przyjąć, że Duch Jezusa nie jest związany jedynie z aktem wypowiadania z wiarą Jego imienia, ale też uobecnia się jakoś w każdym akcie wiary, z innym imieniem, czy nawet niestematyzowanej, ale natchnionej Duchem Bożym.
 
Z bólem i niedowierzaniem trzeba powiedzieć, że Kościoły chrześcijańskie, a zwłaszcza Kościół katolicki potrzebowały 2 tysięcy lat, aby zrozumieć antymonopolistycznego ducha swego Założyciela. Przez 2 tysiące lat Kościół z determinacją bronił swojej pozycji monopolisty w zakresie głoszenia Ewangelii i statusu jedynego agenta Dobra nadprzyrodzonego, akcentując jednostronnie wagę widzialnych i kontrolowalnych elementów kościelnej spójności. Ta determinacja, z nielicznymi wyjątkami niektórych świętych i mistyków, nieomal całkowicie zaślepiała nas na ziarna dobra i Bożego Objawienia obecne w innych religiach i kulturach, a po rozłamie Christianitas, w innych denominacjach chrześcijańskich. Jeszcze dziś chrześcijańscy fundamentaliści wszelkiej maści głoszą Jezusa tak, jakby nigdy nie słyszeli dzisiejszej Ewangelii. Osobiście, uważam, że doświadczany współcześnie kryzys chrześcijaństwa w ogromnym stopniu jest skumulowanym efektem agresywnej monopolistycznej praktyki kontroli przekazu Ewangelii i nie dostrzegania Ducha Jezusa w zdecydowanej większości świata i doświadczeń ludzkiej rodziny. A nawet śmiem twierdzić coś znacznie bardziej radykalnego: zazdrosna przemoc legalnych uczniów Jezusa strzegących przez 2 tysiące lat monopolu chrześcijańskiej marki, była głównym powodem naszych ewangelizacyjnych porażek, a sukcesy zawdzięczane kontroli i przemocy okazały się naszą zgubą.
 
Posoborowe otwarcie Kościoła katolickiego na obecność ziaren Objawienia i świętości poza katolicyzmem i chrześcijaństwem, podjęcie dialogu z innymi jest szansą powrotu do owocnej praktyki antymonopolistycznej anarchii Założyciela. Zrozumiała obawa przed doktrynalnym relatywizmem i moralnym permisywizmem, nie może być argumentem powstrzymującym proces duchowej demonopolizacji Kościołów chrześcijańskich, a zwłaszcza Kościoła katolickiego. Duch Jezusa jest zawsze obecny poza widzialnym Kościołem zanim jego legalni uczniowie pojawia się, by głosić Dobrą Nowinę.
 
W drugiej części dzisiejszej Ewangelii Marka jesteśmy świadkami zdumiewającego przeskoku: oto Jezus, charyzmatyczny liberał, zaczyna przemawiać jak fanatyczny fundamentalista głoszący surową moralność i grożący potępieniem wiecznym za grzeszne czyny. Możemy zapytać: czy to ten sam Jezus? Czy Marek Ewangelista nie przesadził ubierając miłosiernego Jezusa w szaty surowego rygorysty, który jakby zapomniał o przebaczeniu i miłosierdziu? Na razie zostawmy to pytanie otwarte i rozważmy bliżej ten fragment. Na pewno zastanawia fakt, że Jezus, który wielokrotnie w innych miejscach Ewangelii podkreślał, że grzech pochodzi z wnętrza, czyli jego źródłem jest nieuporządkowana intencjonalność grzesznika, w rozważanym fragmencie wskazuje na organy ciała, czyli zmysły, jako siedlisko grzechu: „jeśli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu…” Prawdopodobnie stało się tak za sprawę barwnej retoryki: to odcinanie rąk i nóg, wyłupywanie oczu dużo bardziej przemawia do wyobraźni niż wskazanie na moralną ascezę z użyciem metaforyki ludzkiego wnętrza. A jednocześni prawdą jest, że grzech ma swoje pierwsze siedlisko w zmysłach i współpracują one ściśle z rozumem (sercem), dostarczając pokus i wrażeń dla zgody rozumu i woli na konkretny zły czyn. Istotniejsze jest jednak zrozumienie w wierze pozytywnego przekazu tej ostrej metaforyki Jezusa: na pewno nie nawołuje On do obcinania organów ciała, które stały się powodem grzechu. (Choć istnieją chrześcijanie tacy jak wielki teolog Orygenes, który podobno wykastrował się, aby nie doświadczać nieczystych chuci.). Zaprzeczałoby to całkowicie głoszonej przez Jezusa logice nawrócenia i prymatu serca w czynieniu dobra i zła. Ale też nie możemy całkowicie zlekceważyć tego fragmentu i uznać, że je jedynie za mocną metaforykę.
 
