Ideologia gender

Zacznijmy od tego, że poza przekazem katolickim nigdzie się z tym terminem nie spotkałem. Nie znalazłem żadnego manifestu, programu czy choćby grupy wyznającej ową, tak ponoć modną, ideologię. Wiem tylko, że gender to dziedzina nauki, z pogranicza bodaj psychologii i socjologii, zajmująca się społeczną rolą płci w zachodniej kulturze.

  Jeśli cokolwiek postulują specjaliści tejże nauki, to jest to zmniejszenie stereotypizacji w wychowaniu człowieka od najmłodszych lat. Pokazanie, że nie każdy chłopiec lubuje się wyłącznie w samochodzikach i pistoletach, a nie każda dziewczynka interesuje się lalkami i chce mieć długie włosy. Większość z pewnością tak, ale psychologom chodzi raczej o podążanie za potrzebami dzieci w tej dziedzinie, niż ich usilne apriori kształtowanie.

 Czy są to dobre postulaty, tego nie wiem, jako że psychologia jest mi raczej obcą dziedziną. Ale nie jest to żadne czary-mary i z całą pewnością nie ma nic wspólnego z bredniami, jakie na ten temat ostatnio wysłuchuję od różnych księży.

 To, że "każdy może sobie wybrać, czy jest mężczyzną, czy kobietą," to wierutna bzdura i nikt rozsądny czegoś takiego nie powtarza. Taki problem dotyczy może kilku osób na każde 100.000 ludzi, czyli jakiegoś ułamka procenta. Są to ludzie z zaburzeniami tożsamości płciowej (to także termin psychologiczny). Pozostała, znakomita większość społeczeństwa, nawet postawiona przed takim wyborem już w bardzo wczesnym dzieciństwie wątpliwości tutaj nie ma. I mieć nie będzie, cokolwiek by na ten temat sądzili eksperci w sutannach.

 Owszem, są bzdury i z drugiej strony, tego nie neguję. Podobnie jak rasowa poprawność polityczna tak i usiłowanie zniesienia dyskryminacji na tle orientacji lub tożsamości płciowej, niesie czasem ze sobą absurdy. Takim absurdem jest dla mnie na przykład postulat nazywania ojca i matki rodzicem 1 i rodzicem 2. To akurat po to, aby nie urazić rodziców homoseksualnych.

 Ja już kiedyś pisałem, że homoseksualne jest jakieś 7% populacji. Załóżmy, że większość z tej grupy jest w stałych związkach, to daje powiedzmy 6% ogólnej populacji. Załóżmy dalej (co jest chyba już sporym nadużyciem, ale ja nie jestem socjologiem), że większość z tych związków wychowuje dzieci. To takich dzieci, które faktycznie potrzebują w dokumentach niepodkreślania płci rodziców jest może 5% wszystkich. I nie rozumiem, dlaczego z tego powodu pozostałe 95% dzieci musi się temu podporządkować. To nie można stworzyć oddzielnego wzoru dokumentu dla tych, którzy tego potrzebują? Bo co, biurokracja się zawali?

 Inny przykład: wyrzucić z podręczników i lektur dla najmłodszych określenia mama i tata jako tworzących rodzinę. A po co? Czy coś to zmienia? Aby pokazać, jak bardzo w tym momencie nie doceniamy prostoty i naturalności dzieci, przytoczę anegdotkę, którą przeczytałem kiedyś na Facebooku. W tłumaczeniu brzmiała mniej więcej tak:

 "Jako że mój brat jest homoseksualistą, stanąłem przed niewyobrażalnie trudnym i przerażającym zadaniem przekazania mojej pięcioletniej córce prawdy na temat homoseksualizmu. Spytała mnie bowiem: "Tato, czemu wujek Ralph jak do nas przychodzi, to trzyma za rękę wujka Paula?" Zebrałem się w sobie i odpowiedziałem. "Bo wiesz, oni są zakochani." Córka popatrzyła na mnie badawczo. "Tak jak ty i mama?" spytała. "Tak," odparłem z drżeniem. "Acha," ona na to. "A mogę dostać ciastko?"

 Są w naszym społeczeństwie (używam tego terminu szeroko – w znaczeniu dzisiejszej zachodniej cywilizacji, a nie konkretnie państwa polskiego) przedziwne trendy. Przewrażliwienie na temat poprawności politycznej jest jednym z nich. Podobnie, jak nieznane jeszcze szerzej nad Wisłą zjawisko "odwrotnego rasizmu," polegające między innymi na tym, że można wyrażać dumę ze swoich korzeni etnicznych będąc latynosem, murzynem czy indianinem, ale już nie białym człowiekiem. Albo skutek parytetów rasowych, kiedy ludziom o kolorowej skórze łatwiej jest dostać się do prestiżowej szkoły, niż białemu o identycznych osiągnięciach.

