Jezus przychodzi do moich oponentów

 
Rozważanie na Sobotę III tygodnia Adwentu, rok A2

tezeusz_adwent_2013.jpg

Tegoroczne ekumeniczne rekolekcje adwentowe i przewodzący im temat wprawiły mnie w pozytywne i egzystencjalne rozmyślania.

„Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25, 40).

Po przeczytaniu rozmaitych rozważań autorów z różnych denominacji i komentarzy, które jako Bracia i Siostry sobie nawzajem piszemy, skłonny jestem odwrócić nasze przewodnie motto i zapytać: ”Człowiek drogą do…”, do czego? Chwilami zamiast do Boga Miłości – do poczucia wyższości, kłótni, braku dialogu z autorem o innych poglądach, co ostatecznie prowadzi do poczucia piekła i największej w tym wszystkim lękliwej PUSTKI SAMOTNOŚCI.

Różni autorzy pisali o wielkich i trudnych rzeczach, np. o duchowym domu Ojca (rozważanie Siostry z bratniego Kościoła – które mnie osobiście poruszyło), o grzeszności na przestrzeni historii zbawienia, o „zabawach i eksperymentach” w bezdomność…

Część komentarzy to po prostu słowne przepychanki osób, które wiedzą lepiej niż autor, co powinno być w tekście. Oto pytania: Czy nie przywłaszczyłem sobie Bożego Dzieciątka na własność? Czy zdaję sobie sprawę, że Jezus przyszedł również do tego, którego potępiam, którego własnymi poglądami przygniatam i zabijam pychą – może nawet pychą wiary?

Jeśli wierzę, że człowiek – także mój oponent – może prowadzić do Boga, to moje życie będzie postawą pełną miłości. Mniej istotnie przykładowo pozostanie teologiczne umiejscowienie Miriam w kręgu dogmatów, ale bliskie nam będzie Jej działanie. I podobnie jak Ona – Matka Boga będziemy gotowi zmierzać przez góry i doliny życia, wypełniając słowa CZYNEM. Głodnych Boga i miłości nie musimy szukać daleko, a potrzebującą naszej uwagi i pomocy Elżbietą może stać się każdy… Poczynając od rodziny poprzez cały świat.

Bądź pozdrowiony Jezu za to, że narodziłeś się w stajni, ubóstwie i chłodzie…

Rekolekcje Adwentowe Tezeusza 2013

21_PJAKUBOWSKI_Miriam.jpg

Rozważania Rekolekcyjne

 

Komentarz

  1. Halina

    Autor

    Po przeczytaniu rozmaitych rozważań autorów z różnych denominacji i komentarzy, które jako Bracia i Siostry sobie nawzajem piszemy, skłonny jestem odwrócić nasze przewodnie motto i zapytać: ”Człowiek drogą do…”, do czego? Chwilami zamiast do Boga Miłości – do poczucia wyższości, kłótni, braku dialogu z autorem o innych poglądach, co ostatecznie prowadzi do poczucia piekła i największej w tym wszystkim lękliwej PUSTKI SAMOTNOŚCI.

    Część komentarzy to po prostu słowne przepychanki osób, które wiedzą lepiej niż autor, co powinno być w tekście. Oto pytania: Czy nie przywłaszczyłem sobie Bożego Dzieciątka na własność? Czy zdaję sobie sprawę, że Jezus przyszedł również do tego, którego potępiam, którego własnymi poglądami przygniatam i zabijam pychą – może nawet pychą wiary?

    No i jaka jest odpowiedz panskiego serca na owe pytania? Czy tylko panscy  oponenci-dyskutanci  to ludzie o "nazistowskich" pogladach ? 🙂 Czasem trzeba zejsc w dol, a nie tylko rozprawiac na wysokoscich. W dol oznacza droge w gore .Gdy Jezus byl na ziemi, Jego obecnosc stawala sie przyczyna zaznaczania sie roznic wsrod wszystkich, ktorych spotykal. Byl przeznaczony, by "przezen upadlo i powstalo wielu w Izraelu". Zarowno czcicile tradycji, ludzie obludni, liberalowie, jak i ci, ktorzy polegali na innych ludziach w sprawach poznania prawdy, doznali wielkiego upadku, gdy przyszedl Jezus. Jest i pozytywna strona tego obrazu, ktora wnosi nadzieje i odwage do zaklopotanych serc. W drugiej czesci proroctwa Symeon powiedzial rowniez, ze " powstanie wielu w Izraelu".

    To poselstwo dla wszystkich, nawet la ludzi bez nadziei, ktorzy mysla, ze nie maja szansy na tym swiecie. Musisz zejsc na dol, zanim wzniesiesz sie w gore. Najbardziej niebezpieczne polozenie, to nie to, gdy znadujesz sie na dole i wiesz o tym, ale to, gdy myslisz, ze jestes na gorze i nie musisz schodzic w dol, poniewaz wiedziesz swoje nieskalane niczym zycie.Ci, ktorzy chca sie wywyzszac ponad innch, beda ponizeni.

    Nie sadzi pan , ze autor, kiedy podejmuje sie pisania tekstow do publicznego rozwazania, powinien brac pod uwage taka mozliwosc, ze ta sama sprawa moze byc widziana przez kazdego z innej, subiektywnej perspektywy i uzasadniac rzeczowo swoje poglady.? No chyba, ze z gory zaklada, ze wie najlepiej a, tekst, ktory napisal jest jedynie do przyswojenia.Dialog czy dyskusja pomiedzy komentatorami- dyskutantami , a autorem tekstu moze zaistniec tylko w sytuacji, gdy autor zechce ja nawiazac.

    Niektore teksty sa na tyle ciekawe, czy sa w jakims sensie wstepem , a nie pelnym rozwinieciem, ktory  pozostawia mozliwosc dla innego spojrzenia czy dyskusji .Dzieci sie przepychaja-dorosli dyskutuja.Pozwolcie wszystkim przychodzic do mnie -parafrazujac slowa Mistrza.

    pozdrawiam

     

     
    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code