Moje interpretacja jest następująca: ostra metaforyka związana z organami ciała ma sens, jako wskazanie konieczności ascezy na drodze chrześcijańskiej moralności, ascezy, która dla naszych zmysłów może być nieomal równie bolesna, jak rzeczywiste pozbycie się członków ciała. Aby uzmysłowić sobie to podobieństwo w bólu, wyobraźmy sobie sytuacje skrajne: narkoman, który jest na głodzie, przeżywa męki podobne do agonii; nimfomanka, uzależniona od seksu, doświadcza głębokiego bólu ciała i psychicznej pustki, jeśli nie może zaspokoić swoich potrzeb. Te przykłady można mnożyć. A nawet, jeśli nie jesteśmy silnie uzależnieni od jakiegoś draga, to doświadczamy poważnych cierpień, jeśli jakaś nasza potrzeba, którą uważamy za niemoralną, nie może być realizowana. Jezus wzywa nas dziś do chrześcijańskiej ascezy, świadom, że to kosztuje i boli. Istotną częścią tej ascezy jest unikanie okazji do grzechu, również związane z jakąś formą bólu i frustracji. Barwna metaforyka odcinanych organów ciała ma też służyć do przestrogi, że grzech nie jest sprawą jedynie doczesnych błędów, ale ma konsekwencje wieczne. Piekło, jako potępienie wieczne, czy jak łagodzimy to współcześnie: niespełnienie i życie na wieczność poza miłością Boga, jest dla Jezusa rzeczywistością, którą Jego uczniowie muszą brać poważnie pod rozwagę, jeśli grzech stał się ich codziennością. Jezus po prostu mówi, że ascetyczne cierpienia ciała i psychiki są niczym w porównaniu z cierpieniem wiecznym poza Bogiem. A jeśli Boga mniej jeszcze kochamy niż naszych Bliskich, to warto pamiętać, że mieszkańcy piekła nie mają dostępu do swoich Bliskich: ci, którzy są zbawieni są zupełnie poza ich dostępem, a inni, potępieni (niespełnieni) żyją we wzajemnym udręczaniu się niezdolnością do miłości.
 
Ważnym kontekstem rozważanego fragmentu jest Jezusowe ostrzeżenie przed zgorszeniem maluczkich: „małych, którzy wierzą”. Nie wiemy, czy odnosi się to jedynie do dzieci, czy też do wszystkich, początkujących, czy po prostu jeszcze słabych w wierze, włączając w to również dzieci. Wydaje się, że to drugie rozumienie jest poprawniejsze. Dla Jezusa grzech zgorszenia, a jednocześnie „bycia powodem do grzechu” maluczkich jest spośród grzechów przeciw człowiekowi największy, a na pewno jednym z największych. Dlaczego? Przecież wydawałoby się, że jeśli ktoś zabija popełnia większy grzech niż wówczas, gdy namawia do zabójstwa innych czy daje im gorszący przykład zabijania. A jednak Jezus używa w tym kontekście najmocniejszej metafory: „lepiej [dla gorszycieli] uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze”. Dla nas jest to wskazówka, by być świadomymi, jak nasza postawa i działania wpływają na innych. Wiedzieć, że każdy zły czyn z naszej strony może stanowić pokusę dla innych, by grzeszyli. I tak jeśli mężczyzna namawia wstrzemięźliwą dziewicę, która nie jest jego żoną, do współżycia grzeszy dużo ciężej niż współżyjąc z kobietą (nie żoną) równie chętną do seksu, co partner. Obok grzechu cudzołóstwa mamy tutaj też grzech namowy do zła i grzech zgorszenia. Można powiedzieć, że czym mniej świadomy lub niedojrzały i słaby jest człowiek, który w rezultacie naszych grzesznych czynów popadał w grzech osobisty, tym nasza odpowiedzialność moralna i wina jest większa.
 
Jezus, który w drugiej części dzisiejszej Ewangelii robi wrażenie fanatycznego fundamentalisty, w istocie używa mocnej i plastycznej retoryki, której celem jest zachęta nas do ascezy i unikania sytuacji prowadzących do grzechu. Oczywiście, musimy pamiętać, że unikanie grzechu to jedynie pierwszy etap chrześcijańskiego życia: asceza i życie bez grzechu służy przygotowaniu nas do życia pozytywnego w pełni Jezusowego Ducha. Jezus zwalcza grzech i jego pokusy tak mocno, bo wie, że ceną grzechu jest rozpad więzi między człowiekiem a Bogiem, konkretne zło wyrządzane sobie i innym, a w ostateczności ryzyko potępienia wiecznego, jeśli ktoś umrze fundamentalnie niepogodzony z Bogiem.
 
Z dzisiejszej Ewangelii warto, abyśmy zapamiętali dwie rzeczy: ani Kościół, ani my chrześcijanie nie mamy monopolu na prawdę i dobro uobecnianą poprzez Ducha Świętego również w kulturach i religiach niechrześcijańskich. Jezus nie chce, abyśmy odcinali się i uniemożliwiali dobre działania ludziom, nad którymi Kościół nie sprawuje doktrynalnej czy pastoralnej kontroli. Przeciwnie, Jezus uważa, że ci, którzy działają w Jego imię (choćby było to inne imię), są potencjalnymi sojusznikami chrześcijan i Kościoła. Jego nauka odnosi się na pewno do naszych braci i sióstr chrześcijan, ale można ją rozszerzyć na wszystkich ludzi dobrej woli, w których sumieniach uobecnia się Duch Święty. Pewien duch antymonopolistycznej anarchii wydaje się być też bardziej ewangeliczny i Jezusowy niż trwające 2 tysiące lat praktyki kościelnego monopolu na wiarę i moralność.
 