 Osobiście jednak, wolę świat z takimi absurdami, niż ideologią Ku-Klux-Klanu. Sądzę, że jest to chwilowe wychylenia wahadła w drugą stronę, może konieczne błędy w rozwoju, ale doceniam, że ten rozwój idzie w dobrym kierunku. W dodatku całkiem zgodnym z Nowym Testamentem, który uczy, że "Bóg nie ma względu na osoby" i że wszyscy jesteśmy przed Nim równi.

 Tymczasem u nas Kościół głosi coś przedziwnego. Właśnie w ostatnią niedzielę, w mojej parafii, usłyszałem kazanie na temat tu omawiany. W kontekście aktualnego wersu z Ewangelii: "Abyście się wzajemnie miłowali tak, jak ja was umiłowałem"… Jednym tchem ksiądz od ołtarza zachwycał się tą miłością i kpił z osób o odmiennej orientacji i zaburzeniach tożsamości płciowej powtarzając, że nie na tym polega ta miłość.

 Że co, przepraszam? Miłość nie polega na akceptowaniu (celowo nie używam tu słowa tolerancja, zachowam je na koniec tej notki) bliźniego niezależnie od jego rasy, wyznania, poglądów i orientacji? Nie polega na noszeniu jego krzyża i służeniu mu? Czy też może taki "zaburzony" nie jest moim bliźnim?

 Na czym więc ta chrześcijańska miłość polega? Na mieszaniu z błotem, obrażaniu i ośmieszaniu ludzi? Taką miłość poczuła niedawno pani Agnieszka Ziółkowska w imieniu wszystkich osób poczętych in vitro. Jakoś rozumiem jej reakcję, i zaczynam ją podzielać. Ten Kościół już przestaje być moim Kościołem. Nie potrafię dłużej identyfikować się z instytucją głoszącą tak wielką hipokryzję.

 Słyszę bowiem, jak to "określone środowiska," "dzisiejszy świat," "manipulujące człowiekiem media" powtarzają oszczerstwa przeciw Kościołowi i jak to prawdziwy chrześcijanin nie powinien ulegać takim ideologiom "cywilizacji śmierci". Że nie powinniśmi bezmyślnie podążać za modą. I znowu tym samym tchem ksiądz opowiada własne ideologie, tworzy własną, kościelną modę (widoczną choćby w powyższych sformułowaniach) i sprzedaje podobne bzdury tyle, że z drugiej strony barykady.

 Do aluzji politycznych dotąd w swojej parafii miałem szczęście. Nie było ich. Ot, czasem coś się proboszczowi wyrwało, ale to najwyżej w paru zdaniach i szybko wtedy zmieniał temat. Dotąd kazania były na temat Ewangelii i nauki życia chrześcijańskiego. Teraz nie wiem, czy się proboszcz zmienił, czy wytyczne biskupów (bo to wcale nie nowi, młodzi księża tak zaczynają), ale takich dyrdymałów dla katolickich lemingów jest coraz więcej. I tu się kończy powoli moja tolerancja. Bo nie o argumenty chodzi. Nie o to, czy Kościół broni słusznej, czy niesłusznej sprawy. Ale o to, że włazi z butami w to samo błoto, które piętnuje. Obraża, wyśmiewa i powtarza ignoranckie, zasłyszane wcześniej pojęcia, których nawet do końca nie rozumie.

 

19 Comments

  1. zefir

    ostrożnie z gender

    liam, zazwyczaj zgadzam się Twoimi poglądami ale tym razem jest inaczej. Moim zganiem Gender, nie jest tylko jak napisałeś: dziedzina nauki, z pogranicza bodaj psychologii i socjologii, zajmująca się społeczną rolą płci w zachodniej kulturze. Z tego co zauważam, jest to pojęcie dużo szersze. Z pewnością nie ogranicza się do sfery badań i rozważań akademickich ale wpływa lub próbuje wpływać na postrzeganie wielu spraw nie tylko w społeczeństwie ale także w religii a nawet w samej nauce i opisie naukowym zjawisk.