Drugą ważną nauką płynącą z dzisiejszej Ewangelii jest kwestia chrześcijańskiej ascezy, jako sposobu radzenia sobie z grzechem i jego pokusami. Grzech smakuje, opanowanie zmysłów i serca kosztuje i jest bolesne, zwłaszcza u początków ascezy, ale ten ból jest konieczny, by w próbie pokusy nie ulec grzechowi, który ostatecznie, jeśli stanie się naszą drugą naturą, prowadzić nas może do potępienia wiecznego. Musimy też pamiętać, że dodatkowym i ciężkim grzechem jest zachęcenie do grzechu, choćby pośrednie, maluczkich, czyli osób młodszych, słabszych, mniej w wierze ugruntowanych.
 
Chciałbym modlić się dzisiaj o religijną wielkoduszność wobec przejawów obecności Ducha Świętego poza Kościołem: dostrzeganie ich i pielęgnowania, w przyjaznym dialogu z innymi. Proszę też o ducha zdrowej chrześcijańskiej ascezy, byśmy umacniali ćwiczyli nasze zmysły i serce w czystości i wstrzemięźliwości, by samemu nie grzeszyć i nie gorszyć naszych bliźnich.

Moje blogi na YouTube
 

 
 
 
 

Komentarze

  1. zibik

    Jezus nie pozbawia się kontroli nad swoją “marką”!

    Panie Andrzeju ! – jak zwykle artykuł (tekst) obszerny, refleksyjny, ubogacający i inspirujący do rzeczowej dyskusji.

    Natomiast skąd u Pana naraz te chyba niezbyt stosowne skojarzenia i stwierdzenia m.in., że Jezus był (jest) liberałem, czy fundamentalistą albo marketingowcem (handlowcem)?………

    Przecież te określenia są współczesne i nie mają nic wspólnego z postawą i nauczaniem Jezusa Chrystusa, nawet ubrane w dodatkowe przymiotniki, zawsze będą miały wymowę kontrowersyjną, a nawet pejoratywną.

    Wg. mnie Jezus absolutnie nie – pozbawia się kontroli nad swoją "marką", jak Pan raczył to ująć. Doskonały Nauczyciel  precyzyjnie, zrozumiale i w duchu miłości poucza  i tym razem swoich uczniów. Prowadzi z nimi wzorowy dialog i jednocześnie ukazuje wadliwość, a nawet niestosowność ich wcześniejszego myślenia i czynu.

    Zamiast zabraniać nakazuje im pozwalać innym "czynić cuda w Jego imię". Ponadto argumentuje w sposób jasny i przekonywujący, dlaczego akurat tak mają myśleć i czynić.

    Przecież Jego uczniowie i następcy, także my katolicy i chrześcijanie mamy ludzi zjednywać, integrować – tworzyć rodziny, wspólnoty – Jego Kościół Święty, a nie ich dzielić, czy antagonizować, konfliktować. Oczywiście mamy postępować nie tak, jak zamierzali Jego uczniowie, czy tak jak to nadal czynią nazbyt często współcześni "ewangelizatorzy."

    W drugiej części omawianego tekstu Jezus jeszcze raz uczniom i nam uświadamia, że zdolność szatana jest ograniczona. A to, co stanowi największe zło i zagrożenie wychodzi z człowieka – gorszyciela, deprawatora i może czynić nieczystymi innych -"maluczkich."

    Jezus Chrystus rzeczywiście ukazuje się, jako prawy, sprawiedliwy, bezkompromisowy i wymagający "rygorysta moralny", lecz napewno nie jako ‘fundamentalista"

    Ps. Serdecznie dziękuję za życzliwość i uwzględnienie mojej sugestii, aby prezentować artykuły (teksty przewodnie) w dwojakiej formie.

    Szczęść Boże !

    Pozdrawiam Pana serdecznie – Zbigniew

     
    Odpowiedz
  2. jan

    “Estetyka może być pomocna w życiu…”

    Wielebny   Ojcze Andrzeju,

    z uwagą przeczytałem rozważania nad dzisiejszymi czytaniami .  Nie podoba mi się retoryka tego

    tekstu, która – co oczywiste – powinna służyć perswazyjności;  tutaj, niestety,  nie najlepiej przekonuje ona

    czytelnika czy słuchacza. Styl  tego  tekstu nie został zharmonizowany z przedmiotem wypowiedzi. Naprawdę

    takie związki frazeologiczne, jak "anarchizujący liberał", "fundamentalistyczny rygorysta" /w odniesieniu do

    Jezusa/ czy "chrześcijańska  marka",  "<zarobek>  firmy Jezusa", "marka Jezusa" –  negatywnie wpływają

    na odbiorcę. Proszę mi wierzyć, że taka stylistyczna nadgorliwość / wiem, że Ojciec chciał swoim słowem

    trafić do współczesnego  { może – młodego}   odbiorcy /  ma niewiele wspólnego ze sztuką przekonywania

    /ars persuandi/. Retoryka – proszę mi wybaczyć, że przywołuję słowa Herberta – "nazbyt parciana" nie przekona

    nawet  licealisty.

                             Z  pozdrowieniami – J. G.

     

     

     

     

     

    ,

     
    Odpowiedz
  3. artaharon

    Nagie oblicze prawdy

     Więc?

    Nie rozumiecie korzenia ?

    Nie rozumiecie korzenia wypowiedzi Andrzeja?

     

    Widzę jakieś nazwę , jakieś imię albo nazwsko….

    ZA lasem stoi drzewo o obliczu dwóch Ew. 

    Ktoś chce ujawnić to oblicze i ktoś chce pomóc. Obnażyć prawdę. Wcale nie proszę się o to ale całkiem przypadkiem widzę jak dzieje się komuś krzywda. .

     

     

     
    Odpowiedz
  4. artaharon

    Pytanie które mnie dziś obudziło

    Obudziłem się dziś rano i zadałem sobie  pytanie

    Czy każdy kto pragnie lustracji ciemnej strony księżyca skończy jak Leo Benhakker? 

     

    Oto najciekawsze cytaty Leo Beenhakkera:

    „Jeszcze nic się nie stało. Jeśli oczywiście będziemy w stanie wyciągnąć z tych porażek odpowiednie błędy" .

     

    „Przejdźcie ze mną na jasną stronę Księżyca" 

     

    „W reprezentacji Niemiec grają Polacy, w kadrze Chorwacji Brazylijczycy, to zupełnie normalne. Ludzie, mamy rok 2008, wyjdźcie ze swoich drewnianych chatek"

    „To cud, że w ogóle tu jesteśmy, pamiętając jak wyglądaliśmy w sierpniu dwa lata temu na początku eliminacji." 

    „Jeżeli moje odejście miałoby sprawić, że Polska nagle, wraz z moim zniknięciem, wejdzie na najwyższy poziom międzynarodowy, to jestem gotów podać się do dymisji. Problem w tym, że wszyscy wiemy, że tak się nie stanie. Ale wiem, że nie będzie tak, że gdy tylko odejdę nagle w Polsce znajdziecie Davida Villę i Fernando Torresa".

    Och uśmiecham się teraz bo zobaczyłem jakiegoś zakonnika z "Toważystwa" który chwyta sie za głowę i mówi alśmy gafę zrobili …zwolniliśmy takiego trenera…

     

    PS.

    Moim braciom z "Towarzystwa" w którym żył kiedyś mój brat "Bosman" dedykuję

    aharon.

     

    http://www.sports.pl/-Beenhakker-Bylem-jak-kawalek-gowna,artykul-z-wydania,53203.html&nbsp;

     

    Performance

    Art
     

     
    Odpowiedz
  5. Malgorzata

    Język, wyobraźnia, problematyka

    Panie Zbigniewie, Panie Janie!

    Stylistyka tekstu Andrzeja narusza niewątpliwie językowe stereotypy, jakie znamy z kazań lub innych popularnych form ewangelizacji. Lecz właśnie język, jakim powinno się współcześnie mówić o Bogu, jest jednym z głównych problemów Kościoła (nie tylko w Polsce). Zwłaszcza do młodych ludzi nie dociera przestarzałe często słownictwo, metaforyka kojarząca się z baśniowym światem, stawianie pytań ważnych dla rzeczywistości sprzed pięćdziesięciu czy stu lat, a nie dla dzisiejszych czasów.
     
    Kto ze wspomnianych w komentarzu pana Jana licealistów widział – w rzeczywistości, a nie na obrazku – kamień młyński, winnicę, stado owiec? Królowie i pasterze nie odgrywają również istotnej roli w europejskiej codzienności. Ludzie natomiast prowadzą firmy, uczą się marketingu, posługują się sprzętem elektronicznym, czerpią informację z mediów… To kształtuje ich język i – co ważniejsze – wyobraźnię.
     
    Zresztą proszę spojrzeć na tekst Ewangelii. Zachęta do odcinania rąk i nóg, do wyłupywania oczu, przywiązywania sobie do szyi kamienia, aby popełnić samobójstwo… A cóż to za język? Jezus przemawiał tak, bo to docierało do wyobraźni Jego współczesnych. Dziś takie słowa przerażają, a nawet budzą niesmak, jeżeli traktować je dosłownie i poza kontekstem Pisma Świętego…
     
    Jezus stosował retorykę i metaforykę odpowiednią do Jego czasów i ludzie chcący głosić Jego Ewangelię powinni starać się naśladować Go także pod tym względem. Tu nie chodzi o schlebianie powszechnym gustom. Gra toczy się o zrozumiałą dla współczesnego człowieka i przekonującą formę wypowiedzi.
     