    Jest w Gender rzecz, której absolutnie zaakceptować nie mogę. Wedłu teoretyków Gender społeczne cechy męskie lub żeńskie oraz zachowania nie wynikają z podstaw biologii człowieka lecz mają swoje źródło w kulturze i kształtują się w wyniku socjalizacji. Jest to dla mnie oczywista nieprawda. Zachowanie człowieka jest jak najbardziej zdeterminowane przez płeć biologiczną. Dlatego mężczyzna inaczej postrzega świat już od wieku dziecięcego. Chłopcy w większości przypadków nie bawią się wojnę dlatego, że tak są wychowywani tylko dlatego, że ich to po prostu kręci – są do tego zdeterminowani. Inny przykład:  Analiza wypadków dzieci jako pieszych uczestników ruchu pokazuje, że chłopcy generalnie częściej ulegają wypadkom niż dziewczynki. Sam byłem świadkiem takiego zdarzenia gdy rodzeństwo około 5-6 letnie przechodziło przez jezdnię. Gdy nadjeżdżał samochód  chłopiec wybiegł na ulicę a dziewczynka została. Czy rodzice lub szeroko pojęta kultura, socjalizacja uczy małych chłopców wbiegania pod jadące samochody? Nie! – mamy tu doczynienia z różnicami w funkcjonowaniu płci. Te różnice są także obecne w życiu dorosłym.  Z kolei to jak się człowieka zachowuje wpływa na to jaką pozycję w społeczeństwie zajmuje. Gender, ściśle połączone chyba z femiznimem atakuje patriarchalny system, w którym mężczyzna przedstawiany jest jako ten silniejszy – a kobieta słabsza. Tak naprawdę Gender rozwala całą koncepcję naturalną, niezmienną w wielu kulturach od tysiącleci. Już od czasów plemiennych role społeczne kobiet i mężczyzn były różne – nie lepsze i gorsze – po prostu różne. Było tak na różnych kontynentach, w ludach które nigdy nie zaznały religii chrześcijańskiej czy innej. Oznacza to, że role te kształtowane są w sposób naturalny i niezależny od chrześcijaństwa czy innych religii.

    Najbardziej irytują mnie w Gender ostatnie nowotwoy słowne: typu posłanka, ministra i inne tego typu. Znamienną rzeczą jest to, że genderyści nie kwapią się wcale, żeby podobne wygimasy kreować dla mężczyzn i na przykład proponować męskie nazwy dla takich zawodów jak kosmetyczka… Tak samo nie do przyjęcia jest dla mnie zmienianie w dokumetach nazewnictwa na rodzic 1 rodzic 2 albo podobne. Jeśli ktoś ma matkę i ojca to takie nazewnictow powinno być zastosowane. Nie ulega jednak wątpliwości, że wielu gejowskim akrywistom taki podział na rodziców A i B jest na rękę. Tylko jakim prawem odbierają możliwość rodzicom heteroseksualnym bycia matką i ojcem?

    Co do słów, które usłyszałeś w kościele – ksiądz pewnie chciał najlepiej jak potrafi zdyskredytować związki homoseksualne. Najlepiej coś takiego zrobić odbierając takim związkom miłość i patrzeć na nie tylko poprzez pryzmat seksu. Dzięki temu stają się prymitywne, łatwe do potępienia, wyśmiania.

    Pani Agnieszka Ziółkowska, zareagowała bardzo dziwnie – jak ostatnio stwierdziła nie jest osobą wierzącą. Jest tylko formalnie katoliczką. Jej reakcja wygląda mi na prowokację. Choć sam jestem pod określonymi warunkami gotowy do zaakceptoania in-vitro to rozumiem stanowisko Kościoła. Tak samo jak nie popiera metody gwałtu jako poczęcia tak samo nie popiera in-vitro. Tak samo szanuje dzieci poczęte w wyniku gwałtu jak i in-vitro. Więc nie wiem o co tej pani chodzi. Czytałem dokument EP o wyzwaniach bioetycznych i faktycznie są tam nieścisłości i pewne przekłamania. Czy to jest jednak podstawą do alergicznej, ostrej i medialnej – być może w pewnym sensie zaranżowanej reakcji pani Ziółkowskiej? Liam – przeczytaj ten dokument i wtedy wyrób sobie zdanie na ten temat.

    pozdrawiam.

     

     
    Odpowiedz
  2. liam

    Przeczytałem i wyrobiłem.

    Przeczytałem i wyrobiłem. Dlatego właśnie walczę z tym, co nazywasz "nieścisłościami i pewnymi przekłamaniami." Takim określeniem zresztą bagatelizujesz clou moich poglądów bo to przeciwko temu właśnie występuję. Przeciw budowaniu ideologii (wszystko jedno – gender, czy katolickiej) na "nieścisłościach." Bo to są zwyczajne kłamstwa. To i cała napastliwość języka tu stosowanego przyprawia mnie o podobną reakcję co panią Agnieszkę. Nieważne w tym momencie, czy jest katoliczką "formalną" czy nieformalną.

    Co do pierwszej części Twojego komentarza, to ze sporą częścią się zgadzam. Nie wiem tylko, czy są to poglądy "teoretyków gender" bo nigdy takiego nie spotkałem, czy po prostu psychologów. Dylemat pomiędzy tym co wrodzone a tym co wyuczone nie jest nowy w psychologii i sam w sobie jest bardzo ciekawy. Nie o tym jednak ta dyskusja.

     
    Odpowiedz
  3. Jadzia

    Zefir

     

     Wedłu teoretyków Gender społeczne cechy męskie lub żeńskie oraz zachowania nie wynikają z podstaw biologii człowieka lecz mają swoje źródło w kulturze i kształtują się w wyniku socjalizacji. Jest to dla mnie oczywista nieprawda. Zachowanie człowieka jest jak najbardziej zdeterminowane przez płeć biologiczną. Dlatego mężczyzna inaczej postrzega świat już od wieku dziecięcego. Chłopcy w większości przypadków nie bawią się wojnę dlatego, że tak są wychowywani tylko dlatego, że ich to po prostu kręci – są do tego zdeterminowani.