    Szkoda, że komentarze Panów zatrzymały się na warstwie językowej. Nie pozwoliło to zapewne dostrzec, że tematyka rozważania, zwłaszcza część dotycząca pierwszego fragmentu niedzielnej Ewangelii, jest równie, a może nawet bardziej bulwersująca niż język. Zwróco uwagę na trzy sprawy, które mnie poruszyły szczególnie:
     
    1. Monopol Kościoła i nielicencjonowanych głosicieli nauki Jezusa. Warto zastanowić się, czy nie jest tak, że im bardziej Kościół katolicki broni swojego monopolu, tym bardziej słabnie.
    2. Duch stawiany wyżej niż instytucjonalne prawo. Przypomnienie o tak koniecznej, a wciąż wzbudzającej podejrzenia duchowej demonopolizacji Kościoła. Instytucjonalne kapłaństwo, sformalizowane obrzędy łatwiej dostrzec, wymierzyć, kontrolować niż oddziaływanie Ducha. Z tym wiąże się cała ogromna problematyka dopuszczenia ludzi spoza hierarchii kościelnej do odpowiedzialności za Kościół.
    3. I wreszcie pytanie o Jezusa. Jaki jest naprawdę Jezus, którego mamy naśladować? Łatwo stworzyć sobie jakiś prosty obraz. Tymczasem omawiany fragment Ewangelii i dokonane przez Andrzeja skontrastowanie liberała z fundamentalistą komplikuje sprawę. Jezus zachowuje się różnie zależnie od sytuacji, jest elastyczny w dobrym sensie tego słowa. To także dla nas nauka i wyzwanie.
     
    Pozdrawiam komentatorów – także Artura z prośbą, by nie kasował swoich komentarzy
     
    Dziękuję Andrzejowi za rozważanie, które podobnie jak wiele innych jego tekstów wytrąca mnie z duchowego lenistwa
     
    M.F.  
     
     
     
     
    Odpowiedz
  6. ahasver

    Anarchia to system taki, gdzie ludzie są wolni jak ptaki.

    Anarchia to system taki, gdzie ludzie sa wolni jak ptaki.

    Wolność, dowolnością nie będąca – wymaga wyrzeczenia (wolność należy sobie wywalczyć) i bezwzględnej miłości bliźniego (człowiek dysponuje maksymalną mocą tylko nie niszcząc tego, co jest Nim Samym w Innym [wówczas niszczyłby Inność w Sobie Samym i zamknął w ego jak łyse pały w swych ciasnych móżdżkach z betonu] – zasada karmy). Wówczas wolność jest absolutna (pokonuje czas i przestrzeń) – i daje człowiekowi możliwość uczestnictwa w Bogoczłowieczeństwie.

    Jezus byłby dziś anarchistą, hippisem i nosiłby pomarańczowe glany. Wprowadził TOTALNĄ rewolucję. Takie postawy – tak jak postawa Nietzschego – wymagają bezwzględności i rygoryzmu w stosowaniu reguł, które się postuluje. Trochę jak z robieniem pompek : Nie ma, że boli, trza się dźwigać i wiosłować od prąd, raz, dwa, raz, dwa, raz, dwa!

    http://www.youtube.com/watch?v=9SD8gKZrXys&feature=related

     

     
    Odpowiedz
  7. jan

    ” Prawdziwe dostojeństwo mowy” /zob. C.Miłosz, Lektury/

    Szanowna Pani,
    wydaje mi się, że niezbyt Pani ceni inteligencję, wiedzę, gust czy kompetencje hermeneutyczne czytelników “Tezeusza”. Stąd uwaga, że zatrzymałem się tylko
    na warstwie językowej “Jezusa z Nazaretu…”, a pominąłem tematykę rozważania, szczególnie tę
    część, która Panią szczególnie poruszyła /streściła ją Pani w trzech punktach/.
    Otóż myli się Pani. Ojciec Andrzej jasno i precyzyjnie przedstawił swoje myśli, zgadzam się
    z jego komentarzem do fragmentów Biblii, a więc nie musiałem – tak jak Pani /tym bardziej,
    że w tych myślach nie ma dla mnie nic bulwersującego/ – pisać re’sume’ do jego rozważań.
    Miałem zastrzeżenia do stylu komentarza / kontrast stylu i tonu/ i dlatego o tym napisałem.

     
    Odpowiedz
  8. jan

    Pozdrowienia

    W swoim komentarzu pominąłem  pozdrowienia. Bardzo przepraszam.

         Życząc wszystkiego co najlepsze, gorąco Panią i Zespół "Tezeusza" pozdrawiam – J. G.

     
    Odpowiedz
  9. zibik

    Język zrozumiały, dla wszystkich!

    Sz.Pani Małgosiu !

    Istotą we wzajemnej komunikacji, także ewangelizacji jest właściwie zrozumieć głoszone słowo, czytany tekst. A nasz język, choć nie tylko tzn. sposób wyrażania myśli, odczuć, ukazywania spraw i rzeczy, bądź komunikowania się, może jedynie to ułatwić lub utrudnić odbiorcy.

    Jak wiemy z własnego doświadczenia nie zawsze wyrażane myśli autora, prezentowane zagadnienia, bądź omawiane wątki jest łatwo słuchającemu/czytającemu zrozumieć. W przypadku uważnego czytania nie pozostaje nam nic innego, jak stawiać sobie za każdym razem pytanie : co to zdanie, stwierdzenie, ten komentarz, tekst właściwie znaczy?….

    Wg. mnie bardzo pomocnym w komunikacji międzyludzkiej, dialogu, wzajemnym informowaniu, zrozumieniu i porozumieniu jest posługiwanie się językiem etycznym. Mogą nim posługiwać się wszyscy ludzie, a mówienie, czytanie i pisanie – akurat, w tym języku jest dość trudne, lecz również wielce satysfakcjonujące, fascynujące i użyteczne.

    Język etyczny jest zrozumiały, dla wszystkich, bo najlepiej wyraża prawdę, coś istotnego i znaczącego. Służy doskonale ludziom, do wymiany, prezentacji myśli, także wzajemnego komunikowania się (porozumiewania).

    W historii Kościóła katolickiego mamy wiele przykładów osób, które posługiwały się biegle językiem etycznym, choćby Jan Paweł II. 

    Owszem powszechne stosowanie języka zrozumiałego, dla wszystkich to wyzwanie wielkie, także trudne zadanie  – chyba nie tylko, dla nas katolików i chrześcijan – całego Kościoła Świętego?……

    Ps. Rzeczywiście artykuł Pana Andrzeja również tym razem zachęca, inspiruje współtwórców portalu "Tezeusz", do wielowątkowej i owocnej dyskusji. Proszę łaskawie zauważyć, że w poprzednim komentarzu wcale nie ograniczyłem się, tylko do "warstwy językowej".

     

     
    Odpowiedz
  10. jadwiga

    I wreszcie pytanie o Jezusa.

    1. I wreszcie pytanie o Jezusa. Jaki jest naprawdę Jezus, którego mamy naśladować? Łatwo stworzyć sobie jakiś prosty obraz. Tymczasem omawiany fragment Ewangelii i dokonane przez Andrzeja skontrastowanie liberała z fundamentalistą komplikuje sprawę. Jezus zachowuje się różnie zależnie od sytuacji, jest elastyczny w dobrym sensie tego słowa. To także dla nas nauka i wyzwanie.

    Na tej samej zasadzie mozna by zauwazyc słowa Jezusa "pokój przynosze wam, pokój daje wam" Ii w innym fragmencie "nie pokój przynoszę ale miecz"

     
     
    Odpowiedz
  11. Malgorzata

    Jeszcze raz zachęcam do merytorycznej dyskusji

    Szanowny Panie Janie!

    Moim celem bynajmniej nie było streszczanie tekstu Andrzeja, ale skierowana do Czytelników zachęta do merytorycznej dyskusji. Właśnie dlatego, że cenię naszych Czytelników, chętnie zapoznałabym się z ich zdaniem w sprawach, które nie są wcale dla mnie takie oczywiste.

    Czytam na przykład w Internecie kazanie ks. Mariusza Pohla, odnoszące się do tego samego fragmerntu Ewangelii. Przyticzę cytat (całość pod adresem http://www.swe.pl/strefa/index.php?option=com_wrapper&Itemid=46):  

    W dobie różnorakich nacjonalizmów, separatyzmów, wojen religijnych, rozmaitych kampanii nienawiści, fałszywych pomówień, szczucia jednych przeciwko drugim, Jezus daje nam jako lekarstwo złotą zasadę tolerancji: „Kto nie jest przeciwko nam, ten jest z nami”. Ponieważ jednak kwestia tolerancji religijnej budzi wiele gorących emocji i sporów, warto przyjrzeć się współczesnym „wojnom religijnym” w świetle tej Ewangelii.

    Od razu widzimy, że Janowi trochę tej tolerancji zabrakło. Prawdopodobnie w dobrej wierze: chciał ustrzec dzieło Chrystusa przed zniekształceniem, rozdrobnieniem i profanacją. Być może dały też o sobie znać ciągotki monopolistyczne – Jan też miał prawo nie lubić konkurencji. Dość, że potrzebna była interwencja Chrystusa.

    Jednakże jeśli ktoś myśli sobie z satysfakcją, że w ten sposób Jezus utarł nosa Kościołowi, a szczególnie jego hierarchom, to się grubo myli. W tej Ewangelii na pewno nie ma pretekstu do kolejnego ataku na Kościół w imię rzekomej „obrony tolerancji przed zapędami klerykalnego totalitaryzmu”. Czy czytając ten cytat (w zasadzie nawet dość oględny) z rozmaitych „Nie”, „Wprost”, „Poznaniaków” itp. nie czujemy jakiegoś niesmaku, jakiejś wielkiej dysharmonii ze słowami Chrystusa? Jest to język propagandy i walki, jakże obcy kojącej mowie Ewangelii. A jednak, wielu ludzi ulega presji tego języka nienawiści i daje się nią owładnąć.