     

    Nie do końca.Nie zmuszajmy chłopców do bawienia sie samochodzikami, a dziewczynek do zabawy lalkami.O zachowaniu decyduja bardziej złozone sprawy niz tylko biologia czy środowisko. Jestem kobietą nie ulega wątpliwości, mam 2 dzieci. Ale całe dzieciństwo nie bawiłam sie lalkami z kolezankami ale drapałam się po drzewach z chłopakami, nie cierpiałam sukienek zwłaszczxa tych z westazeczkami czy falbankami tylko preferowałam spodsnie i tak jest do dzisiaj.  A do sukienek mnie zmuszano. Do lalek także. Zawodu jestem inżynierem budowlanym. Czy to źle? Czy to znaczy, ze jestem złym człowiekiem? Nie narzucajmy dzieciom ubrań i zabawek. Niech wybierają same. Nie krzywdzmy ich.

     
    Odpowiedz
  4. zefir

    @ Jadzia

    Co innego zmuszanie do bawienia się samochodzikami a co innego ignorowanie zjawiska, które jest najbardziej powszechne i mówienie że jest nieprawdziwe. Przykład z lalkami jest zabawny, bo ja się też nimi wyjątkowo bawiłem, ale wykorzystywałem je jako rekwizyty do zabawy w wojnę gdy nie miałem pod ręką żołnierzyków i klocków Lego. W moim poprzednim komentarzu faktycznie jednak zrobiłem błąd generalizując. Nie piszę jednak o wyjątkach tylko o tym co powszechne, bo o to się sprawa rozchodzi. Poznając Twoją historię rozumiem, że mimo braku społecznej świadomości Gender mogłaś swobodnie nie bawić się lalkami, wdrapywać się z chłopakami na drzewa a później zostać inżynierem budowlanym. Więc w takim razie w czym leży problem?

    Spójrzmy teraz szerzej i przeglądowo na różne kultury. Z tego co wiem, w wielu z nich były w niektórych są nadal obecne tzw. rytuały przejścia. Tam nie ma wyboru zachowania. Chłopcy osiągając odpowiedni wiek są zoobligowani do przejścia prób, które sprawiają, że stają się mężczyznami.

    Załóżmy że w takich plemionach wprowadzamy w życie teorię Gender. Od tej pory chłopcy nie muszą już przechodzić rytuałów przejścia – przeciwnie uczą się być kobietami, jeśli chcą. Zamiast pomagać ojcom polować, plotą z matkami koszyki i zbierają jagody. Po pewnym czasie odkrywają, że jednak kobiecy model życia nie jest dla nich. Nie realizują się w tym. Chcą być mężczyznami. Zwracają się do starszyzny o możliwość wykonania próby, dzięki której staną się mężczyznami. Starszyzna jednak odmawia. Tłumaczy to tym, że ich czas na odbycie próby przeminął – są już zbyt dorośli i stali się z czasem i doświadczeń tymi kim są.

    To oczywiście zmyślona przeze mnie opowieść. Napisałem ją po to, żeby uzmysłowić, że wraz z upowszechnieniem Gender może nastąpić duże zamieszanie i zmiany w wychowaniu dzieci, których nie będzie można cofnąć. Czym to może skutkować? Problemami z tożsamością. Już teraz zaczynają się objawy, jak donoszą pscyhologowie. Faceci zaczynają być zagubieni. Nie wiedzą jaka jest ich rola w rodzinie, kulturze. Może jednym z powodów jest m.in to, że nie przechodzą rytuałów przejścia (zaryzykuję stwierdzenie, że wczęśniej takimi rytuałami była zasadnicza służba wojskowa, albo studia daleko poza domem).

    Co do zawodów, to oczywiste jest że wiele z nich może być wykonywane przez obie płcie. Kobiety mogą być świetne w naukach ścisłych. W większości przypadków jednak tych studiów nie wybierają pomimo, że nikt im drogi nie utrudnia do zostania inżynierami. Widać to choćby po statystykach płci na kierunkach zamawianych, wśród których wiele promowało się zamieszczając na na benerach właśnie młode dziewczyny w kaskach ochronnych – przykład kobiet studjujących budownictwo, mechanika i podobne kierunki. Są jednak i takie zawody, które wymagają np. dużej siły fizycznej – strażacy ratownicy czy górnicy albo niektórzy laboranci. Ci ostatni z racji swojej męskiej fizjologii mogą pracować w określonych warunkach, które dla kobiet są szkodliwe lub bardzo obciążające i wyniszczające. Czy należy w imię Gender pozwolić kobietom na wykonywanie tych zawodów? Czy w tym przypadku Gender także podważy deteminizm biologiczny?