    Kaznodzieja, moim zdaniem, naśladuje raczej apostoła Jana niż Jezusa. Widać tu wyraźne znamiona syndromu oblężonej twierdzy. Nie jest to na pewno odosobniony przypadek. I właśnie dlatego warto jednak zastanowić się głębiej chociażby nad dwoma pierwszymi punktami z mojego poprzedniego postu. Naprawdę nie zachęcam do powtarzania oczywistych oczywistości.

    Pozdrawiam

    M.F.

     

     
    Odpowiedz
  12. zibik

    Pani Małgosiu!

    Język etyczny, jako taki ściśle łączy się z etyką, dlatego studiowanie etyki jest bardzo pomocne w jego przyswajaniu.  Zapewne to pojęcie nie jest łatwe do zdefiniowania, dlatego wcześniej napisałem jedynie kilka zdań, aby ukazać, przybliżyć jego rolę, znaczenie, zalety i zakres stosowania.

    W uzupełnieniu mogę stwierdzić, że stosowanie i umiejętne wykorzystywanie języka etycznego jest napewno alternatywą godną polecenia wobec innych form językowych. A szczególnie tzw. nowomowy, czy języka nienawiści, bądź wszelkich wulgaryzmów, neologizmów, czy dość powszechnie stosowanych u nas słów obcojęzycznych (pojęć zapożyczonych).

    Język etyczny nie jest powszechnie znany, ani stosowany i wykorzystywany w komunikacji międzyludzkiej, a tym bardziej w środowisku zsekularyzowanym, zlaicyzowanym, publicznym, medialnym, a nawet w Kościele.

    Czy tak powinno być, kiedy jest to język najlepiej wyrażający prawdę, istotę rzeczy i jest zrozumiały, dla wszystkich.

    Ps. Przepraszam Panią za moją nieudolność, być może wśród współtwórców "Tezeusza" jest osoba zdolna zdefiniować owo pojęcie.

    Pozdrawiam – Zbigniew

     
    Odpowiedz
  13. zibik

    Jak zachowywać się, postępować?

    Proszę wybaczyć, lecz czytając te słowa : "Jezus zachowuje się różnie zależnie od sytuacji, jest elastyczny w dobrym sensie tego słowa."  
    Zrodziła się u mnie wątpliwość, czy Jezus zachowywał się różnie, czy właściwie dostosowując się do sytuacji?…….

    Tak zwykle postępują ludzie bez charakteru, tchórzliwi, chwiejni, ulegli, a nawet infantylni, nie mający zdania w danej sprawie. Wg. mnie Jezus i każdy prawy człowiek zachowuje się przede wszystkim tak, jak nakazuje mu Bóg Ojciec, także rozum, sumienie, ewentualnie doświadczenie, a nie sytuacja.

    Rzeczywiście postępować wg. woli Pana Boga, w każdej sytuacji to wielkie i trudne wyzwanie, lecz z pomocą Boga możliwe, do wykonania i zrealizowania.

    Pozdrawiam – Zbigniew

     
    Odpowiedz
  14. zofia

    dylemat katolika

     

    najkrócej scharakteryzowałabym parafrazą słów pewnego jezuity:
     Duch wieje kędy chce – ale zawsze przez Watykan – bo tak sam obiecał

    myślę, że ciekawa jest refleksja pewnego trapisty nad zakonną drogą do pełnej integracji; spróbuję ją opisać:
     

    wstąpienie do zakonu to wybór najsurowszej drogi życia, jaka na ziemi istnieje, to przyjęcie ograniczeń mające uwolnić od samowoli i przywiązania; czy cel zostaje osiągnięty? słuszną wydaje się odpowiedź i tak i nie;

    przeszkodą staje się asceza instytucjonalna, która ma tendencję, by iść za daleko; wpływa hamująco i zniechęcająco na tych, którzy nie mieszczą się w szablonie wspólnoty; czy rację ma trapista pisząc, że "dla wielu autentycznych powołań klasztor stał się tylko małą stacją przelotową"?

    zakonnik, składając ślub conversatio decyduje się na odrodzenie, rozwój, ostateczną dojrzałość i integrację; struktury powinny na to pozwalać; taki rodzaj wolności budzi jednak niepokój, zwłaszcza przełożonych; dobrze, jeżeli to niepokój egzystencjalny, zdrowy ból domagający się radykalnych zmian w życiu jednostek i wspólnoty; niepokój będący wezwaniem do wzrostu, bolesnego rozwoju; dopiero taki rozwój pozwala przekroczyć wszelkie ograniczenia nakładane przez zwyczaje i przesądy

    dlaczego to przytoczyłam? bo w wysiłkach Andrzeja widzę systematyczne dążenie by wybić z rytyny, wyzwolić z tezeuszowego grona tkwiące w nim energie życiowe i nieodkryte jeszcze pokłady Ducha…
     

    czy podoba mi się język rozważania – nie, ale myślę, że dużo racji ma Małgorzata – "spowszedniał" nam język Ewangelii a niedzielne czytania wyraźnie podkreślały – nie dla zazdrości, tak radykalizmowi w stosunku do siebie!