    Zupełnie też nie rozumiem Twojego pytania – czy jesteś złym człowiekiem. Ja nie oceniam czy ktoś jest zły czy nie. Próbuje tylko spojrzeć krytycznie na zjawisko.

    pozdrawiam serdecznie 🙂

     

     
    Odpowiedz
  5. Jadzia

    Zefir

     Załóżmy że w takich plemionach wprowadzamy w życie teorię Gender. Od tej pory chłopcy nie muszą już przechodzić rytuałów przejścia – przeciwnie uczą się być kobietami, jeśli chcą. Zamiast pomagać ojcom polować, plotą z matkami koszyki i zbierają jagody. Po pewnym czasie odkrywają, że jednak kobiecy model życia nie jest dla nich. Nie realizują się w tym. Chcą być mężczyznami. Zwracają się do starszyzny o możliwość wykonania próby, dzięki której staną się mężczyznami. Starszyzna jednak odmawia. Tłumaczy to tym, że ich czas na odbycie próby przeminął – są już zbyt dorośli i stali się z czasem i doświadczeń tymi kim są.

    Zgoda. Ale weź inny przypadek – chłopaka zmuszanego do polowania i zmuszanego do rytuałow przejścia, który to rytuał jest dla niego traumą. Byc moze do końca życia będzie wolał plesać koszyki i zbierac jagody i to dałoby  mu satysfakcję.  A tak żyje w nie swojej skórze co może sie skonczyc samobójstwem.

    Oczywiście to krańcowy przypadek. Moze i zechce późnioej polowac, ale młodzieńcza trauma mu będzie w tym przeszkadzac do konca życia.

     

    To oczywiście zmyślona przeze mnie opowieść. Napisałem ją po to, żeby uzmysłowić, że wraz z upowszechnieniem Gender może nastąpić duże zamieszanie i zmiany w wychowaniu dzieci, których nie będzie można cofnąć. Czym to może skutkować? Problemami z tożsamością. Już teraz zaczynają się objawy, jak donoszą pscyhologowie

    Jezeli nie bedzie mozna cofnąć to znaczy ze dziecko wybrało właściwą drogę. A czy Ty myslisz, ze ja nie miałam problemów z tożsamością właśnie dlatego, ze zmuszano mnie do lalek i sukieneczek? Do dzis nie cierpię sukienek więc co tu cofac? Gdyby pozwalano mi na moją własną tożsamosć miałabym szczesliwe dzieciństwo, a tak wspominam koszmarnie. Musiałam szukac mojej tożsdamości, a nie było to łatwe.Czy o to chodzi?

     

    Mam dwójkę wnucząt – dziewczynkę i chłopczyka. ( 6 i 4 lata) Chłopiec bawi się samchodzikami i komputerem. Dziewczynka ani spojrzy na lalki, tylko autka, samolociki i komputer – strzelanie ( to mi sie akurat nie podoba). I co? Mamy ja zmuszac do innych zachowan? Na szczęście jej nikt nie zmusza tak jak mnie. Moze zapamieta dzieciństwo jako szczęsliwe.

    Jezeli zaś chodzi o zawody – to rzeczywiście sa takie gdzie kobiety nie moga mieć wstępu. Zaraz po wojnie modne było hasło :"kobiety na traktory" i plakaty z traktorzystkami. WEiemy jak się to skończyło – poronienia, włókniaki macicy. Pamietam też, ze kobietom nie wolno było wchodzić do kopalń oraz do szybów ( akurat studiowałam budownictwo wodne i do szybów elektrowni wodnych wstęp mieli tylko chłopcy)- jest to ( a może już teraz nie) uwarunkowaniem wpływu na biologię. Tak będzie zawsze – ale czy alergik moze byc np chemikiem? Tez nie…..I płeć nie ma tu nic…

     

    Oczywiście opisuję tutaj mój przypadek. Ale nie był odosobniony. Na Politechnice większosć dziewczat miała podobne problemy – jak widac wybór studiów wiązal się z wcześniejszymi zachowaniami. Jakos dziwnie w typowo "kobiecych" zawodach nie spotyka sie dziewcząt, które preferowały by samochodziki a nie lalki. Więc co tu cofać?

    Czy delikatnych chłopców mamy zmuszać do agresji i bójek i zabaw w wojnę? Moze lepiej że sie w nia nie bawią, bo zabawa później przeniesie się do realu…

     
    Odpowiedz
  6. Anonim

    @gender

    Gender możemy sobie unaocznić na przykłądzie krowy. jak wsadzimy krowę od małego do ula to będzie latać i zbierać pyłek. A jak pszczołe od malego do obory to będzie dawac mleko.

     
    Odpowiedz
  7. Jadzia

    oj Smoku Smoku!

     Gender możemy sobie unaocznić na przykłądzie krowy. jak wsadzimy krowę od małego do ula to będzie latać i zbierać pyłek. A jak pszczołe od malego do obory to będzie dawac mleko.

    Po pierwsze, skad Ci przyszło do głowy, ze gender to pomieszanie pomiędzy gatunkami?

    Krowa i pszczoła to zupełnie inne gatunki! My cały czas dyskutujemy o JEDNYM gatunku – ludzkim.

     

    Po drugie – Prawda jest , że znaleziono ludzi od malenkosci w dzungli wychowywane wsród wilków, które wyły nie umiały mówic, jadły surowe mięso i zachowywały sie jak wilki. Wiec jednak cos w tym jest. 

    Czytałam tez, że zrobiono doświadczenie wychowujac maleńka małpke  razem z niemowlakiem – chciano stwierdzic jakie zmiany zajdą w małpce, czy bedzie przybierać ludzkie zachowania.. Tu niestety dziecko zaczeło zachowywac się jak małpka i ja "małpowac" a nie na odwrót – i eksperyment przerwano dla dobra dziecka.Mimo to nie wyrósł nikomu ogon.

    Wiec jakies zachowanie przyjmuje sie od srodowiska, które to zachowanie NARZUCA.. Aby przezyć. Tyle, ze w gender nikt nikomu nic nie narzuca. 

    Poza tym nikt nikogo nie zmusza do niczego. Krowy do latania równiez. Ale istnieją krowy agresywne jak byki i nic tego nie zmieni mimo ze krowami pozostaną. Moga tez dawac mniej mleka.

     
    Odpowiedz
  8. liam

     Kasuję i będę kasował

     Kasuję i będę kasował wyłącznie wpisy nie na temat. Notka jest o ideologii gender i na ten temat zapraszam tutaj do dyskusji. Jeśli kiedyś napiszę notkę na temat Episkopatu i wydanych przezeń dokumentów, tam będzie można o tym dyskutować. Ewentualnie zawsze można napisać własną notkę i poprowadzić inną dyskusję na własnym blogu. W czym problem?

     
    Odpowiedz
  9. elik

    Feminizm i gender

    Proszę więcej nie kompromitować się, tak nieudolną argumentacją.  Przecieź Pana tekst ma jedynie tytuł: Ideologia gender, a w rzeczywistości dotyczy bardzo wielu róźnych kwestii i zagadnień m.in. trendów, poprawności politycznej, rasizmu, parytetów, absurdów, etc., no i przede wszystkim jest wyrazem "troski" parafianina o dalszy los nie wspólnoty Kościoła RK, lecz kleru i instytucji. 

    Ponadto powtarzam – proszę nie usiłować oszukiwać czytelników, bo nie tylko Pan, jako autor i gosodarz blogu conajmniej naduźywa władzy i kasuje wpisy zawierające treści, bądź sformułowania nieprawomyślne, a akceptuje, czy toleruje wyłącznie wpisy jedynie słuszne tj. poprawne politycznie. 

    Ad rem: Wielkim problemem, a ściślej zagrożeniem wg. mnie jest to, że czasami ludzie, którzy używają terminu „gender”, nie zdają sobie sprawy z jego ideologicznych korzeni, ani skutków i konsekwencji wynikających z akceptacji, a nawet pobłażania, tych nie tylko absurdalnych pomysłów i dążeń.

    Czym w rzeczywistości staje się lub jest ruch feministyczny i rozpowszechnianie ideologi gender?….

    To chyba oczywiste, źe staje się sprawą globalną – rangi światowej, oraz kolejną groźną ideologią, która szczególnie wiele młodych kobiet prowadzi w ślepy zaułek, bo niektóre feministki nie chcą uznać wyjątkowej roli kobiety w społeczeństwie i ignorują badania, które to potwierdzają.

    Ponadto więzi między matką, a dzieckiem są nie tylko ignorowane przez tych, którzy chcieliby widzieć kobietę jedynie jako siłę roboczą, a ich dzieci w przedszkolu.

    Zwalczaniem (rugowaniem) idei, które ukazywały różnice między kobietą i mężczyzną, oraz kładły nacisk na zasadniczą rolę kobiety w sferze wychowawczo-opiekuńczej.

    Z perspektywy zwolenników ideologii gender jest rzeczą nie do przyjęcia, że kobieta może wybrać macierzyństwo, jako pierwszorzędne powołanie. 

    Ten ruch i ideologia jest równieź trwonieniem wielkich zasobów ludzkich, także finansowych, aby zwalczać naturalne pragnienie kobiety bycia matką.  

    Ps. Proszę zamiast kasować raczej uwaźnie przeczytać i ewentualnie pozwolić innym odnieść się, do tych kilku zasygnalizowanych spraw, a chyba dotyczących rownieź tytułu Pana tekstu. 

     
    Odpowiedz
  10. Jadzia

    nikt nic nie zwalcza

    Ten ruch i ideologia jest równieź trwonieniem wielkich zasobów ludzkich, także finansowych, aby zwalczać naturalne pragnienie kobiety bycia matką.  

    Ale przeciez nikt nic nie zwalcza. Zadnego pragnienia bycia matką, bo takich instynktow zwalczyć się nie da.. Ale do bycia matką nie należy zmuszac. Bo takie kobiety też sa. Bo wtedy mamy  "sprawy Madzi". A to chyba gorsze niż zabranianie dziewczynkom chodzenia po drzewach.