    Andrzeju, dzięki za rozważanie; Małgorzato – niech to będzie głos do pkt 2;  

    pozdrowienia dla wszystkich komentujących.

     

     
    Odpowiedz
  15. jan

    “Odpowiednie dać rzeczy słowo” / C.K. Norwid /

    Szanowny Panie,
    wydaje mi się, że znakomity poeta C.K.Norwid wiedział, czym jest język etyczny. Dla niego
    fundamentem dla takiego języka jest sumienie. Dlatego we wstępie do “Vademecum” w wierszu
    “ZA WSTĘP (OGÓLNIKI)” czytamy: “Ponad wszystkie wasze uroki –
    Ty! poezjo, i ty, wymowo-
    Jeden wiecznie będzie wysoki:
    **************************
    O d p o w i e d n i e d a ć r z e c z y s ł o w o !”

    “Odpowiednie” – jak trafnie zauważył J. Fert – to zgodne z rzeczywistością, ale i godne tej rzeczy-
    wistości, bo ona pochodzi od Boga. Dlatego też – tu wracam do naszej dyskusji o języku – słowo,
    które mówi o Biblii , musi być Jej godne, bo jest “odpowiedzią” na Słowa, które pochodzą
    od Boga czy tych, ktorzy są pośrednikami miedzy Nim a wierzącymi. A więc w języku komentarza
    do Bibii , gdy pojawia się “retoryka parciana”, retoryka na usługach uczuć /tych nie najwyższych/,
    staje się ona wyrazem powierzchownych emocji i nie jest ona własciwą odpowiedzią na Słowo
    Boże.
    Z pozdrowieniami – J. G.

    PS
    Wdzięczny byłbym Paniom Małgorzacie i Zofii , żeby przemyślały to, co napisał Norwid.
    Pani Zofio, jeżeli komuś ‘spowszedniał’ język Ewangelii, to nie wiem, czy /dla niego/ jakikolwiek komentarz go ożywi. Pozdrawiam serdecznie !

     
    Odpowiedz
  16. Halina

    Język religijny ze swej natury

    oscyluje pomiędzy hieratycznością i patosem, które akcentują doniosłość przekazywanych treści, a potrzebą komunikatywności w ich prezentacji. Dlatego też zachowanie w języku religijnym pewnej dozy patosu i uroczystego brzmienia, chociażby przez zachowanie archaizmów, uchodzi za coś stosowniejszego niż wprowadzanie w ich miejsce słów kolokwialnych, niemal żargonowych, które miałyby rzekomo przybliżyć religijne treści. Komunikatywność nie polega też na krasomówczych oracjach, czsami wystarczy kilka mądrych zdań, które zasieją " ziarno myśli".

     
    Odpowiedz
  17. zibik

    Sztuka wymowy i pisania dawniej, a dziś !

    Witam i pozdrawiam Sz. Pana!

    Dziękuję za wyjątkowo trafne i stosowne dopowiedzenie, a szczególnie za ten cytat : " Odpowiednie dać rzeczy słowo", który może stać się myślą przewodnią – motywem w pisaniu, dla współtwórców portalu "Tezeusz".

    Demokracja ateńska już sprzyjała rozkwitowi nauki i kultury m.in. retoryki – sztuki wymowy, a współczesna demokracja?………

    Ps. Mam wrażenie, że nie tylko C. K. Norwid wiedział, czym jest Kultura, Poezja i Sztuka, także retoryka, etyka i język etczny  – jego czytelnicy, propagatorzy i sympatycy chyba również.

    Z poważaniem Z.R.Kamiński

     

     

     
    Odpowiedz
  18. krok-w-chmurach

    Nie wydaje mi się, aby

    Nie wydaje mi się, aby język Biblii rzeczywiście "spowszedniał". I nie sądzę też, że stał się niezrozumiały dla dzisiejszego odbiorcy. Wiele wersetów z Pisma św. znamy na pamięć i rozumiemy ich znaczenie. Biblia jest również poprzez język ogniwem łączącym pokolenia. Nie ma sensu upraszczanie języka Bibli, schlebianie odbiorcom poprzez slangowe, czy kolokwialne wyrażenia. Myślę, że dotyczy to szczególnie druku, również pozycji zamieszczanych w internecie.  

    Inną sprawą jest język komentarzy – ten zmienia się w takim samym stopniu jak realia naszego życia. Jednak nie każda zmiana jest czymś pożądanym. A zwłaszcza słownictwo odnoszące się do Boga.  Za zmieniajacym się słownictwem idzie zmiania postrzegania. A słowa, jak wiemy, mają dużą moc. Słowa wypowiadane przez człowieka mogą ranić lub nieść miłość. Słowo Boga powołuje do życia każdego z nas. My odpowiadamy naszym życiem…powstaje dialog. Dlatego powinniśmy mieć świadomość siły i znaczenia każdego użytego przez nas słowa.

    Słowa tworzą ścieżkę dla zachowań.

    Odpowiedzialność.

     
    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code