     
    Odpowiedz
  11. liam

     Zamiast zarzutów

     Zamiast zarzutów oszustwa, poprosiłbym w takim razie o jakieś źródła bo na razie wszystko, co kolega twierdzi mam przyjąć na wiarę. Poproszę o linki do wiarygodnych źródeł (nie katolickich – a więc wtórnych –  przekazów, tylko oryginalnych, tych konkretnie wyznających "ideologię gender") w których mowa jest o zwalczaniu instyntku macierzyńskiego czy innych teoriach kolegi. Jak bowiem stwierdziłem w notce, nigdy czegoś takiego na oczy nie widziałem poza takimi właśnie jak kolegi wystąpieniami – nie popartymi niczym. Dlatego bardzo chętnie się zapoznam, jeśli kolega uprzejmie poda. I być może nawet zmienię zdanie.

     
    Odpowiedz
  12. elik

    Zwalczać, czy?………..

    Jadziu dziękuję za słuszną uwagę, rzeczywiście w tym przypadku słowo „zwalczać” nie jest odpowiednie, ani stosowne, bo może być np: opacznie rozumiane.  Dlatego proponuję zastąpić je innym, które pozwoli jednoznacznie, czy lepiej ukazać rzeczywiste intencje i zamiary tych, co nie uznają Boga, ani nie szanują i nie akceptują naturalnego instynktu kobiet, w tym ich szczególnego pragnienia bycia matką. 

    Kobietą i matką, a więc osobą wyjątkową, unikalną, bo przede wszystkim stworzoną i powołaną, do świadomego i dobrowolnego współuczestniczenia  w powstawaniu życia i istnienia małżeństwa, a nawet rodziny, wspólnoty i narodu, także czynnego udziału w rozwoju ukochanej Ojczyzny.

    Pozdrawiam Ciebie – Zbigniew

     
    Odpowiedz
  13. elik

    Replika

    Sz. Panie proszę dostrzec, źe to nie są tylko zarzuty, lecz szereg istotnych kwestii, które mogą wg. mnie być przedmiotem rzeczowej dyskusji, bądź polemiki. Unikanie dialogu, czy owocnej dyskusji na forum to domena ludzi złej woli, czy osób zdezorientowanych i uporczywie trwających w błędzie, oraz chyba metoda zwolenników owej ideologii, oraz tzw. political correctness. 

    Natomiast sugestia przekonywania, a tym bardziej wyręczania kogoś, kto kwestionuje wiarygodność źródeł katolickich tj. poszukiwania, polecania źródła, czy wskazywania historii powstawania ideologii gender – jest nie tylko wyrazem Twojego wygodnictwa i lenistwa, oraz dostatecznie wymowna i nie wymaga dodatkowego komentarza. 

    Przecież w wyszukiwarce wystarczy kliknąć, aby znaleźć i poznać to, co nie koniecznie jest wiarygodne, lecz wydaje się uźyteczne i akurat Ciebie interesuje. Nie tylko w tym przypadku, lecz w dowolnej realcji i współźyciu osób, jak słusznie zauwaźa ks. Adam: chodzi o trud, aby człowiekowi chciało się chcieć. 

     

     
    Odpowiedz
  14. Redakcja

    Przepraszamy za awarię techniczną

    Nie, cenzura nie wraca, ale złośliwości informatycznych systemów często nie da się uniknąć.

    Przepraszamy za awarię, która wystąpiła na stronie komentarzy do tego blogu i zachęcamy do dalszej dyskusji. 

     
    Odpowiedz
  15. liam

    Bardzo dziękuję

    Bardzo dziękuję administracji za naprawę i notkę. A wracając do dyskusji:

    Żródła wyszukałem sam (o tym niżej) bo jak widzę nie doczekałbym się od kolegi. Nie o moim lenistwie to świadczy bo obowiązek poparcia tezy spoczywa na stawiającym ową. Co do źródła źródeł natomiast, przekaz kościelny jest dla mnie najważniejszy w dziedzinie teologicznej. W bioetycznej już mniej, a już na pewno nie jest miarodajny w przypadku, powiedzmy, fizyki kwantowej. Skoro mowa tu (a takie jest założenie mojego wpisu) o pewnych terminach z dziedziny nauk społecznych, a nawet filozofii, logiczne jest poszukiwanie materiałów źródłowych u źródeł zamiast, jak kolega Zefir bardzo ładnie to ujął: "drobnych nieścisłości i pzekłamań" w powtórzeniach medialnych.

    Odnośnie natomiast całej dyskusji, to ktoś zwrócił mi kiedyś uwagę, że ten sposób wyrażania się przypomina komunistyczną masówkę. I to nie z naszego relatywnie spokojnego późnego PRL-u, ale z czasów stalinowskich, kiedy ludzie ginęli za swoje poglądy. Tam też było słychać o "wiadomych środowiskach," których "prawdziwe intencje trzeba demaskować," walczyć z wrogiem, który "nie szanuje" i "nie uznaje."

    Właśnie o coś takiego mi chodzi. Sam wprawdzie jestem za młody, żeby pamiętać tamte czasy, ale dość się w szkole uczyłem i nasłuchałem takich przemówień żeby wiedzieć, że nie jest to język dialogu i ewangelicznej miłości. Ba, z czymś takim w ogóle się nie dyskutuje tylko od razu łapie sztandar i na barykady. Tylko… co to ma wspólnego z chrześcijaństwem?

    Kiedy ktoś tak do mnie mówi, to nie jestem już "zatroskanym parafianinem." Zastanawiam się po prostu, czy my na pewno wierzymy w tego samego Boga. Kiedy jednak mówi do mnie takim językiem ksiądz, wtedy czuję się wykluczony z Kościoła. Nie będąc niczyim wrogiem, nie zwalczając niczyich przekonań, jedynie starając się myśleć samodzielnie – w takim wrzaskliwo-propagandowym Kościele nie widzę dla siebie miejsca.

    I wreszcie same źródła. Otóż poszperałem jeszcze i zastanawiam się, czy nieporozumienie nie wynika tu z błędu nomenklaturowego (czyt. ignorancji). A mianowicie nie o żadną ideologię gender tu chodzi, ale teorię queer, która jest pewną skrajnością w dziedzinie nauk społecznych o gender. Dokładnych jej założeń nie znam, bo nie jestem ekspertem, ale wydaje mi się, że w ogóle skrajności, w tym skrajny feminizm, nie prowadzą na ogół do niczego mądrego. Nie są też jednak długo wyznawane ani przyjmowane przez większość społeczności, również akademickiej. Ot, jedna z wielu dyskutowanych teorii. Nadal nie mam pojęcia, czemu wzbudza tyle histerii.

    Tu można cokolwiek poczytać o pochodzeniu, historii i podstawowych założeniach teorii queer: http://www.homoseksualizm.org.pl/teoria-queer-jako-wspolczesna-koncepcja-etyczna/ a tu nawet zamówić książkę na ten temat: http://queer.uw.edu.pl/?page_id=745 Faktycznie, wiele tego nie ma, ale jeśli ktoś jest zainteresowany, to czegoś się dowie.

    I jeszcze ciekawostka, na którą przy okazji się natknąłem. Z mojego odbioru przekazu katolickiego (być może się mylę) wynika, iż Kościół w ogóle przeciwny jest feminizmowi. Do pewnego stopnia i ja utożsamiam się z takim stanowiskiem. Jednak znowu pewna skrajność mnie tutaj odpycha. Proszę przeczytać ten cytat na temat ról męskich i kobiecych:

    "Z jednej strony wytwarzanie środków utrzymania, środków spożycia, odzieży, mieszkania i niezbędnych do tego narzędzi; z drugiej strony wytwarzanie samych ludzi, rozmnażanie gatunku"

    Zgadza się? Cóż, mam wrażenie że tak. Z tym, że ów cytat pochodzi z 21 tomu Dzieł Marksa i Engelsa.

    W swoim konserwatyzmie wielu chyba nawet nie jest świadomych, że powtarza założenia marksistowskiej teorii płci kulturowej. Dla mnie to akurat nie jest dyskredytujące bo uważam, że w wielu dziedzinach Marks był geniuszem, ale chyba warto wiedzieć czyje argumenty się przytacza.

     
    Odpowiedz
  16. zefir

    @ Liam Gender ideologia czy teoria

    Książka "Ideologie nauk społecznych – warianty interpretacyjne" (Kowalski Mirosław, Falcman Daniel) Kraków 2012, porusza kwestię ideologii m.in. na przykładzie Gender.

     
    Odpowiedz
  17. liam

    Ideał kontrfaktyczny…

    A, dziękuję bardzo. Z pewnością ciekawa lektura, choć z recenzji jaką znalazłem w internecie wynika, że jest to trudna pozycja nawet dla naukowców zatem nie wiem, czy zrozumiałbym, gdybym ją przeczytał.

    Jednakże zarówno ze wspomnianej recenzji jak i z przedmowy wynika, że badacze stawiają w niej właśnie pytanie o granice pomiędzy nauką a ideologią. Jest to więc książka metasocjologiczna. Żeby sprowadzić rzecz do metafory: z faktu istnienia opracowań na temat mitologii greckiej nie wynika w żaden sposób, że Zeus naprawdę istniał.

    Nie wiem też, czy z tej książki można by dowiedzieć się czegoś konkretnego o założeniach gender studies. Jeśli kolega czytał, to prosiłbym o podzielenie się wiedzą. Znowu – nie z lenistwa, ale z ignorancji. Takie bowiem terminy jak "ideał kontrfaktyczny" zdecydowanie przekraczają mój poziom wyszktałcenia.

     
    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code